sobota, 10 listopada 2012

Rozdział VII


Aika zerwała się z łóżka. Z przerażeniem rozejrzała się dookoła. To tylko zły sen… pomyślała z ulgą. Ten sen stanie się rzeczywistością…- wyszeptał. Zamknęła oczy. Oddychała głęboko, chcąc uspokoić nadludzko bijące serce. Nie przestało. Podniosła się i podeszła do okna. Oparła dłoń o szybę.  Jakie to przygnębiające… westchnęła, zatapiając wzrok w czerwono-pomarańczowym krajobrazie za oknem. Myśl, że ma zostać tu przez dwa tygodnie nie poprawiała jej humoru. Jeszcze raz obrzuciła swój pokój spojrzeniem. Ciemnoczerwone ściany, pięknie rzeźbione, drewniane meble, lustro w złotej ramie na jednej ze ścian i ogromne łoże z baldachimem, sprawiały, że przebiegały jej po plecach ciarki. Dębowe drzwi westchnęły cicho.
-Już nie śpisz?- zdziwiła się Hurmiz.
-Nie mogę.- westchnęła nie odwracając się od okna.
-Służba zaraz przyniesie ci śniadanie. Jak już zjesz ubierz się i zejdź do lochów.- powiedziała i zniknęła za drzwiami.
Podeszła do szafy, wyjęła czarne spodnie oraz granatowy sweterek i poszła doprowadzić się do porządku . Gdy wyszła z łazienki, przy stoliku stała młoda dziewczyna, być może przed osiemnastką. W rękach trzymała srebrną tacę, na której ustawiony był posiłek. Kiedy tylko zobaczyła Aikę, dygnęła lekko. Dziewczyna, nieco zdziwiona zachowaniem służącej usiadła na sofie. Pokojówka postawiła przed nią śniadanie, ukłoniła się i wyszła. Pogrzebała widelcem w swojej porcji i odsunęła ją, czując, że nic nie przejdzie jej przez gardło. Pomimo tego, że nic nie jadła od wczorajszego ranka nie była głodna. Podniosła się i wyszła z pokoju. Zeszła schodami na sam dół. Hurmiz stała oparta o kamienną ścianę.
-Zastanawiałam się, czy nie będziesz miała problemu z dotarciem tutaj.- jak zwykle znudzona, oderwała się od ściany i skręciła w jeden z korytarzy.
-Schodzisz po schodach na sam dół. Nic prostszego.- mruknęła.
Hurmiz zostawiła ją w sali z Jonathanem, a sama poszła na górę.
-Czekaj… po co ci to?- spytała, wskazując na ogromny, obosieczny miecz, który zielonooki trzymał w rękach.
-Zobaczysz.- uśmiechnął się tajemniczo.
Po chwili wyjął drugi miecz i rzucił go w jej stronę. Chwyciła za rękojeść i przyjrzała się broni dokładnie.
-Jest piękny…- szepnęła, patrząc na pięknie zdobiony jelec i kolisty uchwyt rękojeści.
-Jest twój.
Jak w transie obserwował klingę swojego miecza.
-Wiesz co to jest?- spytał po chwili.
Zaprzeczyła ruchem głowy.
-To jest claymore. Przy odpowiednim zamachu zza głowy można zadać śmiertelny cios, którego nie sposób uniknąć.
Tylko nie mówcie mi, że on chce…
-Lepiej jednak byłoby gdybyś go uniknęła, bo w przeciwnym razie twoja kochana mamusia posieka nas na drobne kawałeczki.- mówiąc to zamierzył się na nią.
Odskoczyła, lecz zranił jej ramię.
-Kuso! Czy ty nigdy nie możesz mnie uprzedzić?- syknęła i złapała się za ramię.
-Nie. Wtedy nie bawiłbym się tak dobrze.- odparł, wykonując kolejne cięcie, które cudem sparowała.
Oddaliła się od niego i przymknęła na chwilę powieki, pozwalając uwolnić się tej morderczej sile, którą w sobie miała. Kiedy otworzyła oczy Jonathan był niecałe dwa metry przed nią. Nie czekając na jego atak, wykonała serię bardzo skomplikowanych cięć. Zraniła go. Poczuła zapach krwi. Krwi swojej ofiary. Wdychała go z przyjemnością, starając się jeszcze raz przeciąć jego skórę. Czuła się potężna. Niezwyciężona. Pragnęła krwi. Chciała jej rozlewu. Chciała jego śmierci. Przestań… pomyślała, starając się odzyskać panowanie nad swoim ciałem. Słodki zapach zniknął, lecz ciało wciąż odmawiało posłuszeństwa. Poczuła ostry ból pod mostkiem. Spojrzała w dół. Ostrze Jonathana tkwiło głęboko w jej ciele. Przekręcił je trzykrotnie i wyjął z niej. Zaślepiona rządzą mordu, nie zwracając uwagi na ból, jaki jej zadał, obróciła się i rozcięła jego ramię. Wystarczy… wciąż starała się nad nim zapanować. Przygryzła wargę, by powstrzymać się przed zadaniem ciosu w serce. Udało jej się. Odsunęła od władzy Instynkt i bez trudu zablokowała uderzenie zielonookiego. Kolejny atak demona zakończył się tym, że szatynka wytrąciła mu broń z rąk. Dopiero wtedy poczuła zmęczenie.
-Na dziś wystarczy.- oznajmił, podnosząc z ziemi claymore.
Aika spojrzała na rany, które mu zadała. A raczej na miejsca, w których powinny być, bo jego skóra nie była nigdzie przecięta. Dotknęła miejsca, w którym utkwiła klinga blondyna. Krwawiła. Jonathan wyjął jej miecz z ręki i włożył go do pochwy.
-Chodź, trzeba się tobą zająć.- oznajmił i wetknął jej w dłoń jej broń.
Nie protestowała. Po prostu, poszła za nim.
-Jonathan…
-Tak?- spojrzał na nią przez ramię.
-Czy to nie powinno mnie zabić?- spytała, wskazując ranę.
-Jak może cię zabić, skoro jesteś nieśmiertelna?- odpowiedział jej pytaniem.
Wpatrywała się w niego ze zdziwieniem. Była nieśmiertelna? Od kiedy? Dlaczego o tym nie wiedziała? Demon widząc jej zdumienie, westchnął.
-Gdybyś mnie słuchała, nie byłabyś teraz tak zdziwiona.- powiedział z wyrzutem.
Na myśl o tym, że ma w brzuchu dziurę niemalże na wylot, zrobiło jej się niedobrze. Zielonooki wszedł po schodach i zaprowadził ją do niewielkiej komnaty. Kazał jej się położyć, po czym delikatnie podciągnął jej sweter. Wziął do ręki gazik, którym obmył jej rany. Sięgnął po mały moździerz, który stał na stoliku i podszedł do szafki. Wyciągnął z niej jakieś zioła i niewielki słoiczek płynnej, czerwonej substancji. Rozdrobnił zioła, po czym wymieszał je z zawartością słoika. Nabrał trochę przygotowanej maści na nieskazitelnie czysty opatrunek i przyłożył do zranionych miejsc. W chwili, gdy specyfik zetknął się z jej skórą, jęknęła.
-Leż spokojnie.- polecił, lekko uciskając ranę pod mostkiem.
 Już po chwili poczuła ulgę. Demon kazał jej usiąść, a gdy to zrobiła, zabezpieczył opatrunki bandażem.
-Za pół godziny nie będzie nawet śladu.- powiedział i odstawił moździerz na miejsce.
-Arigato.- skinęła głową.
-Z czasem zaczniesz się sama regenerować. Dopóki co, uważaj na siebie.
Spojrzała za okno. Po drugiej stronie fosy rosło, a właściwie usychało, drzewo. Była przekonana, że na tych ziemiach nic nie przeżyje. Wszystko umrze tak, jak to drzewo.
-Każdego nieśmiertelnego można zgładzić.- powiedziała po chwili.
-Nie każdego, ale w przypadku Niszczycieli, owszem. Wystarczy tylko wiedzieć czym i gdzie uderzyć. Broń Pogromców, tak samo, jak ta tworzona w Piekle, zniszczy wszystko. Wystarczy przebić serce Niszczyciela, by zakończyć jego nieśmiertelny żywot.
Aika wstała z łóżka i skrzywiła się lekko. Jonathan podtrzymał ją i poprowadził w stronę drzwi.
-Maść zagoi ranę, ale w tym czasie może wywoływać halucynacje. Lepiej będzie, jeśli na ten czas się położysz.- oznajmił-Swoją drogą, dobrze sobie poradziłaś.- dodał po chwili, a szatynka podziękowała mu skinieniem głowy.
Gdy znaleźli się na górze, zaprowadził szesnastolatkę do pokoju, pożegnał się z nią i odszedł. Dziewczyna usiadła na łóżku i wyjęła z pochwy swój miecz. W klindze odbijało się wątłe światło świecy. Dopiero zauważyła, że są na niej jakieś znaki. Przejechała po nich palcem, zastanawiając się, co mogą one oznaczać. Raz rozbudzonego zła, nie da się już uśpić…- szepnął, a ona straciła przytomność.
<***>
Aya siedziała na kanapie, w salonie. Jej rodzice wyszli z domu z samego rana, pomimo tego, że będąc wampirami powinni jeszcze odpoczywać. Nie wiedziała dlaczego, po prostu, wyszli nie zabierając jej ze sobą. Dziewczyna popijając herbatę, przeglądała jedną z licznych ksiąg o prastarych rytuałach. Od spotkania z Aiką nie mogła przestać o niej myśleć. Nie wiedziała kto ją przemienił, ale wiedziała, że musiał to być ktoś dobry. Cholernie dobry. Ktoś, kto gdyby tylko chciał, mógłby zawładnąć światem. Niszczyciele rządzili się swoimi prawami. Uważali się za wybrańców, obdarzonych mocą. A teraz ktoś przemienił człowieka w Niszczyciela. To może być początkiem wojny. Westchnęła ciężko, zamykając księgę. Potarła czoło i podniosła się. Miała mętlik w głowie. Przed oczami widziała setki formuł i opisów ceremonii. Było jeszcze południe. Jeśli się teraz położy, może zdąży się jeszcze wyspać. Wzięła gruby tom rytuałów do ręki i weszła po schodach do swojego pokoju, po czym odłożyła księgę na półkę. Położyła się i zamknęła oczy, mając nadzieję, że uda się jej odpocząć. Płonne nadzieje.
<***>
Jonathan wziął w dłoń jabłko. Jednym spojrzeniem sprawił, że owoc usechł i zmienił się w garstkę popiołu. Czy naprawdę tak musiało być? Czy naprawdę będzie musiał spędzić swoją wieczność w samotności? Czy naprawdę jedyna, którą był w stanie pokochać już nigdy nie będzie jego? Westchnął. Mógł mieć każdą. Każdą, tylko nie tą, której pragnął. Zmieniłby się dla niej. Gdyby tylko mógł ją dostać, wyniósłby ją na piedestał, kochałby ją, traktował, jak boginię… Ale nie potrafiła mu wybaczyć. I to go najbardziej bolało. Wybaczyłaby każdemu. Każdemu, tylko nie jemu. Owszem, w przeszłości popełnił kilka błędów, lecz szczerze ich żałował. Gdyby tylko wtedy wiedział, że przez to już nigdy nie będzie w stanie mu przebaczyć… Zamknął oczy. Może jeszcze nie wszystko stracone. Gdy rozmawiał z nią wczoraj wydawało mu się, że przemyśli jego propozycję. Wtedy, gdy ją pocałował widział w jej oczach tęsknotę. Już raz go odrzuciła, ale on nigdy się nie podda. Jeśli będzie trzeba, będzie na nią czekał całą wieczność.   
<***>
Znów krwawe koszmary. Znów obrazy, które sprawiały, że budziła się z krzykiem. Oddychała płytko, w niewiarygodnie szybkim tempie. Podniosła wzrok. W drzwiach stała ta sama młoda dziewczyna co rano. Przestraszona wpatrywała się w Aikę swoimi dużymi, piwnymi oczyma.
-Gomen.- szepnęła szatynka, podnosząc się z łóżka.
Służąca chciała postawić na stole tacę, jednak zatrzymał ją głos Aiki:
-Nie trzeba, nie jestem głodna.- oznajmiła.
Przygryzła wargę, patrząc na zielonooką.
-Aika-sama, nie tknęłaś śniadania. Powinnaś coś zjeść.- powiedziała cicho.
Młoda Niszczycielka spojrzała na nią ze zdziwieniem.
-Mam prośbę. Nie dodawaj do mojego imienia przyrostka „sama”. Nie zasłużyłam na taki szacunek, więc mi go nie okazuj.- poprosiła, choć ton jej głosu na to nie wskazywał.
-Oczywiście, że zasłużyłaś na szacunek, Aika-sama. Okazywanie ci go jest koniecznością.
Aika wywróciła oczyma. No to pięknie. Zamknęli mnie w ponurym zamczysku, w pokoju, który wystrojem przypomina te rodem z horroru o wampirach, mało tego, jeszcze mówią do mnie „Aika-sama”. Pokojówka postawiła na stole tacę.
-Muszę?- spytała z cierpiętniczą miną.
Dziewczyna o piwnych oczach skinęła głową. Aika westchnęła i wzięła sztućce. Odkroiła kawałek mięsa i włożyła go sobie do ust. Sama krew. Z trudem przełknęła i niechętnie spojrzała na talerz.
-Coś nie tak?- spytała przerażona służąca.
-Zbyt krwiste.
-Aika-sama, ale… przecież tu wcale nie ma krwi.- wydukała, spuszczając głowę.
Szatynka odkroiła jeszcze jeden kawałek. Rzeczywiście. Nie było ani trochę krwiste. Może jej się przywidziało? W końcu Jonathan mówił, że może mieć halucynacje. Spojrzała na zegar wiszący na ścianie. To nie mógł być skutek uboczny maści. Ostrożnie ugryzła maleńki kawałeczek mięsa. To samo. Jakby przeżuwała surowe mięso. Otarła usta serwetką i odsunęła od siebie talerz.
-Wybacz, nie mogę.- oznajmiła.
Pokojówka skinęła głową i zabrała tacę, po czym wyszła. Aika wstała i podeszła do lustra. Przyjrzała się swojemu odbiciu. Pomimo, że od przemiany wyglądała idealnie, teraz widać było wyraźnie zmęczenie na jej twarzy. Podciągnęła sweter i zdjęła bandaż. Po ranie nie było nawet śladu. Ramię również się zagoiło. Podeszła do szafy. Zdjęła z siebie porwany sweter i założyła świeżą bluzkę. Wyszła na korytarz. Był cichy i opustoszały. Na palcach weszła piętro wyżej. Nie chciała, by ktoś ją zauważył. Jakaś tajemnicza siła pociągnęła ją w stronę masywnych, drewnianych drzwi. Otworzyła je i z ciekawością zajrzała do środka. Była to biblioteka. Ogromne regały wypchane były książkami. Nie miała pojęcia ile ich było. Na pewno z kilkaset tysięcy. Z zainteresowaniem przechodziła wzdłuż długich rzędów, oglądając dzieła, których już dawno nie było na świecie. Zapiski, których autorzy żyli na długo przed Chrystusem. Doszła do końca kolejnego z regałów i stanęła sparaliżowana strachem. Przy stole, na fotelu siedział nie kto inny, jak Lucyfer. Chciała się wycofać. Wrócić do swojego pokoju i nie wychodzić stamtąd aż do końca tego pobytu, lecz nie mogła. Nogi odmówiły jej posłuszeństwa.
-Podejdź do mnie.- odezwał się Pan Piekieł, nawet nie podnosząc na nią wzroku.
Mimowolnie podeszła do niego. Wstał i obszedł ją dookoła, przyglądając jej się uważnie.
-O niespotykanej potędze i urodzie twojej matki powstaje wiele opowieści, ale ty… jesteś o wiele bardziej fascynująca od niej.- powiedział spokojnie.
Wpatrywała się w podłogę, bojąc się podnieść na niego wzrok. Wsunął dwa palce pod jej podbródek i uniósł go, przez co była zmuszona na niego spojrzeć.
-Boisz się mnie?- spytał, choć zapewne już znał odpowiedź.
-Tak.- szepnęła.
-Nie masz się czego obawiać. Jesteś dla mnie niezwykle cenna, moja droga, dlatego właśnie cię nie skrzywdzę… choć możesz mi wierzyć, że naprawdę, trudno mi się powstrzymać.- wyszeptał jej na ucho i ucałował jej szyję.
Jej stan zdradzało jedynie drżenie ust. Nieudolnie starała się powstrzymać łzy, które na siłę cisnęły się jej do oczu. Brunet widząc to, uśmiechnął się do niej i delikatnie starł mokry ślad z jej idealnie bladego policzka.
-Takie piękno zazwyczaj jest delikatne, niczym kwiat, lecz ty jesteś nieśmiertelna. Twoja uroda przetrwa tysiące lat. Nie zapominaj kto dał ci tą nieśmiertelność, moja słodka, bo równie dobrze mogę ci ją odebrać. Pamiętaj o śmierci, Aiko. Memento Mori.- mówiąc to, utkwił swoje niesamowite, szare oczy w jej zielonych tęczówkach.
Jej serce tłukło się w piersi, jakby miało zamiar z niej zaraz wyskoczyć. Boże, niech on przestanie… błagała w myślach, lecz i to nic nie dało. W Podziemiu nie było Boga. Był tylko Lucyfer, który postanowił zrobić coś, czego Aika nie zapomni mu do końca swojego nieśmiertelne życia, które przed chwilą jej wypomniał. Nachylił się i na pozór delikatnie ją pocałował. W środku płonęła. Czuła się, jakby pocałunek Lucyfera wypalał ją od wewnątrz. Łzy wielkości ziaren grochu płynęły obficie po jej policzkach. Władca Piekła uśmiechnął się do niej i pogładził ją po policzku.
-Moja słodka, niewinna Aika…- szepnął, patrząc w jej załzawione oczy-Do zobaczenie, kochanie.- po tych słowach zniknął.
<***>
- Iie!- krzyknęła, zrywając się z łóżka.
Rozejrzała się po pokoju. Nie zauważywszy martwych ciał i krwi, odetchnęła z ulgą. Do pokoju weszła jej mama.
-Aya-chan, co się stało?- zapytała z zatroskaną miną.
Dziewczyna podciągnęła nogi pod brodę i oplotła je ramionami. Maaya westchnęła. Usiadła obok córki i pogłaskała ją po głowie.
-To był tylko sen.- zapewniła niemalże szeptem.
-To nie był tylko sen, mamo. To się spełni. Czuję to.- odpowiedziała równie cicho.
Kobieta przytuliła zdenerwowaną nastolatkę. Od miesiąca dziewczyna miała sny, które nazywała proroczymi. Wszystkie były wizją zniszczenia.
-Poczekaj chwilkę. Ja zaraz wrócę.- powiedziała, po czym zniknęła za drzwiami.
Brunetka cała się trzęsła, gdy przypominała sobie sceny ze snów Tyle krwi… Tyle niewinnych istot… Po chwili do pokoju weszła z powrotem Maaya, a za nią ojciec Ayi.
-Oyasumi.- położył dłoń na czole córki, która niemal od razu zapadła w spokojny, zdrowy sen.

<***>
Nie wiedziała jakim cudem, ale udało jej się dobiec do pokoju. Gdy tylko zamknęła drzwi, osunęła się na podłogę. Wciąż czuła na ustach smak diabła. Nie mogła zatamować łez. Płakała bezgłośnie, a pożar, który spowodował Lucyfer, palił jej gardło. Wciąż miała przed oczyma uśmiech szarookiego. Podniosła się i podeszła do łóżka. Opadła na nie i wciąż roniąc łzy, zapadła w sen.
<***>
-Aika, obudź się!- zabrzmiał głos Hurmiz.
Czarnooka próbowała obudzić młodą Niszczycielkę, która płakała przez sen i krzyczała. Drżała na całym ciele, a krople potu błyszczały na jej czole. Brunetka wybiegła z pokoju i pobiegła wprost do pomieszczeń zajmowanych przez Jonathana. Gdy tylko zobaczył ją przed sobą, wiedział, że coś musiało stać się jego podopiecznej. W okamgnieniu znalazł się przy Aice. Dziewczyna miała gorączkę.
-Przynieś moją torbę.- zlecił demonowi, sam zaś złapał chorą za ramiona, by ta w końcu przestała się trząść.
 Hurmiz postawiła obok łóżka skórzaną torbę i zastąpiła Jonathana, który teraz wyciągnął jakąś maleńką buteleczkę. Wlał jej zawartość do ust nastolatki, po czym nasmarował jej dekolt jasną maścią. Po chwili szatynka zamilkła. Przez sen odetchnęła z ulgą i obróciła się na bok.
-Wezwij wieszczkę.
-A co jeśli nie zechce przyjść? Przecież nie jest na naszych rozkazach.
-To ją zmusisz. Na naszych rozkazach, czy nie, jest mi potrzebna.
Brunetka zniknęła. Zielonooki popatrzył na spokojną twarz Aiki. Odgarnął kosmyk włosów, opadający jej na oczy. To podobieństwo do matki nieraz doprowadzało go do szału. Nieraz łapał się na tym, że patrzył na Aikę i widział w niej Mari. Po chwili pojawiła się Hurmiz. Jak zwykle, kłóciła się z niską lolitą o stalowych oczach i brązowych, długich lokach. Gdy ta druga spojrzała na Niszczycielkę, natychmiast podbiegła do jej łóżka.
-Matko kochana… co wyście jej zrobili?- spytała, grzebiąc w swojej dużej, brązowej torbie.
-Mówiłam ci, głupia, że nic.- warknęła Hurmiz.
-Zamknij się.- odpyskowała jej.
Chwyciła dłoń śpiącej, po czym odnalazła żyłę i wbiła w nią igłę. Gdy już pobrała nieco krwi, ułożyła rękę dziewczyny wzdłuż ciała. Z małej fiolki z zieloną cieczą wyciągnęła kilka kropli i wymieszała je z krwią Niszczycielki. Wpuściła zawartość strzykawki w żyłę Aiki.
-I po co ją dwa razy kułaś?- mruknęła pod nosem brunetka.
-Żebyś ty mogła się głupio zapytać.- odpowiedziała,
-Jeśli nie rozcieńczyłaby tych ziół, wywołałyby objawy gorsze, niż ma teraz.- wyjaśnił Jonathan.
-Zostawcie mnie.- powiedziała, chwytając za obydwie dłonie Niszczycielki.
Obydwa demony posłusznie wyszły. Wieszczka zamknęła oczy. Po chwili Aika przebudziła się. Popatrzyła ze zdziwieniem na dziewczynę, która z zaciśniętymi powiekami, trzymała ją za ręce. Chciała coś powiedzieć, lecz w jednej chwili stalowe oczy nieznajomej otworzyły się i zastygły w przerażeniu. Zielonooka nie poruszyła się. Dziewczyna trwała w tym stanie przez parę sekund. W końcu się ocknęła.
-Kim jesteś?- spytała cicho Niszczycielka.
-Nazywam się Stella Mystica.- przedstawiła się-A teraz przepraszam, ale muszę już iść.- podniosła się i chwyciła brązową torbę.
Odrzuciła czekoladowe loki do tyłu i zniknęła za drzwiami. Aika zamknęła oczy. Lucyfer. Jego pocałunek. Zadrżała.
<***>
Stella zamknęła za sobą drzwi.
-I?- Hurmiz spojrzała na nią wyczekująco.
-Jonathanie, muszę ci pogratulować. Pierwszy raz widzę Niszczyciela, który nie ma w sobie krwi rodów pierwotnych, a jest tak podobny do błękitnokrwistych. W najbliższych dniach pojawi się moc, ale… czarno widzę jej przyszłość. Będzie przepełniona bólem. Straci bliską sobie osobę.- powiedziała, całkowicie ignorując brunetkę.
-Nie wiesz co mogło wywołać tą gorączkę?- spytał, opierając się o ścianę.
-Jakieś przeżycie. Musiało stać się coś, co nią wstrząsnęło.- odpowiedziała.
-Ale co?
-Jonathanie, widzę przyszłość, nie przeszłość.- westchnęła i odwróciła się-Jestem tu ostatni raz. Nie posyłaj po mnie, bo i tak nie przyjdę.- mówiąc to, odeszła w głąb korytarza.
<***>
Zielonooka zwinęła się w kłębek. Dlaczego? Dlaczego nie mogłam zareagować? Dlaczego tak się bałam? pytała samą siebie. Wierzysz w przeznaczenie?- spytał szept. Wierzę. odpowiedziała, zaciskając powieki. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Twoja droga będzie trudna. Będziesz musiała umknąć okrutnemu przeznaczeniu…- wyszeptał. Drzwi skrzypnęły, a w nich stanęła Hurmiz.
-Jak się czujesz?- spytała, podchodząc bliżej.
-Dobrze.
-Bajki to możesz wciskać swojej mamusi.- prychnęła, siadając obok niej
-Nienajlepiej.- odpowiedziała zgodnie z prawdą.
-Może pójdę po Jonathana? Dałby ci coś, żebyś się lepiej poczuła.- zaproponowała, ale Aika pokręciła przecząco głową.
-Naprawdę, nie ma takiej potrzeby. Zaraz mi przejdzie.
-Jaaasne…- mruknęła.
-Mogłabyś mnie zostawić samą? Chciałabym odpocząć.- poprosiła.
-Dobrze… Jak poczujesz się gorzej, po prostu krzyknij. Będę w pokoju obok.- podniosła się i wyszła.
Niszczycielka zacisnęła powieki. Chciała choć przez chwilę odpocząć. Nie zadręczać się myślami. Po prostu, odpocząć. To będą długie dwa tygodnie… pomyślała.
<***>
Mari otworzyła szeroko okno. Wiatr zmierzwił jej włosy. Wciągnęła w siebie zapach jesiennej nocy i westchnęła. Aika zawsze uwielbiała jesień. Gdyby była w domu pewnie poszłyby na spacer, albo usiadły na werandzie i długo rozmawiały, jak to miały niegdyś w zwyczaju. Ale jej nie było. Odeszła od okna i usiadła na skraju łóżka, w pokoju córki. Dręczyły ją wyrzuty sumienia. Dlaczego nie odepchnęła Jonathana? Dlaczego pozwoliła mu się pocałować? I najważniejsze… Dlaczego rozważała jego ofertę?  Nie powinna. Czuła się jak zdrajca. Chociaż… czy nie czas już porzucić żałobę? Jej mąż nie żył. Nie żył już od szesnastu lat, a ona wciąż była samotna. Jonathan… gdyby nie poznała Akiry, zapewne dziś byłaby jego żoną. A on w dalszym ciągu byłby Pogromcą. Zacisnęła powieki. Jak można było nienawidzić i jednocześnie tęsknić? Nienawidziła go za to, że skrzywdził Maayę, za to, że przemienił Aikę i za to, że stał się demonem. Tęskniła za jego czułym spojrzeniem, za jego ciepłem, za jego uśmiechem, za jego dobrocią, ale… taki był kiedyś. Teraz jest demonem. Jej wrogiem. Tym, którego powinna zgładzić. Gdyby tylko miała pewność, że naprawdę się zmieni może… dałaby mu szansę. Na myśl o tym, poczuła ukłucie w sercu. Wciąż nie mogła zapomnieć o Akirze. Wiedziała, że nikogo już tak nie pokocha. Zacisnęła dłoń na medalionie. Już wiedziała co powinna zrobić. Wyszła z domu i udała się w drogę do Siedziby Legionu Pierwszego.   
<***>
Przecudowne dźwięki dobiegały gdzieś z wyżej położonych pięter. Weszła po schodach na górę. Melodia stawała się coraz głośniejsza. Nacisnęła mosiężną klamkę i weszła do środka. W pomieszczeniu panował półmrok. Jej wzrok przyciągnęły piękne organy i ten, który na nich grał. Pan Piekła znieruchomiał w chwili, gdy na niego spojrzała. Odszedł od instrumentu, lecz mimo to muzyka nie milkła. Wyciągnął w jej stronę ręce. Czarne wstęgi dymu, które się z nich wydobyły, owinęły ciało dziewczyny. Gdy tylko zniknęły, Niszczycielka spostrzegła, że ma na sobie białą suknię odcinaną pod biustem, której rękawy rozszerzały się od łokci. Była przepiękna. Na dekolcie dziewczyny spoczywał srebrny pentagram. Lucyfer wyciągną do niej rękę. Jakaś tajemnicza siła popchnęła ją w stronę diabła. Gdy szła, długi tren ciągną się za nią, niczym za panną młodą. Zamknął jej dłoń w swojej i porwał ją do tańca. Nie spuszczał z niej wzroku. Melodia, która rozbrzmiewała w całym zamku idealnie pasowała do jego właściciela. Mimo, że piękna, przerażała ją. Z każdym obrotem zatracała poczucie rzeczywistości. Nie czuła już gruntu pod nogami. Wydawało jej się, że tańczy w powietrzu. Że nie istnieje już nic. Jest tylko ona, Lucyfer, ta muzyka i strach. Poprzednim razem Władca Piekła wzniecił w niej pożar. Teraz jej serca zamarzało. Przeraźliwe zimno wlewało się do niej przez dotyk diabła. Przymknęła oczy.  Podmuch wiatru rozwiał jej włosy. Chciała zakończyć ten taniec, a jednocześnie bała się odejść chociażby na krok od tego, który obdarzył ją nieśmiertelnością. Miała wrażenie, że wznosi się coraz wyżej. Lucyfer zatrzymał się, a muzyka ucichła. Jego dłoń spoczęła na jej talii. Otworzyła oczy. Zawieszona w powietrzu, spoglądała na ocean, rozciągający się przed nią i sierp księżyca, wiszący nad wodą.
-Kiedyś zawładnę tym wszystkim, a ty staniesz u mego boku. Podaruję ci to, czego zapragniesz. Podaruję ci wszystkie skarby tego świata. Podaruję ci me zmrożone serce…- szepnął i spojrzał jej w oczy.
Jego szare tęczówki zapłonęły pożądaniem. Przyciągnął ją do siebie i złożył na jej ustach namiętny pocałunek. Nie odtrąciła go. Mimo tego, że jego wargi sprawiały jej ból, nawet na moment nie przeszło jej przez myśl, że mogłaby się od niego oderwać. Po chwili odsunął się od niej, choć odległość między nimi nie wynosiła więcej niż trzy centymetry.
-Czekałem na ciebie tysiące lat. Od wieków jesteś mi przeznaczona. Niszczycielka z duszą. Najdoskonalsza z najdoskonalszych. Zabójca o miękkim sercu. Jedyna, która zdoła mi pomóc zawładnąć tym światem.- wyszeptał, gładząc jej policzek, po czym musnął delikatnie jej usta.
Chłód, który opanował całe jej ciało, sprawiał, że nie myślała trzeźwo.
-Nie jestem mordercą.- powiedziała cicho.
-To bardzo łatwo można zmienić.- uśmiechnął się subtelnie i odsunął się od niej.
Wyciągnął dłoń, na której pojawiła się nieskazitelnie biała róża.
-Pamiętaj, kto podarował ci życie nieśmiertelne. Pamiętaj również o śmierci, gdyż i ciebie może ona dotknąć.- mówiąc to wręczył jej kwiat i wszystko wokół rozsypało się, niczym stłuczone szkło.
Obudziła się. Zacisnęła pięści i wtedy poczuła ból. Spojrzała na dłoń. Trzymała w niej białą różę, a na sobie miała suknię.
<***>
Kiyokuro wzięła do ręki broń. Przyjrzała się jej dokładnie. Był to czarny rewolwer. Niemalże identyczny, jak ten, który miała przed laty.
-Wielki powrót?- spytał sprzedawca.
Mari uśmiechnęła się ponuro.
-Raczej spektakularny koniec kariery.- odpowiedziała i wyszła.

<***>
Witam! 
Rozdzialik dedykuję Suzu, Ayi, Kiran Lilith. Dziękuję wam, dziewczęta za komentarze. Jesteście cudowne :*
VII miała się ukazać troszkę później, ale dodaję dziś ze względu na to, że ma kogoś (czyt. Suzu) odstresować xD

Pozdrawiam- Andzik

19 komentarzy:

  1. O rany jestem w szoku!

    No ale dobra tak od początku... Hmmm swoją drogą mi tam taki pokój by się podobał xD Ech i pokojówka która wydawał mi się być mną ^ ^"

    No i teraz akcja z Lucyferem D:
    Ej no ja na miejscu Aiko bym chyba umarła ze strachu noo ;( Nie no nie dziwie jej się że dziewczyna się pochorowała Q.Q Ale naprawdę świetnie to opisała...

    Ech no i mamy Aye i jej koszmarne proroctwa ^ ^" Ciekawe co z tego wyniknie... No i Budyń jako wieszczka xD

    Ech a sen to już w ogóle po prosty SZOK!

    Ech z tego wszystkiego zapomniałabym wspomnieć o Mari nie no ona jest naprawdę bardzo intrygującą postacią...

    Pozdro i weny

    Suzu :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi też. Pal licho, że nad tobą mieszka sam Szatan, grunt, że pokój ładny! xD

    Lucjan będzie jednym z najbardziej mraśnych ciach w opowiadaniu. On jest taki... taki mrrr...

    Prorocze koszmary to coś, co zawsze lubiłam pisać, więc jak dobrze pójdzie opiszę kiedyś jeden z nich ^^

    Budyniowi dostała się specyficzna rola wieszczko-zielarki xD

    Ten sen po prostu sam mi się napisał... włączyłam "Sanctuary of Shadows" i tak się wczułam, że nawet nie wiedziałam, co piszę xD

    Płakać mi się chce, jak pomyślę, co Mari wywinie w następnym rozdziale...

    Pozdrawiam i dziękuję za komentarz- Andzik

    OdpowiedzUsuń
  3. Taaa dokładnie xD

    Noo właśnie widzę noo Q.Q Aczkolwiek ja bym na zawał padła ^ ^"

    Ej ja dokładnie tak samo xP

    Oj rozumiem ale naprawdę fragment świetny ;)

    O rany co ona zrobi? Q.Q No nic pewnie i tak będę musiała czekać na następny rozdział ^ ^"

    Nie ma za co ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja bym nie padła. To Lucyfer. Bałabym się, że jak stracę przytomność zaniesie mnie Bóg wie gdzie i zrobi ze mną Bóg wie co. ^^

    Bardzo się cieszę, że ci się podobał. Szczerze mówiąc mi też się podoba. :D

    Nie powiem co zrobi. Na rozdział być może nie trzeba będzie tak długo czekać... za tydzień postaram się dodać pierwszy rozdzialik "Pokuty", więc "Whisper" gdzieś za dwa tygodnie (chociaż moje rozpiski zawsze szlag trafia i dodaję rozdział kiedy popadnie xD).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh no w sumie racja ^ ^"

      No proszę jak się zgadzamy xD

      Ech mam nadziej już bym chciała przeczytać następny rozdział ^ ^"

      Na razie zapraszam na kolejny rozdział do mnie ;)

      Pozdro

      Usuń
  5. Dzięki za dedyk! :*

    Ah! Ten rozdział był WSPANIAŁY! Cud, miód i orzeszki! Lucyfer, oczywiście, musiał wywinąć jakiś numer, bo przecież Władca Piekieł nie może mieć spokojnego życia... xd I biedna Aika! Jak ona przeżyje amory diabła??
    Ah! Aya ma dar prorokowania? No, no, no!
    Hm... Ciekawe co też planuje Mari...
    Jonathana trochę mi szkoda... Mimo wszystko ma jakieś uczucia wyższe... Mogłabym go nawet polubić...

    Ave i weny!

    K.L.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. uwielbiam takich mrocznych typów w stylu Lucka xd

      Usuń
    2. Nie ma za co :*

      Cieszę się niezmiernie, że ci się spodobał. Oczywiście, że nie! Gdyby miał spokojne życie, to nie byłby mi do niczego potrzebny xD
      A Aika przeżyje... jakoś xd
      Dar prorokowania to jest dopiero udręka... przy tym, Lucyfer to małe piwo.
      Zobaczysz. Mi się płakać chciało, jak to wymyśliłam...
      Jonathan to dobry chłopak. Może trochę zagubiony, ale jednak dobry.
      Lucka kocham całym serduchem. Jest taki mroczny... taki władczy... taki... taki mraśny <3

      Pozdrawiam- Andzik

      Usuń
    3. Dlatego nie chciałabym znać przyszłości... To zapewne musi byc męczące... ;/
      Aj! Czyli: biedna Mari! ;(
      Hm... Jonathan się nawróci?? x)
      Nooo, jego nie można nie kochać xd
      A tymczasem zapraszam do mnie na 11 rozdział "Czarownicy i Bestii"!

      Usuń
  6. Dzięki za dedykację :)

    Fiu, fiu, to się porobiło. Za Aiką lata Lucek, Jonathan przeistacza się w kogoś prawie na miarę Wertera, Mari ma jakieś plany, a Aya prorocze sny o.O' Aa, no i nie zapominajmy o nowej postaci, budyniowej Stelli xD
    Będzie się działo!

    Ależ Wy się wszystkie zachwycacie Lucyferem x_X Będę oryginalna i nie oddam mu serducha, mnie jakoś do niego nie ciągnie. Przynajmniej na razie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co :*

      Oj, będzie się działo! Bez przyczyny Lucjan za Aiką nie lata, Jonathan jest taki biedny, że mam ochotę go przytulić... nawet kupiłabym mu drożdżówkę i zrobiła kakałko na pocieszenie (uaktywnia się tryb pocieszania <3). Plany Mari są tajemnicą i ujrzą światło dzienne dopiero w następnym rozdziale. Budyniowa Stella to dopiero jest postać... dziwna do kwadratu. xD

      Jak można nie kochać Lucjana? Chłopak jak marzenie... i jak mu tu serducha nie oddać?

      Pozdrawiam- Andzik

      Usuń
    2. Cóż, pozostaje czekać na ciąg dalszy.

      Ano można ^^ Ja tam raczej szaleję za swoimi mężami, a nie za facetami uganiającymi się za innymi xD

      Usuń
    3. Oj tam... Lucyfer jest takim moim... można powiedzieć, że... konkubentem xD
      Kochana, ty będziesz miała za kim szaleć!

      Usuń
    4. Ps. Tak właściwie to twojego... adoratora zaczęłam wymyślać już przed twoim debiutem w opowiadaniu i powiem ci, że jestem niezmiernie zadowolona z efektu końcowego :D

      Usuń
    5. Heheh xD
      No to miło, nie narzekam :D Dlatego właśnie nie zamierzam zbytnio szaleć za chłopami innych bohaterek xP
      Czekam z niecierpliwością ;)

      Usuń
  7. Zapraszam na kolejny rozdział PP i czekam z niecierpliwością na dalszą część twojego opo ;P

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeżeli masz ochotę zapraszam na prezent mikołajkowy na moim blogu ;P

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeśli masz ochotę, to zapraszam na nowe opowiadanie na tojikomerareta-tori. To tylko krótki one-shot ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeśli jesteś zainteresowana, to zapraszam na kolejne nowe opowiadanie na tojikomerareta-tori. Króciutki one-shot ;)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń