wtorek, 7 kwietnia 2015

Rozdział XXII



- Siostrzyczko? – słodki głosik dobiegł jej uszu.
Aika odwróciła głowę, żeby spojrzeć na stojącą u podnóża schodów Rinę.
- Nie śpisz już? – Posłała dziewczynce delikatny uśmiech, kiedy ta wdrapała się na kanapę, by położyć się z głową ułożoną na jej kolanach.
- Nie… - odparła, zasłaniając ziewnięcie dłonią.
Poprzedniego dnia, gdy już wyszły z kawiarni, Rina nalegała by jeszcze nie wracać do domu, dlatego Aika, zamiast iść główną drogą, wybrała tę prowadzącą przez park. Blondynka biegała radośnie wokół drzew, co chwila chowając się gdzieś i czekając, aż opiekunka ją odnajdzie. Tak się wymęczyła tą zabawą, że kiedy tylko przyłożyła głowę do poduszki, zasnęła. Rano dziewczyna nie miała sumienia jej budzić, więc pozwoliła jej spać do tej pory.
Mori zapytała o godzinę, a kiedy dowiedziała się, że zostało dokładnie pół godziny do dwunastej, skoczyła na równe nogi. Szatynka zmarszczyła brwi, nie mogąc zrozumieć, co się stało. Dopiero po chwili przypomniała sobie, że przecież około południa miała przyjść Rika. Podczas gdy Rina doprowadzała się do porządku, Aika poszła do kuchni, by przygotować jej szybko jakieś śniadanie.
Po niecałych dziesięciu minutach dziewczynka wpadła do pomieszczenia. Tylko cudem udało jej się nie przewrócić na kafelkach. Usiadła na krześle i zabrała się za pałaszowanie kanapek.
- Powoli, bo czkawki dostaniesz. – Uśmiechnęła się Kiyokuro i wyszła na chwilę z kuchni, by wrócić ze szczotką do włosów. Rina, gdy tylko ujrzała narzędzie tortur w dłoni Aiki, zamarła z zębami wbitymi w kanapkę.
- Neechan, co ty chcesz zrobić? – Spytała ostrożnie, głośno przełknąwszy kęs bułki.
- Uczeszę cię – oznajmiła i, widząc minę niebieskookiej zapewniła, że nie będzie jej ciągnąć za włosy. Rozczesała delikatnie poplątane pasma i szybkimi, pewnymi ruchami zaplotła je w kłosa. – Gotowe!
Gdy już wszystkie kanapki zniknęły z talerza, Rina pomogła dziewczynie posprzątać i razem przeszły do salonu. Blondyneczka złapała pilot od telewizora i włączyła go, by odnaleźć kanał, na którym akurat była bajka. Szatynka praktycznie nigdy nie oglądała telewizji, tak jak jej matka, a telewizor w ich domu służył raczej zapełnieniu pustej przestrzeni, dlatego teraz, gdy ostry dźwięk rozszedł się po pomieszczeniu, wzdrygnęła się, przymykając oczy.
- To może tak, ty sobie oglądaj, a ja pójdę posprzątać twój pokój, dobrze? – spytała z delikatnym uśmiechem, na co mała pokiwała głową, zbyt zaabsorbowana oglądaniem bajki, by cokolwiek powiedzieć.
Niszczycielka westchnęła cicho i wdrapała się po schodach na górę. Spojrzała na zegarek. Za dziesięć dwunasta. Mała ma niezłe tempo…  pomyślała, uśmiechając się pod nosem.
Z jednej strony czekała na wyjście Riny. Przy niej musiała być ostrożna i uważać na to, co mówi, poza tym nie była do końca pewna czy dziewczynce na pewno nic tu nie grozi... Ale z drugiej strony, to głos młodszej z sióstr Mori wypełniał tę przytłaczającą ciszę w jej domu, to ona wprowadziła odrobinę światła i uśmiechu do jej życia. A teraz te puste ściany znów wypełni cisza.
Weszła do pokoju. W kącie stała już spakowana torba Riny. Aika podeszła do łóżka i zaczęła zdejmować pościel. Swoją drogą, niepotrzebnie w ogóle je ścieliła, gdyż dziewczynka nie przespała w nim ani minuty. Dość sprawnie się z tym wszystkim uwinęła, dlatego bardzo szybko wróciła na dół.
Rina siedziała na kanapie, wpatrując się w bajkę, więc postanowiła, że nie będzie jej przeszkadzać. Zajęła się porządkowaniem salonu. Ścierała kurze, odkładała rzeczy na miejsce… Już zapomniała jakie obowiązki domowe  potrafią być zajmujące. Przejechała ściereczką po jednej z półek i zahaczyła o książkę, która, spadając, narobiła tyle hałasu, że nawet niebieskooka odwróciła wzrok od telewizora. Nastolatka cicho przeprosiła i podniosła ciężki tom. Pewnie odstawiłaby go na miejsce, gdyby nie fakt, że róg jakiejś luźnej kartki wystawał spomiędzy stron.
- Neechan!
Aika odłożyła na bok książkę i podeszła do Riny.
- Co się stało?
Ze zmartwioną miną dziewczynka wskazywała zegarek. Rzeczywiście, było już dość późno, a Riki wciąż nie było.
- Jak nie wrócimy do domu przed mamą, Rika będzie miała przechlapane!
Kiyokuro uśmiechnęła się kojąco do dziecka. Chciała ją uspokoić, ale musiała przyznać, że jej samej się to nie podobało. Pani Mori nie była zbyt surowa, ale taki numer na pewno skończyłby się awanturą i szlabanem.
- Nie martw się, na pewno zaraz przyjdzie – zapewniła.
Już miała wrócić do sprzątania, kiedy usłyszała pukanie do drzwi.
- Widzisz? – Z delikatnym uśmiechem ruszyła w stronę drzwi wejściowych.
Otworzyła, ale na zewnątrz nie stała Rika. Osobą, która stała teraz przed nią była właśnie matka dziewcząt, pani Mori.
- Dzień dobry – przywitała się .
- Dzień dobry. Aika, czy Rika i Rina są u ciebie? – spytała z nieco nerwowym uśmiechem.
Zza szatynki wyskoczyła Rina i natychmiast z radosnym okrzykiem uwiesiła się matce na szyi.
- Cześć, kochanie, tęskniłam za tobą. – Ucałowała małą w policzek. – A gdzie Rika?
Siedmiolatka spojrzała na Kiyokuro i skinęła głową, dając znak, że weźmie na siebie powiedzenie mamie prawdy.
- Mamusiu kochana, obiecasz, że nie będziesz krzyczała?
Kobieta wywróciła oczami.
- Obiecuję.
- Pamiętaj, że obiecałaś… bo…- zaczerpnęła więcej powietrza i na jednym wdechu wyrzuciła z siebie potok słów: - Rika pojechała gdzieś z Charlesem, a mnie zostawiła u Ai-neechan na weekend i jeszcze nie wróciła, a miała być już wcześniej!
Pani Mori skinęła głową i tylko zapytała, czy to wszystko. Rina aż zamrugała ze zdziwienia.
- Nie wydaje się pani zaskoczona – odezwała się Aika, spoglądając na matkę swojej przyjaciółki.
- Bo nie jestem. – Wzruszyła ramionami i zaczęła opowiadać jak to już jakiś czas temu domyśliła się, że Rika postępuje w ten sposób. Raz przed praniem znalazła w jej spodniach muszelkę i trochę morskiego piasku, innym razem na podłodze leżał bilet na pociąg… - Wiem, że gdybym jej tego zakazała, zrobiłaby mi na złość i nie martwiła się o to, że dowiem się, iż gdzieś była, a tak przynajmniej dla zachowania pozorów zostawia Rinę pod twoją opieką i wraca na czas do domu.
Aika uśmiechnęła się pod nosem. Wielki sekret Riki wcale nie był sekretem, jak się okazało, a pani Mori była całkiem spostrzegawcza.
Rina pobiegła po swój bagaż i już po chwili znów była przy drzwiach. Kiyokuro jeszcze przez chwilę porozmawiała z panią Mori, zaproponowała jej też, by weszła do środka, ale ta grzecznie odmówiła, pożegnała się i razem z córką ruszyła w drogę powrotną do domu.
Aika zamknęła drzwi. Weszła do salonu i wyłączyła wciąż grający telewizor. W domu zapanowała cisza, od której aż piszczało w uszach. Znowu.

Przeszła przez szkolny korytarz dość szybkim krokiem. Niemal wpadła na jakiegoś zaspanego chłopaka, który był tak wyczerpany po weekendzie, że pewnie nawet nie widział dokąd idzie. Aika westchnęła. Wszędzie dało się słyszeć narzekania i zobaczyć ziewających uczniów. Typowy poniedziałek…
Zobaczyła ją pod klasą, więc przyśpieszyła. Nie chciała tego odkładać.
- Aya-san, możemy porozmawiać? – spytała, stając naprzeciwko dziewczyny.
Aya podniosła głowę znad podręcznika i spojrzała na Aikę ze spokojem. Miały jeszcze trochę czasu do rozpoczęcia zajęć, dlatego skinęła głową. Z wyrazu twarzy Niszczycielki wnioskowała, że nie będzie to przyjemna rozmowa. Przesunęła się na ławce, by zrobić koleżance trochę miejsca.
Kiyokuro, kiedy już usiadła, wzięła głęboki wdech, lecz kompletnie nie miała pojęcia jak zacząć. Co tu dużo mówić, temat był delikatny, a one nie były ze sobą zbyt blisko… Ostatecznie postanowiła najprościej jak się da wyłożyć całą sprawę.
- W sobotę wieczorem byłam w Piekle – zaczęła spokojnie, wbijając wzrok w kolana.- Jak się okazało, Lucyfer dostał zaproszenie… na twój ślub -  dokończyła i odetchnęła.
Raczej nie powinna się w to mieszać. To nie była jej sprawa, a Aya gdyby chciała, to już by jej to powiedziała… Jednak czuła, iż trzeba to wyjaśnić.
Aya milczała przez chwilę, po czym ułożyła usta w gorzki uśmiech.
- No proszę, kto by pomyślał, zaprosili nawet Lucyfera. A już miałam nadzieję, że zniosę to upokorzenie w bardziej… kameralnym gronie.
„Upokorzenie”? O czym ona, do diabła, mówi? zmarszczyła brwi, wpatrując się w brunetkę.
Dziewczyna, widząc zdezorientowany wyraz twarzy Kiyokuro, pośpieszyła z wyjaśnieniami:
- Widzisz, Aika-san, już za niecałe dwa miesiące zostanę żoną najbardziej obłudnej z obłudnych kreatur jakie chodziły po tej ziemi. Wyjdę za kogoś, kim gardzę tak bardzo, że brak mi słów, by to opisać. - Hiou przygryzła lekko wargę. Chyba nie powinna tego mówić. – Zresztą… nieważne. Po prostu nie zawracaj sobie tym głowy, dobrze?
Patrząc na lekki, wymuszony uśmiech Ayi, Aika pokręciła głową. Jak mogło sobie nie zawracać tym głowy? I jeszcze te słowa, które przed chwilą padły z ust brunetki… Nie chciała tego mówić i Niszczycielka to widziała. A w dodatku ten drżący głos, pełen goryczy uśmiech… Czyżby nienawidziła go aż tak bardzo, że musiała to z siebie wyrzucić?
- Nie. Żadne „dobrze”. – Delikatnie ujęła i ścisnęła dłoń Ayi. – Posłuchaj… jeśli tylko chcesz, zawsze możesz mi wszystko powiedzieć. O ile to będzie w mojej mocy, postaram się pomóc. Ja wiem, że nie znamy się zbyt dobrze, ale… spróbuj mi zaufać.
Uciekła wzrokiem w bok, by nie patrzeć na szatynkę i zamrugała parę razy, odpędzając łzy, które na siłę cisnęły jej się do oczu. To nie tak, że nie ufała Aice. W końcu wiedziała, że dziewczyna jej nie zdradzi i przynajmniej spróbuje jej pomóc. Ale czy był sens w mieszaniu kogoś, kto i tak ma mnóstwo własnych problemów w sprawę, która już była przegrana? Wróciła spojrzeniem do Kiyokuro, która posłała jej delikatny, pokrzepiający uśmiech.
- Oczywiście nic na siłę. Jeśli chcesz wszystko zatrzymać dla siebie, to twoja sprawa. Proszę tylko, żebyś to przemyślała. Jeśli się zdecydujesz, po prostu przyjdź do mnie, zgoda?
Aya wzięła głębszy oddech i skinęła głową, uśmiechając się subtelnie. Aika nie naciskała i brunetka była jej z tego powodu naprawdę wdzięczna.
Dzwonek bezlitośnie wzywał na lekcje i wszyscy, przeklinając pod nosem poniedziałek, powlekli się do klasy.
Kiyokuro spojrzała jeszcze na Ayę. Dziewczyna wyglądała teraz na nieco spokojniejszą, więc Niszczycielka odetchnęła z ulgą. Odwróciła się, by spojrzeć na Rikę, jednak nie było ani jej, ani Charlesa. No proszę, czyli jednak bez awantury się nie obeszło… pomyślała i pokręciła głową.
Nauczyciel poprosił o spokój i podjął skazaną na niepowodzenie próbę zainteresowania lekcją zaspanej młodzieży.    
<***>
Kolorowe światło witraży powoli zaczynało wypełniać pokój. Dotykało swym promieniem każdego mebla, bibelotu, rośliny, wszystkiego co znajdowało się w pomieszczeniu. Powoli blask wdrapywał się na ogromne łoże, a co za tym idzie, również na postać na nim śpiącą. Kiedy światło wydobyło z cienia subtelne, harmonijne rysy, rozświetliło bladą jak pergamin cerę i milionem refleksów zatańczyło na kasztanowych lokach, spokojne do tej pory oblicze dziewczyny wykrzywił grymas świadczący o niezadowoleniu. Przekręciła się na drugi bok, ale i to nic nie pomogło. W końcu usiadła, marszcząc zgrabny nosek ze złości. Nie lubiła wcześnie wstawać. Otworzyła zielone oczy, a kiedy uświadomiła sobie, co dziś za dzień, wyskoczyła z pościeli, lekko niczym motyl lądując na ziemi. Chytry uśmieszek ozdobił jej twarz.
- Czas odwrócić role – zaświergotała Natsu i zakręciła się wokół własnej osi.
To przedstawienie zapowiadało się naprawdę ciekawie.
<***>
Zajęcia na szczęście szybko minęły i uczniowie zaczęli rozchodzić się w swoje strony. Aika pożegnała się z koleżanką z ławki i stanęła nieopodal wejścia do klasy, czekając na jedną, konkretną osobę. Czekała ją dziś jeszcze jedna poważna rozmowa.
Haruo Sora wyszedł z klasy, nawet na nią nie patrząc. Przez cały dzień się do niej nie odzywał, posłał jej tylko chłodny, uprzejmy uśmiech na powitanie. Traktował  ją tak, jak wiele innych uczennic i, jeśli miała być ze sobą szczera, wcale mu się nie dziwiła.
Weź się w garść, Aika… wzięła głęboki wdech, zacisnęła pięści i ruszyła w kierunku drzwi prowadzących na zewnątrz, trzy kroki za chłopakiem. Jednak się zatrzymała. Miała ochotę zawrócić, wycofać się… Ale wtedy byłaby zwykłym tchórzem. Niszczyciel już jakiś czas temu zniknął za drzwiami, dlatego pewnym ruchem pociągnęła za klamkę i szybko wyszła ze szkoły. W pierwszej chwili musiała zmrużyć oczy, ponieważ był to jeden z tych przeraźliwie jasnych, choć zimnych i bezsłonecznych dni, ale już po chwili przywykła do światła i spokojnie mogła się rozejrzeć. Haruo miał za sobą trzy czwarte stopni. Zbiegła po schodach nim chłopak zdążył zejść z ostatniego stopnia.
- Sora-kun, zaczekaj… - odezwała się cicho. Tak cicho, że miała wątpliwości, czy aby na pewno usłyszał.
Zatrzymał się i utkwił w niej spojrzenie.
- Tak? – Uprzejmy, bezbarwny uśmiech wypłynął na jego usta.
- Chyba… musimy porozmawiać – wyksztusiła, przygryzając wargę.
Czarny, elegancki samochód zatrzymał się przy krawędzi chodnika, niesamowicie blisko nich. Aika zerknęła na auto. Była pewna, że je zna. Drzwi otworzyły się, a z samochodu wysiadła dziewczyna o idealnie ułożonych kasztanowych lokach  i ujmującym uśmiechu.
- Przykro mi, nie mam czasu – odparł, nawet na nią nie spoglądając.
- Och… Rozumiem…
Oderwał spojrzenie od siostry i przeniósł je na Aikę. Po chwili wpatrywania się w nią odartym z uczuć wzrokiem, uśmiechnął się do niej jak do małej, głupiutkiej dziewczynki, która nie ma pojęcia o czym mówi.
- Obawiam się, że jednak nie rozumiesz. Ja naprawdę nie mam czasu – zrobił krótką pauzę, by podkreślić znaczenie swoich następnych słów. – Ale ty, Kiyokuro-san, zapewne pomyślałaś, że mówię to złośliwie, prawda? Czyżby w myśl zasady „sądzę ciebie według siebie”?
Zatkało ją. Dosłownie. Czuła się, jakby ją znokautował, nie miała pojęcia czy się odezwać, czy lepiej milczeć.
- Ja… - zająknęła się, lecz Haruo uciszył ją gestem.
- Wybacz, teraz naprawdę się śpieszę, siostra na mnie czeka. Może porozmawiamy jak wrócę. Do zobaczenia, Kiyokuro-san. – Posłał jej nieczuły uśmiech i poszedł w stronę samochodu. Odebrał od Natsu kluczyki i zniknął za drzwiami kierowcy.
Natsumi obejrzała się przez ramię i puściła jej oczko. Aika dawno nie widziała kogoś aż tak rozbawionego. Dziewczyna wsiadła do samochodu, który już po chwili mknął drogą prowadzącą za miasto, znacznie przekraczając prędkość.
Niszczycielka wciąż stała w bezruchu. Dopiero po chwili udało jej się otrząsnąć.
- Chyba… chyba mi się należało – mruknęła, po czym potrząsnęła głową i ruszyła w kierunku domu.
<***>
Kazuma szybkim, nerwowym krokiem przechadzał się po pokoju. Nie wszystko układało się po jego myśli i to go drażniło.
Z tego, co udało mu się wyciągnąć od Fii wynikało, że jego „kochana” teściowa wciąż żyje. A nie powinna.
W realizacji jego planów mogła przeszkodzić jedynie Alice Cage. Kobieta, choć chorowita, wciąż miała szansę zajść w ciążę. A wtedy wszystko to, co do tej pory osiągnął poszłoby na marne. Dlatego Shin postanowił do tego nie dopuścić. Jego następnym celem było wyeliminowanie matki bliźniaczek. I już niemal tego dokonał…
To on pokierował Jennifer tak, że postanowiła iść na spotkanie z siostrą. Oczywiście konfrontacja z matką była nieunikniona i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Lubił znać swoich wrogów, dlatego bacznie przyglądał się swojej teściowej. Wiedział o jej słabym sercu i postanowił to wykorzystać. Bez skrupułów. Rozmowa z rozgoryczoną, pełną nienawiści córką musiała wywrzeć na Alice ogromne wrażenie. Spodziewał się, że tak silne emocje ją zabiją. Niestety, nie było to takie proste.
Usiadł na fotelu, układając dłonie na blacie biurka. Nie zamierzał się poddawać. Zawsze walczył do końca i dostawał to, czego chciał, nigdy się nie cofał. Z tej wojny również wróci z tarczą.
Uśmiechnął się pod nosem na wspomnienie spotkania ze Strażniczką. Musiał przyznać, naprawdę go zaskoczyła. Młodsza z sióstr była niepozorna. Biedna winiąca się za całe zło świata istotka… która w każdej chwili gotowa była bez mrugnięcia okiem odebrać mu życie. Chociaż Jennifer za wszelką cenę starała się ją zniszczyć, ona okazała się silniejsza niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. O wiele silniejsza od Jenn.
W całym domu zabrzmiały subtelne, szlachetne dźwięki wydobywane z pianina, a po chwili dołączył do nich smutny, słodkik głosi jego żony.
Zamknął oczy, rozkoszując się pięknem tej niemal żałobnej pieśni. Musiał przyznać, że nie spodziewał się, iż uda mu się tak perfekcyjnie zmanipulować siostrę Strażniczki. Była bezwzględnie posłuszną mu marionetką, a on odgrywał rolę nieprzeciętnie uzdolnionego lalkarza. Pociągał za sznurki tak dyskretnie, że Jennifer sądziła, iż to jej wola, jej życzenia…. A w rzeczywistości jedyne co należało do niej, to desperacja, która pozwoliła jej ślepo uwierzyć Kazumie i pociągnęła ją na dno.
Podniósł się z miejsca. Powinien do niej iść i z zatroskaną miną objąć ją, pytając co się stało. Iluzja opieki, którą ją mamił nie mogła znikać ani na chwilę.    
<***>
Uchyliła okno, by wpuścić nieco chłodnego, świeżego powietrza w nadziei, że to pomoże jej się uspokoić. Usiadła na łóżku i wzięła dwa głębsze wdechy, lecz i to nie pomogło. Jak ma zacząć tę rozmowę? Podniosła się szybko i stanęła na środku pokoju. Zamknęła oczy, policzyła do dziesięciu i pewnym krokiem ruszyła w stronę drzwi. Jakoś to będzie… pomyślała, naciskając na klamkę.
- Mamo – odezwała się cicho. Była pewna, że matka i tak usłyszy.
Nie pomyliła się. Po krótkim czasie na schodach pojawiła się zgrabna postać Maayi Hiou.
- Coś się stało kochanie? – Posłała Ayi delikatny, nieco zatroskany uśmiech.
- Tak… nie… znaczy… mogę zająć ci chwilkę? – spytała, nerwowo to zaciskając dłonie w pięści, to je rozluźniając.
Zielonooka pokiwała głową i lekko przeskoczyła dwa ostatnie stopnie, które dzieliły ją od córki. Weszły do pokoju, zamykając za sobą drzwi. Aya, mając świadomość tego, że Kage znajduje się w domu, otoczyła pomieszczenie czarem, by żaden dźwięk nie dobiegł do uszu ojca. Wolała najpierw porozmawiać z matką. Wyczuwając tę drobną zmianę, Maaya uśmiechnęła się pod nosem. W końcu zapowiadało się na rozmowę, której tak wyczekiwała.
- O co chodzi, Aya? – Usadowiła się wygodnie na łóżku.
Dziewczyna przycupnęła na krześle i wbiła wzrok w położone na kolanach dłonie.
- Wiesz, mamo… Pamiętasz tego chłopaka, który czasami po mnie przychodzi? Idiotka! Co to w ogóle za pytanie, jak mogłaby go nie pamiętać?! Niech ktoś mnie zabije!
Kobieta uśmiechnęła się lekko, jakby zupełnie nie zauważyła tego nieporadnego wstępu do rozmowy albo jakby nie widziała w nim nic dziwnego.
- Mhm. Hiroshi, prawda? Bardzo miły chłopiec – odparła, wygładzając zmarszczkę na pościeli. – A co z nim?
- Bo widzisz… ja chciałabym powiedzieć mu prawdę. – Podniosła wzrok na matkę.
Na twarzy wampirzycy pojawiło się zdziwienie, które bardzo szybko ustąpiło na rzecz powagi.
- „Prawdę”? Mówiąc to masz na myśli… - zaczęła ostrożnie, ale urwała w pół zdania, widząc jak jej córka potakująco kiwa głową.
- Mam na myśli to, kim jestem, mamo.
Zapadła cisza, podczas której Aya co i rusz zerkała na matkę, wykręcając z nerwów palce. Może jednak należało odłożyć to pytanie na potem?
Nieodgadniony wyraz twarzy matki zdawał się nie zwiastować niczego dobrego.
Po chwili Maaya wzięła głębszy oddech i po prostu spytała:
- Dlaczego?
Odpowiedź układała tysiące razy w myślach, więc nie spanikowała, tylko zaczerpnęła powietrza i, by być bardziej przekonującą, spojrzała z powagą w oczy kobiety.
- Uważam, że na to zasługuje. Zastanawiałam się nad tym naprawdę długo, analizowałam wszystkie „za” oraz wszystkie ”przeciw”, których swoją drogą praktycznie nie znalazłam, i doszłam do wniosku, że ma prawo wiedzieć – zrobiła krótką pauzę, by zaraz po niej kontynuować: - Nie chcieliśmy z tatą ci tego mówić, bo tylko niepotrzebnie byś się zdenerwowała, ale całkiem niedawno spotkałam Yoshiro… Chociaż „spotkałam” to złe słowo. Śledził mnie, a potem wdał się w jedną z tych bezsensownych dyskusji, dlaczego nie daję mu szansy… Nie wytrzymałam, powiedziałam to, co akurat przychodziło mi na myśl… Chciał mnie uderzyć. Gdyby Hiroshi się wtedy nie pojawił, nie wiem jak to by się skończyło. Poza tym teraz jest dla mnie naprawdę nieocenionym wsparciem… Chciałabym, żeby wiedział.
Maaya kiwnęła głową, niezdolna do jakiejkolwiek innej reakcji. Była w szoku. Jak to ścierwo śmiało się zbliżyć do jej córeczki?! Gdyby tylko mogła, bez wyrzutów sumienia rozszarpałaby go na drobne kawałeczki… Ale musiała się uspokoić. Aya na pewno usłyszała jej przyśpieszające tętno, a nie chciała dodatkowo jej stresować, więc przymknęła oczy, wypuściła powietrze z płuc i uspokoiła szalejące serce.
- Powiedz… czy tylko na tej podstawie chcesz mu zaufać? To poważna sprawa, Aya, na pewno nie ma nic więcej?
Nastolatka przygryzła wargę. Oczywiście, że było „coś więcej”… Miała wrażenie, że serce zaraz połamie jej żebra…
- Mamo… ja… ja go… ja go chyba kocham – wyrzuciła z siebie i szybko wbiła wzrok w podłogę. Czuła, że robi się cała czerwona. Teraz, gdy wypowiedziała te słowa, zdała sobie sprawę z tego, że nie już nie ma odwrotu. Powoli, nieśmiało podniosła oczy na matkę.
Szeroki uśmiech wypłynął na twarz siedzącej na łóżku brunetki. Nareszcie! Ile można było czekać?! Chociaż… w kwestii uczuć Aya wdała się w ojca i Maaya nie mogła na to nic poradzić.
- I co? Nic nie powiesz? – zapytała po chwili, zniecierpliwiona milczeniem kobiety.
- Kochanie, co ja ci mogę powiedzieć? Bardzo się cieszę, że w końcu odważyłaś się mi to wyznać. Przyznam, że już nie mogłam się doczekać tej rozmowy…
- C-co takiego?! Ty o wszystkim wiedziałaś?! – wydukała i tak nagle jak wcześniej się zarumieniła, tak teraz zbladła.
- Aha. – Uśmiechnęła się chytrze. – Skarbie, jestem twoją matką, wyczuwam takie rzeczy. Nie chciałam tylko na ciebie naciskać, żebyś się nie denerwowała.
Zakręciło jej się w głowie. Rety, skoro wiedziała o tym jej mama, to czy Kage też wiedział… i, co gorsza, czy Hiroshi też się zorientował?! W tej chwili nie miałaby nic przeciwko zapadnięciu się pod ziemię…
Widząc przerażenie w oczach Ayi, zielonooka uśmiechnęła się kojąco i wstała, by do niej podejść. Od razu rozgryzła, co przyszło na myśl dziewczynie.
- Spokojnie, Aya, faceci w tych sprawach to inna kategoria. Zapewniam, że nikt niczego się nie domyśla.
Odetchnęła z ulgą. Matko, gdyby się okazało, że Hiroshi się domyślił, byłaby skończona!
- No tak… Powiedz, kochanie, kiedy zamierzasz porozmawiać o tym z tym miłym chłopcem?
- NIGDY! – krzyknęła tak głośno, że Maaya aż odskoczyła.
- Jeny, dlaczego? – Przyłożyła dłoń do serca. Co też ta jej córeczka wyprawiała?
Znowu wbiła wzrok w kolana. Zdecydowanie nie nadawała się do takich rozmów! A dlaczego nie chciała mu powiedzieć, cóż…
- A- a jeśli to działa tylko w  jedną stronę, mamo? Jeśli ja powiem mu, że go kocham, a okaże się, że on mnie nie? Wyjdę na idiotkę, a tego nie zniosę...
Patrząc na swoje jedyne dziecko, westchnęła. Jeny, była jeszcze bardziej podobna do ojca, niż jej się kiedykolwiek wydawało… czy naprawdę tego nie widziała? Przecież ten chłopak ją uwielbiał!
- Aya, czy naprawdę myślisz, że gdyby cię nie kochał, to zachowywałby się w ten sposób? Córeczko, nie bądź naiwna. – Uśmiechnęła się do niej jak do maleńkiego dziecka.
- A jeśli to tylko litość? – mruknęła cicho.
Nie chciała się zawieść. Była niemal pewna swoich uczuć, ale z jego strony…
- Jaka litość? Skarbie, czy ty słyszysz co mówisz? Zresztą… nigdy się nie dowiesz, jeśli będziesz się bała zrobić jakikolwiek, choćby najmniejszy, krok w jego stronę.
Przygryzła wargę. Rzeczywiście, matka miała rację… Ale żeby to było takie proste! Co miała zrobić? Podejść i powiedzieć: „Słuchaj, Hiroshi, wynikła taka sytuacja, że chyba cię kocham!’? Nie, to absolutnie nie wchodziło w grę.
- Mamo… możemy dać temu spokój? W końcu nie o tym miałyśmy rozmawiać – zręcznie wybrnęła z tematu, a widząc zrezygnowaną minę Maayi, wiedziała, że matka chwilowo dała za wygraną.
- Oczywiście nie myśl, że to koniec… ale teraz dam ci spokój. Masz to sobie dobrze przemyśleć, jasne? A co do twojego pytania… myślę, że możesz mu powiedzieć. Porozmawiam o tym z tatą. – Na koniec puściła córce oczko.
Podeszła do drzwi i otworzyła je, ale zanim wyszła, zatrzymała się w progu i rzuciła przez ramię:
- Nie zmarnuj tego, córeczko.
Aya pokręciła głową. Wszystko tak łatwo powiedzieć, teoria zawsze wygląda pięknie i nieskomplikowanie… tylko dlaczego praktyka okazuje się zupełnie inna? Westchnęła. Wiedziała co ma zrobić i że z pewnością tego nie uniknie. Wstała, wzięła płaszcz i ruszyła w kierunku wyjścia. Jakoś to będzie… pomyślała, by dodać sobie odwagi i zbiegła po schodach, krzycząc po drodze, że wychodzi. Oczywiście nie mogła zobaczyć chytrego uśmieszku Maayi i zdziwienia na twarzy, Kage, który przed chwilą wyszedł z gabinetu.
- A jej co się stało? – spytał zdezorientowany.
- Młodość, kochany, młodość! – uśmiechnęła się szeroko i pociągnęła go w kierunku salonu. Ją też czekała ważna rozmowa. W końcu musiała delikatnie oznajmić mężowi, że przegrał zakład…

<***>
Witajcie!
Ja wiem, dawno mnie nie było... przepraszam. Kryzys weny, wypalenie zawodowe i te sprawy, rozumiecie, prawda? ^^' Rozdział dedykuję Ayi nie tylko ze względu na pamiętną scenę rozmowy z Maayą, ale i za motywację. Gdyby mnie tak nie maltretowała, to rozdziału pewnie nawet na horyzoncie by nie było, dlatego bardzo dziękuję, kochana! <3 Dziękuję również za komentarze, kochane jesteście! <3 Och, dobra, starczy tych serduszek! xD Teraz pojawia się pytanie: "Dlaczego rozdział nie ma tytułu?!". Bo nie. Jestem głupia i tytuł jest ponad moje możliwości, nie wymagajcie zbyt wiele, ok? xD Starczy tego wywodu!

Pozdrawiam - Andzik

14 komentarzy:

  1. Hey! Cieszę się, że już dodałaś rozdział, ale w tym momencie nie jestem w stanie go przeczytać ;( Trochę się zakręciłam jak chomik na karuzeli ^^" Przeczytam w wolnej chwili.
    Pozdro!
    K.L.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oki doki! Życzę miłego czytania w bliższej lub dalszej przyszłości! ;) Może do tego czasu wymyślę tytuł, kto wie? ^^'

    Pozdrawiam - Andzik

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobra, nie znoszę zaległości, więc walnę jakiś komentarz, ale referat to nie będzie, bo nie mam czasu na rozpisywanie się. :(

    O, o, ja też praktycznie nie oglądam tv! Musiałam się podzielić tym faktem. xD
    Ekhem! TEMPO, a nie TĘPO - w tym przypadku. ;) Poprawić proszę!
    "Pewnie odstawiłaby go na miejsce, gdyby nie fakt, że róg jakiejś luźnej kartki wystawał spomiędzy stron.(...) Aika odłożyła na bok książkę (...)." - Hej, to nie daje mi spokoju! Aika odłożyła tę książkę, bo Rina przykuła jej uwagę, przez co nie zerknęła na tę luźną kartkę, która wydaje mi się podejrzana. Może jestem przewrażliwiona, ale co zrobić, takie życie. Niemniej mogłaby to być jakaś ważna i/lub tajna wiadomość, list czy cokolwiek innego w tym rodzaju. Q.Q Albo po prostu czepiam się szczegółów. ^^''
    Nieobecność Riki też mnie zaniepokoiła... Mogło jej się coś stać, tym bardziej, że ona i Charles nie przyszli do szkoły. To przecież nie musi oznaczać, że "bez awantury się nie obeszło"... :/
    No, wreszcie Aika i Aya "porozmawiały". Dałam cudzysłów, bo w sumie zbyt wiele to sobie nie pogadały. ^^' No ale cóż poradzić, skoro Aya-chan jest taka skryta!

    Natsu taka złowroga. xD Ale z tą trudnością w stawaniu to mi Kao przypomina. Dzisiaj to samo - mamy jechać do lekarza, a ona dopiero niedawno zwlekła się z łóżka... *wzdycha* Na poczekaniu piszę więc komentarz. xD

    Hahah, scena Aika&Haruo&Natsumi była boska. xD Cóż, zgadzam się - Aice się należało. I już widzę te miny Haruo i Natsu! Tu beznamiętność i chłód, tam rozbawienie... Cudeńko! :D Mam całą tę scenę przed oczyma. ^^ Ach, no i ciekawa jestem, jak ten wątek się potoczy. Koniec końców Haruo pewnie wybaczy Aice. Bądź co bądź są siebie warci, jedno i drugie potrafi być tak irytujące, że to ludzkie pojęcie przechodzi!

    "(...) słodki głosi jego żony. Zamkną oczy(...)" - Zwracam uwagę na literówki. ;)
    Shin, mistrzu mój! Jeny, jak ja uwielbiam tego gościa! Długo mogłabym się nim zachwycać, ale nie mam na to czasu. W każdym razie miło, że wyjaśniłaś jego intencje. ;)

    Aya, Aya, ty nieśmiała istotko. xD Jak już wiesz, wnusiu, ta scena mnie rozwaliła. Ta to jest jednak nieporadna! xD (Ekhem, jakbym czytała o sobie kilka lat temu. xD) W każdym razie - wreszcie nadszedł czas na rozmowę planowaną od paru rozdziałów. Nie no, Aya jest tak słodka, naiwna i dziecinna w takich sprawach! xD Jakby to ujęła Kao - "Najsłodsza!". Nie wiem, czy się śmiać, czy płakać nad jej nieporadnością. xD Z drugiej strony... Mimo że jestem ładnych parę lat starsza od niej, gdybym się zakochała, obawiam się, że nie byłabym lepsza... -.-
    Ale, ale! Nie byłabym taka pewna, czy faceci niczego się nie domyślają. Hiroshi to przecież "BYSTRY psychol produkujący zombie", a tatko po prostu ma klapki na oczach, bo nie chce przyjąć do wiadomości, że jego jedyna, ukochana córeczka mogłaby oddać serduszko innemu facetowi niż on sam (oczywiście to innego rodzaju miłość, no ale wiadomo, o co chodzi, nie?). Aj, aj.
    „Słuchaj, Hiroshi, wynikła taka sytuacja, że chyba cię kocham!’ - Padłam i nie wstaję. xD Już to widzę. xD
    O rety, Aya tak od razu poleciała do Hiroshiego? Dzielna dziewczyna. xD I już widzę ten zaciesz na twarzy mamusi! I już słyszę pękające serduszko tatusia... ^^'
    Swoją drogą, trochę śmieszne jest to, że ta rozmowa wyglądała właściwie tak, jakby nie miało być tego całego ślubu. Jakby wszyscy o nim zapomnieli i myśleli, że Aya na spokojnie może sobie planować przyszłość z kimś innym. No, pewnie niedługo tak będzie (oby!), ale póki co sytuacja jest troszku opłakana. ^^'

    Jeju, jeju, jeju, chcę więcej! No i tęsknię za Hiroshim, słoneczkiem moim najsłodszym! Q.Q Niech go ktoś wyczyta z tego opo tak jak to robili w "Atramentowym Świecie". Od razu bym była jego! Q.Q (Bez dziwnych skojarzeń proszę.)
    Dziękuję za dedykację! ^^ I wiesz... O dalsze maltretowanie możesz być spokojna. xD Zawsze do usług! :D Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz! <3 <3
      Rety, miliard razy przeglądałam ten rozdział i to przeoczyłam... :o Dziękuję za wytknięcie błędów! :D
      Jejku, co ja mówiłam o TAKICH pytaniach? Nic nie jest bez przyczyny. Nawet pominięcie w rozmowie ślubu Ayi miało cel. Wszystko wyjaśnię, tylko troszkę cierpliwości... Dobra, dużo cierpliwości. xD
      Heh, ale trafiłam z tą niechęcią do wstawania! :D Ale to jest naturalne... Sama nie cierpię wstawać wcześniej niż przed 11. ^^'
      Ojojki! <3 Cieszę się, że Ci się spodobała scenka z Haruo! Sama bardzo ją lubię i fajnie mi się pisało. :D
      Babciu, Ty jedna go lubisz! <3 Suzu już zdążyła go nawyzywać (tam się nawet groźby karalne sypały!). ^^'
      Ojojki, babciu! <3 Baaardzo się cieszę, że się podobało, bo włożyłam w tę scenę 110% serduszka! <3 Bałam się trochę, że Aya wyszła mi zbyt nieporadna... Ale chyba jednak tragedii nie ma, w końcu to Aya. ^^
      Ano pobiegła, ale co z tego wyniknie? xD Zdradzę, że następny rozdział zaczyna się od tej sceny! :D
      Tak, wiedziałam, że w tej kwestii mogę na Ciebie liczyć! xD

      Usuń
    2. Nie ma za co. :)
      Ależ ja muszę zadawać TAKIE pytania. Czy byłabym sobą, gdybym tego nie robiła? xD Ech, ale z tą cierpliwością to może być mały problem. -.-
      Och, Ty śpiochu! Chociaż z drugiej strony, jak się siedzi przed komputerem czy nad książkami pół nocy, to co się dziwić. -.-'
      Widzisz, na mnie możesz liczyć! Gdyby istniał fanklub Shina, to bym się do niego zapisała (choć nie wiem, co by na to powiedział Hiroshi, hm...).
      No właśnie, to Aya, a to wyjaśnia wszystko. ^^'
      Taką miałam nadzieję. <3 Ale kurczę, już się boję, co to będzie. ^^' Nie zdziwię się, jeśli będzie trudno się zdecydować, czy powinno się śmiać, czy płakać, no ale zobaczymy. xD
      W związku z powyższym (i nie tylko) OFICJALNIE MALTRETUJĘ CIĘ O KOLEJNY ROZDZIAŁ. Ruchy, ruchy, wnusiu! Bo jak nie, to zemstę będzie trzeba obmyślić! *groźne spojrzenie*

      Usuń
    3. No nie... Ale potem mam dylemat: odpowiedzieć, a co za tym idzie zaspoilerować czy przemilczeć. I, wbrew pozorom, to wcale nie jest łatwy wybór!
      No co ja poradzę?! Lubię spać. ^^' Siedzieć do 4 nad ranem też lubię. A tego w trakcie roku szkolnego nie da się połączyć... ;_; Ach, moje życie to same trudne wybory! T.T
      Babcia najlepsza! <3 Wiesz, w sumie to jestem ja, jesteś Ty, a dwie osoby to już fanklub, nie? xD Oj, a czy Hiroshi musi wszystko wiedzieć? Ja mu na pewno nie powiem! xD
      Bój się, bój, bo lekko nie będzie, mwahahahaha! :D
      Aha... Kurczę, nie spodziewałam się szantażu! :o *pęknięte serduszko* Ale jakoś się streszczę, tylko nie krzywdź Tamakiego! T.T

      Usuń
    4. Oj, domyślam się, że łatwy nie jest! :P Też mam dylemat, bo w sumie sama nie wiem, co bym wolała: dostać odpowiedź czy męczyć się i męczyć, ale potem mieć więcej radochy. x_x Ciężkie to życie.
      Taa, no właśnie widzę. Ja to jednak wolę iść spać o ludzkiej porze i wstać rano (ale nie za wcześnie, aż tak rannym ptaszkiem nie jestem, szczególnie w weekendy!).
      Wiadomo! <3 W sumie... xD A co do Hiroshiego, to wiesz... On jest czasem zbyt spostrzegawczy. Nawet jak żadna z nas mu nie powie, to w którymś momencie w końcu się skapnie. A przecież to on jest moim number one! Q.Q
      O rety, to faktycznie się boję. xD Nie no, już mnie jakieś wizje nachodziły, ale trza wrócić do przykrej, szarej rzeczywistości. :(
      Wybacz, cel uświęca środki (w tym przypadku). xD
      Trzymam Cię za słowo! :D

      Usuń
    5. Widzisz. Życie "letkie" nie jest. ^^'
      E tam, nawet nie wiesz ile tracisz, idąc spać o "ludzkiej" porze. Ta idealna cisza o 2 w nocy... No i najlepsze pomysły przychodzą do głowy nad ranem! Polecam! :D
      Oj tam, chwilowo go upośledzę, żeby nic nie ogarnął! xD
      Są ttrzy wersje tej sceny. I tak jakoś nie mogę się zdecydować czy iść bardziej w tragiczną, czy w tę rozbrajająco wesołą... Nie chcę tego przesłodzić, więc... No, Twój strach jest uzasadniony. ^^ rzeczywistość jest bardzo przykra... Hiroshi nie istnieje, Tamaki nie istnieje... Ech, po co żyć, ja się pytam? ;_;
      Taaak... ;_;

      Usuń
    6. Ja to o takiej porze (a nawet i wcześniej) już nie myślę. Kao, Suzu czy Ev mogą potwierdzić. ^^
      On? Upośledzony? xD Jakoś tego nie widzę. xD
      Aż trzy? No nieźle. A żeby nie przesadzić w żadną stronę, najlepiej znaleźć magiczny złoty środek. xD
      Nie znoszę tej rzeczywistości bez naszych kochanych wariatów! ;(

      Usuń
    7. Wnusia, podpadasz mi! Miałaś się streszczać i co? Prawie 3 miesiące od publikacji tego rozdziału minęły! Nieładnie, nieładnie! A ja miałam Cię maltretować, więc maltretuję, o! Pisać! :D

      Usuń
    8. Ach, artysta potrzebuje czasu, babciu! Nie zawsze da się streszczać. A zwłaszcza wtedy, gdy gubi się wątki. ^^

      Usuń
  4. Oki! W końcu przeczytałam!
    Dwa momenty z całej opowieści- pierwszy jak Sora dał po nosie Aice. To było BOSKIE! Cóż, może jestem nieczułą zołzą, ale jej się należało. Poza tym już nie mogę doczekać się ich konfrontacji! *zaciera ręce z uciechy*
    Drugi-rozmowa Ayi i Maayi. Oczywiście, Aya w końcu się przyznała do swojej miłości. Naprawdę! TO MUSIAŁO się wydać.
    Nie było Lucyfera! Gdzie on jest??? Chcę więcej Lucka!
    No i Haruo! Jego też chcę więcej! :D
    Hm... Tak w woli ścisłości: co ma nieobecność Riki do potężnej awantury? W sumie to dla mnie nieco nielogiczne... Mnie by rodzice wysłali, bym cierpiała w szkole, a nie pozwalali mi zostać w domu... Hmm... No, nie ważne!
    Ja chcę Ayę i Hiroshiego! I wielkie wyznanie! Ojej, już nie mogę się tego doczekać!
    Co do tytułu-nie zwróciłam jakoś uwagi ^^" Zabrałam się za czytanie i... jakoś zleciało ;)

    Ah...Dzięki za wyrozumiałość! :)

    Pozdro i weny!
    K.L.

    PS. pisałam, że tęsknię za Lucyferem? Tak? No to się powtórzę xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz! :*
      Haha! Miałam przeczucie, że Ci się ta scenka z Haruo spodoba! xD Tak, popieram, odkąd lubię Haruo też uważam że jej się należało! xD
      Bardzo się cieszę, że Ci się spodobała scenka Maayi i Ayi, bo trochę się bałam, że przesadziłam... Ale bawiłam się tak dobrze, że nie mogłam się powstrzymać. xD
      Dobrze, dobrze, będzie więcej, będzie! :D
      Wiesz, awantura to raczej dzieło Riki niż jej mamy... Ale wszystko wyjaśnię, poczekaj jeszcze troszkę. ^^
      No to musisz uzbroić się w cierpliwość, bo póki co na horyzoncie tylko zagrożenie z fizyki, a nie rozdział. ^^'
      Tak~! Czyli może wcale nie być tytułów? :D

      Jeszcze raz dziękuję za komentarz! <3

      Pozdrawiam - Andzik

      Zamówienie na Lucjana przyjęte! :D

      Usuń
    2. Dawno niczego, ani nikogo w necie nie odwiedziała ^^" Aż mi wstyd!
      Ale! Zapraszam na Czarownicę! To raz. A dwa: napisałam krótką notkę na Home, wyjaśniającą moje... przerwy w pisaniu ;/
      Zapraszam raz jeszcze!
      K.L.
      PS. to się bardzo cieszę :D

      Usuń