Mari usiadła na parapecie. Jakieś piętnaście minut temu
Maaya wraz z mężem i córką wróciła do domu. Westchnęła cicho. Kage musiał
wyprowadzić jej przyjaciółkę, gdy pojawił się Jonathan. Brunetka nie mogła na
niego patrzeć. Nie mogła zapomnieć tego, co zrobił. Właściwie, to wcale się jej
nie dziwiła. To, co zrobił było niewybaczalne. Objęła obiema dłońmi kubek.
Zatopiła wzrok w parującej powierzchni herbaty. Martwiła się o Aikę, ale…
przecież nie miała wyboru. Jeśli zatrzymałaby ją przy sobie siłą, zniszczyłby
ją Instynkt Niszczycielki. Dobrze wiedziała, że jej córka jest zbyt młoda, by
sobie z nim poradzić. Spojrzała w okno. Dzieci z sąsiedztwa bawiły się na
drodze w ganianego. Uśmiechnęła się delikatnie. Przypomniała sobie czasy, gdy
Aika miała pięć lat. Czy to naprawdę było tak dawno? Czy naprawdę wszystko było
wtedy prostsze? Nie… Jej życie nigdy nie było proste. Ponosiła konsekwencje
każdej podjętej decyzji. Wybrała miłość. Aika wychowywała się bez ojca.
Odrzuciła Jonathana. On skrzywdził Maayę. Podpisała pakt. Jej dziecko będzie
cierpieć… Zamknęła oczy. Ile jeszcze decyzji będzie musiała podjąć? Ile jeszcze
razy jej wybór odbije się na drogich jej osobach? Odstawiła kubek. Sięgnęła po
medalion, który zawsze wisiał na jej szyi. Ścisnęła go w dłoni. To był jej
największy skarb. Najcenniejsza rzecz, jaką posiadała. Najpiękniejsze
wspomnienia jej młodości, zatopione w srebrze, jak owad w bursztynie. W tamtym
czasie nie myślała o tym, że ten sekretnik będzie jedną z niewielu rzeczy,
które zostaną jej po Akirze.
<***>
-Aika!-
krzyknęła Hurmiz, gdy tylko ta pojawiła się na horyzoncie.
Z wrodzonym wdziękiem pokonała tych parę metrów,
które je dzieliło.
-Gdzieś
ty była?!- wyraźnie zdenerwowana zacisnęła palce na ramionach
szatynki-Ty wiesz w ogóle co się
dzieje?!
-O
co chodzi?- spytała zdezorientowana.
Spojrzała na Jonathana, szukając jakiejś wskazówki w
wyrazie jego twarzy. Był opanowany.
-Zabiję
cię!-
wrzasnęła na blondyna-Ty wiesz co by się
stało, gdyby znaleźli ją na Ziemi?!
-Ale
nie znaleźli.- odrzekł spokojnie.
-Czy
ktoś mi powie, co się tutaj dzieje?
-Poza
tym, że kilku Niszczycieli urządziło sobie na ciebie polowanie, to nic.-
odpowiedziała, nawet nie próbując ukryć zdenerwowania.
-Nani?!
-Nie
ma czasu, chodź szybko!- złapała ją za rękę i pociągnęła
na schody.
Przeskakiwała po parę stopni, chcąc dorównać tempa czarnookiej.
-Nic
z tego nie rozumiem.- wydyszała, idąc korytarzem.
-To
pomyłka. Myślą, że jesteś kolejną z tych porąbanych anielic. Dlatego chcą cię
zlikwidować.- odpowiedziała nie zwalniając-Musisz kogoś poznać.- otworzyła
masywne drzwi.
Światło wypełniające pomieszczenie oślepiło ją.
-Panie.-
Hurmiz przyklęknęła na jedno kolano, pochylając głowę.
Dopiero gdy jej oczy oswoiły się ze światłem,
rozejrzała się. Pomieszczenie wyglądało, jak sala tronowa. Marmurowa podłoga,
kryształowy żyrandol, jasne ściany i kryształowe sklepienie, które było
podtrzymywane przez liczne kolumny. Przed nią stał podest i tron. Na tronie
siedział na oko dwudziestodwuletni brunet. Jego oczy były szare. Wydawało się, że
skrywa się w nich cała mądrość tego świata. Ubrany był w idealnie skrojony,
biały garnitur.
-Kogo
mi przyprowadziłaś, Hurmiz?- spytał miękko.
-Panie,
to jest Aika Kiyokuro. Nasza Niszczycielka.- odpowiedziała
wstając.
Podniósł się i podszedł do Aiki. Przyglądał się jej dokładnie. Zbyt
dokładnie.
-Jak
mogłem nie zauważyć tego podobieństwa?- uśmiechnął się
zniewalająco-Cóż, szczerze mówiąc nie
wierzyłem, że uda się ciebie przemienić.
-Panie,
ona zginie.- powiedziała bez owijania w bawełnę.
Przerzucił wzrok na Hurmiz, a Aika odetchnęła z
ulgą. Bała się go, jak jeszcze nikogo na świecie. Nie zwiódł jej ten uśmiech,
nie utonęła w tych oczach, nie uwiódł jej ten głos. Przerażał ją.
-Co
masz na myśli?
-Nie
może wrócić na Ziemię. Myślę, że pomylili ją z tymi anielicami, które wcielają
się w demony, bądź Niszczycieli, by ich szpiegować. Dlatego chcą ją zabić.
-Nie
możemy do tego dopuścić… to byłoby marnotrawstwo.-
uśmiechnął się do szesnastolatki.
Zamknął oczy, mrucząc coś pod nosem. Po chwili w
pomieszczeniu pojawił się niewysoki chłopak w wieku około osiemnastu lat. Ukłonił
się i spojrzał na szarookiego.
-Wezwij
natychmiast Miho.- rozkazał.
Ten skinął głową, ukłonił się i odszedł.
-Panie,
przecież Sora nie uznają Niszczycieli, którzy nie są spokrewnieni z
błękitnokrwistymi rodami.
-Mi
się nie sprzeciwią.
Matko
kochana! Czy mi się wydaje czy stoję właśnie przed…
-Lucyferze!-
kobiecy głos sprawił, że wszyscy odwrócili się w stronę drzwi.
Stała w nich wysoka, zielonooka kobieta o
kasztanowych włosach. Z dumnie uniesioną głową podeszła do nich.
-Hurmiz.-
skinęła głową czarnookiej, na co ta odpowiedziała ty samym gestem.
-Miho,
jak miło cię widzieć w dobrym zdrowiu.- posłał jej jeden z
tych swoich rozbrajających uśmiechów.
-Bez
zbędnych ceregieli. Nie wyciągałbyś mnie z jednego z ważniejszych spotkań, by
sprawdzić jak się czuję. Co się stało?
Chwycił Aikę za dłoń i przyciągnął lekko do siebie,
obejmując ją jedną ręką w talii. Była tak przerażona, że nawet nie zareagowała.
Od tej kobiety biła moc, jakiej jeszcze nigdy nie widziała.
-Moja
droga, przedstawiam ci Aikę, córkę Mari Kiyokuro.
Miho spojrzała na nią ze zdumieniem.
-Tej
Kiyokuro?- spytała dla pewności.
-Oczywiście.
Mamy jednak mały problem.- na jego twarzy pojawił się
grymas, świadczący o niezadowoleniu.
-A
mianowicie?
-Jeśli
wróci na Ziemię, zostanie zabita.
-Lucyferze,
naprawdę nie mam czasu. Powiedz mi wprost czego ode mnie chcesz, a ja powiem,
czy mogę ci to dać.- widać było, że jest osobą konkretną,
nielubiącą niepotrzebnych słów.
-Twoi
Niszczyciele urządzili sobie na nią polowanie, przez co nie jest bezpieczna. Nie
skończyła jeszcze szkolenia, a jeśli ją stracę… zemszczę się. Żądam żebyś
odwołała Niszczycieli.- powiedział, a jego oczy mówiły,
że nie przyjmie sprzeciwu.
-Ach!
To ty jesteś tym aniołkiem, którego ścigają?- uśmiechnęła
się do Aiki, jakby ta miała jakieś sześć lat.
-Nie
jest aniołem. Jest Niszczycielką.- oznajmiła Hurmiz.
Kobieta musiała doznać szoku. Wpatrywała się ze
zdziwieniem to w Hurmiz, to w Aikę.
-Przepraszam…
Kim jest?- spytała, widocznie mając nadzieję, że się
przesłyszała.
-Niszczycielką.-
powtórzyła cierpliwie.
-Z
tego co mi wiadomo, to Kiyokuro i jej „świętej pamięci” małżonek byli Pogromcami,
a nie Niszczycielami.
-Aika
została przemieniona.- mruknęła czarnooka.
-To
niemożliwe…- pokręciła głową, nie spuszczając
szesnastolatki z oka-Jesteś pewien, że
nie masz do czynienia z aniołem?- zwróciła się do Lucyfera.
-Jestem.
Przemienił ją Jonathan, a w jego zdolności nie wątpię. W dodatku nawet jeśli
wdarłoby się tu jakieś ohydztwo, w co szczerze wątpię, to prędzej podszyłoby
się pod ciebie, niż pod nią.
-Też
racja… ale jak to zrobiliście? Jakim cudem stworzyliście Niszczycielkę i
najważniejsze, dlaczego jej matka się zgodziła, by ją oddać?-
pytała, nie mogąc pojąć, jak zwykła dziewczyna stała się tym, kim się stała.
-Jej
matka jej nie oddała. Aika miała umrzeć zaraz po narodzinach. Na mocy paktu,
który zawarłam z Mari, Aika miała przeżyć pod warunkiem, że odda ją nam, by
służyła jako Niszczycielka.- wyjaśniła.
-Sprytnie.
-Dziękuję.
Szatynka nie odzywała się. Nie chciała ściągać na
siebie większej uwagi, niż jej teraz poświęcano. Stała więc cichutko, bojąc się
poruszyć, gdyż Lucyfer wciąż obejmował ją w talii. Zaraz umrę… Boże, niech on wreszcie się odsunie! pomyślała.
-Biedactwo…
zbladłaś.- spojrzała na nią z udawanym współczuciem.
Miho wyciągnęła rękę w stronę Aiki, która zebrała w
sobie całą siłę woli i odskoczyła. Kobieta o włosach w kolorze kasztanowym
spojrzała na nią zdziwiona. Lucyfer i Hurmiz spojrzeli na siebie.
-Jeszcze
niedawno ci się spieszyło.- przypomniała czarnooka.
-Ach,
racja..- zaczęła, lecz brunetka nie dała jej dokończyć.
-Po
prostu powiedz, czy ich odwołasz.
-Odwołam.-
skinęła głową-Co prawda jest brudnej
krwi…
-Tu
muszę się nie zgodzić. Jest czystej krwi. Może nie Niszczycielskiej, ale
czystej.- wtrącił szarooki.
-Tak
czy siak, szkoda byłoby ją zabić. W pewnym sensie jest unikatem i może się
przydać.- odgarnęła kosmyk włosów, który wymknął się z
misternie ułożonego koka.
-Z
pewnością.- odpowiedział jej skinieniem głowy.
-Jeśli
to już wszystko, pozwólcie, że wrócę na zebranie.-
odwróciła się i ruszyła w stronę drzwi-Do
zobaczenia.- rzuciła przez ramię, znikając w głębi korytarza.
Aika stała, jak sparaliżowana. Kim była ta kobieta?
Dlaczego Hurmiz przyprowadziła ją do Lucyfera? Z jakiego powodu posądzono ją o
bycie anielicą? Mnóstwo pytań i żadnego chętnego do odpowiedzi.
-Co
do jednego miała rację. Strasznie zbladłaś.- odezwała się
czarnooka, tym samym ściągając na siebie spojrzenie szatynki.
-Hurmiz,
odprowadź ją do salonu i razem z Jonathanem wyjaśnij jej wszystko.
-Tak,
panie.- skinęła głową i odwróciła się, by wyprowadzić
Aikę.
Po chwili schodziły schodami w dół.
-Shimatta!-
zatrzymała się wpół stopnia.
-O
co chodzi?
-Dlaczego
nikt mi o niczym nie mówi?- patrzyła na nią z wyrzutem.
Hurmiz westchnęła cicho. Zeszła parę schodków w dół
i oparła się o ścianę.
-Szczerze
mówiąc baliśmy się, że jak powiemy ci wszystko, załamiesz się. Chcieliśmy
dawkować informacje, żebyś mogła je na spokojnie przyswoić. Sprawa
skomplikowała się, kiedy Miho otworzyła sezon polowań na anioły, a jej
Niszczyciele uznali cię za jedną z tych paskud.-
na ostatnie słowa skrzywiła się, jak małe dziecko po połknięciu gorzkiego
lekarstwa.
-Kim
ona jest?- spytała, siadając na kamiennym stopniu.
-Miho?-
kiedy Aika skinęła głową, kontynuowała-Miho
Sora jest córką założycieli pierwszego z rodów Niszczycielskich. Nikt nie
ośmielił się jej sprzeciwić od co najmniej trzydziestu lat. Wcześniej było tak,
że władza była przekazywana na najstarsze dziecko w rodzie, a nie na najstarsze
dziecko obecnego władcy. Dlatego Miho wyszła za swojego rąbniętego braciszka i
urodziła mu dwójkę dzieci. Chłopca i dziewczynkę, jak Pan Bóg przykazał.
-Żeby
tak z własnym bratem…- Obrzydliwe…
pomyślała, krzywiąc się.
-To
Niszczyciele. Oni wszyscy mają coś z głowami.- wzruszyła ramionami-Bez urazy.- dodała po chwili.
-I
co jej to dało?
-Dało
jej to, że jej braciszek nie ożenił się z pierwszą, lepszą napotkaną na ulicy i
nie doczekał się z nią dzieci, a co za tym idzie krew Sora dalej jest
nieskazitelnie czysta, a władza zostanie przekazana jej dzieciom, dzięki czemu
ona też będzie miała coś do powiedzenia.- wytłumaczyła
-Aha.
A dlaczego właściwie pomylili mnie z anielicą?
-A
to już wyjaśni ci Jonathan.- oderwała się od ściany i
wyciągnęła rękę do Aiki.
Szesnastolatka chwyciła jej dłoń i podniosła się.
Zeszły na dół, gdzie w salonie czekał na nie zielonooki demon.
<***>
-Przepraszam!-
usłyszała za sobą głos.
Mari stanęła w miejscu i obróciła się. Stał przed
nią wysoki szatyn o brązowych oczach.
-Tak?-
popatrzyła na niego z ciekawością.
Wyciągnął w jej stronę czarną rękawiczkę. Jej czarną
rękawiczkę.
-Zgubiła
ją pani na dworcu.- oznajmił podając jej zgubę.
-Arigato.-
uśmiechnęła się wdzięcznie.
Był mroźny, zimowy wieczór, płatki śniegu wirowały w
powietrzu, a ten mężczyzna szedł za nią przez pół miasta tylko po to, by oddać
jej rękawiczkę. Jeszcze raz mu podziękowała, chwyciła swoją walizkę i odwróciła
się by odejść. Przeszła kilka metrów i obejrzała się za siebie. Nadal tam stał.
Uśmiechnęła się pod nosem i przerzuciła wzrok na drzwi hotelu. Weszła do
środka.
-Kiyokuro-san.-
zatrzymał ją głos portiera.
Podał jej kluczyk do pokoju. Skinęła głową w
podzięce, a ten schylił się by podnieść jej skromny bagaż.
-Nie
trzeba, poradzę sobie.- ścisnęła mocniej rączkę walizki.
-Pokój
328, miłego pobytu, Kiyokuro-san.
-Dziękuję.-
odpowiedziała, idąc w stronę windy.
Wcisnęła odpowiedni przycisk i drzwi zamknęły się. Wyciągnęła
z kieszeni maleńki zegarek. Otworzyła go i przyjrzała się cyfrom na cyferblacie.
Za piętnaście ósma. Jeśli się pośpieszy zdąży do rana wrócić. Wyszła z windy i
sugerując się numerami na drzwiach zmierzała do swojej tymczasowej kwatery.
Przekręciła kluczyk w zamku, po czym weszła do środka. Nie zdejmując nawet
butów, skierowała się do sypialni. Położyła walizkę na łóżku. Otworzyła ją.
Zdjęła płaszcz i przypasała sobie miecz, który leżał na wierzchu. Na udzie zapięła pasek ze sztyletami
i czarnym rewolwerem. Pewnie i tak tego nie wykorzysta, ale jak to mówią,
przezorny zawsze ubezpieczony. Szczelnie opatuliła się płaszczem i wyszła z
hotelu. Śnieg przestał prószyć, a chmury rozstąpiły się, ukazując piękne, nocne
niebo. Włożyła ręce do kieszeni i skręciła w jedną z bocznych uliczek. Nie
uszła kilku metrów, gdy ujrzała przed sobą na oko osiemnastoletnią dziewczynę.
Skulona siedziała pod ścianą, drapiąc przedramię aż do krwi. Wydawało się, że
nie czuje zimna. Miała na sobie tylko sukienkę, która niegdyś zapewne była
biała. Teraz była zbyt zakrwawiona i zabrudzona, by określić jej kolor. Szeptała coś w języku, którego Mari nie
rozumiała. Postąpiła krok w jej stronę, a ta natychmiast podniosła głowę.
Kiedyś musiała być piękna. Kręcone włosy w kolorze złota, sięgające do
ramienia, duże, orzechowe oczy rozpaczliwie wołające o pomoc, jasna cera…
musiała zostać opętana stosunkowo niedawno.
-Pomóż
mi…-
szepnęła, patrząc z nadzieją w zielone oczy szatynki.
-Czy
naprawdę uważacie mnie za głupią? Myśleliście, że się nie domyślę, iż to
pułapka?- zapytała głośno, rozglądając się dookoła.
Nikt nie odpowiedział.
-Proszę…-
łza potoczyła się po umazanym krwią policzku nieznajomej.
-Tobą
zajmę się potem.- obiecała.
Rozejrzała się dookoła. Ani widu, ani słychu. Cisza.
Zrobiła kilka kroków w tył.
-Błagam!
Nie zostawiaj mnie!- jęknęła dziewczyna.
Usłyszała świst. Schyliła się. Strzała utkwiła tuż
przed nią.
-Tchórze!
Nie macie nawet tyle odwagi, by mi się pokazać!-
odpięła guziki płaszcza i położyła dłoń na rękojeści miecza.
Uniosła głowę, uważnie przeszukując wzrokiem każdy
dach. Jakaś ciemna postać zeskoczyła z dachu, lądując miękko na ziemi.
Wyprostowała się i spojrzała na szatynkę. Był to niewysoki chłopiec o
błękitnych oczach i ciemnych włosach. Miał może coś około dwunastu lat. Wprost
powstrzymywała się, by nie wybuchnąć śmiechem.
-Chłopcze,
idź, urośnij i dopiero wtedy wróć, a póki co zawołaj mamusię, albo tatusia.-
uśmiechnęła się pobłażliwie.
Słodki
Jezu, czy oni pogłupieli? Mam walczyć z tym dzieckiem, czy się nim zaopiekować?
-Mamusia
przyjdzie, jak już wykończy tą panienkę.- skinął głową w stronę
opętanej.
Zauważyła, że w rękawach chowa sztylety. Westchnęła
cicho i wyciągnęła w jego stronę dłoń.
-Daj
to. Jeszcze się skaleczysz.- mruknęła znudzona.
Zamachnął się i musną ostrzem skórę na jej ręku.
Spojrzała na głębokie rozcięcie, z którego powoli zaczęła sączyć się krew.
-Bolało.-
poskarżyła się.
-To
za karę. Nie traktowałaś mnie poważnie.- odpowiedział z
wyższością.
-Wybacz.
Teraz potraktuję cię poważnie.- wyciągnęła z pochwy
miecz.
Przecięła powietrze i spojrzała na chłopca, który
złapał się za silnie krwawiące ramię.
-Atakować
bezbronne dziecko… Mari Kiyokuro, nie masz serca.-
uśmiechnął się krzywo.
Dzielny
jest. pomyślała. Przez ułamek sekundy zrobiło się jej go
żal Przestań Mari! To demon, nie
zasługuje na litość. zacisnęła palce na zdobionej rękojeści. Zaatakowała. Z
trudem sparował jej cios. Co mógł zdziałać chłopiec zaopatrzony w dwa małe
sztylety, przeciwko uzbrojonej Pogromczyni? Obróciła się i wycelowała ostrze w
pierś chłopca. Odskoczył, lecz miecz utkwił pomiędzy żebrami. Szatynka była
pewna, że przebiła jego prawe płuco. Zakasłał, wydobywając miecz. Odrzucił go
na bok. Przesunęła dłoń po udzie, by wydobyć z paska pięć sztyletów. Ponownie
wzięła na cel serce chłopca. Zrobił unik, zataczając się lekko. Kolejna próba-
znowu to samo. Kuso! Mógłbyś się przez
chwilę nie ruszać… pomyślała. Tym
razem trafię. przygryzła wargę. Trafiła. Podeszła do niego. Leżał na boku,
a z jego ust wypływał cieniutki strumyczek krwi. Ostrze utkwiło między dwoma
kręgami szyjnymi. Dzieciak nie żył. Przewróciła go na brzuch i wyciągnęła
sztylet z jego szyi, po czym wsunęła go do paska na nodze.
-Błagam…-
jęknęła opętana.
Mari spojrzała na nią i westchnęła. Sięgnęła po swój
miecz, który leżał niedaleko zwłok demona i wsadziła go do pochwy. Podeszła do
blondynki i nachyliła się. Zapachniało siarką. Nawet nie musiała się odwracać,
by stwierdzić, że ciało spłonęło.
-Wyjdziesz
sama, czy mam ci w tym pomóc?- spytała spokojnie.
-Nie
wiem o czym mówisz… pomóż mi.- z przerażeniem
patrzyła na Pogromczynię.
Zielonooka zacisnęła palce na jej gardle, dociskając
jej głowę do muru.
-Zapytam
jeszcze raz i lepiej mnie nie denerwuj: Wyjdziesz sama, czy mam ci w tym pomóc?-
wysyczała, a jej uścisk ani na chwilę nie stał się lżejszy.
W jednej chwili twarz dziewczyny się zmieniła.
Przerażenie zastąpił diaboliczny uśmiech, a w oczach zapłonęła nienawiść.
-Nigdzie
się nie wybieram. Wygodnie mi w tym ciele.
Cisnęła nią o mur. Wydobyła spod bluzki ogromny,
ażurowy wisior na ciężkim łańcuchu i zaczęła recytować modlitwy. Ściskając
amulet coraz mocniej, obserwowała autentyczny strach na twarzy blondynki. Jej
słowa odbijały się echem. Drugą ręką wyciągnęła miecz. Wraz z końcem
egzorcyzmów, przebiła pierś dziewczyny. Opętane jęknęła żałośnie, gdy
Pogromczyni przekręciła i wyjęła z niej ostrze. Z rany unosił się czarny dym.
Mari odsunęła się na krok i spuściła wzrok. Zacisnęła powieki, a nieznajoma
wrzasnęła przeraźliwie i nagle umilkła. Już po wszystkim. Odetchnęła z ulgą i popatrzyła
na nią. Po ranie nie było śladu.
-Co
się… stało?- zapytała półprzytomnie.
Kiyokuro podeszła do niej i kucnęła obok.
-Jak
się czujesz?- spytała.
-Chyba
dobrze.- odpowiedziała niepewnie.
Zadawała podstawowe pytania, by przekonać się, że
opętanie nie odcisnęło na dziewczynie większego piętna.
-Jak
się nazywasz?
-Chiasa
Aida.
Szatynka podniosła się i pomogła wstać dziewczynie.
Wyprowadziła ją na ulicę i wezwała taksówkę. Nie czekała długo. Wsadziła ją do
samochodu i zamknęła drzwi. Chwilę podążała wzrokiem za odjeżdżającą taksówką,
po czym ruszyła w stronę hotelu. Wzięła walizkę, oddała klucz i poszła na
stację, skąd odjechała ostatnim pociągiem.
<***>
-Naprawdę?-
spytała dla pewności.
Siedziała wraz z Hurmiz i Jonathanem w salonie.
-Tak.
Widzisz… twoja aura jest strasznie podobna do ty, które mają obrzydlistwa.-
rzekł, biorąc łyk whiskey.
-Podobna?
-Na
kilometr czuć od ciebie ludzkie uczucia.- skrzywiła się
czarnooka.
-To
źle?
-Tak.-
odpowiedzieli jednocześnie.
No
pięknie… nastawili się, że będę potworem, a mylą mnie z aniołami. Chociaż ja
nie widzę u siebie niczego anielskiego.
-Posiadasz
coś, czego posiadać nie powinnaś. Sumienie. Ale to nic. Grunt w tym, że w aurze
anioła wyczujesz, że nie zabije nikogo niewinnego, a z twojej można wyczytać,
że zrobiłabyś to bez większych skrupułów.- podszedł do
okna, zatapiając wzrok w Piekielnym krajobrazie.
Nie…
jak? Jak ja miałabym kogokolwiek zabić?
-Niemożliwe.-
pokręciła przecząco głową.
-Kochanie,
to Piekło. Tu wszystko jest możliwe.- mruknęła Hurmiz.
-Trzeba
będzie porozmawiać z twoją matką.- powiedział ni z tego,
ni z owego Jonathan.
-Ty
się do niej nie zbliżaj.- szatynka zmroziła go spojrzeniem.
-Jeszcze
tego brakowało, żeby nieopierzona Niszczycielka mówiła mi co mam robić.-
prychnął.
-Czekaj…
o czym ty chcesz z nią rozmawiać?- spytała brunetka.
-Przydałoby
się, żeby Aika została tu na jakieś dwa tygodnie.-
usiadł na fotelu, odstawiając szklaneczkę na stolik.
-Nie
ma mowy.- powiedziała stanowczo Kiyokuro.
-„
Nie tkniecie tej cząstki człowieczeństwa, która we mnie została, a ja nie będę
się już więcej sprzeciwiać.”- zacytowała czarnooka-Pamiętasz? Zostawiliśmy ci te twoje
człowieczeństwo, ale zawsze możemy ci je odebrać, więc lepiej dotrzymuj swojej
części umowy.
Aika przygryzła wargę. I co teraz? spytała w myślach. Zgódź
się… Wyjdzie ci to na dobre…- poradził szept. Co? Jak pobyt w Piekle może mi wyjść na dobre? zdziwiła się. Czy kiedykolwiek cię zawiodłem?- zapytał
i zamilkł.
-Dobrze,
ale was i tak nie posłucha.- westchnęła.
Postanowiła posłuchać Szeptu. W końcu zawsze dobrze
jej doradzał.
-Tak
czy siak, idę z tobą.- wzruszył ramionami.
Shimatta!
Czemu on jest taki uparty?! I czego on chce od mamy?
-Po
co?-
jej chłodne spojrzenie zniechęciłoby każdego.
-Żebyś
ty mogła się zapytać.- wzruszył ramionami.
-Ktoś
ci już kiedyś powiedział, że jesteś cholernie wkurzający?-
warknęła.
-Tylko
twoja matka.
-Uspokójcie
się!-
krzyknęła Hurmiz-Miałaś się nie
sprzeciwiać. Jak chce, to niech idzie.
Wstała i podeszła do Aiki. Chwyciła ją za dłoń, po
czym wyprowadziła z pomieszczenia.
-O
co chodzi?- spytała młoda Niszczycielka.
-Nie
denerwuj Jonathana.- poradziła.
-Dlaczego?
-Bo
tylko on wie, jak ci pomóc. Twoja matka jest nadopiekuńcza i nawet jeśli byłoby
to najbezpieczniejsze miejsce na świecie, nie zostawi cię na dwa tygodnie pod
naszą opieką. No, ze mną może jeszcze by cię zostawiła, ale z Jonathanem za
żadne skarby.- poprowadziła ją korytarzem.
-Ale
po co mam tu zostawać, bo nie bardzo rozumiem…
-Zobaczysz.
Dopóki co postaraj się być znośna. Jonathan robi to wszystko tylko i wyłącznie
przez wzgląd na twoją matkę, ale jeśli będziesz się zachowywać, jak się
zachowujesz, zabije cię.- wyszła na jeden z balkonów.
Aika oparła dłonie o balustradę. Przed mostem, na
ławce siedziała kobieta w bardzo eleganckiej sukience. Czytała książkę i
popijała herbatę.
-Matko
kochana…- westchnęła Hurmiz-Nemezis!- wrzasnęła.
Już po chwili na szczycie schodów pojawiła się
młodsza siostra Hurmiz.
-Tak?-
spytała niepewnie.
-Podejdź
tu.-
rzekła spokojnie i uśmiechnęła się niemal przyjaźnie.
Dziewczynka wzdrygnęła się. Wahała się, lecz po chwili
zacisnęła małe piąstki i ruszyła w stronę onesan. Hurmiz ścisnęła ją za kark i
przycisnęła do balustrady, prawie spychając ją z balkonu.
-Co
ona tam robi?- warknęła.
-M-moshiwake
arimasen!- jęknęła.
Aika ze współczuciem patrzyła na małą Nemezis.
-Masz
pięć sekund, żeby jej tam nie było, jasne?!
-Co
ty robisz?- spytała zielonooka.
-To,
co ona wyprawia już przechodzi ludzkie pojęcie!-
wyraz jej twarzy pozostawał zacięty.
-Ale
to jeszcze dziecko.- odciągnęła delikatnie jej dłoń-Nie widzisz jak się boi?- popatrzyła
na krótkowłosą.
Widać było, że z całych sił próbuje walczyć z łzami.
Aika pogłaskała ją po policzku i uśmiechnęła się do niej łagodnie.
-Błagam!
Bierze cię na litość, a ty jej wierzysz?- wywróciła oczyma.
-Ty
to masz podejście do dzieci… naprawdę.- westchnęła.
Chwyciła małą na ręce. Od zawsze lubiła dzieci i
świetnie się z nimi dogadywała.
-Powiesz
mi za co na nią nawrzeszczałaś?
-Aika-sama,
przepraszam, ale Hurmiz-neesama ma rację.- zeskoczyła na
ziemię i spuściła głowę.
Szatynka spojrzała na czarnowłosą dziewczynę, która
z mieszaniną pogardy i politowania patrzyła na swoją imoto. O Boże… co ona zrobiła z tym biednym
dzieckiem? zastanawiała się. Nie
zapominaj, że to biedne dziecko jest demonem…- wyszeptał.
-Coś
ty jej nagadała, że mówi do mnie „Aika-sama”?
-Ja?
Nic. Mówi tak, bo jest głupia.- wzruszyła ramionami.
-Miałam
pilnować Ałły, ale ona znowu mi uciekła. Przepraszam bardzo.-
szepnęła i ruszyła przed siebie.
-Migiem!-
zawołała za nią Hurmiz.
Zielonooka rzuciła jej wymowne spojrzenie i ruszyła
w stronę, z której obydwie przyszły. Zastanawiała się, dlaczego Nemezis
zachowuje się, jakby była podwładną Hurmiz. Wyciągnęła rękę do klamki, lecz
zanim jej dotknęła, drzwi otworzyły się. Stał w nich Jonathan.
-Idziemy.-
oznajmił i chwyciła Aikę za ramię.
Szatynka wyrwała mu się i ruszyła w stronę wyjścia z
zamku. Będzie musiała powiedzieć matce, że zostanie w Piekle na dwa tygodnie.
Jak ona to zrobi? Jak powie matce, że ją opuszcza? Westchnęła cicho. Zamyślona
podążała za Jonathanem, który chyba postanowił się do niej nie odzywać.
<***>
Mari usiadła przy jednym ze stolików. Bal
Legionistów. Czy może być coś bardziej nudnego? Przygłaskała szmaragdową satynę
sukni i podniosła głowę. Jej szef witał się właśnie z nowoprzybyłymi
Pogromcami. Zdecydowanie nie zazdrościła mu tego. Usłyszała walca „Nocy i dni”.
Przymknęła oczy rozkoszując się melodią.
-Czy
mogę prosić do tańca?- usłyszała za sobą spokojny, męski głos.
Była pewna, że go zna. Była pewna, że gdy się
odwróci dostrzeże brązowookiego szatyna. Tego samego, który oddał jej
rękawiczkę w chłodny, zimowy wieczór. Tego, o którym nieustannie myślała.
Wstała i obróciła się. Nie myliła się. Uśmiechnęła się delikatnie.
-Oczywiście.-
podała mu swą dłoń.
Wyprowadził ją na parkiet. Podziwiała to z jaką
lekkością się porusza, jak pewnie, lecz delikatnie ją trzyma… Miała ochotę
utkwić w tym tańcu już na zawsze. Westchnęła cicho. To głupie. Co ja sobie wyobrażam? Przy kolumnie stał Jonathan.
Wyglądał na spokojnego, lecz wiedziała, że w środku aż kipi ze złości. Trudno.
Ten taniec nie należy do niego. Tak jak każdy następny. Zamknęła oczy i
zapominając o bożym świecie, wsłuchała się w melodię.
<***>
Była Pogromczyni westchnęła cicho. Jak? Jak ona ma żyć?
Nieraz marzyła o tym, by wieczorem zamknąć oczy i już się nie obudź. Ale co
wtedy stałoby się z Aiką? Jak ona by sobie poradziła? Schowała medalion pod
bluzkę, gdy usłyszała kroki. W pokoju pojawiła się Aika i… Jonathan.
-Tadaima.-
uśmiechnęła się blado.
-Okaeri.-
odpowiedziała, mrożąc blondyna spojrzeniem swych zielonych oczu.
Co on tu robi? Czego on tu do cholery szuka?
-Mamo…- zaczęła.
Widocznie nie bardzo wiedziała jak ma jej to
powiedzieć.
-Tak?
-Mamo,
ja muszę zostać w Piekle.- wykrztusiła i natychmiast uciekła
wzrokiem gdzieś w bok.
Wzdrygnęła się. Nie. Tylko nie to. Tylko nie Aika.
-Dlaczego?-
spytała cicho.
-Muszę
mamo. Po prostu muszę. Tylko na dwa tygodnie.- szepnęła, nie
podnosząc oczu.
-Może
ja przedstawię sprawę jaśniej. Miho Sora nasłała swoich Niszczycieli na twoją
córkę. Ma ich odwołać, ale trochę jej to zajmie, a jedynymi miejscami, gdzie
nie mają dostępu są Niebo i Piekło. O ile do tego pierwszego jeszcze nie ma
wstępu, to drzwi tego drugiego są dla niej szeroko otwarte.-
oznajmił spokojnie.
Nawet na niego nie spojrzała.
-Dobrze.-
skinęła głową.
-Idź
się spakować.- zwrócił się do Aiki.
Dziewczyna natychmiast opuściła pomieszczenie.
Jonathan spojrzał na nią.
-Pytałem
tyle razy… dlaczego?- podszedł bliżej.
Wstała i cofnęła się o krok.
-Wiesz
dlaczego.- westchnęła, spuszczając wzrok.
Niezrażony tym, że się cofnęła, pokonał tą
odległość, która ich dzieliła.
-Nie
wiem. I w tym jest problem. Nie rozumiem, dlaczego to zrobiłaś-
położył dłoń na jej policzku-Mogłaś mieć
wszystko. Kochałbym cię, traktował jak królową…- szepnął.
-Ale
ja nie byłabym zdolna cię pokochać.- odpowiedziała.
Nie cofnęła się.
-Jeszcze
nie jest za późno…
-Jest.
Jonathanie, robiłeś i robisz straszne rzeczy. Jesteś demonem, ja byłam Pogromczynią.
To się wyklucza.
-Mógłbym
się zmienić. Dla ciebie… zostawiłbym to wszystko.
Pokręciła przecząco głową, nie patrząc na niego.
-Spójrz
na mnie.- delikatnie uniósł jej podbródek, sprawiając, że była
zmuszona na niego spojrzeć.
Zielonooki przeszywał ją spojrzeniem. W pewnej
chwili spojrzał za siebie, po czym odwrócił się do niej i pocałował ją delikatnie.
Nie odrzuciła tego pocałunku. Odsunął się od niej na odległość dwóch metrów i
oparł się o futrynę. Dosłownie sekundę po tym do pokoju weszła Aika. Podeszła
do matki i przytuliła się. Mari pogłaskała ją po głowie i uśmiechnęła się
delikatnie.
-Będzie
dobrze, Aika.- zapewniła.
Niszczycielka skinęła głową i podeszła do drzwi.
-Chodźmy.-
blondyn popchnął lekko jej córkę w stronę wyjścia.
Sam też się
odwrócił, lecz zatrzymał się wpół kroku. Spojrzał na nią przez ramię i
powiedział:
-Przemyśl
to jeszcze.- wyszeptał i zniknął jej z oczu.
Kiedy już została sama opadła na podłogę i zaczęła
płakać. To, co się stało, nie powinno się stać. Jej serce było podzielone na trzy części, a ona nie umiała go scalić.
<***>
Witam!
Oto rozdział VI. Co prawda strasznie mi się pisało ostatnie sceny, ale jakoś się udało. Nie będę się rozpisywać. Rozdział dedykuję wszystkim, którzy czytają i komentują "Whisper.
Pozdrawiam- Andzik
Co Jonathan zrobił mojej mamusi? D:
OdpowiedzUsuńAika to ma pecha. Wszyscy się na nią w pewien sposób uwzięli. No, na Mari również. Współczuję im, mają ździebko przechlapane.
Ech, czytałam rozdział fragmentami, bo co rusz ktoś lub coś mi przeszkadzało, więc jestem jakaś taka rozbita ^^'
Dzięki za komentarz u mnie :)
Buziaki ;*
Nie powiem! Wszystko w swoim czasie.
UsuńMają przerąbane jak nikt.
No, to tak jak ja ^^' Zawsze robię sto tysięcy rzeczy na raz i nigdy niczego porządnie xD
Nie ma za co :*
Pozdrawiam- Andzik
Dzięki za info!
OdpowiedzUsuńRomans między mamą-pogromczynią, a demonem? No, no, no! Robi się coraz ciekawiej! ;)
Hm... Demony polujące na Niszczycielkę?
No i... OMG! Pojawił się Lucyfer!
Tak a propos, dopatrzyłam się kilku literówek, ale nie mam zamiaru ich wymieniać ^^ Nie były to jakoś rażące błędy :)
Ave!
K.L.
Zamierzam jeszcze trochę zagęścić atmosferę... zobaczymy co z tego wyjdzie :)
UsuńCo do Lucka to mam do niego większe plany... oj! Będzie się działo xD
Rozdział był dodawany w pośpiechu ze względu na Budyń, która zażyczyła sobie rozdział na wczoraj ^^
Pozdrawiam- Andzik
Spoko! Rozumiem! ;)
UsuńAh! Już nie mogę się doczekać! Lucek to mój ulubieniec ;D A raczej zostanie moim ulubieńcem xD
Ze względu na to, że Lucjan sympatycznym chłopcem jest, nie mogło go zabraknąć. A skoro już się pojawił... to pojawią się również jego plany co do Aiki... ale o tym później ^^
UsuńJakie plany, jakie plany??
UsuńTeraz to już chyba nie będę mogła usiedzieć w miejscu! ^^ Rozbudzasz moje zainteresowanie ;)
Nie powiem. Ale to wieeelkie plany xD
UsuńBędziesz musiała, bo rozdział VII dopiero zaczęłam, a i w nim niewiele wyjaśnię. Przepraszam ^^'
Na wstępie przepraszam że tak długo nie skomentowałam ale na swoje usprawiedliwienie dodam że przeczytałam dużoooooooo wcześniej ^ ^"
OdpowiedzUsuńKurczę jak widzę nie tylko matka głownej bohaterki miała ciekawą przeszłość ale i Maaya Q.Q Kurcze no aleś mnie zaciekawiła Q.Q
Kurcze no ciekawi mnie ta mała Nemezis ^ ^"
O żesz Lucyfer się pojawił! O.O Kurcze no ciekawie się robi ^ ^" Ech no nie dziwie się że dziewczynie nogi się uginały ja bym chyba naprawdę dostała zawału Q.Q Nie dość że chcą ją zabić to jeszcze obejmuje ją książę piekieł straszne -.-
Jeny no końcówka była genialna noo Q.Q Jaaa to była CUDNE Q.Q Ej no naprawdę jestem ciekaw co będzie dalej ^ ^"
Pisz szybko i pozdro
Suzu-chan
Nie szkodzi ^^
UsuńObydwie się w życiu wycierpiały.
Nemezis jest takim moim cudownym dzieckiem. Nie sprzeciwia się, stara się wykonywać swoje obowiązki jak najlepiej i słucha starszej siostrzyczki, która, krótko mówiąc, jest niezłą suką.
Oj ty zobaczysz, co będzie się działo w następnym rozdziale xD
A ja się tak martwiłam o tą końcówkę... kamień z serca ^^
Szczerze powiedziawszy, to rozdział VII już napisałam xD
Pozdrawiam- Andzik
Kurcze biedne noo Q.Q
OdpowiedzUsuńEch no właśnie zauważyłam ona jest faktycznie takim dzieckiem...
O rany to żeś moją ciekawość zaoszczyła D:
Oj była świetna strasznie ciekawi mnie ten wątek...
No to na co czekasz DODAWAJ ! :P
Suzu-chan