czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział XX b



Siedmioletni chłopiec siedział przy biurku, przeglądając książkę o anatomii. Zafascynowany budową ludzkiego ciała, uważnie studiował przedstawione w księdze ilustracje i krótkie opisy umieszczone obok specjalnie dla niego.
Praca wszystkich narządów wewnętrznych, układu nerwowego, mięśni… i pomyśleć, że wszystko zależało od mózgu. Gdy umierał mózg, umierał też człowiek. Inne narządy albo dało się zastąpić, albo życie bez nich było możliwe, lecz jeśli chodziło o mózg… to był definitywny koniec, ciało przestawało funkcjonować.
W takim razie, jak to się działo, że na jedno skinienie jego ojca lub matki powracało do życia?
- Hiroshi, co robisz? – spytała kobieta, która przed chwilą weszła do biblioteki.
Chłopiec odwrócił wzrok od książki, by spojrzeć na matkę, po czym, zamiast odpowiedzieć, podniósł w górę pokaźnych rozmiarów tomiszcze.
Czarnowłosa przyglądała mu się z ciepłym uśmiechem na ustach.
- A nie wolałbyś może wyjść na dwór? Jest taka piękna pogoda! – spytała, zaglądając mu przez ramię.
Hiroshi zerknął na okno, za którym kusząco świeciło słońce, zachęcając do wyjścia na zewnątrz, a potem spojrzał na księgę. Przygryzł wargę, dokładnie analizując obie możliwości. Z jednej strony bardzo chciał zostać i czytać, ale z drugiej był świadom tego, że taka pogoda może nie utrzymać się długo, a książka mu przecież nie ucieknie…
- Kimiko, gdzie jesteś? – cichy głos odezwał się gdzieś w pobliżu wejścia do biblioteki.
Kobieta przyłożyła palec do ust, nakazując synowi milczenie. W jej niebiesko-zielonych oczach błysnęły iskierki, a widząc to, Hiroshi uśmiechnął się i kiwnął głową. Znowu odwrócił się do biurka i, udając, że skupia się na lekturze, kątem oka obserwował matkę, która chowała się za regałem.
- Hiroshi, nie widziałeś mamy? - spytał mężczyzna, który stanął tuż obok niego.
- Nie, ojcze – odpowiedział, obracając się w stronę rozmówcy.
Takeshi Teramoto był wysokim, dobrze zbudowanym brunetem. Wiecznie elegancki, wymagający i pełen powagi, miał w sobie coś, co wzbudzało w ludziach (i nie tylko) szacunek, zaufanie oraz, co tu dużo mówić, strach. 
Hiroshi nigdy nie wiedział dlaczego wszyscy się go tak bali. Może to przez to, że rzadko się uśmiecha? pomyślał, przychylając głowę na bok i wpatrując się w ojca. Już miał o to zapytać, gdy zza regału wyjrzała brunetka i cicho niczym kot zaczęła skradać się do mężczyzny. Chłopiec wcale nie dał po sobie poznać, że coś zauważył.
Kimiko podeszła tak blisko, jak to było możliwe i palcem postukała męża w ramię, szepcząc mu słodko na ucho: „A kuku!”.
Widząc cień zaskoczenia, który przebiegł po twarzy ojca, Hiroshi roześmiał się radośnie.
Zza Takeshiego wyszła tanecznym krokiem Kimiko. Promienny uśmiech zdobił jej twarz. Mężczyzna, ujrzawszy go, również się uśmiechnął, po czym jedną ręką objął żonę w talii, a drugą odgarnął czarne loki z jej twarzy.
- Coś się stało? – spytała, zaglądając głęboko w ciemne oczy ukochanego.
Oczy głowy rodziny Teramoto na pierwszy rzut oka wydawały się czarne, jakby między źrenicą a tęczówką nie było żadnej granicy. Tylko Kimiko potrafiła w nich dostrzec ten ciemny, ciepły odcień brązu.
- Później. – Kiwnął głową, dając jej do zrozumienia, że to nie jest sprawa, o której można rozmawiać przy dziecku, po czym nachylił się nad księgą, którą jeszcze niedawno czytał Hiroshi i lekko ścisnął ramię syna, co miało stanowić pochwałę.
- To co, Hiroshi? Idziemy na dwór? – Kimiko uśmiechnęła się zachęcająco do dziecka.
Chłopiec niepewnie spojrzał najpierw na nią, następnie na okno. Potem jego wzrok powędrował w kierunku księgi i ojca.
- Daj mu spokój, Kimiko. Skoro chce się uczyć, to niech się uczy, na pewno w przyszłości mu się to przyda do…
- Do zostania taką samą ponurą zrzędą jak ty, mój drogi – dokończyła z anielskim uśmiechem na ustach.
Takeshi utkwił w niej spojrzenie. Po chwili, kręcąc głową, rzekł:
- Gdybym cię nie kochał, to pewnie bym cię zabił.
- Kochanie, nawet gdybyś mnie zabił, po dwóch minutach byś mnie ożywił, ponieważ doszedłbyś do wniosku, że drugiej tak inteligentnej, pięknej i zabawnej żony nie znajdziesz. – Najpiękniejszy uśmiech pod słońcem wciąż widniał na jej ustach, a w magicznych, niebiesko-zielonych oczach tańczyły iskierki rozbawienia.
Wyciągnęła rękę w kierunku syna. Chłopiec bez wahania zeskoczył z krzesła i podszedł do matki.
- Idziesz z nami?
W odpowiedzi mężczyzna pokręcił głową.
- Mam jeszcze mnóstwo pracy, skończę bardzo późno – wytłumaczył, posyłając żonie i synowi przepraszające spojrzenie.
Hiroshi, świadom tego, że przez cały dzień nie ujrzy ojca, wyciągnął rączki, by móc go objąć. Takeshi kucną i przygarnął go do siebie, po czym szepnął mu na ucho:
- Pilnuj mamy, żeby nie zrobiła żadnej głupoty, dobrze?
- Hej, słyszałam to! – zawołała, udając wielce oburzoną.
Chłopiec uśmiechnął się, a po chwili, z całą powagą na jaką było stać siedmiolatka, skinął głową. Kiedy odsunął się i podszedł do Kimiko, mężczyzna wyprostował się i ucałował żonę w policzek.
- Chodźmy już, pokażę ci trochę magii. – Puściła oczko, co zaowocowało szerokim uśmiechem na twarzy Hiroshiego.
Kiedy wyszli z pomieszczenia, zostawiając w nim Takeshiego, ruszyli w kierunku wyjścia.
Ogród na tyłach domu mienił się o tej porze niezliczenie wieloma odcieniami zieleni. Ciszę od czasu do czasu przerywał trel ptaków, a słońce przedostawało się przez korony drzew, tworząc wspaniałą grę światła i cienia.
- Powiedz mi, - zaczęła, usadawiając się wygodnie w cieniu jednego z wysokich krzewów – co chciałbyś zobaczyć?
- Żywego trupa! – zawołał bez zastanowienia i usiadł tuż obok matki.
- Żywego trupa? – Skrzywiła się z niesmakiem, a po chwili namysłu pokręciła przecząco głową. – Nieee, to zły pomysł. Żywe trupy śmierdzą i są nudne.
Hiroshi zmarszczył nos, zastanawiając się nad tym, co powiedziała.
- Masz rację – przyznał po chwili. – A w dodatku są takie… takie mało żywe.
Kimiko zaśmiała się melodyjnie i poczochrała chłopca po włosach. Wcześnie mógł zobaczyć (a właściwie, to nie mógł, tylko bez pozwolenia się zakradł) ożywione ciało tylko przez chwilę i to ze sporej odległości. Naznaczone rozkładem zwłoki, w których nie było zbyt wiele mocy ledwie stały na nogach, poruszając się z trudem, więc, jak stwierdził Hiroshi, były „mało żywe”. Ale to nie był jedyny powód.
- A wiesz dlaczego? – zapytała.
Jej syn gestem dał do zrozumienia, że nie ma pojęcia i zaczął tłumaczyć, że jeszcze tego nie doczytał, ale na pewno to nadrobi.
- Zapamiętaj: teoria to nie wszystko. Nigdy nie zastąpi praktyki – przerwała jego wymówki, po czym puściła mu oczko i wróciła do poprzedniego tematu.
Tłumaczyła mu dokładnie na czym polegała ich moc. To prawda, nekromanta mógł wskrzesić ciało. Przy wielkim wysiłku mógł nawet tchnąć w nie tyle mocy, że wracało do stanu, w którym znajdowało się przed śmiercią. Jednak ile by się nie natrudził, nie wskrzesi duszy, która tak naprawdę była kluczem do całkowitego ożywienia.
- Zupełnie inaczej jest z istotami, które nie mają duszy. Na przykład z roślinami. – wstała z ziemi i rozejrzała się po ogrodzie.
Długo nie musiała wypatrywać. Otrzepując białą sukienkę z trawy i drobinek ziemi, ruszyła przed siebie. Hiroshi był tuż za nią.
Zbliżali się do jednej z grządek, na których kwitły kwiaty o dużych, opadających główkach, kiedy nagle Kimiko stanęła w miejscu. Hiroshi ze zdziwieniem spojrzał na nią, a kiedy zobaczył, że jej wzrok jest utkwiony w podłożu, podążył za nim. Wśród trawy ukazała mu się stokrotka… czy też raczej to, co z niej pozostało, ponieważ kwiat usechł. Jego płatki zbrązowiały, a listki pomarszczyły się i zwinęły.
- Patrz teraz uważnie  - nakazała, wyciągając przed siebie rękę.
Zakręciła palcem nad otwartą dłonią. W zagłębieniu dłoni brunetki pojawił się malusieńki, zielony ognik.
Chłopiec patrzył jak zaczarowany na gesty, które wykonywała kobieta. Z każdym ruchem jej dłoni iskiereczka stawała się coraz większa, aż stała się kulką wielkości piąstki Hiroshiego.
Kimiko zanurzyła trzy palce w lśniącej kuli i wyciągnęła z niej wąską wstążkę, którą pociągnęła w kierunku kwiatka. Gdy tylko moc zetknęła się z rośliną, wstążeczka oplotła ją od samej główki, przez łodygę, do listków i korzeni. Płatki natychmiast zaróżowiły się, a liście odzyskały swój soczysty kolor.
- Dajemy życie, ale może my je też odebrać – mówiąc to, zawiesiła rękę nad stokrotką. Cała moc wróciła do jej dłoni, a kwiat znów był uschnięty. – Jednak pamiętaj, to nie zabawa. Każdy nekromanta jest obdarzony mocą, która po wykorzystaniu odnawia się. Jedna jeśli… hm, na przykład w walce, zabraknie mu mocy, może ją pobrać z dowolnej istoty żywej. Oczywiście, tylko w teorii, bo gdy odbierze się komuś energię życiową, nie można jej od tak sobie zwrócić. Wtedy ten ktoś umiera. Rozumiesz?
Hiroshi energicznie pokiwał głową. Bardzo uważnie słuchał tego, co mówiła matka. Każde słowo powtarzał sobie w myślach chcąc, by zapadło mu w pamięć.
- A na dziś już starczy – oznajmiła z uśmiechem i poprowadziła chłopca do domu.
<***>
Kimiko usiadła na skraju biurka, czekając na męża. Z braku ciekawszego zajęcia, podniosła z blatu pierwsze lepsze pismo i zerknęła na nazwisko nadawcy.
Zamarła.
List był z dworu królewskiego.
Skupiła się i szybko przeczytała jego treść. Gdy skończyła, drżącą dłonią odłożyła go na miejsce. Była pewna, że to o tym chciał z nią porozmawiać Takeshi.
Wzięła głęboki oddech, by się uspokoić, przerzuciła do tyłu włosy, a gdy zaskrzypiały otwierane właśnie drzwi, uśmiechnęła się jak zwykle pogodnie.
- Zasnął? – spytała męża, który właśnie wrócił z pokoju Hiroshiego.
- Jak niemowlę. – Kiwnął głową i podszedł do stojącego przy biurku fotela.
Brunetka przyglądała mu się uważnie. Wzrok wbity w ziemię, spuszczona głowa, którą podpierał dłonią… Najwidoczniej nie wiedział jak i czy w ogóle zacząć tę rozmowę. Postanowiła mu to ułatwić.
- Przeczytałam pismo – powiedziała, ruchem głowy wskazując leżącą na biurku kartkę.
Mężczyzna wyprostował się i zaczerpnął powietrza. Teraz już wiedział, że nie ma odwrotu.
- Co z tym zrobimy? – zapytał rzeczowym tonem, patrząc jej w oczy.
Kimiko wzruszyła ramionami.
- Proponuję spalić, chyba, że wolisz zatrzymać na pamiątkę.
- Ale ja pytam poważnie! – Podniósł się gwałtownie z miejsca.
Kobieta nawet nie zareagowała. Przymknęła oczy, po czym otworzyła je i wbiła spojrzenie w Takeshiego.
- A ja odpowiadam poważnie.
- Kimiko, na litość boską! Radni i społeczeństwo domagają się mojego powrotu! Właściwie to mają rację, nie da się rządzić na odległość, czym jest dwór bez króla?
- Nie, kochanie. – Zsunęła się z biurka i podeszła do męża. – Mogą co najwyżej uniżenie prosić. To nie demokracja, nie mają prawa się domagać.
Po słowach brunetki zapadła cisza, której żadne nie chciało przerwać.
Kimiko przygryzła wargę. Na siedem lat udało im się uciec. A teraz to wszystko powracało…
- Jedź – szepnęła to jedno słowo.
- Kimiko…
- Zanim się rozmyślę – dodała nieco głośniej i posłała mu słaby uśmiech.
- Nie. Nigdzie nie pojadę. Nie zostawię was... – oznajmił stanowczo i pokręcił głową.
- Przez ten czas poradzimy sobie. Przecież nie wyjedziesz na zawsze.
- Jest jeszcze coś…
- Wiem. I nie zgadzam się – lodowaty ton kobiety przeszywał na wskroś, łagodne rysy stężały, a jej spojrzenie było ostre niczym sztylet.
- Kimiko, nie zdołamy go od tego uchronić… lud chce księcia – powiedział łagodnie, by dodatkowo nie rozwścieczać żony.
- Powiedziałam „nie”. Nie pozwolę, żeby moje dziecko dorastało wśród tych dworskich spisków i skandali!
Oddychała ciężko. Była gotowa walczyć do końca. Nawet jeśli serce jej krwawiło, nie zamierzała odpuszczać.
- Radni…
- Do cholery! Jesteś królem, czy pionkiem w rękach radnych?! Poświęcisz szczęście i dzieciństwo własnego syna, krwi z twojej krwi, by zadowolić Radę?! – krzyknęła. Jej głos drżał z emocji, a w oczach zbierały się łzy. Po chwili, zorientowawszy się, co powiedziała, zakryła usta dłonią i wyszeptała: - Przepraszam… ja… nie powinnam…
Łzy obficie zaczęły spływać po jej policzkach, a cichy szloch wyrywał się ze ściśniętego żalem gardła.
Jak mogła to powiedzieć?! Przecież to oczywiste, że Takeshi chciał tylko szczęścia ich rodziny… ale był też królem. A król miał swoje zadania. Jednym z nich było utrzymanie pokoju, a radni z pewnością wszczęliby bunt, gdyby nie spełnił części ich „próśb”. Poza tym, jak zawzięcie by nie walczyła, Hiroshi, wcześniej czy później, będzie musiał poznać swoje dziedzictwo i podołać związanym z nim obowiązkom… Jednak wolała, by nastąpiło to później.
Takeshi delikatnie przygarnął rozdygotaną kobietę do siebie. Gładził ją po plecach tak długo, aż przestała drżeć i była w stanie na niego spojrzeć.
- Masz rację. Nie powinienem im tak łatwo ulegać… Dwór to nie miejsce dla dziecka.  – Odetchnął głęboko, ucałował ją w czoło i uśmiechnął się delikatnie, by dodać jej otuchy. – Jutro wyjadę. Zrobię wszystko co w mojej mocy, by odwlec w czasie wasz powrót.
 Kimiko skinęła głową i otarła resztę łez z policzków.
Odwróciła się i ruszyła do wyjścia. Obejrzała się jeszcze przez ramię, by spojrzeć na Takeshiego. Z dumnie podniesioną głową wpatrywał się w okno. Wyprostowany i poważny, gotów postawić na swoim. Władca w każdym calu.
<***>
Takeshi Teramoto, tak jak zapowiadał,  o poranku wyjechał, pożegnawszy się z synem i żoną. Do domu powrócił po dwóch tygodniach, które spędził na naradach i porządkowaniu najpilniejszych spraw.
Gdy tylko przekroczył próg domu, przywitał się z synem i zaprowadził żonę do gabinetu, by żadne z jego słów nie dobiegło do uszu dziecka. Po długiej rozmowie, w końcu udało im się stworzyć plan działania.
Zamierzali wziąć Radę na przeczekanie. Takeshi miał co jakiś czas wracać na dwór, by kontrolować sytuację. Oboje stwierdzili, że radni, gdy tylko doda im się obowiązków i przypilnuje, by je wykonywali, będą zbyt zajęci, aby co chwila roztrząsać temat powrotu rodziny królewskiej.
Zadaniem Kimiko było przygotowanie Hiroshiego do roli, która była mu pisana od dnia narodzin.
<***>
- Hiroshi, musimy porozmawiać!
Czternastoletni chłopak natychmiast zerwał się z fotela, na którym uciął sobie krótką drzemkę, chowając się przed nauczycielem.
Był pewien, że matka woła go właśnie dlatego, więc bez entuzjazmu podszedł do drzwi, otworzył je i zbiegł po schodach, by dotrzeć do pokoju, w którym spodziewał się zastać ją i urażonego nauczyciela.
Zdziwił się nieco, ponieważ w pomieszczeniu znajdowali się jedynie jego rodzice. Najwidoczniej staruszek wciąż próbował znaleźć go na własną rękę. Odetchnął z ulgą, ale widząc wyraz twarzy matki, natychmiast spoważniał. Coś było nie tak.
- Hiroshi… - zaczęła Kimiko, jednak natychmiast ucięła, nie wiedząc, jak ma przekazać synowi tę wiadomość.
Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, chłopak ujrzał stojące za sofą walizki.
- Znowu wyjeżdżasz? – spytał i zmarszczył brwi, spoglądając na ojca.
Ewidentnie coś tu było nie tak. Przecież Takeshi ledwie dwa dni temu zdążył wrócić do domu…
- My wyjeżdżamy – sprostowała kobieta, uciekając wzrokiem gdzieś w bok.
- Oboje? – Kiedy kiwnęli głowami dodał: - A mogę spytać dokąd, po co i na jak długo?
- Do Paryża, nie wiadomo na jak długo, musimy załatwić parę spraw – odparł spokojnie Takeshi.
Nie byłoby w \tym nic dziwnego, gdyby nie wyraz twarzy matki chłopaka. Kobieta wyglądała jakby trawiły ją wyrzuty sumienia.
Po chwili odwróciła głowę w stronę męża i ze zbolałym spojrzeniem szepnęła:
- Takeshi, ja już tak nie mogę… trzeba mu powiedzieć. Wszystko.
Mężczyzna westchnął ciężko. Właśnie tego się obawiał.
Nakazał wszystkim usiąść, po czym zwięźle opowiedział całą prawdę o ich rodzinie, funkcji jaką pełniła w społeczeństwie i o powodzie jego częstych wyjazdów.
Hiroshi słuchał słów ojca z uwagą. Wydawały mu się jakąś nieprawdopodobną historią i gdyby nie fakt, że mówił to człowiek, któremu nie zdarzało się żartować, uznałby to za głupi dowcip. Dwór królewski? Jego ojciec królem, a on… księciem?
Takeshi już dawno zamilkł i w pokoju zapadła cisza, podczas której Hiroshi zastanawiał się nad tym wszystkim.
- W sumie… to coś w tym jest. Tylko dlaczego dowiaduję się o tym dopiero teraz? – mruknął w końcu.
Kimiko odetchnęła z ulgą. Najbardziej bała się tego, że syn im nie uwierzy.
- Dwór… to okropne miejsce. Nie chcieliśmy, byś musiał dorastać w atmosferze, która tam panuje. Zamierzaliśmy ci powiedzieć o tym, gdy dorośniesz, chcieliśmy zapewnić ci normalne dzieciństwo – powiedziała cicho.
Powoli skinął głową i, spoglądając na ojca, spytał:
- A dlaczego tym razem jedziecie oboje?
- Rada tego zażądała. Obawiamy się, że zechcą wszcząć bunt, jeśli i tym razem się nie dostosujemy.
Pokiwał głową i energicznie podniósł się z miejsca.
- Po pierwsze, uśmiechnij się, mamo. Aż przykro na ciebie patrzeć, gdy masz taką minę. – Posłał matce uśmiech. – A po drugie, jadę z wami.
Kobieta wstała i ze stanowczością w głosie oznajmiła:
- Wykluczone.
- Ale…
- Nie. Zostaniesz tutaj aż do naszego powrotu. Fujimoto-san zajmie się tobą –dodał Takeshi.
Kimiko podeszła do syna i położyła dłoń na jego policzku.
- Czuję się okropnie z tym, że po powiedzeniu ci czegoś takiego musimy cię zostawić, ale… Postaraj się zrozumieć. Zawsze chcieliśmy tylko twojego dobra. – Uśmiechnęła się blado i wyszła z pomieszczenia, za wszelką cenę powstrzymując łzy.
Tuż za nią wyszedł mężczyzna, posyłając chłopakowi spojrzenie, które mówiło więcej niż słowa.
Kiedy został sam, opadł na kanapę  Jeszcze raz przetwarzał wszystkie informacje, których udzielili mu rodzice.
Czy był zły? Nie… Jak mógłby się na nich złościć? Dzięki nim miał najlepsze dzieciństwo jakie można sobie wymarzyć. Narażali się Radzie, by móc go chronić…
Nie miał też żalu o to, że wcześniej mu nic nie powiedzieli… Bo co by to zmieniło? Nic.
Zastanowił się jeszcze chwilę.
Smutek na wiecznie uśmiechniętej twarzy matki, łzy w oczach łudząco podobnych do jego własnych… Lekko zaciśnięte usta ojca i to przepraszające spojrzenie…
Po prostu było mu ich żal. Nie powinni czuć się winni, nie zrobili nic złego. Fakt, to, co przemilczeli było naprawdę ważne… Ale dla dziecka nie liczyło się wcale, a przecież Kimiko powiedziała, że zamierzali mu o tym powiedzieć.
Westchnął ciężko pokręcił głową, po czym wyszedł z pokoju.

Nadszedł czas, gdy Kimiko i Takeshi Teramoto musieli wyjechać.
Hiroshi pożegnał ich, zapewniając, że jest im wdzięczny za wszystko, co dla niego zrobili.

Kiedy minął miesiąc, a Hiroshi nie miał od nich wieści, postanowił złamać obietnicę, którą przed wyjazdem wymusiła na nim matka. Obiecał jej, że nieważne ile czasu by ich nie było, nie zacznie ich szukać. Jednak, gdy zaczął przygotowania,  pojawił się jego nauczyciel, Kenji Fujimoto, z krótkim listem napisanym ręką ojca. Informował w nim, że póki co nie mają możliwości wrócić, ale ma się nie martwić, gdyż wszystko jest w porządku. W ostatnim akapicie przykazał, by nie robił żadnej głupoty i uważał na siebie. I na tym kończył się jego list.
<***>
Rok mijał za rokiem, a państwo Teramoto wciąż nie wracali do domu.
Co jakiś czas Hiroshi otrzymywał od nich krótki list, zawsze napisany przez ojca i zawsze wyglądający tak, jakby autor bardzo się śpieszył.
Nie raz i nie dwa chłopak chciał odpisać, dowiedzieć się co się dzieje, jednak za każdym razem nauczyciel błagał go, by tego nie robił, gdyż tak może narazić rodziców na niebezpieczeństwo.
Nic nie irytowało go tak jak niemoc. Nie miał pojęcia o tym, co się działo z jego rodzicami i nie mógł im w żaden sposób pomóc.
<***>
Osiemnastoletni chłopak przechadzał się ścieżkami cmentarza. To miejsce go uspokajało, pomagało oczyścić umysł, dlatego zawsze, gdy musiał się nad czymś zastanowić, przychodził na cmentarz.
Oprócz kilku słów, które ostatnio skreślił na kartce Takeshi Teramoto, nie miał żadnych wieści o rodzicach. Ta sytuacja już czterech lat go przybijała. Pewnie już dawno złamałby daną matce obietnicę, gdyby wiedział, gdzie ma ich szukać.
Odetchnął głęboko i uśmiechnął się lekko.
Całkiem niedawno w końcu zrobił jakiś postęp. Podstępem wydobył ze swojego nauczyciela informację, że ten wie dokładnie, gdzie znajdują się Teramoto. I chociaż Fujimoto nie chciał wyjawić mu adresu, Hiroshi wpadł na inny pomysł.
Od paru miesięcy bezustannie prosił nauczyciela, by wyjechał do Francji, aby dowiedzieć się, co tak naprawdę dzieje się na dworze. Staruszek opierał się długo, zasłaniając się tym, że przysięgał Kimiko i Takeshiemu się nim opiekować, ale po tym, jak Hiroshi wyłożył przed nim swoje argumenty i obiecał, że nie zrobi nic nierozważnego, mężczyzna w końcu się zgodził.
Miał właśnie zawrócić, aby udać się do domu, lecz jego uwagę przykuła drobna postać stojąca przy nagrobku.
Zastanowił się chwilę. Bramy był zamknięte, nie mogła tu od tak sobie wejść.
Postanowił do niej podejść. Najwidoczniej nie zauważyła, że się do niej zbliżył, ponieważ gdy się odezwał, podskoczyła jak oparzona.
Kiedy tylko podniosła na niego szare oczy, nie mógł się nie uśmiechnąć.
Wiedział, że jej obraz już na zawsze utkwił w jego sercu.
<***>
Każdego dnia wyczekiwał powrotu Fujimoto.
Wiele czasu poświęcał Ayi – dziewczynie, którą spotkał tamtej nocy na cmentarzu. Była bardzo ciekawą osobą. Na pierwszy rzut oka wydawała się zwyczajna, tak jak setki innych dziewczyn, jednak było w niej to „coś” (co czasami w bardzo delikatny, choć dosadny sposób potrafiło mu dogryźć). Wiecznie cicha, ze smutkiem wymalowanym na twarzy, starała się nie stwarzać problemów, nigdy nie chciała, by ktoś musiał się o nią martwić, choć sama zamartwiała się wszystkimi i wszystkim.
Matka zawsze powtarzała mu, że nic nie daje innym tyle radości i otuchy, co uśmiech. Dlatego właśnie zawsze się uśmiechał i starał dostrzegać wszystkie pozytywy, lecz od wyjazdu rodziców, przestał w to wierzyć. Dzięki Ayi znów uwierzył w słowa Kimiko. Znów miał się dla kogo uśmiechać.
Obiecał wampirzycy, że da jej szczęście i zamierzał dotrzymać słowa. A drobną przeszkodą w postaci pewnego wampira, któremu zamarzyło się poprowadzić Ayę do ołtarza się nie przejmował. Musiał tylko wymyślić jak zniszczyć go boleśnie i nie pozostawić po sobie żadnych śladów. Oczywiście, wszystko musiał przeprowadzić tak, by nie połączono z tym Ayi i jej rodziny.
Trapiło go tylko to, że nie był z nią do końca szczery. Gdy zapytała o jego rodzinę, zmyślił na poczekaniu jakąś bajeczkę o katakumbach, ale zrobił to nie po to, by ją oszukać. Po prostu, nie chciał dodawać jej zmartwień.
No i oczywiście nie powiedział je o swoim pochodzeniu… Ale czy to było ważne? Zresztą, ona też wciąż miała wiele tajemnic, być może nawet więcej niż on.
A wracając do Shirahime… cóż, już współczuł temu facetowi. Wprawdzie matka nauczyła go szacunku do życia, jednak ktoś taki jak Yoshiro nie zasługiwał na to, by żyć. Chciał go zniszczyć w najokrutniejszy sposób. Za wszystkie krzywdy, które wyrządził Ayi. Jego śmierć nie będzie ani szybka, ani bezbolesna. Jednak z tym wszystkim musiał jeszcze poczekać.
A kiedy nadejdzie czas, zgładzi go z uśmiechem na ustach.

<***>
Proszę bardzo!
W pierwszy dzień Nowego Roku chciałabym życzyć wszystkim zdrowia, szczęścia i spełnienia marzeń! <3
Ekhem, taaak... Rozdział dedykuję Ayi z wiadomych względów (xD) 
Specjalne podziękowania dla tych, którzy czasem naskrobią mi parę słów pod rozdziałem, wiecie, że Was kocham, nie? :*
Rozdział zawdzięczacie głównie Suzu, która dręczyła mnie tak, że aż żal było jej odmówić... A no i nie ma tytułu, bo jestem głupia i nie potrafiłam go wymyślić. xD 
Ach, no i jeszcze chciałam powiedzieć, żebyście nie liczyły na to,  że to koniec dodatków z Hiroshim! Ta hiena cmentarna dręczy moje myśli bez przerwy!
Pozdrawiam - Andzik

9 komentarzy:

  1. Waaaa!
    Boziu, serio?! "Mój" facet księciem?! O.O No tego to się nie spodziewałam! O.O
    Jak będę miała czas, to wezmę się za komentarz. Dziękuję za rozdział i dedykację! :*
    Niach, moje słoneczko! *dalej się zachwyca*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio. xD
      Z komentarzem nie ma pośpiechu... Coś mi się wydaje, że będziesz miała mnóstwo czasu zanim ukaże się następny rozdział. ^^"
      I nie ma za co! :*

      Pozdrawiam - Andzik

      Usuń
    2. Jakoś wciąż nie mogę po tej informacji dojść do siebie!
      Myślałam, że napiszę dzisiaj, ale chyba jednak nie wyjdzie... *leń tak bardzo* A rozdział ma się ukazać jak najszybciej! :D
      Buziaki, wnusiu! :*

      Usuń
    3. Zgroza, cały dzień ledwo żyję i najchętniej bym go przespała. Nie zrobiłam nic pożytecznego. Uch. Ale zabieram się powoli za komentarz, bo jak nie teraz, to kiedy? Czasu będzie tylko coraz mniej i mniej… T^T

      Ale, ale, porzucam już ten „optymistyczny inaczej” nastrój, albowiem doczekałam się wreszcie dodatku o Hiroshim! *o* Nie istnieją słowa zdolne opisać mej miłości do niego! xD (Tak, wiem, że jestem wariatką i pewnie nawet pokój bez klamek tego nie zmieni.)
      Od początku: Hiroshi był rozkosznym brzdącem! Czytając pierwszą scenkę, wyobrażałam go sobie jako chłopca gabarytów mojego brata (który przecież dopiero niespełna miesiąc temu skończył osiem latek), a więc takiego słodkiego krasnala, na którego widok ryjek się śmieje. :D Fakt, iż moja zacna mała hiena cmentarna jest tak inteligentna, to kolejny powód, by skojarzyć Hiroshiego z moim bratem. Choć nie wyobrażam sobie Mika studiującego tomiszcza o anatomii (toż to mały matematyk, nie biolog! xD). :D Jejku, taka ciekawość, wnikliwość… Cudeńko! ^.^
      „Zaczepia dziewczyny na cmentarzu, zadaje się z zombie… Mama musi być z niego dumna.” - Pamiętasz? :D No, w każdym razie - wreszcie poznaliśmy ową mamę!!! Kimiko jest cudowna! Hiroshi to taka jej mniejsza i chłopięca (a teraz męska :D) wersja. ^^ Nie dziwota, że tak świetnie się dogadują! Widać, jak wiele Hiroshi odziedziczył po mamie (nie tylko wygląd i charakter, ale też podejście do świata i w ogóle… no i uśmiech!).
      Nie no, mam przed oczyma tego brzdąca analizującego „za i przeciw” wyjścia na dwór bądź dalszego czytania. xD W dzieciństwie miałam podobny problem (choć nie tykałam książek o anatomii :P), a teraz… Dwór jakoś tajemniczo odszedł w niepamięć (chyba że mowa o działce, wówczas nie) i zastąpił ją komputer. Jakie to przykre… ;_; I pomyśleć, że obecnie wiele dzieciaków żyje tak od początku. :/ Koniec świata jest już bliski! *wizje zagłady*
      Takeshi też jest niezły, choć początkowo jakoś zdziwiła mnie jego powaga. xD Znaczy wiesz, to dlatego, że Hiroshi jest taki maga wesoły i w ogóle. Ale fakt, Kimiko i Takeshi świetnie się uzupełniają! Tak jak Hiroshi i Aya. :D (Choć nie mam nic przeciwko, by z Ayowego ponuraka Hiroshi stworzył kogoś nieco weselszego. xD Wszak nikomu innemu raczej by się to nie udało! :D)
      Czy to z opisaniem tej sielanki miałaś problem? xD Ta scena jest tak słodka! ^^ Mam ją całą przed oczami, serio. Cud, miód i orzeszki!
      „Gdybym cię nie kochał, to pewnie bym cię zabił.” - No, szczerość w związku to podstawa! Hahah! Padłam przy tym tekście. xD Choć Takeshiemu się nie dziwię, bliżej mi chyba (okej - na pewno) do jego charakteru niż Kimiko, więc domyślam się, że i mnie byłoby ciężko żyć z kimś takim. xD (No dobrze, znam to z autopsji - wystarczy spojrzeć na mnie i Kao!) Riposta Kimiko zaś jak najbardziej trafna - nie mam wątpliwości, że tak właśnie by było. xD
      Niach, ta „nekromancka” (trudno stwierdzić, jak to dokładnie odmienić ^^’) moc jest świetna! :D Cieszę się, że wreszcie ją trochę opisałaś i zademonstrowałaś od podstaw. Właśnie tak ją sobie wyobrażałam! ^^ W sumie wystarczyłoby więc odebrać Yoshiro moc życiową i do widzenia, palancie! No, a przynajmniej można by było to zrobić, gdyby nie problem z tym, że nikt nie może tego w żaden sposób powiązać z Hiroshim, Ayą i jej rodziną. Ach, i nie zapomnijmy, że Hiroshi chce, aby Yoshiro cierpiał, a to nie wygląda boleśnie (choć może jest inaczej, kto wie), ale… O tym później!

      Usuń
    4. Ekhem, przechodzimy do drugiej sceny. Pisząc ten komentarz, czytam rozdział bodajże po raz piąty. I za każdym razem zastanawiam się, czy treść będzie ta sama, czy przypadkiem ta cała królewska otoczka mi się nie przyśniła czy coś. xD Naprawdę, tu mnie masz. Zupełnie się tego nie spodziewałam, jak już Ci wspominałam. Suzu była zdziwiona, że aż tak mnie to zaskoczyło. W sumie… Co jej się dziwić? Jakby nie patrzeć, to… Dość stereotypowe, nie? W prawie każdym opowiadaniu natykamy się na co najmniej jednego księcia lub „księcia”. Jedni emanują „królewskością” od początku (taki choćby Suzaku xD), inni nagle okazują się członkiem rodziny królewskiej (np. Rafael z PP)… I ten drugi schemat mamy tutaj. Więc dlaczego tak mnie to zaskoczyło?! Główkuję nad tym i główkuję, ale do jednoznacznego wniosku nie doszłam. Może sęk w tym, że mając do czynienia z takim wariatem (tak, mam tu na myśli Hiroshiego xD), moją głowę nachodziły setki pokręconych wizji i zwyczajnie nie wpadłam na coś tak standardowego? To jedna z możliwości. Druga jest taka, że cały czas wydawało mi się, iż nekromantów jest raczej niewielu i nie sądziłam, że mają zorganizowaną społeczność na wzór takich ludzkich, wampirzych, niszczycielskich i tak dalej. A tu proszę! Rodzina królewska, dwór, Rada, całe społeczeństwo…!
      Póki pamiętam - zastanawia mnie, dlaczego siedziba dworu mieści się we Francji, a Takeshi i reszta są Japończykami? Będzie to gdzieś wyjaśnione? I skoro już przy tym jesteśmy, zapytam jeszcze o podobne sprawy, które od dawna mnie zastanawiają, ale chyba zapominałam za każdym razem o tym wspomnieć. Raz - rodzina Cage. Taka angielska (prawdopodobnie), ale mieszka w Japonii. Zwiali z ojczyzny czy jak? xD Dwa - Charles. Nie wiem, czy było kiedyś podane jego nazwisko. Jest więc mieszańcem czy może po prostu oboje rodziców jest spoza Japonii, ale tam mieszkają? Gomen za to czepianie się szczegółów, ale mnie to zastanawia. xD Jak gdzieś było to wyjaśnione, to przepraszam, ale cóż… Moja pamięć jest zawodna! ^^’ Bardzo. ;_; (Chyba że chodzi o Hiroshiego, wtedy mogę rzucać cytatami na prawo i lewo. xD [Chyba.])
      Dobrze, dobrze, przechodzimy już do samej scenki. „Co z tym zrobimy?” -> Proponuję spalić, chyba że wolisz zatrzymać na pamiątkę.” Hihi! To takie w stylu Hiroshiego! Po raz kolejny widać, jak bardzo wdał się w mamusię! ^^ „Radni i społeczeństwo domagają się mojego powrotu! (…)” -> „(…) Mogą co najwyżej uniżenie prosić. To nie demokracja, nie mają prawa się domagać.” Kimiko, mistrzyni moja! :D Nie no, jest boska! ^.^ A Takeshi taki niby… oschły (mogę to tak określić? sama nie wiem), a w istocie jak wrażliwy i kochający rodzinę! Q.Q Chyba niewiele osób zdołało poznać prawdziwego króla. W innych wzbudza „szacunek, zaufanie i strach”, a to wewnątrz złoty człowiek. Pewnie tylko Kimiko i Hiroshi mają tego świadomość. ;_; Ojejku, byłoby miło, gdyby Ayi też było to kiedyś dane! Q.Q (Swoją drogą, świetnie się wpasuje do tej rodziny brunetów. xD) Ale… Nie, chwila, o tym też później.
      „Z dumnie podniesioną głową wpatrywał się w okno. Wyprostowany i poważny, gotów postawić na swoim. Władca w każdym calu.” - Tu na przykład to Takeshi skojarzył mi się z Hiroshim. Potrafi być taki… poważny i władczy na swój sposób. Na przykład wtedy, gdy bronił Ayę przed Yoshiro albo gdy rozmawiał z Kage i powziął decyzję o tym, że zabije Yoshiro… No. Takie mam wrażenie.

      Ech, głupi radni, tak zburzyć rodzinną sielankę… Z drugiej strony - to zrozumiałe. Król powinien być zawsze do dyspozycji i… no, rządzić. Takeshi jest świetnym mężem i ojcem, ale zastanawia mnie stosunek jego poddanych do niego. Bo naprawdę nie dziwota, że są niezadowoleni. T^T Uch. Biedny Takeshi, biedna Kimiko, biedny Hiroshi! T^T

      Usuń
    5. Jestem pełna podziwu dla Hiroshiego! Z takim spokojem i opanowaniem przyjąć takie pokręcone informacje…! Normalna osoba by nie uwierzyła albo się uniosła czy coś, a on? „Jesteś księciem.”, „Aha, spoko.” xD A tak na poważnie: to takie słodkie i miłe, że nie był zły na rodziców ani nawet nie miał do nich żalu. Widać, że bardzo ich kocha. I jest rozsądny, bo wie, że zrobili to dla jego dobra, za co jest im wdzięczny. Jeny, złote dziecko! *.*

      Taak… To pojechali. A biedactwo zostało same. Znaczy z nauczycielem, ale to przecież nie to samo co rodzice. Ech… A co gorsze - Kimiko i Takeshi nie wrócili. Przez cztery lata. Boziu… To całe wieki! Jak tak sobie pomyślę, że cztery lata temu miałam niecałą osiemnastkę i przypomnę sobie, co się wtedy działo, to mam wrażenie, iż doprawdy od tamtego czasu minęła cała wieczność. A mój biedny Hiroshi tak wiele czasu spędził bez rodziców, na dodatek nie wiedząc, co się z nimi dzieje! Q.Q No bo bądźmy szczere - z listów wiele się nie dowiedział. To raz. Dwa - tak naprawdę nie wiadomo, czy te listy nie są sfałszowane czy coś. Właściwie nie możemy być nawet pewni, że oni żyją! ;_; Nie no, masakra… Jak o tym myślę, robi mi się okropnie smutno i nachodzą mnie dobijające wizje… Dziwię się, że Hiroshi jeszcze nie zwariował z nerwów. T^T A Fujimoto… Dobrze, że dał się namówić na wyjazd, ale z drugiej strony… On też może nie wrócić. I Hiroshi zostanie z niczym. Nie wiem, czy zna jakichś innych nekromantów, którzy mogliby mu pomóc odnaleźć bliskich. Ech… Dobra, już nie będę tu roztaczać żadnych wizji i potencjalnych rozwiązań, bo to nie ma sensu. W każdym razie… Okropnie żal mi Hiroshiego! T^T Naprawdę musi czuć się samotny i kompletnie bezsilny…

      Heh, wreszcie wiadomo, ile ma lat! Osiemnaście, co? Czyli pewnie mniej więcej tyle, na ile wygląda. Zastanawia mnie, jak długo mogą żyć nekromanci. Jeśli mają dużo tej całej energii życiowej i w ogóle, to mogą żyć dłużej niż ludzie? *błagalne spojrzenie*
      Boziu, jakby nie patrzeć, to jeszcze dziecko! Q.Q Rzucone nagle na głęboką wodę. Samotne… Biedactwo moje! Q.Q Jak dobrze, że poznał Ayę! To takie słodkie… Ma dla kogo się uśmiechać, dla kogo się starać, o kogo dbać… To ewidentnie było mu potrzebne. W pewien sposób go uratowało, tak sądzę… Kto by pomyślał, że ma aż tak ciężko… Znaczy byłam pewna, że bajeczka o katakumbach jest zmyślona i w ogóle, ale mimo wszystko… Nawet on nie jest w stanie być wiecznie wesołym, pogodnym optymistą. To sprawia, że jest bardziej prawdziwy…
      „Najwidoczniej nie zauważyła, że się do niej zbliżył, ponieważ gdy się odezwał, podskoczyła jak oparzona. Kiedy tylko podniosła na niego szare oczy, nie mógł się nie uśmiechnąć.” - Yay, tak to właśnie było! ^^ *wspomina z rozrzewnieniem*
      „Wiedział, że jej obraz już na zawsze utkwił w jego sercu.” - Słooooodziak! Q.Q

      Usuń
    6. „Na pierwszy rzut oka wydawała się zwyczajna, tak jak setki innych dziewczyn, jednak było w niej to „coś” (co czasami w bardzo delikatny, choć dosadny sposób potrafiło mu dogryźć).” - Idealne podsumowanie Ayi. xD
      No i dochodzimy do planów odnośnie Yoshiro. Ma cierpieć, hę? Cóż za bezwzględność! Ale to dobrze, bardzo dobrze, należy się gnidzie… *mruczy pod nosem* Niach, to takie słodkie i niesamowite, że Hiroshi jest w stanie tyle zrobić dla Ayi, którą zna przecież od kilku tygodni bądź miesięcy! Bo przecież poznali się jesienią… i nadal jest jesień, nie? Nadal mało co o sobie wiedzą, a są na swój sposób tak blisko… Ayi kończy się czas, a zdała sobie sprawę, że jest zakochana w Hiroshim… To wszystko jest takie cudownie tragiczne! Q.Q Mam nadzieję, że Hiroshiemu uda się załatwić Yoshiro! A potem (?) coś ogarnąć w związku z rodzicami. Q.Q
      Jeny, naprawdę jestem szalenie ciekawa reakcji Ayi na wieść, że Hiroshi jest księciem! Czekam z niecierpliwością na noc zwierzeń! :D Co to będzie, jak zda sobie sprawę z tego, że wciąż dogryzała księciu, nazywała go psychopatą i tak dalej? xD
      O właśnie, i kolejna sprawa, o której chyba wciąż zapominam wspomnieć. Nic tu nie było na ten temat, dlatego dalej się zastanawiam - jak to jest z Hiroshim i Maayą? No bo Maaya ewidentnie coś knuje (xD), Kage chcąc nie chcąc z nią spółkuje… Aya niewtajemniczona (i czytelnicy też!), Hiroshi… sama nie wiem… No bo to wygląda tak, jakby się znali i w ogóle, ale nic na ten temat nie wiadomo. Hm.
      „A wracając do Shirahime… cóż, już współczuł temu facetowi. Wprawdzie matka nauczyła go szacunku do życia, jednak ktoś taki jak Yoshiro nie zasługiwał na to, by żyć. Chciał go zniszczyć w najokrutniejszy sposób. Za wszystkie krzywdy, które wyrządził Ayi. Jego śmierć nie będzie ani szybka, ani bezbolesna. Jednak z tym wszystkim musiał jeszcze poczekać. A kiedy nadejdzie czas, zgładzi go z uśmiechem na ustach.” - Kocham i wielbię ten fragment! Tak, skarbie, zrób to! *kibicuje* To ścierwo nie zasługuje na nic innego! *wzrok mordercy* Ajaj, ciekawa jestem, jak to wszystko będzie! Co wyniknie z całej tej historii… W sumie nawet jeśli Hiroshiemu uda się załatwić Yoshiro i nie ponieść żadnych konsekwencji, na drodze do szczęścia jego i Ayi może z kolei stanąć społeczeństwo nekromantów. Jeny. Ci to jednak mają przerąbane. Chociaż w sumie… Każda moja postać ma. I pociąga na dno wszystkie postaci z nią związane. xD Aya powinna mieć na drugie imię Tragedia. Ewentualnie Nieszczęście. ^^’

      Co to ja jeszcze chciałam…? Zapomniałam. Jak sobie przypomnę, to dopiszę, o ile będę miała czas. Znaczy wiesz, ogólnie mogłabym rozwodzić się nad Hiroshim w nieskończoność, ale - no właśnie. Zanim skończyłabym swój wywód, obie byłybyśmy już pewnie martwe. xD
      Waa~! Będzie więcej dodatków o Hiroshim?! Tak, tak, tak! *o* Wnusiu, kocham Cię~! ^^ I WCALE się nie dziwię, że „ta hiena cmentarna dręczy Twoje myśli bez przerwy”. xD Moje też! xD (Co pewnie akurat nikogo nie dziwi. ^^’)
      Buziaki! Życzę DUUUUUUUUŻO weny i czasu, żeby ją spożytkować! :D

      PS. Nie chce mi się czytać tych moich wywodów, więc tradycyjnie przepraszam za kwiatki i niezrozumiałości!

      Usuń
  2. Dzięki za info!

    Szczęśliwego Nowego Roku! :* :D

    Ożesz ty w życiu! Hiroshi jest księciem? Hahaha xD Bomba, po prostu bomba! Kto by się tego spodziewał? Udało Ci się mnie zaskoczyć, a jak kiedyś gdzieś komuś napisałam, to baaardzo rzadkie. Hm... Muszę powiedzieć, że Hiroshi ma fajnych rodziców. ;)

    Pozdro i weny!

    K.L.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz! :*

      Cieszę się, że udało mi się Cię zaskoczyć! :D Haha, wygląda na to, że nikt się tego nie spodziewał! xD
      I cieszę się bardzo, że spodobali Ci się jego rodzice, ponieważ sama okroooopnie ich lubię. ^^

      Pozdrawiam - Andzik

      Usuń