Aika zerwała się z łóżka. Z przerażeniem rozejrzała
się dookoła. To tylko zły sen…
pomyślała z ulgą. Ten sen stanie się
rzeczywistością…- wyszeptał. Zamknęła oczy. Oddychała głęboko, chcąc
uspokoić nadludzko bijące serce. Nie przestało. Podniosła się i podeszła do
okna. Oparła dłoń o szybę. Jakie to przygnębiające… westchnęła,
zatapiając wzrok w czerwono-pomarańczowym krajobrazie za oknem. Myśl, że ma
zostać tu przez dwa tygodnie nie poprawiała jej humoru. Jeszcze raz obrzuciła
swój pokój spojrzeniem. Ciemnoczerwone ściany, pięknie rzeźbione, drewniane
meble, lustro w złotej ramie na jednej ze ścian i ogromne łoże z baldachimem,
sprawiały, że przebiegały jej po plecach ciarki. Dębowe drzwi westchnęły cicho.
-Już
nie śpisz?- zdziwiła się Hurmiz.
-Nie
mogę.- westchnęła nie odwracając się od okna.
-Służba
zaraz przyniesie ci śniadanie. Jak już zjesz ubierz się i zejdź do lochów.-
powiedziała i zniknęła za drzwiami.
Podeszła do szafy, wyjęła czarne spodnie oraz
granatowy sweterek i poszła doprowadzić się do porządku . Gdy wyszła z
łazienki, przy stoliku stała młoda dziewczyna, być może przed osiemnastką. W
rękach trzymała srebrną tacę, na której ustawiony był posiłek. Kiedy tylko
zobaczyła Aikę, dygnęła lekko. Dziewczyna, nieco zdziwiona zachowaniem służącej
usiadła na sofie. Pokojówka postawiła przed nią śniadanie, ukłoniła się i
wyszła. Pogrzebała widelcem w swojej porcji i odsunęła ją, czując, że nic nie
przejdzie jej przez gardło. Pomimo tego, że nic nie jadła od wczorajszego ranka
nie była głodna. Podniosła się i wyszła z pokoju. Zeszła schodami na sam dół.
Hurmiz stała oparta o kamienną ścianę.
-Zastanawiałam
się, czy nie będziesz miała problemu z dotarciem tutaj.-
jak zwykle znudzona, oderwała się od ściany i skręciła w jeden z korytarzy.
-Schodzisz
po schodach na sam dół. Nic prostszego.- mruknęła.
Hurmiz zostawiła ją w sali z Jonathanem, a sama
poszła na górę.
-Czekaj…
po co ci to?- spytała, wskazując na ogromny,
obosieczny miecz, który zielonooki trzymał w rękach.
-Zobaczysz.-
uśmiechnął się tajemniczo.
Po chwili wyjął drugi miecz i rzucił go w jej
stronę. Chwyciła za rękojeść i przyjrzała się broni dokładnie.
-Jest
piękny…- szepnęła, patrząc na pięknie zdobiony jelec i
kolisty uchwyt rękojeści.
-Jest
twój.
Jak w transie obserwował klingę swojego miecza.
-Wiesz
co to jest?- spytał po chwili.
Zaprzeczyła ruchem głowy.
-To
jest claymore. Przy odpowiednim zamachu zza głowy można zadać śmiertelny cios,
którego nie sposób uniknąć.
Tylko
nie mówcie mi, że on chce…
-Lepiej
jednak byłoby gdybyś go uniknęła, bo w przeciwnym razie twoja kochana mamusia
posieka nas na drobne kawałeczki.- mówiąc to zamierzył
się na nią.
Odskoczyła, lecz zranił jej ramię.
-Kuso!
Czy ty nigdy nie możesz mnie uprzedzić?- syknęła i złapała się
za ramię.
-Nie.
Wtedy nie bawiłbym się tak dobrze.- odparł, wykonując
kolejne cięcie, które cudem sparowała.
Oddaliła się od niego i przymknęła na chwilę powieki,
pozwalając uwolnić się tej morderczej sile, którą w sobie miała. Kiedy
otworzyła oczy Jonathan był niecałe dwa metry przed nią. Nie czekając na jego
atak, wykonała serię bardzo skomplikowanych cięć. Zraniła go. Poczuła zapach
krwi. Krwi swojej ofiary. Wdychała go z przyjemnością, starając się jeszcze raz
przeciąć jego skórę. Czuła się potężna. Niezwyciężona. Pragnęła krwi. Chciała
jej rozlewu. Chciała jego śmierci. Przestań…
pomyślała, starając się odzyskać panowanie nad swoim ciałem. Słodki zapach
zniknął, lecz ciało wciąż odmawiało posłuszeństwa. Poczuła ostry ból pod
mostkiem. Spojrzała w dół. Ostrze Jonathana tkwiło głęboko w jej ciele.
Przekręcił je trzykrotnie i wyjął z niej. Zaślepiona rządzą mordu, nie
zwracając uwagi na ból, jaki jej zadał, obróciła się i rozcięła jego ramię. Wystarczy… wciąż starała się nad nim
zapanować. Przygryzła wargę, by powstrzymać się przed zadaniem ciosu w serce.
Udało jej się. Odsunęła od władzy Instynkt i bez trudu zablokowała uderzenie
zielonookiego. Kolejny atak demona zakończył się tym, że szatynka wytrąciła mu
broń z rąk. Dopiero wtedy poczuła zmęczenie.
-Na
dziś wystarczy.- oznajmił, podnosząc z ziemi claymore.
Aika spojrzała na rany, które mu zadała. A raczej na
miejsca, w których powinny być, bo jego skóra nie była nigdzie przecięta.
Dotknęła miejsca, w którym utkwiła klinga blondyna. Krwawiła. Jonathan wyjął
jej miecz z ręki i włożył go do pochwy.
-Chodź,
trzeba się tobą zająć.- oznajmił i wetknął jej w dłoń jej
broń.
Nie protestowała. Po prostu, poszła za nim.
-Jonathan…
-Tak?-
spojrzał na nią przez ramię.
-Czy
to nie powinno mnie zabić?- spytała, wskazując ranę.
-Jak
może cię zabić, skoro jesteś nieśmiertelna?- odpowiedział
jej pytaniem.
Wpatrywała się w niego ze zdziwieniem. Była
nieśmiertelna? Od kiedy? Dlaczego o tym nie wiedziała? Demon widząc jej
zdumienie, westchnął.
-Gdybyś
mnie słuchała, nie byłabyś teraz tak zdziwiona.-
powiedział z wyrzutem.
Na myśl o tym, że ma w brzuchu dziurę niemalże na
wylot, zrobiło jej się niedobrze. Zielonooki wszedł po schodach i zaprowadził
ją do niewielkiej komnaty. Kazał jej się położyć, po czym delikatnie podciągnął
jej sweter. Wziął do ręki gazik, którym obmył jej rany. Sięgnął po mały
moździerz, który stał na stoliku i podszedł do szafki. Wyciągnął z niej jakieś
zioła i niewielki słoiczek płynnej, czerwonej substancji. Rozdrobnił zioła, po
czym wymieszał je z zawartością słoika. Nabrał trochę przygotowanej maści na
nieskazitelnie czysty opatrunek i przyłożył do zranionych miejsc. W chwili, gdy
specyfik zetknął się z jej skórą, jęknęła.
-Leż
spokojnie.- polecił, lekko uciskając ranę pod mostkiem.
Już po chwili
poczuła ulgę. Demon kazał jej usiąść, a gdy to zrobiła, zabezpieczył opatrunki
bandażem.
-Za
pół godziny nie będzie nawet śladu.- powiedział i odstawił
moździerz na miejsce.
-Arigato.-
skinęła głową.
-Z
czasem zaczniesz się sama regenerować. Dopóki co, uważaj na siebie.
Spojrzała za okno. Po drugiej stronie fosy rosło, a
właściwie usychało, drzewo. Była przekonana, że na tych ziemiach nic nie
przeżyje. Wszystko umrze tak, jak to drzewo.
-Każdego
nieśmiertelnego można zgładzić.- powiedziała po
chwili.
-Nie
każdego, ale w przypadku Niszczycieli, owszem. Wystarczy tylko wiedzieć czym i
gdzie uderzyć. Broń Pogromców, tak samo, jak ta tworzona w Piekle, zniszczy
wszystko. Wystarczy przebić serce Niszczyciela, by zakończyć jego nieśmiertelny
żywot.
Aika wstała z łóżka i skrzywiła się lekko. Jonathan
podtrzymał ją i poprowadził w stronę drzwi.
-Maść
zagoi ranę, ale w tym czasie może wywoływać halucynacje. Lepiej będzie, jeśli
na ten czas się położysz.- oznajmił-Swoją drogą, dobrze sobie poradziłaś.- dodał po chwili, a szatynka
podziękowała mu skinieniem głowy.
Gdy znaleźli się na górze, zaprowadził
szesnastolatkę do pokoju, pożegnał się z nią i odszedł. Dziewczyna usiadła na
łóżku i wyjęła z pochwy swój miecz. W klindze odbijało się wątłe światło
świecy. Dopiero zauważyła, że są na niej jakieś znaki. Przejechała po nich
palcem, zastanawiając się, co mogą one oznaczać. Raz rozbudzonego zła, nie da się już uśpić…- szepnął, a ona straciła
przytomność.
<***>
Aya siedziała na kanapie, w salonie. Jej rodzice
wyszli z domu z samego rana, pomimo tego, że będąc wampirami powinni jeszcze
odpoczywać. Nie wiedziała dlaczego, po prostu, wyszli nie zabierając jej ze
sobą. Dziewczyna popijając herbatę, przeglądała jedną z licznych ksiąg o
prastarych rytuałach. Od spotkania z Aiką nie mogła przestać o niej myśleć. Nie
wiedziała kto ją przemienił, ale wiedziała, że musiał to być ktoś dobry.
Cholernie dobry. Ktoś, kto gdyby tylko chciał, mógłby zawładnąć światem.
Niszczyciele rządzili się swoimi prawami. Uważali się za wybrańców, obdarzonych
mocą. A teraz ktoś przemienił człowieka w Niszczyciela. To może być początkiem
wojny. Westchnęła ciężko, zamykając księgę. Potarła czoło i podniosła się.
Miała mętlik w głowie. Przed oczami widziała setki formuł i opisów ceremonii.
Było jeszcze południe. Jeśli się teraz położy, może zdąży się jeszcze wyspać.
Wzięła gruby tom rytuałów do ręki i weszła po schodach do swojego pokoju, po
czym odłożyła księgę na półkę. Położyła się i zamknęła oczy, mając nadzieję, że
uda się jej odpocząć. Płonne nadzieje.
<***>
Jonathan wziął w dłoń jabłko. Jednym spojrzeniem
sprawił, że owoc usechł i zmienił się w garstkę popiołu. Czy naprawdę tak musiało być? Czy naprawdę będzie
musiał spędzić swoją wieczność w samotności? Czy naprawdę jedyna, którą był w
stanie pokochać już nigdy nie będzie jego? Westchnął. Mógł mieć każdą. Każdą,
tylko nie tą, której pragnął. Zmieniłby się dla niej. Gdyby tylko mógł ją dostać,
wyniósłby ją na piedestał, kochałby ją, traktował, jak boginię… Ale nie
potrafiła mu wybaczyć. I to go najbardziej bolało. Wybaczyłaby każdemu.
Każdemu, tylko nie jemu. Owszem, w przeszłości popełnił kilka błędów, lecz
szczerze ich żałował. Gdyby tylko wtedy wiedział, że przez to już nigdy nie
będzie w stanie mu przebaczyć… Zamknął oczy. Może jeszcze nie wszystko
stracone. Gdy rozmawiał z nią wczoraj wydawało mu się, że przemyśli jego
propozycję. Wtedy, gdy ją pocałował widział w jej oczach tęsknotę. Już raz go
odrzuciła, ale on nigdy się nie podda. Jeśli będzie trzeba, będzie na nią
czekał całą wieczność.
<***>
Znów krwawe koszmary. Znów obrazy, które sprawiały,
że budziła się z krzykiem. Oddychała płytko, w niewiarygodnie szybkim tempie.
Podniosła wzrok. W drzwiach stała ta sama młoda dziewczyna co rano. Przestraszona
wpatrywała się w Aikę swoimi dużymi, piwnymi oczyma.
-Gomen.-
szepnęła szatynka, podnosząc się z łóżka.
Służąca chciała postawić na stole tacę, jednak
zatrzymał ją głos Aiki:
-Nie
trzeba, nie jestem głodna.- oznajmiła.
Przygryzła wargę, patrząc na zielonooką.
-Aika-sama,
nie tknęłaś śniadania. Powinnaś coś zjeść.- powiedziała
cicho.
Młoda Niszczycielka spojrzała na nią ze zdziwieniem.
-Mam
prośbę. Nie dodawaj do mojego imienia przyrostka „sama”. Nie zasłużyłam na taki
szacunek, więc mi go nie okazuj.- poprosiła, choć ton
jej głosu na to nie wskazywał.
-Oczywiście,
że zasłużyłaś na szacunek, Aika-sama. Okazywanie ci go jest koniecznością.
Aika wywróciła oczyma. No to pięknie. Zamknęli mnie w ponurym zamczysku, w pokoju, który
wystrojem przypomina te rodem z horroru o wampirach, mało tego, jeszcze mówią
do mnie „Aika-sama”. Pokojówka postawiła na stole tacę.
-Muszę?-
spytała z cierpiętniczą miną.
Dziewczyna o piwnych oczach skinęła głową. Aika
westchnęła i wzięła sztućce. Odkroiła kawałek mięsa i włożyła go sobie do ust.
Sama krew. Z trudem przełknęła i niechętnie spojrzała na talerz.
-Coś
nie tak?- spytała przerażona służąca.
-Zbyt
krwiste.
-Aika-sama,
ale… przecież tu wcale nie ma krwi.- wydukała, spuszczając
głowę.
Szatynka odkroiła jeszcze jeden kawałek.
Rzeczywiście. Nie było ani trochę krwiste. Może jej się przywidziało? W końcu
Jonathan mówił, że może mieć halucynacje. Spojrzała na zegar wiszący na
ścianie. To nie mógł być skutek uboczny maści. Ostrożnie ugryzła maleńki
kawałeczek mięsa. To samo. Jakby przeżuwała surowe mięso. Otarła usta serwetką
i odsunęła od siebie talerz.
-Wybacz,
nie mogę.- oznajmiła.
Pokojówka skinęła głową i zabrała tacę, po czym
wyszła. Aika wstała i podeszła do lustra. Przyjrzała się swojemu odbiciu.
Pomimo, że od przemiany wyglądała idealnie, teraz widać było wyraźnie zmęczenie
na jej twarzy. Podciągnęła sweter i zdjęła bandaż. Po ranie nie było nawet
śladu. Ramię również się zagoiło. Podeszła do szafy. Zdjęła z siebie porwany
sweter i założyła świeżą bluzkę. Wyszła na korytarz. Był cichy i opustoszały.
Na palcach weszła piętro wyżej. Nie chciała, by ktoś ją zauważył. Jakaś
tajemnicza siła pociągnęła ją w stronę masywnych, drewnianych drzwi. Otworzyła
je i z ciekawością zajrzała do środka. Była to biblioteka. Ogromne regały
wypchane były książkami. Nie miała pojęcia ile ich było. Na pewno z kilkaset
tysięcy. Z zainteresowaniem przechodziła wzdłuż długich rzędów, oglądając
dzieła, których już dawno nie było na świecie. Zapiski, których autorzy żyli na
długo przed Chrystusem. Doszła do końca kolejnego z regałów i stanęła
sparaliżowana strachem. Przy stole, na fotelu siedział nie kto inny, jak
Lucyfer. Chciała się wycofać. Wrócić do swojego pokoju i nie wychodzić stamtąd
aż do końca tego pobytu, lecz nie mogła. Nogi odmówiły jej posłuszeństwa.
-Podejdź
do mnie.- odezwał się Pan Piekieł, nawet nie podnosząc na
nią wzroku.
Mimowolnie podeszła do niego. Wstał i obszedł ją
dookoła, przyglądając jej się uważnie.
-O
niespotykanej potędze i urodzie twojej matki powstaje wiele opowieści, ale ty…
jesteś o wiele bardziej fascynująca od niej.- powiedział
spokojnie.
Wpatrywała się w podłogę, bojąc się podnieść na
niego wzrok. Wsunął dwa palce pod jej podbródek i uniósł go, przez co była
zmuszona na niego spojrzeć.
-Boisz
się mnie?- spytał, choć zapewne już znał odpowiedź.
-Tak.-
szepnęła.
-Nie
masz się czego obawiać. Jesteś dla mnie niezwykle cenna, moja droga, dlatego
właśnie cię nie skrzywdzę… choć możesz mi wierzyć, że naprawdę, trudno mi się
powstrzymać.- wyszeptał jej na ucho i ucałował jej
szyję.
Jej stan zdradzało jedynie drżenie ust. Nieudolnie
starała się powstrzymać łzy, które na siłę cisnęły się jej do oczu. Brunet
widząc to, uśmiechnął się do niej i delikatnie starł mokry ślad z jej idealnie
bladego policzka.
-Takie
piękno zazwyczaj jest delikatne, niczym kwiat, lecz ty jesteś nieśmiertelna.
Twoja uroda przetrwa tysiące lat. Nie zapominaj kto dał ci tą nieśmiertelność,
moja słodka, bo równie dobrze mogę ci ją odebrać. Pamiętaj o śmierci, Aiko.
Memento Mori.- mówiąc to, utkwił swoje niesamowite,
szare oczy w jej zielonych tęczówkach.
Jej serce tłukło się w piersi, jakby miało zamiar z
niej zaraz wyskoczyć. Boże, niech on
przestanie… błagała w myślach, lecz i to nic nie dało. W Podziemiu nie było
Boga. Był tylko Lucyfer, który postanowił zrobić coś, czego Aika nie zapomni mu
do końca swojego nieśmiertelne życia, które przed chwilą jej wypomniał.
Nachylił się i na pozór delikatnie ją pocałował. W środku płonęła. Czuła się,
jakby pocałunek Lucyfera wypalał ją od wewnątrz. Łzy wielkości ziaren grochu
płynęły obficie po jej policzkach. Władca Piekła uśmiechnął się do niej i
pogładził ją po policzku.
-Moja
słodka, niewinna Aika…- szepnął, patrząc w jej załzawione
oczy-Do zobaczenie, kochanie.- po
tych słowach zniknął.
<***>
-
Iie!-
krzyknęła, zrywając się z łóżka.
Rozejrzała się po pokoju. Nie zauważywszy martwych
ciał i krwi, odetchnęła z ulgą. Do pokoju weszła jej mama.
-Aya-chan,
co się stało?- zapytała z zatroskaną miną.
Dziewczyna podciągnęła nogi pod brodę i oplotła je
ramionami. Maaya westchnęła. Usiadła obok córki i pogłaskała ją po głowie.
-To
był tylko sen.- zapewniła niemalże szeptem.
-To
nie był tylko sen, mamo. To się spełni. Czuję to.-
odpowiedziała równie cicho.
Kobieta przytuliła zdenerwowaną nastolatkę. Od
miesiąca dziewczyna miała sny, które nazywała proroczymi. Wszystkie były wizją
zniszczenia.
-Poczekaj
chwilkę. Ja zaraz wrócę.- powiedziała, po czym zniknęła za
drzwiami.
Brunetka cała się trzęsła, gdy przypominała sobie
sceny ze snów Tyle krwi… Tyle niewinnych
istot… Po chwili do pokoju weszła z powrotem Maaya, a za nią ojciec Ayi.
-Oyasumi.-
położył dłoń na czole córki, która niemal od razu zapadła w spokojny, zdrowy
sen.
<***>
Nie wiedziała jakim cudem, ale udało jej się dobiec
do pokoju. Gdy tylko zamknęła drzwi, osunęła się na podłogę. Wciąż czuła na
ustach smak diabła. Nie mogła zatamować łez. Płakała bezgłośnie, a pożar, który
spowodował Lucyfer, palił jej gardło. Wciąż miała przed oczyma uśmiech
szarookiego. Podniosła się i podeszła do łóżka. Opadła na nie i wciąż roniąc
łzy, zapadła w sen.
<***>
-Aika,
obudź się!- zabrzmiał głos Hurmiz.
Czarnooka próbowała obudzić młodą Niszczycielkę,
która płakała przez sen i krzyczała. Drżała na całym ciele, a krople potu
błyszczały na jej czole. Brunetka wybiegła z pokoju i pobiegła wprost do
pomieszczeń zajmowanych przez Jonathana. Gdy tylko zobaczył ją przed sobą,
wiedział, że coś musiało stać się jego podopiecznej. W okamgnieniu znalazł się
przy Aice. Dziewczyna miała gorączkę.
-Przynieś
moją torbę.- zlecił demonowi, sam zaś złapał chorą
za ramiona, by ta w końcu przestała się trząść.
Hurmiz
postawiła obok łóżka skórzaną torbę i zastąpiła Jonathana, który teraz
wyciągnął jakąś maleńką buteleczkę. Wlał jej zawartość do ust nastolatki, po
czym nasmarował jej dekolt jasną maścią. Po chwili szatynka zamilkła. Przez sen
odetchnęła z ulgą i obróciła się na bok.
-Wezwij
wieszczkę.
-A
co jeśli nie zechce przyjść? Przecież nie jest na naszych rozkazach.
-To
ją zmusisz. Na naszych rozkazach, czy nie, jest mi potrzebna.
Brunetka zniknęła. Zielonooki popatrzył na spokojną
twarz Aiki. Odgarnął kosmyk włosów, opadający jej na oczy. To podobieństwo do
matki nieraz doprowadzało go do szału. Nieraz łapał się na tym, że patrzył na
Aikę i widział w niej Mari. Po chwili pojawiła się Hurmiz. Jak zwykle, kłóciła
się z niską lolitą o stalowych oczach i brązowych, długich lokach. Gdy ta druga
spojrzała na Niszczycielkę, natychmiast podbiegła do jej łóżka.
-Matko
kochana… co wyście jej zrobili?- spytała, grzebiąc w
swojej dużej, brązowej torbie.
-Mówiłam
ci, głupia, że nic.- warknęła Hurmiz.
-Zamknij
się.-
odpyskowała jej.
Chwyciła dłoń śpiącej, po czym odnalazła żyłę i
wbiła w nią igłę. Gdy już pobrała nieco krwi, ułożyła rękę dziewczyny wzdłuż
ciała. Z małej fiolki z zieloną cieczą wyciągnęła kilka kropli i wymieszała je
z krwią Niszczycielki. Wpuściła zawartość strzykawki w żyłę Aiki.
-I
po co ją dwa razy kułaś?- mruknęła pod nosem brunetka.
-Żebyś
ty mogła się głupio zapytać.- odpowiedziała,
-Jeśli
nie rozcieńczyłaby tych ziół, wywołałyby objawy gorsze, niż ma teraz.-
wyjaśnił Jonathan.
-Zostawcie
mnie.- powiedziała, chwytając za obydwie dłonie
Niszczycielki.
Obydwa demony posłusznie wyszły. Wieszczka zamknęła
oczy. Po chwili Aika przebudziła się. Popatrzyła ze zdziwieniem na dziewczynę,
która z zaciśniętymi powiekami, trzymała ją za ręce. Chciała coś powiedzieć,
lecz w jednej chwili stalowe oczy nieznajomej otworzyły się i zastygły w
przerażeniu. Zielonooka nie poruszyła się. Dziewczyna trwała w tym stanie przez
parę sekund. W końcu się ocknęła.
-Kim
jesteś?- spytała cicho Niszczycielka.
-Nazywam
się Stella Mystica.- przedstawiła się-A teraz przepraszam, ale muszę już iść.- podniosła się i chwyciła brązową
torbę.
Odrzuciła czekoladowe loki do tyłu i zniknęła za
drzwiami. Aika zamknęła oczy. Lucyfer. Jego pocałunek. Zadrżała.
<***>
Stella zamknęła za sobą drzwi.
-I?-
Hurmiz spojrzała na nią wyczekująco.
-Jonathanie,
muszę ci pogratulować. Pierwszy raz widzę Niszczyciela, który nie ma w sobie
krwi rodów pierwotnych, a jest tak podobny do błękitnokrwistych. W najbliższych
dniach pojawi się moc, ale… czarno widzę jej przyszłość. Będzie przepełniona
bólem. Straci bliską sobie osobę.- powiedziała, całkowicie
ignorując brunetkę.
-Nie
wiesz co mogło wywołać tą gorączkę?- spytał, opierając się
o ścianę.
-Jakieś
przeżycie. Musiało stać się coś, co nią wstrząsnęło.-
odpowiedziała.
-Ale
co?
-Jonathanie,
widzę przyszłość, nie przeszłość.- westchnęła i
odwróciła się-Jestem tu ostatni raz. Nie
posyłaj po mnie, bo i tak nie przyjdę.- mówiąc to, odeszła w głąb
korytarza.
<***>
Zielonooka zwinęła się w kłębek. Dlaczego? Dlaczego nie mogłam zareagować?
Dlaczego tak się bałam? pytała samą siebie. Wierzysz w przeznaczenie?- spytał szept. Wierzę. odpowiedziała, zaciskając powieki. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Twoja droga będzie trudna. Będziesz
musiała umknąć okrutnemu przeznaczeniu…- wyszeptał. Drzwi skrzypnęły, a w
nich stanęła Hurmiz.
-Jak
się czujesz?- spytała, podchodząc bliżej.
-Dobrze.
-Bajki
to możesz wciskać swojej mamusi.- prychnęła, siadając
obok niej
-Nienajlepiej.-
odpowiedziała zgodnie z prawdą.
-Może
pójdę po Jonathana? Dałby ci coś, żebyś się lepiej poczuła.-
zaproponowała, ale Aika pokręciła przecząco głową.
-Naprawdę,
nie ma takiej potrzeby. Zaraz mi przejdzie.
-Jaaasne…-
mruknęła.
-Mogłabyś
mnie zostawić samą? Chciałabym odpocząć.- poprosiła.
-Dobrze…
Jak poczujesz się gorzej, po prostu krzyknij. Będę w pokoju obok.-
podniosła się i wyszła.
Niszczycielka zacisnęła powieki. Chciała choć przez
chwilę odpocząć. Nie zadręczać się myślami. Po prostu, odpocząć. To będą długie dwa tygodnie… pomyślała.
<***>
Mari otworzyła szeroko okno. Wiatr zmierzwił jej
włosy. Wciągnęła w siebie zapach jesiennej nocy i westchnęła. Aika zawsze
uwielbiała jesień. Gdyby była w domu pewnie poszłyby na spacer, albo usiadły na
werandzie i długo rozmawiały, jak to miały niegdyś w zwyczaju. Ale jej nie
było. Odeszła od okna i usiadła na skraju łóżka, w pokoju córki. Dręczyły ją wyrzuty
sumienia. Dlaczego nie odepchnęła Jonathana? Dlaczego pozwoliła mu się
pocałować? I najważniejsze… Dlaczego rozważała jego ofertę? Nie powinna. Czuła się jak zdrajca. Chociaż…
czy nie czas już porzucić żałobę? Jej mąż nie żył. Nie żył już od szesnastu
lat, a ona wciąż była samotna. Jonathan… gdyby nie poznała Akiry, zapewne dziś
byłaby jego żoną. A on w dalszym ciągu byłby Pogromcą. Zacisnęła powieki. Jak
można było nienawidzić i jednocześnie tęsknić? Nienawidziła go za to, że
skrzywdził Maayę, za to, że przemienił Aikę i za to, że stał się demonem.
Tęskniła za jego czułym spojrzeniem, za jego ciepłem, za jego uśmiechem, za
jego dobrocią, ale… taki był kiedyś. Teraz jest demonem. Jej wrogiem. Tym,
którego powinna zgładzić. Gdyby tylko miała pewność, że naprawdę się zmieni
może… dałaby mu szansę. Na myśl o tym, poczuła ukłucie w sercu. Wciąż nie mogła
zapomnieć o Akirze. Wiedziała, że nikogo już tak nie pokocha. Zacisnęła dłoń na
medalionie. Już wiedziała co powinna zrobić. Wyszła z domu i udała się w drogę
do Siedziby Legionu Pierwszego.
<***>
Przecudowne dźwięki dobiegały gdzieś z wyżej
położonych pięter. Weszła po schodach na górę. Melodia stawała się coraz
głośniejsza. Nacisnęła mosiężną klamkę i weszła do środka. W pomieszczeniu
panował półmrok. Jej wzrok przyciągnęły piękne organy i ten, który na nich
grał. Pan Piekła znieruchomiał w chwili, gdy na niego spojrzała. Odszedł od
instrumentu, lecz mimo to muzyka nie milkła. Wyciągnął w jej stronę ręce.
Czarne wstęgi dymu, które się z nich wydobyły, owinęły ciało dziewczyny. Gdy
tylko zniknęły, Niszczycielka spostrzegła, że ma na sobie białą suknię odcinaną
pod biustem, której rękawy rozszerzały się od łokci. Była przepiękna. Na
dekolcie dziewczyny spoczywał srebrny pentagram. Lucyfer wyciągną do niej rękę.
Jakaś tajemnicza siła popchnęła ją w stronę diabła. Gdy szła, długi tren ciągną
się za nią, niczym za panną młodą. Zamknął jej dłoń w swojej i porwał ją do
tańca. Nie spuszczał z niej wzroku. Melodia, która rozbrzmiewała w całym zamku
idealnie pasowała do jego właściciela. Mimo, że piękna, przerażała ją. Z każdym
obrotem zatracała poczucie rzeczywistości. Nie czuła już gruntu pod nogami.
Wydawało jej się, że tańczy w powietrzu. Że nie istnieje już nic. Jest tylko
ona, Lucyfer, ta muzyka i strach. Poprzednim razem Władca Piekła wzniecił w
niej pożar. Teraz jej serca zamarzało. Przeraźliwe zimno wlewało się do niej
przez dotyk diabła. Przymknęła oczy.
Podmuch wiatru rozwiał jej włosy. Chciała zakończyć ten taniec, a
jednocześnie bała się odejść chociażby na krok od tego, który obdarzył ją
nieśmiertelnością. Miała wrażenie, że wznosi się coraz wyżej. Lucyfer zatrzymał
się, a muzyka ucichła. Jego dłoń spoczęła na jej talii. Otworzyła oczy.
Zawieszona w powietrzu, spoglądała na ocean, rozciągający się przed nią i sierp
księżyca, wiszący nad wodą.
-Kiedyś
zawładnę tym wszystkim, a ty staniesz u mego boku. Podaruję ci to, czego
zapragniesz. Podaruję ci wszystkie skarby tego świata. Podaruję ci me zmrożone
serce…- szepnął i spojrzał jej w oczy.
Jego szare tęczówki zapłonęły pożądaniem.
Przyciągnął ją do siebie i złożył na jej ustach namiętny pocałunek. Nie
odtrąciła go. Mimo tego, że jego wargi sprawiały jej ból, nawet na moment nie
przeszło jej przez myśl, że mogłaby się od niego oderwać. Po chwili odsunął się
od niej, choć odległość między nimi nie wynosiła więcej niż trzy centymetry.
-Czekałem
na ciebie tysiące lat. Od wieków jesteś mi przeznaczona. Niszczycielka z duszą.
Najdoskonalsza z najdoskonalszych. Zabójca o miękkim sercu. Jedyna, która zdoła
mi pomóc zawładnąć tym światem.- wyszeptał, gładząc
jej policzek, po czym musnął delikatnie jej usta.
Chłód, który opanował całe jej ciało, sprawiał, że
nie myślała trzeźwo.
-Nie
jestem mordercą.- powiedziała cicho.
-To
bardzo łatwo można zmienić.- uśmiechnął się subtelnie i
odsunął się od niej.
Wyciągnął dłoń, na której pojawiła się
nieskazitelnie biała róża.
-Pamiętaj,
kto podarował ci życie nieśmiertelne. Pamiętaj również o śmierci, gdyż i ciebie
może ona dotknąć.- mówiąc to wręczył jej kwiat i wszystko
wokół rozsypało się, niczym stłuczone szkło.
Obudziła się. Zacisnęła pięści i wtedy poczuła ból.
Spojrzała na dłoń. Trzymała w niej białą różę, a na sobie miała suknię.
<***>
Kiyokuro wzięła do ręki broń. Przyjrzała się jej
dokładnie. Był to czarny rewolwer. Niemalże identyczny, jak ten, który miała
przed laty.
-Wielki
powrót?- spytał sprzedawca.
Mari uśmiechnęła się ponuro.
-Raczej
spektakularny koniec kariery.- odpowiedziała i
wyszła.
<***>
Witam!
Rozdzialik dedykuję Suzu, Ayi, Kiran Lilith. Dziękuję wam, dziewczęta za komentarze. Jesteście cudowne :*
VII miała się ukazać troszkę później, ale dodaję dziś ze względu na to, że ma kogoś (czyt. Suzu) odstresować xD
Pozdrawiam- Andzik
O rany jestem w szoku!
OdpowiedzUsuńNo ale dobra tak od początku... Hmmm swoją drogą mi tam taki pokój by się podobał xD Ech i pokojówka która wydawał mi się być mną ^ ^"
No i teraz akcja z Lucyferem D:
Ej no ja na miejscu Aiko bym chyba umarła ze strachu noo ;( Nie no nie dziwie jej się że dziewczyna się pochorowała Q.Q Ale naprawdę świetnie to opisała...
Ech no i mamy Aye i jej koszmarne proroctwa ^ ^" Ciekawe co z tego wyniknie... No i Budyń jako wieszczka xD
Ech a sen to już w ogóle po prosty SZOK!
Ech z tego wszystkiego zapomniałabym wspomnieć o Mari nie no ona jest naprawdę bardzo intrygującą postacią...
Pozdro i weny
Suzu :*
Mi też. Pal licho, że nad tobą mieszka sam Szatan, grunt, że pokój ładny! xD
OdpowiedzUsuńLucjan będzie jednym z najbardziej mraśnych ciach w opowiadaniu. On jest taki... taki mrrr...
Prorocze koszmary to coś, co zawsze lubiłam pisać, więc jak dobrze pójdzie opiszę kiedyś jeden z nich ^^
Budyniowi dostała się specyficzna rola wieszczko-zielarki xD
Ten sen po prostu sam mi się napisał... włączyłam "Sanctuary of Shadows" i tak się wczułam, że nawet nie wiedziałam, co piszę xD
Płakać mi się chce, jak pomyślę, co Mari wywinie w następnym rozdziale...
Pozdrawiam i dziękuję za komentarz- Andzik
Taaa dokładnie xD
OdpowiedzUsuńNoo właśnie widzę noo Q.Q Aczkolwiek ja bym na zawał padła ^ ^"
Ej ja dokładnie tak samo xP
Oj rozumiem ale naprawdę fragment świetny ;)
O rany co ona zrobi? Q.Q No nic pewnie i tak będę musiała czekać na następny rozdział ^ ^"
Nie ma za co ;)
Ja bym nie padła. To Lucyfer. Bałabym się, że jak stracę przytomność zaniesie mnie Bóg wie gdzie i zrobi ze mną Bóg wie co. ^^
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę, że ci się podobał. Szczerze mówiąc mi też się podoba. :D
Nie powiem co zrobi. Na rozdział być może nie trzeba będzie tak długo czekać... za tydzień postaram się dodać pierwszy rozdzialik "Pokuty", więc "Whisper" gdzieś za dwa tygodnie (chociaż moje rozpiski zawsze szlag trafia i dodaję rozdział kiedy popadnie xD).
Heh no w sumie racja ^ ^"
UsuńNo proszę jak się zgadzamy xD
Ech mam nadziej już bym chciała przeczytać następny rozdział ^ ^"
Na razie zapraszam na kolejny rozdział do mnie ;)
Pozdro
Dzięki za dedyk! :*
OdpowiedzUsuńAh! Ten rozdział był WSPANIAŁY! Cud, miód i orzeszki! Lucyfer, oczywiście, musiał wywinąć jakiś numer, bo przecież Władca Piekieł nie może mieć spokojnego życia... xd I biedna Aika! Jak ona przeżyje amory diabła??
Ah! Aya ma dar prorokowania? No, no, no!
Hm... Ciekawe co też planuje Mari...
Jonathana trochę mi szkoda... Mimo wszystko ma jakieś uczucia wyższe... Mogłabym go nawet polubić...
Ave i weny!
K.L.
PS. uwielbiam takich mrocznych typów w stylu Lucka xd
UsuńNie ma za co :*
UsuńCieszę się niezmiernie, że ci się spodobał. Oczywiście, że nie! Gdyby miał spokojne życie, to nie byłby mi do niczego potrzebny xD
A Aika przeżyje... jakoś xd
Dar prorokowania to jest dopiero udręka... przy tym, Lucyfer to małe piwo.
Zobaczysz. Mi się płakać chciało, jak to wymyśliłam...
Jonathan to dobry chłopak. Może trochę zagubiony, ale jednak dobry.
Lucka kocham całym serduchem. Jest taki mroczny... taki władczy... taki... taki mraśny <3
Pozdrawiam- Andzik
Dlatego nie chciałabym znać przyszłości... To zapewne musi byc męczące... ;/
UsuńAj! Czyli: biedna Mari! ;(
Hm... Jonathan się nawróci?? x)
Nooo, jego nie można nie kochać xd
A tymczasem zapraszam do mnie na 11 rozdział "Czarownicy i Bestii"!
Dzięki za dedykację :)
OdpowiedzUsuńFiu, fiu, to się porobiło. Za Aiką lata Lucek, Jonathan przeistacza się w kogoś prawie na miarę Wertera, Mari ma jakieś plany, a Aya prorocze sny o.O' Aa, no i nie zapominajmy o nowej postaci, budyniowej Stelli xD
Będzie się działo!
Ależ Wy się wszystkie zachwycacie Lucyferem x_X Będę oryginalna i nie oddam mu serducha, mnie jakoś do niego nie ciągnie. Przynajmniej na razie...
Nie ma za co :*
UsuńOj, będzie się działo! Bez przyczyny Lucjan za Aiką nie lata, Jonathan jest taki biedny, że mam ochotę go przytulić... nawet kupiłabym mu drożdżówkę i zrobiła kakałko na pocieszenie (uaktywnia się tryb pocieszania <3). Plany Mari są tajemnicą i ujrzą światło dzienne dopiero w następnym rozdziale. Budyniowa Stella to dopiero jest postać... dziwna do kwadratu. xD
Jak można nie kochać Lucjana? Chłopak jak marzenie... i jak mu tu serducha nie oddać?
Pozdrawiam- Andzik
Cóż, pozostaje czekać na ciąg dalszy.
UsuńAno można ^^ Ja tam raczej szaleję za swoimi mężami, a nie za facetami uganiającymi się za innymi xD
Oj tam... Lucyfer jest takim moim... można powiedzieć, że... konkubentem xD
UsuńKochana, ty będziesz miała za kim szaleć!
Ps. Tak właściwie to twojego... adoratora zaczęłam wymyślać już przed twoim debiutem w opowiadaniu i powiem ci, że jestem niezmiernie zadowolona z efektu końcowego :D
UsuńHeheh xD
UsuńNo to miło, nie narzekam :D Dlatego właśnie nie zamierzam zbytnio szaleć za chłopami innych bohaterek xP
Czekam z niecierpliwością ;)
Zapraszam na kolejny rozdział PP i czekam z niecierpliwością na dalszą część twojego opo ;P
OdpowiedzUsuńJeżeli masz ochotę zapraszam na prezent mikołajkowy na moim blogu ;P
OdpowiedzUsuńJeśli masz ochotę, to zapraszam na nowe opowiadanie na tojikomerareta-tori. To tylko krótki one-shot ;)
OdpowiedzUsuńJeśli jesteś zainteresowana, to zapraszam na kolejne nowe opowiadanie na tojikomerareta-tori. Króciutki one-shot ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :*