Niewysoka dziewczyna oparła się o balustradę,
spoglądając z balkonu w ciemny, spokojny las. Zamknęła oczy i pozwoliła, by
delikatny wiatry porwał kilka czarnych kosmyków, które wysnuły się z luźno
upiętego koka. Wzięła głęboki oddech, a chłodne powietrze, które wypełniło jej
płuca, kojąco zadziałało na niespokojną duszę. Cień na lewym ramieniu brunetki
drgnął gwałtownie. Najwidoczniej wyczuwał niepokój Strażniczki.
Od spotkania z Jennifer stan zdrowia matki
bliźniaczek znacznie się pogorszył. Kobieta bardzo opadła z sił, nie chciała
jeść ani pić. Lekarz twierdził, że z kolejnym tak silnym przeżyciem jej biedne
serce może sobie nie poradzić… Ale nie tylko to martwiło Fię.
Jenn. Ten ból w jej oczach, który krył się tuż za bijącą
z nich nienawiścią. Łzy, które wylała na leśnej ścieżce pewna, że nikt ich nie
ujrzy. Cichy szloch wyrywający się z jej piersi… Dlaczego musiała tak cierpieć?
- Dlaczego… Dlaczego przeze mnie cierpią wszyscy,
których kocham? - szepnęła, wpatrując się w roztaczającą się przed nią
ciemność.
Jakiś egoistyczny fragment duszy Fii protestował,
krzyczał, że to nie jej wina, jednak Strażniczka skutecznie uciszyła tę część
siebie. W końcu gdyby nie ona…
Usłyszała trzask gałęzi. Powoli skierowała wzrok w
stronę, z której dobiegał dźwięk.
Był tam. Nawet nie musiała wytężać wzroku, by ujrzeć
uśmiech na jego twarzy, oświetlonej przez blask niewielkiej latarni stojącej
przy furtce.
Nikim tak nie gardziła. Nikt nie wzbudzał w niej tak
skrajnie negatywnych emocji jak ten wampir. Shin Kazuma.
Upewniwszy się, że medalion spoczywa na swoim
miejscu, zeszła z balkonu po schodach i spokojnym krokiem podeszła do
mężczyzny.
-
Czego tu szukasz? – niemal wypluła te słowa, patrząc na
niego z pogardą.
-
Jak zwykle ciepłe przyjęcie, droga szwagierko! –
Posłał jej serdeczny uśmiech i oparł się o furtkę.
-
Odpowiedz albo w tej chwili się stąd wynoś – syknęła, za
wszelką cenę starając się utrzymać emocje na wodzy.
-
Ale po co te nerwy? Może porozmawiamy przy herbacie zamiast stać tak pod
furtką? – Uśmiech nie opuszczał jego twarzy.
Strażniczka odetchnęła głęboko chłodnym powietrzem
i, uśmiechając się krzywo, z jadowitą słodyczą w głosie rzekła:
- Nie
chcę mieć kogoś takiego jak ty na sumieniu, a boję się, że gdybym zaprosiła cię
na herbatę, nie oparłabym się pokusie dosypania do niej arszeniku, więc jeśli
masz mi coś do powiedzenia, to proszę bardzo. Mów teraz.
Kazuma jednak, zamiast odpowiedzieć, przyglądał się
Cage uważnie. Najpierw zauważało się
nieskazitelną urodę Fii, która miała w sobie coś szlachetnego a nawet
królewskiego, a potem… Cały szereg emocji, który nadawał jej twarzy
niepowtarzalny wyraz. Duże, bursztynowe oczy z domieszką melancholii, które
teraz patrzyły na niego z takim obrzydzeniem, wyraźnie rysujące się na tle jasnej
skóry pełne, a zarazem delikatne usta wygięte w pogardliwym uśmiechu… Gdyby nie
kilka pasm lekko poskręcanych, czarnych włosów, które okalały jej twarz i
swobodnie spływały po smukłej szyi, pomyślałby, że stoi przed nim Jennifer. Ta
sama Jennifer, którą spotkał na leśnej ścieżce dwa lata temu…
Prawda była taka, że plan poślubienia Jenn przez
wzgląd na bazyliszka zrodził się w jego głowie dopiero w trakcie ich rozmowy.
Czysty przypadek sprawił, że znalazł się akurat na tej drodze w chwili, gdy
wyszła na nią siostra Strażniczki. To zagubienie, nienawiść i niewyobrażalny
ból malujący się w jej oczach sprawiły, że zapragnął poznać jej historię. W
końcu nieczęsto zdarza się, by takim dzieckiem targały tak silne emocje. Bardzo
szybko też przekonał się, iż Jennifer nie jest typową nastolatką. Potrafiła
bezbłędnie wyczuć kłamstwo i choć teraz oszukanie jej przychodziło mu bez
trudu, jeszcze wtedy dwa razy musiał zastanowić się nad tym, co mówi.
Najwidoczniej mężczyzna odpłynął do krainy swoich
myśli i ani mu się śniło z niej wracać, dlatego zniecierpliwiona Fia zakasłała
cichutko, by przypomnieć Shinowi o swoim istnieniu. Kiedy podniósł na nią swe
ciemne oczy i uśmiechnął się przepraszająco, skrzywiła się. Było jej niedobrze
od fałszu, którym ociekał.
-
Wybacz, droga szwagierko, zamyśliłem się – rzekł, a w
odpowiedzi usłyszał tylko prychnięcie dziewczyny. – A co do twojego pytania… przyszedłem tylko po to, by zorientować się,
jak czuje się moja urocza teściowa po ostatniej rozmowie z moją żoną.
Słysząc nierówny oddech Strażniczki i jej
przyśpieszające serce, miał ochotę się roześmiać. Tak łatwo było ją
sprowokować!
Spodziewał się wybuchu złości ze strony Cage, lecz
przeliczył się. Brunetka przymknęła na sekundę oczy (na więcej w jego
towarzystwie nigdy by sobie nie pozwoliła), po czym otworzyła je i z anielsko
spokojnym uśmiechem odparła:
-
Sądzę, że stan zdrowia mej matki nie powinien cię interesować, ale skoro już
pytasz, drogi szwagrze, to bywała w lepszej formie. –
Wzięła głębszy oddech i pokręciła głową niby to ze smutkiem. – I obawiam się, że to twoja osoba
spowodowała pogorszenie stanu jej zdrowia.
-
Och, przykro mi bardzo z tego powodu! Co zatem zamierzasz z tym zrobić? - Skupił
całą uwagę na jej twarzy. Była zbyt spokojna. Czyżby coś knuła?
-
Postaram się ulżyć jej cierpieniu. Czy to nie oczywiste?
Zbyt późno zorientował się, co jest nie tak.
Końcówka czarnego konturu ześlizgnęła się po palcu Fii, by rozproszyć się w
ciemności.
-
Przyznaję, nie spodziewałem się tego. Jestem pod wrażeniem, szwagierko! –
Pokiwał głową z nieskrywanym podziwem, kiedy usłyszał za sobą syczenie
potężnego gada. – Prześlij najlepsze
życzenia mojej biednej teściowej! – dodał i rozpłynął się w powietrzu
chwilę przed tym, jak zęby bestii zacisnęły się w miejscu, w którym stał.
Fia odwróciła się w kierunku schodów i ruszyła przed
siebie, szepcząc słowa, które mógł zrozumieć jedynie bazyliszek. Cień powoli
wpełzał na jej ramię, gdy wchodziła po niewielkich, ażurowych schodkach na
balkon. Kiedy tylko znalazła się wewnątrz domu, odetchnęła głęboko, pocierając
skronie.
„Droga szwagierko”, „urocza teściowa”… Fałszywa gnida! pomyślała i ze złością
opadła na kanapę. Jakim cudem tak łatwo udało mu się omamić Jennifer? Przecież
kto jak kto, ale Jenn zawsze była nieufna… Czy
może miała aż tak dość życia pod jednym dachem ze mną, że wolała tego
obłudnika? Zacisnęła palce na leżącej obok poduszce. Chciałaby móc
porozmawiać z siostrą tak, jak bywało to za dawnych lat, gdy jeszcze były
niczego nieświadomymi dziećmi, ale zdawała sobie sprawę z tego, że to
niemożliwe. Serce Jenn trawiła nienawiść, którą z pewnością podsycał jeszcze
jej mąż…
Mąż!
podniosła się gwałtownie na nogi.
Dlaczego właściwie został jej mężem? Dlaczego poślubił czternastoletnią
dziewczynkę, wbrew woli Starszyzny? Jakie miałby z tego korzyści? przechadzała
się niespokojnie po pokoju, szukając odpowiedzi na swoje pytania. Nie wierzyła
w to, że ożenił się z nią tylko po to, by pomóc jej się zemścić i, jak głosiły
tak chętnie rozpowiadane przez przedstawicielki płci pięknej wampirzego
społeczeństwa bajki, móc patrzeć w jej oczy. Już wcześniej zastanawiała się nad
tym, jednak znalezienie odpowiedzi nie było wcale łatwe, w końcu, choć
przyznawała to z niechęcią, Kazuma był cholernie inteligentny.
Usłyszała ciche, żałosne pojękiwanie matki.
Biedaczka, nawet we śnie nie miała spokoju…
Fia zacisnęła pięści. Znajdzie odpowiedź. Nawet,
gdyby miała przekopać tysiące ksiąg i na szukaniu rozwiązania zagadki spędzić
niezliczenie wiele godzin, znajdzie ją. A wtedy wyjaśni wszystko Jennifer,
ukaże „wybawcę” siostry w zupełnie innym świetle, niż ona sama go widzi.
<***>
Wydawało jej się, że ktoś ją woła, ale, zawieszona
między snem a jawą, nie zwróciła na to uwagi. Chciała przekręcić się na bok,
jednak nie mogła nawet drgnąć przez ciężar umiejscowiony na jej brzuchu.
-
Aika, obudź się. – Usłyszała tuż przy swoim uchu.
Kiedy zorientowała się, że to wcale nie jest sen i
faktycznie ktoś ją woła, chciała natychmiast się podnieść, lecz czyjaś dłoń
delikatnie ją unieruchomiła. Gwałtownie otworzyła oczy.
-
Spokojnie, to tylko ja. Podnieś się ostrożnie – wyszeptał
Jonathan.
Odetchnęła z ulgą na widok demona i uniosła głowę,
by ujrzeć powód, dla którego nie mogła się obrócić. Zwinięta w kłębek Rina
częściowo leżała na jej brzuchu i spała w najlepsze. Najwidoczniej poczekała aż
Aika zaśnie i wtedy wkradła się do pokoju.
-
Pomożesz mi?
Blondyn pochylił się nad Riną, odciągnął jej
owinięte wokół talii dziewczyny rączki i z zadziwiającą łatwością podniósł ją.
Kiyokuro szybko wyślizgnęła się z pościeli, po czym okryła odłożoną na miejsce
dziewczynkę kołdrą.
-
Co to za dziecko? – spytał, gdy opuścili pomieszczenie.
-
Siostra przyjaciółki. Miałam się nią zająć przez weekend – odparła,
przecierając oczy.
Mężczyzna przez chwilę wpatrywał się w nią z
wyrzutem, ale nic nie powiedział. Uważał, że biorąc pod opiekę tę dziewczynkę,
Aika zachowała się nieodpowiedzialnie. Nie zamierzał jednak teraz jej pouczać.
Zeszli na dół, do kuchni.
-
Stało się coś? – zapytała, usadawiając się na krześle.
Wciąż była śpiąca i nie bardzo docierało do niej to, co się działo.
Nic nie mówiąc, Jonathan wyciągnął z szafki szklankę
i nalał do niej wody, po czym podał ją Kiyokuro. Szatynka skinęła głową w
podziękowaniu i pociągnęła łyk chłodnego napoju. Ciecz w jej ustach zgęstniała
i nabrała słodkiego, metalicznego posmaku. Natychmiast zerwała się z krzesła i
podbiegła do zlewu, by wypluć… czystą wodę. Wierzchem dłoni otarła usta i
odwróciła się w stronę demona. Zielonooki uniósł tylko brew, czekając na
wyjaśnienia. Dziewczyna pokręciła głową i wróciła na miejsce.
-
Czekam – przypomniał po paru sekundach ciszy.
-
Krew – odpowiedziała cicho. – Wszystko smakuje jak krew.
-
Od dawna?
-
Od początku. – Wzruszyła ramionami.
-
I ja się o tym dowiaduję dopiero teraz? W dodatku przez przypadek?
Wpatrywał się w nią z założonymi rękoma.
-
Tak wyszło. Przepraszam – szepnęła i odwróciła głowę w
drugą stronę.
Westchnął i oderwał się od blatu, o który się
opierał, by podejść do szatynki. Kucnął przed nią, żeby móc spojrzeć jej w
oczy.
-
Aika, ty mnie nie przepraszaj. Po prostu mów mi co się dzieje. Chcę ci pomóc, ale nie mogę tego
zrobić, gdy nie wiem o tak ważnych sprawach.
Kiedy w odpowiedzi pokiwała głową, odetchnął głęboko
i wyprostował się.
-
Cóż, to nie jest nic nadzwyczajnego – oznajmił, siadając na
krześle po drugiej stronie stołu. –
Typowa przypadłość Niszczycieli. Instynkt żywi się śmiercią, a skoro nie może
zaspokoić głodu, w ten sposób przypomina o sobie. Na szczęście mamy gotowe
rozwiązanie tego problemu… - zatrzymał się i wbijając uważne spojrzenie w
dziewczynę zapytał: - Aika, słuchasz
mnie?
-
Co? A, tak, słucham, słucham - zapewniła i podniosła
się z miejsca. – Przepraszam, jestem
trochę rozkojarzona. – Posłała mu delikatny, przepraszający uśmiech i
podeszła do okna, by oprzeć się o parapet.
Mężczyzna pokręcił głową i kontynuował swój wywód o
środkach wynalezionych w prowadzonych przez rodzinę Sora badaniach.
Kiyokuro co chwila potakiwała, choć do jej
świadomości nie docierały żadne słowa Jonathana.
W chwili gdy oznajmił, iż to, co się z nią dzieje
jest przypadłością Niszczycieli, coś w niej drgnęło. Wyrzuty sumienia… - syknął Whisper. Wzdrygnęła się. Miał rację.
Odetchnęła głęboko, pomasowała skroń i gestem przerwała demonowi.
-
Jonathan, wybacz, że ci przerywam, ale jest środek nocy. Rina, gdy zorientuje
się, że mnie nie ma, zacznie mnie szukać. Gdybyś mógł powiedzieć mi w jakim
celu tu przyszedłeś, byłabym wdzięczna.
-
Ach tak, racja… - Kiwnął głową i wstał. – Chciałem cię tylko ostrzec. Musisz na
siebie uważać, nie wchodź sama do lasu i nie trać czujności, Pogromcy śledzą
cię na każdym kroku. Wcześniej Takami nie pałał do ciebie miłością, ale teraz…
cóż, powiedzmy, że bardzo boli go to, że wciąż chodzisz po tej ziemi.
Pogromców zauważyła już wcześniej. Pierwszy raz
wtedy, gdy odprowadzała Fię Cage do domu. O tym, że Dowódca się wściekł
dowiedziała się od Archaniołów. O ile potrafiła zrozumieć, dlaczego kazał jej
pilnować, o tyle nie miała pojęcia, dlaczego tak nagle się aż tak na nią
uwziął. Przecież ten Pogromca, którego wysłał do jej domu nie zginął z jej
winy…
-
Miło. – Uśmiechnęła się krzywo. – A wiesz co jest najlepsze? Widział mnie dwa razy na oczy. Co ja mu
takiego zrobiłam?
-
Co mu zrobiłaś? Oddychasz. To wystarczy. A poza tym… dwa raz to ty go widziałaś
na oczy. On cię obserwuje od zawsze.
Westchnęła ciężko, przeczesując włosy palcami.
-
No nic. To już wszystko? – spytała.
Przez chwilę milczał, zastanawiając się nad czymś,
ale w końcu przytaknął. Pożegnał się jeszcze i zniknął.
Powoli zaczęła się wspinać po schodach na górę. Nie
zamierzała lekceważyć ostrzeżenia Jonathana. Po prostu zajmie się tym potem.
Teraz ma co innego na głowie.
Zamknęła delikatnie drzwi, by nie obudzić
dziewczynki, która, korzystając z chwilowej nieobecności opiekunki, rozciągnęła
się w poprzek łóżka, zajmując całą jego powierzchnię. Na ten widok Aika
uśmiechnęła się subtelnie i na palcach zbliżyła się do parapetu, by na nim
usiąść. Objęła kolana ramionami i ułożyła na nich głowę.
„Który facet przymykałby na coś takiego oko?!
Zastanów się dobrze, dlaczego ignorował wszystkie twoje złośliwości?”, „Ranisz
go.”, „Naprawdę mu na tobie zależy”… Przygryzła wargę. Słowa
Natsumi odbijały się echem w jej głowie. Czy miała rację? Czy to ona, Aika,
popełniła błąd? Jeśli tak… O Boże, co ja
narobiłam?! podniosła głowę, zakrywając usta dłonią. Nigdy nie chciała go
zranić. Owszem, irytowały ją jego pewność siebie, upór i duma, chciała utrzeć
mu nosa… Ale nie pomyślała o tym, że swoim zachowaniem rani jego uczucia. „Czy
naprawdę nie możesz chociaż spróbować mnie polubić?” Czuła się z tym
okropnie. Wiedziała, że nie może tego tak zostawić.
-
Szlag by trafił to sumienie – burknęła pod nosem.
Chciała rozważyć jeszcze inne możliwości. Bo co
jeśli to właśnie Haruo przysłał tutaj Natsumi? Ledwie ta myśl zrodziła się w
jej głowie, a już ją odrzuciła. Wyglądał jej na faceta, który swoje sprawy
załatwia sam. A poza tym, był raczej zbyt dumny, żeby zniżać się do tego
poziomu, by wywołać w niej poczucie winy.
Po paru minutach rozważań zdała sobie sprawę z tego,
że to do niczego nie prowadzi, gdyż każda następna myśl jest jeszcze bardziej
bezsensowna od swojej poprzedniczki. Uśmiechnęła się gorzko, kręcąc głową. Jeżeli ktoś jest zbyt dumny. to ja. Obmyślam
teorie spiskowe, zamiast po prostu przyznać się do błędu… O matko, faktycznie
jestem żałosna…
Westchnęła. Nienawidziła przyznawać się do błędu.
Być może, gdyby nie dręczące ją wyrzuty sumienia, dałaby temu spokój… ale czy
wtedy mogłaby spojrzeć w lustro? Nie. Musiała to wszystko wyjaśnić. I to
najlepiej jak najszybciej. Już podjęła decyzję.
Oczywiście, to nie tak, że od razu rzuci mu się w
ramiona. Nie. Być może jemu naprawdę zależy, ale ona nie ma zamiaru się w to
bawić. Po prostu wyjaśni to nieporozumienie i… to wszystko.
-
Neechan? – mruknęła blondynka, podnosząc głowę i rozglądając
się za Aiką.
-
Tutaj jestem. – Zeskoczyła z parapetu i podeszła do
łóżka.
-
Dlaczego nie śpisz? – zapytała i spojrzała na nią,
przecierając oczy.
-
Och, wiesz, wyszłam na chwilę do kuchni, a jak wróciłam zajmowałaś całe łóżko.
Rina pokiwała głową, wymamrotała jakieś przeprosiny
i przesunęła się nieco, robiąc trochę miejsca dla Kiyokuro. Kiedy tylko
szatynka ułożyła się obok, ręce dziewczynki zacisnęły się na jej talii i już po
chwili można było usłyszeć spokojny oddech małej.
<***>
Szczupła dłoń z wdziękiem zakręciła się nad planszą
warcabów. Zatrzymała się nad jednym z białych pionków i za jednym ruchem zbiła
dwa czarne.
-
Twój ruch. – Uśmiechnęła się blado.
Lucyfer spojrzał na ustawienie. Posłał białowłosej
przepraszający uśmiech i przy jednym posunięciu zbił trzy białe pionki, a w
dodatku doszedł do końca planszy przeciwniczki.
Shi otworzyła delikatnie buzię i zatrzepotała
rzęsami ze zdumienia.
-
Wybacz, Shi. Twój ruch. – Pociągnął z filiżanki łyk herbaty,
po czym oparł brodę na splecionych dłoniach.
Uniosła pionek i ze złością przestawiła go.
-
Nie można bić do tyłu – oznajmił ze spokojem diabeł.
Zmarszczyła brwi.
-
Jak to: nie można?! – prychnęła z oburzeniem, odrzucając w
tył śnieżnobiałe pukle.
-
Nie można. To nie szachy, moja droga.
Szybko naprawił błąd, który popełniła.
-
Gdybyś w innych dziedzinach tak trzymał się zasad…
-
To byłbym święty, wiem – dokończył z szelmowskim uśmiechem.
– Graj.
Śmierć uważnym spojrzeniem siwych oczu zlustrowała
planszę. Nie wyglądało to dobrze. Przewaga Lucyfera była miażdżąca. Wiedziała,
że jeśli natychmiast czegoś nie wymyśli, przegra. A tego nie znosiła.
Upiła nieco herbaty, by zyskać na czasie.
Przemyślała ruch i przesunęła jeden z pionków, celowo wystawiając się na bicie.
Brunet bez chwili zastanowienia zbił inny pionek. Od
razu przejrzał jej pułapkę.
Na usta Shi wypłynął ujmujący uśmiech.
- Nudzi mnie
już ta gra. Może ogłosimy remis i zajmiemy się czymś pożytecznym? – Oparła
policzek na dłoni, zerkając na mężczyznę.
- Remis? A
może przeliczymy pionki i uczciwie przyznamy, komu bliżej do zwycięstwa? –
spytał, odwzajemniając jej uśmiech.
-
Och, nie bądź już taki uczciwy! – mruknęła naburmuszona
niczym małe dziecko.
Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Shi nie
umie przegrywać. Czasem specjalnie upierał się, by grać według zasad tylko po
to, by ujrzeć tę nadąsaną minę na twarzy potężnej Śmierci. Miał świadomość
tego, że to dziecinne, a jemu nawet nie wypada, lecz strasznie go to bawiło.
-
Dobrze już, niech będzie ten remis. – Machnął ręką, by
udobruchać towarzyszkę.
Posłała mu szeroki uśmiech w podzięce. Który
człowiek uwierzyłby, że ta słodka i na pozór niewinna istota jest przyczyną
jego głęboko skrywanego lęku?
Lucyfer podniósł się z miejsca i podszedł do
stojącego przy ścianie kredensu. Wyciągnął butelkę wina, po czym napełnił dwa
kryształowe kielich ciemnym płynem. Po chwili jeden z nich postawił przed
białowłosą.
-
Słyszałeś już radosną nowinę? – spytała cicho,
przesuwając palec po zdobionej nóżce naczynia.
Władca Piekieł pokręcił głową. Był zbyt zajęty
swoimi sprawami, by orientować się w tym, co działo się na świecie.
-
Szykuje nam się połączenie rodów Shirahime i Hiou – oznajmiła.
-
Kage Hiou zgodził się w końcu wydać swoją ukochaną jedynaczkę za mąż?
Zaprzeczyła ruchem głowy.
-
Nie do końca. Takeda przychylił się do wniosku Shirahime. Hiou nie miał nic do
powiedzenia. Udało mu się jedynie ugrać jeszcze dwa miesiące –
wyjaśniła upijając jeszcze łyk wina.
Szatan przeszedł przez pokój w stronę okna.
To, co chciał zyskać na tym Shirahime było
oczywiste. Ale jaki interes miał w tym wszystkim Takeda?
-
Starszyzna chce umocnienia swojej pozycji – pomyślał na
głos, bawiąc się trzymanym w dłoni kielichem.
-
Tylko dlaczego akurat teraz? Od wielu, wielu lat nie liczą się już tak bardzo,
jak to było za dawnych czasów i raptem, tak z dnia na dzień, zaczęło im to
przeszkadzać?
Lucyfer odsunął brzeg ciężkiej kotary, by spojrzeć
na jałową ziemię swego królestwa. Na chwilę przymknął oczy, tonąc we własnych
myślach.
-
Powód jest bardzo prosty, Shi. Tak jak wszyscy, zapragnęli mocy Niszczycielki –
rzekł i, uśmiechając się z pogardą, odwrócił się w stronę Śmierci. – Głupcy. Pragną czegoś, czego nie znają. Nie
mają pojęcia na czym polega jej moc. Nie wiedzą, że dla nich będzie
bezużyteczna.
Dziewczyna westchnęła, spuszczając wzrok.
Cały ten świat właśnie na tym polegał. Na pragnieniu
potęgi oraz na zazdrości. I dlatego obróci się w proch. Nie ma dla niego
nadziei.
-
Może powinieneś to przerwać? – spytała, z powagą
spoglądając na upadłego anioła.
Okrutny uśmiech zagościł na jego twarzy.
-
Może? Wyjaśnij mi tylko w jakim celu.
Shi pokręciła głową. Nie było sensu zaczynać
dyskusji, której wynik i tak był już przesądzony. Wstała z krzesła i poprawiła
materiał czarnej sukni kontrastującej z całą jej postacią.
-
Czas na mnie.
Lucyfer podszedł do niej i ucałował jasną, drobną
dłoń Śmierci na pożegnanie.
-
Do zobaczenia, moja droga – odparł, wypuszczając
jej rękę z delikatnego uścisku.
Nim rozpłynęła się w powietrzu, posłała mu blady
uśmiech.
<***>
Aika wraz z młodszą z sióstr Mori schodziła właśnie
po schodach. Mała od samego rana radośnie szczebiotała, nie dając starszej
dojść do słowa. Dopiero kiedy padła propozycja zjedzenia śniadania, Rina
zamilkła na chwilę, zastanawiając się na co ma ochotę. Kiedy w końcu zażyczyła
sobie iście królewskiego posiłku, podjęła porzucony wcześniej wątek i dalej
radośnie paplała, nie zważając na to, że dziewczyna wznosi oczy ku górze,
błagając o chociaż sekundę ciszy.
Gdy Aika przejrzała kuchnię w poszukiwaniu
potrzebnych produktów i odkryła braki w wyposażeniu lodówki i szafek,
zmarszczyła nos.
-
Mogę pójść do sklepu – zaproponowała dziewczynka,
wyszczerzając się radośnie.
Pokręciła głową. Nie zamierzała sprawdzać, czy
Whisper ma rację i faktycznie nikt nie skrzywdzi Riny. Zostawienie jej samej w
domu w obecnej sytuacji również nie wydawało się dobrym pomysłem.
-
Ubieraj się. Pójdziemy razem. – Puściła oczko i
uśmiechnęła się do blondynki.
Nie trzeba było dwa razy powtarzać. Błękitnooka jak
na skrzydłach poleciała na górę.
Kiyokuro pokręciła głową, nie mogąc powstrzymać
uśmiechu. Wyszła z kuchni i weszła na chwilę do salonu. Zdjęła z oparcia fotela
ulubiony sweter i już miała ruszyć w kierunku schodów, kiedy jej wzrok padł na
stolik. O maleńki flakonik jakiejś przejrzystej cieczy oparta była kremowa
koperta. Sięgnęła po nią i wzięła w dłoń naczynie. Wyciągnęła z koperty kartkę
i rozłożyła ją. Zawierała tylko krótką wiadomość:
Moje Drogie Utrapienie!
Oto rozwiązanie Twoich problemów. Trzy
kropelki na pół szklanki wody raz dziennie. Bez wątpienia pomoże. Pozdrawiam,
Jonathan
-
Niech on mi się tylko na oczy pokaże… - mruknęła pod nosem,
obiecując sobie, że przy najbliższej okazji wyjaśnią, co miał na myśli, pisząc
„Utrapienie”.
Wróciła do kuchni i przygotowała roztwór według
proporcji, które jej podał. Powąchała płyn. Wydzielał niemal niewyczuwalną,
słodkawą woń. Nieufnie zerknęła na szklankę, policzyła do trzech i duszkiem
wypiła napój. Schowała do szafki flakon i poszła się przebrać.
-
Neechan, pośpiesz się! – zawołała Rina, która bardzo
szybko doprowadziła się do porządku i już czekała przy drzwiach.
-
Powiedz mi, Rika mówiła o której po ciebie przyjdzie? –
spytała już w drodze do sklepu.
-
W niedzielę około południa. Potem wraca mama – wyjaśniła,
przeskakując co chwila niewielkie kałuże.
Szatynka pokiwała głową.
Po zrobionych zakupach i powrocie do domu, przyrządziły
śniadanie. Szybko zjadły (dzięki czemu Aika mogła przekonać się o skuteczności
specyfiku Jonathana), a następnie posprzątały.
-
I co teraz? – mruknęła dziewczynka, zerkając na
siedzącą obok przybraną siostrę.
-
Hm… może teraz coś mi jeszcze opowiesz?
-
A potem?
-
Potem pójdziemy na spacer do parku, zajdziemy na gorącą czekoladę do
„Maleńkiej”… Pasuje?
Rina z entuzjazmem pokiwała głową i przystąpiła do
opowiadani jednej ze swoich długich i pełnych zwrotów akcji historii rodem z
placu zabaw.
<***>
Maaya Hiou stała przy oknie, wpatrując się w ścieżkę
prowadzącą do ich domu. Ściskając w dłoniach duży kubek herbaty, czekała na
córkę.
Ten czas był dla nich niezwykle ciężki. Momentami
Maayi wydawało się, że tego nie przetrwają.
Kage od dnia, w którym odbyła się narada i podjęto
decyzję o ślubie Ayi, był przybity. Wprawdzie ukrywał to perfekcyjnie, ale
znała go zbyt dobrze, by nabrać się na ten fałszywy spokój, pod którym kryły
się wyrzuty sumienia i poczucie beznadziei. Obwiniał się o to, że nie udało mu
się uchronić jedynego dziecka. Bez chwili wytchnienia rozmyślał nad tym, jak
wyrwać Ayę jej przeznaczeniu. Wiedziała, że gdyby tylko mogło to coś zmienić,
oddałby życie, by zapewnić córce spokojną przyszłość.
Jeśli chodziło o Maayę, nie traciła nadziei. Starała
się być zarówno przy córce, jak i przy mężu. Wspierała ich, choć momentami
wydawało jej się to syzyfową pracą. Fakt, że sama nie była optymistką nie
ułatwiał jej zadania, lecz nie zamierzała się poddawać. Oczywiście, była
świadoma tego, że potrzeba cudu, by nie dopuścić do wydania jej córki za tego
potwora, jednak nie chciała myśleć, że to już koniec. Przecież… Cuda czasem się
zdarzają, prawda?
A co do samej Ayi… Chyba nikt nie spodziewał się, że
zniesie to właśnie tak. W pierwszej chwili załamała się. Była pewna, że tego
nie przeżyje, że jej dni są policzone. To było do przewidzenia, ale potem
wszystko się zmieniło. Aya znów stała się sobą. Spokojną i zrównoważoną sobą.
Mało tego, nawet uśmiechała się częściej niż dawniej i Maaya była pewna, iż
jest to szczery uśmiech. Nie wiedziała co wpłynęło na zmianę w córce, gdyż nie
miała okazji z nią porozmawiać, ale przypuszczała, że właśnie patrzy na jeden z
czynników, który sprzyjał takiemu zachowaniu dziewczyny…
Na ścieżce pojawiła się brunetka w towarzystwie Hiroshiego.
Uśmiechała się delikatnie, rozmawiając z nim. Przez chwilę Maaya walczyła ze
swoją matczyną ciekawością, by nie wytężyć słuchu w celu rozpoznania słów córki
i udało jej się przezwyciężyć tę pokusę. Przechyliła lekko głowę, przyglądając
się uważnie nekromancie. Lubiła tego chłopca. Wprawdzie rozmawiała z nim dwa
czy trzy razy, gdy przychodził po Ayę, tylko przez chwilę, jednak to
wystarczyło. Znała się na ludziach (i nieludziach), od razu potrafiła wyczuć,
jaką ktoś jest osobą, a Hiroshi zrobił na niej bardzo dobre wrażenie. Nie
miałaby nawet nic przeciwko temu, by kiedyś wynikło z tej znajomości coś
więcej… Jednak musiała o tym wszystkim porozmawiać z Ayą.
-
Kage, mogę cię prosić? – odezwała się do męża, który
siedział w drugiej części pokoju i zajmował myśli jakimiś dokumentami.
Hiou natychmiast wstał i podszedł do żony. Maaya
wskazała na parę, która stała już niemal przed samym domem.
-
Powiedz mi, co o tym myślisz?
Kage odetchnął głęboko i potarł czoło, przy okazji
przeczesując jasne włosy.
-
Cóż… nie wiem.
-
Nie wiesz, czy nie chcesz wiedzieć? – spytała i, nie mogąc
się powstrzymać, uśmiechnęła się chytrze.
-
Wiesz kochanie… to nie jest wcale takie proste pytanie, muszę to przemyśleć –
wybrnął tonem dyplomaty.
Maaya pokiwała głową z „pełną powagą”, a uśmiech z
odrobiną politowania wypłynął na jej usta. Wsunęła dłoń pod ramię męża i oparła
na nim głowę. Za oknem Hiroshi ujął dłoń Ayi i pocałował ją na pożegnanie, po
czym ruszył w drogę powrotną.
-
Jak myślisz, czy ona się w nim zakochała? – odezwała się
cichym, niewinnym głosikiem.
-
Co?! Nie… absolutnie! Nie nasza Aya!
Widząc oburzenie na twarzy wiecznie spokojnego
mężczyzny, zielonooka zachichotała. Aya była jego oczkiem w głowie, córeczką
tatusia. Ubóstwiał ją najbardziej na świecie i nie wyobrażał sobie, by ta miała
kiedykolwiek dorosnąć. Dla niego wciąż była małą dziewczynką. Kobieta czuła się
odpowiedzialna za to, by uświadomić męża, że sprawy mają się inaczej, niż mu
się wydaje, dlatego wysunęła swoje podejrzenia:
-
A mi się właśnie wydaje, że tak.
-
Na pewno nie.
Podniosła na niego wzrok i odwróciła jego twarz, by
zmusić go do spojrzenia jej w oczy. Uśmiechnęła się.
-
A założymy się?
Mężczyzna wpatrywał się w nią przez chwilę.
Wyzywające spojrzenie świadczyło o tym, że jest pewna swego. On z kolei był
przekonany, że nie ma racji. W końcu kto jak kto, ale jego córeczka była
rozsądna.
-
A proszę bardzo – odparł i uścisnął dłoń, którą do niego
wyciągnęła.
Słysząc kroki córki na schodach, oboje zamilkli.
Maaya odetchnęła głęboko i pewna, że wygraną ma w kieszeni, położyła głowę na
ramieniu męża.
<***>
W komnacie, w której się znajdował jak zwykle nie
było zbyt jasno. Siedział na fotelu, jedną dłonią podpierając brodę, a w
drugiej trzymając szklaneczkę bursztynowego trunku.
Aika stała przed nim z założonymi rękoma. Lucyfer
wezwał ją niespodziewanie, zaraz po tym, jak położyła Rinę spać. Wcale jej się
to nie podobało. Bo co jeśli mała postanowi wstać? A poza tym… nie czuła się
zbyt komfortowo, stojąc przed nim w nieco za luźnej koszulce i szortach, w
których miała zwyczaj spać. Ale co mogła zrobić? To nie ona ustalała zasady.
Lucyfer wskazał jej stolik pod ścianą. Leżała na nim
zdobiona, kremowa koperta.
-
Co to takiego? – spytała, gdy już trzymała ją w
dłoniach.
-
Przeczytaj – mruknął tylko.
Wyciągnęła z koperty kartę i szybko prześledziła
wzrokiem znajdujący się na niej tekst.
Gdy tylko skończyła, musiała usiąść. Czuła, że jeszcze chwila i nie
utrzyma się na własnych nogach. Jeszcze raz przeczytała słowa znajdujące się na
karcie. Miała nadzieję, że coś pomyliła, że to jakieś nieporozumienie, lecz
treść okazała się taka sama jak to, co odczytała za pierwszym razem.
-
Zaproszenie do wzięcia udziału w ceremonii połączenie rodów Shirahime i Hiou? –
wydukała, zerkając na bruneta.
-
Krótko mówiąc, zaproszenie na ślub. – Skinął głową i
uśmiechnął się lekko.
Co to wszystko miało znaczyć? Czy on sobie z niej
żartował? Czy… czy też faktycznie Aya Hiou niedługo wyjdzie za mąż?
-
Widzę, że jesteś w szoku. Czyżby twoja koleżanka się nie pochwaliła? Przecież ślub
to takie ważne wydarzenie… – Wstał z fotela i przeszedł się po
komnacie.
Czy
dlatego ostatnio była tak zamyślona? Czy właśnie to ją trapiło?
Energicznie pokręciła głową.
-
Nic mi nie mówiła… - zaczęła po głębokim wdechu – ale porozmawiam z nią.
Podszedł do dziewczyny i delikatnie ujął jej dłoń,
podnosząc ją z miejsca, po czym ruszył w stronę bliżej niezidentyfikowanego
przedmiotu, zakrytego bordową, lśniącą tkaniną. Pociągnął za róg materiału,
odkrywając to, co ukrywał. Przed nimi znajdował się manekin krawiecki ubrany w
czarną sukienkę bez ramiączek z szalem narzuconym na ramiona.
-
Wybrałem już suknię, którą założysz na wesele. Jak ci się podoba?
Kiyokuro przyjrzała się kreacji. Asymetryczna, z
niezbyt długim trenem, uszyta z lekkiego materiału. Stanik sukni zdobiły
lśniące koraliki ułożone w delikatny wzór. Była przepiękna, tylko…
-
Dlaczego czarna?
Uśmiechnął się do niej z błyskiem w szarych oczach.
-
Dlatego, że ten ślub nie będzie się wiele różnił od pogrzebu.
<***>
Witam!
Rozdział dedykuję wszystkim studentkom! Wprawdzie pewnie marne pocieszenie, bo sesja niszczy... Ale z dobrego serduszka pocieszyć chciałam! <3
Tak... u Ayi i Kao Kaname bawił się szachami, u Suzu Dan rozdaje karty... A mój Lucjan, jak na prawilnego obywatela Piekła przystało, gra w warcaby ze Śmiercią. xD Jak można zauważyć w wyżej ukazanym tekście, Aika się ogarnia. Idzie jej to opornie i nie wiem co z tego wyniknie, ale... są postępy! Także proszę nie hejcić, że jest głupia, bo nie chce Haruo! xD
Coś jeszcze? A, tak... No... koniec ferii, a co za tym idzie, początek końca, czyli drugi semestr. Postaram się o Was bardziej dbać, obiecuję! <3
Pozdrawiam - Andzik
Dzięki za info!
OdpowiedzUsuńDobrze, nie będę już nic pisać o Aice i Haruo! Bo chętnie bym jej dogadała! Ale skoro tak ładnie prosisz i uważasz, ze Aika "się ogarnia" to ja nie zaprzeczę :P
Hm... Ano myślałam sobie o tym, że Jonathan zachowuje się jak ojciec Aiki. To było takie urocze, gdy zostawił jej kartkę z "Moje Drogie Utrapienie"! Przypomina mi to list mojego brata do Mamy, w którym to podpisał się "Twój Pierworodny Syn, D." :D
Hahaha xD Kage i Maaya! Co za świetna para! I ta ich rozmowa o Ayi! Heh, Kage nie chce by córka zakochała się w nekromancie? No, na to chyba już za późno! Córeczka tatusia hihihih ;)
Oczywiście mam nadzieję, że do ślubu albo nie dojdzie, albo Hiroshi zrobi jakieś wielkie Bum! Albo cóż bardzo spektakularnego, jak porwanie Ayi i ucieczka do innego kraju... Ah! Rozmarzyłam się...
No i Lucyfer! <3 Rozpływam się! Grać w warcaby ze Śmiercią? Why not? xD I to jego szczeniackie zachowanie! TO było takie ludzkie, tak mało demoniczne!
Czarna suknia na ślub? Okey, co kto lubi o.O Choć jego ostatnie słowa przyprawiają o gęsią skórkę...Brrrr!
Pozdro i weny!
K.L.
PS. tak sobie siedziałam i machnęłam krótkie opowiadanko na Home ;) Zapraszam!
UsuńDziękuję za komentarz! :*
UsuńO, dziękuję za wysłuchanie prośby! xD
:o O matko, myślałam, że nikt tego nie zauważył! xD Haha, też fajnie! Ja jak zostawiam coś mamie, to podpisuję się "Twoje Najlepsze Dziecko". Potem ona się ze mnie śmieje, że gdyby nie charakter pisma, to pewnie nie domyśliłaby się, że to ja. Wiem, jest złośliwa. xD I tak ją kocham. <3
Cieszę się, że rodzice Ayi przypadli Ci do gustu. ^^ Ano za późno, ale weź wytłumacz ojcu, że jego córcia nie ma już siedmiu lat... Zawał murowany. xD
No, z tymi marzeniami, to tak bym nie szalała! xD Ale zobaczycie co z tego wyniknie. ^^
Jedyna fanka Lucyfera! <3
Czarna kiecka zawsze spoko, a słowa Lucyfera wyjaśniające jej kolor... Cóż, to by nie był Lucjan, gdyby nie rzucił takim tekstem. ^^
Pozdrawiam - Andzik
Nmzc :*
UsuńJa również dziękuję za komentarz u mnie!
Cóż, ja zauważyłam xD
Jak ja się cieszę, że moi rodzice nie są nadopiekuńczy! :D
Hehe xD Marzenia nie zbrodnia ;)
Tia, nie byłby sobą gdyby nie rzucił takim tekstem...
Tak poza tym- no ja lubię mroczne typy ^^
PS. a wpadłam tu, gdyż zapraszam na kontynuację mojej opowieści o Walkirii i ich feministycznym świecie! :D
Wybacz, wnusiu, tym razem nie będę pisać elaboratów. Za dużo na głowie i w ogóle, a poza tym jakoś nie mam na nic weny. A powinnam pisać, póki mam „niby wolne”. Niestety, nie wiem, czy cokolwiek z tego będzie… :(
OdpowiedzUsuńTak mi żal Fii i jej rodziny… Aczkolwiek i tak najbardziej Alice i Jenn. Uch, biedactwa!
Fia - wykapana Suzu. O wszystko się bezsensownie obwinia. Yare, yare… No nic, co zrobić… Właściwie na miejscu Fii pewnie też bym tak miała, ale mimo wszystko i tak Suzu na pewno bardziej się z nią utożsamia (i dobrze, bo to jej postać xD Pewnie jest zachwycona! :P Ja tam wolę Jenn. ^^).
Shin jest nieziemski, uwielbiam go! :D Aczkolwiek nie do końca rozumiem, po co tam przyszedł. Tylko sprowokować Fię? Cóż, w każdym razie Fia wreszcie wysunęła pazurki. Nie dziwię się jej, mało kto nie straciłby cierpliwości w takiej sytuacji.
Nie no, jak mniemam, Suzu uwielbia uczucia, jakie żywi Fia do Kazumy. :P Jedna i druga mają go za najgorszego z najgorszych. A to taki fajny facet! :D („Nie bij, Suzu!” *prosi*)
Trochę dziwne, że taka ważna sprawa jak „od początku wszystko smakuje jak krew” wydała się dopiero teraz. O.o Ale cóż, Aika to specyficzna osoba. Niemniej… Jonathan ma z nią dość ciężko, współczuję! ^^’
Ech, ten Takami… Walnąłby go ktoś w ten zakuty łeb! -.-
Aika wreszcie zaczyna myśleć! Znaczy… Głupio to brzmi, ale oczywiście chodzi mi o sprawę z Haruo. Mam nadzieję, że te dzieciaki dojdą wreszcie do większego bądź mniejszego porozumienia! A najlepiej, że się koniec końców zejdą. :D
Heh, warcaby Lucyfera ze Śmiercią? No nieźle. Ale cóż, trzeba mieć „w życiu” (ale śmiesznie to brzmi w tych okolicznościach! xD) jakieś rozrywki! Swoją drogą, zabawni są, gdy tak grają i się droczą. xD Zupełnie jak dzieci!
I jakże trafne miano otrzymała Twoja Śmierć. ^^ Tylko zastanawia mnie, dlaczego akurat japońska „śmierć”? ;)
Nie no, tu mnie masz. Prawie zachłysnęłam się powietrzem przy „Szykuje nam się połączenie rodów Shirahime i Hiou” i „Kage Hiou zgodził się w końcu wydać swoją ukochaną jedynaczkę za mąż?” i tak dalej. Jakoś zupełnie się nie spodziewałam nawiązań do mojego wątku w tych klimatach (czyt. Lucyfer, Śmierć, Piekło i takie tam). Jeny, co się wszyscy tak wtrącają i ciekawią? ;_; Z drugiej strony, fajnie, że te wszystkie rasy u Ciebie się tak nawzajem przenikają i patrzą sobie wzajemnie na ręce.
„Moje Drogie Utrapienie!” - Punkt dla ciebie, Jonathan! :D
Sympatyczna ta Rina, takie typowe wesołe dziecko nieznające jeszcze problemów. ^^
Mamusia i tatuś! Waaa, najsłodsi! *zachwyca się* Ten mój tatko to ma przerąbane w każdej wersji, w jakiej się pojawia. T^T A mamcia jaka dzielna, jak ładnie się trzyma! W VK pewnie wpadłaby już w depresję… Q.Q Z kolei Aya… No, no, podziwiam. Myślę, że nie byłabym w stanie być tak… no, nazwijmy to „wesołą” w podobnych okolicznościach. Z drugiej strony… Ja nie mam Hiroshiego… *serduszko krwawi* Jejku, oni są tacy słodcy razem! ^^ I jacy, kurczę, odważni, że się miziają tuż przed jej domem. xD Ja bym się nie odważyła, bo istniałoby wielkie prawdopodobieństwo, iż mamusia obserwuje nas przez okno. Taak, tu Maaya ewidentnie skojarzyła mi się z moją mamą. Dobrze, że nie mam faceta! *oddycha z ulgą, choć Hiroshim by nie pogardziła*
„Lubiła tego chłopca. Wprawdzie rozmawiała z nim dwa czy trzy razy, gdy przychodził po Ayę, tylko przez chwilę, jednak to wystarczyło. Znała się na ludziach (i nieludziach), od razu potrafiła wyczuć, jaką ktoś jest osobą, a Hiroshi zrobił na niej bardzo dobre wrażenie. Nie miałaby nawet nic przeciwko temu, by kiedyś wynikło z tej znajomości coś więcej… Jednak musiała o tym wszystkim porozmawiać z Ayą.” - Po pierwsze - jak to w końcu jest? Skoro nie znała się wcześniej z Hiroshim, to skąd ten epicki plan, by ich do siebie pchnąć? Może znała jego rodziców (albo przynajmniej jedno z nich)? Albo Fujimoto (dobrze pamiętam)? Jejku, nie daje mi to spokoju. Po drugie - no ja myślę, że nie miałaby nic przeciwko, gdyby tych dwoje żyło razem długo i szczęśliwie! xD (Gomen, musiałam! xD) Po trzecie - co za rodzina. Jeszcze nie rozmawiali na ten temat? Swoją drogą, Aya miała podpytać rodziców, czy może powiedzieć Hiroshiemu to i owo. I tu się przymykam, bo znowu zaczynam się rozpisywać, a japoński sam do głowy nie wejdzie.
UsuńOj, tatku, tatku! Nie można wiecznie się okłamywać! *ton mędrca* Przykro mi, tatusiu kochany, mamusia wygrała! Nawet jeśli Aya się nie przyzna (ach, ta nieśmiałość), to i tak tatko przegra zakład z kretesem! xD
I znowu żeś mnie zaskoczyła! Nie spodziewałam się kolejnych odwołań do ślubu z tym kretynem. Jeny… I to jeszcze zaproszenie na ślub! D: To ma być taka ogromniasta impreza z całą śmietanką towarzyską?! *nogi się pod nią uginają* Rety… *mdleje*
W sumie nie dziwię się Ayi, że się Aice tym nie pochwaliła (też miałabym z tym problemy), ale powinny się wreszcie bliżej zakumplować, bo obie mają w jakiś sposób przerąbane + obie mają walniętych facetów - ale za to jakich słodkich! *fangirl mode on* No dobra, Aika jeszcze nie ma, ale ja tam mam Haruo niemalże za jej przeznaczenie. xD Zresztą dogadałby się z Hiroshim i „moglibyśmy” chodzić na podwójne randki, a co! (Gadam jak Rika! xD)
„(…)ten ślub nie będzie się wiele różnił od pogrzebu.” - Że się tak „fejsbukowo” wyrażę… LUBIĘ TO! :D Waaa, nie mogę się doczekać! Ale się będzie działo! To znaczy… Tak myślę. xD Zbyt sielankowo być nie może. ^^
I to by było na tyle. Czekam na ciąg dalszy! ^^ Pozdrawiam, wnusiu! :*
Ojojki!!! Dziękuję za komentarz!!! ^^
UsuńEch, życie studenta "letkie" nie jest! ;_;
Tworzeniu Fii i jej historii towarzyszy jedna zasada: im więcej tragedii, tym lepiej! ^^
Cieszę się, że lubisz Shina! Jeden z niewielu bohaterów mających jakiś potencjał. ^^' Przyszedł nie tylko po to, by zdenerwować Fię. Miał o wiele ważniejszy powód, by się tam zjawić, ale póki co milczę na ten temat. ^^
Właśnie! Babciu kochana, cieszę się, że chociaż Ty go obiektywnie oceniasz, bo ciocia Suzu, to tylko by go mordowała. ^^'
Tak, Aika jest specyficzna, ale co zrobisz? Nic nie zrobisz. ^^
A co do tego porozumienia... Zobaczy się. xD
Śmierć i Lucyfer... Bardzo fajnie się pisało tę scenkę. ;) I już wyjaśniam, dlaczego Śmierć jest "śmiercią". Za angielskim nie przepadam, więc Death odpadło. Po niemiecku "śmierć" głupio brzmi. A "shi" jest takie wdzięczne i delikatne... Z resztą, Śmierć nie jedno ma imię. ;)
Bierz pod uwagę, że Aya to nie jakaś podrzędna wampirzyca. A Lucyfer ogólnie jest ceniony przez wiele ras (prócz Pogromców, oczywiście) i jego poparcie byłoby przez wszystkich mile widziane. Dlatego to zaproszenie i w ogóle wydawało mi się czymś naturalnym. ^^
Cieszę się, że Jonathan punktuje! :D
Przez postać Riny chciałam wnieść w opowiadanie troszkę... No nie wiem... Radości? Mhm, to chyba to słowo. Pewnie jak zwykle średnio wyszło. Życie.
Wiedziałam, że Ci się spodoba ta scenka! :D Oj tam, zaraz miziają! Tylko w rączkę ją cmoknął, to jeszcze w granicach dobrego wychowania! xD
A, jak to ujęłaś, "epicki plan" wziął się stąd: Maaya jest po prostu desperatką (xD). Polubiła Hiroshiego od pierwszego spojrzenia, a że nie może strawić, iż jej córcia ma wyjść za tego kretyna, chce, żeby choć przez chwilę zaznał szczęścia i... No, muszę dalej tłumaczyć? ^^'
Oj wiesz, na wszystko przyjdzie czas! Jesteś zdecydowanie zbyt dociekliwa! xD
Oczywiście że tak! :D A co myślałaś?! Że odkładane przez tyle lat weselicho przejdzie po cichu? Nie ma tak dobrze! A przynajmniej nie u mnie. xD
O reety, cierpliwości, babciu! Na wszystko przyjdzie czas! ;)
Oczywiście, że będzie się działo! Nie przepuściłabym takiej okazji! xD
Jeszcze raz dziękuję za komentarz, cieszę się, że znalazłaś na niego "chwilkę" przy tylu zajęciach na głowie! :*
Pozdrawiam - Andzik
Nie ma za co. ;)
UsuńNo tak, tragedie są tym, co Suzu lubi w opowiadaniach najbardziej! xD Szczególnie jeśli dotyczą jej postaci! Dlatego tak cierpi, że Suzu w VN jest tak szczęśliwa…
Nie mogłabym nie lubić Shina. Bystry, cwany, „cicha woda”, przystojny… No i ma śliczne imię! ^^ I potencjał. ^^ Aa, no dobrze, skoro miał powód, to czekam na jego wyjaśnienie. xD
Cóż, japoński jest śliczny, co tu dużo mówić! Więc nie dziwię się wyborowi. ^^ Shi brzmi słodko. ^^
No taak, Aya nigdy nie jest „jakąś podrzędną wampirzycą”. xD I same nieszczęścia z tego wynikają! *teatralna rozpacz* Oczywiście rozumiem, że to wszystko naturalne i w ogóle, po prostu jakoś wcześniej się nad tym nie zastanawiałam i tragedia Ayi miała dla mnie bardziej osobisty wymiar. xD
Dzieci zawsze wprowadzają trochę radości do opowiadań (i do życia). ^^ Chociaż… Nie tylko dzieci. xD Patrz: Hiroshi i Haruo. xD
Może i w granicach dobrego wychowania, ale jednak! xD Wiesz, ja nieśmiałe dziewczątko jestem! xD
Takie tłumaczenie do mnie nie przemawia. xD A „dociekliwość” to moje drugie imię! (No, może trzecie, po „rozpaczy”.)
O ja, no to będzie zabawa! *”Już mi niosą suknię z welonem…”*
Nie ma za co. Ehm… Miałam się uczyć, a znów wyszło na to, że nic nie tknęłam…
Hey! Tu Kiran, z drugiego konta ;)
OdpowiedzUsuńPoprosiłas o info o postach na moim foto blogu, to informuję, że dodałam kolejną notkę. Tym razem same fotki z pewnego drogiego memu sercu miejsca...
Pozdro i zapraszam!
Kiran Lilith
PS. jakby nie chciało Ci się szukać linka: http://fotoblog-rysujeaparatem.blogspot.com/ :D
UsuńHey! Cześć trzecia Krainy Wchodu już jest! Zapraszam!
OdpowiedzUsuńK.L.