-Dobrze…
a teraz otwórzcie podręczniki na stronie 117…- polecił
znudzony nauczyciel.
Po raz tysięczny Aika ziewnęła, kładąc się na ławce.
Bla, bla, bla, ziew, bla, bla… minęło
dziesięć minut, a sensei uśpił już dawno ponad połowę klasy. pomyślała,
spoglądając na historyka, który już dawno powinien przejść na emeryturę.
-Nuuuudaaaa…-
mruknęła pod nosem Rika, bazgrząc na kartce coś, co bynajmniej nie było
notatką.
-Myśl
pozytywnie, to już druga lekcja.- szepnęła.
Kiedy drzwi klasy zaczęły się uchylać dziewczęta jak
na zawołanie wyprostowały się. Do środka weszła dyrektorka. Podeszła do
nauczyciela i wszeptała mu coś na ucho. Mężczyzna tylko skinął głową, a kobieta
wyszła, nie zamykając za sobą drzwi. Zdezorientowana szatynka spojrzała na
swoją przyjaciółkę, która wzruszyła ramionami.
-Choć
tu, dziecko.- rozkazał historyk, zapraszając gestem
do środka kogoś, kto stał za drzwiami.
Do sali weszła niewiele wyższa od Aiki brunetka.
Cicho zamknęła drzwi i nieśmiało wyszła na środek.
-Przedstaw
się.-
podpowiedział widząc, że dziewczyna nie bardzo wie od czego zacząć.
-Ohayo,
nazywam się Aya Hiou.- podniosła szare oczy na wszystkich
zgromadzonych.
-Ohayo!-
odpowiedzieli chórem.
-Usiądź
koło kogo chcesz i przejdźmy do lekcji.
Hiou,
Hiou, Hiou… coś mi mówi to nazwisko… bębniła palcami w blat
ławki, zastanawiając się, gdzie wcześniej spotkała się z tym nazwiskiem Hiou… Maaya Hiou. wyprostowała się,
niczym struna i spojrzała na Ayę. No
tak. Nie było mowy o tym, że się pomyliła. Ta kobieta, z którą wczoraj
rozmawiała Mari musi być spokrewniona z nową. Obejrzała się za siebie. Jedynie,
gdzie mogłaby usiąść, to obok Charlesa. Tak, tam jest dla niej odpowiednie
miejsce. Odwróciła się, a kiedy szarooka przechodziła obok, złapała ją za rękaw
mundurka i pociągnęła tak, by dziewczyna mogła ją usłyszeć.
-Widzisz
tego chłopaka w przedostatniej ławce? Podejdź do niego i powiedz, że Rika i
Aika kazały ci tu usiąść.- wyszeptała.
Brunetka spojrzała na nią niepewnie, na co ta tylko
westchnęła.
-Nie
bój się. Charles jest jedną z niewielu osób, które nie uprzykrzą ci życia.-
wyjaśniła, a Hiou skinęła głową.
-Arigato.-
bezgłośnie poruszyła ustami i poszła dalej.
-Co
jej powiedziałaś?- spytała blondynka.
-Żeby
usiadła z Charlesem.- odpowiedziała-To tylko chwilowe rozwiązanie.- uspokoiła widząc minę Riki.
-Ok,
na twoją odpowiedzialność.- wzruszyła ramionami.
-A
tak swoją drogą, to twoje źródła informacji są mało wiarygodne. Nowy?- uśmiechnęła się z przekąsem.
-Cicho!-
warknęła i udała, że koncentruje się na lekcji.
Szatynka z dezaprobatą pokręciła głową i zerknęła za
siebie. O zgrozo! Czy jej się wydaje, czy ta nowa naprawdę robi notatki?!
Westchnęła ciężko, wznosząc oczy ku niebu i opierając głowę na ręku, odpłynęła
myślami gdzieś, gdzie nie mógł dosięgnąć jej głos znudzonego życiem historyka.
<***>
Mari spojrzała w niebo, pokryte w tej chwili
ciemnymi chmurami. Przymknęła oczy. Miała już tego wszystkiego dość. Chwyciła walizkę, a gdy nadjechał pociąg,
wsiadła do niego, tym samym rujnując marzenia jej rodziców. „Nie zawiedź nas,
Mari”, powtarzane w kółko przez jej ojca i „Nie przynieś nam wstydu” , wymawiane
oschle przez matkę sprawiły, że nie liczyło się dla niej w życiu nic, poza
zachciankami rodziców. Miała zostać neurochirurgiem, miała objąć wysokie
stanowisko w jednej z klinik ojca i co? Gdy tylko dostała w spadku dom po
dziadkach, postanowiła uciec ze złotej klatki, którą była willa jej rodziców.
Musiała zostać Pogromczynią. Po prostu, musiała. Została wybrana przez Niebiosa
i nic na to nie mogła poradzić. Zatopiła wzrok w zróżnicowanym krajobrazie za
oknem.
-Wygląda
na to, że jednak nie będziecie ze mnie dumni.- starła
pojedynczą łzę, która popłynęła po jej policzku.
Wzięła głęboki, drżący oddech. Zawsze chciała się
uwolnić. Przez całe swoje dziewiętnastoletnie życie chciała, niczym ptak, wzbić
się w powietrze, zostawić nienaganne maniery i wszystko co tyczyło się bycia
córką państwa Kiyokuro daleko w dole. A teraz, kiedy ostatecznie zamknęła za
sobą drzwi i rozpoczęła nowe życie, nie miała pojęcia czy tego tak naprawdę
pragnęła. Rozum podpowiadał jej, że to był największy błąd, jaki popełniła w
życiu, ale serce wiedziało, że tak musi być. Wiedziało, że to jej
przeznaczenie.
<***>
-To
nie jest dobry pomysł.- pokręciła głową Aika.
-Ale
czemu?!- pisnęła cienko blondynka.
-Bo
nie.
-Ale
ty zawsze jesteś na „nie”!- spojrzała na nią błagalnie.
-I
zawsze mam rację.- skrzyżowała ręce na piersiach.
-Charles,
powiedz jej coś!- poprosiła, choć i ta desperacka próba
spełzła na niczym.
-Rika,
ona ma monopol na rację.- westchnął.
-Czyli
robimy tak, jak mówiłam.- stwierdziła, a reszta i tak
pokiwała głowami-Świetnie. Ja siadam z
Hiou-san, a ty z Charlesem.
Aya Hiou wyglądała jej na osobę spokojną, zrównoważoną
i może nieco nieśmiałą. Dlatego właśnie nie chciała pozwolić na to, by usiadła
w jednej ławce z Riką. Błękitnookiej było wszędzie pełno, a buzia jej się
wprost nie zamykała, więc gdyby osoba pokroju Hiou spędziła z nią więcej czasu
doznałaby trwałego urazu psychicznego. A bynajmniej tak twierdziła Aika.
-No,
to teraz musisz jej o tym powiedzieć.- odezwał się Charles.
-To
najmniejszy problem.- oznajmiła, kładąc policzek na dłoni.
Czuła się dziwnie. Wciąż jeszcze nie mogła pojąć
tych zmian, które w niej zaszły. Bała się, że straci nad sobą kontrolę i że
wtedy komuś może się stać krzywda. Dopóki
trzymasz tę moc na uwięzi wszystko będzie dobrze… powtarzała sobie w duchu,
choć tak naprawdę w to nie wierzyła. Kiedy rozległ się dźwięk dzwonka, wszyscy
weszli do klas. Szatynka usiadła na swoim miejscu i czekała tylko, aż na
horyzoncie pojawi się szarooka. Po chwili zauważyła ją w tłumie. Pociągnęła ją
za rękaw, a ta niemalże natychmiast się zatrzymała.
-Mam
dobrą wiadomość. Siedzisz ze mną, Hiou-san.- poinformowała,
na co brunetka skinęła głową i przysiadł się do niej.
-Dlaczego
to robisz?- spytała podejrzliwie.
-Co
takiego?
-Dlaczego
mi pomagasz?
-Znasz
Mari Kiyokuro?- odpowiedziała pytaniem.
-Co
ma do tego koleżanka mamy?- wyszeptała, gdyż w klasie pojawiła
się już sensei.
A
więc nie pomyliłam się… to jej matka.
-Ja
nazywam się Aika Kiyokuro.
Nowa zamrugała kilka razy, z niedowierzaniem patrząc
na zielonooką.
-Kiyokuro-
san, dlaczego ja cię jeszcze słyszę?- odezwała się
matematyczka.
-Gomen-nasai,
sensei.- powiedziała nieszczerze.
-A
ty jesteś…- skierowała wzrok na Ayę.
-Aya
Hiou, sensei.- rzekła skruszona.
-Oj,
nie wiem jakiego grzechu się dopuściłaś, że za pokutę siedzisz z Kiyokuro-san,
ale nie wyjdzie ci to na dobre.- pokręciła głową-Bez urazy.- rzuciła ze sztucznym
uśmiechem w stronę Aiki.
Szatynka odpowiedziała jej identycznym uśmiechem. Byleby przetrwać tą lekcję, później będzie już
z górki… westchnęła w myślach, zastanawiając się czym zawiniła, że z
czterech nauczycieli matematyki uczących w tej szkole, przypadła jej akurat
ona. Bawiąc się wysnutym z koka kosmykiem włosów, udawała, że interesuje się
lekcją.
<***>
Zawsze, gdy odwiedzała dziadków, ulice tętniły
życiem, lecz tego dnia obrzeża miasteczka wydawały się jej dziwnie puste.
Nieśpiesznie doszła do domu. Posesja nie była co prawda jakaś przesadnie duża,
ale prezentowała się nienagannie. Przed budynkiem znajdował się duży ogród, w
którym rosło kilka wiśni i krzewów ozdobnych. Niezliczona ilość kwiatów,
których nazw nie pamiętała rozkwitała właśnie, czyniąc ten skrawek zieleni
niezwykle kolorowym. Wyciągnęła z kieszeni płaszcza pęk kluczy, po czym wybrała
odpowiedni i przekręciła go w zamku. Drzwi otworzyły się z cichym
skrzypnięciem. Postawiła bagaże w korytarzu i weszła do salonu. Zdziwiła się,
widząc meble, na których nie zdążył zebrać się kurz. Wszystko wyglądało, jakby
właściciele wyszli tylko na chwilę, choć w istocie jej dziadek zmarł dwa lata
temu, a babcia niecały miesiąc temu. Wróciła na korytarz po walizkę i zaniosła
ją do swojego pokoju. Usiadła wygodnie na łóżku i rozejrzała się dookoła. Nic
się tu nie zmieniło. Ściany w kolorze starego różu, na których w paru miejscach
widniały stare fotografie, drewniane łóżko, obok którego stała szafka nocna,
biurko z tego samego tworzywa, nad którym wisiał pejzaż w pastelowych barwach,
niewielki regał z pięknie oprawionymi książkami. Wszystko to wyglądało tak
samo, jak wtedy, gdy pierwszy raz odwiedziła dziadków. Miała wtedy osiem lat. Podniosła
z szafki oprawione w ramkę zdjęcie. Widnieli na nim jej dziadkowie i ona sama,
w wieku około dziesięciu lat. Pamiętała doskonale te wakacje. Ojciec z matką
pojechali wtedy do Mediolanu, przekonać się, jak prosperuje ich nowa klinika, a
ją zostawiono u rodziców ojca, mimo, że matka była temu jak najbardziej
przeciwna. Zawsze uważała, że babcia ma na nią zły wpływ. Westchnęła cicho.
Właściwie Kazumi Kiyokuro nie mogła znieść nikogo, kto śmiał powiedzieć Mari
coś, co było sprzeczne z zasadami, które wpajała córce.
-Kto
tu jest?- usłyszała nieznajomy głos.
Podniosła się i poszła w kierunku schodów. Na
korytarzu stała kobieta, na oko sześćdziesięcioletnia. Spojrzała przestraszona
w stronę Mari.
-Dzień
dobry.- odezwała się, widząc, że kobieta jest zbyt
zszokowana, by się odezwać.
Zamrugała parę razy i zlustrowała dziewczynę bystrym
spojrzeniem.
-Nazywam
się Mari Kiyokuro. Jestem wnuczką poprzednich właścicieli.-
kontynuowała i podeszła do kobiety.
-Miło
mi.-
wykrztusiła wreszcie-Przepraszam, jesteś
strasznie podobna do babci i… no cóż, przestraszyłam się.- wyznała,
speszona.
-Nic
nie szkodzi.- uśmiechnęła się delikatnie No ładnie… wzięła mnie za ducha mojej babci.
-Nawet
się nie przedstawiłam, jestem Naomi Watanabe, twoja nowa sąsiadka.-uścisnęła
jej dłoń-Prawdę mówiąc, chciałam tylko
podlać kwiaty, ale widzę, że nie będę już potrzebna.- podała jej klucz.
-Dziękuję.-
skinęła głową.
Zamieniły jeszcze parę słów i pożegnały się. Mari
rozpakowała się i przygotowała do wyjścia. Miała dziś do załatwienia jeszcze
jedną, ważną rzecz.
<***>
-Załatw
to szybko i bezboleśnie.- poprosiła Rika, wyciągając przed
siebie dłoń.
Aika westchnęła ciężko i chwyciła rękę blondynki.
-Nie
rozumiem, dlaczego nie pójdziesz z tym do pielęgniarki?-
spytała, polewając ranę wodą utlenioną.
-Źle
jej z oczu patrzy.- przyglądała się, jak woda zmienia się
w białą pianę, na zdartej skórze.
-Ty
to masz zdolności. Przewrócić się na prostej drodze.-
założyła gazik i delikatnie bandażowała dłoń.
-No…
nie na całkiem prostej drodze. Tenkosh podstawiła mi nogę. Zemszczę się za to.-
mruknęła niezadowolona.
-Pomogę
ci… proponuję spalenie na stosie.- zawiązała bandaż by
się nie zsunął-Gotowe.
-Arigato.
A co do twojej propozycji… bardzo kusząca.- uśmiechnęła
się, chwytając torbę i wchodząc po schodach.
Powoli doszły do klasy.
-Czy
ja dobrze widzę?- spytała zdziwiona Rika.
Na końcu korytarza Koken Tenkosh rozmawiała z Hiou.
Wyćwiczony uśmiech nie schodził z ust blondynki o ciemnoniebieskich oczach, a
Aya wydawała się być przerażona postawą dziewczyny. Szarooka pokręciła
przecząco głową i pośpiesznie odeszła od siedemnastolatki. Zdezorientowana
wbiła wzrok w plecy brunetki, która skierowała się w stronę klasy. Gdy
dostrzegła Rikę uśmiechnęła się do niej podle i pomachała jej, na co ta
odpowiedziała równie złośliwym uśmiechem.
-Kiedyś.
Ją. Skrzywdzę.- wycedziła przez zęby.
Żeby
wzrokiem można było zabić, to już dawno byś ją skrzywdziła…
uśmiechnęła się pod nosem.
-Ciekawe
czego chciała od Hiou-san.- zastanawiała się.
-Nie
wiem, ale zareagowała prawidłowo.- odpowiedziała
błękitnooka-Nie wiem jak ty, ale ja idę
zapytać.- oznajmiła i przyspieszyła kroku.
Szatynka wywróciła oczyma i zrównała się z Riką.
Koken drażniła ją jak mało kto i szczerze mówiąc nie chciała mieć z nią nic
wspólnego, ale teraz chciała wiedzieć czego naopowiadała Ayi.
-Hiou-san?-
odezwała się blondynka.
Szarooka podniosła głowę znad książki.
-Tak?
-Nie
chcemy być wścibskie, ale…- zaczęła Aika.
-Czego
chciała Tenkosh?- wtrąciła Rika, opadając ciężko na
ławkę, obok nowej.
-Właściwie,
to nic szczególnego. Chciała zapytać, czy nie chciałabym…
-Zostać
jej przyjaciółką?- dokończyła szatynka.
-Dokładnie
tak, Kiyokuro-san.- skinęła głową.
-A
ty jej odmówiłaś.- stwierdziła błękitnooka.
-Tak.
Nie wiem, może źle ją oceniam, ale… nie podoba mi się ta dziewczyna.-
oznajmiła krzywiąc się lekko.
-Bardzo
dobrze ją oceniłaś. Tenkosh to zło, panienka lekkich obyczajów i wszystko co
najgorsze na tym świecie. Szuka nowych przyjaciółek, a tak naprawdę wysługuje
się później nimi, jak osobistą służbą.
Aika potwierdziła jej słowa skinieniem głowy.
-To
czyste zło. Uważaj na nią.- dodała.
Chociaż…
czy teraz nie jestem gorsza od niej? Jestem mordercą. To coś, co we mnie siedzi
chce krwi. Czuję to. Chce kogoś zabić… pomyślała, zaciskając
pięści. Uspokój się. Nie pozwól, by
zawładnęło nad tobą to pragnienie…- wyszeptał.
-Mam
rację, Aika?- wyrwał ją z zamyślenia głos
przyjaciółki.
-Ach,
tak. Oczywiście, że masz rację.- powiedziała nieco za
szybko.
-Znowu
nie słuchałaś?- westchnęła.
-Gomen,
Rika-chan.- powiedziała skruszona.
Rika pokręciła z dezaprobatą głową i rozwinęła
monolog pod tytułem „Stuprocentowe zło- Koken Tenkosh”. Przez ten cały czas,
gdy blondynka argumentowała swoje poglądy, Hiou nie oderwała wzroku od
zielonookiej. Jeszcze trochę i przewierci
mnie tym spojrzeniem na wylot. pomyślała i lekko się wzdrygnęła.
-Będę
się od niej trzymała z daleka, arigato.- kiwnęła głową,
odwracając wzrok od Aiki.
Rozszedł się dźwięk dzwonka. Wszyscy niechętnie
ruszyli w kierunku sal lekcyjnych.
-Kiyokuro-san,
będę musiała z tobą poważnie porozmawiać.- szepnęła jej
na ucho brunetka.
<***>
-Szef
już na panią czeka.- oznajmiła jakaś kobieta, w wieku około
trzydziestu pięciu lat.
Podziękowała jej skinieniem głowy i weszła do
gabinetu. Rodem z kryminału.
pomyślała, patrząc na żaluzje w oknach, drewniane regały, świecące pustkami,
brunatne ściany i ciężkie biurko, przy którym na wygodnym fotelu siedział
mężczyzna w wieku około czterdziestu pięciu lat.
-Kiyokuro-san,
jak mniemam?- zapytał, podnosząc na nią znużone
spojrzenie.
-Zgadza
się.-
kiwnęła głową.
-Czekaliśmy
na ciebie. Rzadko zdarza się, że Niebiosa wybierają nowego Pogromcę.-
wskazał dłonią krzesło po przeciwnej stronie.
Usiadła, poprawiają płaszcz. Spokojnym ruchem
wygładziła zakładki i popatrzyła na niego.
-Rozumiem
również, że przez wyjątkowość mojego przypadku nie mogę odmówić.
-Dokładnie.-
odpowiedział bez ogródek-Z tego co
słyszałem martwiłaś się o studia. Oficjalnie w społeczność Pogromców zostaniesz
włączona dopiero po zakończeniu edukacji. Do tego czasu będziesz przechodziła
trening.- wyjaśnił, odkładając plik dokumentów na róg biurka.
-Rozumiem.
A co ze…- zaczęła …specjalizacją?
-Religioznawstwo.-
odpowiedział, zanim zadała pytanie.
Bajecznie…
pomyślała i zakończyła rozmowę z nowym szefem, po czym wróciła do domu.
<***>
-Wprost
cudownie.- mruknęła Rika-Mógł
nam zadać więcej, przecież my nie mamy prawa posiadać choć odrobinę czasu na
życie towarzyskie, a jak zadał cztery strony ćwiczeń, to może jeszcze jakieś
pięć minut zostanie, a to by było niedopuszczalne!- gestykulowała z
zapałem, wściekła na nauczyciela.
-Nie
narzekaj… mogło być gorzej.- zapewniła Aika, dochodząc do
bramy.
-Taak…
z pewnością.- prychnęła-No, to pa.- uścisnęła przyjaciółkę i każda ruszyła w swoją stronę.
-Kiyokuro-san.-
usłyszała za sobą spokojny głos Ayi Hiou.
Stanęła w miejscu, czekając na szarooką, która dość
szybko do niej podeszła. Spojrzała jej w oczy.
-Kim
ty właściwie jesteś?- ściszyła głos niemal do szeptu.
Już
po mnie! pomyślała, głośno przełykając ślinę. Pierwsze co
przyszło jej do głowy, to zerwać się do ucieczki.
-Nawet
nie próbuj uciekać.- westchnęła.
Kim
ja jestem? Kim ty jesteś?! przygryzła wargę, szukając
jakiegoś sposobu, by wybrnąć z tej sytuacji. Jej możesz zaufać…- szepnął. Wzięła głęboki oddech, starając się
jednocześnie uspokoić serce, które najwidoczniej miało zamiar wyskoczyć jej z
piersi.
-Nie
tutaj.- powiedziała i ruszyła przed siebie, nie oglądając
się na brunetkę.
Gdy zbliżały się do obrzeży miasteczka, Aika
skręciła w leśną drogę. Przeszła spory kawałek, skręcając to w lewą, to w prawą
ścieżkę, aż w końcu zatrzymała się nad stawem.
-A
więc… co i po co chcesz wiedzieć?- spytała patrząc
bezpośrednio w oczy Hiou.
-Już
mówiłam. Chcę wiedzieć, kim jesteś.- przysiadła na dużym
kamieniu, czekając na odpowiedź Aiki.
Wypuściła z płuc powietrze.
-Niszczycielką.-
wyszeptała.
Aya zmarszczyła brwi, intensywnie nad czymś myśląc.
-To…
niemożliwe. Przecież… żeby być Niszczycielem, trzeba być dzieckiem jednego z
rodów Niszczycielskich, a ty…
Szatynka uśmiechnęła się krzywo.
-Byłam
człowiekiem. Zostałam przemieniona.- wyjaśniła z goryczą w
głosie.
-Człowiek
został przemieniony w Niszczyciela… to nie miało prawa się stać.-
zamyślona, zatopiła wzrok w tafli wody.
-I
co? Jeśli nie mam prawa istnieć, co zamierzasz zrobić?-
cofnęła się parę kroków od szarookiej.
Ta jakby dopiero co ocknęła się z transu, spojrzała
na nią zdziwiona.
-Spokojnie,
jestem ostatnią, która miałaby prawo decydować o twoim istnieniu.-
uśmiechnęła się gorzko.
O
co tu chodzi, do cholery?! Kim ty jesteś, czego chcesz?!
zacisnęła pięści. Brunetka wstała i podeszła do stawu. Kucnęła na brzegu,
muskając wodę palcami.
-Wiesz,
co to dhampir?- spytała.
-Co
takiego?
-Dhampir.
Hybryda człowieka i wampira.- wyjaśniła, nie
spoglądając nawet na rozmówczynię-Tym
właśnie jestem. Dhampirką. Dzieckiem ze związku, który nie miał prawa powstać.-
wstała, otrzepała delikatnie spódniczkę i zbliżyła się do Aiki.
Czy
mi się wydaje, czy im więcej się dowiaduję, tym bardziej jestem przekonana, że
przez tyle lat nie miałam bladego pojęcia o świecie, który mnie otacza?
zastanawiała się. Nie wiedziała co ma zrobić. Hybryda… nie powinna w ogóle
ujrzeć światła dziennego. Tak samo, jak ona. I co teraz powinna zrobić?
Przytulić Hiou i powiedzieć, że strasznie jej przykro?
-Shimatta!
Dlaczego to wszystko jest takie trudne?- spytała, nie
oczekując odpowiedzi.
-Może
dlatego, że gdyby było zbyt łatwo, to ten kto tym wszystkim kieruje nie miał by
tak dobrej zabawy, jaką ma teraz.- westchnęła,
odwracając się w stronę ścieżki-Chodźmy
stąd.- poprosiła.
<***>
Minął miesiąc odkąd się wprowadziła. Okolica była
jeszcze piękniejsza, niż ją zapamiętała z dzieciństwa. Do tej pory nie miała żadnej
wiadomości od rodziców. Z pewnością chcieli dać jej do zrozumienia, że zawiedli
się na niej. Usłyszała dzwonek do drzwi. Westchnęła ciężko, podnosząc się z
fotela i odkładając książkę. Podeszła do drzwi i otworzyła je. Zamrugała parę
razy, wciąż nie dowierzając własnym oczom.
-Mari
Kiyokuro, może zaprosisz nas wreszcie do środka?-
zapytała chłodno jej matka.
Kazumi Kiyokuro była wręcz idealna. Wydawała się
zawsze krucha i delikatna. Miała długie, blond włosy i szaroniebieskie oczy.
Blada, gładka cera i sylwetka, to chyba jedyne, co po niej odziedziczyła. Nie
miała poczucia humoru, była zawsze oschła i elegancka. Mari często porównywała
przytulanie się do matki do obejmowania lodowca. Za jej drobną sylwetką stał
ojciec, Shigeru Kiyokuro. Wpuściła rodziców do środka, zamykając za nimi drzwi.
Zaprowadziła ich do salonu.
-Zrobię
herbatę.- oznajmiła i wymsknęła się do kuchni.
Po co oni tu przyjechali? Chcieli zabrać ją do domu?
Bo jeśli tak, to ona na pewno nie wróci. Ustawiła trzy filiżanki na tacy i
wróciła do pokoju. Postawiła na stole tacę i wyprostowała się.
-Coś
jeszcze?- spytała.
-Usiądź,
Mari.- poleciła matka.
Zgodnie z jej wolą, usiadła. Położyła dłonie na
kolanach, wygładzając materiał spódnicy.
-Razem
z ojcem bardzo się o ciebie martwimy…- zaczęła swój wywód.
Nie!
Serio? Bardzo ciekawe, że tak się o mnie martwicie, a żadne nie odezwało się do
mnie w ciągu miesiąca… myślała, ale nie odważyła się
powiedzieć tego głośno.
-Nie
możesz mieszkać tu sama, bez rodziny, zdana tylko na siebie.-
patrzyła na nią zmartwionym wzrokiem.
I
tak zawsze byłam zdana na siebie.
-Mogę
mamo. Nie martwcie się o mnie, poradzę sobie.- zapewniła i
wymusiła coś, co miało przypominać beztroski uśmiech.
-Mari,
nie oszukujmy się, tu chodzi o twoją przyszłość. Co z nauką, co z pracą?
-Studiuję,
pracuję, radzę sobie, mamo.- wzruszyła niedostrzegalnie
ramionami.
-Moim
zdaniem powinnaś wrócić.- odezwał się Shigeru.
Tego było już zbyt wiele. Najpierw matka udaje, że
jej na niej zależy, a teraz jeszcze ojciec chce zamknąć ją w tej klatce, z
której uciekła.
-Po
co? Znajomi pytają, co się stało z waszą córką? A może brakuje mnie wam do
kompletu wzorowej rodziny, za którą uchodzicie?-
jej kamienna twarz ukrywała wszelkie emocje, które nią targały.
-Mari
Kiyokuro, jak śmiesz?!- syknęła Kazumi.
-Tak
samo, jak ty śmiałaś pozbawić mnie marzeń.- odpowiedziała
tym samym oschłym tonem, którym zwracała się do niej matka.
Widocznie ją to dotknęło.
-Shigeru,
mógłbyś zaczekać w samochodzie?- zapytała ściszonym
głosem.
Wstał i położył dłoń na ramieniu kobiety, wzrokiem
pytając, czy aby na pewno tego chce. Skinęła głową, a on odszedł, rzucając Mari
karcące spojrzenie.
-Za
te wszystkie lata tak mi się odwdzięczasz?- szepnęła, gdyż
głos uwiązł jej w gardle.
-Na
litość Boską! Za lata czego?! Wmawiania mi, że muszę się dostosować do waszych
zachcianek?! Wmawiania mi, że jedynym, czego powinnam pragnąć są studia na
dobrej uczelni?! Wmawiania mi, że nie mam prawa do własnych marzeń?!-
zerwała się z miejsca-Za to powinnam się
odwdzięczyć?- spytała nieco spokojniej.
Kazumi z niedowierzaniem patrzyła na córkę. Broda
zaczęła jej delikatnie drżeć, a po chwili już cała się trzęsła, zanosząc się
płaczem. Widząc w tym stanie matkę, Mari zaczęły dręczyć wyrzuty sumienia. Pierwszy
raz widziała ją płaczącą.
-Ja…
nie chciałam…- wyszlochała.
Z żalu ścisnęło ją w gardle. Nie zamierzała sprawić
jej aż takiej przykrości. Czy zawsze
wszystko musi być nie po mojej myśli? usiadła obok i delikatnie objęła
rodzicielkę, która wtuliła się w nią, jak w poduszkę.
-Ciii…
nie płacz.- wyszeptała-Szkoda
twoich łez, było, minęło.- dodała, gładząc ją delikatnie po plecach.
Wytarła łzy, spoglądając zaczerwienionymi oczyma na
Mari. Dziewczyna sięgnęła po paczuszkę chusteczek i podała ją mamie. Szatynka
wybaczyła jej wszystko. Począwszy od braku matczynego ciepła, poprzez zrobienie
z niej swego rodzaju niewolnicy, która nie miała prawa do marzeń, skończywszy
na braku jakichkolwiek prób skontaktowania się z nią w ciągu tego miesiąca. Nie
potrafiła długo się gniewać. To było jej największą wadą. Matka z córką
rozmawiały jeszcze przez długi czas, aż jasnowłosa stwierdziła, że powinna
wracać. Odprowadziła ją na werandę, gdzie wylewnie się pożegnały. Kazumi
wymusiła na córce obietnicę, że ta ich odwiedzi, po czym poszła do samochodu.
Mari jeszcze im pomachała i wróciła do domu. Przez resztę dnia biła się ze
swoimi myślami. Co by się stało, gdyby nie stchórzyła i wcześniej powiedziała
całą prawdę matce? Cóż, tego już raczej się nigdy nie dowie.
<***>
-Od
początku. Twój tata jest wampirem?- spytała Aika.
Szły właśnie w kierunku domu Ayi.
-Hai.-
skinęła głową
-I przemienił twoją mamę. Więc jakim cudem,
skoro obydwoje są już wampirami, ty jesteś dhampirem?- dopytywała.
Już całkiem się pogubiła. Powoli zaczynała dochodzić
do wniosku, że świat wampirów jest sto razy bardziej pokręcony, niż korytarze w
Piekielnym Zamku.
-Nie.
Mama została przemieniona dopiero po moich narodzinach. Rozumiesz?-
wytłumaczyła cierpliwie, choć widać było, że nie lubi tego tematu.
-Tak.-
Iie. Dlaczego wszystko musi być takie
skomplikowane? pomyślała.
-A
co z tobą? W jaki sposób… stałaś się tym, kim jesteś?-
pytała nieśmiało.
-W
dniu narodzin mama podpisała cyrograf. Miałam przeżyć pod warunkiem, że zostanę
Niszczycielką. Jakiś czas temu zaczęły pojawiać się u mnie dziwne objawy…
-To
znaczy?- wcięła się cicho.
-Na
przykład, przechodząc z punktu A do punktu B, nie wiadomo jakim cudem
znajdowałam się w punkcie C. Albo zasypiałam w pokoju, a budziłam się w lesie…
obudzić się o trzeciej nad ranem, leżąc na pokrytej rosą trawie- nic
przyjemnego. A to tylko niektóre.- wymieniła- No, a potem pojawiła się Hurmiz. Zgodnie
z umową zjawiłam się w wyznaczonym miejscu, a ona pokazała mi Piekło.
Dosłownie. Nieciekawe miejsce. Odprawili jakiś rytuał podczas którego mnie
zabili, a potem wskrzesili i takim oto cudem jestem, kim jestem.- streściła
swoją historię do minimum.
Ciekawe…
znam dziewczynę raptem od paru godzin, a opowiadam jej o rzeczach, o których
nie opowiedziałam nawet mojej najlepszej przyjaciółce…
zastanawiała się, patrząc na zamyśloną twarz brunetki. Nawet nie zauważyła
kiedy doszły.
-To
tutaj.- oznajmiła Hiou.
Zielonooka spojrzała zdziwiona na spory dworek.
Zastanawiało ją to, że chyba jeszcze nigdy go nie widziała, a znała tutejsze
tereny jak własną kieszeń. Widać było, że budowla jest dość stara, choć
zadbana. W licznych oknach widniały ciemne zasłony, nieprzepuszczające światła.
-Ten
dom… zawsze tu stał?
-Tak.
Jest strasznie stary.- skinęła głową, wchodząc po kilku
stopniach.
-To
jakim cudem…
-Magia.
Widzi go ledwie parę osób. Reszta nie dostrzega nic, poza zwykłym kawałkiem
łąki.- objaśniła, popychając drzwi do wewnątrz-Tadaima.- powiedziała niezbyt głośno.
-Może
nikt nie słyszał.- odezwała się gdy nikt nie odpowiadał.
Aya pokręciła przecząco głową.
-Nie
ma takiej możliwości. Widocznie nikogo nie ma.-
westchnęła, wchodząc po schodach na górę.
-I
co teraz?- spytała podążając krok w krok za nią.
-Najpierw
się przebiorę.
Obydwie weszły do sporego pokoju. Był urządzony
skromnie, ale ładnie. Kolor ścian Aika określiłaby jako Latte z mlekiem,
natomiast mebli jako gorzką czekoladę. Pod ścianą stał duży regał, po brzegi
wypełniony książkami. Na półkach znajdowały się pięknie oprawione tomy znanych
autorów, a nad łóżkiem wisiał spory obraz, przedstawiający kwitnący
migdałowiec.
-Przepraszam
za bałagan.- zakłopotana przesłoniła oczy
wachlarzem gęstych, czarnych rzęs.
Szatynka spojrzała na nią zdziwiona.
-Żartujesz?
Tu jest tak czysto, że aż lśni.- stwierdziła fakt.
Aya wybrała z szafy jakieś ubrania i poszła się
przebrać. Zielonooka podeszła do regału. Wampirologia,
demonologia, angelologia, spirytyzm… ona ma chyba książkę na każdy temat.
pomyślała, oglądając ciasno ustawione księgi. „Istoty Piekielne”, „Pogromcy”, „Dusze potępione”, „Zjawy”,
„Opętania”… jej palce muskały każdy
z tomów, aż zatrzymały się na jednym „Niszczyciele,
jako dzieci Światła i Ciemności” wyciągnęła książkę i przysiadła na brzegu
łóżka. Otworzyła ją na spisie treści. „Narodziny”,
„Fakty i mity”, „Cel istnienia”, „Rody Niszczycielskie- opis i historia
powstania”
-Tam
nic nie ma.- oznajmiła brunetka, zamykając drzwi.
-Słucham?
-Tam
nic nie ma. Ta księga dotyczy tylko… „tradycyjnych” Niszczycieli.-
wyjaśniła.
Podeszła powoli do biurka i wyciągnęła z niego
karteczkę. Szybko napisała coś na niej i odłożyła ją na brzeg blatu. Aika
westchnęła i wsunęła książkę na swoje miejsce.
<***>
-Nic
z tego nie rozumiem.- pokiwała przecząco głową.
Brunetka westchnęła.
-Nie
przejmuj się. Tego nikt nie może pojąć.- wzruszyła ramionami,
tłumacząc jej znowu, po której ze stron- Światłości czy Ciemności- opowiadają
się wampiry.
Szły w kierunku domu Kiyokuro. Aya była wprost
przekonana, że zastanie tam swoich rodziców.
-Coś
jeszcze nie daje mi spokoju.- powiedziała, gdy
szarooka skończyła swój wywód.
-A
mianowicie?
-Nie
oszukujmy się… nie wiemy o sobie zbyt wiele. Znamy się właściwie od paru godzin,
a ja mówię ci o tym, o czym za żadne skarby świata nie powiedziałabym mojej
przyjaciółce.- wyraz jej twarzy był nieodgadniony.
-Czasem
jest tak, że spotykasz osobę, nie masz o niej bladego pojęcia, w ogóle widzisz
ją pierwszy raz, a i tak coś ci mówi, że możesz powiedzieć jej niemal o
wszystkim.- powiedziała, przymykając oczy-Masz wtedy absolutną pewność, że cię nigdy
nie zawiedzie. Zawsze będzie twoim sprzymierzeńcem.- dodała niemalże
szeptem i zamilkła.
Obydwie szły w ciszy, każda pogrążona we własnych
myślach. Pośpiesz się… dopóki nie jest za późno…- zabrzmiał głos. Niewiele
myśląc, złapała Ayę za rękę i pociągnęła w stronę domu.
-Co
się stało?- spytała zdezorientowana, utrzymując zawrotne
tempo, które narzuciła Aika.
-Musimy
się pośpieszyć, inaczej stanie się coś złego.- odpowiedziała,
skracając drogę przez polanę.
W parę minut znalazły się na werandzie. Szatynka
pchnęła drzwi i wbiegła do środka. Rozejrzała się szybko i ruszyła w stronę
salonu. Kuso! Co tu się do cholery
dzieje?! zaklęła w myślach, zaciskając pięści.
-Och,
Aika, jak dobrze, że już jesteś- powiedział płynnie
Jonathan-Właśnie mówiłem twojej mamie,
jak dobrze radzisz sobie z instynktem, ale… chyba nie jest z ciebie dumna.-
westchnął.
-Czego
chcesz?- spytała, posyłając mu lodowate spojrzenie.
Mari podeszła do Hiou i szepnęła jej coś na ucho. Ta
skinęła głową i wyszła.
-Miała
cię sprowadzić Hurmiz, ale ze względu na to, że nie miała ochoty na spotkanie z
twoją przesympatyczną mamą, przyszedłem ja.- odpowiedział
spokojnie.
-Co
ty sobie myślisz? Pojawiasz się w moim domu bez zaproszenia, widocznie szukasz
kłopotów, mało tego, zabierasz moją córkę do Piekła, a jakoś sobie nie
przypominam, żebyś mnie o tym uprzedził.- powiedziała
zdenerwowana Mari.
Widocznie wcześniej powiedział coś, czego nie
powinien, bo kobieta aż się trzęsła ze złości. Blondyn uśmiechnął się lekko.
-Nie
złość się, moja droga. Złość piękności szkodzi, a żal by było takiej ładnej
buźki.-bezceremonialnie chwycił Aikę za rękę-Musimy się pośpieszyć.- oznajmił i
pociągnął ją za sobą.
Napotkawszy opór, pociągnął ją mocniej w swoją
stronę tak, że chcąc nie chcąc musiała się za nim powlec. Mari patrzyła na to
ze złością. Jej oczy płonęły nienawiścią, gdy spoglądała na Jonathana, lecz gdy
przerzucała spojrzenie na córkę, jej twarz łagodniała, a w oczach można było
dostrzec jedynie troskę. Chciała zatrzymać Aikę przy sobie, lecz nie mogła. To
było dla jej dobra. Musiała tak postąpić, by nie przysparzać swojemu jedynemu
dziecku większej ilości bólu, którego już i tak zazna w życiu niemało.
<***>
Witam!
To już V rozdział "Whisper". Chciałabym zadedykować go Suzu. Dziękuję również moim czytelniczkom, które wytrwale czytają i komentują, to co od czasu do czasu uda mi napisać. Przeżywam kryzys. Mam nadmiar weny i nie wiem, jak ją spożytkować, więc kombinuję nad rozdziałem I "Pokuty". Kto wie... może jeszcze ukaże się w tym tygodniu?
Pozdrawiam- Andzik
Dobra zabieram się za komentarzy xD
OdpowiedzUsuńNa wstępie dziękuje za dedykacje jest mi niezmiernie miło ^.^ No ale wracając do rozdziału... Ech ta szkoła każdego może doprowadzić do choroby zwanej "syndrom znudzonego ucznia" xD No ale studia mają to sama wiem z własnej autopsji...
No proszę widzę że nasza Aya się pojawiła xD Cóż jak widać jej charakterk się nie zmienił xP Ech miło że Aika jej pomagała ^ ^ Ech widzę że Aya jak zwykle to dhampir xD Ech ciekawa jestem jak to tam u niej jest...
Ech co do sprawy matki Aiko... Kurcze strasznie mi jej żal Q.Q Ech biedna ona jest nooo T.T Ech kurcze mam nadzieje że dowiem się o niej jeszcze wielu innych rzeczy z przeszłości... Ech ta ostatnia scenka mnie wzruszyła... Kurcze w niej tak bardzo widać jak wielką miłością darzy córkę... A to ostatnie zdanie wręcz cudowne ! Ach i ten demon ! Matko czemu mam ostatnio wazę na takich bebe chłopców ? D:
Kurczę czeka na kolejny rozdzialik z nie cierpliwością ! Mam nadzieję że nie będę musiała tyle czekać na nexta ;p
Pozdro i weny Suzu-chan
P.S
Dziękuje za kom i masz odep :p
Nie ma za co, Suzu :*
UsuńSzkoła to najgorszy i jednocześnie najlepszy czas w życiu każdego człowieka... ponoć jak się przeżyje gimnazjum, to już nic nie dziwi ^^
Starałam się zachować jej charakter. Nie wiem, jak to mi wyjdzie, ale postaram się. Szczerze mówiąc nie wyobrażałam sobie, by mogła być kimś innym ^^'
Osobiście uwielbiam postać Mari. Miała okropne dzieciństwo, gdy się wyprowadziła też nie było jej lekko i jeszcze sprawa z Akirą...
Jonathan jest genialny... jak ciastko z kremem! Obiecuję, że w którymś z rozdziałów napiszę o nim więcej. :)
Nie będziesz musiała czekać. Ze względu na ograniczoną dostępność do komputera, napiszę rozdzialik w zeszycie, a potem go przepiszę :D
Pozdrawiam- Andzik
Oj je jest bo mi jest miło :p
UsuńWiesz co w sumie stwierdzam że to jest święte racja ^.^' Wiesz co jak powiedziałabym że jak przeżyjesz liceum ;p
Ech szczerze? Ja też nie ^.^' Właśnie dla tego mimo że na początku Ata robiła za zło to musiałam wymyślisz coś by nie była taką jędzą ^ ^"
Ech no właśnie dlatego ją bardzo lubię Q.Q
Hehehe cieszę się że będzie go więcej xD
O super *O* Kurczę już nie mogę się doczekać xD
Dzięki za info!
OdpowiedzUsuńOżesz! I Aya się pojawia! Same znane osoby ;)
Hm... Nie dziwię się, że Aika zaprzyjaźniła się z Ayą. To było prawie do przewidzenia xd
Hm... Mari miała nieciekawe życie... Podobały mi się te wtrącenia z przeszłości. Bardzo fajna rzecz ;)
I rozdział taki długi! :D I nie dopatrzyłam się żadnych błędów ;)
Ave!
K.L.
Dziękuję za komentarz:*
UsuńTak, to było do przewidzenia, ale gdyby się nienawidziły to bardzo utrudniałoby mi to sprawę, zresztą... jak Aika mogłaby nienawidzić Ayi?
Mari miała bardzo ciężkie życie. Kazumi nie była dobrą matką, więc Mari stara się zapewnić Aice wszystko to, czego sama nie miała.
To najdłuższy rozdział, jaki w życiu napisałam. Zabierałam się za niego z sześć razy. Dopisywałam do połowy i kasowałam, bo mi się nie podobało xD
Pozdrawiam- Andzik
Masz nadmiar weny? O rety, to podziel się nią ze mną. U mnie wyparowała, od miesiąca nic nie napisałam ;(
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału: naprawdę udany! Długi, konkretny, choć i tak czuję niedosyt, ale tak już mam, gdy się w coś wciągnę. Miło mi, że pojawiła się już moja postać, bądź co bądź to zawsze sprawia, że nie do koca świadomie jeszcze bardziej przeżywa się to, o czym się czyta. Widzę, że charakter Ayi rzeczywiście zachowałaś, bardzo mnie to cieszy :) Jak również to, że Aya i Aika tak dobrze się rozumieją, choć to dość naturalne zważywszy na to, że mają tak trudną życiową sytuację, że się tak wyrażę...
Co do Mari... Strasznie mi jej ciągle żal! To okropne, żyć w takiej klatce... Na szczęście się z niej wydostała i w końcu pogodziła z matką. Ale teraz z kolei wciąż martwi się o córkę... Przykre.
Cóż, czekam na ciąg dalszy :) Buziaki ;*
Z chęcią bym jej trochę oddała, bo u mnie się marnuje. Pożytkuję ją najlepiej, jak potrafię, a i tak mi jej zostaje... I tak to jest... raz mam tyle weny, że na raz napiszę cały rozdział i jeszcze jej zostanie, a czasem nawet zdania nie mogę napisać...
UsuńCieszę się niezmiernie :) Jak już odpisałam Suzu- starałam się go zachować ^^
Moja biedna Mari... życie ją naprawdę doświadczyło, mimo to stara się być dla Aiki jak najlepszą matką.
Pozdrawiam i weny życzę- Andzik
Znam to. Z weną tak już jest.
UsuńUdało mi się jakąś godzinę temu napisać jedną scenkę. Wow, szok normalnie x_x
Całuchy ;*
Zapraszam na nowy rozdział VN :)
OdpowiedzUsuńZapraszam na nowy rozdzialik ;)
OdpowiedzUsuń