Nieduża kawiarenka znajdowała się nieco na uboczu. Niegdyś nawet miała swoją nazwę, ale ponieważ była na tyle wymyślna, że nikomu nie chciało się jej zapamiętywać, stali bywalcy (choć wielu ich nie było) z czasem nazwali ją po prostu "Maleńką". Nie był to jeden z tych głośnych i szalenie popularnych lokali, które tak bardzo lubiła Rika Mori. "Maleńka" od zawsze miała swój niepowtarzalny charakter. O każdej porze można było liczyć w niej na spokój, cudowną czarną kawę i muzykę, która, w przeciwieństwie do najnowszych utworów, nie raniła uszu. Latem otwierano niewielki kawiarniany ogródek, w którym goście skutecznie mogli skryć się przed palącym słońcem. Aice za każdym razem, gdy zjawiała się w "Maleńkiej", zdawało się, że cały świat wraz ze swymi problemami zostaje za drzwiami kawiarenki. Właśnie dlatego tak kochała to miejsce.
Między melodię i zabarwione melancholią słowa piosenki, wdarło się szuranie krzesła przy jej stoliku. Otworzyła oczy i z niezadowoleniem zmarszczyła brwi, ujrzawszy nieproszonego gościa.
-Jest tak wiele wolnych stolików, a ty musiałeś usiąść akurat przy moim?- zapytała, nawet nie rozpoczynając zabawy w sztuczną uprzejmość.
-Wskaż mi choć jeden, przy którym mógłbym liczyć na towarzystwo tak czarującej młodej damy jak ty, Kiyokuro-san.- odparł z uśmiechem, który doprowadził do niezliczenie wielu omdleń przedstawicielek płci pięknej na szkolnych korytarzach.
-A czy choć przez chwilę pomyślałeś, że "czarująca młoda dama" nie ma ochoty się z tobą zadawać, Sora-kun?- posłała mu mordercze spojrzenie i uśmiechnęła się chłodno- A tak w ogóle, to jak tu trafiłeś?
Na "Maleńką" mało kto zwracał uwagę. W szkole, poza Aiką, nie było nikogo, kto chciałby chociaż na chwilę zajść do kawiarenki.
Haruo wzruszył ramionami, a na jego twarz wypłynął niewinny uśmiech.
-Czy ja wiem? Może to moje uczucia względem ciebie przywiodły mnie przed twe oblicze?
Kiyokuro skrzywiła się delikatnie. Czego by nie mówił, czego by nie robił, miała wrażenie, iż ma do czynienia z wyśmienitym aktorem, który przed rozpoczęciem przedstawienia dokładnie wykuł swe kwestie na pamięć, wiedząc,że nie może liczyć na pomoc suflera. Jednym słowem, był niesamowicie sztuczny, chociaż pewnie dla niego było to jak najbardziej naturalne.
-A mi się wydaje,- zaczęła ze stoickim spokojem- że to nie uczucia, tylko pewna naiwna blondynka, która naoglądała się zdecydowanie zbyt wielu anime z gatunku tych, których tematem przewodnim są szkolne romanse przywiodła cię przed me oblicze.- wbiła w niego uważne spojrzenie, chcąc w jego twarzy znaleźć potwierdzenie swej teorii.
Niszczyciel uśmiechnął się niczym mały łobuz, który właśnie został przyłapany na próbie podwędzenia dopiero co upieczonych ciasteczek z kuchni. Wyglądał przy tym tak uroczo, że szatynka nie mogła powstrzymać uśmiechu, lecz natychmiast zbeształa się za to w duchu i przywołała do porządku, mając nadzieję, iż chłopak nic nie zauważył.
-Czy wszystko co powiem zostanie wykorzystane przeciw mnie?
-Hai.- odpowiedziała bez namysłu.
Sora wezwał kelnerkę, która pojawiła się przy nim w ułamku sekundy. Była to wnuczka właścicieli, bardzo żywiołowa i życzliwa dziewczyna. Przyjęła zamówienie, a kiedy podziękował jej jednym ze swych obezwładniających uśmiechów, zarumieniła się i zniknęła jeszcze szybciej niż się pojawiła.
Szatynka tylko pokręciła głową i odruchowo zamieszała nietkniętą czarną kawę, którą zamówiła właściwie z przyzwyczajenia.
-Powinnam ci zrobić awanturę i, nie przebierając w słowach, powiedzieć co o tobie myślę. Jednak bardzo lubię to miejsce i nie zamierzam z niego zrezygnować tylko dlatego, że kelnerka będzie mnie obgadywać za plecami po urządzonej ci scenie, więc wyjątkowo ci daruję.- oznajmiła beznamiętnym tonem.
-Doceniam twą wspaniałomyślność.- brakowało tylko, by w akcie wdzięczności ukłonił się nisko.
Dziewczyna prychnęła w odpowiedzi i zamknęła oczy, odchylając głowę. Choć wydawało się to niemal niemożliwe, zamierzała nie zwracać na niego uwagi. Ciche brzęknięcie filiżanki i kilka uprzejmych słów świadczyło o tym, że kelnerka właśnie przyniosła zamówioną przez chłopaka kawę.
-Swoją drogą, moglibyśmy darować sobie te zbędne ceregiele i mówić sobie po imieniu, prawda?
Zielone oczy natychmiast wbiły się w Haruo. Aika długo mroziła go spojrzeniem, jednak on to ignorował i, ze spokojem popijając lekko parujący płyn, czekał na odpowiedź.
-Nie widzę takiej potrzeby.- odrzekła z powagą.
-Łamiesz mi serce.- westchnął, łapiąc się za serce, jakby właśnie został śmiertelnie raniony.
Kiyokuro zagryzła wargę, by się nie roześmiać. Nie ma co! Był z niego cholernie uzdolniony aktor.
-Jeśli nie dasz mi spokoju, połamię ci nie tylko serce.- puściła do niego oczko i uśmiechnęła się złośliwie.
Podniosła się z miejsca i sięgnęła po powieszony na oparciu krzesła płaszcz, lecz ledwie jej ręka dotknęła materiału, a Haruo już nakrył ją swoją dłonią. Ten gest był tak naturalny, tak niewymuszony... zupełnie jakby miał do tego pełne prawo. Powinna wyrwać dłoń i czym prędzej dumnym krokiem wymaszerować z kawiarenki, ale nie chciała robić z siebie widowiska. Dlatego delikatnie wysunęła swoje palce spod jego ręki i posłała mu spojrzenie, którego pozazdrościłby jej bazyliszek.
-Byłbym niezwykle wdzięczny, gdybyś jeszcze przez chwilę dotrzymała mi towarzystwa.- poprosił z łagodnością w głosie.
-Przykro mi, nie mam czasu.- uśmiechnęła się niby to przepraszająco.
Najwidoczniej spodziewał się takiej odpowiedzi, bo wzruszył ramionami i z pogodnym uśmiechem oznajmił:
-W takim razie czuję się zobowiązany odprowadzić cię do domu, Kiyokuro-san.
Dziewczyna, po zastanowieniu się, które zło jest mniejsze, bez słowa opadła na krzesło. Odwróciła głowę w drugą stronę, by nie być zmuszoną do patrzenia na niego i z założonymi rękoma wpatrywała się w stojącą na parapecie roślinkę w doniczce.Usłyszała ciche zrezygnowane westchnięcie.
-Czy naprawdę nie możesz chociaż spróbować mnie polubić?- spytał takim tonem, że dziewczyna przez ułamek sekundy miała wyrzuty sumienia, że tak go traktuje, ale szybko wzięła się w garść.
-Mogę, ale nie chcę.- odpowiedziała nawet nie odwracając się w jego stronę.
-Nande?
-Bo nie!- warknęła.
Jego znajdujące się naprzeciw niej krzesło zaszurało i Haruo chwilę potem siedział już obok niej. Delikatnie złapał jej podbródek i odwrócił ją do siebie.
-To nie jest odpowiedź.- rzekł z powagą, a wiecznie tańczące w jego oczach iskierki rozbawienia gdzieś zniknęły.
-Nie chcę. Rozumiesz? Po prostu nie chcę. Nie obchodzi mnie to, że "ciężko znosisz odrzucenie" i nie obchodzi mnie twoja urażona odmową duma. Zrozum, nie chcę ci robić przykrości, ale jeśli mnie nie zostawisz...
Nie skończyła. Nie zdążyła, ponieważ w tej samej chwili Haruo przyciągnął ją do siebie i wpił się w jej usta tak gwałtownie, iż w pierwszej chwili nie zorientowała się, co się dzieje. Oszołomionej dziewczynie nawet nie przeszło przez myśl, by się wyrwać, co Haruo wykorzystał bez skrupułów. Namiętny pocałunek ciągnąłby się pewnie w nieskończoność, gdyby nie fakt, że obojgu zabrakło tchu. Dopiero wtedy chłopak odsunął się od Aiki. Spodziewał się dostać w twarz, jednak nic takiego się nie wydarzyło. Kiyokuro patrzyła na niego wzrokiem, w którym bezradność i przerażenie mieszały się z zagubieniem. Widząc jej delikatnie drżącą brodę i zaszklone oczy, przestraszył się, że zaraz się rozpłacze.
-Ja...- zaczął, chcąc ją przeprosić, ale nie wypowiedział nawet następnego słowa, bo szatynka gwałtownie wstała, złapała płaszcz i, zostawiając pieniądze za kawę na stoliku, niemal wybiegła z kawiarenki.
Mimo płaszcza, było jej zimno. Drżała na całym ciele, biegnąc do domu. Była wściekła i wciąż nie mogła uwierzyć, że tak łatwo dała się podejść. Idiotka! Przecież mogła temu zapobiec, mogła się wyrwać, strzelić go w twarz i, z dumnie podniesioną głową, wyjść z kawiarni, a zamiast tego siedziała tam jak słup soli. Pokręciła energicznie głową i wbiegła po schodkach na werandę, po czym wpadła do domu, trzaskając drzwiami.
Buty i płaszcz zrzuciła z siebie po drodze do salonu, nawet nie fatygując się, by odłożyć rzeczy na miejsce. Kiedy znalazła się w pomieszczeniu, opadła ciężko na kanapę i owinęła się kocem.
Uspokój się... gniew to zły doradca...- szeptał Whisper. Odwal się. Na pewno lepszy od ciebie. pomyślała, przygryzając wargę. Zacisnęła powieki i wzięła głęboki oddech, chcąc choć odrobinę uspokoić szaleńczo bijące serce. Po kilku minutach otworzyła oczy. Spłynęła z niej cała wściekłość i wróciła jasność umysłu.
Powoli podniosła dłoń i opuszkami palców dotknęła ust. Wciąż czuła smak jego pocałunku. Subtelnego, a jednocześnie namiętnego... Wcześniej znała tylko dotyk pożądliwych ust Lucyfera, którym nie potrafiła stawiać oporu, ale Haruo... Całował ją tak, że gdyby nie fakt, iż wiedziała, co nim kieruje, pomyślałaby, że jest dla niego kimś więcej niż tylko trofeum do zdobycia.
Uśmiechnęła się lekko. Doskonały z niego aktor. przeszło jej przez myśl.
Wstała z kanapy i wróciła na korytarz, by sprzątnąć to, co rozrzuciła. Pokręciła głową nad swoją głupotą. I po co było się tak złościć? Sam pewnie wszystko zaplanował, a teraz cieszył się, że udało mu się zburzyć przynajmniej część muru, który wokół siebie zbudowała. Nie przewidział tylko, że między nimi nic się nie zmieni... no, może niekoniecznie nic. Od teraz będzie bardziej czujna. Nie pozwoli już się tak zaskoczyć.
<***>
Czas wciąż płynie. Nigdy nie stoi w miejscu i choć z tego powodu porównywany
jest do rzeki, wcale nią nie jest. Czas jest morzem. Rzeka ma swe ujście i swój
początek, a czas? Nie ma ani jednego, ani drugiego; widzisz tylko jego wody,
które sięgają po horyzont i jeszcze dalej.Na środku tego morza znajduje się wyspa. Międzyczas. Tam nie istnieją zegarki, nie istnieją godziny, nie istnieją minuty ani sekundy. Tam czas stoi.
Całą wyspę pokrywa gęsta sieć labiryntu, z którego wszystkie wyjścia prowadzą w to samo miejsce. Do Kryształowego Pałacu.
W artystycznie rżniętych kryształowych ścianach załamuje się odbijane przez Morze Czasu światło księżyca wiszącego dumnie na granatowym niebie pokrytym migoczącymi gwiazdami. Ten pałac cały skąpany jest w magii. Ach! Ileż bali, spisków i skandali widziały te mury! I chociaż wydaje się, że powinny one zostawić plamę na krysztale, pałac wciąż trwa w swej nieskazitelności. Czysty i niewinny, niczym młode serce.
Już widziany z daleka, Kryształowy Pałac robi ogromne wrażenie, a gdy się wejdzie do środka... wprost nie można złapać tchu. Lustrzana posadzka odbija delikatne światło rzucane przez kryształowe żyrandole, umieszczone przed każdą z dwunastu srebrnych kolumn. Szerokie schody wyrzeźbiono tak bogato, z taką starannością, że można by przypuszczać, iż sama matka natura maczała palce w ich stworzeniu i pokryła je szronem. Kolumny podtrzymywały galerię, na której znajdowała się orkiestra. Całość zdawała się tak lekka i delikatna, że niemal nierealna.
Ogromną salę już wypełniali zaproszeni goście. Wiele par przechadzało się, niespokojnie wyczekując gospodarza i jego towarzyszki, inni wymieniali się zasłyszanymi na jej temat plotkami (a tych było niewiarygodnie wiele) i co i rusz zerkali na schody.
Trzeba przyznać, że było to wyjątkowo barwne towarzystwo. Wiele ras mieszało się na tej sali przez tę jedną jedyną noc. Nawet jeśli toczyli otwartą wojnę, na dziś zawieszali broń. Chociaż… czy można mówić o jakimkolwiek „dziś” w Międzyczasie? Wracając do gości, nie brakowało tu nikogo, kto w swoim środowisku zajmował wysoką pozycję. W doskonałej grze pozorów wymieniali fałszywe uśmiechy i sprzyjali sobie, starając się wyciągnąć jak najwięcej informacji, by po tej nocy wykorzystać je przeciw sobie, przez co nieustannie na sali rozbrzmiewał melodyjny śmiech kobiet i szmer prowadzonych szeptem rozmów.
Jednak umilkły i śmiechy i szepty, gdy na szczycie schodów pojawił się gospodarz. Mężczyźni przyklęknęli na jedno kolano, a kobiety skłoniły się nisko.
Lucyfer zszedł na dół, po czym powitał gości i pozwolił im się podnieść. I jak gdyby nigdy nic, podszedł do swego tronu i usiadł na nim, obojętnym wzrokiem przyglądając się towarzystwu. Przez tłum przebiegały zadawane ściszonymi głosami pytania: „Gdzie Niszczycielka?”, „Czyżby miała się nie pojawić?”. Teraz już nikt nie zajmował się plotkami. Z niepewnością rozglądali się po sali i ukradkiem zerkali na Lucyfera. Widząc to, Władca Piekła uśmiechnął się pod nosem.
Po chwili na szczycie schodów ukazała się jasna postać. Suknia barwy świeżego śniegu idealnie kontrastowała z ciemnymi kreacjami zaproszonych kobiet. Wszyscy na nowo skłonili się bądź uklęknęli, czekając, aż owa olśniewająca istota zejdzie na dół. Nieznacznie unosili głowy, by choć przez chwilę móc przyglądać się niezwykłej gracji z jaką się porusza. Lucyfer podniósł się i podszedł do dziewczyny, wyciągając w jej kierunku rękę. Bez wahania podała mu swoją drobną, jasną dłoń.
-Moi szanowni goście, podnieście wzrok, bo oto przedstawiam wam od tak dawna wyczekiwaną Niszczycielkę!- oznajmił i gestem nakazał im wstać.
Na krwistoczerwone usta Aiki wypłynął beznamiętny uśmiech. Czuła na sobie dotyk kilkudziesięciu par oczu. Przez tłum przebiegły szepty, w których goście wyrażali swój zachwyt. Kiyokuro szybkim spojrzeniem zlustrowała zgromadzonych. Uśmiechają się z zachwytem, z szacunkiem kiwają głowami, gdy natrafi na nich mój wzrok... a z ich oczu bije zawiść. pomyślała. Ale nie myślała o nich z pogardą. Fałsz jakim się otaczali, ta gra pozorów… fascynowały ją i zamierzała wziąć w tym udział.
-Ale na cóż czekamy? Bawcie się moi drodzy! Bawcie się, gdyż taka noc długo się nie powtórzy!- Lucyfer dał znak znajdującej się na galerii orkiestrze, która rozbrzmiała jednym z najpiękniejszych walców jakie przyszło słyszeć zgromadzonym.
Władca Piekła skłonił się nieznacznie, prosząc Niszczycielkę o taniec. Dziewczyna z wdziękiem godnym dziewiętnastowiecznej damy dygnęła i pozwoliła porwać się do tańca. Biała suknia zawirowała, migocząc w przygaszonym świetle, a pięknie zdobiony gorset mienił się niczym gwiazdy lśniące na nocnym niebie. Wokół nich wirowały dziesiątki par, na które Aika nawet nie raczyła spojrzeć.
-Czy coś jest nie tak?- spytał cicho, wpatrując się w Aikę z uwagą.
Szatynka uśmiechnęła się tylko i pokręciła głową. Rzeczywiście, coś było nie tak. Miała dziwne wrażenie, że coś się wydarzy. Ale co? Tego nie wiedziała i dlatego nie chciała wspominać o tym Lucyferowi.
Przy kolejnym obrocie przyciągnął ją bliżej siebie niż wypadało i szepnął:
-Wyglądasz zniewalająco.
Uśmiechnęła się delikatnie. Patrzył jej głęboko w oczy, sprawiając, że jej serce wybijało szybki, nierówny rytm, a przez ciało przeszedł dreszcz. Na pewno to zauważył. Inaczej nie uśmiechałby się teraz w ten szczególny sposób... Aika zacisnęła zęby i odchyliła delikatnie głowę, by nie patrzeć w te jego przeszywające duszę na wskroś oczy.
-A ty się ciągle opierasz...- wymruczał jej do ucha, łaskocząc ją oddechem.
Prędzej skonam, niż się poddam. pomyślała.
-Zakładam, że wszyscy twoi goście, oprócz wysokiej pozycji, mają również doskonały słuch.- odpowiedziała, wysilając się na spokojny ton.
-Nie uciekaj od tematu. Już niedługo ktoś otworzy ci oczy i przekonasz się, że w mroku czai się nie tylko ból, cierpienie i nienawiść, ale również niebywała rozkosz. A tym kimś będę ja.
-Grozisz mi?- spytała z kokieteryjnym uśmiechem.
-Przysięgam ci to.- w jego szarych tęczówkach zatańczyły niebezpieczne iskierki.
Orkiestra powoli przycichała, aż całkowici umilkła. Diabeł podziękował jej za taniec, po czym w ułamku sekundy rozpłynął się w powietrzu. Przeklęła go w duchu za to, że zostawił ją samą i rozejrzała się wokół. Z zaskoczeniem spostrzegła wyciągniętą w jej kierunku dłoń.
-Czy mogę prosić o taniec, Aika-sama?- spytał stojący przed nią mężczyzna.
W pamięci przywołała obraz listy gości i natychmiast rozpoznała jego twarz. Był to Tadao Takeda, przewodniczący Starszyzny. Z tego, co słyszała od Hurmiz, był to bardzo potężny i wpływowy mężczyzna, rządzący twardą ręką swymi poddanymi. Posłała mu subtelny uśmiech.
-Pan, panie Takeda, zawsze.- odparła i dygnęła, podając mu swoją dłoń, którą ujął dworskim gestem.
Melodia na nowo rozbrzmiała z galerii.
-Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo cieszymy się z twego nadejścia, Aika-sama. Nigdy nie zwątpiliśmy w przepowiednię wieszczki.- oznajmił, patrząc jej w oczy.
Uśmiech nie schodził jej z ust. Skinęła głową, z wdzięcznością wpatrując się w niego.
-Cała Starszyzna stoi za tobą murem.- zapewnił.
A gdy zrobię coś nie po waszej myśli, wbijecie mi nóż pod żebra. pomyślała i była pewna, tego, że to prawda. Pogromcy... powiedz mu o Pogromcach...- wyszeptał głos w jej myślach. Ale... dlaczego? Co to da? spytała ze zdziwieniem, z trudem zachowują beznamiętny wyraz twarzy. Nie pytaj... Zrób to...- odszepnął i zamilkł. Aika wzięła głębszy oddech i na szybko ułożyła plan całej konwersacji.
-Czuję się zaszczycona, panie Takeda. Naprawdę, niezmiernie miło słyszeć mi takie słowa, zwłaszcza w sytuacji w jakiej się teraz znalazłam.- w jej ostatnich słowach pobrzmiewał smutek.
Kącik jego ust niedostrzegalnie drgnął i pewnie nikt nie zwróciłby na to uwagi, lecz nie umknęło to Aice. Nie wiedziała, czy nie posuwa się za daleko, ale... czuła, że musi tak zrobić. W końcu Szept się nie mylił, prawda? A poza tym, to nie miała nic do stracenia.
-Czyżby coś cię trapiło, Aika-sama?- spytał z fałszywą troską.
Kiyokuro uśmiechnęła się z odrobiną smutku.
-Czułabym się okropnie, psując panu zabawę. Panie Takeda.- delikatnie pokręciła głową.
-Ależ Aika-sama! Nie mógłbym bawić się w najlepsze, wiedząc, że jest coś, co cię martwi.- odrzekł z oburzeniem, przypatrując się jej z tą samą fałszywą troską.
-Dobrze.- niechętnie skinęła głową- Mam jednak nadzieję, iż wszystko zachowa pan dla siebie.- powiedziała, z ufnością patrząc mu w oczy- Ale nie teraz. Zbyt wiele oczu nas obserwuje.
Mężczyzna skinął głową. Taniec właśnie dobiegał końca, lecz nim ktokolwiek zdążył do niej podejść, Takeda poprowadził ją na jeden z licznych balkonów.
Roztaczał się stąd widok na labirynt i Morze Czasu, lecz nie można było ujrzeć księżyca. Szatynka zadrżała, gdy chłodny wiatr musnął jej odkryte ramiona. Takeda, zauważywszy to, zdjął marynarkę.
-Czy mogę?- spytał, a gdy dziewczyna skinęła głową, delikatnie ją okrył.
Usiedli obok siebie na niewielkiej sofie. Wampir wpatrywał się w nią wyczekująco, jak drapieżnik, czekający na kolejny ruch ofiary. Aika rozejrzała się wokół, po czym, zniżając głos do konspiracyjnego szeptu, rzekła:
-Chodzi o Pogromców.
Skinął głową. Czekał na jej następne słowa, lecz Kiyokuro wciąż się wahała. I to nie była tylko gra. Co ją w ogóle podkusiło, by opowiadać mu o tym? Niby nie ma nic do stracenia, jednak... czy to aby nie zbyt śmiałe posunięcie? Chociaż... nie ma już odwrotu. Skoro to zaczęła, to musi dokończyć. Przygryzła wargę.
-Nie mogę wyjść z domu, by nie czuć na sobie ich wzroku.- wyszeptała i nachyliła nieco w jego kierunku- Mało tego, ostatnio... ostatnio próbowali mnie zabić.
Pokiwał głową. Zastanawiał się nad jej słowami. Czy Takami był aż tak głupi, by chcieć się jej pozbyć? Jej matka, powołana przez Niebiosa, nieprzeciętnie utalentowana Pogromczyni, była jego dumą. Niszczycielka z pewnością odziedziczyła wiele jej cech, dzięki czemu z powodzeniem mógł wcielić ją do swego Legionu... Czy też może to ta jego obsesja na punkcie tępienia zła? Czy przez nią chciał zniszczyć dziewczynę-broń stworzoną na samym dnie Piekła? Przyjrzał się uważniej zielonookiej i choć spodziewał się, że przejrzy ją od razu, pomylił się. Nie mógł do końca jej rozgryźć. Jej aura... ponoć jeszcze niedawno przypominała anioła, ale teraz? Niby wciąż lśniła niewinnością, ale czuć w niej było mrok. Jakby wkradał się w jej duszę i powoli, konsekwentnie niszczył jej biel. Spojrzenie Niszczycielki było jasne i typowe dla młodych serc, lecz jeśli na jej ustach błąkał się uśmiech, miał on w sobie coś tak niepokojącego, że mężczyzna zastanawiał się, czy aby na pewno nie ma do czynienia z demonem. Jednego był pewien: jej nie można ufać. Tak, czy siak, na pewno nie zamierzał pozwolić Takamiemu jej zabić. Nie zniósłby takiego marnotrawstwa.
-Jak już mówiłem, możesz na nas liczyć, Aika-sama. Postaramy się, by już więcej cię nie niepokoili.- uśmiechnął się łagodnie.
Aika odpowiedziała mu wdzięcznym i pełnym ulgi uśmiechem. Kiedy ten Szept przestanie ją zaskakiwać?
Melodia, którą na balkonie doskonale było słychać, przycichała, dzięki czemu oboje mogli usłyszeć zbliżające się do nich kroki. Dziewczyna powoli odwróciła głowę z delikatnym uśmiechem i gdyby nie fakt, że miała świadomość, iż Takeda wciąż ją obserwuje, mina natychmiast by jej zrzedła, bo oto na balkonie pojawił się we własnej osobie, Haruo Sora.
-Tadao-san, mam nadzieję, że zdołasz mi wybaczyć, iż mam zamiar pozbawić cię towarzystwa naszej olśniewającej gospodyni.- rzekł z uśmiechem.
Aika przyjrzała mu się dokładnie. Zielone tęczówki z jakimś dziwnym i tajemniczym błyskiem, delikatne zmarszczki wokół oczu, pojawiające się podczas uśmiechu i dodające mu charakteru, kasztanowe włosy w delikatnym nieładzie, które jego dostojnej postaci nadawały chłopięcego uroku... co tu dużo mówić, był przystojny jak diabli!
-Oczywiście.- skinął głową, uśmiechając się uprzejmie.
-W takim razie, czy podarujesz mi następny taniec, Aika-sama?- spytał, przeszywając ją zdecydowanie zbyt śmiałym i zbyt głębokim spojrzeniem.
Podniosła się w tym samym czasie, co Takeda i oddała mu mu marynarkę, dziękując za jej użyczenie. Zrobiła dwa kroki w stronę zgiętego w niezbyt głębokim ukłonie Haruo i położyła dłoń na jego wyciągniętej w jej kierunku ręce, po czym bez słowa ruszyli na salę.
-Przede wszystkim, przepraszam.- szepnął jej na ucho.
Nim zdążyła odpowiedzieć, dźwięki muzyki na nowo wprawiły dziesiątki par w wirowanie. Haruo prowadził pewnie. Nie wahał się ani chwili, doskonale wiedział, co ma robić, a przy tym nie odrywał od niej spojrzenia. Nie zamierzała spuszczać wzroku. Pokazać, że się poddała? Nigdy! Patrzyła na niego obojętnie, a przez jej twarz nie przebiegł nawet cień emocji. Sprawiała wrażenie pozbawionej uczuć lalki, podczas gdy jej serce niemal wyrywało się z piersi.
Serce było głupie. Dawało się zwieść byle sztuczką, uśmiechem, spojrzeniem... ale, dzięki Bogu, miała jeszcze rozum, a on nie dawał się tak łatwo omamić. Wiedziała, że to gra. Wiedziała, że jemu zależy tylko na tym, by uległa, bo nie może znieść myśli, że mu odmówiła. Wiedziała, że nie będzie miał skrupułów i że musi mieć się na baczności. Nie da się pokonać i nauczy go, że nie zawsze dostaje się to, czego się chce.
-Nie odezwiesz się do mnie ani słowem?- spytał cicho.
Czy jej się wydawało, czy słyszała w jego głosie nutę irytacji? Kącik krwistoczerwonych ust powędrował ku górze, a chłopakowi odpowiedziało milczenie.
-Aika...- jej imię w jego ustach zabrzmiało jak ostrzeżenie.
-Nie przypominam sobie, żebyśmy przechodzili na "ty".- syknęła z subtelnym uśmiechem na beznamiętnej twarzy.
Jej wzrok przeszył go niczym lodowe ostrze i nic już jej nie odpowiedział. Zadowolona z siebie, odchyliła głowę i skrzyżowała spojrzenie z Lucyferem. Obserwował ją z galerii z zagadkowym uśmiechem na twarzy. Natychmiast odwróciła głowę w drugą stronę.
Po chwili melodia dobiegła końca. Haruo podziękował jej za taniec, po czym odwrócił się na pięcie i zniknął gdzieś w tłumie.
Aika westchnęła cichutko, obserwując z balkonu tańczących. Ta szopka już dawno zaczęła ją nudzić. Wszystko było takie monotonne... Czyżby przeczucia ją myliły? Wydawało jej się, że tej nocy coś się wydarzy, a tymczasem wszystko przebiegało bez zakłóceń. Cieszyła się, że udało jej się wykręcić od dalszych tańców i pogawędek, na których już i tak zmarnowała kilka ładnych godzin. No, może nie do końca zmarnowała, bo udało jej się nieco dowiedzieć o sytuacji, w jakiej obecnie znalazł się świat i jak poszczególne rasy ją wykorzystują. A każda wiedza na ten temat była cenna.
Westchnęła po raz kolejny, wstając z miejsca i wchodząc na salę, by odnaleźć Lucyfera. Ledwie zdążyła zrobić parę kroków, a salę przeszył oślepiający blask. Aika zmrużyła oczy, a gdy to światło zniknęło, ukazali jej się archaniołowie. Nawet nie próbowała ukryć zdziwienia. Co oni tu robili? Nim zdążyła się dobrze zastanowić, obok niej pojawił się Lucyfer. Objął ją w talii jakby bał się, że straci ją za sprawą archaniołów.
-Uriel, Michał! Co was, moi drodzy bracia, sprowadza?- spytał z ociekającym fałszem uśmiechem.
-Wiesz, braciszku, nasze zaproszenia gdzieś się zapodziały, ale nie czuj się winny. To z pewnością ta wasza poczta.- odpowiedział Uriel, obdarzając go uśmiechem.
Żaden z zaproszonych nie wydał z siebie nawet dźwięku. Wszyscy w ciszy przyglądali się niespodziewanym gościom. Archanioły na balu Lucyfera... tego jeszcze nie było!
Lucyfer przymknął oczy.
-W takim razie jest mi niezmiernie przykro.- oznajmił, po czym życzył im dobrej zabawy i odwrócił się, by odejść, wciąż obejmując Niszczycielkę.
-A może dasz nam zatańczyć z gospodynią?- odezwał się Uriel.
Władca Piekła zatrzymał się w pół kroku. Mięsień na jego twarzy drgnął, a dłoń na talii dziewczyny zacisnęła się w żelaznym uścisku. Wziął nieco głębszy oddech i obrócił się wraz z Aiką.
-Oczywiście.- odparł z uśmiechem i puścił Niszczycielkę.
Aika posłała mu pytające spojrzenie. "Oczywiście"? I tyle? Od tak sobie pozwolił jej iść? Nie bardzo chciała w to wierzyć, ale nie miała czasu się nad tym zastanawiać. Kiedy przyzwalająco skinął głową, ruszyła w stronę Uriela. Obejrzała się jeszcze przez ramię, lecz po Lucyferze nie było śladu.
Gdy orkiestra wznowiła grę, a Uriel odprowadził ją wystarczająco daleko, by miała pewność, iż nikt nie rozróżni jej słów, zapytała:
-Co wy tu robicie?
-Michał chciał zobaczyć, jak się trzymasz. No, a poza tym, nigdy nie zaszkodzi sprawdzić, co wyczynia ta piekielna hołota z naszym kochanym braciszkiem na czele.- prychnął i pokręcił głową.
Kiyokuro uśmiechnęła się pod nosem. Nie miała pojęcia, jakim cudem ktoś z takim charakterem jest archaniołem. Przecież to chodząca złośliwość! W przeciwieństwie do Michała... Michał był ucieleśnieniem dobra, wyrozumiałości i miłości. Patrząc mu w oczy, czuło się taki wewnętrzny spokój i miało się poczucie bezpieczeństwa. Rozejrzała się ukradkiem po zebranych, lecz nigdzie nie dostrzegła drugiego archanioła.
-A gdzie on się podział?- zapytała cicho.
-Wtopił się w tłum.- odpowiedział, obracając ją wokół jej osi.
Aika uniosła pytająco brew. Archanioł Michał i wtopienie się w tłum? Czy to w ogóle było możliwe?
-Nie mam pojęcia jak on to robi... - powiedział jakby czytał jej w myślach.
-A to ty tak nie umiesz?- podniosła na niego ciekawskie spojrzenie.
Burknął coś pod nosem i oznajmił z pretensją:
-Nie umiem. A on mi nie chce powiedzieć jak to się robi, samolub jeden!
Otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale natychmiast je zamknęła, gdyż zabrakło jej słów. I to jest archanioł?!
-Zazdrość to grzech, mój drogi Urielu.- tuż obok nich rozbrzmiał głos Michała.
Zatrzymali się i wraz z Michałem odeszli nieco na bok, odprowadzani spojrzeniami gości.
-Jak się czujesz?- spytał, wpatrując się w nią z uwagą.
-Dobrze.- odparła i uśmiechnęła się lekko.
Bo co mu będzie opowiadać o tym, że próbowali ją zabić w jej własnym domu, prześladuje ją Niszczyciel, który chce się z nią ożenić, a człowieczeństwo ulatuje z niej w zabójczym tempie? Michał przez długi czas patrzył jej w oczy, po czym westchnął i pokręcił głową ze smutkiem, szepcząc:
-To cię pochłania...
Aika odwróciła głowę w drugą stronę. Jakbym sama o tym nie wiedziała... pomyślała, przygryzając wargę
-Aika, posłuchaj mnie... nie możesz się temu poddać, rozumiesz? Walcz z tym. Tak długo, jak tylko zdołasz.
"Walcz". Łatwo powiedzieć, ale jak miała z tym walczyć? Pokręciła głową. Tego pewnie nikt jej nie powie, sama musi znaleźć sposób.
-Nic nie obiecuję, ale postaram się.- powiedziała cicho.
-A tak poza tym, uważaj na Pogromców. Kiedy Takami dowiedział się o śmierci tamtego Pogromcy, wpadł w szał.- rzekł Uriel, po czym szybko dodał- Nie to, żebym cię lubił, czy coś... ot tak ostrzegam, dla czystego sumienia.
Posłała mu delikatny uśmiech i wzdrygnęła się lekko. Poczuła na plecach spojrzenie. Wiedziała, że to Lucyfer. Nikt inny tak jej nie przeszywał wzrokiem.
-A co mam powiedzieć Lucyferowi?
-Prawdę. Przyszliśmy sprawdzić, co on tu wyprawia, a przy okazji chcieliśmy sprawdzić, czy wszystko z tobą w porządku.- odpowiedział jej Michał- O Pogromcach nie wspominaj.
Zastanawiała się, dlaczego kazał jej to przemilczeć, ale o nic nie zapytała. Po co sobie dokładać jeszcze więcej zmartwień?
<***>
Zapatrzyła się w mieniące się srebrem Morze Czasu. Maleńkie łódeczki, na
których znajdowali się goście dzisiejszego balu, coraz bardziej oddalały się od
Międzyczasu.Westchnęła ciężko. Była już tym zmęczona. Marzyła tylko o tym, by zrzucić z siebie ciężką suknię, cisnąć w kąt wysokie obcasy i pozbyć się przyprawiającej o ból głowy fryzury.
-I po balu.- usłyszała za swymi plecami.
Opierając się o balustradę, odwróciła się do Lucyfera.
-Całe szczęście. Kolejnej godziny bym nie zniosła.- westchnęła ciężko
Brunet uśmiechnął się delikatnie i podszedł jeszcze bliżej.
-Właściwie, to na Ziemi nie minęła ani minuta.
-No tak, zapomniałam.- posłała mu uśmiech.
W końcu to Międzyczas. Tu czas nie płynie.
-O co chodziło naszym niespodziewanym gościom?
Wiedziała, że o to zapyta. Wzruszyła ramionami i z obojętnością rzuciła:
-W sumie, to o nic. Sprawdzali tylko, co tu się dzieje i czy ze mną wszystko w porządku.
-Och, jacy oni troskliwi.- skrzywił się lekko i objął ją delikatnie w pasie.
Znowu wzruszyła ramionami. Już nie miała siły rozmawiać. Chciała tylko móc się położyć i w spokoju przespać kilka godzin. Przymknęła oczy i odchyliła głowę w tył. Poczuła chłodną dłoń Lucyfera, gładzącą jej policzek. Może i spróbowałaby się opierać... ale była tak zmęczona, że nie miała nawet siły podnieść ręki.
-Dobranoc.- szepnął jej tuż przy samym uchu.
Poczuła, że odpływa w ciemność. Jakby wpadła w wody nieruchomego Morza Czasu...
<***>
Witam!
Tak... zacznijmy może od tego, że przepraszam za zwłokę! Rozdział miał być wczoraj, ale wyszło jak wyszło... No nic! "Wielki bal u Szatana" dedykuję Ayi, Kao, Kiran i Suzu. Dziękuję za miłe komentarze, Dziewczęta!
Taaak... Miałam zawiesić bloga, by móc poprawić poprzednie rozdziały, żebym nie musiała się ich wstydzić... ale KTOŚ mi skutecznie wjechał na psychikę i z zawieszania nici.
Pozdrawiam i do zobaczenia- Andzik
Melduję, że przeczytane, ale konkretny komentarz napiszę dopiero za jakiś czas. Rozdział cudny (Haruo najlepszy xD), aczkolwiek cierpię na brak Hiroshiego </3
OdpowiedzUsuńCo do zawieszenia, wiesz już, co o tym myślę... Liczę na to, że nie będziesz robiła głupot :P Pozdrawiam i życzę weny, ot co!
Nie ma pośpiechu :*
UsuńCieszę się, że rozdział się podobał! :D
Z tego co widzę, to wszyscy cierpią na brak Hiroshiego (a nie było go tylko raz!) xD
Nie, nie będę robiła głupot. Na pewno... to jest, chyba, bo ze mną nigdy nic nie wiadomo :P
Pozdrawiam- Andzik
Dziwne by było, gdyby się nie podobał, ale wątpię, by coś takiego mogło się zdarzyć xD
UsuńRaz? Mam wrażenie, że od wieków go nie ma, a od 2-3 rozdziałów to już na pewno ;_; (*gada do niestety-nieistniejącego-Hiroshiego* Nie martw się, skarbie, ja o tobie pamiętam! <3)
Miej się lepiej na baczności! :D
Jejku, tak bardzo jestem spóźniona z komentarzem T^T Przepraszam, ale nie miałam czasu, by napisać go wcześniej *wzdycha* Nie wiem, na ile się rozpiszę, więc jeśli będzie zbyt krótko, to z góry przepraszam.
UsuńOch, no i na wstępie mamy kolejny ładny opis! Do takiej kawiarenki jak „Maleńka” z chęcią bym się wybrała! (Opowiadaniowej Ayi też by się mogła spodobać, niech Aika ją tam zaciągnie *chichocze*) Swoją drogą, urocze miejsce na randkę… :D I w sumie jak na potwierdzenie tych słów wpada Haruo! (Tak, wiem, że to nie randka, ale mam nadzieję, że widzisz powiązanie. xD) Nie no, ten chłopak mnie rozbraja, naprawdę! Wybacz, lecz doprawdy nie jestem w stanie go nie lubić, no po prostu nie da się! Jest tak czarująco wkurzający… xD Oczywiście w prawdziwym życiu zamordowałabym takiego gołymi rękoma, NO ALE… :D
„Może to moje uczucia względem ciebie przywiodły mnie przed twe oblicze?” - ten tekst skojarzył mi się ze słowami Tamakiego, gdy Cię uratował („Jak się tu znalazłeś?//- Ach, przybyłem na skrzydłach miłości.” xD) -> tych dwóch wariatów chyba byłoby w stanie się dogadać xD Dobrze, że „są z innych bajek”, bo inaczej by się o Aikę pobili xD
Co do tego aktorstwa Haruo… Czy ja wiem, czy on gra? Coś takiego można powiedzieć o Yoshiro, który wiecznie zgrywa grzecznego, zakochanego chłoptasia, ale Haruo jest inny… Mam wrażenie, że on ma po prostu taką rąbniętą osobowość. Ale oczywiście jasnowidzem nie jestem i nie wiem, cóż zaplanowałaś w jego kwestii (no dobra, w innych też, ale nie wnikam, bo stanę się jeszcze bardziej nieznośna xD Już i tak pewnie masz dość mojej obsesji na punkcie Hiroshiego xD A może nie? *zastanawia się, bo ją samą cieszy zainteresowanie czytelników wymyślonymi przez nią postaciami*).
„Niszczyciel uśmiechnął się niczym mały łobuz, który właśnie został przyłapany na próbie podwędzenia dopiero co upieczonych ciasteczek z kuchni. Wyglądał przy tym tak uroczo, że szatynka nie mogła powstrzymać uśmiechu, lecz natychmiast zbeształa się za to w duchu i przywołała do porządku, mając nadzieję, iż chłopak nic nie zauważył.” - to takie w naszym stylu! Piszę „w naszym”, bo z tego, co zdążyłam zauważyć, w tych sprawach jesteśmy dość podobne xD Kurczę, to jest takie słodkie! Jakoś nie mam większych problemów z wyobrażeniem sobie Aiki i Haruo jako pary ^^ Byliby pewnie NIEMAL (xD) tak uroczy jak Aya i Hiroshi, z tym że ta pierwsza para czasami miałaby problemy ze względu na dumę, pewność siebie i cięty język (zarówno jej, jak i jego, bo jedno i drugie jest dość specyficzne :P), a u drugiej póki co widać pewną walkę pomiędzy pesymizmem i optymizmem (ale, jak mówiłaś, wygrałby Hiroshi i jego pozytywne podejście do życia xD) oraz, niestety, ZBYT MAŁO INFORMACJI na temat tej męskiej (i zdecydowanie ciekawszej oraz bardziej seksownej xD) części parki xD O nie, nie, jak zaczynam ględzić o Hiroshim, to ciężko mi się przymknąć, więc lepiej zrobię to już teraz D: *uzależniona, ale świadoma*
Nie no, zamurowałaś mnie tym pocałunkiem! Niby można było się tego po Haruo spodziewać, ale mimo wszystko byłam zdumiona, pewnie po części z powodu godziny, o której czytałam ten rozdział po raz pierwszy xD Na dodatek ta reakcja Aiki! Jeny, pewnie zachowałabym się podobnie, bo choć do mnie też pasowałoby walnięcie delikwenta w twarz, zapewne wyszłoby na to, iż byłabym tak wstrząśnięta i przerażona, że zwiałabym, gdzie pieprz roście, rycząc po drodze… ;_; Kurczę, Aika była w tej scenie taka prawdziwa… Wielki plus za to! No bo bądźmy szczere, ona w pewnej mierze troszkę zgrywa taką twardą, tak naprawdę to dość wrażliwa dziewczyna z masą problemów na głowie. Na dodatek jest młodziutka… Nic dziwnego, że tak zareagowała, bidulka! Q.Q Reakcja Haruo, choć oszczędnie opisana, słodka, bo widać, iż mocno przeżył to, co zrobił. Gdyby Aika go walnęła, tak jak trzeba było to zrobić, pewnie dalej zachowywałby się jak idiota, a tak… Wreszcie coś go poruszyło i wygląda na to, że odczuł jakieś wyrzuty sumienia po takim niestosownym zachowaniu :/
No i znów mistrzowski opis miejsc! Kochana, jesteś w tym naprawdę świetna, nic, tylko pozazdrościć! O ile nad paroma rzeczami warto jeszcze popracować, o tyle w opisach tego typu oraz w trafnych i doprawdy błyskotliwych ripostach w dialogach jesteś niesamowita. Możesz być z siebie dumna! :) Swoją drogą, mamy słynny Międzyczas… :D
UsuńAch, bal elit - jak zwykle przesiąknięty obłudą! Doprawdy szlag by mnie trafił w takim miejscu już po paru minutach!
Aika musiała wyglądać zniewalająco. Nad Lucyferem zachwycać się nie będę, bo w moich odczuciach co do niego nic się nie zmieniło i nadal go nie lubię. A Aika… No proszę, nieźle zagustowała w pełnym fałszu świecie. Ja bym chyba tak nie mogła. Zbyt mocno nie znoszę kłamstw i obłudy, choć z drugiej strony, jakby nie patrzeć, gdzie by się człowiek nie znalazł, tam ma z tym do czynienia. Świat, czy to wymyślony i fantastyczny jak ten, czy też prawdziwy, przesiąknięty jest fałszem. Smutne, ale prawdziwe.
Pff, Takeda, ten „mój” przebrzydły ziomek, który dał „mi” tylko dwa miesiące >.< Że też dał się podejść Yoshiro, idiota >.<
„Nie zamierzała spuszczać wzroku. Pokazać, że się poddała? Nigdy! Patrzyła na niego obojętnie, a przez jej twarz nie przebiegł nawet cień emocji. Sprawiała wrażenie pozbawionej uczuć lalki, podczas gdy jej serce niemal wyrywało się z piersi. Serce było głupie. Dawało się zwieść byle sztuczką, uśmiechem, spojrzeniem... ale, dzięki Bogu, miała jeszcze rozum, a on nie dawał się tak łatwo omamić. Wiedziała, że to gra. Wiedziała, że jemu zależy tylko na tym, by uległa, bo nie może znieść myśli, że mu odmówiła. Wiedziała, że nie będzie miał skrupułów i że musi mieć się na baczności. Nie da się pokonać i nauczy go, że nie zawsze dostaje się to, czego się chce.” - no znowu jakbym czytała o sobie (albo przynajmniej o bardziej pewnej siebie wersji siebie)! Brawo, Aika, tak trzymaj *odzywa się feministka, ale romantyczka jej przerywa, prosząc, by trochę się opamiętała i dała sobie szansę na miłość*
No, no, przez chwilę Haruo pokazał nieco ostrzejszą wersję siebie, ale Aika szybko go zgasiła xD A co, niech nie myśli, że z dziewczynami można tak łatwo wygrać! Kurczę, czuję, że co chwila przeczę samej sobie. Z jednej strony jestem za paringiem Aika&Haruo, z drugiej zaś wkurza mnie to, iż faceci co rusz dostają to, czego chcą T^T
„(…) udało jej się nieco dowiedzieć o sytuacji, w jakiej obecnie znalazł się świat i jak poszczególne rasy ją wykorzystują. A każda wiedza na ten temat była cenna.” - tu na przykład zabrakło mi wgłębienia się w temat. Dużo u Ciebie ras, postaci i tak dalej, więc od czasu do czasu przydałoby się napomknięcie o tym, co kto robi, jak i dlaczego, że się tak w skrócie wyrażę xD
Archaniołowie są nieźli, ale mimo wszystko dalej irytuje mnie wkręcanie spraw i postaci związanych z religią do tego typu opowiadań. Lepiej by się czytało na przykład o bogach z mitologii japońskiej ^^ No ale trudno, już nie narzekam. W każdym bądź razie mam nadzieję, że Aika się nie podda i będzie walczyła z tym napełniającym ją powoli mrokiem…
Heh, chyba każdy po balu pada tak jak Aika, o jakim opowiadaniu nie byłaby mowa xD Ale i tak podziwiam wszelakich bohaterów naszych wymysłów za to, iż tyle wytrzymują, ja bym umarła w ciągu pierwszej godziny :D
Podsumowując, rozdział bardzo udany (choć - wiem, że się powtarzam - brakuje Hiroshiego <3 *ogniki w oczach*
Buziaki! :*
No i nadciągam z komentarzem :D Uprzedzę, że nie będzie jakoś mega długi, bo już nie mam za wiele czasu, a multum go straciłam podczas pisania komentarza dla Ev, który w połowie mi wcięło jak komputer mi się wyłączył :P
OdpowiedzUsuńZacznę od tego, że fajnie opisałaś tę kawiarenkę. I jesteś już kolejną osobą, której zazdroszczę opisywania miejsc akcji, o późniejszym fragmencie rozpoczynającym bal już nawet nie wspomnę, bo zapadam się pod ziemię ze wstydu, że nigdy tak niczego nie opiszę :/ No i przyszedł Skarb! Jeny, jego każdy lubi (prócz Ciebie :P ). Haruo jest tak uroczy, że to powinno być zakazane :P Poniekąd przypomina mi Tamakiego, więc tym bardziej powinnaś go polubić :P Coś myślę, że Aika stara się na siłę siebie okłamywać z tym całym aktorstwem Haruo, bo gdzieś głęboko czuje, że to wcale nie jest takie udawane ;) To przykre, że go tak odrzuca, ale nie byłoby logiczne, patrząc na jej charakter, gdyby robiła inaczej. ” Niszczyciel uśmiechnął się niczym mały łobuz, który właśnie został przyłapany na próbie podwędzenia dopiero co upieczonych ciasteczek z kuchni. Wyglądał przy tym tak uroczo, że szatynka nie mogła powstrzymać uśmiechu, lecz natychmiast zbeształa się za to w duchu i przywołała do porządku, mając nadzieję, iż chłopak nic nie zauważył.” No po prostu urzekł mnie ten fragment! Mały łobuz <3 Jeeeeny! W dodatku- nie dziwię się kelnerce, sama bym spłonęła rumieńcem przy takim słodziaku! Chociaż nie, szybciej bym się na niego rzuciła xDD Wszystkie gesty Haruo są takie dostojne, eleganckie i moim zdaniem niewymuszone. Aika na siłę (!) się dopatruje gry. Gnębi mnie to, jaki w rzeczywistości jest Haruo, bo wciąż myślę, że taki właśnie jest, ale ciekawi mnie jego zachowanie na neutralnym terenie, kiedy nie ma obok Aiki. No! I nie dziwne, że nie odsunęła się jak ją pocałował. Kto by się odsuwał? :D (Ja nie!) Ale takie zachowanie? Miał nadzieję na jakiś łomot (masochista jeden), a jeszcze wywołała w nim poczucie winy xD Serio musiała wyglądać jak zbity pies :P
I głupota głównej bohaterki powraca xD Wmawiaj sobie, wmawiaj! Ale każda dziewczyna w tym wieku chciałaby chłopaka, który by tak o nią zabiegał (szczególnie kiedy jest taki przystojny xd). Aika próbuje się nie dać, ale ciekawe jak jej to wyjdzie. Właśnie się zastanawiam i stwierdzam, że Haruo i Lucek są jakby symbolami dwóch światów. Znaczy pominę teraz fakt, iż Haruś jest Niszczycielem, wezmę pod uwagę w jego przypadku bardziej charakter. O takim Haruo marzyłaby każda ludzka dziewczyna. Miły, sympatyczny, rozgadany, pewny siebie, ale też widać, że umiałby być troskliwy (chociażby scena pocałunku- jak zachował się później, jak przeprosił itd.). A Lucek taki bad boy, ale z wyższych sfer. Jest zagrożeniem, ale kontakty z nim mogą być meega wpływowe. Z jednej strony można się go bać, z drugiej ten strach pociąga. Pytanie tylko jakiej cząstki- ludzkiej czy tej nadnaturalnej, jest w Aice więcej? ;) Wiem, to takie głupie rozkminki, ale jakoś mnie tak naszło :P
UsuńO opisie pałacu, wnętrza i Morzu Czasu nie wspominam, bo się popłaczę z kompleksów xd Ale chylę czoła! Denerwuje mnie tylko, że czcionka nagle się zmniejszyła, co rani rani moje oczy xd Szczególnie, że czytałam wieczorem, gdzie mój wzrok jest już na wykończeniu ;P Aika w tym fragmencie jest taka… diaboliczna. Zadziwia mnie to jak ta dziewczyna jest w stanie grać. Jeszcze dzień wcześniej była roztrzepaną nastolatką przeżywającą pocałunek a tutaj jest jadowitą kobietą, która toruje sobie drogę ku niewiadomo czemu… Przeraża mnie czasami. Lucuś średnio na nią działa -.- I chociaż mówi, że nie podda się mu, to chcąc nie chcąc trochę to robi. On też siebie nagina. To jak patrzyć na walkę dwóch domina torów, który pierwszy się podda…
Tego Takedy jakoś nie lubię. Cała ta Starszyzna wieje mi po prostu obłudą. Więc niezbyt wierzyłabym w jakieś ich obietnice… Jak myśli Aika- będą mili tak długo, jak będzie im ona potrzebna. Żałosne -.- (chociaż gest z marynarką był godny dżentelmena :P )
UsuńNo i biedny Haruo wraca na scenę. Żal mi go strasznie… Aika tak bardzo obojętna, że aż strach. Ale taką maskę przywdziała na ten wieczór… „Serce było głupie. Dawało się zwieść byle sztuczką, uśmiechem, spojrzeniem... ale, dzięki Bogu, miała jeszcze rozum, a on nie dawał się tak łatwo omamić.” Posłuchałaby tego serca, to ono zazwyczaj ma rację xD I niech tak Bogu nie dziękuje, będąc na balu u Lucyfera ;) Jest mi naprawdę żal Haruo. Ale w tym fragmencie widać, że chłopak ma swoje granice. W końcu ile można pozwolić jeździć po sobie jak po gównie? Jeny… Nie dziwię się, że nie ciągnął rozmowy. Chciał jakoś przeprosić, zagadać, a został jedynie odepchnięty… A takich to ze świecą szukać… jeszcze umie tańczyć?! Czego chcieć więcej do szczęścia? -.-
Na tym powoli bym kończyła. Rozdział bogaty w opisy i naprawdę Ci ich gratuluje. Dodatkowo ogromny plus za obecność (tak dużą) Haruo, bo dodał temu rozdziałowi charakteru. Zauważyłam, że pominęłam fragment Aniołów xd tak bardzo skupiłam się na Harusiu xd Powiem tylko tyle, że jak na anioła to ten jeden jest mega zabawny :D Ale fajnie to pokazuje, że nawet święci święci nie są, w takim znaczeniu, w jakim my, śmiertelnicy sobie to wyobrażamy. Generalnie brakowało mi w tym rozdziale reszty bohaterów, jakoś przyzwyczaiłam się już do tego, że historia Aiki przeplata się z historią Ayi, Hiroshiego, Jonathana czy Fii. A tutaj raczej ubogie grono występowało, ale wiadomo, że i takie rozdziały muszą być :P Dobra, jak zawsze wyszło dłużej niż chciałam, ale niech będzie :P Życzę weny i błagam, nie zawieszaj bloga, bo w takim momencie to faktycznie smutne xd Póki mam czas pisać komentarze to chcę to wykorzystać, bo jak zaczną się studia (o ile zacznę drugi rok), to będzie bardzo bardzo ciężko z jakimkolwiek życiem :P Pozdrawiam i życzę dużo, dużo weny <3
Jeju, jaki rozbudowany komentarz, dziękuję! :*
UsuńCieszę się, że opisy Ci się podobały. A co do Haruo... to może powinnam go lubić, ale nie potrafię. :)
Wiesz, z tym wmawianiem sobie, to może nie do końca tak. Jego matka zaplanowała, że wyjdzie za Aikę, a kiedy ona odmawia, Haruo wpada do szkoły i na siłę próbuje ją przekonać do siebie. Potem jeszcze sypie tekstem, że "źle znosi odrzucenie". Nie pomyślałabyś, że on tylko udaje?
Jaka rozkmina! :D Szczerze, to jakby się tak nad tym zastanowić, to masz rację... ale nie wiem, którego wybierze. Ja bym brała Lucyfera! xD
Dziękuję, choć z tym opisem trochę mnie poniosło ^^" Nie mam pojęcia czemu czcionka się zmniejszyła, ale blogger mnie nie lubi i czasem mi takie numery odwala, przepraszam. Tak, Aika potrafi grać, ale chyba za bardzo nie ma wyjścia, prawda?
Jeny, dlaczego nie możesz po prostu go nie lubić? :D Zgadzam się, ma swoje granice. Duma nie pozwoliłaby mu na więcej :P
Bloga, jak wiadomo, nie zawieszę i postaram się jakoś, żeby weny przybyło!
Jeszcze raz dziękuję za komentarz! :*
Pozdrawiam- Andzik
Wiadomo, każdy by tak pomyślał :) Więc w tym przypadku jej się nie dziwię, chociaż po prostu chciałabym żeby przejrzała na oczy, bo taki skarb ma przed sobą :D Ja bym brała Harusia, bo na dłuższą metę jest bardziej ludzki i opiekuńczy niż Lucek. Tacy źli faceci są fajni na chwilę, póki intrygują. Jak pozna się wszystkie ich tajemnice, stają się po prostu nudni. A Haruo jest głupiutki (tak życiowo- like Tamaki), więc przy takim nie idzie się za długo nudzić :D
UsuńTrzeba go lubić :D Nie da się nie :( Przykro mi, to wyłącznie Twoja wina, że takiego bohatera wykreowałaś :D
Nie mogę się doczekać następnego rozdziału <3
Dzięki za dedyk i za info! :*
OdpowiedzUsuńSorki, że tak późno, ale dopiero przypomniałam sobie, że miałam coś zrobić! I tym czymś było przeczytanie rozdziału!
Ah! Haruo Sora! O proszę, proszę! Jemu naprawdę zależy, czy jest tylko dobrym aktorem, jak powiedziała/pomyślała Aika? Bo na to mi nie wygląda! Poza tym-Aika! Ona... mam wrażenie, że ona zaczyna coś czuć do Sory... Bo przecież powinna strzelić go w pysk po tym jak ją pocałował... Bo to by właśnie zrobiła Aika, a przecież... nie zrobiła.
Potem bal... Lucyfer... przeraża. Serio, jest boski, zniewalający i przerażający.
Potem nasze archanioły... i wtf? Uriel serio jest zbyt wredny!
No a potem znów pojawia się Sora... I tańczy z naszą Niszczycielką. Hm... Naprawdę chcę wejść do jego głowy i przekonać się co on myśli, co knuje...
I jeszcze jedno: gdzie byli Aya i Hiroshi?! Tęsknię za nimi!
Pozdro i weny!
K.L.
Dziękuję za komentarz! :*
UsuńSama chciałabym to wiedzieć ^^"
Twoje wrażenie... chyba nie jest mylne. Chyba. Sama jeszcze nie wiem, ale w powietrzu coś wisi, także może, może... :D
Boski, zniewalający i przerażający. Taki miał być xD
Może kiedyś i zajrzymy do jego główki i dowiemy się czegoś... a zresztą, nie wiadomo. :)
Boże! Raz człowiek pominie Hiroshiego i już wszyscy jęczą, że go nie ma! :D
Pozdrawiam- Andzik
Więc wreszcie nadrobiłam. ;D Uwaga, zaczynamy czepianie się. Zaznaczam, iż sama tego chciałaś.
OdpowiedzUsuńProsiłaś o wybaczenie początkowych rozdziałów, więc o nich nie będę pisać. Zwłaszcza, że, jak spojrzeć na czas, który minął od opublikowania pierwszej części, to sama nie wspomniałabym o nich. Jedynie, iż faktycznie widać postęp. Na początku bywały momenty w których miałam spore trudności z określeniem tego, kto wykonywał daną czynność albo coś mówił. Aktualnie to, co najbardziej rzuciło mi się w oczy to zmiany stylu. Masz momenty, w których używasz podniosłego tonu, by potem przejść na prosty, czasem niemal potoczny. Nie jest to prawidłowe. Albo jeden styl, albo drugi. Cóż, w tego typu pracach lepszym wyjściem jest dwójka. Dodatkowo zdarza ci przestawiać szyk zdania i dość rażąco. Wiem, iż jest to trudne, ponieważ sama mam tego typu problemy. Głównie dlatego, że trudno jest wypracować w sobie taką blokadę osobie, która zaraz potem musi zmienić styl na poetycki. Po prostu, jeśli poważniej traktujesz pisanie, staraj się nad tym popracować. Z czasem nie będzie ci to sprawiało problemu.
Poza tym powtórzenia. Nie skupiałam się na tym jakoś bardziej (z reguły ich nie zauważam), ale kilka razy naprawdę były widoczne i do uniknięcia jak np. sofa użyta w dwóch kolejnych zdaniach. Przydałoby się zaprzyjaźnić ze słownikiem synonimów, bo akurat w takich przypadkach nie jest trudne uniknięcie kolejnego użycia.
No i budowa dialogów. Pozwolę się posłużyć przykładem. U ciebie to wygląda tak:
„-Dobrze.- niechętnie skinęła głową- Mam jednak nadzieję, iż wszystko zachowa pan dla siebie.- powiedziała, z ufnością patrząc mu w oczy- Ale nie teraz. Zbyt wiele oczu nas obserwuje."
Powinno być:
- Dobrze. - Niechętnie skinęła głową. - Mam jednak nadzieję, iż wszystko zachowa pan dla siebie - powiedziała, z ufnością patrząc mu w oczy. - Ale nie teraz. Zbyt wiele oczu nas obserwuje.
Po myślniku spacja, przed nim również. Chyba że jest to początek dialogu, to wtedy na logikę nie ma jej przed. Jeśli opisujesz po myślniku coś, co nie związku z wypowiadanym tekstem (nie jest to powiedziała itd.), stawiasz kropkę przy końcu wypowiedzi („Dobrze.”) i zaczynasz od wielkiej litery. W przypadku, gdy ma, jest odwrotnie: brak kropki, mała litera. Dodatkowo wtrącenie narratora („Niechętnie skinęła głową.”) również kończymy kropką.
Z kwestii technicznych to chyba tyle. Jeśli chodzi o samych bohaterów to jedyne, do czego mogłabym się przyczepić to ich szybka przemiana. Dla mnie jest zbyt szybka. W jednym fragmencie bywa, że mają jedno postanowienie, a już po chwili zmieniają swoje przekonania. Nie jest to aż tak bardzo rażące, większość pewnie nie widzi w tym nic złego albo jest to dla nich normalne. Dzielę się swoimi przemyśleniami, gdyż, jak zaznaczam, chciałaś szczerości. ;D Nie mówię, że mogłoby mnie to zniechęcić do czytania, sama pewnie nie raz to robiłam. Po prostu częstotliwość mnie uderzyła.
I odniosłam wrażenie, że mieszasz czasy. Samą akcję prowadzisz w przeszłym, ale zdarzają ci się potknięcia w stylu „pokój jest zielony”. Jest to dość częste i ja także popełniałam ten błąd dopóki dokładna beta nie zwróciła mi na to uwagi.
UsuńTeraz trudniejsza dla mnie część. Umiem oceniać styl, ale z komentowaniem fabuły to u mnie krucho.xD I z pochwałami. To nie tak, iż nie ma u ciebie niczego, co by mi się nie podobało. Po prostu to jest trudniejsze. ;D
Przede wszystkim chęć Aiki, aby zatrzymać jak najwięcej ze swojego poprzedniego życia. Co prawda nie jest to mądre, gdyż tylko dowala sobie robotę, ale wiem, że ja, będąc na jej miejscu, zrobiłabym to samo. Chyba. Raczej. Tak sądzę. ;D No i wielki plus za jej stosunek do matki. Dodatkowo jestem ciekawa dlaczego Mari ma problemy ze skontaktowaniem się z córką. Niecierpliwie czekam aż to wyjaśnisz.
Jeśli chodzi o postaci, które lubię, to na pewno w czołówce mamy Jonathana. Nawet jeśli potępiam jego ciągłą miłość, to wiadomo, że akurat nieodwzajemnione uczucie zdarza się często. Dodatkowo jego zmiana z Pogromcy... Wytuliłabym biedaka. :<
Ode mnie to chyba na tyle. I tak udało mi się naskrobać jeden z najdłuższych komentarzy.xD Oczywiście mam nadzieję, że nie masz mi za złe wyrażenia opinii. Opowiadanie jest ciekawe i na pewno będę dalej czytać. Mam nadzieję, że nie przestaniesz rozwijać swojego stylu. ;D
Pozdrawiam i życzę weny!
Dziękuję za komentarz! :*
UsuńCóż... chyba jeszcze nikt nigdy nie oceniał tego opowiadania od strony technicznej. ^^" Komentarz bardzo... uświadamiający. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że robię tyle błędów! :O
W ogóle bardzo ciężko mi pisać jednym stylem, bo mnie... ponosi xD
No nie wierzę! Ktoś w końcu pochwala stosunek Aiki do Mari! :D
Zdziwiłabym się, żebyś wybrała inną postać niż Twój bliźni xD Taaak... może kiedyś mu wybiję z głowy tę miłość... albo wręcz przeciwnie? :D
Za opinię bardzo dziękuję! Trochę krytyki nigdy nie zaszkodzi, a nawet dodatkowo zmotywuje! :D
Pozdrawiam- Andzik