Wreszcie
ucieknie z tej ponurej dziury, w której nie działo się nic, poza
jakimiś sztywnymi herbatkami i bankietami u ludzi nadętych do
granic możliwości! Dziś w końcu, po tylu błaganiach i scenach,
podczas których z łzami w oczach zarzekała się, że jeśli nie
pozwolą jej wyjechać, zabije się, ojciec przystał na jej prośby.
Bez wątpienia to był najszczęśliwszy dzień w jej życiu!
Etsuko
była żywiołem, jedynym promykiem słońca w domu Takedów.
Wszędzie było jej pełno, nigdy nie przestawała się uśmiechać,
a swoją radością zarażała wszystkich wokół. Kiedy tylko mogła,
tańczyła do upadłego, śpiewała i bawiła się jakby każdy
następny dzień jej wiecznego życia miał być tym ostatnim. Etsuko
nie dało się nie lubić. Wszyscy ją uwielbiali, nawet ojciec,
który nieraz kręcąc głową nad zachowaniem córki wysuwał tezę,
że to niemożliwe, żeby była jego dzieckiem.
Nie
pasowała tu, dusiła się, nie mogła się pogodzić z tym, że
gdzieś na świecie jest tyle cudów zapierających dech w piersiach,
a ona musi tkwić w tym nudnym mieście, wśród nudnych ludzi.
Od
zawsze wiedziała, że nie jest stworzona do siedzenia na salonach.
Chciała się bawić, chłonąć życie całą sobą, nie marnować
czas na etykietę i fałszywe gierki. Świat wampirów z wyższych
sfer nie był dla niej. Nie wyobrażała sobie wyjść za mąż za
kogoś, kogo wybiorą jej rodzice, osiąść w jednym miejscu i
rodzić dzieci na chwałę ich rasy. Oczywiście, nie była naiwna,
nie ominie jej to… Ale była jeszcze taka młoda, piękna i wciąż
spragniona przygód! Chciała skorzystać z tego, co może jej
zaoferować życie, zanim zamkną ją w złotej klatce posłuszeństwa.
Otworzyła
drzwi do szafy i wyciągnęła z niej ogromną walizkę. Pewnie,
miała jeszcze mnóstwo czasu do wyjazdu, poza tym mogły ją
spakować służące, ale tak bardzo nie mogła się doczekać!
Ułożyła w walizie rzeczy, których najbardziej potrzebowała i
zamknęła ją. Resztą zajmą się pokojówki.
Z
tej radości nawet nie przekazała nowiny braciom. Chociaż z drugiej
strony, czy dało się nie słyszeć jak z piskiem rzuciła się ojcu
na szyję, dziękując mu z całych sił? Zbiegła na dół jak
przeciąg. Szybko ich odnalazła, wszyscy trzej byli w nieoficjalnym
salonie.
-
Słychać cię w całym domu, królewno – oznajmił
Keitaro, najstarszy z rodzeństwa.
Tadao
i Masashi odwrócili się w fotelach, by popatrzeć na rozanieloną
siostrę. Była najmłodsza i zdecydowanie dostało jej się
całe szaleństwo, jakie przypadało na ich rodzinę.
Podbiegła
do Keitaro, który stał nieopodal regału z książkami, najpewniej
jeszcze przed chwilą czegoś na nim szukając i zarzuciła mu ręce
na szyję. Mężczyzna porwał ją w ramiona i zakręcił się parę
razy, wywołując tym perlisty śmiech dziewczyny, po czym odstawił
ją na ziemię. Krótkie do ramion włosy opadły do tyłu
odsłaniając jej prześliczną buźkę, kiedy uwieszona na jego szyi
podnosiła głowę, by patrzeć mu w oczy. Ze wszystkich miał
do niej największą słabość, zresztą ona z
odrobiną wyrzutów sumienia sama przed sobą przyznawała, że kocha
go jakby bardziej niż pozostałych braci.
-
Zgadnijcie, kto wyrusza w podróż życia! - zawołała
nieco głośniej niż było potrzeba, wiodąc po nich spojrzeniem
roziskrzonych orzechowych oczu.
-
Naprawdę? Ojciec pozwolił ci jechać? - dopytywał
Keitaro, na co Etsuko energicznie pokiwała głową. - Tak
zupełnie samej? - Zmartwiony zmarszczył czoło,
patrząc na siostrę, którą wciąż trzymał w objęciach.
-
Nie, mam ze sobą wziąć Nao.
-
Pokojówkę? Rzeczywiście, możemy być o ciebie spokojni, będziesz
pod świetną opieką - ironizował Tadao, uśmiechając się
półgębkiem. Co oni mieli z tą dziewczyną, to skaranie boskie!
-
Mną wcale nie trzeba się opiekować! Nie jestem dzieckiem! -
prychnęła tonem, który zupełnie przeczył jej słowom.
Tadao
i Masashi spojrzeli po sobie i roześmiali się w tym samym momencie.
-
Oczywiście, że nie jesteś, ale nie możemy puścić cię samej.
Jeszcze wpakujesz się w jakieś kłopoty i co wtedy będzie? Kto ci
pomoże? Nao? - Keitaro wypuścił ją z ramion, kiedy
wywinęła się niespokojnie.
-
Sama umiem o siebie zadbać!
-
Nie wątpię, ale ja zadbam o ciebie lepiej. Jadę z tobą
– odpowiedział jej zdecydowanie. Nie mógł puścić
swojej malutkiej siostrzyczki samej. Nie wybaczyłby sobie, gdyby
ktoś spróbował zrobić jej krzywdę.
-
Nie ma mowy! Ojciec powiedział, że mogę jechać tylko z Nao i tak
będzie!
Zacisnęła
pełne usta w wąską linię. Dlaczego Keitaro tak bardzo chciał
wszystko popsuć? Może i się o nią martwił, ale hej! Nie była
przecież bezbronną dziewczynką!
-
Uspokój się, porozmawiamy o tym jeszcze, dobrze? - Objął
jej twarz dłońmi i ucałował alabastrowe czoło.
W
orzechowych oczach Etsuko zalśnił gniew. Kiedy bardzo jej na czym
zależało, potrafiła być stanowcza. Nikt nie wiedział jak to
możliwe, że tak drobne ciało może wypełniać tak wiele emocji.
Wampirzyca jak nikt inny cieszyła się, kochała, płakała i
nienawidziła. Uczucia rozpalały się w niej i gasły z taką
gwałtownością, że nigdy nie wiadomo było, czego się po niej
spodziewać.
-
Nie. Ojciec się zgodził i nie ma tu o czym rozmawiać. Jadę i
koniec dyskusji – ucięła patrząc Keitaro w oczy.
Jej
bracia byli niemal identyczni. Te same czarne włosy, ciemne
tęczówki, podobny układ twarzy… Tylko Keitaro miał drobną
skazę na tęczówce w postaci jaśniejszej plamki. Zawsze uważała,
że dodawało mu to uroku, ale teraz nie miała ochoty o tym myśleć.
Mężczyzna wytrzymał jej spojrzenie i skinął głową wzdychając
ciężko.
-
Jedź, jeśli cię to uszczęśliwi – rzekł spokojnie.
Nie był zadowolony, ale cóż mógł poradzić?
Uśmiechnęła
się uroczo i szybko cmoknęła go w policzek. Podeszła do Tadao i
Masashiego, by ich także ucałować, po czym lekkim tanecznym
krokiem opuściła salon.
-
Za bardzo jej pobłażamy. Kiedyś to się nam czkawką odbije
– oznajmił Tadao. Wciąż nie wiedział jak to możliwe,
że mimo surowego wychowania, które otrzymała jest tak energiczna i
spontaniczna w okazywaniu uczuć. - A ciebie, Keitaro,
okręciła sobie wokół palca jak pierwszego lepszego uczniaka. Nie
wstyd ci?
Najstarszy
z braci uśmiechnął się tylko, kręcąc głową. Nie odpowiadał
na prowokacje Tadao, nawet jeśli to była prawda. Co mógł poradzić
na to, że ta mała skradła mu serce, z chwilą, w której przyszła
na świat?
-
Wiecie przecież, że sobie poradzi, nie możemy jej wiecznie trzymać
pod kloszem. Prawda jest taka, że nie tyle martwimy się o nią, co
będzie nam brakowało tej wariatki – mruknął Masashi,
przewracając stronę w książce, którą czytał, zanim do salonu
wparowała Etsuko. Raczej nie odzywał się bez potrzeby, a kiedy już
to robił, zawsze trafiał w samo sedno.
Niechętnie,
ale musieli się z nim zgodzić. Mimo wszystko, mieli nadziej, że
siostra nie wpakuje się w żadne tarapaty.
<***>
-
Etsuko, kochanie, to tylko jedno przyjęcie, chyba jakoś to
zniesiesz, co? - szepnął jej na ucho Keitaro. Dała się
podejść, nawet nie wyczuła, kiedy się do niej zbliżył.
Byli
właśnie na ostatnim balu przed jej wyjazdem. Odbywał się w
posiadłości jednego z bardziej znaczących arystokratów i Etsuko
powinna przynajmniej wiedzieć, kto jest gospodarzem, ale była tak
zaabsorbowana myślami o swojej wielkiej podróży, że jednym uchem
jej ta informacja wpadła, a drugim wypadła. Szczerze mówiąc, nie
mogła się doczekać końca. Chciała wrócić do domu i poświęcić
się bez reszty snuciu domysłów, jakie wspaniałe przygody spotkają
ją w drodze. Zamiast tego, niestety, musiała uśmiechać się do
ludzi, których szczerze nie znosiła, prowadzić ugrzecznione
rozmówki o pogodzie oraz zachwalać pod niebiosa to wspaniałe
przyjęcie.
Posłała
bratu nieco bardziej zgaszony uśmiech niż zwykle i zapewniła, że
jakoś przetrwa.
-
Rozchmurz się królewno i chodź zatańczyć. Nie wiadomo, kiedy
znowu trafi ci się tak dobry partner do tańca.
Do
tańca dwa razy nie trzeba było jej prosić. Podniosła się z
krzesła, dyskretnie poprawiając suknię koloru wina. Keitaro
obrzucił ją spojrzeniem i musiał przyznać, że wygląda
zjawiskowo. Jak zawsze zresztą, przecież doskonale wiedział, że
wszyscy oglądają się za jego przepiękną siostrą. Cóż, mogli
co najwyżej podziwiać, nie zamierzał jej nikomu oddawać.
Pozwoliła
się ponieść muzyce. Uwielbiała tańczyć z Keitaro, zawsze czuła
wtedy, że jest we właściwym miejscu, we właściwych ramionach, a
wszystko wokół przestaje istnieć. Cała sala ukradkiem ich
obserwowała, ale nic sobie z tego nie robili.
Parę
metrów dalej Tadao tańczył z Hanako Teshiguharą. W trakcie walca
gawędził niezobowiązująco z wampirzycą. Zawsze gdy miał okazję,
umacniał takie znajomości, Hanako miała bardzo wysoką pozycję w
ich społeczności, a jej słowo było wiele warte. Nie miał jeszcze
ściśle określonego planu, ale wiedział, że o takich „przyjaciół”
lepiej było zadbać zawczasu.
-
Czy mi się wydaje, czy tych dwoje ma się ku sobie? -
zapytała z ciepłym błyskiem w brązowych oczach przyprószonych
złotem. Oczywiście miała na myśli Keitaro i Etsuko.
Najmłodszy
z braci Takeda uśmiechnął się lekko. Uwaga, bo wszystko wyśpiewa!
-
Szczerze mówiąc, nie sądzę. Etsuko to nasza jedyna siostra, w
dodatku jest najmłodsza, wszyscy bardzo ją kochamy.
Wampirzyca
zaśmiała się serdecznie.
-
Ależ nie twierdzę, że jej nie kochacie! Tylko pana brat jest w nią
zapatrzony jak w obrazek. Zresztą ze wzajemnością – westchnęła,
zerkając w stronę tych, o których była mowa.- Całe
szczęście, zbyt wiele nieszczęśliwych małżeństw jest wśród
nas.
Nie
dziwiły go jej słowa. Hanako była już na takiej pozycji, że
mogła sobie pozwolić na szczerość bez żadnych konsekwencji.
-
Niestety, pani Teshiguhara, nic mi nie wiadomo ani o żadnym
małżeństwie, ani o tym, żeby Etsuko i Keitaro łączyło coś
więcej – wyznał uśmiechając się subtelnie. Swoją
drogą, co oni sobie wyobrażali, żeby publicznie robić do
siebie maślane oczka przed jakimikolwiek ustaleniami w rodzinnym
gronie? Etsuko była lekkoduchem, nic dziwnego, że się zapomniała.
Ale Keitaro? Czyżby już całkiem mu rozum odjęło?
Bal
szybko dobiegł końca i całe towarzystwo po pożegnaniu gospodarzy
rozeszło się do domów.
To
już jutro, pomyślała Etsuko, czując na ciele przyjemny
dreszcz podniecenia na samą myśl o nieznanym. Od dawna wszystko
było dopięte na ostatni guzik i wprost nie mogła się
doczekać chwili wyjazdu. Wprawdzie Masashi marudził, że nie wie,
dlaczego Etsuko zamierza podróżować jak zwykły człowiek, kiedy
wystarczy sekunda, żeby przeniosła się w dowolne miejsce na
świecie, ale co to by była za
przygoda? Oczywiście, nie zamierzała rezygnować z pewnych
udogodnień, które mogła zapewnić sobie dzięki wampirzym mocom,
ale tylko wtedy, gdy naprawdę będzie to konieczne.
Cieszyła
się tym, że ojciec zgodził się, by jechała sama. Gdyby pojechał
z nią któryś z braci, byłaby zupełnie skrępowana, pewnie na nic
by jej nie pozwolił, uznając wszystko za niebezpieczne,
nieprzyzwoite albo zbędne. Ale z drugiej strony… Och, już za nimi
tęskniła! Wszyscy trzej ją uwielbiali, nawet Tadao, który
momentami wydawał się jej nawet surowszy od ojca. A ona uwielbiała
ich. Cieszył ją fakt, że nie wyjeżdża na zawsze.
Usłyszała
pukanie do drzwi, a wyczuwając, że to Keitaro, uśmiechnęła się
i pozwoliła mu wejść. Usiadła na łóżku, na którym do tej pory
leżała.
-
Jesteś gotowa nas opuścić, królewno? - zapytał zamiast
powitania i usiadł obok niej.
- Och,
nie mów tak! Przecież wcale was nie opuszczam! - obruszyła
się. Jeśli będzie tak mówił, najpewniej zaraz się rozpłacze i
koniec końców nigdzie nie pojedzie!
-
Pusto tu będzie bez ciebie, wiesz?
Odnalazła
dłonią jego dłoń i delikatnie ją uścisnęła, posyłając bratu
ciepły uśmiech.
-
Przecież nie wyjeżdżam na zawsze, w ostateczności nie będzie
mnie raptem parę lat. To przecież jak mrugnięcie okiem. Zresztą,
odpoczniecie ode mnie chwilkę. Tadao zawsze mówi, że was mną
pokarało.
Odwzajemnił
uśmiech Etsuko, gładząc ją po policzku. Zawsze w takich razach
rumieniła się uroczo.
-
Wiesz, że on tak tylko mówi, prawda? Tak naprawdę bardzo cię
kocha i cieszy się, że jesteś z nami. Wszyscy nie wyobrażamy
sobie życia bez ciebie.
A
ona nie wyobrażała sobie życia bez nich, wolałaby umrzeć, niż
ich stracić. Fakt, bywali nadopiekuńczy, czym nieraz wyprowadzali
ją z równowagi, ale przecież robili to dla jej dobra. Zawsze czuła
się przy nich bezpieczna i kochana. Byli jej bliżsi niż rodzice,
którzy traktowali ją dość szorstko, co raczej wynikało z
usposobienia, niż z tego, że jej nie kochali.
Czy
on naprawdę chciał wzruszyć ją do tego stopnia, żeby nie miała
ochoty wyjeżdżać? Jeśli tak, to był na dobrej drodze. Wytknęła
mu to, więc obiecał, że już nie będzie.
-
Rozmawiałem dziś z ojcem – zaczął, by zmienić
temat. - Powiedziałem mu, że chciałbym, abyś została
moją żoną. Jeśli się zgodzisz, oczywiście, nie miałbym
sumienia przymuszać cię do czegokolwiek.
Etsuko
szerzej otworzyła oczy ze zdziwienia. Nagle serce zabiło jej
mocniej.
-
Co odpowiedział? - zapytała cichym, stłamszonym głosem,
który tak bardzo do niej nie pasował. Poczuła, że zaschło jej w
gardle.
-
A co ty odpowiadasz? Zostaniesz moją żoną, Etsuko? -
odpowiedział jej pytaniem.
Nigdy
nie dałby po sobie poznać, że się denerwuje, ale w napięciu
czekał na słowa siostry. Może to za wcześnie? W końcu nie
przeżyła jeszcze nawet połowy tego, co on. Mógł
dać jej więcej czasu na poznanie świata, zrozumienie samej siebie,
swoich pragnień i emocji, ale od pierwszych chwil jej życia czuł,
że są sobie przeznaczeni. Odnosił wrażenie, że ona też to
czuje. To do niego lgnęła, gdy coś ją wystraszyło, na jego
ramieniu płakała i w jego objęciach zaśmiewała się do łez.
Tadao i Masashi byli dla niej ważni, kochała ich, ale jakaś część
jego pysznego, egoistycznego umysłu sądziła, że mimo wszystko,
Etsuko wybierze jego.
Potrzebowała
dosłownie chwilki, by odnaleźć się w swoich uczuciach, w końcu
wszystko było tak jasne…
-
Oczywiście, że tak – odparła po prostu i uśmiechnęła
się słodko.
Przygarnął ją
do siebie. Matko, tak bardzo mu ulżyło!
- Ale
co na to ojciec? - zapytała, odrywając się od Keitaro.
-
Powiedział, że po twoim powrocie możemy się pobrać.
Zapiszczała
z radości, rzucając się na niego. Nie mogła uwierzyć we własne
szczęście! W głębi serca zawsze miała nadzieję, że
pewnego dnia to się stanie. Kochała wszystkich swoich braci, ale
tak naprawdę tylko z Keitaro pragnęła spędzić wieczność. Czuła
się niesamowicie. Wszystko, czego chciała, stawało się
rzeczywistością, czy to nie było zbyt piękne, by od tak, bez
żadnych wątpliwości przyjąć to do wiadomości?
-
To niemożliwe, żeby jeden człowiek miał w życiu aż takie
szczęście – wyszeptała, wtulona w jego ramię.
Keitaro uśmiechnął
się subtelnie, gładząc ją po plecach. Teraz mógł z czystym
sumieniem pozwolić jej wyjechać. Odnalazł jej dłoń i wsunął na
palec złoty pierścionek z dużym czarnym brylantem w koronie z
mniejszych białych brylancików. Etsuko wyciągnęła dłoń, by
przyjrzeć się lepiej biżuterii. Odsunęła się od
narzeczonego, chcąc spojrzeć mu w oczy.
-
Jest przepiękny, ale muszę ci go oddać. – Widząc
jego zmartwioną minę, dodała szybko:- Tylko na
przechowanie! Będę się czuła lepiej, kiedy będzie przy tobie.
Wiesz jak jest w podróży, gdybym go straciła, pękłoby mi serce.
Kiedy tylko wrócę, już nigdy go nie zdejmę, przysięgam!
Uśmiechała
się tak uroczo, że nie mógł jej odmówić. Skinął głową,
przyjmując z powrotem pierścionek. Miał jej do przekazania
jeszcze jedną wiadomość.
-
Kiedy tylko wrócisz, będziesz musiała nas obudzić.
Potrzebowała
chwili zanim to do niej dotarło.
-
Ale jak to? Zapadacie w sen? Wszyscy?
Zaprzeczy ruchem
głowy.
-
Nie, ktoś musi wszystkiego dopilnować. W tym czasie Tadao
zajmie się sprawami rodziny.
Zamrugała
parę razy. Nie mogła tego pojąć. Dlaczego? Przecież Masashi i
Keitaro byli jeszcze stosunkowo młodzi, nie przeżyli aż tyle, by
znudzić się życiem. Poza tym, nie wyjeżdżała na długo,
dlaczego chcieli zapaść w tak krótki sen?
Bez
trudu dostrzegał wszystkie pytania, które zaprzątały jej myśli.
-
Rodzice są już zmęczeni, nie powiedzą tego głośno, ale naprawdę
potrzebują odpoczynku. Masashi mówi, że już od dłuższego
czasu się nad tym zastanawiał. Tadao chce się wykazać, można mu
ufać, więc nie ma potrzeby, żebyśmy obaj nad wszystkim czuwali.
Rodzice twierdzą, że parę lat im wystarczy, a lepszego czasu, niż
teraz już nie będzie.
Przytaknęła.
Niby potrafiła to zrozumieć, ale jakoś było jej smutno, że gdy
wróci stęskniona z podróży, wszyscy będą spali. Trudno, nie
mogła myśleć tylko o sobie.
Dowiedziała
się jeszcze, że tuż po jej wyjeździe dopełnią wszystkich
niezbędnych formalności i dopiero wtedy będą mogli udać się na
spoczynek.
Chwilę
jeszcze porozmawiała z Keitaro o swoich planach na najbliższe
tygodnie, o tym, gdzie pojedzie najpierw, co zwiedzi i co będzie
robiła. Przestrzegał ją ze srogą miną przed podejrzanymi
knajpami i szemranym towarzystwem, co dziewczyna przyjmowała ze
śmiechem. Dobrze wiedział, że we wszystkie miejsca, przed którymi
ją ostrzegał, zajrzy w pierwszej kolejności.
Przyszedł
czas, by iść spać, więc Etsuko lekko ucałowała Keitaro w
policzek na dobranoc i złożyła pełną planów i marzeń głowę
na poduszce.
Nazajutrz
pożegnała się ze wszystkimi i razem z Nao wyruszyła ku
nieznanemu.
<***>
Wszystko
wokół wydawało jej się niesamowite. Nie mogła uwierzyć, że ten
wspaniały świat cudów jest tuż obok, wystarczyło tylko spakować
walizki i wyjechać!
Na
każdy kraj poświęcała dłuższą chwilę, nie mogłaby sobie
wybaczyć, gdyby nie zobaczyła czegoś wartego uwagi. Kto wie, może
za jakiś czas niektóre z tych miejsc przestaną istnieć, a ona
będzie sobie pluła w brodę, że miała okazję i ich nie
zobaczyła? O nie, nie mogła do tego dopuścić!
Ładna
buzia, pieniądze i nadnaturalne zdolności mogły zdziałać wiele,
więc nigdzie po drodze nie miała problemów. Bawiła się jak
nigdy, wzbudzając małą sensację wszędzie, gdzie tylko się
pojawiła. Zawsze rozśmieszało ją to, że wystarczyła droga
suknia w modnej restauracji, by dostać zaproszenie na spotkanie z
lokalną elitą. Ale nie to ją obchodziło! Życie zwyczajnych
ludzi, ich przyzwyczajenia, to jak bawili się w miejscowych
knajpach, jak tańczyli do upadłego, śmiejąc się i śpiewając…
To było prawdziwe życie! Tam naprawdę czuła się na miejscu. Nikt
nie zadawał pytań, skąd pochodzi, co robi w takim miejscu,
dlaczego ma przy sobie tylko Nao. Nikogo to nie obchodziło, skoro
była wśród nich, to znaczyło, że jest jedną z nich. Naprawdę
jej to odpowiadało.
Próbowała
wszystkiego, czego mogłaby nie zaznać w domu. Ku przerażeniu Nao,
strasznie zasmakowała w papierosach, którymi pierwszy raz
poczęstował ją jakiś jegomość w Paryżu, oczarowany jej
uśmiechem.
Najwięcej
czasu poświęciła Europie, o której wcześniej tak wiele czytała.
Fascynowała ją, w końcu była kolebką rasy wampirów, to stamtąd
pochodzili jej przodkowie. Dziwiła się szczerze, że postanowili
udać się do tak odległego i zapomnianego przez wszystkich miejsca,
jakim było jej miasto, mając pod nosem tyle wspaniałości.
Przebyła
ocean, by poznać Stany Zjednoczone, gdzie bawiła ledwie parę lat,
przemieszczając się co jakiś czas z miejsca na miejsce i chłonąc
różnorodność tego dziwnego kraju. Kiedy już odwiedziła
wszystkie miejsca na świecie, które zamierzała zobaczyć, wróciła
do Europy, do Paryża, gdzie tak naprawdę czuła się najlepiej.
Wszystko się przedłużyło, miało jej nie być w domu parę lat,
ale w praktyce mijał piętnasty rok odkąd wyjechała.
Za
każdym razem, kiedy po wieczorze pełnym przygód składała głowę
na poduszce, czuła, że mogłaby tak żyć. Ciągle w podróży, z
walizkami, w których chowała wszystkie pamiątki i które były
jedynym jej dobytkiem, nie przywiązując wagi do niczego innego. Nie
chciała nigdzie na stałe zapuszczać korzeni, kiedy jedno miejsce
jej się nudziło, jechała do innego. Wiedziała, że to tylko czcza
mrzonka, ale kto wie? Może udałoby jej się namówić na to
Keitaro?
Momentami
nieco żałowała, że nie było z nią narzeczonego. Chciałaby
przeżywać z nim te cudowne chwile… ale czy gdyby tu był
pozwoliłby jej na takie szaleństwa jak, dajmy na to, granie w karty
za pieniądze? Na pewno nie. Swoją drogą, okazało się, że ma
całkiem niezłą żyłkę do hazardu!
Tęskniła
za rodziną i już wyznaczyła sobie termin powrotu. Naprawdę nie
mogła doczekać się, kiedy powita braci i zda im relację tych
kilkunastu lat swojego życia.
<***>
To
nagłe, brutalne uczucie pustki wyrwało ją ze snu. Nigdy w życiu
nie czuła takiego bólu, jakby ktoś ścisnął ją za serce i z
całych sił wyszarpał je z piersi. Natychmiast pojęła, o co
chodzi. Zerwała się na równe nogi i nie dbając nawet o
jakiekolwiek odzienie, w ciągu sekundy pojawiła się w domu. W tym
samym momencie w przeciwnym kącie pokoju pojawił się Tadao.
Patrzyli na siebie w osłupieniu poprzez chmurę perlistego pyłu.
-
Nie – szepnęła przez zaciśnięte gardło. Jak w transie
ruszyła przed siebie. Drobinki wciąż unosiły się wokół w
leniwym tańcu, jakby nieśpieszno im było do odejścia.
Cztery
posłania stały obok siebie. Jeszcze nie tak dawno spały na nich
cztery tak bliskie jej osoby, a teraz… Zamknęła oczy. To nie
mogło dziać się naprawdę. Uniosła powieki, ale nic się nie
zmieniło. Oni odeszli. Jej rodzice, bracia… miłość jej życia.
Już nigdy więcej ich nie zobaczy, nie usłyszy, nie weźmie w
ramiona… Nie mogła wydać z siebie dźwięku, chociaż jej
serce wyło z rozpaczy.
-
Etsuko…
Dopiero
po chwili podniosła wzrok na Tadao. Stał w bezruchu z tak zbolałą
miną, że nie miała wątpliwości. To nie sen, to rzeczywistość.
Podbiegła
do brata, by wpaść w jego objęcia. Teraz wszystko uderzyło w nią
ze zdwojoną mocą. Zaniosła się płaczem, kurczowo zaciskając
palce na jego koszuli. Bała się, że jeśli go puści, on też
rozpłynie się w powietrzu jak reszta ich rodziny.
Tadao
ściskał ją tak mocno, że aż bolało, jakby on też obawiał się
ją stracić. Oparł brodę na głowie siostry, raz po raz
gładząc jej długie włosy. Czuła jak z trudem przełyka żal, jak
bezgłośne łzy spadają jej na czubek głowy. Tadao nigdy nie
płakał. Aż do tego dnia.
Opadła z
sił i oboje osunęli się na podłogę. Etsuko nie miała siły
wpatrywać się w perlisty pył, którym stały się ciała
czystokrwistych. Wyczuwała jeszcze ich obecność, coraz mniej
wyraźną, coraz bardziej odległą…
-
Etsuko, spójrz – wyszeptał jej tuż przy uchu.
Nie
chciała odrywać twarzy od piersi Tadao. W nim biło serce, jedyne
bliskie serce, jakie jej zostało. Mimo tego, zmusiła się, by
spojrzeć za siebie. Przy jednym z łóżek świetliste drobinki
skupiały się i rozszczepiały na pościeli. Odsunęła się od
mężczyzny i powoli niepewnym krokiem podeszła do
miejsca, które jej wskazywały. Na poduszce leżał złoty
pierścionek z czarnym brylantem w koronie z białych. Łzy
przesłoniły jej obraz. Wyciągnęła drżącą dłoń po darowany
jej przed wyjazdem pierścionek i wsunęła go na palec.
Obiecała, że kiedy wróci, już nigdy go nie zdejmie, a
przecież nie łamała obietnic danych Keitaro.
Wątły
ślad obecności bliskich zniknął zupełnie, pozostawiając ich
samych na tym świecie. Opadła na kolana, opierając czoło na ramie
łóżka i zaszlochała żałośnie. Po chwili znów znalazła się w
objęciach Tadao. Kołysał ją jak dziecko, tuląc wciąż do siebie
i szeptał jakieś uspokajające słowa, które nie przynosiły
żadnego skutku.
-
Nie płacz już, maleńka. Oni nie chcieliby, żebyś płakała,
wiesz o tym, zawsze byłaś naszym słońcem.
Wyczuwał
poruszenie wśród służby, ale nic go to nie obchodziło. Stracił
właśnie niemal wszystkich bliskich, czy naprawdę
spanikowane pokojówki były teraz aż tak ważne?
Wzięła
głęboki oddech, choć przyszło jej to z trudem. Nagły przebłysk
świadomości sprawił, że oderwała się od Tadao, by spojrzeć mu
w oczy.
-
Kto to zrobił? - zapytała cichutko.
Czystokrwiści
nie ginęli od tak sobie. Fakt, w letargu byli osłabieni, ich
kontakt z rzeczywistością był tak znikomy, że nie przywiązywali
do niego wagi… Ale nie mogli od tak sobie umrzeć we śnie.
Mężczyzna
pokręcił głową. W tej sytuacji był równie bezradny jak Etsuko.
- Nie
wiem, ale znajdę go. Znajdę i zetrę z powierzchni ziemi tak, by
nie zostało po nim nawet wspomnienie – wycedził przez
zaciśnięte zęby.
Etsuko
znowu wybuchła płaczem, wtulając się w niego. Nie mógł jej
uspokoić. Cierpiała podwójnie, straciła nie tylko rodzinę, ale
też ukochanego. Wiedział, że szczerze kochała Keitaro, tak jak on
kochał ją. Obiecał sobie, że znajdzie tego, kto zniszczył im
życie. Teraz jednak musieli się podnieść, odnaleźć się w nowej
sytuacji i spróbować żyć dalej.
Po
wielu prośbach udało mu się namówić Etsuko do opuszczenia
pokoju. Wstała opierając się na jego ramieniu. Odprowadził ją do
sypialni.
Rozejrzała
się wokół. Gdy ostatni raz tu była, Keitaro poprosił ją o rękę,
a ona nie mogła uwierzyć, jak to możliwe, że ma w życiu takie
szczęście. Widać nic nie trwa wiecznie.
- Muszę
się tym wszystkim zająć. Poradzisz sobie? - spytał,
mając nadzieję, że chociaż trochę już otrzeźwiała.
Nie
chciała, by odchodził. Kiedy zostawi ją samą, ta przeraźliwa
pustka zionąca ze wszystkich ścian stłamsi ją i udusi. Ścisnęła
go za rękę, by nie pozwolić mu wyjść.
- Nie
odchodź. Tylko ty mi zostałeś – wyszeptała,
powstrzymując się, by na nowo nie wybuchnąć płaczem.
- Nie
możemy tak tego zostawić. Zajmę się tylko najpilniejszymi
sprawami i do ciebie wrócę. Przypominam ci, że zostawiłaś Nao
samą w środku dnia. Pewnie jest przerażona, nie wie, co się
dzieje.
Etsuko
nieśpiesznie skinęła głową. Jakim cudem potrafił być teraz tak
rozważny? Świat im się zawalił, do niej wszystko docierało jak
przez mgłę, a on już przywdziewał tę chłodną maskę
opanowania.
Podała
mu adres hotelu, w którym się zatrzymała, by mógł ściągnąć
Nao z powrotem do domu i opadła na łóżko. Dałaby tak wiele, by
nic nie czuć. Nigdy nie spodziewała się, że pustka tak bardzo
boli.
Nawet
nie wychodziła z sypialni i nikt jej do tego nie próbował zmusić.
Tadao czasem sprawdzał jak się trzyma, ale potem natychmiast
uciekał do swoich zajęć.
Mimowolnie
dowiedziała się, co się zmieniło w trakcie jej nieobecności.
Okazało się, że Przewodniczący Starszyzny nie żyje i wampiry
zbierają się, by ogłosić wybory nowego Przewodniczącego.
Ostatnią rzeczą, która ją interesowała była polityka, ale, co
przyjęła bez zdziwienia, Tadao bardzo zależało na tych wyborach.
Zawsze miał w sobie smykałkę do zarządzania i losy ich
społeczeństwa nie były mu obojętne, ale w aktualnej sytuacji
wszystko poszło w odstawkę.
Próbował
dowiedzieć się, kto miał w sobie tyle śmiałości, by wtargnąć
do posiadłości ich rodziny i zamordować ich rodziców i braci,
niestety, okazało się to niemożliwe do wykonania. W polu
ochraniającym dom, jak i w aurze wokół pomieszczenia, w którym
spali nie można było wyczuć żadnego śladu intruza. Nikt nie
wiedział jak do tego doszło, jakim cudem sprawca zgładził czworo
czystokrwistych nawet się do nich nie zbliżając i w końcu, kim on
był i dlaczego zależało mu na ich śmierci. Przecież byli
szanowani, choć do znakomitości Teshiguhara wiele im brakowało i
nigdy nie starali się wychodzić przed szereg.
Nawet
kiedy nie skupiała się na tym, co działo się w domu, odruchowo
wyłapywała jakieś dźwięki i tak też było tym razem, gdy w
posiadłości pojawili się wysłannicy Starszyzny. Słyszała ich
niewyraźnie, gdy rozmawiali z Tadao, ale z wyłapanych strzępków
rozmowy zrozumiała coś, co oburzyło ją do głębi. Natychmiast
zerwała się z łóżka, zarzuciła na siebie długi szlafrok i
zbiegła do gabinetu brata.
Obaj
mężczyźni skłonili się lekko, najwyraźniej zszokowani jej
widokiem. Tadao rzucił jej spojrzenie, które zdawało się prosić,
żeby nic nie mówiła, ale już było za późno.
-
Jak śmiecie przychodzić do tego domu i oskarżać nas o to, że
sami zabiliśmy naszą rodzinę? - nawet nie próbowała
powstrzymać drżenia głosu.
Natychmiast
poznała dwóch arystokratów, którzy byli na usługach Starszyzny.
Swoją drogą, wysyłać arystokratów do siedziby czystokrwistych,
których podejrzewa się o zamordowanie własnej rodziny? Bardzo
nierozsądnie.
-
Etsuko-sama, my tylko… - zaczął jeden z nich, ale
uciszyła go gestem.
-
Zamilcz. Natychmiast wynoście się z naszego domu – wycedziła.
Nie mogła już dłużej hamować łez, które piekły ją pod
powiekami.
-
Ale…
-
Precz! - wrzasnęła tak przeraźliwie, że nie pytając o
nic więcej, podnieśli się z miejsc i uciekli w
popłochu, przepraszając za problem.
Tadao
wstał zza biurka i podszedł bliżej, by przytulić rozdygotaną
siostrę.
-
Już dobrze. Wiesz, że to było niepotrzebne? - spytał
cicho, głaszcząc ją po głowie.
Nie
umiała zrozumieć, dlaczego był taki spokojny? Dlaczego z takim
opanowaniem przyjmował te wszystkie oszczerstwa i odpierał je
wyważonym tonem? Dlaczego nie gotowała się w nim krew?
-
Jak oni mogli w ogóle podejrzewać, że my… -
zaszlochała, nie mogąc dokończyć zdania.
-
Kochanie, nie denerwuj się. To logiczne, nie ma żadnych śladów,
nawet jednego tropu, który by prowadził do winnego. Pasowaliśmy
najlepiej, ale oboje mamy żelazne alibi, więc już nie będą cię
niepokoić.
Podniosła
na niego załzawione oczy.
-
I to tyle? Dadzą nam spokój, bo mamy alibi? A gdybyśmy nie mieli?
Naprawdę myślą, że bylibyśmy zdolni zrobić coś takiego?
Nie
odpowiedział. Po prostu gładził ją po głowie, przytulając do
siebie. W jakim świecie przyszło im żyć?
Jakiś
czas później odbyły się uroczystości ku czci pamięci zmarłych
i nikt już nie wracał do tematu zagadkowej śmierci w rodzinie
Takedów. Etsuko pogrążyła się we wspomnieniach, a Tadao w
całości oddał się polityce i rodzinnym interesom, odsuwając się
od siostry.
<***>
Młoda
dziewczyna nalewała właśnie herbatę do filiżanki. Była nowa,
więc nawet nie wiedział, jak ma na imię, natomiast ona jeszcze nie
do końca wiedziała, jak powinna się zachowywać dobra służąca,
więc kiedy dom zatrząsł się w posadach, a w oddali zagrzmiało,
spojrzała z niepokojem w okno i oznajmiła:
-
Przecież cały dzień była piękna pogoda, nie wyglądało na
burzę. Dziwne.
Tadao
zwykle przywołałby do porządku służące, które próbowały
wdawać się z nim w zbędne dyskusje, ale wyjątkowo postanowił jej
darować. Trzymając w ręku ostatnie sprawozdanie i popijając
herbatę, odparł:
-
To nie burza. To moja siostra i jeśli nie chcesz oberwać
rykoszetem, lepiej stąd wyjdź.
Dwa
razy nie musiał powtarzać, dziewczyna ukłoniła się naprędce i
szybkimi, drobnymi kroczkami uciekła z gabinetu.
Był
na to przygotowany, wprawdzie nic nie mówił Etsuko, ale nigdzie nie
brakowało postronnych, którzy lubili wtykać nos w nieswoje sprawy,
więc to, że się dowiedziała, nie dziwiło go. Tak samo jak ta
ciemna, pełna gniewu i bólu aura, która osaczała go ze wszystkich
stron. Jego siostra zawsze na wszystko reagowała zbyt gwałtownie.
Drzwi
z impetem wpadły do środka i stanęła w nich Etsuko. Ten
beznamiętny wyraz twarzy, który przybrała o niczym nie świadczył,
wiedział, że w środku aż się gotuje ze złości.
-
Ty nędzna żmijo, łajdaku zdradziecki, jak śmiałeś? -
wycedziła przez zęby, mrożąc go spojrzeniem.
-
Takie słowa w ustach damy? Opanuj się, porozmawiamy potem, teraz
jestem zajęty – odpowiedział z uśmiechem. Chciał ją
wyprowadzić z równowagi, więc skupił wzrok na dokumencie, który
wciąż trzymał w dłoni.
Kartka
papieru zajęła się ogniem i błyskawicznie spłonęła,
pozostawiając mu na palcach tylko resztki popiołu.
-
Już nie jesteś. - Zaprezentowała najpiękniejszy
uśmiech jaki miała w swoim repertuarze.- Teraz powiedz mi,
jak śmiałeś obiecać mnie Shirahime bez mojej wiedzy?! Mówiłam
ci, nie chcę wychodzić za mąż! Jak mogłeś mi to zrobić?! Gdyby
tylko Keitaro tu był…
-
Ale go nie ma – wpadł jej w pół zdania. Nie ruszały go
jej żale, więc nawet mu powieka nie drgnęła, kiedy oznajmił:- Twoje preferencje najmniej mnie obchodzą. Shirahime to
szanowana rodzina, a Hisao będzie dla ciebie dobrym mężem. Już
teraz świata poza tobą nie widzi.
Czuła,
że zaraz ze złości się rozpłacze, ale wstrzymała łzy, tylko
broda nieposłusznie jej drżała.
-
Ale ja go nawet nie znam! Nie wyjdę za kogoś, kogo widziałam na
oczy może dwa razy! Zresztą, on otwarcie mówi, że nie popiera w
ogóle udziału naszej rodziny w Starszyźnie! Jak mogę być żoną
kogoś takiego?!
Wzruszył
ramionami, popijając herbatę.
-
Etsuko, czy ja cię o coś pytam? Nie zawracaj sobie ślicznej główki
polityką, powiedziałem, wyjdziesz za niego, czy ci się to podoba,
czy nie. Będziesz miała dość czasu, żeby go poznać. Po
ślubie. - Filiżanka pękła mu w dłoni.-
Skończyłaś? Robisz się nudna.
-
Zapomnij o tym! Ucieknę, zabiję się, zrobię wszystko, ale nie
będę jego żoną!
- Jeszcze
nóżką tupnij! - roześmiał się w głos. Była jak
pięciolatka, która próbowała się stawiać i naiwnie wierzyła,
że to coś da.
Etsuko
wyciągnęła przed siebie dłoń, a on poczuł na szyi uścisk
żelaznej pięści. Nie sądził, że spróbuje go zaatakować, więc
w pierwszej chwili zachłysnął się resztką powietrza, opadając
ciężko na oparcie krzesła, jednak natychmiast zebrał się w
sobie, by siłą woli odeprzeć moc wampirzycy. W okamgnieniu znalazł
się za nią, wykręcając jej ręce i jednym ciosem pod kolana
zmuszając do tego, by uklękła.
-
Nigdy więcej nie waż się podnosić na mnie ręki, jasne? Mógłbym
cię teraz zabić, ale nie ułatwię ci tego – wysyczał
tuż przy jej uchu. Wyczuwając jej strach, uśmiechnął się do
siebie. - Nie zabijesz się, za bardzo kochasz żyć i za
bardzo boisz się umrzeć. Uciekniesz? Dobrze, załóżmy, że tak. I
co zrobisz? Dokąd pójdziesz? Za co będziesz żyła?
Coś
mu mówiło, że już nie będzie próbowała robić głupot, więc
puścił ją i wrócił na swoje miejsce. Etsuko chciała wstać, ale
Tadao jednym pstryknięciem palców powalił ją na kolana.
-
Nie pozwoliłem ci się podnosić. Proszę, czekam na odpowiedź.
Przełknęła
zniewagę i lekko uniosła głowę, patrząc na niego z nienawiścią.
-
Pójdę gdziekolwiek, byle dalej od ciebie, jakoś sobie poradzę.
Nie było mnie w domu piętnaście lat i nie zginęłam!
Rety,
jaka ona była naiwna! Czy naprawdę myślała, że jeśli odejdzie,
będzie sobie żyła jak królewna w najdroższych hotelach tego
świata?
-
Posłuchaj, jeśli wyjedziesz, nie dostaniesz ani grosza z rodzinnego
majątku. Ciężko pracuję na to, by pomnażać te pieniądze,
myślisz, że dałbym dostęp do całej fortuny niedojrzałej
emocjonalnie panience, której się wydaje, że może robić co
chce? - Dał jej chwilę, by to przetrawiła, bo
najwidoczniej nie brała tego pod uwagę. - Bez pieniędzy
nie przetrwasz. Przypominam ci jeszcze, że tam nie będzie ani
służących, ani nikogo, kto z radością będzie karmił cię swoją
krwią. Albo kogoś przemienisz i Pogromcy szybko się z tobą
rozprawią, albo zdechniesz z głodu jak pies pod płotem – nabrał
powietrza, by nieco ochłonąć. Musiał ją sprowadzić na ziemię i
nie pozostawić żadnych złudzeń, zawsze wiedział, że
rozpieszczanie dziewczyny skończy się źle. - Znając
twój tok rozumowania, powiesz mi zaraz, że pójdziesz do pracy.
Powiedz mi tylko, co ty umiesz? Gdzie mogłabyś pracować? Nie
wysilaj się, powiem ci. Nigdzie. Nic nie umiesz, jesteś tylko
śliczną panienką. Wyjście za mąż to najrozsądniejsze, co
możesz zrobić.
Zacisnęła
dłonie w pięści. Tak bardzo chciała mu coś odpowiedzieć, ale
nie wiedziała co. Jakby na sprawę nie spojrzeć, miał rację.
Wampirze rody odkąd tylko sięgała pamięcią utrzymywały się z
inwestowania pieniędzy przodków, tak było też z jej rodziną. Jej
bracia uczyli się jak skutecznie lokować środki, by przynosiły
zyski, ona z kolei umiała wiele nieprzydatnych w życiu codziennym
rzeczy. Miała tylko wyjść za mąż i ładnie wyglądać, nikt nie
oczekiwał od niej niczego więcej. Co mogłaby robić, by się
utrzymać? Nie znajdowała odpowiedzi. Tadao miał rację, nie miała
do zaoferowania nic, poza śliczną buzią. Poczuła na policzkach
łzy. Nie chciała płakać, ale ogarnął ją taki żal, że
opuściła głowę, szlochając cichutko.
-
Nie płacz już – powiedział spokojnie, z czułością w
głosie. Podszedł do niej i wyciągnął rękę, by podnieść ją z
ziemi. Etsuko niechętnie przyjęła pomoc. - Poniosło mnie,
przepraszam. Nie powinienem cię tak traktować. - Przytulił
ją do siebie, czemu się nie sprzeciwiała. - Wszystko co
robię, jest dla twojego dobra. Uwierz, że chciałbym, żebyś mogła
ze mną zostać, ale to nie jest bezpieczne. Wiesz dobrze, że walczę
o stanowisko Przewodniczącego Starszyzny, mam wielu wrogów, ktoś
mógłby cię skrzywdzić. To naprawdę najlepsze rozwiązanie. Ten
wariat Shirahime za jeden uśmiech ci nieba przychyli.
Wtuliła
się w niego. Kiedy stał się taki bezduszny? Minęło parę
miesięcy od śmierci Keitaro, a on już wydawał ją za mąż.
Przecież wiedział, jak cierpi po jego stracie. Nie mogła mu tego
wybaczyć, nawet jeśli robił to „dla jej dobra”. I już na
pewno nigdy nie zapomni mu, jak ją upokorzył. Nienawidziła
Tadao całym sercem, ale równocześnie go kochała. Był jej jedyną
rodziną, tylko on jej został.
-
Gdyby Keitaro żył, nie musiałoby tak być – szepnęła,
zamykając oczy.
-
Wiem, skarbie, ale jest jak jest i nic nie możemy zmienić. Możemy
się tylko dostosować do sytuacji. - Pogłaskał ją po
głowie. - Myślisz, że oddałbym cię byle komu? Hisao
Shirahime to porządny mężczyzna, poza tym jest w ciebie tak
zapatrzony, że pozwoli ci na wszystko. Nie mówię, że masz go
kochać. Ślubu nie bierze się z miłości, a on zapewni ci godne
życie, do jakiego przywykłaś.
Ciężko
jej było się z tym pogodzić. Gdyby miała więcej odwagi,
popełniłaby samobójstwo i dołączyła do rodziny, za
którą okrutnie tęskniła, ale Etsuko naprawdę kochała
żyć. Świat był tak piękny, tak mocno trzymał ją przy sobie, że
nie potrafiłaby z niego zrezygnować.
Ostatecznie
postanowiła spróbować. Czekało ją życie bez miłości, nawet
Tadao nie łudził się, że będzie umiała pokochać tego
mężczyznę. Przecież kocha się raz, a jej już się to
zdarzyło. Szkoda tylko, że zanim dobrze zasmakowała w tym
szczęściu, już jej je odebrano… Ale może będzie… znośnie?
Chciałaby, żeby tak było.
-
Może masz rację. Wyjdę za niego, ale niech nawet nie liczy na
dozgonną miłość – oznajmiła cicho, próbując pozbyć
się wrażenia, że właśnie sprzeciwia się samej sobie.
Tadao
ucałował ją w czoło i odsunął od siebie, by spojrzeć na
jej smutną twarz.
-
Cieszę się, że to do ciebie dotarło – uśmiechnął
się lekko. - Idź się przygotować, zaraz wychodzimy.
No
tak, dziś przecież wielkie wydarzenie, którego Tadao tak
wyczekiwał. Wybory na Przewodniczącego Starszyzny.
Skinęła
głową i poszła na górę, żeby wybrać sukienkę. Wciąż byli w
żałobie, więc zdecydowała się na klasyczną czerń. Powłóczysta
suknia z ciężkiego aksamitu miękko otulała jej ciało. Była
niebywale skromna, bez zdobień, z długim rękawem, tylko luźny,
drapowany dekolt z tyłu odsłaniał fragment ciała. Służąca
częściowo upięła jej włosy by nie zasłaniały pleców. Etsuko
czasem tęskniła za swoją krótką fryzurą, którą miała, gdy
wyjeżdżała z domu, ale jakoś nie mogła pozbyć się tych długich
czarnych pukli. Dobrała jeszcze złote kolczyki z czarnymi
brylantami, by pasowały do pierścionka, którego nigdy nie
zdejmowała i już była gotowa. Nie potrzebowała dodatkowego
upiększania, już i tak miała dość swojego wyglądu. Gdyby była
przeciętną wampirzycą nikt nie zwracałby na nią uwagi, mogłaby
spokojnie żyć w rodzinnym domu, dopóki Tadao nie znalazłby jej
męża, co zapewne trochę by potrwało. Niestety, obdarzono ją
naprawdę wyjątkową urodą, przez którą mężczyźni lgnęli do
niej jak muchy do miodu. Kiedy żył Keitaro nie musiała się tym
przejmować, nikt nie ośmieliłby się jej narzucać w jego
obecności. A teraz? Parę miesięcy po śmierci brata już miała
pretendenta na męża, który zamienił z nią w życiu może trzy
zdania. Ale przecież nie musieli się dogadywać, miała być tylko
ładną buźką do pokazywania na przyjęciach.
Zeszła
na dół, gdzie już czekał na nią Tadao. Kiedy uśmiechnął się
na jej widok, nie potrafiła odwzajemnić uśmiechu. Wzięła go pod
ramię i oboje przenieśli się przed czerwone drzwi siedziby
Starszyzny. Weszli do środka, a jeden ze służących oficjalnie
zapowiedział ich przybycie. Etsuko w przeciwieństwie do brata nie
obdarzała uśmiechem każdego napotkanego wampira. Tadao nie wymagał
tego od niej, więc nawet nie musiała się wysilać.
Byli
zasadniczą społecznością. Żyli w kraju o bardzo bogatej kulturze
i tradycji, a jednak hołdowali wzorcom zaszczepionym z Europy, skąd
pochodzili pierwsi przedstawiciele ich rasy. Dlatego też wszystkie
ważne wydarzenia odbywały się na europejską modłę. Najpierw
zaczynali od jakichś bezsensownych, ugrzecznionych pogadanek, potem
przechodzili do rzeczy, a na koniec wszyscy udawali, że się
świetnie bawią na bankiecie.
Etsuko
usiadła przy wielkim stole obrad nieco za swoim bratem. Nie była
członkinią Starszyzny, tylko towarzyszyła Tadao. Czysto
teoretycznie nie powinno jej tu nawet być, ale nikt nie ośmielił
się jej wyrzucić. Kiedy już uporali się z grzecznościami,
przeszli do głosowania.
W
teorii kandydował każdy członek Starszyzny, ale wiadomo było, że
nie wszystkim zależy na wygranej. Ci, którzy faktycznie zamierzali
wygrać, od miesięcy udzielali się aktywnie w Starszyźnie,
uczęszczali na debaty, które reszta, zbyt zajęta własnym życiem,
zwyczajnie lekceważyła, wysuwali nowe projekty, jednym słowem,
prowadzili coś na kształt kampanii wyborczej. W pierwszej turze
wyłaniano dwie osoby, które dostały najwięcej głosów, w drugiej
wszystko się rozstrzygało. Oczywiście, głosowanie było jawne,
żeby zwycięzca mógł wiedzieć, kto jest przeciw niemu. Etsuko
wiedziała, że Tadao ma tak naprawdę tylko jednego poważnego
przeciwnika. Hanako Teshiguharę, która, mimo że nie zamierzała
wygrywać, była tak poważana w ich świecie, że i bez tego oddadzą
na nią głosy. Jednakże Hanako była kobietą i to był punkt, w
którym Tadao miał nad nią przewagę. Będą na nią głosowali,
ale nie dopuszczą do tego, by wygrała. Czy męska duma mogłaby
znieść przyjmowanie poleceń od kobiety? A w życiu.
Tak
jak się spodziewała, w pierwszej turze wyłoniono Tadao i Hanako.
Niebezpiecznie blisko był Kage Hiou, ale kiedy okazało się, że
przegrał z Hanako jednym głosem, Etsuko miała wrażenie, że widzi
w jego oczach ulgę. Zadziwiające było to, że Shirahime, który
twierdził, że Tadao doprowadzi ich tylko do upadku, również oddał
głos na Takedę. W drugiej turze doświadczenie mądrość i
szacunek nie miały szans, rzucone na szalę, po której drugiej
stronie leżała twarda męska ręka, zatem brat Etsuko został nowym
Przewodniczącym.
Kurtyna
opadła. Jak mogła być wcześniej taka głupia?
Po
krótkim przemówieniu, w którym zapewnił, że nie zawiedzie
zaufania swoich pobratymców, Tadao postanowił jeszcze ogłosić
najświeższe wieści.
-
Jak państwo wiecie, moją rodzinę dotknęła wielka tragedia.
Ciężko jest nam pogodzić się z tą ogromną stratą, ale trzeba
iść naprzód, nie będziemy silniejsi od oglądania się za siebie.
Dlatego odrzucając smutek, pragnę ogłosić zaręczyny mojej
siostry z panem Shirahime – oznajmił z uśmiechem.
Pociemniało
jej w oczach ze złości, kiedy Hisao i Tadao przyjmowali gratulacje.
Ona nawet nie raczyła wymusić grymasu, który wyglądałby na
chociaż odrobinę mniej obojętny. Zamiast tego położyła dłoń
na ramieniu brata, by zwrócić jego uwagę.
-
Mogę cię prosić na sekundę? - szepnęła. - I
jego też – dodała nieznacznie kiwając głową w stronę
Shirahime.
Wszyscy
byli bardzo „zmartwieni”, gdy z nieznacznym uśmiechem oddaliła
się od nich, by znaleźć jakieś ustronne miejsce. Weszła do
jednego z mniejszych pokoi, który zapewne był przeznaczony na
służbowe spotkania. Nie mogła spokojnie usiedzieć w miejscu. Nikt
nigdy jej tak nie zranił. Krążyła niespokojnie po pomieszczeniu,
w którym niestety nie było okien, które mogłaby otworzyć i
wpuścić nieco świeżego powietrza. Po kilku minutach w drzwiach
pojawili się obaj mężczyźni, a na pokój opadł czar, który miał
ich uchronić od ciekawskich uszu.
-
Ty zdrajco, jak mogłeś mi to zrobić? „Moje dobro”, tak? Czy ty
w ogóle masz sumienie?! - wykrzyczała w stronę brata. -
Sprzedałeś mnie. Sprzedałeś mnie jak pierwsze lepsze zwierzę
– dodała nieco ciszej.
-
Etsuko, nie histeryzuj. Uznałem, że tak będzie najlepiej, dla
ciebie, dla mnie i dla obecnego tu pana Shirahime. Jestem twoim
bratem, dobrze wiem… - nie dokończył, uciszyła go
gestem.
Pokręciła
głową i ze smutnym uśmiechem oznajmiła:
-
Nie jesteś, brat by mnie nie sprzedał. Moi bracia nie żyją.
Wszyscy. - Nic jej nie odpowiedział, więc wzięła głęboki
oddech, po czym odwróciła spojrzenie ku Shirahime. - A pan
niech się lepiej zastanowi, na kogo oddał swój głos i czy ktoś,
kto sprzedał własną siostrę jest godzien tego, by nam przewodzić.
Chociaż, jest pan kimś, kto bez wyrzutów sumienia kupił mnie za
jedno podniesienie ręki, więc o czym ja w ogóle mówię. Jak
sfrustrowanym trzeba być, żeby posunąć się do czegoś takiego?
Powinnam być wściekła, ale aż mi pana żal. - Hisao
odwrócił od niej zbolałe spojrzenie. Nie mógł patrzeć jej w
oczy. - Wyjdę za pana, Takeda zawsze dotrzymuje umowy, ale
proszę sobie nie wyobrażać, że kupił pan sobie kochającą żonę.
Nigdy nie wzbudzi pan we mnie niczego ponad litość.
Nic
nie powiedzieli. Czekali na jej następne słowa, nie mogąc spojrzeć
jej w oczy. Tadao naprawdę zależało na tym, by miała dobre życie,
a że mógł upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, żal było nie
skorzystać z okazji, ale nawet przed samym sobą średnio go to
usprawiedliwiało. Mógł ją chociaż uprzedzić. Ale nic to! Co się
stało, to się nie odstanie, a on miał misję do spełnienia.
-
Teraz wracam do domu i nie obchodzi mnie to, jak wytłumaczycie moją
nieobecność. Co do ciebie, – spojrzała teraz w stronę
brata – nie chcę cię więcej widzieć, nikt nigdy mnie
tak nie zawiódł. Spakuję się i wprowadzę do domu dla służby.
Zdecydowanie wolę mieszkać tam, niż z tobą. - Przeszła
między nimi w stronę wyjścia. Zatrzymała się na chwilę i
obróciła na pięcie. - Ale co to za grobowe miny? Bawcie
się, w końcu dobiliście świetnego targu, macie co świętować! -
dodała i rozpłynęła się w powietrzy, by dłużej już nie
oglądać byłego brata, który całkiem skutecznie walczył z
wyrzutami sumienia i narzeczonego, który wyglądał jakby chciał
rzucić się pod pociąg.
Tak
jak zapowiedziała, spakowała się przy pomocy służących i
wyprowadziła do domu, który zamieszkiwały. Wprawdzie było tam
skromnie, ale na pewno nie wyczuwała obecności tego podstępnego
zdrajcy, który śmiał mienić się jej bratem.
Minęło
parę dni, podczas których Etsuko nie chciała widzieć absolutnie
nikogo poza Nao. Pokojówka dostarczała jej do skromnego pokoiku
posiłki, których Takeda prawie nie tykała, pomagała jej się
ubrać i uczesać.
Kiedy
już minęła największa fala żalu, postanowiła spojrzeć na
sprawę nieco chłodniejszym okiem. Bolało ją serce i cierpiała
duma, ale czy mogła dalej kierować się emocjami? Musiała wszystko
przemyśleć, inaczej sama pogrąży się bardziej, niż zrobił to
Tadao.
Nie
znała przyszłego męża. Kiedyś na jakimś balu ich sobie
pobieżnie przedstawiono, ale chwilę potem Keitaro uwolnił ją od
Shirahime. Potem na uroczystości ku pamięci jej rodziców i braci
przemknął przed nimi, składając kondolencje. Tak naprawdę
dopiero teraz go sobie przypominała. Zawsze był gdzieś niedaleko,
a kiedy napotykała go spojrzeniem, okazywało się, że też na nią
patrzył. Czy faktycznie mógł ją kochać? Jak można kochać
kogoś, kogo się nie zna? Wydawało jej się to aż
nieprawdopodobne. Wstępnie założyła jednak, że to prawda.
Co
powinna zrobić? Jak się zachować? Jeszcze nie wiedziała. Pewna
była tylko tego, że nigdy go nie pokocha, a po tym, co miało
miejsce na wyborach, tak naprawdę w ogóle nie chciała go znać,
ale nikt jej nie pozwoli na taki luksus.
Niechętnie
przypomniała sobie słowa Tadao, który zawsze mawiał, że trzeba
się dostosować do sytuacji, bo tylko to pozwala przetrwać. I tyle
musiała zrobić, przetrwać. Może to maksyma tchórzy, ale lepiej
byle jak żyć, niż dobrze umrzeć. Zwyczajnie się tego bała, tak
jak każdy boi się nieznanego. Gdyby tylko Shirahime naprawdę był
gotów zrobić dla niej wszystko, tak jak zapewniał Tadao, mogłaby
spokojnie pogrążyć się we wspomnieniach, które były tak barwne,
że zapierały dech w piersi i ignorować otaczającą ją
rzeczywistość. Tak, to wydawało jej się całkiem dobre wyjście.
Potrzebowała
tylko pewności, że naprawdę zrobi dla niej wszystko, że nie
wyślizgnie się jej, zmieniając swoje uczucia. Nic na tym świecie
nie było za darmo, dobrze o tym wiedziała.
Żeby
dostać wszystko, czego chce, musi dać w zamian fragment siebie.
Ostatecznie niewiele traci.
<***>
Echo
odbywającego się na dole przyjęcia dobiegało na najwyższe piętro
budynku bez trudu. W sypialni nikt nie zapalił światła, co w
połączeniu z przytłumioną muzyką sprawiało wyjątkowo
przygnębiające wrażenie.
Na podłokietniku fotela przycupnęła
smukła kobieta w białej sukni podkreślającej doskonałe proporcje
jej figury. W dłoni okrytej białą rękawiczką trzymała tlącego
się papierosa. Na jej plecy spływały zmysłowymi falami czarne
włosy uderzająco kontrastujące z porcelanową skórą. Kobieta
rozchyliła lekko pełne usta, wypuszczając z nich obłoczek dymu.
Puste spojrzenie orzechowych oczu kierowała na mężczyznę, który
siedział nieopodal na krześle.
Ów mężczyzna patrzył na nią
wyczekująco, odpinając guzik kołnierzyka koszuli, ale poza tym nie
zrobił nic więcej i wampirzyca była pewna, że nawet się nie
poruszy bez jej pozwolenia. Dostrzegała w jego spojrzeniu szczyptę
nieskrywanego uwielbienia, od którego aż ją mdliło.
Zgasiła
niedopałek w popielniczce, po czym pociągnęła łyk wina z
kielicha stojącego na stoliku obok i wstała z miejsca. Miała
świadomość tego, że jeśli nie weźmie spraw w swoje ręce, ta
noc nigdy się nie skończy. Zdjęła rękawiczki i niedbale rzuciła
na fotel, na którym wcześniej spoczął jej welon. Kołysząc
biodrami z wrodzonym wdziękiem, podeszła do łoża i usiadła na
jego brzegu.- Podejdź tu – odezwała się po chwili. Wypowiedziała te słowa od niechcenia, zrezygnowana i zupełnie obojętna. Nie czekała nawet kilku sekund. Mężczyzna stanął przed nią jak służący, gotów wykonać każde polecenie.
- Powiedz mi, czy ty masz zamiar coś zrobić? Cokolwiek. Czy zamierzasz tak stać nade mną, jak kat w nieskończoność? W pierwszej chwili odpowiedziała jej cisza. Miała ochotę zapytać, czy przypadkiem mu mowy nie odjęło, ale zrezygnowała, kiedy opadł na kolana tuż przy niej.
- Nie mógłbym zrobić czegoś wbrew tobie, wiesz o tym. Nigdy bym się nie ośmielił – zadeklarował, ujmując jej dłonie w uścisk swoich.
Westchnęła ciężko.
- To wszystko jest wbrew mnie. - Wstała, zmuszając go, by ją puścił. Bez trudu rozpięła guziki na plecach i oswobodziła się z sukni ślubnej. Niemal zupełnie naga, osłonięta jedynie koronkami cienkiej halki, weszła na łóżko. - Miejmy to już za sobą – mruknęła wypranym z uczuć głosem. Piękna jak bogini, siedziała teraz przed nim z oczami wbitymi w pustkę. Zupełnie niewzruszona i obojętna na wszystko. Gdyby tylko wiedziała, co działo się wewnątrz tego biednego nieszczęśnika! Ubóstwiał ją, był gotów całować ziemię, której dotykały jej stopy. Odkąd ją ujrzał, była nieuchwytnym ideałem, którego nie miał prawa posiadać nawet w sferze najśmielszych marzeń... A teraz była jego żoną, przeznaczoną mu na wieki. Przepełniała go niesamowita euforia, a jednocześnie bał się tknąć ją choćby w myślach, jakby mógł zbezcześcić bóstwo, któremu wiernie oddawał pokłony.
- Hisao, proszę cię – odezwała się po długich sekundach oczekiwania. Pragnęła, by już było po wszystkim. Nie chciała niczego więcej. Lekko, niemal niedosłyszalnie zadrżał jej głos i choć sama nie zdawała sobie z tego sprawy, on natychmiast wyłapał ten ślad jakiejkolwiek emocji. Usiadł przy niej i wyciągnął dłoń, by dotknąć bladego policzka. Miał wrażenie, że gdy tylko jej dotknie, rozsypie się i zniknie jak marzenie senne, jednak chłodny aksamit jej skóry był aż do bólu rzeczywisty. Nachylił się i pocałował ją. Nawet nie drgnęła. Usta nie odwzajemniły pocałunku, a wpatrzone w dal oczy ziały pustką.
W jednej chwili coś w nim pękło i zalała go mieszanina żalu, wyrzutów sumienia i frustracji. Z trudem stłumił to w sobie. Ona nawet na niego nie patrzyła. Nigdy nie robił sobie nadziei na to, że kiedykolwiek spojrzy na niego tak jak on na nią, ale ta oziębłość... ten zupełny brak uwagi dotknął go do żywego. Ujął w dłonie jej twarz i zwrócił ku sobie, zmuszając ją do tego, by choć na chwilę zatrzymała na nim wzrok. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, kobieta wstrzymała oddech. W oczach mężczyzny płonął czysty obłęd. Obłęd i rozpacz.
- Kocham cię, Etsuko, tak bardzo cię kocham... - zapewniał żarliwie łamiącym się od uczuć głosem. - Nigdy nie chciałem cię skrzywdzić, wybacz mi to wszystko. Nie kochasz mnie i nie mogę mieć ci tego za złe, ale zaklinam cię, nie traktuj mnie jak powietrze. Skoro nie możesz mnie pokochać, daj mi chociaż nienawiść! Przyjmę i zniosę wszystko, Etsuko... wszystko prócz tej obojętności! - Zamknął kobietę w nieoczekiwanie śmiałym uścisku, składając głowę na jej piersi. Etsuko miała wrażenie, że niewidzialna pięść zaciska się na jej gardle. Zmusili ją do ślubu, nikt nie zapytał, czy chce być żoną tego mężczyzny, który zakochał się w niej bez pamięci. Czuła się jak sprzedany towar, jak bezrozumna i niezdolna do czucia rzecz. Nie liczono się z jej uczuciami, dlatego postanowiła już nigdy ich nie okazywać. Jednakże nawet ona nie mogła beznamiętnie przyjąć tego, co wydarzyło się przed chwilą. Oswobodziła rękę i delikatnie położyła ją na głowie mężczyzny.
- Biedaku, aż tak cię opętałam? - zapytała cicho. Odsunął się, by spojrzeć jej w twarz. Miała wrażenie, że dostrzega w jego oczach łzy.
- Wiesz przecież...
Westchnęła. Nie potrafiła się oszukiwać, było jej go żal. Zrobił wszystko, żeby się z nią ożenić, zdradził nawet własne poglądy i chociaż po prostu ją kupił, zawinił tylko tym, że ją pokochał. A na to nie miał żadnego wpływu. Zupełnie tak jak ona nie miała wpływu na to, że rodzony brat sprzedał ją bez skrupułów.
Objęła dłońmi jego twarz. Z natury była empatyczna, sama przeżywała wszystko dwa razy bardziej niż inni, więc mogła mu tylko współczuć. Cierpiał, doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Miał przy sobie kobietę, której pożądał z głębi trzewi. Kobietę, która nie odwzajemniała jego uczuć. Pochyliła się i musnęła ustami jego czoło. Ten jeden jedyny raz da mu to, czego tak bardzo chce, ulży jego cierpieniu. - Wybaczam ci, Hisao – szepnęła tuż przy uchu mężczyzny. Oddalili się od siebie odrobinę. Oszołomiony mężczyzna wypatrywał się w nią przez chwilę, jakby nie mógł jeszcze uwierzyć w to, co usłyszał. Wykorzystując ten moment, oparła dłoń na jego piersi i wzięła głęboki oddech, który pozwolił wyzbyć się jej wszelkich oporów. Rozpięła guziki koszuli i zsunęła ją z jego ramion, po czym odrzuciła gdzieś w bok. Zbliżyła się do jego ust i po pełnej napięcia sekundzie, złożyła na nich pocałunek. Wiedziała, że po tym Hisao już nie będzie w stanie zapanować nad uczuciem, które go wypełniało. Wziął ją w ramiona, pogłębiając pocałunek. Kiedy obojgu zabrakło tchu, podniósł ją i delikatnie położył na pościeli. Czuła na sobie jego gorący oddech i ciepło dłoni, którymi błądził po jej skórze. Przymknęła oczy.
- Etsuko... - wyszeptał ochryple.
Uniosła powieki, napotykając spojrzenie jego ciemnych oczu. Obłęd. Obłęd w czystej postaci.
- Ciii, nic nie mów.
Usta mężczyzny znalazły się na jej szyi. Resztką silnej woli oderwał się od niej, jakby bał się posunąć za daleko, ale ona przyciągnęła go do siebie, pozwalając mu tym samym na to, czego skrycie pragnął, odkąd tylko ją ujrzał. Bez trudu odnalazł silnie pulsującą tętnicę. Musnął ją językiem i wbił kły w aksamitną skórę. Jęknęła głucho, gdy fala tępego, odurzającego bólu rozlała się po jej ciele. Po chwili oderwał się od szyi kobiety i ucałował ranę, która już zaczęła się zasklepiać.
Ten raz. Ten jeden raz oddała mu się bez reszty. Przyjęła go do siebie, pozwalając mu na wszystko. Tej jednej nocy w pełni należała do Hisao Shirahime.
Obudził
się, czując na policzku ostatnie promienie słońca. Powoli, w
miarę tego, jak wracała do niego świadomość, zdawał sobie
sprawę z tego, co zrobił. Natychmiast zerwał się do pozycji
siedzącej i rozejrzał w pośpiechu, w głębi duszy licząc na to,
że nie jest sam. Kiedy natrafił spojrzeniem na drobną postać
usadowioną w fotelu, odetchnął z ulgą.
Kobieta albo nie zauważyła, że się obudził, albo to zignorowała. Siedziała w bezruchu i tylko lekko unosząca się pierś okryta jego koszulą i dym nad papierosem odróżniały ją od pomnika.
Po odnalezieniu części garderoby ubrał się i bezszelestnie zrobił kilka kroków w jej kierunku. Zatrzymał się jednak w pewnej odległości, nie mając pewności, czy powinien podejść bliżej. Na stoliku obok Etsuko stała do połowy pusta filiżanka kawy i kilka niedopałków w popielniczce. Po tym wnioskował, że musiała nie spać już od dłuższego czasu. Kto wie, co zdążyła już do tej pory przemyśleć i jakie decyzje podjąć?
Kiedy zastanawiał się nad tym, czy nie rozdrażni jej swoim zachowaniem, kobieta odwróciła głowę w jego stronę. Kosmyki wysuwające się z prowizorycznego koka opadały jej na twarz, przesłaniając puste oczy orzechowej barwy. Wrzuciła papierosa do popielniczki
- Śmiało, możesz podejść – mruknęła i odrzuciła głowę w drugą stronę.
Zbliżył się na wyciągnięcie ręki, wpatrując się w nią i próbując odgadnąć jej myśli.
Im dłużej przyglądał się Etsuko, tym większe ogarniało go poczucie winy. Jak mógł skrzywdzić tę cudowną istotę?! Nie dość, że unieszczęśliwił ją małżeństwem, to jeszcze jak potwór, jak najgorsza z bestii, kierująca się pożądaniem, rzucił się na nią, depcząc jej świętą nietykalność poprzez ten bezgranicznie prymitywny akt!
Padł na kolana u jej stóp. Stracił ją. Był pewien tego, że stracił ją na zawsze.
- Błagam, wybacz mi, Etsuko... wybacz mi...
Wampirzyca nieśpiesznie odwróciła głowę i wbiła w niego spojrzenie. Odniosła wrażenie, że ten silny i bez wątpienia potężny mężczyzna zaraz zaniesie się płaczem. Położyła dłoń na jego głowie i powoli gładziła nieuładzone kosmyki ciemnych włosów
- Mój biedny głupcze... Przecież już ci wszystko wybaczyłam – oznajmiła cicho swoim miękkim, niskim głosem.
Minęło parę sekund, zanim ośmielił się podnieść na nią wzrok. Kiedy ich oczy spotkały się, wiedział, że to prawda. Ujął jej dłoń i ucałował, po czym przycisnął ją do swojego serca. Gdyby go odtrąciła, gdyby kazała mu iść do diabła, zniknąłby nie tylko z jej życia, ale i ze świata. Jego serce biło dla niej, choć wiedział, że nie ma prawa wymagać wzajemności.
Kobieta albo nie zauważyła, że się obudził, albo to zignorowała. Siedziała w bezruchu i tylko lekko unosząca się pierś okryta jego koszulą i dym nad papierosem odróżniały ją od pomnika.
Po odnalezieniu części garderoby ubrał się i bezszelestnie zrobił kilka kroków w jej kierunku. Zatrzymał się jednak w pewnej odległości, nie mając pewności, czy powinien podejść bliżej. Na stoliku obok Etsuko stała do połowy pusta filiżanka kawy i kilka niedopałków w popielniczce. Po tym wnioskował, że musiała nie spać już od dłuższego czasu. Kto wie, co zdążyła już do tej pory przemyśleć i jakie decyzje podjąć?
Kiedy zastanawiał się nad tym, czy nie rozdrażni jej swoim zachowaniem, kobieta odwróciła głowę w jego stronę. Kosmyki wysuwające się z prowizorycznego koka opadały jej na twarz, przesłaniając puste oczy orzechowej barwy. Wrzuciła papierosa do popielniczki
- Śmiało, możesz podejść – mruknęła i odrzuciła głowę w drugą stronę.
Zbliżył się na wyciągnięcie ręki, wpatrując się w nią i próbując odgadnąć jej myśli.
Im dłużej przyglądał się Etsuko, tym większe ogarniało go poczucie winy. Jak mógł skrzywdzić tę cudowną istotę?! Nie dość, że unieszczęśliwił ją małżeństwem, to jeszcze jak potwór, jak najgorsza z bestii, kierująca się pożądaniem, rzucił się na nią, depcząc jej świętą nietykalność poprzez ten bezgranicznie prymitywny akt!
Padł na kolana u jej stóp. Stracił ją. Był pewien tego, że stracił ją na zawsze.
- Błagam, wybacz mi, Etsuko... wybacz mi...
Wampirzyca nieśpiesznie odwróciła głowę i wbiła w niego spojrzenie. Odniosła wrażenie, że ten silny i bez wątpienia potężny mężczyzna zaraz zaniesie się płaczem. Położyła dłoń na jego głowie i powoli gładziła nieuładzone kosmyki ciemnych włosów
- Mój biedny głupcze... Przecież już ci wszystko wybaczyłam – oznajmiła cicho swoim miękkim, niskim głosem.
Minęło parę sekund, zanim ośmielił się podnieść na nią wzrok. Kiedy ich oczy spotkały się, wiedział, że to prawda. Ujął jej dłoń i ucałował, po czym przycisnął ją do swojego serca. Gdyby go odtrąciła, gdyby kazała mu iść do diabła, zniknąłby nie tylko z jej życia, ale i ze świata. Jego serce biło dla niej, choć wiedział, że nie ma prawa wymagać wzajemności.
-
Wstań, proszę. Musimy porozmawiać. - Sięgnęła po
filiżankę i dopiła resztę kawy, w czasie gdy Hisao wykonywał jej
polecenie. - Nie mieliśmy czasu na żadne ustalenia, ale
skoro już w tym tkwimy, trzeba przedstawić sprawę jasno.
Nie
będzie się z nim cackać jak z dzieckiem, musiała kuć żelazo
póki gorące. Teraz miała go w garści, udręczonego, wdzięcznego
jej za najmniejszy ludzki gest.
-
Oczywiście, będzie jak zechcesz – zapewnił.
Siedział
na fotelu po drugiej stronie stolika i gdyby tylko wyciągnął dłoń,
mógłby dotknąć jej drobnej twarzyczki obróconej do niego
profilem.
Etsuko
westchnęła, pocierając lekko pierścionek na palcu lewej ręki.
Naprawdę miała dużo czasu na przemyślenia. Ledwie zasnęła w
ramionach Hisao, a już po chwili obudziła się, nie mogąc znieść
natłoku myśli, który dręczył ją nawet we śnie. Mogłaby sobie
wyrzucać, że oddała się mężczyźnie, którego nie kochała,
ale co to by dało? Dla niej to nie miało znaczenia, on
za to był jej dozgonnie oddany i wdzięczny.
Tadao
zawsze zarzucał jej, że jest nierozważna, ale kiedy sytuacja tego
wymagała, potrafiła wszystko przeanalizować i dokonać najlepszych
dla siebie wyborów. Czasem należało coś poświęcić, żeby coś
zyskać, rodzice często jej to powtarzali. Nic nie zmieniało jednak
faktu, że obiecała mężowi, że nie zazna szczęścia u jej boku i
zamierzała dotrzymać słowa. Musiała to tylko rozważnie rozegrać.
Ten perfidny, chłodny plan ani trochę nie pasował do jej szczerej
osobowości, jednak co mogła na to poradzić? Chciał od niej ładnej
buźki, dostanie ją, ale w zamian za jej spokój i swoje cierpienie.
-
Nie chcę, żebyś mnie dotykał i nie waż się tego robić, bo
pożałujesz. Nie możesz wymagać ode mnie bliskości, nie jestem do
tego stworzona, pogódź się z tym. I nawet sobie nie wyobrażaj
wspólnej sypialni. Tak naprawdę będę żyła obok ciebie, na
wyciągnięcie ręki, ale spróbuj tę rękę wyciągnąć, a ją
stracisz – oznajmiła chłodnym, pozbawionym uczuć
głosem. - Będziesz cierpiał, przygotuj się na to, ale nie
jestem tak bezduszna, jak zapewne teraz ci się wydaje.
Podporządkujesz się do moich zasad, a w zamian ja, jak przystało
na dobrą żonę, dam ci potomka. Może chociaż on będzie mógł
cię kochać.
Nie
odnajdował słów, którymi mógłby jej odpowiedzieć. Zaskoczyła
go, naprawdę się tego nie spodziewał. Nie miał wobec niej żadnych
wymagań, chciał tylko, żeby była blisko, żeby mógł ją widzieć
o każdej porze dnia i nocy. Niczego więcej nie pragnął.
-
Etsuko... Nie wiem, czy to nie zbyt wielkie poświęcenie z twojej
strony. Nie musisz dawać mi nic w zamian, po prostu bądź obok. To
mi wystarczy.
Puste słowa zaślepionego miłością mężczyzny. Doskonale wiedziała, że teraz może sobie pozwolić na wszystko ale ten związek miał być wieczny i choć teraz Hisao był gotów ustąpić jej w każdej kwestii, któregoś dnia mógłby poddać się rozgoryczeniu i rozczarowaniu. Ten gest był jej wkładem w spokojną przyszłość.
Puste słowa zaślepionego miłością mężczyzny. Doskonale wiedziała, że teraz może sobie pozwolić na wszystko ale ten związek miał być wieczny i choć teraz Hisao był gotów ustąpić jej w każdej kwestii, któregoś dnia mógłby poddać się rozgoryczeniu i rozczarowaniu. Ten gest był jej wkładem w spokojną przyszłość.
-
Nie muszę, ale tak postanowiłam. To uczciwy układ. Chyba że nie
chcesz, żebym była matką twojego dziecka, w takim razie do niczego
cię nie zmuszam.
-
Niczego bardziej nie pragnę – zapewnił szczerze – ale
błagam, przemyśl to, nie chcę unieszczęśliwiać cię bardziej
niż do tej pory.
Uniosła
kąciki ust w parodii uśmiechu. Dobre sobie, odebrał jej wolność
i myślał, że cokolwiek jest w stanie unieszczęśliwić ją
bardziej.
-
Tu nie ma nad czym się rozczulać, ja już podjęłam decyzję – tym
zdaniem ucięła wszelkie dalsze dyskusje.
Miał
ochotę wziąć ją w ramiona, tak strasznie się cieszył! Wiedział
jednak, że tylko rozwścieczy tym Etsuko, więc zrezygnował,
ograniczając się tylko do podziękowania i skinienia głową.
Kobieta
wstała z miejsca i podeszła do szafy, by wyjąć z niej
przygotowane wcześniej przez służbę ubranie. Zmierzała z nim za
parawan, zdając sobie sprawę z tego, że Shirahime śledzi każdy
jej ruch. Nagle, jakby o czymś sobie przypomniała, stanęła w
miejscu.
-
Jeszcze jedno. Nie waż się wspominać przy mnie o Tadao. Dla mnie
on przestał istnieć.
-
Jesteś pewna? To twój jedyny brat – powiedział, ale
natychmiast tego pożałował, gdy żona zmierzyła go lodowatym
spojrzeniem.
-
Nie słyszałeś? Ja nie mam rodziny. Wszyscy moi bracia nie żyją
– ton jej głosu dorównywał chłodem spojrzeniu.
-
Jak sobie życzysz, Etsuko – potulnie kiwnął głową i
już nic więcej nie powiedział.
Tego
samego dnia udali się do rezydencji Shirahime, miejsca bajecznego,
zapierającego dech w piersiach, które jednak na Etsuko nie zrobiło
żadnego wrażenia. Miała nadzieję, że życie w tych murach nie
okaże się dla niej torturą i będzie w stanie dotrzymać obietnicy
danej Hisao. Nigdy nie pozwoli mu poczuć się kochanym.
<***>
Nieco
ponad rok po ślubie Hisao i Etsuko na świecie pojawił się ich
syn. Był pięknym dzieckiem, niesamowicie podobnym do swojej matki.
Od razu skradł serca rodziców. Yoshiro, bo tak mu dano na imię,
stał się panem tego domu już w dniu swoich narodzin.
Etsuko
oszalała na jego punkcie. Zajmowała się nim bez przerwy, nie
pozwalając służącym nawet go dotknąć. Rzadko się to zdarzało,
ale kiedy budził wszystkich swoim płaczem, pierwsza biegła go
uspokoić. Po wielu miesiącach nudy w jej świecie pojawił się
maleńki promyk radości. Nie przypuszczała, że będzie mogła w
ogóle pokochać to dziecko, ale z chwilą, kiedy pierwszy raz wzięła
go w ramiona, wiedziała, że już nie pozwoli go nikomu skrzywdzić.
Hisao
również cieszył się z narodzin syna, ale jeszcze bardziej
cieszyło go to, że ta urocza kruszynka wywołuje niepohamowany
uśmiech na twarzy jego żony. W momentach, gdy zajmowała się
Yoshiro, Etsuko naprawdę była szczęśliwa.
Oczywiście
poinformowali całą społeczność o narodzinach syna, w związku z
czym sam Przewodniczący przybył, by im pogratulować. Wówczas
Hisao przyjmował go sam, ponieważ Etsuko nawet nie raczyła wyjść
ze swoich pokoi i nie pozwoliła na to, by Tadao oglądał jej
dziecko. Takeda był nieco poirytowany faktem, że w domu Shirahime
to kobieta dyktuje warunki, ale nic nie mógł na to poradzić. Jasno
dał do zrozumienia Hisao, że układ ról w jego rodzinie jest,
delikatnie mówiąc, zaburzony, po czym zakończył wizytę.
Yoshiro
dorastał zdecydowanie szybciej, niż Etsuko by sobie tego życzyła.
Miał już sześć lat i przypuszczali, że do kilkunastu, może
dwudziestu będzie rozwijał się w tym samym tempie, co ludzie, a
dopiero potem przestanie fizycznie się zmieniać. Kobiecie było z
tego powodu naprawdę przykro, miała nadzieję, że Yoshiro przez
długie lata będzie jej malutkim, rozkosznym synkiem, ale z drugiej
strony, biorąc pod uwagę fakt, że oboje z Hisao rozwijali się w
podobny sposób, podświadomie przypuszczała, że z ich dzieckiem
może być tak samo.
Całe
dnie spędzała na zabawie z synem. Hisao często widywał ją
roześmianą, gdy z uwagą śledziła najnowsze harce swojego oczka w
głowie, ale kiedy dostrzegała męża, natychmiast poważniała.
Nawet kiedy brał Yoshiro na ręce, na co ten reagował radością,
Etsuko wyglądała jakby jej to zupełnie nie obchodziło. Nie umiał
ukrywać, raniło go to.
Początkowa
radził sobie z jej obojętnością, nawet miał wrażenie, że się
z tym pogodził, ale odkąd na świecie pojawił się Yoshiro, Etsuko
nie poświęcała mężowi nawet chwili. Znosił to cierpliwie,
przecież wiedział, że tak będzie, ostrzegała go. Mimo że go
ignorowała, potrafił w głębi serca cieszyć się z samej jej
obecności, kochał ją do obłędu i z dnia na dzień było coraz
gorzej, a świadomość, że w żaden sposób nie może wyrazić
swojej miłości, potęgowała w nim frustrację.
Aż
nadszedł ten dzień, gdy spotkał Ją. Dziewczynę na pierwszy rzut
oka niebywale podobną do swojej żony. Nie wiedział co w niego
wstąpiło, potrzebował rozładować emocje, dać upust swoim
pragnieniom. Uwiódł ją bez większego problemu, a kiedy wracał do
domu, czuł się jak zbrodniarz. Kim był, skoro nie potrafił
dotrzymać wierności Etsuko? Tej pięknej, wrażliwej, choć z
wierzchu tak oschłej kobiecie, której odebrał wolność. Była
bóstwem. Czasem łagodnym, czasem gniewnym, ale przeważnie
obojętnym. Czy mógł liczyć na jej bliskość? Wiedział, że nie.
Czy pragnienie w pełni odwzajemnionego uczucia było grzechem?
Oczywiście, że nie. W takim razie, dlaczego czuł się jak
najgorszy z najgorszych? Z drugiej strony, może chociaż tym zasłuży
sobie na jej uwagę? Nie powinien tak myśleć, ale gdyby się na
niego wściekła, poczułby niesamowitą ulgę.
Odnalazł
ją w bawialni, gdzie łaskotała małego Yoshiro, który śmiał się
tak głośno, że było go słychać w całym domu. Kiedy podniosła
głowę i ujrzała tę minę zbitego psa na twarzy męża, przestała
bawić się z synem, przytuliła go i kazała siedzącej z boku
służącej zabrać go do jego pokoju. Gdy Yoshiro wyszedł, witając
się uprzednio z ojcem, którego jeszcze tego dnia nie widział,
Etsuko wstała z kanapy. Powoli podeszła do męża, bezwiednie
kołysząc biodrami. Nie miał sumienia spojrzeć jej w oczy.
-
Hisao, – zaczęła z pobłażliwym uśmiechem, stając
niepokojąco blisko niego i wyciągając dłoń do jego szyi
– szminka na kołnierzyku? To takie oklepane, potrzeba
czegoś więcej, żeby wzbudzić we mnie coś ponad litość. -
Poklepała go po policzku.
Ścisnęło
go w gardle. Czy nic nie mogło jej ruszyć?
-
To wszystko? Nie jesteś zła?
-
Nie – odparła po prostu, wzruszając ramionami.
Podniósł
na nią spojrzenie. Rzeczywiście, nie mogła być na niego zła,
była oazą spokoju.
-
Etsuko, ja… właśnie cię zdradziłem, a ty nie jesteś zła?
Wzięła
głębszy oddech. Ten pobłażliwy uśmiech nie schodził jej z ust,
chociaż oczy tchnęły pustką.
-
Posłuchaj, wszystko mi jedno, co robisz, jeśli nie krzywdzisz
naszego dziecka. Sypiaj z kim chcesz, to nie moja sprawa. Nie
obchodzi mnie to, dopóki nie sprowadzasz panienek do mojej sypialni
i nie ubierasz ich w moje ubrania, to by było nieco perwersyjne, nie
uważasz?
Nie
mógł znaleźć słów, by cokolwiek powiedzieć. Minęła go i
ruszyła ku wyjściu, ale w połowie zawróciła.
-
Zapomniałabym. - Delikatnie objęła jego twarz i
przyciągnęła go do siebie, by ucałować w czoło. -
Wybaczam ci, Hisao. Przecież po to tu przyszedłeś, prawda? -
Uśmiechnęła się chłodno i wyszła z pokoju.
Tego
dnia bardzo długo nie mógł usnąć, myśląc o tym, czy w chwili,
gdy postanowił, że zrobi wszystko, by Etsuko Takeda została jego
żoną, nie podpisał na siebie wyroku. Była okrutna w tej
swojej obojętności, nic dla niej nie znaczył. Cierpiał, ale mimo
wszystko, czerpał jakąś satysfakcję z tego, że jest z nim.
Nie potrafił tego opisać, ale nie umiałby od niej
odejść. Tak samo jak ona, był więźniem w tym chorym związku.
<***>
Wszystko
się skomplikowało i Etsuko musiała to naprawić. Wiedziała,
że jej potulny mąż nie będzie umiał rozegrać tego tak dobrze
jak ona.
Pięć
lat temu doszły do niej wieści, że Przewodniczący Starszyzny ma
córkę, podobno dziewczynkę śliczną jak marzenie. Nic jej to nie
obeszło, nie chciała mieć nic wspólnego z tą rodziną, ale dziś
Hisao wrócić ze spotkania z Takedą z tragiczną wiadomością.
Otóż Tadao Takeda oznajmił mu, że jego córka, ten nie wiadomo z
jakiej matki zrodzony bękart, ma zostać żoną ich jedynego syna.
Krew się w niej zagotowała, kiedy o tym usłyszała. Wpadła w
furię, a Hisao zamiast szukać rozwiązania, wpatrywał się w nią
tylko jak urzeczony. Czasami naprawdę chciała, żeby szlag go
trafił.
Trudno,
wszystko będzie dobrze, zadba o to. Nie mogłaby pozwolić, żeby
jej syn ożenił się z córką tego zdrajcy! Już posłała
służącego do Takedy z podpisaną przez siebie zapowiedzią wizyty.
Po tylu latach nie odmówi jej spotkania, wiedziała o tym.
I
nie pomyliła się, bo sługa wrócił z odpowiedzią, w której
Takeda serdecznie zapraszał ją wraz z mężem do swojego domu.
Etsuko
nawet nie rozglądała się po wnętrzu domu, który opuściła tak
gwałtownie całe lata temu. To już nie był jej dom, został tu co
najwyżej kufer wspomnień z czasów, gdy była szczęśliwą
dziewczyną, kochaną przez braci i rodziców.
Powitał
ich oczywiście gospodarz we własnej osobie, wyrażając
najszczerszą radość, że zdecydowali się złożyć mu wizytę.
Serdecznie uścisnął dłoń Hisao i podszedł do Etsuko, którą
mocno uścisnął, jakby faktycznie się za nią stęsknił.
-
Tyle czasu siostrzyczko, ależ ty jesteś uparta – wyszeptał,
zaklinając słowa tak, by stojący obok mężczyzna ich nie
usłyszał.
-
Nie zapomniałam, Tado – odpowiedziała mu w ten sam
sposób, po czym dyskretnie wymusiła na nim, by się odsunął.
Poprowadził
ich do tego nieoficjalnego salonu, w którym zawsze przebywała tylko
rodzina. Myślał pewnie, że zrobi to wrażenie na Etsuko, ale
kobieta mierzyła go opanowanym, chłodnym spojrzeniem.
-
Tak dawno się nie widzieliśmy, nawet nie mieliście okazji poznać
mojej córki. - Pokręcił głową, jakby chciał
powiedzieć, że to niedopuszczalne. - Kochanie, zejdź do
nas – powiedział nieco głośniej i już po chwili do
salonu spokojnie weszła pięcioletnia dziewuszka. - To moja
córka, Erika. Erika, kochanie, to twoja ciotka Etsuko i wuj Hisao
Shirahime.
Dziewczynka
ukłoniła się grzecznie, wymawiając formułkę powitalną.
Hisao
chyba natychmiast zapomniał, po co tu są i ciepło przywitał
dziecko. Etsuko natomiast nie mogła zdobyć się nawet na przyjazny
uśmiech, więc wymusiła jakiś w miarę uprzejmy grymas. Wiedziała,
że to okrutne z jej strony, ale nie umiała pozbyć się wrażenia,
że stoi przed nią taka sama żmija jak Tadao. Na pewno już sączył
w nią swój fałszywy jad.
Przez
chwilę rozmawiali o niczym. Zaskakujące było to, że
Przewodniczący nie odesłał dziecka. Dzieci nie były świadkami
rozmów dorosłych, taka była niepisana zasada.
-
Proponuję, żebyśmy przeszli na taras – Tadao zwrócił
się do wampira. - Etsuko i Erika powinny się lepiej poznać.
Etsuko
zasztyletowała go spojrzeniem, ale widząc, że nic nie może
zrobić, uśmiechnęła się fałszywie. Dziewczynka wydawała
się przez chwilkę nieco skrępowana, ale skinęła głową na znak,
że postąpi tak, jak przykazał ojciec. Obaj mężczyźni opuścili
salon.
Zostawione
same sobie, spojrzały na siebie. Erika czekała aż to dorosła
zacznie rozmowę, ale Etsuko zupełnie nie wiedziała od czego
zacząć. Nie umiała spojrzeć na tą małą jak na zwykłe dziecko,
lecz kiedy tylko zapytała o to, co najbardziej lubi robić, a
dziewczynka opowiedziała, że czytać (w wieku pięciu lat!),
rozmowa jakoś się potoczyła. Okazało się, że Erika całkiem
nieźle zapoznała się już z zawartością biblioteki Takedów,
łącznie z tekstami po łacinie, przy których trochę pomagał jej
nauczyciel. W pierwszej chwili Etsuko zrobiło się żal dziecka, w
końcu pamiętała, jak sama przechodziła przez surowsze niż inne
wychowanie Takedów, ale Erika nie wyglądała, jakby działa jej się
z tego powodu krzywda, więc faktycznie musiała to lubić. Shirahime
dostrzegła, że dziewczynka kątem oka co i rusz zerka na jej złotą
bransoletę suto wysadzaną szmaragdami.
-
Podoba ci się? - zapytała odsuwając rękaw, by lepiej
ukazać biżuterię.
-
Uhm, jest piękna – przyznała nieśmiało.
Kobieta
odpięła z nadgarstka bransoletkę i sięgnęła po rączkę Eriki,
by zamknąć małe dzieło sztuki w jej dłoni.
-
Jest twoja. Bardzo dawno temu przywiozłam ją z Włoch.
Dziewuszce
aż oczy rozbłysły. Oczywiście, pięknie podziękowała za
prezent, ale bardziej była zafascynowała faktem, że wampirzyca
była we Włoszech. Natychmiast zaczęła wypytywać ją o tę i jak
wyszło w trakcie rozmowy, wiele innych podróży. Chyba już
zupełnie zapomniała, że dobrze wychowanej młodej panience nie
wypada być aż tak wścibską, ale to tylko sprawiło, że Etsuko
łatwiej było się do niej przekonać.
Snuła
swoją opowieść, uśmiechając się łagodnie do wspomnień.
Patrząc na Erikę czuła się, jakby oglądała swój portret z
czasów, gdy była w jej wieku. Te same czarne włosy Takedów, jasny
odcień skóry, łudząco podobny kształt ust i nosa, zbliżony owal
twarzy... gdyby nie szmaragdowe oczy małej, wyglądałyby niemal
identycznie. Tylko te oczy... wydawały jej się znajome. W ich
rodzinie wszyscy mieli tęczówki w odcieniach brązu, od
złoto-bursztynowych po ciemnobrązowe, niemal czarne. Nie zdarzyło
się, by ktoś miał oczy w tak nasyconym odcieniu zieleni, więc nie
było możliwości, by Erika zawdzięczała je rodzinie ojca. Musiała
zatem odziedziczyć je po matce. Etsuko przyjrzała się jej
dokładniej, przeszukując pamięć, by odnaleźć dokładnie to samo
spojrzenie.
Gdyby
nie to, że świetnie nad sobą panowała, wzdrygnęłaby się.
Wyglądało na to, że właśnie zdobyła argument nie do podważenia.
- Starczy
tych historii, chodź kochanie, pójdziemy do taty i wujka.
- Ujęła delikatnie dłoń dziewczynki, która jak przystało na
grzeczne dziecko, poszła z nią bez słowa.
Brat
Etsuko rozmawiał z jej mężem na tarasie, więc wyszły na
zewnątrz, gdzie otuliła je poświata zachodzącego słońca.
Mężczyźni odwrócili się ku nim i powitali je uśmiechem. Takeda
jak zawsze nie mógł się powstrzymać od uśmiechu, gdy widział
córkę, a Hisao... No cóż, najpewniej doszedł do wniosku, że
Etsuko pięknie wygląda w towarzystwie dziecka.
Etsuko
tymczasem kucnęła naprzeciw Eriki.
-
Zostaniesz chwilkę z wujkiem? Muszę porozmawiać z twoim tatą.
Dziewczynka
pokiwała głową i podeszła do Hisao, który wziął ją na ręce i
posadził na szerokiej balustradzie.
-
Przejdźmy się, dobrze? - zwróciła się do Takedy, który
odpowiedział jej skinieniem. Był ciekaw, co Etsuko ma mu do
powiedzenia po tylu latach milczenia.
Zeszli
schodami ku ogrodowi. W ten senny, ciepły wieczór kwiaty na
krzewach pachniały intensywnie, a delikatny wietrzyk lekko poruszał
gałęziami drzew.
-
Czy to w porządku, że zostawiamy twojego męża z Eriką? Nie
będzie miał nam tego za złe?
Kobieta
posłała mu chłodne spojrzenie, ale odpowiedziała spokojnie:
-
O nic się nie martw. Hisao na pewno z chęcią poświęci jej tę
chwilę, uwielbia dzieci.
-
Dlatego macie tylko jedno? - spytał nieco uszczypliwie.
Stanęła
w miejscu. Resztki światła wydobyły złotawe iskierki z jej
orzechowych oczu. Była naprawdę piękną kobietą i z pewnością
wielu pukało się w czoło, gdy wydawał ją za Shirahime, zamiast
samemu się z nią ożenić, ale on nigdy tego nie żałował. Znał
swoją siostrę aż za dobrze i bardzo współczuł szwagrowi życia
z nią.
- Nie
o mojej rodzinie i pożyciu małżeńskim chciałam z tobą
rozmawiać.
-
Wybacz. Co zatem chciałaś mi powiedzieć?
Westchnęła
cicho, patrząc na brata. Był bezwzględny, ale czy aż tak, jak jej
się wydawało?
-
Masz naprawdę piękną i mądrą córkę. Zdecydowanie wdała się w
ciebie. Włosy, rysy twarzy, postura... Takeda w każdym calu. A
raczej: w prawie każdym calu. Ma naprawdę
wyjątkowe oczy. Jestem pewna, że nikt w naszej rodzinie takich nie
miał. Intensywnie szmaragdowe, wprost przeszywające. I wiesz co,
Tadao? Ja znam te oczy – oznajmiła, przyglądając mu się
uważnie i wyczekując reakcji.
Lata,
które poświęcił polityce sprawiły, że nic nie było go w stanie
zaskoczyć.
- Ach
tak? Powiedz mi, siostrzyczko, czyje to oczy? - uśmiechnął
się z odrobiną kpiny.
Etsuko
pilnie śledziła każdy jego gest. Był wytrawnym obłudnikiem, ale
przecież ona sama wychowała się w tej obłudzie, umiała ją
dostrzec i zdemaskować od dziecka. Skoro chciał się bawić, nie
widziała żadnych przeciwwskazań. Odpowiedziała mu lekkim
uśmiechem.
-
Pamiętasz może ten przykry incydent sprzed lat, kiedy żona jednego
z członków Starszyzny została zamordowana przez stronę konfliktu,
w którym miała być rozjemcą? Jak ona się nazywała? Taka mała
blondyneczka z burzą loków, strasznie absorbujące, choć poniekąd
urocze stworzonko. Saito? - zastanowiła się chwilę i
pokiwała głową. - Tak, z pewnością Saito. Kotone Saito.
-
Skąd wiedziałaś? - zapytał nie tracąc spokoju. Skoro
wiedziała Etsuko, mógł wiedzieć ktoś jeszcze, mniej dyskretny
niż jego siostra.
-
Nie wiedziałam. Skojarzyłam spojrzenie, narodziny twojej córki i
niewiele oddaloną w czasie śmierć. Przypuszczam, że Kotone nie
żyła już chwilę po porodzie, prawda, Tadao? -
uśmiechnęła się chłodno. - Zabiłeś ją, prawda? Czy
Erika wie, że jej tatuś zabił mamusię?
Upewnił
się, że nie widać ich zza krzewu rododendronu i pchnął ją na
pień stojącego obok drzewa, zaciskając dłoń na jej szyi wybitnie
mocno. Gdyby nie to, że była gotowa na taką reakcję, krzyknęłaby
z bólu.
-
Powiedz mi, Etsuko, jak wiele jesteś w stanie zrobić dla swojego
dziecka? Ja dla Eriki zrobię wszystko, jeśli będzie trzeba, zabiję
też ciebie, ale nie dopuszczę do tego, żeby ktokolwiek, a
zwłaszcza ona, się o tym dowiedział, nie teraz, jasne? - wycedził
przez zęby i puścił, by mogła wydusić z siebie odpowiedź.
-
Przynajmniej jedno nas łączy, ty obłudna szumowino – zakasłała,
poprawiając stójkę czarnej koszuli. -Tak się
składa, że też zrobię wszystko dla mojego syna. I nigdy nie
dopuszczę do tego, żeby został mężem twojej córuni, zrozumiano?
Twoja Erika będzie żyła w błogiej nieświadomości, ale cofniesz
zapowiedź ich ślubu. Starszyzna nie ma prawa rozważać takiej
możliwości.
Potrzebował
chwili, by się zastanowić. Bez dwóch zdań, w domu Shirahime to
Etsuko nosiła spodnie, więc odwoływanie się do jej męża nie
miało sensu. Z drugiej strony, czy aż tak zależało mu na tym, by
wżenić Erikę w Shirahime? W sumie, to mogła mu się trafić
lepsza okazja. Mógł też tu i teraz zabić Etsuko i zażegnać
problem, jej śmierć jakoś by wytłumaczył, przecież już miał w
tym doświadczenie.
-
Jeżeli myślisz o tym, że mógłbyś mnie zabić, lepiej
natychmiast przestań. Mała Erika zostałaby sierotką, padłbyś
martwy chwilę po mnie, bo Hisao by ci tego nie darował. On naprawdę
mnie bardzo kocha – uśmiechnęła się, odwracając głowę
pod wiatr, którego chłodny powiew zdmuchnął jej z twarzy kosmyki
włosów.
Błędem
było, że jej nie doceniał. Miała rację, z nią mógł sobie
poradzić, była młodsza i słabsza od niego, ale Hisao? W rozpaczy
pewnie bez mrugnięcia okiem zmiótłby go z powierzchni ziemi.
Owszem, miałby wtedy niemały problem ze Starszyzną, ale czymże
byłoby to w porównaniu z utratą ukochanej żony? I kto by się
wtedy zajął jego córką?
-
Dobrze, a co im powiem? Prawdę? - zapytał, przyglądając
się kobiecie.
Etsuko
roześmiała się w głos, a on mimowolnie pomyślał, że naprawdę
czasem brakuje mu jej śmiechu, który niegdyś bez przerwy
rozbrzmiewał w ich domu. Kobieta pokręciła głową i rzekła:
-
Zadziwiające, że w ogóle pamiętasz, iż istnieje takie słowo jak
„prawda”. Coś wymyślisz, w końcu w naginaniu rzeczywistości
na swoje potrzeby nie masz sobie równych. Możesz powiedzieć, że
się rozmyśliłeś. To nie zaszkodzi reputacji Eriki i w żaden
sposób nie wypłynie na opinię o Yoshiro. W końcu nic dziwnego, że
ojciec panny z bezimienną matką przebiera w kandydatach, prawda? -
szyderstwo w jej głosie zabrzmiało nad wyraz dosadnie.
Przełknął
zniewagę i przytaknął. To było najlepsze rozwiązanie.
Tadao
podał jej swoje ramię. Wiedzieli, że czas zawracać, Hisao mógł
się niepokoić, a oboje go tu nie potrzebowali.
-
Już jutro wszystkim się zajmę. Pamiętaj jednak, że jeśli się
nie wywiążesz ze swojej części, zniszczę cię. -
Ścisnął mocniej jej dłoń, którą trzymała swobodnie na
jego przedramieniu.
-
Zniszczyłeś mnie lata temu, Tadao – odparła cicho ze
spojrzeniem zatopionym w oddali.
Westchnął.
Jakaż ona była uparta…
-
Powiedz, siostrzyczko, czy jest ci źle?
Zatrzymała
się gwałtownie i wyszarpnęła rękę z jego uścisku.
-
Nie nazywaj mnie tak. Mówiłam ci, wszyscy moi bracia umarli. Nie
życzę sobie też, żeby twoja córka nazywała mnie ciotką. Nie
chciałam robić przykrości dziecku, ale zajmij się tym. Nie
jesteśmy i już nigdy nie będziemy rodziną. Przyszłam tu tylko
dla dobra mojego dziecka, inaczej nie odezwałabym się do ciebie ani
słowem.
Szybkim
krokiem ruszyła ku posiadłości, zostawiając go za sobą.
Wizyta
szybko dobiegła końca. Etsuko i Hisao pożegnali się z małą
Eriką i opuścili dom Takedów. Etsuko miała nadzieję, że jej
noga już nigdy nie przekroczy progu tego miejsca i wiele by dała,
żeby się tak stało.
Niestety,
życie jeszcze nieraz zmusiło ją do zawierania układów z Takedą.
Przełykała wówczas dumę i udawała się do Tadao. Nigdy ze
względu na siebie, zawsze dla swojego syna. Maskowała zarówno
te mniejsze jak i te ogromne błędy Yoshiro z nadzieją, że syn,
gdy już wyjdzie z tego szalonego okresu młodości, zrozumie, że
postępował źle i matka nie będzie wiecznie go kryła. Rzecz
jasna, Tadao nigdy nie zrobił nic za darmo, zawsze płaciła za to
jakąś cenę. Gotowa była zrobić dla Yoshiro wszystko, duszę by
za niego zaprzedała.
Kto
by pomyślał, że w przyszłości jej pociecha, jedyny promień
słońca w szaro-burym życiu zamieni się w perfekcyjnego sadystę,
znajdującego umiłowanie w dręczeniu bogu ducha winnej dziewczyny?
<***>
Ha! Nikt nie spodziewał się hiszpańskiej inkwizycji!
Wiem, chwilę temu był dodatek, ale on mi tak tu pasował, że nie mogłam się powstrzymać. Nie wiem jeszcze jak i czy przebrniecie przez tę ścianę tekstu, bo to kosmos jakiś jest, ale strasznie mnie poniosło.
Cóż, nie przedłużając, bo za trzy godziny do pracy wstaję i będzie źle: dziękuję za komentarze! <3 I przepraszam Suzu, którą gnębię regularnie! Kogoś męczyć muszę.
Standardowo, nie wiem kiedy rozdział, może zaskoczy nas jak hiszpańska inkwizycja.
Póki co, trzymajcie się!
Andzik