Jeden z nielicznych służących wszedł
do gabinetu Hiou, gdy usłyszał pozwolenie. Siwowłosy mężczyzna z
wyraźnie postępującą łysiną skłonił nieznacznie głowę i,
nie podnosząc oczu, obwieścił przybycie gościa.
Siedzący za biurkiem wampir
podziękował, po czym odprawił służącego. Wstał z miejsca i
ruszył do holu, by poznać tożsamość gościa, który nie raczył
podać swej godności kamerdynerowi. Sama aura nieznajomego wydawała
się Kage specyficzna. Miał wrażenie, że czuł ją już wcześniej.
Tylko kiedy i gdzie? Nie mógł sobie tego przypomnieć.
Kiedy stanął w otwartym holu,
zaskoczenie zatrzymało go w miejscu i odebrało mowę. Miał
nadzieję, że oczy, którym ukazała się znajoma postać o blond
włosach i jadowicie zielonych tęczówkach go mylą. Jak on śmiał
tu przychodzić? Po tym wszystkim...
Już otwierał usta, by w kilku słowach
uświadomić gościa, gdzie powinno być jego miejsce, kiedy
mężczyzna podniósł dłoń, uciszając go gestem.
- Zanim mnie wyrzucisz, nakładając
na mnie takie klątwy, że sam Lucyfer by się nie powstydził,
powinieneś wysłuchać tego, co mam do powiedzenia.
Hiou nie odrzekł
ani słowa. Wpatrywał się przez chwilę w niego, zastanawiając
się, czy byłby na tyle bezczelny, by przyjść tu bez konkretnego
powodu. W końcu tylko skinął głową i odwrócił się, wydając
demonowi krótki rozkaz, by ten poszedł za nim.
Jonathan
przemilczał to, jakim tonem zwracał się do niego wampir.
Ostatecznie przychodząc tutaj nie liczył się z ciepłym
powitaniem.
Obaj weszli do
gabinetu, gdzie Kage wskazał niechcianemu gościowi miejsce. Sam zaś
stanął przy oknie, odchylając zasłonkę i wyglądając przez nią.
- Masz szczęście, że nie ma tu
Maayi. Gdyby ona cię zobaczyła, musiałbym cię zabić.-
oznajmił chłodno, odwracając się do mężczyzny. - Choć
nie obiecuję, że i tak tego nie zrobię.
Jonathan nic nie
odpowiedział. Doskonale wiedział o tym, że w czasie jego wizyty
Maayi nie będzie w domu. Nie miałby sumienia pokazać jej się na
oczy.
- Moja noga nie przekroczyłaby
progu tego domu, gdybym nie uznał sprawy, z którą przychodzę za
wyjątkowo pilną – odparł
ze spokojem, obdarzając wampira poważnym spojrzeniem.
Kage skinął
głową i usiadł naprzeciw Jonathana. Z czymkolwiek przychodził do
niego były Pogromca, jego postawa świadczyła o tym, że jest to
niezwykle ważne. O co jednak mogło chodzić?
- Sprawa ta dotyczy twojej córki –
dodał po chwili, wbijając spojrzenie w nieokreślony punkt na
biurku i zamilkł.
Hiou przymknął
oczy, by zebrać wszystkie emocje i stłumić je w sobie. Jego córka
była właśnie na tym, pożal się Boże, spotkaniu z Shirahime.
Przez cały czas jego zmysły były wyostrzone, niepokoił się o nią
jak nigdy i gdyby był bardziej gwałtownego usposobienia, pewnie nie
mógłby teraz ze spokojem rozmawiać z demonem, który zagroził jej
życiu, gdy była jeszcze w łonie matki.
Mimo wszystko,
liczyło się to, co miał teraz do powiedzenia Jonathan. Wszyscy
wiedzieli, że jest zaufanym sługą Lucyfera, a teraz także
opiekunem Aiki Kiyokuro. Miał dostęp do informacji, o których
reszta prawdziwego świata mogła co najwyżej pomarzyć. Może
wiedział coś, co mogłoby pomóc uratować Ayę? A nawet jeśli,
jaki miałby cel w przekazaniu mu tych wiadomości? Kage z
niecierpliwością czekał na jego następne słowa.
Jonathan, jakby
zbudzony z transu, podniósł spojrzenie, biorąc głębszy wdech.
- Dopilnuj, żeby Aya nie zbliżała
się do Aiki.
Zmarszczył brwi.
O co mu mogło, do cholery, chodzić?
- A dlaczegóż to?
Jonathan przez
chwilę studiował wyraz, który pojawił się na twarzy ojca Ayi.
Nawet nie zaskoczyło go zdziwienie w jasnych oczach wampira.
Uśmiechnął się tylko ponuro, stwierdzając oczywisty fakt, że
Hiou nie ma o niczym zielonego pojęcia. W sumie, to nawet go to nie
dziwiło. W końcu te zdarzenia mogłyby zostać wykorzystane jako
pretekst do przesunięcia ślubu, przecież Aya była w dość
bliskich, jak na tak krótką znajomość, stosunkach z Aiką, a z tą
zamordowaną dwójką chodziła do klasy. Nic w tym niezwykłego, że
Starszyzna zataiła wszystko przed rodziną Hiou. Tylko jakim cudem
nie dowiedzieli się o tym z innego źródła? Cały prawdziwy świat
aż kipiał z oburzenia. Z drugiej strony, zapewne w takiej chwili
nie w głowie im było dowiadywanie się o obecną sytuację w
świecie...
Demon jasno
przedstawił fakty Hiou, obserwując w jego oczach całą gamę
emocji, które rzadko kiedy ukazywały się na jego twarzy.
- Dlatego
trzymaj ją z daleka. Ma dość własnych problemów, a Aice i tak
nie pomoże, więc oszczędź jej cierpienia – zakończył i
westchnął cicho.
Mężczyzna za
biurkiem oparł brodę na splecionych dłoniach, zastanawiając się
nad całą sprawą. Te wieści z pewnością dobiłyby Ayę, tego był
pewien. A jeszcze bardziej zabolałby ją fakt, że Aika odtrąciłaby
jej pomoc. Dlaczego jednak dowiadywał się tego od Jonathana? Na co
on liczył?
Sługa Lucyfera
wstał z miejsca i odwrócił się w kierunku drzwi. Wykonał swoje
zadanie.
- Powiedz tylko, dlaczego to robisz?
- Za jego plecami rozbrzmiał
głos Kage.
- Bo tylko tyle mogę dla was zrobić.
-
Nawet się nie odwrócił, zmierzając ku wyjściu. Nacisnął klamkę
i otworzył drzwi.
- Zaczekaj!
Odwrócił się.
- Uważasz
to za zadośćuczynienie? - Nie
musiał precyzować. Jonathan doskonale wiedział, co Kage ma na
myśli.
Zamyślił się. Dlaczego to robił? Właściwie sam nie wiedział.
Czuł potrzebę uprzedzenia Hiou o wszystkim, by jego córka nie
musiała pogrążać się w jeszcze większym bólu. Czy jednak robił
to w celu odkupienia swoich win wobec Maayi? Pokręcił głową.
- Temu
nie da się zadośćuczynić. Nigdy nie zrekompensuję straty twojej
żonie. Nigdy też nie śmiałem liczyć na to, że mi wybaczy. Bo
tego nie można wybaczyć.
Kage skinął głową, nie zatrzymując dłużej Jonathana, który
wyszedł i zniknął z posiadłości tak gwałtownie, jak się w niej
pojawił.
Mężczyzna nie ruszył się z miejsca. Westchnął tylko, zatapiając
spojrzenie szarych oczu gdzieś w przestrzeni.
Był wdzięczny Jonathanowi. Wiedział, że Aya bardzo szybko złapała
dobry kontakt z Aiką i gdyby to współczujące dziewczątko, jakim
była jego córka, dowiedziało się o tym, jak wiele nieszczęść
przygniotło Aikę do dna, z pewnością byłoby załamane.
Próbowałaby ze wszystkich sił pomóc Aice, a, jak twierdził
Jonathan, Niszczycielka była w opłakanym stanie i nie chciała
widzieć absolutnie nikogo. To z pewnością dodatkowo zraniłoby
Ayę. A przecież musiała teraz skupić się na sobie.
Ze zgrozą przypomniał sobie, jak niewiele czasu im pozostało.
Yoshiro już napawał się odniesionym zwycięstwem, z pogodnym
uśmiechem przyjmując gratulacje wszystkich ważnych osobistości,
przewijających się przez siedzibę Starszyzny. Choć Kage zalewała
krew, tłumił w sobie wściekłość, by nie dać tej kanalii
satysfakcji.
Co jednak zrobi, gdy Yoshiro ukryje Ayę przed światem, zamykając
ją pod kluczem i nie pozwalając jej nawet na spotkanie z rodziną?
Odejdzie od zmysłów, był tego pewien. Wpadnie w szał, gdy tylko
Ayę spotka jakaś krzywda, a wtedy zdepcze wszystkie prawa i reguły,
jakimi rządziło się ich społeczeństwo. Zrobi wszystko, by
wydostać swoje dziecko z tego piekła, mimo że potem nie będzie
już dla nich spokojnego miejsca na tym świecie.
Póki co musiał jednak czekać. Yoshiro był perfekcjonistą, nie
dawał mu powodów do gwałtowniejszych reakcji. Wszystko co robił,
było przemyślane i zaplanowane tak, by nie narazić się
Starszyźnie.
Ostatni strzępek nadziei wymykał się Kage z rąk.
<***>
Jeśli znalazłby się śmiałek, który
od niechcenia rzuciłby, że nic na świecie już go nie zadziwi,
musiałby zrewidować swoje poglądy po ujrzeniu widoku, który Aya
miała teraz przed oczami.
Ciężko było określić styl okazałej
budowli, którą miała przed sobą. Z jednej strony budynek
nawiązywał do sztuki starożytnego Rzymu i Grecji, z drugiej miał
w sobie coś z gotyckiej świątyni i barokowego przepychu.
Kimkolwiek był architekt, który stworzył to nieprawdopodobne
dzieło, był geniuszem. Smukłe, strzeliste okna i wyrzeźbione
gzymsy nadspodziewanie dobrze współgrały z niekończącym się
szeregiem kolumn, podtrzymujących krużganek. Szerokie, bogato
rzeźbione schody pięły się wprost do nieustępujących im
przepychem podwójnych drzwi. A całą posiadłość okalał ogromny
ogród nawet teraz kuszący swą urodą.
Wszystko to było przepiękne i pewnie
zachwyciłoby Ayę, gdyby nie fakt, że te mury były własnością
najpodlejszej kreatury jaką przyszło jej w życiu spotkać.
Kreatury, którą już niedługo przyjdzie jej nazywać mężem.
Przed schodami ukazała jej się
znienawidzona postać Yoshiro. Samochód zatrzymał się na
podjeździe, a Yoshiro podszedł, by pomóc jej wysiąść. Kiedy
dwornym gestem wyciągnął do niej rękę, bez wahania podała mu
swoją dłoń. Przeanalizowała to wcześniej i doszła do wniosku,
że nie zrobi jej krzywdy. Jeszcze nie teraz.
- Witaj, moja droga –
przywitał się z powściągliwym, choć na pozór serdecznym
uśmiechem.
Skinęła tylko głową, nawet nie
zatrzymując na nim spojrzenia. Chłodna i obojętna, nieczuła
niczym lalka z wystawy. Taka powinna być. Tak postanowiła.
Powoli weszli po schodach na górę i
już po chwili znaleźli się w salonie Shirahime.
Kątem oka brunetka zdążyła zauważyć
wysublimowany styl, w jakim został urządzony salon połączony z
jadalnią. Drewno, szlachetne tkaniny i barwy przenikały się,
tworząc harmonijną całość.
W części przeznaczonej na jadalnię
przy zastawionym stole stała Etsuko Shirahime, poprawiając białe
goździki i jasnoróżowe alstromerie w wazonie. Kiedy podniosła
spojrzenie orzechowych oczu, uśmiechnęła się do Ayi i lekkim
krokiem, zdradzającym zamiłowanie do tańca, podeszła do niej.
- Witaj, kochanie. – Uścisnęła
dłonie przyszłej synowej i pocałowała ją w policzek.
Hiou odpowiedziała jej subtelnym
uśmiechem. Odnosiła wrażenie, że w tej kobiecie jest coś
tragicznego. Zupełnie jak w słowiku od urodzenia zamkniętym w
szczerozłotej klatce. Mimo całej niechęci wobec niej, podświadomie
czuła, że nie ma prawa jej oceniać.
Yoshiro poprowadził je obie do stołu
i usadowił jedną po prawej, drugą po lewej stronie swego miejsca u
szczytu. Zadzwonił maleńki dzwoneczek, którego dźwięk sprawił,
że z drzwi ukrytych w kącie pokoju wyszło parę służących. W
błyskawicznym tempie zajęły się podaniem obiadu i napełnieniem
kielichów winem.
- Jak ci się u nas podoba, skarbie?
– zapytała uprzejmie Etsuko.
Aya zastanowiła się chwilę nad
odpowiedzią, po czym z wyrazem twarzy, który wcale na to nie
wskazywał, oznajmiła:
- Bardzo mi się podoba, pani
Shirahime. Wprost nie mogę wyjść z podziwu.
Odgarnęła kosmyk włosów, który
wydostał się z luźno upiętego koka i wpadał jej do oczu.
Panowała nad sobą, to nie było nic trudnego. A przynajmniej dopóki
do rozmowy nie włączy się Yoshiro.
Podniosła ciężki kielich i upiła
niewielki łyk wina. Nie znosiła tego, ale kiedy odmawiała,
usprawiedliwiając się tym, że po alkoholu nie czuje się dobrze,
wszyscy ze „współczuciem” kiwali głowami, szepcząc między
sobą, że to zapewne przez jej geny. Dla świętego spokoju
postanowiła dziś odpuścić, nie chcąc nadwyrężać swojej
cierpliwości.
- Poczekaj aż zobaczysz swoją
sypialnię. Myślę, że będziesz zachwycona – oznajmił niby
to zupełnie niewinnie.
Spojrzała na niego i odstawiła
kielich, by oprzeć się pokusie rzucenia nim w niego.
- Skoro tak myślisz, z pewnością
tak będzie – odparła z bezuczuciowym uśmiechem.
Nie zniechęcał się. To, że w tej
chwili nie dawała się sprowokować nie oznaczało, że cały ten
wieczór jest stracony. Uśmiechnął się czarująco i ukroił
maleńki kawałeczek mięsa, po czym włożył go do ust.
Etsuko przyglądała im się uważnie.
A przynajmniej takie sprawiała wrażenie, bo myślami zdążyła już
odpłynąć hen daleko. Yoshiro obiecał, że zachowa się w
granicach dobrego wychowania, a ona nie miała powodu, by mu nie
wierzyć.
- Swoją drogą, jak czuje się
twoja matka? Nic jej nie dolega? Martwiłem się o nią wczoraj. –
Zmarszczył czoło z „troską”.
Kiedy podniosła na niego swe szare
oczy, nie miał żadnych wątpliwości. Gdyby spojrzeniem można było
zabić, w tej chwili skończyłby swój żywot.
- Miło z twojej strony, ale mama
czuje się świetnie. Nie masz powodu, by się zamartwiać –
ucięła, nie dając mu możliwości do powrotu do tematu.
Wcale się tym nie zmartwił.
Nieświadomie Aya klarowała mu całą sytuację, odsłaniając swoje
słabe strony. Dzięki temu wiedział jak uderzyć, żeby zabolało.
- Całe szczęście… -
odetchnął z pozorowaną ulgą - Przy jej słabej krwi musi na
siebie uważać.
Przełknęła tę zniewagę razem z
łykiem wina. Doskonale wiedziała, że dla członków ich
społeczności pochodzenie Maayi jest zagadką, choć tego, że jest
tylko zwykłą wampirzycą nie dało się ukryć. Lecz do tej pory
nikt nie ośmielił się prosto w oczy robić przytyków do jej
nieczystej krwi.
Kiwnęła głową w „podziękowaniu”,
wyobrażając sobie, jak gołymi rękoma rozszarpuje gardło tej
kanalii. Wiedziała, że gdyby usłyszał to jej ojciec, po Yoshiro
nie byłoby już śladu na tej ziemi. Chroniony przez Starszyznę czy
nie, nikt nie miał prawa obrażać żony Kage Hiou.
Reszta posiłku minęła w milczeniu.
Kiedy wstali od stołu, Yoshiro zaproponował, że pokaże jej resztę
posiadłość. Rzecz jasna, zgodziła się „z wielką
przyjemnością”.
- Przepraszam, kochanie –
Etsuko zwracała się do Ayi ze słabym uśmiechem – czy
będziesz miała mi za złe, jeśli odprowadzę was tylko do części,
w której znajdują się moje pokoje? Czuję się bardzo zmęczona,
muszę się położyć.
- Oczywiście, proszę odpocząć.
Pani syn na pewno postara się, by przyrzeczenie, które złożyła
pani mojej matce nie zostało złamane. – Uśmiechnęła się
wyrozumiale.
Nie chciała zostawać z nim sama, ale
co mogła zrobić w tej sytuacji? Miała związane ręce. Jednak z
drugiej strony, wiedziała, że Yoshiro nie posunąłby się do
czegoś, co mogłoby go pogrążyć. Był na to zbyt inteligentny.
Mogła więc czuć się w miarę bezpiecznie.
Ruszyli długim korytarzem przed
siebie. Aya, choć przychodziło jej to z trudem, trzymała się
ramienia Yoshiro, a Etsuko podążała dwa kroki za nimi, nie
wtrącając się w monolog syna, który okazał się być świetnym
przewodnikiem. Dziewczyna słuchała go jednym uchem, co jakiś czas
wtrącając pytanie, by udać uprzejme zainteresowanie. Kiedy doszli
do skrzydła, w którym znajdowały się pokoje gospodyni, Aya
wzdrygnęła się lekko.
- Do widzenia, moje dziecko. Pozdrów
rodziców. – Usta Etsuko Shirahime ozdobił uprzejmy uśmiech.
Uściskała Ayę i ucałowała ją w policzek. Zanim zniknęła za
drzwiami swojego pokoju, obejrzała się przez ramię na syna. To
spojrzenie, długie i pozbawione ciepła, wydawało się być
ostrzeżeniem.
Szarooka odwróciła się w stronę
Yoshiro. Stał dokładnie naprzeciw niej. Wysoki i smukły, choć
dobrze zbudowany, w świetnie skrojonym i jeszcze lepiej wyprasowanym
garniturze, niczym personifikacja perfekcji. Mierzył ją
bezuczuciowym, oceniającym spojrzeniem, jakby zamierzał zdjąć z
niej miarę, po czym uniósł jeden kącik ust w nieodgadnionym
półuśmiechu. Coś zabłysło w jego oczach, a strach zacisnął
pięść na sercu Ayi.
- Chodźmy dalej – nakazał i
na powrót podał jej swoje ramię.
Przyjęła je, a w chwili, gdy zetknęła
się z nim, jej dłoń przez ułamek sekundy zadrżała. I to był
błąd, który Yoshiro bez trudu zauważył. Bała się go. Bała
się, mimo że starała się tego nie okazywać. Miał ochotę się
roześmiać. Jeśli już teraz drży, gdy pozna go lepiej, będzie
mdlała z przerażenia na dźwięk jego głosu!
- Tu są twoje pokoje –
oznajmił, kiedy skręcili w następny korytarz i otworzył pierwsze
drzwi po lewej, wpuszczając ją do środka.
Pokój okazał się ogromną sypialnią.
Ściany w delikatnym odcieniu beżu współgrały z białymi meblami
i zasłonami w szerokie pasy. Pierwszym co wpadało w oko było
łóżko. Tak ogromne, że mogłoby pomieścić pięć osób. Drzwi
zamknęły się, nie wydając prawie żadnego dźwięku. W
okamgnieniu odwróciła się na pięcie.
- Po co te nerwy? – spytał,
uśmiechając się pogodnie. W jego oczach czaiło się coś
ciemnego, niebezpiecznego. Zupełnie jak tamtego dnia, w tamtym
pokoiku z widokiem na góry, kiedy wszystko wokół pokrywała krew.
Postawił kilka kroków w jej stronę,
a ona oparła się ogromnej chęci cofnięcia się. Był na tyle
blisko, że czuła na skórze ciepło jego oddechu. Nie potrafiła
zmusić się do odwrócenia wzroku. Przyglądała się orzechowym
tęczówkom, boleśnie odczuwając coraz mocniej uderzające o żebra
serce.
Mógł zrobić z nią, co mu się tylko
podobało. Gdzie była ta odważna dziewczyna, rzucająca mu obelgi
prosto w twarz? Czyżby złamało ją widmo zbliżającej się
klęski? Uśmiechnął się lekko, niemal beztrosko.
- I jak ci się podoba? –
spytał, rozglądając się po sypialni.
Pociemniało jej przed oczami, miała
wrażenie, że zaraz się przewróci. W co on grał?! Wzięła
głęboki oddech i z trudem, wielkim trudem, uśmiechnęła się
blado.
- Tak jak myślałam, jest
przepięknie.
Skinął głową, najwyraźniej
zadowolony z odpowiedzi. Byłby bardzo niepocieszony, gdyby przerwała
tę grę jakimś bezsensownym atakiem paniki.
- Cieszę się. Poświęciłem wiele
uwagi wystrojowi tych pokoi. W końcu po ślubie będziesz spędzała
w nich większość czasu.
Widziała drwiący uśmiech
przebijający spod imitacji uprzejmości. I zaczęła się
zastanawiać jak ta istota może bez odrazy patrzeć na swoje odbicie
w lustrze.
- Och! Która to godzina? Przecież
musisz wrócić na czas do domu, prawda? Nie chcę, by twoi rodzice
musieli się o ciebie martwić.
Wpatrywała się w niego tępym
wzrokiem. To przechodziło ludzkie pojęcie, wiedziała, że już
więcej nie zniesie. Myślała, że jest na to gotowa, ale nie umiała
stawić mu czoła. Pękało jej serce, gdy go słuchała, udawanie,
że to tylko grzeczna wymiana zdań było ponad jej siły.
- Kpisz sobie? – zapytała
cicho.
- Przepraszam, ale chyba nie
rozumiem. – Zmarszczył odrobinę brwi, przyglądając jej się
z zaciekawieniem.
- Dlaczego to robisz?
Nie zamierzał udawać, że nie wie, co
ma na myśli. To byłoby nudne. Wolał sprawdzić, co zrobi, gdy
powie jej prawdę.
- Nie domyślasz się? –
Uśmiechał się chłodno, ze szczyptą pogardy.
Pokręciła głową. Nie miała pojęcia
co może kierować kimś, kto tak bardzo znęca się nad drugą
osobą, czerpiąc satysfakcję z jej cierpienia.
- Po co to wszystko? Dlaczego akurat
ja?
Komuś o miękkim sercu na pewno byłoby
żal Ayi. Ale nie jemu. Ten łamiący się głos i spojrzenie pełne
nieskrywanego bólu… Po prostu zabawne!
Patrzył na nią z opanowaniem, sycąc
oczy tym widokiem. Kiedy tylko pomyślał o tym, że niedługo będzie
mógł bez przerwy go podziwiać, nie mógł powstrzymać się od
uniesienia kącików ust ku górze.
- A dlaczego nie? - odpowiedział
pytaniem.
Zastanowił się przez chwilę. Chciał
zobaczyć jak daleko może się posunąć, gdzie sięgają jej
granice. Wiedział, że choć tak bardzo starała się to ukryć,
była niesamowicie wrażliwa i niezdolna do skrzywdzenia kogokolwiek.
Czy jednak przekazałaby brzemię swego bólu komuś innemu, gdyby
tylko mogła?
– Podaj mi choć jedną osobę,
która mogłaby zająć twoje miejsce. Obiecuję, że rozważę twoją
propozycję i być może na nią przystanę.
Z natury blada twarz Ayi przybrała
kredowobiały odcień. Jak mogłaby się cieszyć wolnością zdobytą
cudzym kosztem? Nie mogła mu odpowiedzieć. Gdyby to zrobiła,
musiałaby znienawidzić samą siebie. Pokręciła głową,
potwierdzając jego przypuszczenia. Mimo wszystko, nie zamierzał jej
odpuszczać.
- Nie masz żadnych sugestii? Cóż,
nie dziwię się, w końcu nie ma w czym przebierać… Chociaż
możemy wziąć jeszcze pod uwagę Erikę Takedę. Śliczna,
inteligentna, wrażliwa, a w dodatku z dobrej rodziny… -
zaczął, przechadzając się po sypialni.
Małżeństwo Eriki z Yoshiro było
niegdyś rozważane i Aya doskonale o tym wiedziała. Byli dość
bliską rodziną i to wydawało się naturalne, ale ojciec wampirzycy
w tamtym czasie odmówił. Samą Erikę Aya widziała może ze trzy
razy w życiu. Ale to nie zmieniało faktu, że nie mogła przytaknąć
Yoshiro. To byłaby z jej strony podłość. Jak miałaby dalej żyć
ze świadomością, że skazała dziewczynę, której nawet nie
znała, na wieczność z tym potworem?
- Zostaw ją. To moja dola –
powiedziała zdławionym głosem, odwracając spojrzenie gdzieś
w bok.
Stanął w miejscu i zatrzymał wzrok
na jej profilu. Majestatycznym, lekko wyostrzonym przez ból
zaciskający jej szczęki. Nie mogła widzieć zniesmaczonego
uśmiechu na jego ustach.
- Sama widzisz, moja droga, jesteś
niezastąpiona – zadrwił podchodząc do niej.
Wciąż na niego nie patrzyła. Ujął
jej podbródek i zmusił ją do spojrzenia mu w oczy. Uważnie
przyglądał się szarym tęczówkom zasnutym przez łzy.
- Tyle bólu… - szepnął z
fascynacją w oczach, gdy wbrew woli Ayi po jej policzku spłynęła
pojedyncza łza. Starł ją z delikatnością, o którą go nawet nie
podejrzewała. - Szkoda łez, poczekaj aż dam ci prawdziwy powód
do płaczu.
Drżała, czuł to. Najpewniej
wyrwałaby mu się, gdyby nie była przerażona konsekwencjami
sprzeciwu. Przecież doskonale wiedziała, że on nie zwykł
żartować.
Gwałtownie oderwał dłoń od jej
twarzy i odwrócił się.
Zdezorientowana wybiła wzrok w jego
plecy i zastygła, nie wiedząc, czego ma się spodziewać.
- Moja droga, czas na ciebie –
oznajmił krótko wypranym z emocji głosem.
Nawet nie odwrócił się w jej stronę.
Po prostu otworzył drzwi i wyszedł, nie oglądając się na nią.
Był pewien, że podąży za nim.
Bez zbędnych słów poprowadził ją
do holu, gdzie podano jej płaszcz, Kiedy podstawiono samochód,
Yoshiro wyprowadził ją na zewnątrz. Zanim wsiadła do auta,
zatrzymał ją, zaciskając dłoń na szczupłym nadgarstku.
Spojrzenie miał twarde i zimne jak późnojesienny wiatr.
- Życzyłbym sobie, żebyś na
siebie uważała. Kiedyś te twoje samotne spacery mogą się źle
skończyć. Pamiętaj, że biorę za żonę dziewczynę o
nieposzlakowanej opinii, nie chciałbym, aby to się zmieniło. –
Chłód z jakim wypowiadał te słowa przeszył ją na wskroś.
Yoshiro uśmiechnął się diabolicznie i uniósł jej dłoń,
składając na niej delikatny pocałunek. – Do zobaczenia, moja
droga. Pozdrów rodziców.
Nie czekając na jego pomoc, wsiadła do samochodu, trzaskając
drzwiami. Serce tłukło jej się w piersi z zaskakującą mocą.
Kiedy kierowca ruszył i zaczęła oddalać się stopniowo od
posiadłości Shirahime, zamknęła oczy, próbując uspokoić puls,
oddech i nerwy. Yoshiro Shirahime burzył jej wewnętrzny spokój,
łamał obronę i deptał wiarę. A robił to wszystko w sposób
wyrafinowany, z godnością cechującą monarchę i uśmiechem
dobrodzieja.
<***>
Wyciągnął
dłoń przed siebie i chwilę błądził nią po materacu, a gdy
poszukiwania okazały się bezowocne, podniósł powieki. W podwójnym
łożu nie było nikogo poza nim. Obrzucił skąpaną w świetle dnia
sypialnię szybkim spojrzeniem i zatrzymał je na dziewczynie
stojącej przed lustrem.
Jennifer
założyła na szyję czarną kokardę, starannie zawiązując ją i
przypinając broszką do stójki ciemnozielonej koszuli. Jej zgrabna
postać tchnęła spokojem, gdy cierpliwie zapinała guziki mankietów
i poprawiała zakładki na czarnej, rozkloszowanej spódnicy. Kosmyki
nie do końca suchych włosów skręconych w luźny, artystyczny kok
spływały miękko na jej szyję i ukrywały wyraz twarzy.
Zaskoczył
go fakt, że Jennifer jest w stanie myśleć teraz o sprawach tak
drugorzędnych i poświęcać się im z tym niczym niezmąconym
spokojem. Mimo tego, Kazuma uśmiechnął się pod nosem. Lubił w
niej tę dokładność, która objawiała się w trosce o każdy
szczegół wykonywanych czynności, zwłaszcza tych błahych.
Jennifer nigdy nie ubrałaby pogniecionej sukienki, niewypolerowanej
biżuterii czy źle dobranych butów, nie mówiąc już o gryzących
się kolorach. Nigdy nie przeszłaby obojętnie obok krzywo wiszącego
obrazu czy jakiegokolwiek przejawu zaburzenia porządku w jej
otoczeniu.
Wstał
z łóżka, wciągając na siebie spodnie. Powoli podszedł do
Jennifer, która nie zareagowała na żaden szmer, zbyt zaabsorbowana
wygładzaniem niewidzialnej fałdki na materiale koszuli. Kiedy
stanął dokładnie za nią, objął ją lekko od tyłu. Odbicia ich
spojrzeń spotkały się w lustrze. Nieprzenikniony, pusty wyraz oczu
dziewczyny odpowiedział jego ciemnym tęczówkom. Coś było nie
tak, a jednak postanowił zignorować ostrzeżenie intuicji.
-
Dzień dobry – przywitał
się cicho, całując jej skroń.
Odpowiedziała
mu wymuszonym, wątłym uśmiechem i uciekła wzrokiem gdzieś w boku
z zamiarem niewypowiedzenia ani jednego wyrazu. Nie potrafiła
znaleźć słów, którymi mogłaby mu odpowiadać.
Delikatnie
odwrócił ją, by mogli stanąć twarzą w twarz. Jennifer nie
podniosła na niego spojrzenia, ukrytego za wachlarzem długich,
czarnych rzęs. Była urocza w tej swojej naiwnej nieśmiałości, a
on nie chciał tego psuć, uświadamiając ją, że ostatnia noc nie
miała w sobie nic wyjątkowego. Może sprowadzi ją na ziemię innym
razem, jednak teraz musiała sama przeanalizować ostatnie zdarzenia
i odnaleźć się w tym mętliku, który z pewnością miała w
głowie. Oczywiście zamierzał wskazać jej drogę w tych
rozważaniach, w końcu puszczone samopas myśli tak niewinnego
dziewczątka mogły zbłądzić i doprowadzić do szalenie
niekorzystnych wniosków.
Pogładził
mlecznobiały policzek żony, mając w pamięci dotyk jej rozpalonej,
jedwabistej skóry. Swoją drogą, sam musiał to wszystko
przemyśleć. Tymczasem w skupieniu wpatrywał się w nią przez
chwilę, jakby oczekiwał jakiegoś przejawu protestu, ale nie
doczekawszy się, uniósł jej podbródek, by móc ją pocałować.
-
Dziękuję –
szepnął odnajdując bursztynowe spojrzenie dziewczęcych oczu.
Mógł
niemal dostrzec, jak zbiera się w sobie, by coś odpowiedzieć. A on
właśnie na to czekał. Nie spodziewał się zastać Jennifer tak
milczącej, a jeśli miał być ze sobą szczery, spodziewał się
raczej w ogóle jej nie zastać. Był przygotowany na wszystko. Na
wybuch histerii, łzy, nienawiść, bezsilność, smutek… i wiele
innych. Ale nie na to spokojne milczenie, doprawione odrobiną
zawstydzenia. Jennifer najwidoczniej była zbyt zagubiona, by zrobić
bądź powiedzieć cokolwiek.
Wzięła
głębszy oddech i odwróciła głowę, odsuwając się lekko.
-
Wcześnie jeszcze. Powinieneś odpocząć przed spotkaniem –
oznajmiła, ukrywając drżenie głosu pod jego chłodnym tonem, co
zaowocowało pobrzmiewającą w nim niepewnością.
Nawet
nie mrugnął powieką. Nic nie wskazywało na to, że spodziewał
się czegoś innego. Mimo wszystko, nie przejął się słowami
Jennifer, która wyraźnie dawała mu do zrozumienia, że chciałaby
zostać sama. Była tylko zagubioną dziewczynką, która coś sobie
ubzdurała. Ot, nic nadzwyczajnego, z łatwością naprowadzi ją na
właściwe tory. Tylko jeszcze nie teraz, da jej chwilę oddechu, a
kiedy wróci od Takedy, cała sprawa stanie się jasna. Wiedział, że
jego śliczna żona ufa mu bez reszty, a co za tym idzie, poda mu
serce jak na dłoni.
-
Rozumiem – odparł
wyrozumiale i skinął głową. Wiedział, że Jenn dostrzega teraz
tylko ciepło w jego oczach. Sięgnął po koszulę i narzucił ją
na ramiona. – Gdybyś
jednak mnie potrzebowała, po prostu przyjdź –
dodał i żegnając się cicho, wyszedł z pomieszczenia.
Z
westchnieniem odwróciła się do lustra i sprawnym ruchem rozpuściła
włosy. Gdy już dobyła srebrnej szczotki, zaczęła w skupieniu
przeczesywać pukle białych jak śnieg włosów z tym jednym,
czarnym pasmem nad czołem.
To
pomagało jej zebrać myśli. Kiedy miała coś ważnego na głowie,
oddawała się tym prostym czynnościom, do których zwykły człowiek
nie przykładał wagi, a które ona zamieniała w sztukę.
Potrzebowała tego, by jakoś odnaleźć się w tym wszystkim.
To
małżeństwo było fikcją od początku aż do końca, a akt,
którego się dopuścili, był warunkiem jego przedłużenia. Niczym
więcej, wynikiem chłodnej kalkulacji, czystym biznesem… Dlaczego
więc nie mogła pozbyć się uczucia, że jakaś maleńka cząstka
wewnątrz niej łka z rozpaczy? Chciała ją zignorować, jednak ta
nie dawała o sobie zapomnieć. Pulsowała w trzewiach, nie ustępując
ani na chwilę, niczym wyrzut sumienia. Jennifer doskonale wiedziała
o co chodzi temu zdradzieckiemu fragmentowi jej samej.
Sprzedała
się, przehandlowała swoje ciało i swoją niewinność. Co z tego,
że drugą stroną transakcji był jej mąż? W innej sytuacji za nic
nie pozwoliłaby się tknąć ani jemu, ani nikomu innemu. Jednak
warunki się zmieniły, a ona postanowiła się do nich przystosować.
Uważała to za mniejsze zło. Potrzebowała Shina, gwarantował jej
bezpieczeństwo i zrozumienie. Poza tym, gdyby odmówiła, musiałaby
wrócić do rodziny, a tego by nie zniosła. Prędzej byłaby gotowa
umrzeć, niż dzień w dzień widywać tę męczeńską minę Fii.
Postąpiła właściwie, wiedziała to. Dlaczego więc czuła, że
coś jest nie tak? I czym właściwie było to „coś”?
Nie
zamierzała rozdrabniać się nad samym skonsumowaniem ich
małżeństwa. Co teraz dałoby rozpaczanie nad utraconą cnotą?
Stało się i tyle. Nie chciała do tego wracać i miała nadzieję,
że Shin również zostawi wszystko tak jak jest.
Odkładana
szczotka lekko stuknęła o blat toaletki, a Jennifer bezwiednie
wbiła wzrok w swoje odbicie lustrzane. Im dłużej się mu
przypatrywała, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że nie
zna osoby, którą przedstawia. Kim była ta dziewczyna tak bardzo
podobna do niej, o tych samych włosach i jasnej cerze, lecz o oczach
zupełnie innych od oczu Jennifer?
Pokręciła
głową, a postać w lustrze odwzorowała ten ruch. Zastanawianie się
nad tym było bez sensu, gdyż odpowiedź była prosta: zmieniła
się. I, jak widać, zmieniła się nie tylko wewnętrznie, ale
również odbiło się to w jej spojrzeniu. Nic nie mogła na to
poradzić i jedyne, co zostało, to pogodzić się z tym.
Wzięła
większy haust powietrza, uniosła wyżej głowę, a jej oczy na
powrót spotkały to obce spojrzenie. Bardzo delikatnie, na próbę,
uniosła najpierw jeden, potem drugi kącik ust. Ktoś mniej
spostrzegawczy niczego się nie domyśli, a ten bardziej
spostrzegawczy nie zaryzykuje wejścia jej w drogę. Odwróciła się
i ruszyła w stronę drzwi, celowo omijając wzrokiem skorupki
stłuczonego wazonu oraz porozrzucane kwiaty. Zanim wróci, pokój
będzie lśnił czystością. Służba pozbędzie się frezji,
resztek wazonu i pościeli noszącej na sobie dowód jej chwilowej
słabości i porażki.
Ten
drobny epizod zostanie zamknięty i choć była pewna, że to nie
koniec, że ten akt będzie powtarzał się tak długo, aż spełni
warunek, na który przystała, zamierzała żyć tak, jakby nic z
tego nigdy nie miało miejsca.
<***>
Usłyszał
pukani do drzwi, ale zignorował je, gdy po spojrzeniu na zegarek
odkrył, jak bardzo jest wcześnie. Gość jednak nie odpuszczał i
wciąż dobijał się do drzwi. Z ciężkim westchnieniem wygramolił
się z łóżka i poszedł otworzyć, po drodze próbując nieco
uładzić roztrzepaną czuprynę. Odsunął zasuwę i pociągnął za
klamkę, a widok, który ujrzał, natychmiast przywrócił mu jasność
umysłu i odegnał resztki snu.
Przed
nim stała Aya Hiou – dziewczyna, której poświęcił każdy swój
uśmiech, ta, która skradła mu serce. W innych okolicznościach
Hiroshi z pewnością ucieszyłby się z jej wizyty, lecz tym razem
odczuwał w związku z nią jedynie niepokój. Był przekonany, że
to nie są zwykłe odwiedziny, coś musiało się stać, a świadczyła
o tym pustka w oczach brunetki i niecodziennie wczesna pora.
- Przepraszam,
że cię obudziłam, ale czy mogę wejść? -
wyszeptała lekko zsiniałymi od mrozu wargami.
Dopiero
teraz zauważył, że musi być strasznie zziębnięta. Miała na
sobie tylko cieniutki płaszczyk, którego nie zapięła, przez co
całą szyję i dekolt odkryte przez wizytową sukienkę smagał
wiatr.
Otworzył szerzej drzwi i bez słowa wpuścił ją do środka. W
myślach ułożył już milion scenariuszy tego, co mogło przydarzyć
się Ayi, ale wolał z tym zaczekać. Wyglądała na przestraszoną i
zagubioną, więc uznał, że najpierw musi poczuć się bezpiecznie,
a wtedy wszystko się wyjaśni.
Zdjął z niej
płaszczyk i poprowadził ją do salonu, gdzie ciepłym pledem okrył
nagie ramiona Ayi i usadowił ją na kanapie. Wymruczała jakieś
ciche przeprosiny i podziękowanie.
- Zrobię
ci herbatę, zaczekaj chwilę.
Chciał już wyjść,
ale Aya, choć wydawała się do tej pory nieobecna myślami,
pokręciła głową, prosząc, by nie robił sobie kłopotu.
- To
żaden kłopot –
zapewnił. Nagle jednak przypomniał sobie o czymś i dodał: - Tylko
się ubiorę i zaparzę herbatę, dobrze?
Wcześniej nawet nie
spostrzegła tego, że stoi przed nią w samych spodniach od piżamy.
Normalnie z pewnością już dawno spłonęłaby rumieńcem, ale
teraz tylko lekko skinęła głową. Kiedy wyszedł, podciągnęła
kolana pod brodę i szczelniej owinęła się pledem, składając
głowę na oparciu kanapy.
Musiała tu przyjść,
choć zdawała sobie sprawę z tego, że to głupie i ryzykowne.
Yoshiro nigdy nie żartował, a przesłanie jego groźby było jasne.
W tej sytuacji narażała nie tylko siebie, ale także Hiroshiego. Co
innego jednak mogła zrobić? Sługa Shirahime wysadził ją
niedaleko domu, tak jak mu nakazała. Kiedy zniknął z pola
widzenia, ruszyła we wprost przeciwnym kierunku. Nie mogła, nie
chciała wracać do domu. Była pewna, że gdy tylko przekroczy próg
rodzinnej siedziby, ciężkie milczenie wiszące w powietrzu uderzy
ją z całą swoją mocą, a na powitanie wyjdą jej załzawione oczy
matki i pełne poczucia winy spojrzenie ojca. Nie zniosłaby tego.
Dlatego błądziła po leśnych ścieżkach, zatapiając się w
niewymuszonej ciszy usypiającego lasu. To nieco ją uspokajało.
Monotonia mijanego krajobrazu sprawiała, że sama popadała w swego
rodzaju odrętwienie. Nawet nie wiedziała, w którym momencie
znalazła się tuż przed schodami werandy domu Hiroshiego. Może to
podświadomość podpowiadała jej, czego teraz najbardziej
potrzebowała?
Nie zdążyła tego
rozważyć, ponieważ w drzwiach pojawił się nekromanta. Już
przebrany, trzymał dwa kubki parującej herbaty, z których jeden
podał Ayi, a drugi odstawił na stolik.
Zapatrzyła się w
taflę złocistego płynu, pachnącego miodem i imbirem. Chciała coś
powiedzieć, ale nie mogła znaleźć słów, a po chwili również i
myśl gdzieś zgubiła. Ostatecznie postanowiła nic nie mówić.
Nie przerywał tej
chwili milczenia. Obserwował ją uważnie i z ulgą przyjął fakt,
że nieco się rozgrzała. Z policzków zszedł odcień trupiej
bladości, zaczerwienione palce zaciśnięte na kubku odzyskały
dawną barwę, a usta na nowo poczerwieniały. Sama na pewno nawet
nie zaprzątała sobie tym głowy, ale on martwił się o jej
zdrowie. Wampiry nie chorują... Ale ona przecież była wampirzycą
tylko w połowie. Nie mógł wiedzieć, które wampirze cechy
odziedziczyła, a które pozostały ludzkie.
- Aya?
Podniosła na niego
nic niewyrażające spojrzenie. Oczywiście, chciał wiedzieć, co
się stało. Ale czy miała siłę opowiadać teraz o tym?
- Daj
mi jeszcze chwilkę, dobrze? -
poprosiła cicho. Nie spotkała się z odmową.
Po paru minutach, w
trakcie których z zamkniętymi oczami wsłuchiwała się w ciszę,
wzięła głęboki oddech i skinęła głową. Nie próbowała nawet
wymuszać uśmiechu. On i tak by go przejrzał.
- To
przez niego, prawda? -
zapytał i od razu dostał odpowiedź w postaci krótkiego kiwnięcia
głową. Nie zadawał więcej pytań.
Był pewien, że ta
gnida nie zrobiła Ayi żadnej krzywdy. Przynajmniej fizycznie, bo
pewnie nie podarował sobie „przyjemności” psychicznego znęcania
się nad dziewczyną.
Pociągnęła łyk
herbaty, po czym odstawiła kubek na stolik. Nie mogła odwlekać
tego w nieskończoność. Spojrzała na niego i natychmiast natrafiła
na jego spojrzenie. Ciepłe, pełne troski, dodające odwagi...
Zaczęła mówić. W
wolnym tempie relacjonowała to nieszczęsne spotkanie, odtwarzając
je w pamięci. Niczego nie pomijała, uważała, że Hiroshi powinien
znać prawdę. Poza tym, jeśli jeszcze raz przeanalizuje całe
zdarzenie, może przestanie ją tak przerażać?
Hiroshi uważnie
przysłuchiwał się słowom Ayi. Z każdą chwilą narastała w nim
wściekłość. W głowie mu się nie mieściło, jak można się tak
bezlitośnie pastwić nad kruchą i delikatną istotą, jaką była
Aya. Ten psychopata nie zasługiwał nawet na bezbolesną śmierć,
nie po tym wszystkim, co zrobił. Gdyby tylko mógł, już teraz z
nieskrywaną przyjemnością odebrałby wszystkie siły witalne
Shirahime. Powoli i bez miłosierdzia, tak, by Yoshiro poczuł woń
własnego rozkładu... Jednak póki co musiał się wstrzymać z tymi
planami.
Kiedy powtórzyła
ostatnie słowa narzeczonego, zamilkła. Miała nadzieję odszukać
jakiś wcześniej pominięty punkt zaczepienia, coś, co dałoby jej
wiarę, że może jednak uda jej się przetrwać... Ale przeliczyła
się.
- Hiroshi,
ja się go boję... - jej
cichy, zdławiony głos momentami przechodził w żałośnie wysoki
pisk. Mało brakowało, a rozpłakałaby się i chyba tylko objęcia
Hiroshiego sprawiły, że tego nie zrobiła.
Przytulając ją do
piersi, gładził jej czarne włosy i szeptał uspokajające słowa,
jakby była przestraszonym dzieckiem. Drżała lekko, choć pewnie
nie zdawała sobie z tego sprawy.
Dobrze znał takich
jak Yoshiro. Wiedział, że pewnie teraz z zadowoleniem spogląda
wstecz, przypominając sobie, jak bardzo wystraszył Ayę. Zyskał
przewagę, a tacy jak on wprost kochali dominować. Nieświadomie
dziewczyna sprawiła mu ogromną satysfakcję. Nie zamierzał jej
tego mówić, w końcu nie chciał jej dodatkowo załamywać.
Ucałował ją tylko w czubek głowy i rzekł:
- Zobaczysz,
wszystko będzie dobrze. Obiecuję ci.
Nieoczekiwanie
zwiększyła dystans między nimi i pokręciła głową. Miała łzy
w oczach.
- Nie,
Hiroshi. Nie będzie dobrze. Nie znasz go, to najgorszy rodzaj
psychopaty, jakiego można sobie wyobrazić. Wszyscy mają go za
anioła, to ja jestem ta zła, bo „odrzucam jego szczerą miłość”.
Nawet jeśli spróbuję się poskarżyć, nikt mi nie uwierzy. Będzie
mógł zrobić ze mną co tylko będzie chciał, a i tak wszyscy
dojdą do wniosku, że to moja wina. Nawet jeśli stanie się coś
strasznego, myślisz, że ktoś zwróci na to uwagę? Nie! Bo „w
sprawy rodzinne nie wypada się wtrącać”. Jestem skończona... -
zaszlochała cicho, chowając twarz w dłoniach.
Jedno musiał
przyznać, Yoshiro był cholernie dobry w tym, co robił. Musiał
mieć niesamowitą zdolność do wpływania na innych, skoro Aya
zachowywała się tak, jak tego najprawdopodobniej oczekiwał.
Odciągnął
delikatnie jej ręce od twarzy i starł łzy z lekko zaróżowionych
policzków, choć niewiele to dało, bo na ich miejscu pojawiły się
nowe.
- Proszę,
nie płacz. Obiecałem ci, że będzie dobrze, prawda? Nie wierzysz
mi? - Uśmiechnął się do
niej delikatnie, w sposób, który zawsze topił jej serce. Ale nie
tym razem.
- Ja
już w nic nie wierzę... -
wyszeptała, zwijając się w kulkę w rogu kanapy.
Usłyszała tylko,
że wstaje z kanapy i wychodzi. Kiedy po krótkim czasie wrócił do
salonu, podniosła wzrok. Stał przed nią z nieprzeniknionym wyrazem
twarzy, ubrany w czarny jesienny płaszcz.
- Zaczekaj
tu na mnie. W środku jesteś bezpieczna, ale nie wychodź za drzwi,
zaklęcie nie obejmuje reszty terenu –
oznajmił rzeczowym tonem.
Wyprostowała się i
zamrugała parę razy, by odegnać resztki łez.
- Hiroshi,
dokąd idziesz?
- Załatwić
sprawę raz na zawsze.
Otworzyła szeroko
oczy ze zdumienia. Chyba nie zamierzał... A jeśli tak... Czy on
oszalał?!
- Ty
chyba nie chcesz go...?
- Zabić? Owszem,
chcę - odparł pozbawionym emocji głosem. Bez zbędnych
ceremoniałów, odwrócił się, by wyjść.
Była pewna, że nie
żartuje. Zeskoczyła z kanapy i podbiegła do niego, by chwycić go
za rękę.
Odwrócił się i
spojrzał na nią wyczekująco.
- Błagam
cię, nie rób tego!
- Ale
dlaczego? Nie wierzysz mi, więc powinienem udowodnić, ile warte
jest moje słowo, prawda? W tej chwili mogę to zrobić tylko w ten
sposób.
Nie ukazywał
emocji. Gdyby sobie tego zażyczyła, poszedłby w tej chwil
zakończyć istnienie Yoshiro Shirahime. Coś jednak kazało jej go
zatrzymać. Czy to możliwe, że nawet nieświadomie odczuwała
litość wobec tego potwora?
Popatrzyła mu w
oczy. Te magiczne oczy, w których mogłaby tonąć bez końca, choć
teraz widziała w nich tylko chłód. Był zdeterminowany, by uwolnić
ją od cierpienia i trosk. Jak mogłaby mu nie zaufać?
- Wierzę
ci, Hiroshi. Niczego nie musisz mi udowadniać –
odpowiedziała cicho.
Przez chwilę
spoglądali na siebie bez słów. Hiroshi wyciągnął dłoń i lekko
pogłaskał ją po policzku, uśmiechając się subtelnie. Uwolni ją
od tego jarzma, choćby za najwyższą cenę. Jednak zanim to
nastąpi, będzie musiała znaleźć w sobie siłę, by znieść tego
tyrana.
Zamknęła oczy,
pozwalając pojedynczej łzie wypłynąć spod powieki. Wciąż się
bała, ale on wskrzesił w niej tę już martwą odrobinę nadziei.
Nie wiedziała jak, ale miała nadzieję, że dotrzyma słowa.
Wspięła się na
palcach i przytuliła do niego, opierając głowę na jego ramieniu.
Kochała go całym sercem, tego była pewna tak samo, jak tego, że
po nocy nadchodzi dzień. Gdyby to wszystko nie było takie
skomplikowane, gdyby tylko mogli być szczęśliwi... Ale czy
odważyłaby się powiedzieć mu o tym, że go kocha, gdyby nie to,
że jej życie było tak skomplikowane? Nie, oczywiście, że nie.
Miała mało, szalenie mało czasu i musiała działać pod jego
presją. Nie żałowała podjętej decyzji, wciąż w duchu
dziękowała Maayi za to, że ta dodała jej odwagi w odpowiednim
momencie.
Odsunęli się od
siebie w tej samej chwili, jakby wcześniej to uzgodnili. Hiroshi
zmierzył ją wzrokiem i zmarszczył brwi, jakby uświadomił sobie
właśnie coś okropnie ważnego.
- Aya, czy ty w
ogóle byłaś w domu, zanim tu przyszłaś? - zapytał
nieoczekiwanie. Zaprzeczyła ruchem głowy. - No tak, świetnie. A
oni tam pewnie umierają ze strachu o ciebie. - Posłał jej
pełne dezaprobaty spojrzenie.
Powinna była
chociaż dać znać rodzicom, żeby się nie martwili... Ale w
tamtej chwili jakoś nie przyszło jej to do głowy. Zmieszała się,
słysząc uwagę Hiroshiego, ponieważ nie mogła nie przyznać mu
racji. Na kogo teraz wyszła? Na bezmyślną egoistkę.
- Tak...
prawda – wymruczała pod
nosem i odwróciła się na pięcie w kierunku wyjścia.
- A
ty dokąd? Zaczekaj chwilkę -
Zatrzymał ją w salonie, zaciskając palce na jej nadgarstku.
Poprosił, by nigdzie się nie ruszała, po czym sam wyszedł. Nie
minęła nawet minuta, kiedy znów stanął przed nią, trzymając w
dłoni złożony w kostkę materiał. - Proszę, to dla
ciebie. Może średnio eleganckie, ale przynajmniej będzie ci
cieplej – oznajmił, podając
jej go.
Rozłożyła
materiał i okazało się, że trzyma gładką, ciemnoszarą bluzę
bez kaptura. Uśmiechnęła się do chłopaka i podziękowała mu,
po czym założyła na siebie ubranie. Na upartego mogłoby służyć
jako sukienka.
- Dobrze,
możemy już iść.
Aya uniosła brew.
Przesłyszała się?
- My?
W odpowiedzi skinął
głowa.
- Tak,
odprowadzę cię. Przy okazji, czas najwyższy, żebym spotkał się
z twoim ojcem.
Skrzywiła się
lekko. Już widziała „zachwyt” na twarzy ojca. Wszystko
wskazywało na to, że jeszcze nie przyzwyczaił się do obecnej
sytuacji. I nie będzie miał ku temu okazji...
- Nie
sądzę, żeby to był dobry pomysł. Przynajmniej nie w najbliższym
czasie – uśmiechnęła się
lekko z zakłopotaniem. Co innego mogła mu powiedzieć? „Hiroshi,
odpuść sobie, mój ojciec nie chce cię widzieć, poza tym jeszcze
chwila i będę mężatką, więc szkoda zachodu”?
Odpowiedział jej
szczerym, niemal beztroskim uśmiechem.
- A
ja sądzę, że im szybciej, tym lepiej. Oczekuje mnie, po co ma się
niecierpliwić?
Zdziwiły ją jego
słowa. Czyżby coś działo się za jej plecami? A jeśli nawet, to
jakim cudem ci dwaj doszli do porozumienia? Coś tu było nie tak.
Podświadomie zaczynała zbliżać się do tego jednego ogniwa, które
musiało ich połączyć, lecz natychmiast odsunęła od siebie te
myśli. Nie chciała wiedzieć. Może to i konformistyczne, ale już
i tak miała wiele na głowie, a niewiedza w tym przypadku była o
wiele wygodniejsza. Mimowolnie wzruszyła ramionami.
- No
dobrze, jak wolisz – odparła,
wzdychając cicho.
W przedpokoju z
pomocą Hiroshiego założyła płaszcz i oboje wyszli z domu.
Szli równym,
niezbyt szybkim krokiem. Aya rozglądała się niespokojnie wokół,
wtulając się w ramię chłopaka. To już zakrawało na obsesję,
ale spodziewała się absolutnie wszystkiego. Nie zdziwiłaby się,
gdyby na jednej z mniejszych ścieżek nagle pojawił się Yoshiro.
Doskonale wyczuwał,
jak bardzo jest spięta. Mimo wszystko, wolał nie naciskać,
wiedział, że Aya na wszystko potrzebuje czasu. Nie chciał jej
postawić w sytuacji, w której czułaby się przyparta do muru. Mógł
tylko wspierać ją uściskiem i ciepłym uśmiechem, póki co to
musiało wystarczyć. Nie zamierzał na tym poprzestać, co to, to
nie, ale żeby móc cokolwiek zrobić, potrzebował konsultacji i
pozwolenia. I wcale nie zamierzał pytać o nie Ayi.
<***>
- Oczywiście,
czego innego się mogłem po tobie spodziewać? Zawsze najłatwiej
zrzucić winę na Starszyznę –
prychnął wampir, nawet nie siląc się na oburzenie.
Siedzący na leżance
Kazuma posłał mu chytry uśmiech. Właśnie przedstawił Takedzie
swój plan, dzięki któremu skłonił Jennifer do podjęcia decyzji.
Takeda rzecz jasna zachwycony nie był, ale nie mógł odmówić mu
sprytu, a w dodatku liczył na to, że w razie powodzenia, Kazuma nie
zapomni wynagrodzić go drobnym”dowodem pamięci” za przymkniecie
oka na pewne sprawy.
Milczenia po słowach
Takedy nie przerwał żaden z mężczyzn. Przez parę chwil każdy z
nich znajdował się w świecie własnych kłamstw i labiryncie
intryg. Co, komu i kiedy się powiedziało? Nie można było
zabłądzić, jedno fałszywe słowo i karciany pałac budowany w
znoju, runie z hukiem, zostawiając po sobie tylko niesmak i
nieufność. A na to ani jeden, ani drugi nie mógł sobie pozwolić.
Przewodniczący
Starszyzny wrócił myślami do Shina i jego żony. Musiał przyznać
sam przed sobą, bardzo zajmowała go ta sprawa. Istoty wszelkich ras
próbowały już tysiące razy przejąć władzę, siejąc terror i
głosząc swoje idee. Za każdym razem przelewano hektolitry krwi, a
potencjalny władca szedł dumnie do celu po trupach swoich
pobratymców i dzielnych obrońców wolności... by przed samym
szczytem zostać strąconym przez śmiałka, który postradał zdrowe
zmysły bądź przez osobę mu najbliższą. Wysiłek zawsze szedł
na marne. A przypadek Kazumy był wyjątkowy. Nikt przed nim nie
wpadł na to, by w ten sposób zagarnąć pradawną bestię
znajdującą się pod pieczą rodziny Cage. Owszem, zdarzały się
napaści na Strażniczki, tortury, trans, pogańskie rytuały... Ale
nikt nie spróbował wżenić się w ród Strażniczki, choć
wydawało się to tak banalne.
W całym planie
Shina Takeda widział tylko jeden, drobny mankament. Wiedział od
Kazumy, że Jennifer w istocie jest bardzo pruderyjną i delikatną
dziewczyną., a co za tym idzie... Jak, do jasnej cholery, zamierzał
zmusić tę kruchą szesnastolatkę do wpuszczenia go do swojej
sypialni?
- Zastanawia
mnie tylko jedna rzecz. Skoro to biedne dziewczę już wyraziło
zgodę na urodzenie twojego dziecka, jak skłonisz ją do... dalszych
kroków? - zapytał tonem
imitującym obojętność.
- W
zasadzie, to nie było takie trudne –
odparł z przebiegłym uśmiechem.
Takeda w
niedowierzaniu uniósł brew. Korciło go, by zadać jakieś pytanie.
Chciał wiedzieć więcej, znacznie więcej. Potencjalnych wrogów
zawsze trzymał blisko siebie, a Kazuma, choć teraz wydawało się,
że mówiąc mu o tym wszystkim chce zawrzeć coś w rodzaju sojuszu,
by Takeda nie wchodził mu w paradę, bardzo szybko mógł stać się
jego największym wrogiem. Potrzebował informacji, szczegóły
zawsze były jego bronią. Miał nadzieję, że nie będzie musiał
konkretyzować pytań, w końcu należał to tego pokolenia
dżentelmenów, gdzie gest i spojrzenie mówiły znacznie więcej niż
słowa, a takt był świętością.
Shin przyglądał
się mu uważnie. Na tyle uważnie, by dokładnie wiedzieć, o czym
myśli... Zresztą, ślepy by zauważył. Takeda niecierpliwie czekał
na jego następne słowa. Tak właściwie, to nie do końca wiedział,
na co on liczył. Jeśli spodziewał się jakiegokolwiek
sprawozdania, to się przeliczył. Shin może i był zdeprawowanym
łajdakiem, ale znał granice.
Mimo wszystko, jedna
sprawa nie dawała mu spokoju.
- Tylko
mam wrażenie, że moja żona już obrała jakąś strategię.
Wyobraź sobie, rano, jak gdyby nigdy nic, najspokojniej w świecie
stała przed lustrem. Zamieniła ze mną kilka słów i nic więcej.
Delikatnie, acz dość dobitnie dała mi do zrozumienia, że nie chce
mnie widzieć. - Zmarszczył
lekko brwi, zastanawiając się nad tym.
Tadao wzruszył
ramionami. Cóż mógł powiedzieć? Jennifer, jak to kobieta, miała
swoje kaprysy i on na miejscu Kazumy nie dopatrywałby się w tym
niczego podejrzanego. Zapewne do wieczora tysiąc razy zdąży
zmienić zdanie i nastrój. Niezależnie od rasy, wszystkie kobiety
były takie same i był przekonany, że żona Shina nie wyłamała
się z tego schematu.
- Ktoś tu jest
przewrażliwiony jak szczeniacko zakochany absztyfikant. Daj sobie
spokój, przejdzie jej. - Lekceważąco machnął ręką.
„Szczeniacko
zakochany absztyfikant” westchnął i zamyślił się nad czymś.
Przypominał sobie tę pamiętną noc z najdrobniejszymi szczegółami.
Czuł wtedy coś, czego nie potrafił nazwać... czy może raczej:
nie był pewien czy TAK to powinien nazwać.
- O czym tak rozmyślasz? - zapytał
na pozór znudzonym tonem Takeda.
- O
Jennifer – odparł bez
wdawania się w szczegóły.
Zamiast
o cokolwiek pytać, Takeda posłał mu spojrzenie, które zdawało
się mówić za niego.
- Wiesz...
ma w sobie jakiś urok –
oznajmił z lekkim uśmiechem.
Takeda
wywrócił oczami. O wielkie nieba! Znalazł się, Romeo od siedmiu
boleści. Poza nietypową urodą, Jennifer nie miała w jego
mniemaniu nic ciekawego do zaoferowania. Ale cóż, doskonale
wiedział, że odkąd Kazuma się z nią ożenił, nawet nie spojrzał
na inną kobietę, więc...
-
Wyposzczonemu nawet byle ochłap będzie smakował jak kawior –
mruknął pod nosem, przechodząc w kierunku okna.
Kiedy się odwrócił,
okazało się, że Shin stał tuż za nim. Ciemne oczy wampira
przeszywały chłodem, gdy z największym spokojem i opanowaniem
przemówił:
-
Chyba się zapominasz, Takeda, gdzie podział się twój szlachetny
takt? Jennifer jest moją żoną, a powód, dla którego nią została
niczego nie zmienia. Tym razem daruję ci tę zgryźliwą uwagę, ale
jeśli jeszcze raz choć spróbujesz ją obrazić, będziesz tego
gorzko żałował. Czy to jest dla ciebie jasne?
Tylko siłą woli
udało mu się opanować nerwy. Bez słowa skinął głową, a kiedy
Shin odwrócił się, by wrócić na swoje miejsce, mało brakowało,
a Tadao odetchnąłby z ulgą. Musiał przyznać sam przed sobą, za
bardzo przyzwyczaił się do tego, że jest nietykalny. Jako
Przewodniczący mógł mówić i robić co mu się żywnie podobało
i nikt nie ośmieliłby się mu tego zabronić. Zapomniał jednak, że
Kazuma, choć stronił od wampirzej społeczności, był równie
potężny, a swego czasu nawet poważnie zagrażał jego stanowisku.
Takeda był pewien, że gdyby teraz został zabity, Kazuma zająłby
jego miejsce i nikt słowem nie wspomniałby o jego stracie. Umarł
król, niech żyje król. Taki właśnie ład panował w ich świecie,
okrutny, ale za to jaki wygodny.
-
Pójdę już, do zobaczenia. -
Shin jak gdyby nigdy nic zabrał swoje rzeczy i wyszedł, pożegnany
krótkim skinieniem głowy.
Przewodniczący
Starszyzny usiadł w fotelu i zasępił się. Musiał być znacznie
ostrożniejszy. Kazuma nie miał skrupułów, przekonał się o tym
lata temu i choć wycofał się z życia ich społeczności na tyle,
że uśpił czujność wszystkich wokół, łącznie z Takedą, to w
każdej chwili mógł zaatakować. A Przewodniczący miał zbyt wiele
do stracenia.
Postanowił
zaczekać. Ostatecznie to wątłe przymierze z Kazumą mogło się
okazać żyłą złota. A jeśli nie, to kto wie? Może ta mała,
zagubiona dziecina stanie się słabością Shina? Wtedy Takeda nie
zawaha się, by wykorzystać ją do unicestwienia przeciwnika. Nie
popełni błędu sprzed lat, nie pozwoli mu się podnieść.
<***>
Witam!
Udało mi się cudem skończyć ten rozdział. Nie wiem jak, bo i chęci momentami miałam tyle co kot napłakał, a i wena czasem odpływała gdzieś hen daleko... No takie smutne życie. Zaczął się rok szkolny, więc... no, tak, czy muszę coś mówić? Poza tym, że umrę na maturze? Chociaż wolałabym przed, tak bym sobie przynajmniej wstydu oszczędziła...
Nie wiem jak będzie z pisaniem, póki co mój grafik wygląda dramatycznie. ;_; No, ale "szlachta na koń wsiędzie i jakoś to będzie", nie?
Pozdrawiam - Andzik
Oho, zupełnie nie spodziewałam się wizyty Jonathana u Kage! Jeny, tatuś to jednak ma nerwy ze stali, bo ciężko takiego osobnika nie udusić własnymi rękoma, gdy pojawia się nagle w progu domu. Jonathan ma rację, że tego, co zrobił, nie da się zadośćuczynić. A szkoda, bo ogółem to całkiem w porządku koleś. Pod pewnymi względami go lubię.
OdpowiedzUsuńEch, racja, że Aya przeżywałaby to, co się dzieje z Aiką, jak mrówka/żaba okres, ale z drugiej strony… trochę tak dziwnie o niczym jej nie mówić. Normalnie zresztą pewnie już by się zainteresowała, co się ostatnio u Aiki dzieje, ale że sama znajduje się w trudnej (łagodnie mówiąc) sytuacji, to może się nad tym nie zastanawiać… Ech, biedne dziewczątka. Takie młode, a tyle zmartwień na głowie! :(
O. Ta posiadłość Shirahime faktycznie musiała zrobić wrażenie! Niemniej wolę skromniejsze i bardziej przytulne klimaty. ^^
[Musiałam sprawdzić, co to za kwiaty te alstromerie. Znam je, ale nie wiedziałam, że te kwiatki się tak nazywają. :o]
„Kochanie”, „skarbie”, „moja droga”… Czy tylko mnie od tego mdli? Jeny, niech się ci idioci wypchają! ;_; Z drugiej strony, Etsuko akurat jest mi nieco żal. No nie jej wina, że urodziła się w takiej, a nie innej rodzinie i wydali ją za tego, a nie innego wampira. I że ma takiego, a nie innego syna. Ech.
„Kiedy podniosła na niego swe szare oczy, nie miał żadnych wątpliwości. Gdyby spojrzeniem można było zabić, w tej chwili skończyłby swój żywot.” – To jedna z tych chwil, w których bardzo, ale to bardzo żałuję, że faktycznie nie można zabić spojrzeniem! Z drugiej strony, miałabym wówczas na sumieniu już co najmniej kilka(naście/dziesiąt?) istnień, więc może to i lepiej?
Pan „personifikacja perfekcji” jest na swój sposób naprawdę przerażający. Jeny, aż się stresuję, co będzie dalej (nadmienię w tym momencie, że piszę komentarz na bieżąco, więc nie wiem, co będzie później). Etsuko już w niczym nie „pomoże”. Biedna Aya sama z Yoshiro, pfe! ;_;
Jeny, co za kanalia. ;_; Aż się trzęsę ze złości! Jak ja bym chciała go rozszarpać na strzępy! (Choć nie, wolałabym, żeby zrobił to Hiroshi. <3) Przecież on to dziecko zasadyści (takie neologizmy lecą!) na śmierć! Uch, aż wolę sobie tego nie wyobrażać. Toć ten dupek nie zna litości. Gdyby jeszcze nie był taki cholernie inteligentny – okej, można sobie jakoś z takim poradzić. Ale z takim spryciarzem, perfekcjonistą i sadystą? Oj, łatwo nie będzie. Uuu, tak mi żal Ayi. :(
A przy okazji napomknę tylko, że wciąż brakuje mi większej ilości informacji na temat tego, co się stało wówczas, gdy Yoshiro zabił przyjaciółkę Ayi i niemalże ją samą. ;_;
Jeju, Shin jest taki cudowny! Wredny egoista, ale jakże inteligentny i przebiegły! Sprytne bestyja. Zawsze wie, kiedy coś powiedzieć, a kiedy milczeć. Co zrobić, a czego nie. Jennifer nie ma z nim szans. Jest tylko małą, zagubioną dziewczynką, która naiwnie wierzy, że robi to, co musi i że jest to najlepsze wyjście. Jakże się myli! Żal mi jej. Serio. Ale jednocześnie nie mogę uwierzyć, jak można być tak zaślepioną i głupią. Na siłę się oszukuje. Wmawia sobie tysiąc rzeczy, zamiast przyznać, że popełniła błąd i wciąż robi głupoty. No ale cóż, sama wybrała podążenie tą, a nie inną ścieżką…
UsuńHIROSHI! Boziu, jak ja się za nim szalenie stęskniłam! Od początku tej sceny moje serducho wywija radosne salta, a buzia sama się śmieje, mimo tego, że Aya jest w dość opłakanym stanie. Jeju, mój kochany! Jak on musiał słodko wyglądać – taki niedobudzony, ledwo „wstanięty” (jak to czasem w domu mawiamy), z rozczochranymi włosami i, jak się później okazało, w samych spodniach od piżamy. :3 Aya, chwytaj widoki, póki możesz! Ale nie, gdzie tam, ta to tylko emuje, nawet w takim wiekopomnym momencie! ;_;
Biedna, nie dziwię się, że nie chciała wracać do domu ani że nogi same zaprowadziły ją do Hiroshiego. <3 Byle tylko nie musiała potem tego żałować! ;_; Ostrzeżenie Yoshiro to nie czcze groźby, niestety. Ale niechże się gość pałuje! Aya ma prawo posiedzieć sobie z Hiroshim. <3
Jak słodko on się o nią martwi! <3 (Aż się sama zastanawiam, czy Ayi zdarza się chorować, czy też nie.) Waaa, i już widzę Ayę w jego bluzie. <3 I ta jego gotowość na wszystko! Na serio mógłby od razu iść do tego pacana i z satysfakcją go zamordować. No ale spokojnie, trzeba wszystko przemyśleć, ogarnąć. Do licha, nadal nie mam pojęcia, jak zrobić to tak, by nie dostało się za to ani Ayi, ani jej rodzinie. Ale, o losie, jak ja bym chciała przeczytać scenę, w której Hiroshi zabija Yoshiro, boleśnie powoli…! Niech debil poczuje, jak to jest, gdy to on jest ofiarą, o! No ale czy do tego dojdzie, nie wiem, bo z Tobą nigdy nic nie wiadomo. ;_;
Jestem ciekawa rozmowy Hiroshiego i Kage! <3 Będzie super. :D Oni potrafią być tacy słodcy i nieco śmieszni, gdy przychodzi do czegoś, co ma jakikolwiek związek z Ayą…
Dobra, lecę do następnej sceny, bo o Hiroshim mogłabym pisać w nieskończoność i układać hymny na jego cześć, a nie o to tu chyba chodzi. ^^’ W każdym razie you’ve made my day tą sceną! <3
„Shin może i był zdeprawowanym łajdakiem, ale znał granice.” – Hahah. xD Tak to skwituję. xD
„Szczeniacko zakochany absztyfikant” – jak wyżej. xD Uwielbiam Twoje teksty i porównania!
Shin jaki groźny, wow. :D Niech Takeda ma się na baczności. Tym bardziej, jeśli faktycznie Kazuma jest aż tak potężny i w razie upadku Takedy to on zostałby „władcą” krwiopijców. No, no.
„Nie popełni błędu sprzed lat, nie pozwoli mu się podnieść.” – Powinnam coś na ten temat pamiętać czy ten wątek dopiero będzie rozwinięty? *skleroza*
Powodzenia w szkole i całej reszcie, wnusiu! Wierzę, że dasz radę – i z maturą, i z prawkiem, i tak dalej. Mówię Ci. :3
Wiem, że masz tysiąc spraw na głowie, ale mam nadzieję, że mimo wszystko od czasu do czasu zsiądziesz do komputera/zeszytu/czegoś tam i skrobniesz parę słów ku pokrzepieniu (?) serc. ^^
Dzięki za rozdział (szczególnie za Hiroshiego <3). Buziaki! :*
To ja tu wpadam z zamiarem poinformowania o nowym rozdziale Czar-Łowczyni,a tu co? A tu rozdział! Nie wiem czy mnie informowałaś, ostatnio jakaś roztrzepana jestem (a kiedy nie byłam? ha ha!).
OdpowiedzUsuńTia, Aya ma przewalone z narzeczonym, ale Hiroshi... MÓJ BOHATERZE! Kooooocham goooo! Nie żebym planowała odbić Ayi chłopaka, ale Hiroshi jest zdecydowanie moją ulubioną, męską postacią, w Twoim opowiadaniu! No, poza Luckiem, którego dawno nie było i tym... kurde, jak się absztyfikant Aiki nazywał?? Zapomniałam ^^" Za rzadko piszesz :P
Kolejna rzecz- co zrobił Jonatan, ze Kage i Maaya moga go nienawidzić? Że go nienawidzą?
Hm... Nie pamiętam co jeszcze... A Jennifer! I co z tym głupim, próżnym stworzeniem będzie? Serio, aż mi jej żal!
Co do komentarza u mnie:
Nooo Nikolina to tak pomyślana postać, szczerze mówiąc, ale i mnie potrafi zaskoczyć xD
Co Ty chcesz od Victora?? Wiem, że może wydawać się nieco... porąbany, w końcu jaki wampir próbuje się zabić? No ale! Któregoś dnia, w którymś rozdziale to się ładnie nam wyjaśni... Obiecuję rzucać okruszki, byście węszyli i szukali odpowiedzi xD
Oj, wcale nie piszesz jakbyś miała siedem lat xD To było spontaniczne i szczere i odświeżające ;)
Pozdro i weny!
K.L.
Skoro nie planujesz odbijać mi faceta, to cieszę się, że jesteś jego fanką. :D No bo jakże go tu nie kochać?! <3
Usuń(Nie mogłam się powstrzymać! :D)
Hahaha xD
UsuńZapraszam na 5 rozdział Czar-Łowczyni!
OdpowiedzUsuńK.L.
Siadłam i dokończyłam część 3 Krewi nie wody. Wkurzało mnie, że wciąż jest niezakończona, także... Zapraszam!
OdpowiedzUsuńhttp://home-kiran.blogspot.com/2016/09/krew-nie-woda-3.html
K.L.
Zapraszam na 6 rozdział Czar-Łowczyni!
OdpowiedzUsuńZapraszam na 7 rozdział Czar-Łowczyni!
OdpowiedzUsuńK.L.
No tyle jest, ale wena na razie mi się skończyła i nie wiem jak to dalej będzie ;/
OdpowiedzUsuńKocham biblioteki i uniwersytety, więc pojawiają się one w moich opowieściach, o ile mogę sb na to pozwolić xD
Hahaha xd później bali już nie będzie ;) Chyba xD
TO dlaczego to robi, w końcu się wyjasni :D
Hehe, słowo,że na to pytanie dostaniesz odpowiedź w następnym rozdziale :D
Zapraszam na 8 rozdział Czar-Łowczyni!
OdpowiedzUsuńK.L.
Zapraszam na 9 rozdział Czar-Łowczyni
OdpowiedzUsuńK.L.
Oj, spoko! Ja też zamulam, tyle, że mam te rozdziały napisane, to dodaję ;)
OdpowiedzUsuń"Na bezrybiu i rak ryba" chyba tak to brzmi xD Popłakałam się ze śmiechu :D
Michiela to i ja nie lubię. Wkurza mnie.
No, nie byłby królem, jakby nie był cwany xD
Dowiesz się! Słowo! Kiedyś xD
Dzięki za komentarz ;*
K.L.
Zapraszam na rozdział 11!
OdpowiedzUsuńK.L.
Zapraszam na rozdział 12 Czar-Łowczyni!
OdpowiedzUsuńK.L.
Zapraszam na 13 rozdział Czar-Łowczyni!
OdpowiedzUsuńPozdro!
K.L.
Zapraszam na nowy rozdział Vampire Night! :*
OdpowiedzUsuńZapraszam na Czar-Łowczynię i Home! Jak będziesz miała czas-co nieco się tam pojawiło ;)
OdpowiedzUsuńPozdro!
K.L.
Zapraszam na rozdział! :D
OdpowiedzUsuńK.L.
Zapraszam na rozdział! :)
OdpowiedzUsuńK.L.
Witam i zapraszam na rozdział!
OdpowiedzUsuńPozdro,
K.L.
Zapraszam na kolejny rozdział.
OdpowiedzUsuńK.L.
Zapraszam na rozdział! :)
OdpowiedzUsuńK.L.
Zapraszam na kolejny rozdział!
OdpowiedzUsuńK.L.