sobota, 3 listopada 2012

Rozdział VI


Mari usiadła na parapecie. Jakieś piętnaście minut temu Maaya wraz z mężem i córką wróciła do domu. Westchnęła cicho. Kage musiał wyprowadzić jej przyjaciółkę, gdy pojawił się Jonathan. Brunetka nie mogła na niego patrzeć. Nie mogła zapomnieć tego, co zrobił. Właściwie, to wcale się jej nie dziwiła. To, co zrobił było niewybaczalne. Objęła obiema dłońmi kubek. Zatopiła wzrok w parującej powierzchni herbaty. Martwiła się o Aikę, ale… przecież nie miała wyboru. Jeśli zatrzymałaby ją przy sobie siłą, zniszczyłby ją Instynkt Niszczycielki. Dobrze wiedziała, że jej córka jest zbyt młoda, by sobie z nim poradzić. Spojrzała w okno. Dzieci z sąsiedztwa bawiły się na drodze w ganianego. Uśmiechnęła się delikatnie. Przypomniała sobie czasy, gdy Aika miała pięć lat. Czy to naprawdę było tak dawno? Czy naprawdę wszystko było wtedy prostsze? Nie… Jej życie nigdy nie było proste. Ponosiła konsekwencje każdej podjętej decyzji. Wybrała miłość. Aika wychowywała się bez ojca. Odrzuciła Jonathana. On skrzywdził Maayę. Podpisała pakt. Jej dziecko będzie cierpieć… Zamknęła oczy. Ile jeszcze decyzji będzie musiała podjąć? Ile jeszcze razy jej wybór odbije się na drogich jej osobach? Odstawiła kubek. Sięgnęła po medalion, który zawsze wisiał na jej szyi. Ścisnęła go w dłoni. To był jej największy skarb. Najcenniejsza rzecz, jaką posiadała. Najpiękniejsze wspomnienia jej młodości, zatopione w srebrze, jak owad w bursztynie. W tamtym czasie nie myślała o tym, że ten sekretnik będzie jedną z niewielu rzeczy, które zostaną jej po Akirze.
<***>
-Aika!- krzyknęła Hurmiz, gdy tylko ta pojawiła się na horyzoncie.
Z wrodzonym wdziękiem pokonała tych parę metrów, które je dzieliło.
-Gdzieś ty była?!- wyraźnie zdenerwowana zacisnęła palce na ramionach szatynki-Ty wiesz w ogóle co się dzieje?!
-O co chodzi?- spytała zdezorientowana.
Spojrzała na Jonathana, szukając jakiejś wskazówki w wyrazie jego twarzy. Był opanowany.
-Zabiję cię!- wrzasnęła na blondyna-Ty wiesz co by się stało, gdyby znaleźli ją na Ziemi?!
-Ale nie znaleźli.- odrzekł spokojnie.
-Czy ktoś mi powie, co się tutaj dzieje?
-Poza tym, że kilku Niszczycieli urządziło sobie na ciebie polowanie, to nic.- odpowiedziała, nawet nie próbując ukryć zdenerwowania.
-Nani?!
-Nie ma czasu, chodź szybko!- złapała ją za rękę i pociągnęła na schody.
Przeskakiwała po parę stopni, chcąc dorównać tempa czarnookiej.
-Nic z tego nie rozumiem.- wydyszała, idąc korytarzem.
-To pomyłka. Myślą, że jesteś kolejną z tych porąbanych anielic. Dlatego chcą cię zlikwidować.- odpowiedziała nie zwalniając-Musisz kogoś poznać.- otworzyła masywne drzwi.
Światło wypełniające pomieszczenie oślepiło ją.
-Panie.- Hurmiz przyklęknęła na jedno kolano, pochylając głowę.
Dopiero gdy jej oczy oswoiły się ze światłem, rozejrzała się. Pomieszczenie wyglądało, jak sala tronowa. Marmurowa podłoga, kryształowy żyrandol, jasne ściany i kryształowe sklepienie, które było podtrzymywane przez liczne kolumny. Przed nią stał podest i tron. Na tronie siedział na oko dwudziestodwuletni brunet. Jego oczy były szare. Wydawało się, że skrywa się w nich cała mądrość tego świata. Ubrany był w idealnie skrojony, biały garnitur.
-Kogo mi przyprowadziłaś, Hurmiz?- spytał miękko.
-Panie, to jest Aika Kiyokuro. Nasza Niszczycielka.- odpowiedziała wstając.
Podniósł się i podszedł  do Aiki. Przyglądał się jej dokładnie. Zbyt dokładnie.
-Jak mogłem nie zauważyć tego podobieństwa?- uśmiechnął się zniewalająco-Cóż, szczerze mówiąc nie wierzyłem, że uda się ciebie przemienić.
-Panie, ona zginie.- powiedziała bez owijania w bawełnę.
Przerzucił wzrok na Hurmiz, a Aika odetchnęła z ulgą. Bała się go, jak jeszcze nikogo na świecie. Nie zwiódł jej ten uśmiech, nie utonęła w tych oczach, nie uwiódł jej ten głos. Przerażał ją.
-Co masz na myśli?
-Nie może wrócić na Ziemię. Myślę, że pomylili ją z tymi anielicami, które wcielają się w demony, bądź Niszczycieli, by ich szpiegować. Dlatego chcą ją zabić.
-Nie możemy do tego dopuścić… to byłoby marnotrawstwo.- uśmiechnął się do szesnastolatki.
Zamknął oczy, mrucząc coś pod nosem. Po chwili w pomieszczeniu pojawił się niewysoki chłopak w wieku około osiemnastu lat. Ukłonił się i spojrzał na szarookiego.
-Wezwij natychmiast Miho.- rozkazał.
Ten skinął głową, ukłonił się i odszedł.
-Panie, przecież Sora nie uznają Niszczycieli, którzy nie są spokrewnieni z błękitnokrwistymi rodami.
-Mi się nie sprzeciwią.
Matko kochana! Czy mi się wydaje czy stoję właśnie przed…
-Lucyferze!- kobiecy głos sprawił, że wszyscy odwrócili się w stronę drzwi.
Stała w nich wysoka, zielonooka kobieta o kasztanowych włosach. Z dumnie uniesioną głową podeszła do nich.
-Hurmiz.- skinęła głową czarnookiej, na co ta odpowiedziała ty samym gestem.
-Miho, jak miło cię widzieć w dobrym zdrowiu.- posłał jej jeden z tych swoich rozbrajających uśmiechów.
-Bez zbędnych ceregieli. Nie wyciągałbyś mnie z jednego z ważniejszych spotkań, by sprawdzić jak się czuję. Co się stało?
Chwycił Aikę za dłoń i przyciągnął lekko do siebie, obejmując ją jedną ręką w talii. Była tak przerażona, że nawet nie zareagowała. Od tej kobiety biła moc, jakiej jeszcze nigdy nie widziała.
-Moja droga, przedstawiam ci Aikę, córkę Mari Kiyokuro.
Miho spojrzała na nią ze zdumieniem.
-Tej Kiyokuro?- spytała dla pewności.
-Oczywiście. Mamy jednak mały problem.- na jego twarzy pojawił się grymas, świadczący o niezadowoleniu.
-A mianowicie?
-Jeśli wróci na Ziemię, zostanie zabita.
-Lucyferze, naprawdę nie mam czasu. Powiedz mi wprost czego ode mnie chcesz, a ja powiem, czy mogę ci to dać.- widać było, że jest osobą konkretną, nielubiącą niepotrzebnych słów.
-Twoi Niszczyciele urządzili sobie na nią polowanie, przez co nie jest bezpieczna. Nie skończyła jeszcze szkolenia, a jeśli ją stracę… zemszczę się. Żądam żebyś odwołała Niszczycieli.- powiedział, a jego oczy mówiły, że nie przyjmie sprzeciwu.
-Ach! To ty jesteś tym aniołkiem, którego ścigają?- uśmiechnęła się do Aiki, jakby ta miała jakieś sześć lat.
-Nie jest aniołem. Jest Niszczycielką.- oznajmiła Hurmiz.
Kobieta musiała doznać szoku. Wpatrywała się ze zdziwieniem to w Hurmiz, to w Aikę.
-Przepraszam… Kim jest?- spytała, widocznie mając nadzieję, że się przesłyszała.
-Niszczycielką.- powtórzyła cierpliwie.
-Z tego co mi wiadomo, to Kiyokuro i jej „świętej pamięci” małżonek byli Pogromcami, a nie Niszczycielami.
-Aika została przemieniona.- mruknęła czarnooka.
-To niemożliwe…- pokręciła głową, nie spuszczając szesnastolatki z oka-Jesteś pewien, że nie masz do czynienia z aniołem?- zwróciła się do Lucyfera.
-Jestem. Przemienił ją Jonathan, a w jego zdolności nie wątpię. W dodatku nawet jeśli wdarłoby się tu jakieś ohydztwo, w co szczerze wątpię, to prędzej podszyłoby się pod ciebie, niż pod nią.
-Też racja… ale jak to zrobiliście? Jakim cudem stworzyliście Niszczycielkę i najważniejsze, dlaczego jej matka się zgodziła, by ją oddać?- pytała, nie mogąc pojąć, jak zwykła dziewczyna stała się tym, kim się stała.
-Jej matka jej nie oddała. Aika miała umrzeć zaraz po narodzinach. Na mocy paktu, który zawarłam z Mari, Aika miała przeżyć pod warunkiem, że odda ją nam, by służyła jako Niszczycielka.- wyjaśniła.
-Sprytnie.
-Dziękuję.
Szatynka nie odzywała się. Nie chciała ściągać na siebie większej uwagi, niż jej teraz poświęcano. Stała więc cichutko, bojąc się poruszyć, gdyż Lucyfer wciąż obejmował ją w talii. Zaraz umrę… Boże, niech on wreszcie się odsunie! pomyślała.
-Biedactwo… zbladłaś.- spojrzała na nią z udawanym współczuciem.
Miho wyciągnęła rękę w stronę Aiki, która zebrała w sobie całą siłę woli i odskoczyła. Kobieta o włosach w kolorze kasztanowym spojrzała na nią zdziwiona. Lucyfer i Hurmiz spojrzeli na siebie.
-Jeszcze niedawno ci się spieszyło.- przypomniała czarnooka.
-Ach, racja..- zaczęła, lecz brunetka nie dała jej dokończyć.
-Po prostu powiedz, czy ich odwołasz.
-Odwołam.- skinęła głową-Co prawda jest brudnej krwi…
-Tu muszę się nie zgodzić. Jest czystej krwi. Może nie Niszczycielskiej, ale czystej.- wtrącił szarooki.
-Tak czy siak, szkoda byłoby ją zabić. W pewnym sensie jest unikatem i może się przydać.- odgarnęła kosmyk włosów, który wymknął się z misternie ułożonego koka.
-Z pewnością.- odpowiedział jej skinieniem głowy.
-Jeśli to już wszystko, pozwólcie, że wrócę na zebranie.- odwróciła się i ruszyła w stronę drzwi-Do zobaczenia.- rzuciła przez ramię, znikając w głębi korytarza.
Aika stała, jak sparaliżowana. Kim była ta kobieta? Dlaczego Hurmiz przyprowadziła ją do Lucyfera? Z jakiego powodu posądzono ją o bycie anielicą? Mnóstwo pytań i żadnego chętnego do odpowiedzi.
-Co do jednego miała rację. Strasznie zbladłaś.- odezwała się czarnooka, tym samym ściągając na siebie spojrzenie szatynki.
-Hurmiz, odprowadź ją do salonu i razem z Jonathanem wyjaśnij jej wszystko.
-Tak, panie.- skinęła głową i odwróciła się, by wyprowadzić Aikę.
Po chwili schodziły schodami w dół.
-Shimatta!- zatrzymała się wpół stopnia.
-O co chodzi?
-Dlaczego nikt mi o niczym nie mówi?- patrzyła na nią z wyrzutem.
Hurmiz westchnęła cicho. Zeszła parę schodków w dół i oparła się o ścianę.
-Szczerze mówiąc baliśmy się, że jak powiemy ci wszystko, załamiesz się. Chcieliśmy dawkować informacje, żebyś mogła je na spokojnie przyswoić. Sprawa skomplikowała się, kiedy Miho otworzyła sezon polowań na anioły, a jej Niszczyciele uznali cię za jedną z tych paskud.- na ostatnie słowa skrzywiła się, jak małe dziecko po połknięciu gorzkiego lekarstwa.
-Kim ona jest?- spytała, siadając na kamiennym stopniu.
-Miho?- kiedy Aika skinęła głową, kontynuowała-Miho Sora jest córką założycieli pierwszego z rodów Niszczycielskich. Nikt nie ośmielił się jej sprzeciwić od co najmniej trzydziestu lat. Wcześniej było tak, że władza była przekazywana na najstarsze dziecko w rodzie, a nie na najstarsze dziecko obecnego władcy. Dlatego Miho wyszła za swojego rąbniętego braciszka i urodziła mu dwójkę dzieci. Chłopca i dziewczynkę, jak Pan Bóg przykazał.
-Żeby tak z własnym bratem…- Obrzydliwe… pomyślała, krzywiąc się.
-To Niszczyciele. Oni wszyscy mają coś z głowami.- wzruszyła ramionami-Bez urazy.- dodała po chwili.
-I co jej to dało?
-Dało jej to, że jej braciszek nie ożenił się z pierwszą, lepszą napotkaną na ulicy i nie doczekał się z nią dzieci, a co za tym idzie krew Sora dalej jest nieskazitelnie czysta, a władza zostanie przekazana jej dzieciom, dzięki czemu ona też będzie miała coś do powiedzenia.- wytłumaczyła
-Aha. A dlaczego właściwie pomylili mnie z anielicą?
-A to już wyjaśni ci Jonathan.- oderwała się od ściany i wyciągnęła rękę do Aiki.
Szesnastolatka chwyciła jej dłoń i podniosła się. Zeszły na dół, gdzie w salonie czekał na nie zielonooki demon.
<***>
-Przepraszam!- usłyszała za sobą głos.
Mari stanęła w miejscu i obróciła się. Stał przed nią wysoki szatyn o brązowych oczach.
-Tak?- popatrzyła na niego z ciekawością.
Wyciągnął w jej stronę czarną rękawiczkę. Jej czarną rękawiczkę.
-Zgubiła ją pani na dworcu.- oznajmił podając jej zgubę.
-Arigato.- uśmiechnęła się wdzięcznie.
Był mroźny, zimowy wieczór, płatki śniegu wirowały w powietrzu, a ten mężczyzna szedł za nią przez pół miasta tylko po to, by oddać jej rękawiczkę. Jeszcze raz mu podziękowała, chwyciła swoją walizkę i odwróciła się by odejść. Przeszła kilka metrów i obejrzała się za siebie. Nadal tam stał. Uśmiechnęła się pod nosem i przerzuciła wzrok na drzwi hotelu. Weszła do środka.
-Kiyokuro-san.- zatrzymał ją głos portiera.
Podał jej kluczyk do pokoju. Skinęła głową w podzięce, a ten schylił się by podnieść jej skromny bagaż.
-Nie trzeba, poradzę sobie.- ścisnęła mocniej rączkę walizki.
-Pokój 328, miłego pobytu, Kiyokuro-san.
-Dziękuję.- odpowiedziała, idąc w stronę windy.
Wcisnęła odpowiedni przycisk i drzwi zamknęły się. Wyciągnęła z kieszeni maleńki zegarek. Otworzyła go i przyjrzała się cyfrom na cyferblacie. Za piętnaście ósma. Jeśli się pośpieszy zdąży do rana wrócić. Wyszła z windy i sugerując się numerami na drzwiach zmierzała do swojej tymczasowej kwatery. Przekręciła kluczyk w zamku, po czym weszła do środka. Nie zdejmując nawet butów, skierowała się do sypialni. Położyła walizkę na łóżku. Otworzyła ją. Zdjęła płaszcz i przypasała sobie miecz, który leżał  na wierzchu. Na udzie zapięła pasek ze sztyletami i czarnym rewolwerem. Pewnie i tak tego nie wykorzysta, ale jak to mówią, przezorny zawsze ubezpieczony. Szczelnie opatuliła się płaszczem i wyszła z hotelu. Śnieg przestał prószyć, a chmury rozstąpiły się, ukazując piękne, nocne niebo. Włożyła ręce do kieszeni i skręciła w jedną z bocznych uliczek. Nie uszła kilku metrów, gdy ujrzała przed sobą na oko osiemnastoletnią dziewczynę. Skulona siedziała pod ścianą, drapiąc przedramię aż do krwi. Wydawało się, że nie czuje zimna. Miała na sobie tylko sukienkę, która niegdyś zapewne była biała. Teraz była zbyt zakrwawiona i zabrudzona, by określić jej kolor.  Szeptała coś w języku, którego Mari nie rozumiała. Postąpiła krok w jej stronę, a ta natychmiast podniosła głowę. Kiedyś musiała być piękna. Kręcone włosy w kolorze złota, sięgające do ramienia, duże, orzechowe oczy rozpaczliwie wołające o pomoc, jasna cera… musiała zostać opętana stosunkowo niedawno.
-Pomóż mi…- szepnęła, patrząc z nadzieją w zielone oczy szatynki.
-Czy naprawdę uważacie mnie za głupią? Myśleliście, że się nie domyślę, iż to pułapka?- zapytała głośno, rozglądając się dookoła.
Nikt nie odpowiedział.
-Proszę…- łza potoczyła się po umazanym krwią policzku nieznajomej.
-Tobą zajmę się potem.- obiecała.
Rozejrzała się dookoła. Ani widu, ani słychu. Cisza. Zrobiła kilka kroków w tył.
-Błagam! Nie zostawiaj mnie!- jęknęła dziewczyna.
Usłyszała świst. Schyliła się. Strzała utkwiła tuż przed nią.
-Tchórze! Nie macie nawet tyle odwagi, by mi się pokazać!- odpięła guziki płaszcza i położyła dłoń na rękojeści miecza.
Uniosła głowę, uważnie przeszukując wzrokiem każdy dach. Jakaś ciemna postać zeskoczyła z dachu, lądując miękko na ziemi. Wyprostowała się i spojrzała na szatynkę. Był to niewysoki chłopiec o błękitnych oczach i ciemnych włosach. Miał może coś około dwunastu lat. Wprost powstrzymywała się, by nie wybuchnąć śmiechem.
-Chłopcze, idź, urośnij i dopiero wtedy wróć, a póki co zawołaj mamusię, albo tatusia.- uśmiechnęła się pobłażliwie.
Słodki Jezu, czy oni pogłupieli? Mam walczyć z tym dzieckiem, czy się nim zaopiekować?
-Mamusia przyjdzie, jak już wykończy tą panienkę.- skinął głową w stronę opętanej.
Zauważyła, że w rękawach chowa sztylety. Westchnęła cicho i wyciągnęła w jego stronę dłoń.
-Daj to. Jeszcze się skaleczysz.- mruknęła znudzona.
Zamachnął się i musną ostrzem skórę na jej ręku. Spojrzała na głębokie rozcięcie, z którego powoli zaczęła sączyć się krew.
-Bolało.- poskarżyła się.
-To za karę. Nie traktowałaś mnie poważnie.- odpowiedział z wyższością.
-Wybacz. Teraz potraktuję cię poważnie.- wyciągnęła z pochwy miecz.
Przecięła powietrze i spojrzała na chłopca, który złapał się za silnie krwawiące ramię.
-Atakować bezbronne dziecko… Mari Kiyokuro, nie masz serca.- uśmiechnął się krzywo.
Dzielny jest. pomyślała. Przez ułamek sekundy zrobiło się jej go żal Przestań Mari! To demon, nie zasługuje na litość. zacisnęła palce na zdobionej rękojeści. Zaatakowała. Z trudem sparował jej cios. Co mógł zdziałać chłopiec zaopatrzony w dwa małe sztylety, przeciwko uzbrojonej Pogromczyni? Obróciła się i wycelowała ostrze w pierś chłopca. Odskoczył, lecz miecz utkwił pomiędzy żebrami. Szatynka była pewna, że przebiła jego prawe płuco. Zakasłał, wydobywając miecz. Odrzucił go na bok. Przesunęła dłoń po udzie, by wydobyć z paska pięć sztyletów. Ponownie wzięła na cel serce chłopca. Zrobił unik, zataczając się lekko. Kolejna próba- znowu to samo. Kuso! Mógłbyś się przez chwilę nie ruszać… pomyślała. Tym razem trafię. przygryzła wargę. Trafiła. Podeszła do niego. Leżał na boku, a z jego ust wypływał cieniutki strumyczek krwi. Ostrze utkwiło między dwoma kręgami szyjnymi. Dzieciak nie żył. Przewróciła go na brzuch i wyciągnęła sztylet z jego szyi, po czym wsunęła go do paska na nodze.
-Błagam…- jęknęła opętana.
Mari spojrzała na nią i westchnęła. Sięgnęła po swój miecz, który leżał niedaleko zwłok demona i wsadziła go do pochwy. Podeszła do blondynki i nachyliła się. Zapachniało siarką. Nawet nie musiała się odwracać, by stwierdzić, że ciało spłonęło.
-Wyjdziesz sama, czy mam ci w tym pomóc?- spytała spokojnie.
-Nie wiem o czym mówisz… pomóż mi.- z przerażeniem patrzyła na Pogromczynię.
Zielonooka zacisnęła palce na jej gardle, dociskając jej głowę do muru.
-Zapytam jeszcze raz i lepiej mnie nie denerwuj: Wyjdziesz sama, czy mam ci w tym pomóc?- wysyczała, a jej uścisk ani na chwilę nie stał się lżejszy.
W jednej chwili twarz dziewczyny się zmieniła. Przerażenie zastąpił diaboliczny uśmiech, a w oczach zapłonęła nienawiść.
-Nigdzie się nie wybieram. Wygodnie mi w tym ciele.
Cisnęła nią o mur. Wydobyła spod bluzki ogromny, ażurowy wisior na ciężkim łańcuchu i zaczęła recytować modlitwy. Ściskając amulet coraz mocniej, obserwowała autentyczny strach na twarzy blondynki. Jej słowa odbijały się echem. Drugą ręką wyciągnęła miecz. Wraz z końcem egzorcyzmów, przebiła pierś dziewczyny. Opętane jęknęła żałośnie, gdy Pogromczyni przekręciła i wyjęła z niej ostrze. Z rany unosił się czarny dym. Mari odsunęła się na krok i spuściła wzrok. Zacisnęła powieki, a nieznajoma wrzasnęła przeraźliwie i nagle umilkła. Już po wszystkim. Odetchnęła z ulgą i popatrzyła na nią. Po ranie nie było śladu.
-Co się… stało?- zapytała półprzytomnie.
Kiyokuro podeszła do niej i kucnęła obok.
-Jak się czujesz?- spytała.
-Chyba dobrze.- odpowiedziała niepewnie.
Zadawała podstawowe pytania, by przekonać się, że opętanie nie odcisnęło na dziewczynie większego piętna.
-Jak się nazywasz?
-Chiasa Aida.
Szatynka podniosła się i pomogła wstać dziewczynie. Wyprowadziła ją na ulicę i wezwała taksówkę. Nie czekała długo. Wsadziła ją do samochodu i zamknęła drzwi. Chwilę podążała wzrokiem za odjeżdżającą taksówką, po czym ruszyła w stronę hotelu. Wzięła walizkę, oddała klucz i poszła na stację, skąd odjechała ostatnim pociągiem.
<***>
-Naprawdę?- spytała dla pewności.
Siedziała wraz z Hurmiz i Jonathanem w salonie.
-Tak. Widzisz… twoja aura jest strasznie podobna do ty, które mają obrzydlistwa.- rzekł, biorąc łyk whiskey.
-Podobna?
-Na kilometr czuć od ciebie ludzkie uczucia.- skrzywiła się czarnooka.
-To źle?
-Tak.- odpowiedzieli jednocześnie.
No pięknie… nastawili się, że będę potworem, a mylą mnie z aniołami. Chociaż ja nie widzę u siebie niczego anielskiego.
-Posiadasz coś, czego posiadać nie powinnaś. Sumienie. Ale to nic. Grunt w tym, że w aurze anioła wyczujesz, że nie zabije nikogo niewinnego, a z twojej można wyczytać, że zrobiłabyś to bez większych skrupułów.- podszedł do okna, zatapiając wzrok w Piekielnym krajobrazie.
Nie… jak? Jak ja miałabym kogokolwiek zabić?
-Niemożliwe.- pokręciła przecząco głową.
-Kochanie, to Piekło. Tu wszystko jest możliwe.- mruknęła Hurmiz.
-Trzeba będzie porozmawiać z twoją matką.- powiedział ni z tego, ni z owego Jonathan.
-Ty się do niej nie zbliżaj.- szatynka zmroziła go spojrzeniem.
-Jeszcze tego brakowało, żeby nieopierzona Niszczycielka mówiła mi co mam robić.- prychnął.
-Czekaj… o czym ty chcesz z nią rozmawiać?- spytała brunetka.
-Przydałoby się, żeby Aika została tu na jakieś dwa tygodnie.- usiadł na fotelu, odstawiając szklaneczkę na stolik.
-Nie ma mowy.- powiedziała stanowczo Kiyokuro.
-„ Nie tkniecie tej cząstki człowieczeństwa, która we mnie została, a ja nie będę się już więcej sprzeciwiać.”- zacytowała czarnooka-Pamiętasz? Zostawiliśmy ci te twoje człowieczeństwo, ale zawsze możemy ci je odebrać, więc lepiej dotrzymuj swojej części umowy.
Aika przygryzła wargę. I co teraz? spytała w myślach. Zgódź się… Wyjdzie ci to na dobre…- poradził szept. Co? Jak pobyt w Piekle może mi wyjść na dobre? zdziwiła się. Czy kiedykolwiek cię zawiodłem?- zapytał i zamilkł.
-Dobrze, ale was i tak nie posłucha.- westchnęła.
Postanowiła posłuchać Szeptu. W końcu zawsze dobrze jej doradzał.
-Tak czy siak, idę z tobą.- wzruszył ramionami.
Shimatta! Czemu on jest taki uparty?! I czego on chce od mamy?
-Po co?- jej chłodne spojrzenie zniechęciłoby każdego.
-Żebyś ty mogła się zapytać.- wzruszył ramionami.
-Ktoś ci już kiedyś powiedział, że jesteś cholernie wkurzający?- warknęła.
-Tylko twoja matka.
-Uspokójcie się!- krzyknęła Hurmiz-Miałaś się nie sprzeciwiać. Jak chce, to niech idzie.
Wstała i podeszła do Aiki. Chwyciła ją za dłoń, po czym wyprowadziła z pomieszczenia.
-O co chodzi?- spytała młoda Niszczycielka.
-Nie denerwuj Jonathana.- poradziła.
-Dlaczego?
-Bo tylko on wie, jak ci pomóc. Twoja matka jest nadopiekuńcza i nawet jeśli byłoby to najbezpieczniejsze miejsce na świecie, nie zostawi cię na dwa tygodnie pod naszą opieką. No, ze mną może jeszcze by cię zostawiła, ale z Jonathanem za żadne skarby.- poprowadziła ją korytarzem.
-Ale po co mam tu zostawać, bo nie bardzo rozumiem…
-Zobaczysz. Dopóki co postaraj się być znośna. Jonathan robi to wszystko tylko i wyłącznie przez wzgląd na twoją matkę, ale jeśli będziesz się zachowywać, jak się zachowujesz, zabije cię.- wyszła na jeden z balkonów.
Aika oparła dłonie o balustradę. Przed mostem, na ławce siedziała kobieta w bardzo eleganckiej sukience. Czytała książkę i popijała herbatę.
-Matko kochana…- westchnęła Hurmiz-Nemezis!- wrzasnęła.
Już po chwili na szczycie schodów pojawiła się młodsza siostra Hurmiz.
-Tak?- spytała niepewnie.
-Podejdź tu.- rzekła spokojnie i uśmiechnęła się niemal przyjaźnie.
Dziewczynka wzdrygnęła się. Wahała się, lecz po chwili zacisnęła małe piąstki i ruszyła w stronę onesan. Hurmiz ścisnęła ją za kark i przycisnęła do balustrady, prawie spychając ją z balkonu.
-Co ona tam robi?- warknęła.
-M-moshiwake arimasen!- jęknęła.
Aika ze współczuciem patrzyła na małą Nemezis.
-Masz pięć sekund, żeby jej tam nie było, jasne?!
-Co ty robisz?- spytała zielonooka.
-To, co ona wyprawia już przechodzi ludzkie pojęcie!- wyraz jej twarzy pozostawał zacięty.
-Ale to jeszcze dziecko.- odciągnęła delikatnie jej dłoń-Nie widzisz jak się boi?- popatrzyła na krótkowłosą.
Widać było, że z całych sił próbuje walczyć z łzami. Aika pogłaskała ją po policzku i uśmiechnęła się do niej łagodnie.
-Błagam! Bierze cię na litość, a ty jej wierzysz?- wywróciła oczyma.
-Ty to masz podejście do dzieci… naprawdę.- westchnęła.
Chwyciła małą na ręce. Od zawsze lubiła dzieci i świetnie się z nimi dogadywała.
-Powiesz mi za co na nią nawrzeszczałaś?
-Aika-sama, przepraszam, ale Hurmiz-neesama ma rację.- zeskoczyła na ziemię i spuściła głowę.
Szatynka spojrzała na czarnowłosą dziewczynę, która z mieszaniną pogardy i politowania patrzyła na swoją imoto. O Boże… co ona zrobiła z tym biednym dzieckiem? zastanawiała się. Nie zapominaj, że to biedne dziecko jest demonem…- wyszeptał.
-Coś ty jej nagadała, że mówi do mnie „Aika-sama”?
-Ja? Nic. Mówi tak, bo jest głupia.- wzruszyła ramionami.
-Miałam pilnować Ałły, ale ona znowu mi uciekła. Przepraszam bardzo.- szepnęła i ruszyła przed siebie.
-Migiem!- zawołała za nią Hurmiz.
Zielonooka rzuciła jej wymowne spojrzenie i ruszyła w stronę, z której obydwie przyszły. Zastanawiała się, dlaczego Nemezis zachowuje się, jakby była podwładną Hurmiz. Wyciągnęła rękę do klamki, lecz zanim jej dotknęła, drzwi otworzyły się. Stał w nich Jonathan.
-Idziemy.- oznajmił i chwyciła Aikę za ramię.
Szatynka wyrwała mu się i ruszyła w stronę wyjścia z zamku. Będzie musiała powiedzieć matce, że zostanie w Piekle na dwa tygodnie. Jak ona to zrobi? Jak powie matce, że ją opuszcza? Westchnęła cicho. Zamyślona podążała za Jonathanem, który chyba postanowił  się do niej nie odzywać.
<***>
Mari usiadła przy jednym ze stolików. Bal Legionistów. Czy może być coś bardziej nudnego? Przygłaskała szmaragdową satynę sukni i podniosła głowę. Jej szef witał się właśnie z nowoprzybyłymi Pogromcami. Zdecydowanie nie zazdrościła mu tego. Usłyszała walca „Nocy i dni”. Przymknęła oczy rozkoszując się melodią.
-Czy mogę prosić do tańca?- usłyszała za sobą spokojny, męski głos.
Była pewna, że go zna. Była pewna, że gdy się odwróci dostrzeże brązowookiego szatyna. Tego samego, który oddał jej rękawiczkę w chłodny, zimowy wieczór. Tego, o którym nieustannie myślała. Wstała i obróciła się. Nie myliła się. Uśmiechnęła się delikatnie.
-Oczywiście.- podała mu swą dłoń.
Wyprowadził ją na parkiet. Podziwiała to z jaką lekkością się porusza, jak pewnie, lecz delikatnie ją trzyma… Miała ochotę utkwić w tym tańcu już na zawsze. Westchnęła cicho. To głupie. Co ja sobie wyobrażam? Przy kolumnie stał Jonathan. Wyglądał na spokojnego, lecz wiedziała, że w środku aż kipi ze złości. Trudno. Ten taniec nie należy do niego. Tak jak każdy następny. Zamknęła oczy i zapominając o bożym świecie, wsłuchała się w melodię.
<***>
Była Pogromczyni westchnęła cicho. Jak? Jak ona ma żyć? Nieraz marzyła o tym, by wieczorem zamknąć oczy i już się nie obudź. Ale co wtedy stałoby się z Aiką? Jak ona by sobie poradziła? Schowała medalion pod bluzkę, gdy usłyszała kroki. W pokoju pojawiła się Aika i… Jonathan.
-Tadaima.- uśmiechnęła się blado.
-Okaeri.- odpowiedziała, mrożąc blondyna spojrzeniem swych zielonych oczu.
Co on tu robi? Czego on tu do cholery szuka?
 -Mamo…- zaczęła.
Widocznie nie bardzo wiedziała jak ma jej to powiedzieć.
-Tak?
-Mamo, ja muszę zostać w Piekle.- wykrztusiła i natychmiast uciekła wzrokiem gdzieś w bok.
Wzdrygnęła się. Nie. Tylko nie to. Tylko nie Aika.
-Dlaczego?- spytała cicho.
-Muszę mamo. Po prostu muszę. Tylko na dwa tygodnie.- szepnęła, nie podnosząc oczu.
-Może ja przedstawię sprawę jaśniej. Miho Sora nasłała swoich Niszczycieli na twoją córkę. Ma ich odwołać, ale trochę jej to zajmie, a jedynymi miejscami, gdzie nie mają dostępu są Niebo i Piekło. O ile do tego pierwszego jeszcze nie ma wstępu, to drzwi tego drugiego są dla niej szeroko otwarte.- oznajmił spokojnie.
Nawet na niego nie spojrzała.
-Dobrze.- skinęła głową.
-Idź się spakować.- zwrócił się do Aiki.
Dziewczyna natychmiast opuściła pomieszczenie. Jonathan spojrzał na nią.
-Pytałem tyle razy… dlaczego?- podszedł bliżej.
Wstała i cofnęła się o krok.
-Wiesz dlaczego.- westchnęła, spuszczając wzrok.
Niezrażony tym, że się cofnęła, pokonał tą odległość, która ich dzieliła.
-Nie wiem. I w tym jest problem. Nie rozumiem, dlaczego to zrobiłaś- położył dłoń na jej policzku-Mogłaś mieć wszystko. Kochałbym cię, traktował jak królową…- szepnął.
-Ale ja nie byłabym zdolna cię pokochać.- odpowiedziała.
Nie cofnęła się.
-Jeszcze nie jest za późno…
-Jest. Jonathanie, robiłeś i robisz straszne rzeczy. Jesteś demonem, ja byłam Pogromczynią. To się wyklucza.
-Mógłbym się zmienić. Dla ciebie… zostawiłbym to wszystko.
Pokręciła przecząco głową, nie patrząc na niego.
-Spójrz na mnie.- delikatnie uniósł jej podbródek, sprawiając, że była zmuszona na niego spojrzeć.
Zielonooki przeszywał ją spojrzeniem. W pewnej chwili spojrzał za siebie, po czym odwrócił się do niej i pocałował ją delikatnie. Nie odrzuciła tego pocałunku. Odsunął się od niej na odległość dwóch metrów i oparł się o futrynę. Dosłownie sekundę po tym do pokoju weszła Aika. Podeszła do matki i przytuliła się. Mari pogłaskała ją po głowie i uśmiechnęła się delikatnie.
-Będzie dobrze, Aika.- zapewniła.
Niszczycielka skinęła głową i podeszła do drzwi.
-Chodźmy.- blondyn popchnął lekko jej córkę w stronę  wyjścia.
Sam też  się odwrócił, lecz zatrzymał się wpół kroku. Spojrzał na nią przez ramię i powiedział:
-Przemyśl to jeszcze.- wyszeptał i zniknął jej z oczu.
Kiedy już została sama opadła na podłogę i zaczęła płakać. To, co się stało, nie powinno się stać. Jej serce było podzielone na trzy części, a ona nie umiała go scalić.  

<***>
Witam!
Oto rozdział VI. Co prawda strasznie mi się pisało ostatnie sceny, ale jakoś się udało. Nie będę się rozpisywać. Rozdział dedykuję wszystkim, którzy czytają i komentują "Whisper.

Pozdrawiam- Andzik 

11 komentarzy:

  1. Co Jonathan zrobił mojej mamusi? D:
    Aika to ma pecha. Wszyscy się na nią w pewien sposób uwzięli. No, na Mari również. Współczuję im, mają ździebko przechlapane.
    Ech, czytałam rozdział fragmentami, bo co rusz ktoś lub coś mi przeszkadzało, więc jestem jakaś taka rozbita ^^'
    Dzięki za komentarz u mnie :)
    Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powiem! Wszystko w swoim czasie.
      Mają przerąbane jak nikt.
      No, to tak jak ja ^^' Zawsze robię sto tysięcy rzeczy na raz i nigdy niczego porządnie xD
      Nie ma za co :*

      Pozdrawiam- Andzik

      Usuń
  2. Dzięki za info!

    Romans między mamą-pogromczynią, a demonem? No, no, no! Robi się coraz ciekawiej! ;)
    Hm... Demony polujące na Niszczycielkę?
    No i... OMG! Pojawił się Lucyfer!

    Tak a propos, dopatrzyłam się kilku literówek, ale nie mam zamiaru ich wymieniać ^^ Nie były to jakoś rażące błędy :)

    Ave!

    K.L.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamierzam jeszcze trochę zagęścić atmosferę... zobaczymy co z tego wyjdzie :)
      Co do Lucka to mam do niego większe plany... oj! Będzie się działo xD

      Rozdział był dodawany w pośpiechu ze względu na Budyń, która zażyczyła sobie rozdział na wczoraj ^^

      Pozdrawiam- Andzik

      Usuń
    2. Spoko! Rozumiem! ;)
      Ah! Już nie mogę się doczekać! Lucek to mój ulubieniec ;D A raczej zostanie moim ulubieńcem xD

      Usuń
    3. Ze względu na to, że Lucjan sympatycznym chłopcem jest, nie mogło go zabraknąć. A skoro już się pojawił... to pojawią się również jego plany co do Aiki... ale o tym później ^^

      Usuń
    4. Jakie plany, jakie plany??
      Teraz to już chyba nie będę mogła usiedzieć w miejscu! ^^ Rozbudzasz moje zainteresowanie ;)

      Usuń
    5. Nie powiem. Ale to wieeelkie plany xD
      Będziesz musiała, bo rozdział VII dopiero zaczęłam, a i w nim niewiele wyjaśnię. Przepraszam ^^'






      Usuń
  3. Na wstępie przepraszam że tak długo nie skomentowałam ale na swoje usprawiedliwienie dodam że przeczytałam dużoooooooo wcześniej ^ ^"

    Kurczę jak widzę nie tylko matka głownej bohaterki miała ciekawą przeszłość ale i Maaya Q.Q Kurcze no aleś mnie zaciekawiła Q.Q
    Kurcze no ciekawi mnie ta mała Nemezis ^ ^"
    O żesz Lucyfer się pojawił! O.O Kurcze no ciekawie się robi ^ ^" Ech no nie dziwie się że dziewczynie nogi się uginały ja bym chyba naprawdę dostała zawału Q.Q Nie dość że chcą ją zabić to jeszcze obejmuje ją książę piekieł straszne -.-
    Jeny no końcówka była genialna noo Q.Q Jaaa to była CUDNE Q.Q Ej no naprawdę jestem ciekaw co będzie dalej ^ ^"

    Pisz szybko i pozdro

    Suzu-chan

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie szkodzi ^^

      Obydwie się w życiu wycierpiały.
      Nemezis jest takim moim cudownym dzieckiem. Nie sprzeciwia się, stara się wykonywać swoje obowiązki jak najlepiej i słucha starszej siostrzyczki, która, krótko mówiąc, jest niezłą suką.
      Oj ty zobaczysz, co będzie się działo w następnym rozdziale xD
      A ja się tak martwiłam o tą końcówkę... kamień z serca ^^
      Szczerze powiedziawszy, to rozdział VII już napisałam xD

      Pozdrawiam- Andzik

      Usuń
  4. Kurcze biedne noo Q.Q
    Ech no właśnie zauważyłam ona jest faktycznie takim dzieckiem...
    O rany to żeś moją ciekawość zaoszczyła D:
    Oj była świetna strasznie ciekawi mnie ten wątek...
    No to na co czekasz DODAWAJ ! :P

    Suzu-chan

    OdpowiedzUsuń