sobota, 25 lipca 2015

Rozdział XXIII

Co jej, do cholery, strzeliło do głowy?! Czy już do reszty zgłupiała?! Wyznania miłosne w blasku księżyca? To brzmi przecież jak kolejny absurd rodem z taniego kioskowego romansidła! Uświadomiwszy to sobie, stanęła w pół kroku, opierając się o pień drzewa. Wciągnęła głęboko w płuca przenikliwie zimne powietrze, które pozwoliło jej opuścić sferę nierealnych marzeń i zejść na ziemię.
Kiedy podniosła wzrok, bez trudu mogła zobaczyć wyraźny kontur domu nekromanty. Pokręciła głową i uśmiechnęła się z goryczą. Rzeczywiście, Aya, zgłupiałaś..., pomyślała, zdając sobie sprawę z tego, jak bezmyślnie postąpiła.
Szczęście, na które według Hiroshiego zasługiwała, miłość, która miała ją spotkać, w co szczerze wierzyła Maaya... to wszystko było niemożliwe. Aż sama dziwiła się teraz swojej naiwności. Co ona sobie wyobrażała? Czy naprawdę parę słów desperacko trzymającej się nadziei Maayi było w stanie sprawić, że bez chwili zastanowienie wybiegła z domu po to, by spotkać Hiroshiego i wyznać mu to, co czaiło się głęboko, głęboko na dnie serca? Przecież to absurd!
Zacisnęła dłonie w pięści, przymykając powieki. Powinna jak najszybciej wrócić do domu. Jeśli ukryje swoją aurę i wejdzie po cichu, to może uda jej się uniknąć rozmowy z matką... Chociaż, jeśli miała być szczera, to nie wierzyła w cuda. Pewnie Maaya już siedzi na schodach, by nie przegapić momentu, w którym Aya wejdzie do domu i czeka z niecierpliwością na sprawozdanie.
Westchnęła ciężko i odwróciła się na pięcie. Niemal pisnęła z przerażenia, gdy przed nią niespodziewanie wyrosła postać nekromanty.  
- O Boże! - wydusiła, przykładając dłoń do serca i z trudem łapiąc powietrze. Nie miała pojęcia, dlaczego aż tak się przestraszyła, w końcu można się było po nim spodziewać, że pojawi się nie wiadomo skąd i nie wiadomo jak. 
- No nie przesadzajmy, „Hiroshi” wystarczy – odparł z dobrodusznym uśmiechem.
Spodziewał się czegoś w stylu ciętej riposty albo ironicznego uśmiechu, ale odpowiedziała mu tylko cisza, a Aya uciekła spojrzeniem gdzieś w bok. Natychmiast spoważniał. Coś było nie tak.  
- Aya, czy wszystko w porządku? - spytał po chwili milczenia. Chciał nawiązać kontakt wzrokowy z dziewczyną, jednak wszystkie próby spełzały na niczym.
Ogarnęła ją panika. Miała ochotę uciec i właśnie to podpowiadała jej każda część umysłu. Pewnie już dawno byłaby w połowie drogi do domu, gdyby nie doświadczenie, które nauczyło ją, że Hiroshi i tak jej nigdzie nie puści. Nie pozwoliłby jej odejść bez słowa.
Wzięła głębszy oddech, odwracając spojrzenie w kierunku chłopaka i przywołała na twarz uśmiech, który, mimo że się bardzo starała, nie był w stanie nawet udawać naturalnego, po czym skinęła głową i odparła krótko: 
- Tak, wszystko w jak najlepszym porządku.
Bez słowa patrzył na nią przez czas, który równie dobrze mógł być sekundą jak i godziną. Czuła, że bez problemu może przejrzeć tak marny kamuflaż. Zresztą, jak w ogóle mogła się łudzić, że uda jej się z tego wybrnąć? 
- Nie wiem, czy ktoś ci już to mówił... ale jeśli chodzi o kłamanie, to jesteś największym beztalenciem, jakie w życiu widziałem – przyznał z powagą. - A teraz zapraszam do siebie, bo przypuszczam, że właśnie tam zmierzałaś, prawda?
Wymruczała coś niewyraźnie, spuszczając głowę tak nisko, że włosy zasłaniały jej twarz. Żałowała, że nie ma ze sobą szalika, w którym mogłaby się schować, ale w tym pośpiechu nawet nie zdążyła się porządnie ubrać.
Hiroshi interpretując to jako potwierdzenie swoich słów, wziął ją za rękę i poprowadził w kierunku domu. Jeszcze nie wiedział co się stało, ale nie zamierzał odpuścić brunetce. W końcu nie na darmo przybiegła tu w środku nocy (za co w odpowiednim czasie zamierzał ją zganić) i nie na darmo zawróciła parę metrów od celu.
Kiedy zamknęły się za nimi drzwi wejściowe i nekromanta pomógł jej zdjąć płaszcz, Aya wiedziała, że nie ma już odwrotu. Co tu dużo mówić, wpadła jak śliwka w kompot. 
- Dobrze, rozgość się, a ja zaraz przyniosę herbatę – powiedział, wprowadzając ją do salonu.
Przytaknęła cichutko i usiadła na brzegu kanapy, schludnie składając dłonie na kolanach. Starała się uspokoić, ale ta pustka, którą miała w głowie, gdy próbowała wyobrazić sobie, co ma mu powiedzieć napawała ją lękiem. Boże, co ona teraz zrobi?! 
- Tak, panno Hiou... proszę mi teraz powiedzieć jaki jest powód, dla którego zamierzałaś dopuścić się tak nieprzyzwoitego czynu jak odwiedzenie w środku nocy samotnie mieszkającego, przystojnego jak diabli nekromanty? - zapytał, zdejmując z tacy serwis do herbaty.
Dziewczyna to splatała palce, to je prostowała. Przyszła tu pod wpływem impulsu, zupełnie tego nie przemyślała, a teraz musiała ponieść konsekwencje swojego zachowania. Przecież nie mogła tak od razu wypalić z teksem: „kocham cię, Hiroshi”. To by było co najmniej dziwne, a w dodatku po czymś takim ze wstydu chyba weszłaby w jakąś mysią dziurę i nie wyszła z niej do końca wieczności.
W ogóle mówienie o uczuciach nie wchodziło w grę… W końcu sama niedawno zdała sobie z nich sprawę, na dzielenie się nimi było jeszcze zbyt wcześnie. Zdecydowanie lepiej zacząć od czegoś prostszego… 
- Cóż... - zaczęła, nie bardzo wiedząc jak ma kontynuować. Z nerwów przejeżdżała staranie opiłowanym paznokciem wzdłuż wyraźnie zarysowanej na tle jasnej skóry żyły. Miała już się wycofać, pokręcić głową i zamilknąć, kiedy doznała olśnienia i przypomniała sobie, że przecież nim przeszły z Maayą do spraw sercowych, rozmawiały o czymś zupełnie innym. I właśnie tym teraz zamierzała się podzielić z Hiroshim. Może nie był to wiele lżejszy temat... ale zawsze lepsze to od wyznawania uczuć. Wzięła głęboki oddech, ale nie mogła wyrzec ani słowa. W końcu... w końcu to była tajemnica jej życia - To nie jest takie proste... - powiedziała ściszonym głosem.
- Spokojnie, mamy bardzo dużo czasu – odparł, siadając na fotelu naprzeciw niej.
Uśmiechnął się do niej kojąco i cierpliwie czekał, popijając z filiżanki herbatę.  
- Posłuchaj, Hiroshi - podjęła po chwili milczenia – wtedy, kiedy mówiłam ci o... o tym ślubie, powiedziałam, że nie może nic się stać ani Yoshiro, ani mnie, ponieważ moja rodzina poniesie konsekwencje, pamiętasz?
Chłopak potwierdził skinieniem głowy. Oczywiście, że pamiętał. Jak mógłby zapomnieć o czymś tak ważnym? Odstawił filiżankę na stolik i pochylił się lekko w kierunku dziewczyny, wyczekując następnych słów. Wszystko wskazywało na to, że Aya w końcu zamierza odkryć przed nim jedną ze swych tajemnic.
Przygryzła wargę i wbiła wzrok gdzieś w przestrzeń. Jak się powiedziało „a”, trzeba powiedzieć „b” i Hiou zdawała sobie z tego sprawę. Zamilkła jednak na chwilę, by móc ułożyć sobie wszystko to, co zamierzała przedstawić nekromancie. Nie mogła od tak sobie wypalić z tekstem, że jest dhampirką. Nie uwierzyłby jej, a jeśli nawet, nie chciała, by doznał szoku. Dlatego musiała delikatnie ubrać to w słowa.  
- Tak... zaczęłam wtedy mówić o mamie, jednak przerwałam. Nie dokończyłam, ponieważ nie mogłam sama zadecydować o tym, czy masz prawo wiedzieć, czy nie. Musiałam to uzgodnić z rodzicami. - Choć wiele ją to kosztowało, przeniosła wzrok na Hiroshiego. W jego oczach odbijało się zrozumienie i ciepło, które jakimś magicznym sposobem dodało jej pewności i odwagi. - Teraz mogę ci powiedzieć o wszystkim. Chodzi o to, że moi rodzice... nie są standardową parą wampirów z wyższych sfer. Znaczy, tata jest głową jednego z najstarszych rodów, w jego żyłach płynie najczystsza krew, jednak mama... - zacięła się, ale po wzięciu głębszego oddechu kontynuowała – moja mama nie zawsze była wampirem.
Aya zamilkła, a Hiroshi skinął głową, przetrawiając informacje, których mu dostarczyła. Jeśli miał być szczery, spodziewał się czegoś znacznie gorszego. W końcu, nieczęsto, ale jednak, zdarzały się małżeństwa przemienionych wampirów z tymi z najstarszych rodów. 
- To jeszcze nie wszystko – odezwała się cicho widząc, że chłopak tę przerwę w monologu potraktował jako koniec historii. - Nie byłoby w tym wszystkim nic niecodziennego, gdyby nie fakt, że urodziłam się, gdy mama była jeszcze człowiekiem.
Potrzebował paru sekund, by przyswoić sobie wszystko to, co usłyszał. Bardzo szybko wyciągnął wnioski, które wydawały się nieprawdopodobne. 
- Czyli jesteś... 
- Dhampirem – dokończyła za niego i wbiła wzrok w podłogę.
Zmarszczył brwi, zerkając na nią. Do tej pory myślał, że to niemożliwe. Związki wampirów z ludźmi przeważnie były krótkie, a jeśli ich owocem było dziecko, zwykle rodziło się martwe lub umierało w pierwszych tygodniach życia razem z matką. Tymczasem siedziała przed nim szesnastoletnia dziewczyna. Jej życie śmiało można było nazwać cudem. Uśmiechnął się subtelnie. Choć nic między nimi to nie zmieniało, nie mógł się oprzeć wrażeniu, że teraz tym bardziej musi się postarać, by pomóc jej zdobyć szczęście.
Cisza, która zapadła przytłaczała ją. Miała wrażenie, że to milczenie pobiera cały tlen znajdujący się w pomieszczeniu i że zaraz się udusi. 
- Hiroshi, powiedz coś. Cokolwiek, proszę... – wydusiła, nie mogąc już znieść dłużej tej ciszy.
Odpowiedziało jej ciche westchnie. Nekromanta wstał ze swojego miejsca i usiadł tuż obok niej. Delikatnie odwrócił jej twarz w swoją stronę, żeby spojrzeć w szare oczy przesłonięte rzęsami. 
- Aya, cieszę się bardzo, że mi powiedziałaś. Doceniam również fakt, że twoi rodzice byli w stanie na tyle mi zaufać, żebyś mogła mnie we wszystko wtajemniczyć – oznajmił z delikatnym uśmiechem.
Nie takiej reakcji się spodziewała.Zamrugała parę razy, uważnie się w niego wpatrując i kiedy zdała sobie sprawę z tego, że tak się wgapia, a Teramoto wciąż trzyma dłoń na jej policzku, poczuła bezlitosny rumieniec, który w najmniej odpowiednim momencie oblał jej twarz.  
- Ojej, tylko nie to! - Odsunęła się od niego najdalej jak tylko się dało i odwróciła głowę, by ukryć policzki, które z pewnością zdążyły już przybrać barwę dojrzałego pomidora. 
- Aya, czy ja cię zawstydzam? - spytał, z całych sił starając się nie roześmiać. 
- Jak możesz zadawać takie pytania?! - jęknęła boleśnie. Próbowała głęboko oddychać, by się uspokoić, jednak czuła, że serce zaraz rozbije jej żebra.- Przychodzę tu w środku nocy, żeby zdradzić ci największą tajemnicę swojego życia, a ty mi wyskakujesz z takimi pytaniami!
Próbowała wybrnąć z sytuacji, ale miała wrażenie, że z każdym słowem coraz bardziej się pogrąża i zaraz wyda się, dlaczego tak naprawdę wybrała się do niego o tej porze.  
- Przepraszam, ale nie mogłem się powstrzymać. Nie złość się tylko na mnie – odparł, przybierając nieco bardziej poważny wyraz twarzy.
Obejrzała się po chwili przez ramię, zerkając na bruneta podejrzliwie. 
- I... to wszystko? - zapytała niepewnie.
Wyglądało na to, że nie przejął się tą informacją za bardzo, a ona nie wiedziała czy ma się z tego powodu cieszyć, czy może lepiej obrazić.
Przysunął się bliżej i znowu odwrócił ją do siebie. Z serdecznością w spojrzeniu i ciepłem w uśmiechu rzekł: 
- Posłuchaj, nieważne do jakiej rasy należysz. Możesz być wampirem, człowiekiem, demonem, Niszczycielką czy nawet Pogromczynią, ja i tak będę cię uwielbiał.
Posłała mu szczery subtelny uśmiech, który niekontrolowanie wypłynął na jej usta. Miała ochotę go nawet przytulić, ale szybko zrezygnowała.
- No chodź tu. - Zupełnie jakby mógł czytać jej w myślach, wyciągnął ramiona w stronę Ayi, która, niewiele myśląc, uwiesiła mu się na szyi.
Cały stres i niepewność, które odczuwała przychodząc tu zniknęły gdzieś na dobre. Nie miała do końca pewności, czy to wszystko aby na pewno dzieje się naprawdę. Bo czy to w jej przypadku było możliwe? 
- Jesteś najlepszy, Hiroshi – szepnęła, wtulając się w jego ramię. 
- Powiedz mi coś, czego nie wiem – zaśmiał się cicho, gładząc ją po plecach. 
- Następnym razem – odparła po chwili wahania. Zamierzała powiedzieć to głośniej, jednak głos wbrew jej woli stracił na mocy i zamiast pewnej obietnicy, z jej ust popłynęły ciche słowa.
Nie był pewien, czy aby się nie przesłyszał, dlatego odchylił się, by spojrzeć na Hiou. Powaga i zmieszanie, które odczytał w jej szarych oczach dały mu pewność, że dobrze zrozumiał słowa przez nią wypowiedziane. Czyżby kolejna z tajemnic miała zostać dla niego odkryta? Skinął nieznacznie głową i uśmiechnął się ciepło. Szybko sobie jednak o czymś przypomniał, zmarszczył czoło i posłał jej srogie spojrzenie. 
- Przykro mi burzyć tę sielankę, ale muszę cię skarcić, panno Hiou! - Podniósł się z miejsca i pogroził jej palcem. Nigdy jeszcze nie widział na jej twarzy takiego zdumienia. 
- A co ja takiego zrobiłam? 
- A kto się w nocy po lasach pałęta?! I czyja potem będzie wina jak coś się stanie? Oczywiście moja! - oznajmił z wyrzutem.
Popatrzyła na niego przez chwilę, po czym z ironicznym uśmiechem rzuciła: 
- Przepraszam, mamo, to się nie powtórzy.
Odetchnął głęboko, a dobrze zagrany wyraz gniewu ustąpił z jego twarzy. 
- Nie żartuję. Uważaj na siebie.
Skinęła głową w milczeniu i sięgnęła po filiżankę herbaty, która zdążyła już ostygnąć. Troska, która pobrzmiewała w jego glosie przyjemnie ogrzała serce Ayi. Powie mu, już o tym zdecydowała. Ale następnym razem, gdy się spotkają. Teraz już było za późno, a poza tym, i tak nie miałaby odwagi, by zdobyć się na kolejne wielkie wyznanie.
Umiejętnie zagadnęła go i ich rozmowa skierowała się na znacznie bezpieczniejsze i beztroskie tematy. Uśmiechnęła się lekko. Na dziś koniec wyznań.
<***>
Cisza zalegająca w domu Kiyokuro sprawiała, że świst szalejącej za oknami wichury zdawał się być równie głośny i przenikliwy w salonie jak i na zewnątrz. Pochylony nad stolikiem Jonathan starannie wypełniał dokumenty, co chwila kierując wzrok ku siedzącej na fotelu Aice.
Szatynka od dłuższego czasu przypatrywała się stronie, na której otworzyła podręcznik. Jej spojrzenie nawet nie prześlizgiwało się po linijkach tekstu. Po prostu wbiła wzrok w jeden punkt, myślami odbiegając zupełnie od gramatyki języka angielskiego, którą miała zamiar powtarzać.
Ułożył dokumenty w równy stosik i przesunął je na brzeg stolika, po czym wyprostował się, by móc lepiej przyjrzeć się Niszczycielce, która od co najmniej piętnastu minut tkwiła w tej samej pozycji. Zwykle momentalnie wyczuwała na sobie spojrzenie, ale teraz nawet nie drgnęła. 
- Aika? - odezwał się, a ponieważ nie uzyskał żadnego efektu, powtórzył jeszcze raz. Dopiero wtedy podniosła głowę i zwróciła oczy ku demonowi. 
- Tak? - Szybko przywołała na usta subtelny, niemal niedostrzegalnie sztuczny uśmiech.
Jonathan westchnął, kręcąc głową. Dlaczego ta dziewczyna nigdy nie robi tego, o co się ją prosi? Zawsze musiała zrobić po swojemu i wszystko utrudniać. 
- Aika, odłóż tę książkę, bo i tak nie robisz z niej pożytku i podejdź tu.
Odrobinę speszona tą uwagą zamknęła podręcznik i zostawiła go na stoliku. Wstała z fotela i przeszła kilka kroków dzielących ją od blondyna. On wskazał jej miejsce na kanapie tuż obok siebie i kiedy szatynka już usiadła, rzekł: 
- Dlaczego zawsze muszę wszystko z ciebie wyciągać? Czy nie mogłabyś choć raz, jeden jedyny raz, powiedzieć co cię gryzie bez tej całej szopki z udawaniem, że niby wszystko w porządku?
Przymknęła powieki i pokręciła głową. To, co zajmowało jej myśli nie było związane z Jonathanem. 
- Przepraszam, nie chciałam zawracać ci głowy. Po prostu martwię się o przyjaciółkę - odparła szczerze.
Przez kilkanaście niezwykle długich sekund nie spuszczał z niej oczu.  
- Jestem tu właśnie po to, żebyś mogła mi zawracać głowę. A teraz słucham, co się stało?
Nie odpuści, wiedziała to. Rzuciła mu tylko znaczące spojrzenie, z którego nic sobie nie robił i zaczęła opowiadać.
Może przesadzała, ale nie mogła przestać myśleć o Rice. Sądziła najpierw, że dziewczyna po powrocie do domu po prostu pokłóciła się z matką, lecz im dłużej o tym myślała, tym bardziej wątpiła w tę wersję zdarzeń. Czy to by tłumaczyło dlaczego nie było również Charlesa? Coś musiało się stać, czuła to. 
- Nie wiem, chyba jestem przewrażliwiona, ale... Boję się o nich.
Przez chwilę zbierał myśli, żeby móc jej odpowiedzieć. Nie widział powodu, żeby zaraz wpadać w taką panikę, gdyż najprawdopodobniej ta dziewczyna i jej chłopak siedzą w domach, a w szkole nie zjawili się tylko i wyłącznie z lenistwa. 
- Myślę, że po prostu szczeniacko przedłużyli sobie weekend i nie ma co się tym przejmować. Ale jeśli to cię uspokoi mogę wszystko sprawdzić – odparł spokojnie.
Posłała mu w podziękowaniu uśmiech. Był naprawdę nieoceniony. Już sam fakt, że obiecał sprawdzić, co się dzieje z Riką i Charlesem odrobinę ją uspokoił.  
- To już wszystko? - spytał rzucając jej spokojne spojrzenie. - Nie masz mi nic więcej do powiedzenia?
Przygryzła wargę. Właściwie, to miała. 
- Widzisz, jest jeszcze taki mały problem... - zaczęła, wbijając wzrok w kolana. Skinął głową na znak, że słucha, a Aika zaczęła opowiadać mu o Haruo. Od początku przestawiła całą historię, niczego nie pomijając. Czuła się nieswojo mówiąc o tym wszystkim, ale potrzebowała rady. Kiedy skończyła mówić, podniosła głowę. 
- No to ładnie – podsumował, patrząc na Aikę. Spuścić na chwilę z oczu, a już zdąży namieszać. - I co teraz zrobisz?
Wzruszyła lekko ramionami. 
- Muszę z nim porozmawiać, nie wiem, przeprosić, wyjaśnić wszystko... Tylko, że ja naprawdę bym chciała, żeby dał mi spokój. Nic z tego nie będzie i wiem, że jeśli on nie odpuści, to znowu go urażę. A nie chcę go ranić, bo nie zrobił nic złego. 
- No, to masz problem. Wiesz, że on tak łatwo już teraz ci nie daruje, prawda? A wiesz co mu zrobi Lucyfer jak się dowie, że jednak sobie z nim nie poradziłaś? Będzie o jednego Niszczyciela mniej.
Zacisnęła usta. Nie chciała, żeby tak wyszło. Wszystko szło nie po jej myśli, tyle ważnych wątków jej umykało... 
- Jonathan, co ja mam zrobić? - spytała żałośnie cienkim głosem. 
- Wyjątkowo wpadłaś na dobry pomysł. Wyjaśnij mu wszystko, przedstaw stosunek Lucyfera do tej znajomości... Jeśli nie odpuści to albo jest bardzo głupi, albo mu bardzo zależy.
Westchnęła ciężko. Pomógł jak kaszel w chorobie. Chciała mu to powiedzieć, ale zrezygnowała. 
- Teoretycznie Lucyfer powinien dowiedzieć się o tym ode mnie... ale wyjątkowo teoria może się minąć z praktyką. -Uśmiechnął się znacząco. - I nie chcę się narzucać, ale uważam, że za tak wartościowe rady należy mi się kawa.
Uśmiechnęła się lekko i wstała z miejsca, żeby wyjść do kuchni. Kiedy po paru minutach wróciła z filiżanką gorącej czarnej kawy, rzucił jej się w oczy pewien szczegół. A mianowicie książka, która spadła jej na podłogę, kiedy sprzątała. Wtedy Rina odwróciła jej uwagę i nie odłożyła tomu na miejsce. Postawiła filiżankę przed blondynem i podeszła do półki.  
Właściwie dlaczego od razu jej nie odłożyłam?, pomyślała, biorąc do ręki książkę. W jednej chwili przypomniała sobie dlaczego. Przerzuciła strony, żeby odnaleźć luźną kartkę, która okazała się fotografią. Widniał na niej mężczyzna, może przed trzydziestką. Przystojny, brązowooki szatyn o łagodnym uśmiechu. Zmarszczyła brwi. W życiu nie widziała ani tego zdjęcia, ani tego człowieka. 
- Jonathan? - mruknęła cicho, odwracając się w jego stronę. Kiedy uniósł głowę na znak, że jej słucha, zapytała: - Wiesz kto to?
Drgnął lekko, gdy odwróciła zdjęcie w jego stronę. 
- Żartujesz sobie? - chłód w jego głosie i spojrzeniu był wręcz nie do zniesienia. 
- Ale o co ci teraz chodzi?
Autentyczne zdziwienie na jej twarzy dało mu do myślenia. Choć wydawało mu się to zupełnie nieprawdopodobne, ona nie miała o niczym pojęcia. 
- Ty naprawdę nic nie wiesz... - szepnął, wbijając w nią uważne spojrzenie.
Nagle zerwał się z miejsca i zanim zdążyła go zawołać, rozpłynął się w powietrzu.
Zamrugała parę razy. Co tu się działo?! Osunęła się na kolana, spoglądając na fotografię. Kim był ten człowiek, którego podobizna tak zadziałała na Jonathana? Co to zdjęcie robiło między książkami? Nie wiedziała. I wszystko wskazywało na to, że szybko się nie dowie.
<***>
Drzwi zamknęły się z hukiem i już po chwili na ścieżce pojawił się Kage Hiou. Zastygłą w zaciętym wyrazie twarz smagał zimny wiatr, lecz mężczyzna nie zwracał na to najmniejszej uwagi. Wszedł między drzewa, by zniknąć w głębi lasu, gdzie, miał nadzieję, nikogo nie spotka.
Serce wampira wciąż wściekle tłukło się w piersi po tym, co usłyszał od żony... Czy oni wszyscy powariowali?! Co miało znaczyć, że Aya się zakochała?! Przecież to czyste szaleństwo! Mógł zrozumieć córkę, w końcu była tylko nastolatką... Ale dlaczego, do cholery, Maaya utwierdzała ją w przekonaniu, że może pokochać tego chłopaka?! Przecież wiedziała, że to niemożliwe!
Zatrzymał się przy jednym z drzew i oparł się o pień, lecz szybko oderwał się od niego i zaczął niespokojnie przechadzać się po niewielkiej polanie, zbyt wzburzony, by ustać w miejscu.
Czy tylko on jeden zachował zdrowe zmysły? Czy tylko on widział, że Aya będzie cierpiała? Czy tylko on pamiętał o Shirahime, który niecierpliwie odliczał dni do ślubu? Czy tylko on zdawał sobie sprawę z tego, że z tej sytuacji nie ma wyjścia? Wszystko wskazywało na to, że tak właśnie jest.
Aya była rozważna. Nawet jeśli kochała tego nekromantę, szybko doszłaby do wniosku, że przy jej położeniu to niemożliwe i wybiłaby to sobie z głowy, ale teraz, kiedy matka dała jej do zrozumienia, że ma prawo do tej miłości, jeden Bóg wie, co dzieje się w myślach jego dziecka. Modlił się, by Aya w porę przejrzała na oczy.
A co się tyczy Teramoto... On już się z nim rozmówi! Jak śmiał rozkochać w sobie Ayę, wiedząc, co ją czeka! Przysięgał pomóc w odmienieniu losu młodej Hiou, a jedyne co zrobił, to namieszał jej w głowie!
Wziął głęboki oddech, napełniając płuca już niemal zimowym powietrzem. To go odrobinę uspokoiło. Postanowił wrócić do domu i zaczekać na córkę. Poza tym, musiał porozmawiać z Maayą. Kiedy tylko przekazała mu wieści, wyszedł bez słowa, nie zważając na jej wołanie.
Odwrócił się w stronę, z której przyszedł. Chłodne opanowanie odbiło się w jego oczach. Nie mógł cofnąć czasu, nie mógł odwołać zaręczyn z Shirahime. Był bezradny wobec postanowień Starszyzny. Ale mógł powstrzymać Ayę przed dokładaniem sobie trosk.
<***>
Wydawało mu się, że dopiero parę minut temu położył głowę na poduszce, kiedy włączone w kuchni radio urządziło mu brutalną pobudkę. Haruo Sora usiadł na brzegu łóżka, by pozbyć się resztek snu, które ciągnęły go w kierunku pościeli.
Wczoraj, zaraz po szkole przyjechał razem z Natsu prosto do niewielkiego domku w lesie. Posesja, na której stał należała do ich rodziny, ale matka i ojciec Haruo już dawno zapomnieli o jej istnieniu. Domek odkryła Natsumi, grzebiąc pewnego razu w dokumentach matki i od tamtej pory mieli swój mały azyl, w którym mogli się ukryć przed światem ilekroć mieli go dosyć. Nikt nie wiedział gdzie są i to im jak najbardziej odpowiadało.
Tym razem to Natsu nalegała, by tu przyjechać, a że nie potrafił jej odmówić, choć bardzo nie chciał zrywać się na początku tygodnia ze szkoły, zgodził się niemal natychmiast.
Wstał z łóżka i ruszył w kierunku kuchni, z której wciąż słychać było radio. Natsumi tańczyła nad blatem, mieszając coś energicznie na patelni. Kasztanowe loki podskakiwały w rytm muzyki za każdym razem, gdy dziewczyna choćby najlżej pokręciła głową. 
- Ojej, obudziłam cię? - spytała, odwracając się, kiedy odkryła obecność brata w kuchni.
Oczywiście zaprzeczył, a gdy na twarzy siostry pojawił się uśmiech, odwzajemnił go i usadowił się na wysokim stołku przy blacie. 
- Natsu, od kiedy ty masz tyle energii z samego rana? - odezwał się po chwili, nie mogąc zrozumieć powodu, dla którego dziewczyna z taką lekkością krząta się po kuchni o godzinie, o której zwykle była nieprzytomna. 
- A wiesz, tak sobie pomyślałam, że zrobię śniadanie mojemu kochanemu braciszkowi – odparła z lekkim uśmiechem.
Przyjrzał się jej uważnie. Coś mu się tu nie podobało. Nie chciał tego przyznać, by nie urazić swojej młodszej siostry, ale węszył jakiś podstęp. Postanowił na razie tego nie drążyć, w końcu Natsu, nawet jeśli coś knuje, długo tego nie ukryje. Wstał z miejsca i ucałował siostrę w policzek, po czym oznajmił, że idzie się przygotować. 
- Masz jeszcze piętnaście minut – odpowiedziała, zdejmując patelnię i stawiając wodę na herbatę.
Kiedy wyszedł z kuchni, Niszczycielka odetchnęła głęboko. Już wczoraj zauważyła, że coś niedobrego dzieje się z Haruo. Innych może udałoby mu się oszukać, ale nie ją. W końcu znała go tak dobrze jak samą siebie. To spojrzenie, zamyślenie, z którego ciężko go było wyrwać, małomówność... najwyraźniej czuł się winny. I nawet wiedziała dlaczego.
Kiyokuro. Naprawdę miała dość tej dziewczyny. Co ona sobie wyobrażała? Narobili wokół niej wielkiego szumu, jakby była objawieniem tego stulecia, lecz w rzeczywistości nie było w niej nic niezwykłego. No, może poza dumą, która zakrawała wręcz o głupotę. I co takiego widział w niej Haruo? Prawda była taka, że nie musiał wkładać wysiłku w to, by oczarować kobietę. Uderzał dziewczynom do głowy bardziej niż alkohol, jednym gestem czy słowem sprawiając, że nie mogły oderwać od niego spojrzenia. Krótko mówiąc, mógł mieć każdą. A wybrał Kiyokuro.
Natsumi uśmiechnęła się złośliwie, przypominając sobie minę pozostawionej na szkolnych schodach Aiki. Co tu dużo mówić, Haruo w najbardziej wyrafinowany sposób utarł jej nosa aż miło! I chociaż Natsu była z niego dumna, jego samego nękały z pewnością wyrzuty sumienia. Nie potrafiła tego zrozumieć, ale zamierzała szybko wyleczyć go z tego bezsensownego poczucia winy. A przy okazji wybadać całą sytuację.
Haruo nie kazał na siebie długo czekać i już po kilkunastu minutach pojawił się w kuchni. Natsumi uśmiechnęła się pod nosem. Nawet w tak nieoficjalnych sytuacjach musiał wyglądać elegancko. Na wszelkiej maści bluzy i dresy spoglądał z pogardą, twierdząc, że pod groźbą kary śmierci by tego na siebie nie włożył. 
- Natsu, wybacz mi, że to mówię, ale ty coś kombinujesz – oznajmił, zerkając na nią podejrzliwie.
Przyłożyła dłoń do serca, zapewniając go, że przez myśl jej żaden podstępny pomysł nie przeszedł. Haruo jednak nie do końca mógł w to uwierzyć, dlatego postanowił mieć się na baczności.
Przeszli z posiłkiem do niewielkiego saloniku. Natsu nie spuszczała oka z brata, który gdy tylko usiedli do stołu, zamilkł. Postanowiła mu dać chwilę, dlatego zjedli w absolutnej ciszy. Dopiero kiedy zebrała naczynia i przyniosła herbatę, podjęła temat: 
- Braciszku... mogę mieć do ciebie pytanie?
Ten niewinny uśmiech i słodki głosik nie wróżyły pomyślnie, ale ostrożnie skinął głową. 
- Skąd te wyrzuty sumienia? 
- Słucham? - Zmarszczył czoło, udając, że nie ma pojęcia o co jej chodzi. 
- Od wczoraj prawie się nie odzywasz. Chodzisz zamyślony, a ja nie rozumiem dlaczego. Znaczy, wiem co jest przyczyną. Wszystko przez tę dziewczynę, Ai... no, nie ważne jak jej na imię, ale nie rozumiem, dlaczego czujesz się winny, skoro nic takiego nie zrobiłeś.
Westchnął ciężko. Wiedział, że coś się święci.  
- Natsu, możemy to zostawić?
Pokręciła głową, a kasztanowe loki zatańczyły w powietrzu. 
- Nie, nie możemy.
Przeczesał palcami włosy, zastanawiając się, co ma jej powiedzieć. Sam do końca nie wiedział dlaczego. Z jednej strony miał świadomość tego, że Aice się należało, a jedyne co zrobił, to odpłacił jej tym samym, lecz z drugiej strony... Nie odczuwał żadnej satysfakcji, żegnając ją chłodnym uśmiechem i zostawiając samej sobie.  
- Sam tego do końca nie rozumiem – przyznał, uciekając wzrokiem gdzieś w bok. - Wiem, że na to zasłużyła, ale czuję się źle z tym, że tak ją potraktowałem.
Przymknęła zielone oczy. Rety, czy naprawdę było z nim aż tak źle? 
- Haruo, powiem ci tyle, że jeśli ją przeprosisz, pęknie mi serce. A chyba nie przebolejesz straty swojej ukochanej i jedynej siostry, prawda?  
- Kochana, umarłbym z tęsknoty za tobą – zapewnił, obdarzając ją pełnym bólu spojrzeniem, po czym uśmiechnął się lekko. 
- W takim razie nie doprowadź do tego – mruknęła nie odwzajemniając uśmiechu. 
- Nie doprowadzę.
Gdy doszła do wniosku, że mówi poważnie, odetchnęła z ulgą. Zamyśliła się na chwilę. 
- Haruo? 
- Tak? 
- Powiedz mi, w którym momencie popsuł ci się gust?
Potrząsnął głową z niedowierzaniem jakby chciał zapytać „a ty dalej swoje?” i westchnął ciężko. Musiał się dobrze zastanowić jaką odpowiedź dać siostrze. Znał ją, wiedział, że potrafi podważyć każdy argument, obalić każdą teorię i zgasić każdego rozmówcę. 
- Od najmłodszych lat otaczało cię wszystko to, co piękne i doskonałe. Jakim cudem w ogóle na dłużej niż trzy sekundy zatrzymałeś wzrok na tej... dziewczynie? - dodała zanim w ogóle zdążył zebrać myśli. 
- Czyżbyś uważała, że jest brzydka? - Zmarszczył brwi, zerkając na siostrę i czekając na jej reakcję.
Natsu, bezbłędnie wyczuwając prowokację, pochyliła głowę na bok i uśmiechnęła się pobłażliwie.  
- Nie, nie jest. Ale sam przyznasz, że do mnie jej daleko. - Teatralnym, ale bardzo wdzięcznym ruchem przerzuciła idealne loki do tyłu. 
- W takim razie w czym problem? Nie brakuje jej urody. Śmiem nawet twierdzić, że jest nieprzeciętnie ładna. Skąd więc posądzanie mnie o brak gustu?
Wzniosła oczy ku górze jakby modliła się o cud i wstała ze swojego miejsca. Przeszła się po salonie, by przysiąść na parapecie ściskając w dłoniach kubek herbaty. 
- Cytując klasyka, piękno zewnętrzne powinno iść w parze z pięknem wewnętrznym. A w jej przypadku, no cóż... - Niby to przepraszający uśmiech ozdobił jej usta. 
- Co „no cóż”? Jak już zaczęłaś, to dokończ. Proszę, co o niej sądzisz? 
- A mam być szczera czy miła? - zapytała wyraźnie rozbawiona uporem z jakim bronił tej Niszczycielki.
Zacisnął usta i odwrócił głowę. Najwyraźniej chciał coś powiedzieć, ale nie został tak wychowany, by ubliżać kobiecie, a poza tym, pod wpływem impulsu powiedziałby coś, czego później z pewnością by żałował.  
- Haruo, nie obraź się na mnie, ale ta dziewczyna sama nie wie czego chce. Zbyt rozgarnięta też nie jest. Sądzi, że udajesz, iż ci na niej zależy... a przecież każdy idiota zauważyłby, że we wszystkim co robisz nie ma fałszu. Ale ona wie lepiej. Jest jak dziecko, nie ma racji, lecz trwa przy swoim. 
- A ty skąd wiesz to wszystko? - spytał, wbijając w nią spojrzenie.
Powiedziała za dużo, ale to nie był powód, by panikować. Nie dla niej. Wciąż uśmiechała się ze spokojem znosząc przenikliwe spojrzenie brata. 
- Może wydaje ci się, że nie słucham tego co do mnie mówisz. Ale ja zawsze słucham i to uważnie. A potem wyciągam wnioski. Poza tym, popatrz na nią. Na pierwszy rzut oka widać, że to biedne, niezdecydowane dziewczątko.
Westchnął. Może coś w tym było? 
- Ale ty teraz nie spojrzysz na nią obiektywnie, więc to ja wyjdę na tę złą. Jak zwykle zresztą. - wzruszyła ramionami z pięknym i sztucznym uśmiechem na twarzy. Nie chciała płakać, ale czuła, że jeszcze chwila i nie da rady już dłużej powstrzymywać łez.
Natychmiast podniósł się i podszedł do siostry. Od zawsze była mu najdroższa, nie potrafił patrzeć na nią, gdy była w takim stanie. A jeszcze bardziej bolał go fakt, że to on ją do tego doprowadził.  
- Natsu, przepraszam – powiedział cicho, przygarniając ją do siebie. 
- Haruo, dlaczego jej nie zostawisz tak jak tego chce? - zapytała, podnosząc na niego oczy.
Uśmiechnął się pod nosem. Bardzo trafne pytanie. 
- Dlatego, że nie chcę jej zostawiać. Chociaż... nie, to nawet nie to, że nie chcę. Ja po prostu nie mogę jej odpuścić. Pogubiła się w tym wszystkim i czuję, że tylko ja mogę wskazać jej drogę, rozumiesz? Jeśli jej nie pomogę, zginie w tym świecie, którego częścią nigdy nie powinna się stać – odpowiedział, patrząc w oczy identyczne jak jego własne. Uśmiechnął się nieco szerzej i z iskrą w spojrzeniu dodał:- Poza tym, ma w sobie jakiś urok...
Dziewczyna pokręciła głową. Nie chciała tego rozumieć, ale widząc, że w tej kwestii Haruo nie postąpi zgodnie z jej życzeniem, dała za wygraną. A przynajmniej chwilowo. 
- Rób jak chcesz, braciszku. Chcę cię tylko uprzedzić, że jeśli ta dziewczyna nas podzieli lub sprawi, że będziesz cierpiał, zabiję ją. Czeka ją tak wyrafinowany zgon, że nawet sama Śmierć nagrodzi mnie owacjami na stojąco.
Chłodny, morderczy błysk odbił się w jej oczach. Nie żartowała, co do tego miał pewność. 
- Spokojnie, nic takiego się nie wydarzy. A „ta dziewczyna” ma na imię Aika – oznajmił ze spokojem i delikatnym uśmiechem na twarzy. Takim, który był zarezerwowany tylko dla niej. 
- Cudnie, będziesz mógł o tym poinformować zakład pogrzebowy jak z nią skończę! - prychnęła i wykręciła się z jego ramion, żeby dumnym i pełnym gracji krokiem odmaszerować do kuchni. - A, i jeszcze jedno, ty dziś zmywasz – dodała ze słodkim uśmiechem, wychylając się zza drzwi.
Miał ochotę się roześmiać. I jak tu nie kochać tej małej złośnicy?


<***>

Witam!
 Moje Panie, na wstępie chciałabym powiedzieć, że JESTEM ZWYCIĘZCĄ! Po ponad godzinie walki z bloggerem udało mi się unormować tekst! :D Ta mikroskopijna czcionka pozostawia wiele do życzenia... Ale było dużo gorzej!!!
Dawno mnie nie było, ale... no... no nie dało się wcześniej, przepraszam! ;_; Dziękuję bardzo Ayi i Suzu za motywację, jesteście naprawdę nieocenione! <3 Ach, chciałabym jeszcze złożyć życzenia Suzu, która ma jutro imieniny! Wszystkiego najlepszego, Kochana, zdrowia, szczęścia, dobrobytu (hajs zawsze spoko :3) i wszystkiego co sobie tylko zamarzysz! <3
Taak, rozdział nie ma tytułu. Każdy następny będzie miał po prostu numer. Te poprzednie również zostaną tylko ponumerowane. Pamiętajcie, tytuły to zło!!!
Oczywiście dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem! <3


Pozdrawiam - Andzik

30.07.2015:
Nie wiem jakim cudem, ale udało mi się naprawić czcionkę. Dziękuję Ayi za wskazanie literówek! <3
A, jeszcze chciałbym dodać, że następny rozdział tworzy się w tempie, które mnie samą zadziwia, więc może przeczytacie coś szybciej niż za 3 miesiące. xD Buziaki! :*

5 komentarzy:

  1. Jejku, Aya jest taka śmieszna! xD Jej nieśmiałość nie zna granic. Mogłabym się tak z niej jeszcze ponaśmiewać, ale kiedy zdaję sobie sprawę, że w sumie lepsza nie jestem, to... Cóż, może jednak to przemilczę? ^^’ Swoją drogą, mogłaby dostać Nobla w dziedzinie uciekinierstwa (a przynajmniej prób ucieczki), tchórz jeden. xD Ach, no i nie zapomnijmy o nieumiejętnym kłamaniu. Taak, też tego nie umiem. Ale w sumie to chyba dobrze, kłamstwo ma krótkie nogi.
    Maaya - typowa mamusia, co to wszystko chce wiedzieć ze szczegółami! xD Nawet jeśli próbuje to ukryć. xD Obawiam się, że moja mama też by wyczekiwała sprawozdania (no dobrze, na pewno by tak było, tyle że nie na schodach, siedziałaby w fotelu jak królowa i czekała na raport xD), więc to dobrze, że nie mam faceta. ^^
    Z tym „o Boże” to dokładnie jak u mnie. Przestraszę się czy coś, powiem to, a zazwyczaj mama zawsze na to takim tekstem jak Hiroshi. Dogadaliby się. xD W sumie jak tak o tym myślę, to mama byłaby zachwycona takim kolesiem dla mnie. No, jeśli nie byłby nekromantą. I najlepiej był Polakiem, a nie Japończykiem, bo by jej jeszcze córka do Kraju Kwitnącej Wiśni wyemigrowała, koszmar.
    Aya, zapamiętaj: nigdy, ale to przenigdy nie zapominaj wziąć ze sobą szalika!!!
    „(...)powód, dla którego zamierzałaś dopuścić się tak nieprzyzwoitego czynu jak odwiedzenie w środku nocy samotnie mieszkającego, przystojnego jak diabli nekromanty (...)” - Hej, dokładnie o tym samym pomyślałam, zaczynając czytać! xD Aya, niegrzeczna dziewczynko, jak tak można, wstydziłabyś się! Masz szczęście, że to porządny facet. :D (Który, swoją drogą, skromnością nie grzeszy. xD Z drugiej strony, zna chłopak swoją wartość. xD) Ale a propos „samotnie mieszkającego” - co z jego rodzicami i nauczycielem?! Żyją, nie żyją, trochę żyją?!
    „do końca wieczności” - Świetnie to brzmi!
    Ech, Aya, Aya, trza było iść na całość, a nie tak stopniować napięcie! No ale dobra, jedna tajemnica zdradzona (tyle że nie mogę się doczekać wyznań miłosnych!). W sumie to z Kage jeszcze nie było omówione, ale dobra. ^^’ A Hiroshi bardzo ładnie to przyjął i się zachował, ale... jest niesprawiedliwy! Ona tu przed nim sekret życia wyjawia, a on na temat tego, że jest księciem ani be, ani me, ani kukuryku? Oj, Hiroshi, bardzo nieładnie! Zwierzać mi się tam, a nie!
    „Jej życie śmiało można było nazwać cudem. Uśmiechnął się subtelnie. Choć nic między nimi to nie zmieniało, nie mógł się oprzeć wrażeniu, że teraz tym bardziej musi się postarać, by pomóc jej zdobyć szczęście.” - Waaaaaa! <3 <3 <3 Hiroshi, zmaterializuj się, proszę, w prawdziwym świecie! Nawet jeśli mama miałaby nas podglądać. xD „(...) ja i tak będę cię uwielbiał” - No ej, zmienić „uwielbiał” na „kochał” i wyznania można by było zacząć! A tak? </3 Ach, głuptaski słodkie! *wzdycha i z politowaniem kręci głową* „Zupełnie jakby mógł czytać jej w myślach, wyciągnął ramiona w stronę Ayi, która, niewiele myśląc, uwiesiła mu się na szyi.” - Ja też tak chcęęęęęęęęę! ;________;

    Ha! Więc Aika też ma przeczucia, że coś jest nie tak z Riką i Charlesem, nie tylko ja! Pewnie następnym razem się to wyjaśni. Jonathan to ogólnie równy gość. :D Aika może się cieszyć, że go ma.
    Ach, ta książka z tajemniczym „czymś”! Jednak nie na darmo zwróciłam na to uwagę. :D A więc zdjęcie, tak? Hm. Może to Akira (tak miał na imię ojciec Aiki?)? Nie pamiętam, czy było gdzieś wspomniane, czy Aika wiedziała, jak wyglądał i w ogóle. A zważywszy na reakcję Jonathana, to mógł być on...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój biedny tatuś! ;_; No ej, ja mu się naprawdę nie dziwię takiej reakcji. Jako jedyny myśli trzeźwo. I ma rację z tym całym cierpieniem i w ogóle. Na jego miejscu pewnie też bym się tak zachowała. T^T Wszyscy oni znajdują się w takiej przykrej sytuacji, a babom tylko miłostki w głowie! Ale, tatusiu, Hiroshiego mi nie tykaj! Nie każ córce wybierać między dwoma najważniejszymi mężczyznami w jej życiu! *dramatyczny ton i gest* Jejku, ale akcja będzie, jak oni się spotkają. x_x

      Sceny Natsu&Haruo są genialne! Nie no, naprawdę, są świetnym rodzeństwem, przez ich rozmowy przebijają czułość i przywiązanie. Są tacy słodcy! ^.^ I wcale się nie dziwię Natsumi, że się tak zachowuje. I mówi takie rzeczy. I myśli tak, a nie inaczej. Oj, bój się, Natsu-chan, twoja pozycja jest zagrożona! Trochę tak jak z Kage w sumie. Ta jest zazdrosna o brata, bo chce być najważniejszą kobietą w jego życiu (nie wiem, czy ma tego świadomość, czy nie, ale tak jest), a tatko chce, by Aya na zawsze została jego małą, uroczą córeczką, która siedzi mu na kolanach, a nie lata za chłopakami i, wielkie nieba, zakochuje się! xD
      Wracając do Natsu, jej teksty są świetne! Szczególnie te na końcu, gdy mówi, co jest skłonna zrobić Aice. xD No ja nie wątpię, że w razie czego byłaby skłonna to wszystko zrobić! :D Aice troszku się należy, ale mam nadzieję, że pójdzie po rozum do głowy i dopuści do siebie Haruo (a oleje Lucyfera), bo tylko na dobry by jej to wyszło!

      Dobra, to jeszcze mała przebieżka przez literówki, których parę Ci się tu wkradło. Na przecinki i takie tam nie mam siły. ^^’
      „(...) jeśli chodzi o kłamanie, to jestś największym beztalenciem jakie w życiu widziałem” -> „(...)jeśli chodzi o kłamanie, to jesteś największym beztalenciem, jakie w życiu widziałem”
      „(...) Aya wiedziała, ze nie ma już odwrotu” -> „(...) Aya wiedziała, że nie ma już odwrotu”
      „(...) wprowadzają ją do salonu” -> „(...) wprowadzając ją do salonu”
      „(...) na tle jasne skóry żyły” -> „(...) na tle jasnej skóry żyły”
      „A mianowicie książka, kóra spadła jej na podłogę, kiedy sprzątała.” -> „A mianowicie książka, która spadła jej na podłogę, kiedy sprzątała.”
      „Przysięgał pomóc w odmienieni losu młodej Hiou (...)” ->„Przysięgał pomóc w odmienieniu losu młodej Hiou (...)”
      „(...) nie mógł odwołać zaręczyn z Shirahim” -> „(...) nie mógł odwołać zaręczyn z Shirahime”
      „A jeszcze bardzie bolał go fakt, że to on ją do tego doprowadził.” -> „A jeszcze bardziej bolał go fakt, że to on ją do tego doprowadził.”

      Reasumując, rozdzialik jak zwykle przedni! Dziękuję za niego i liczę na to, że następny pojawi się niebawem. Żarty żartami, ale naprawdę bym chciała, żebyśmy wszystkie jakoś wykorzystały wakacje. Teraz przynajmniej mogę trochę popisać, pokomentować, ale zaraz będę się uczyć na poprawki, potem stres z nimi związany, płacz i zgrzytanie zębów... Będzie ciężko. I jeśli jednak przejdę na III rok, to znowu nie będzie czasu na pisanie i komentowanie. Więc... no, po prostu proszę. I życzę powodzenia!
      Buziaki! :*

      PS. Na początku komentarz opublikował się we fragmentach - pierwszym i ostatnim chyba, stąd ten usunięty. -.-

      Usuń
  2. Dzięki za info!

    O tak, ta czcionka to MASAKRA! Ledwo dałam radę przeczytać (jestem krótkowidzem i noszę okulary, więc wyobraź sobie mnie z nosem w ekranie laptopa!!)

    Ah... Lucka nie było, ale cierpliwie zaczekam na tego bożyszcza!
    Co do Ayi-czemu cholera nie powiedziała Hiroshiemu, że go kocha?!?!?!!??!?!?!?!?!?! No ja nie mogę!
    Omg! Więc Haruo kocha Aikę... Jakoś mnie to nie dziwi. :) To jest miłość. No nic innego! Ah! Chcę więcej akcji Aika&Haruo! A najlepiej Lucek&Aika&Haruo! Mmmm... <3 Będzie bosko! Już widze ich konfrontację!
    Oczywiście, teraz czekamy na ślub Ayi-co za tym idzie-na to co zrobi Hiroshi!

    Ok, kończę to, bo mnie ta czcionka dobija jak ją widzę! :P

    Co do komentarza u mnie:
    Serio?? o.O No dla mnie enrgetyki to zło konieczne xD Może właśnie dlatego miałam ADHD xD Bo nie piję i mi odwaliło xD
    Jakbym pisała pod wpływem red bull'a to miałybyście niezła polewkę! xD A taak, będzie pewnie trochę filozofowania, trochę narzekania i może coś optymistycznego na koniec ;D

    Pozdro i weny!

    K.L.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz! <3

      Ha! Widzisz?! Naprawiłam! :D Oj, też jestem krótkowidzem, więc rozumiem ból, ale blogger mnie nienawidzi, więc... ^^'
      No Lucjana wcisnąć mi się niestety nie udało! Też nad tym ubolewam! T.T
      Oj, no bo Aya jest człowiekiem nieśmiałym, tak? Weź się na jej miejscu postaw!
      No z tym osądem to poczekajmy, przecież on nie powiedział, że ją kocha, tak? XD Postaram się, postaram, choć nie obiecuję, że wiele więcej tych scen będzie. ^^' Póki co nie mam nawet jednej, więc...
      Ihihihihi~! Czekaj, czekaj!!! xD

      No tak, serio, ja nie żyję, jak kawy nie wypiję. Hm... możliwe też, że tak było. W końcu każdy organizm reaguje inaczej, prawda? XD
      Wiesz, szczerze mówiąc, to liczę na trochę filozofii. :3

      Pozdrawiam - Andzik

      Usuń
    2. Hey! Naskrobałam rozdział na Czarownicę... Choć może to nie rozdizał? Chyba za krótki ;/
      W każdym bądź razie-zapraszam!

      Usuń