Westchnęła i odchyliła głowę, opierając się na krześle. Nie powinna zaprzątać sobie tym myśli. Bo niby co to da? Ta walka była przegrana zanim w ogóle się zaczęła i jedyne co mogła zrobić, to przeciągać ją tak długo, jak tylko się da.
Znowu powróciła spojrzeniem do demona. Obiecał, że pozwoli jej spróbować sobie pomóc, ale skutecznie unikał tej rozmowy i nie wspominał nawet o tym, że w ogóle miała się odbyć. Czyżby liczył na to, że zapomniała?
-Jonathan.- odezwała się cicho.
Blondyn odłożył pióro i podniósł na nią swe jadowicie zielone oczy.
-Nie uważasz, że czas porozmawiać?
Westchnął, przeczesując palcami włosy. Wyglądał na zawiedzionego.
-Szczerze mówiąc, miałem nadzieję, że mi darujesz, ale jeśli nie... to nie ma sensu tego odwlekać.- skinął głową.
Aika uśmiechnęła się delikatnie. Spodziewała się, że znajdzie jakąś wymówkę, by znowu przed nią uciec, ale najwidoczniej chciał mieć to już za sobą. Dziewczyna spodziewała się, że to dla niego bolesne, ale, jak powiedziała jej Fia, ciężar podzielony na dwa przestaje być przytłaczający.
Wstała, by odsłonić do tej pory zasłonięte okno. Miała nadzieję, że odrobina dziennego światła nieco zmieni to ponure pomieszczenie. Rzeczywiście, trochę pomogło. Wróciła na swoje miejsce i skuliła się na krześle, oplatając nogi ramionami i kładąc głowę na kolanach.
-Powiedz, co się wtedy stało?- spytała, przyglądając mu się z uwagą.
Otworzył usta, by coś powiedzieć i zamknął je, nie wypowiedziawszy ani słowa.
-Aika, to naprawdę nie ma sensu.- uśmiechnął się do niej, choć w rzeczywistości był to jedynie sztuczny grymas.
Szatynka nadal patrzyła na niego w milczeniu. Miała pewność, że wszystkie jego problemy są związane z jej matką. Jadowite tęczówki pociemniały. Odbijało się w nich niezliczenie wiele emocji.
-Całkiem możliwe, że to nie ma sensu.- odpowiedziała powoli- Wiem, że od razu założyłeś, iż nie da się ci pomóc... ale pozwól mi chociaż spróbować. Proszę. Ten jeden raz...- posłała mu błagalne spojrzenie.
Westchnął ciężko.
-No dobrze.- w jego głosie pobrzmiewało zmęczenie.
-Chodzi o moją matkę, prawda?- spytała łagodnie.
Po chwili milczenia przytaknął.
-Miałaś wtedy rację, w salonie nie byłem sam. Ona... ona mi się pokazała.- powiedział cicho.
Aika poczuła, że bezlitosne szpony żalu zaciskają się na jej gardle, pozbawiając ją możliwości wydania z siebie dźwięku. Patrząc na wyraz jego twarzy, aż bała się zapytać o to, co powiedziała mu Mari.
-Jonathan, co od niej usłyszałeś?- wykrztusiła w końcu.
On, widząc cień przerażenia w jej oczach, uśmiechnął się. Ze smutkiem, ale szczerze.
-Spokojnie, to nie było nic strasznego, tylko...
Tylko co? Miał powiedzieć Aice, że sam widok, sam dźwięk głosu Mari go tak rani? Za kogo ona go weźmie? Dlatego właśnie pokręcił głową, odmawiając tym samym dokończenia zdania.
Kiyokuro pokręciła głową. Zdawała sobie sprawę, z tego jak bardzo on kocha jej matkę, choć nie mogła tego zrozumieć. Nie mogła pojąć tej miłości. Przecież powinno to być piękne, uszczęśliwiające uczucie dodające sił i sprawiające, że wszystko nabiera zupełnie innych barw, a okazało się niszczącą siłą, doprowadzającą do pękania nawet najwytrzymalszych serc. Nikt nie zasługiwał na to, by przeżywać tragedię nieszczęśliwej miłości. I nikt nie był godzien miłości, której nie potrafił odwzajemnić.
Wyciągnęła rękę przez stół i położyła ją na dłoni Jonathana.
-Jonathan... zapomnij o niej.- poprosiła cicho.
-Naprawdę wydaje ci się, że to takie proste? Że w jednej chwili mogę o niej zapomnieć?
Szatynka pokręciła głową. Wiedziała, że łatwiej jest powiedzieć niż zrobić, ale co jeszcze można było poradzić w tym wypadku? Kazać mu czekać, aż Mari się zdecyduje? Przecież to idiotyczne. Skoro nie zdecydowała się mu przebaczyć przez kilkanaście lat, to teraz również nie będzie się śpieszyć.
-Oczywiście, że nie. Ale postaraj się spojrzeć na to inaczej. Moja matka ma to do siebie, że łatwo, a momentami nawet zbyt łatwo, przychodzi jej wybaczanie. Nie umie długo chować urazy. A ty na słowa przebaczenia z jej ust czekasz szesnaście lat. Czy nie uważasz, że to zbyt długa pokuta? Czy nie uważasz, że gdyby chciała, to już dawno wybaczyłaby ci?
Jonathan odwrócił głowę w drugą stronę i nie wypowiedział nawet słowa.
-Zastanów się, czy warto marnować życie, czekając na coś, co może się nie zdarzyć.- poradziła i wstała.
Rzeczywiście, miał rację. To bez sensu. Jak można pomóc komuś, kto tego nie chce?
Odwróciła się i ruszyła ku wyjściu z kuchni.
-Zapomniałbym. Kazała ci przekazać, że cię kocha.- szepnął.
Aika zatrzymała się w pół kroku. Coś zakuło ją w sercu.
-Puste słowa. Gdyby mnie kochała, toby mnie nie zostawiła.- powiedziała, nawet nie zerkając w jego stronę.
-Jesteś dla niej zbyt surowa, Aika.
-A ty zbyt łagodny.- odpowiedziała i, odwróciwszy się do niego, oparła się o futrynę.
-Aika, postaw się w jej sytuacji...
-W jej sytuacji? Dobrze.- uśmiechnęła się gorzko-Po pierwsze, wiedząc jaki los spotka moje dziecko po podpisaniu paktu, pozwoliłabym mu umrzeć. Po drugie, nawet jeśli nie mogłabym się na to zdobyć, nie zostawiłabym go z tym całym bajzlem samego.
-Ona się załamała, Aika, nie możesz jej winić...- zaczął, patrząc prosto w jej obojętne oczy.
-Ależ mogę. I ona doskonale o tym wie.
-Co masz na myśli, mówiąc, że ona o tym wie?- spytał cicho, z niepokojem na nią spoglądając.
W oczach dziewczyny zatańczył cień wyrzutów sumienia.
-Nie powinnam, ale... powiedziałam jej, co o tym wszystkim myślę. Powiedziałam, że jest tchórzem i egoistką.- odpowiedziała i wbiła wzrok w podłogę.
Jak ona mogła? Przecież Mari jest jej matką! Powinna ją zrozumieć, wziąć pod uwagę to, że Mari w swoim życiu straciła wszystko i wszystkich. Została jej tylko córka, której los był przesądzony. Nawet najsilniejszy charakter by się poddał. A po usłyszeniu tak ostrych słów od dziecka, od jedynej istoty, która kochała ją bezwarunkowo... jej i tak już znajdująca się w opłakanym stanie dusza musiała ucierpieć.
-Aika, dlaczego?- nie miał pewności, czy usłyszała to pytanie, bo nawet nie podniosła głowy.
-Dlatego, że to prawda. O to, że opuściła ciało obwiniałam siebie, a tymczasem cały problem tkwił w niej...- powiedziała i podeszła do okna, by mieć pewność, że nie spojrzy mu w oczy.
Ton jej głosu zdradzał, że żałuje swoich słów, ale była przekonana o ich prawdziwości. Bo co to za matka, która zostawia swoje dziecko?
-Aż dziwne, że wcześniej tego nie zauważyłam.- dodała po chwili, wpatrując się w krajobraz za oknem.
-Ona... nie zawsze taka była...
Aika prychnęła i pokręciła głową. Do końca będzie jej bronił.
-Jeśli zamierzasz mi opowiadać, jaka to cudowna kiedyś była, to sobie daruj. Ona już od dawna nie jest tą osobą.Co mi po tym jaka była? Najważniejsze jest to, jaka jest teraz.- odpowiedziała zanim dokończył myśl. Być może dlatego, ze bała się, iż ją przekona-Przykro mi, Jonathan, ale ja tego nie rozumiem. Zamiast stawić czoło problemom, podzielić się nimi, ona uciekła. Przecież ja bym jej pomogła... jakoś dałybyśmy radę. Ale nie. Ona, jak ostatni tchórz, uciekła.
Nie zamierzała dłużej go wysłuchiwać. Odwróciła się i, nim wygłosił kolejną mowę w obronie Mari, wyszła z kuchni, zostawiając go samego.
Jonathan westchnął ciężko. Zdawał sobie sprawę z tego, że żal Aiki wcale nie był nieuzasadniony. Nieistotne było to, że była znacznie dojrzalsza niż jej rówieśnicy. Wciąż była tylko dzieckiem. W dodatku dzieckiem, które zawiodło się na najbliższej osobie- na matce. Wiedział, że z czasem jej przejdzie, w końcu już tego żałowała.
A co do niego... Może miała rację? Może czekał na próżno? Ale nie potrafił od tak sobie przekreślić tego, co czuł do Mari. Momentami miał wrażenie, ze zwariuje przez tę kobietę, lecz nie mógł na nią nie czekać. Była jedyną miłością jego życia i był przekonany, że to się nigdy nie zmieni. Nigdy. Nawet, jeśli Mari nie będzie chciała już nigdy więcej go widzieć.
<***>
-Mori-san?Na dźwięk swego nazwiska, Rika podniosła głowę znad notatek. Kiedy ujrzała przed sobą postać nowego ucznia, uśmiechnęła się przyjaźnie.
-Ohayo, Sora-kun!- zawołała.
Chłopak uśmiechnął się czarująco i przysiadł na ławce obok Riki.
-Chciałbym z tobą porozmawiać. Oczywiście, jeśli nie jest to dla ciebie problemem.- dodał po chwili.
-Nie, to żaden problem!- zapewniła odrobinę zbyt pośpiesznie- O czym chciałeś rozmawiać, Sora-kun?
Oczywiście, domyślała się co będzie tematem rozmowy i na samą myśl aż nie mogła powstrzymać uśmiechu.
-O Kiyokuro-san.
Serce dziewczyny podskoczyło radośnie, gdy pomyślała o swataniu przyjaciółki. Miała świadomość tego, że gdy Aika się o tym dowie, to będzie miała ochotę popełnić morderstwo ze szczególnym okrucieństwem, ale postanowiła to zignorować. W końcu to dla jej dobra, ponieważ odrzucanie tak nieprzyzwoicie przystojnego, inteligentnego i szarmanckiego chłopaka jest najzwyczajniej w świecie grzechem. Dlatego właśnie przytaknęła energicznie.
-Dobrze, tylko nie tutaj.- podniosła się z ławki i, rozglądając się wokół, ruszyła przed siebie.
Choć w tej chwili mało kto kręcił się po korytarzu, to blondynka wolała upewnić się, że nikt ich nie zobaczy. Nie chciała, by ktokolwiek doniósł Kiyokuro o tym, że widział ją razem z Haruo, ponieważ Aika zbyt szybko kojarzyła fakty. Od razu domyśliłaby się, że Rika mu pomaga, dlatego dziewczyna poprowadziła go na zupełnie puste w tej chwili drugie piętro. Usiadła na ławce i z ciekawością spojrzała na Haruo.
-Zacznijmy od tego, że jeśli nie możesz mi pomóc... jeśli będziesz czuła, że postępujesz nie w porządku wobec Kiyokuro-san...
-Ależ skąd! Jeśli coś robię, to zawsze mam na uwadze tylko dobro Aiki.- zapewniła, wyszczerzając zęby w uśmiechu.
Haruo uśmiechnął się z ulgą. Na Niszczycielkę nie działało absolutnie nic. Była zimną, nieczułą skałą, która nie potrafiła docenić jego starań. Ale może właśnie dlatego tak mu zależało?
-Co chciałbyś wiedzieć?- zapytała, nie przestając się uśmiechać.
-Powiedz, czy ona mówiła, dlaczego tak bardzo mnie nie lubi?
Rika zastanowiła się chwilę, po czym wzruszyła ramionami.
-Chyba nie chodzi tu tylko o ciebie, Sora-kun. Ona w ogóle nie potrafi przekonać się do facetów. Uważa was za same problemy i już raczej zostanie starą panną, niż się z kimś zwiąże. No, a poza tym, twierdzi, że jesteś zarozumiały...
-Ja? Zarozumiały?!- spytał ze zdziwieniem, przykładając dłoń do serca.
-...i sztywny, sztuczny, irytujący, namolny...
-Dobrze, wystarczy.- przerwał jej wyliczankę, która na pewno nieprędko by się skończyła.
Rika znowu wzruszyła ramionami. W końcu sam pytał.
-I co ja mam zrobić?- westchnął ciężko.
-Nie dawać za wygraną. Ona w końcu odpuści, już moja w tym głowa!- zapewniła z entuzjazmem.
Haruo co do tego był pewien. Wierzył w swoje możliwości, a teraz jeszcze miał sprzymierzeńca. Co mogło pójść nie tak?
-Ale też nie przesadzaj. Bo jeśli posuniesz się za daleko, nie zostawi na tobie suchej nitki.- uprzedziła.
Uśmiechnął się. Nie było wielu dziewczyn, które w tak niesamowity sposób się wściekały. Aika była wyjątkowa.
-Arigato, Mori-san!- posłał jej jeden z czarujących uśmiechów- Jestem twoim dłużnikiem.
Rika ze szczerą radością odwzajemniła jego uśmiech.
-Jeśli uda ci się z Aiką, to będzie dla mnie najlepsza zapłata.- odparła, po czym pożegnała się i pobiegła pod klasę.
<***>
Wychodząc z miasteczka i skręcając w jedną z bocznych uliczek, bez trudu można było natrafić na czerwone drzwi. W oczy rzucał się jedynie ten wyjątkowy kolor. Poza tym były to zwykłe, drewniane drzwi, ozdobione kutym żelazem wijącym się na kształt dzikich winorośli. Jednak żaden z przypadkowych przechodniów nie ośmielił się ich otwierać. Ba! Nikt nawet nie zwracał na nie uwagi, choć w niemal pustej uliczce przez wszystkich już zapomnianej, tylko one zdawały się nie pasować. Miały w sobie coś, co odstraszało i napełniało ludzi lękiem.Drzwi stanowiły wejście do domu, który niegdyś musiał się prezentować wprost wspaniale. Czas jednak sprawił, że w miejscu okien były teraz tylko czarne dziury, a nieskazitelnie białe ściany pokryły się licznymi pęknięciami i poszarzały, tracąc swą wyjątkową urodę. Mimo wszystko, czuć było magię bijącą od tego miejsca. I nie było się czemu dziwić, gdyż wystarczyło tylko pociągnąć za klamkę w czerwonych drzwiach, by dom ukazał swe prawdziwe oblicze.
Za zamkniętymi drzwiami rządy swoje sprawowała Starszyzna i o ile z zewnątrz dom sprawiał wrażenie opuszczonego, o tyle jego wnętrze było wprost onieśmielające. Niejeden pałac królewski przy obecnej siedzibie Starszyzny wydawał się skromną chatką.
W pomieszczeniu, które wystrojem przypominało bardziej salę balową, odbywało się właśnie spotkanie. Wysoki mężczyzna o chłodnych oczach podniósł się, by mieć lepszy widok na wszystkich zebranych. Objął spojrzeniem przedstawicieli najstarszych rodów i przywitał ich kilkoma grzecznymi słowami. Owym mężczyzną był Tadao Takeda- obecny przewodniczący Starszyzny.
Krótki program spotkania jak zwykle obejmował omówienie kilku aranżowanych małżeństw, polityki zewnętrznej wampirów i gospodarki. Wszystko przebiegało jak zwykle bez zakłóceń. W końcu było to towarzystwo bardzo zdyscyplinowane.
-Panie Takeda.- odezwał się młodzieniec, wstając i lekko pochylając głowę w kierunku mężczyzny.
Tadao Takeda skinął głową, nie okazując nawet odrobiny zaskoczenia, podczas, gdy jedni ze zdziwieniem, a drudzy z ciekawością, spojrzeli chłopaka. Kiedy otrzymał pozwolenie na to, by zabrać głos, spojrzenie orzechowych oczu szybko prześlizgnęło się przez zebranych, zatrzymując się na ułamek sekundy na jasnowłosym mężczyźnie, siedzącym nieopodal.
-Proszę wybaczyć, że ośmielam się zaburzać porządek naszego spotkania, jednak jest coś, co bardzo mnie martwi.- oznajmił i posłał wszystkim pełne skruchy spojrzenie.
W normalnych okolicznościach zostałby upomniany za to, że nie zgłosił wcześniej tej sprawy przewodniczącemu, jednak tym razem przymknięto na to oko. Czego można było oczekiwać od młodzieńca, który na zebranie przybył w zastępstwie za ojca?
Takeda gestem nakazał mu kontynuować.
-Otóż, jak wszyscy wiemy, ostatnimi czasy w naszym świecie następują dość gwałtowne zmiany. Przyczyn tego jest wiele, lecz jedną z głównych jest Niszczycielka. Aika Kiyokuro.-przerwał, by upewnić się, czy wszyscy aby na pewno uważnie słuchają, po czym kontynuował- Jestem przekonany, że nie ma osoby, która nie słyszałaby o niej i o jej mocy. Oficjalnie należy do Piekła, lecz chyba nie ma na tym świecie kogoś, kto nie pragnąłby wykorzystania jej mocy, prawda?
Niektórzy z niecierpliwością przyglądali mu się, czekając aż skończy swój wywód. Do czego on zmierzał?
-Czy nie sądzicie, że poparcie Niszczycielki umocniłoby naszą pozycję w świecie?
Po wymienieniu uwag, zebrani znowu skierowali spojrzenie na młodego wampira. Tylko przewodniczący w milczeniu czekał na jego słowa.
-Jest tylko jeden problem. Nie my jedni na to wpadliśmy. I o ile inne rasy wciąż się rozwijają, o tyle my stoimy w miejscu, dostosowując się tylko do sytuacji. Sami spójrzcie! Została nas, przedstawicieli potężnych rodów, tylko garstka! Z czasem będzie nas coraz mniej.
Takeda pokiwał głową. To się zgadzało. Niegdyś to oni rządzili światem. Inne rasy musiał się podporządkować. A teraz, kiedy najstarsze rody można było policzyć na palcach, świat przestał się z nimi liczyć. Oczywiście, wciąż obserwował ich uważnie, jednak nie widział możliwości, by odzyskali władzę.
-Jakie rozwiązanie proponujesz?- spytał z powagą.
-Połączenie rodów. To jedyny sposób na umocnienie naszej pozycji.- odpowiedział bez zbędnych ceregieli.
Po sali rozeszły się pełne poparcia szepty.
-Jak wiadomo, córka obecnego tu pana Hiou, Aya-san, jest moją narzeczoną. Na dobry początek, proponuję przypieczętować w końcu ten związek małżeństwem.- oznajmił, ukradkiem zerkając w kierunku Hiou.
Takeda zastanowił się chwilę.
-Cóż, muszę pochwalić takie podejście.- kiwną głową z chłodnym uśmiechem- Masz na myśli jakiś konkretny termin?
-Po co zwlekać? Najlepiej tak szybko jak tylko się da.
-Za miesiąc?- zaproponował i zwrócił spojrzenie w kierunku Kage- Co pan na to?
Mężczyzna podniósł się z miejsca.
-To zdecydowanie zbyt mało czasu, panie Takeda.- odpowiedział.
Tadao nie mógł powstrzymać się od uśmiechu.
-A ile czasu panu potrzeba?
-Przynajmniej pół roku.- odpowiedział bez zastanowienia,
Pół roku! Kto to widział, żeby pół roku czekać na ślub, na który czekało się już od szesnastu lat?! Hiou odwlekał to tak długo, jak tylko się dało. W końcu jego córka miała zostać mężatką w wieku siedmiu lat... a udało mu się odciągnąć ten dzień o dziewięć lat, co i tak było zaskakującym wynikiem. Rozumiał, że ciężko jest mu się rozstać z dzieckiem, w końcu sam był ojcem, ale bez przesady. Uczucia można odłożyć na bok i wypełnić swe obowiązki względem społeczeństwa.
-To zbyt dużo. Wystarczająco się już naczekaliśmy. Daję wam dwa miesiące i ani dnia dłużej.
Hiou skinął głową i usiadł. Zawsze był rozsądny i wiedział, kiedy może negocjować, jednak teraz wszystko w postawie przewodniczącego świadczyło o tym, że nie ugra ani dnia więcej.
Yoshiro z zadowoleniem opadł na krzesło. Tak naprawdę, to mało obchodził go los ich rasy. Jedynym co się liczyło było to, że osiągnie swój cel, a Aya przekona się, że z nim nie ma żartów.
<***>
Aika siedziała w jednej z wielu przestronnych komnat. W Piekle znajdowała się od ładnych kilku godzin i miała już dość. Jak się okazało, trwały przygotowania do balu i tylko zdążyła się pojawić, a już wszyscy czegoś od niej chcieli. A to wymiary na suknię, a to lista gości, którą musiała wkuć na pamięć, a to jak powinna chodzić, a to maniery... z kim rozmawiać, a z kim nie, przy kim uważać, a przy kim nie... od tego wszystkiego kręciło jej się w głowie. Jednak nie to było najgorsze. Najgorsze było to, że Hurmiz, która to wszystko nadzorowała, zdawała się wprost tryskać energią.-Ależ ja cię nie zapytałam o najważniejsze!- uderzyła się w czoło i zaczęła zapisywać coś na swojej nieskończenie długiej liście spraw, które musiała załatwić przed balem- Jak u ciebie z tańcem?
Szatynka posłała jej mordercze spojrzenie. Miała wrażenie, że któraś z nich nie dożyje tego balu.
-Ja nie tańczę.- burknęła pod nosem, zapadając się głębiej w wygodnym fotelu.
Hurmiz, choć wydawało się to niemożliwe, zbladła jeszcze bardziej.
-I tym mi dopiero teraz mówisz, że nie umiesz tańczyć?!- warknęła, a jej nadzwyczaj dobry humor prysnął niczym bańka mydlana.
Aika pokręciła głową.
-Mówię, że nie tańczę, a nie, że nie umiem.- poprawiła.
-Łaskę zrobisz.- prychnęła, uśmiechając się złośliwie.
Szatynka wzruszyła ramionami i odwróciła głowę w drugą stronę. Oszaleć można. pomyślała, nie zwracając na demona już większej uwagi. Zastanawiała się, czy jest jakiś sposób, by uniknąć tego balu, gdyż na liście gości ujrzała nazwisko, z którego właścicielami wolałaby się nie spotykać. Już miała o to zapytać, ale spojrzenie, które rzuciła jej brunetka, szybko ją zniechęciło.
Zapadło milczenie, którego żadna nie zamierzała przerywać. Hurmiz była zbyt zajęta sprawami organizacyjnymi, a Aika rozkoszowała się świętym spokojem.
-Hurmiz?-odezwała się po chwili, spoglądając na demona.
Czarnooka wysłała jej pytające spojrzenie, odrywając się na moment od swojego zajęcia.
-Naprawdę muszę tam iść?- zapytała z niechęcią w głosie.
-Musisz.- kiwnęła głową- A tak właściwie, to dlaczego ty tak bezczynnie siedzisz? Do roboty!- zawołała i wskazała Aice wysokie schody.
Dziewczyna z pretensją spojrzała w sufit i wstała. Wysokie obcasy wybijały spokojny rytm o marmur. Podeszła do schodów, chcąc, już chyba po raz tysięczny tego dnia, wejść na ich szczyt. Nie zdążyła nawet wejść na pierwszy stopień, kiedy Hurmiz zawołała:
-Głowa wyżej, pierś do przodu, ściągnij łopatki!
Palce nastolatki odruchowo zacisnęły się tak, jakby miała zamiar kogoś udusić.
-Nie mrugaj, nie oddychaj...- wymruczała, przedrzeźniając czarnooką.
-Co ty tam burczysz pod nosem?!
-Nic, nic.- zapewniła, mijając już połowę stopni.
Po chwili odetchnęła głęboko, znajdując się na szczycie schodów. Wejść jeszcze się dało. Gorzej było z zejściem.
-Nie patrz pod nogi, głowa wysoko!
-Tak, najlepiej będzie, jeśli zlecę z tych schodów i spektakularnie skręcę kark!
-Złego licho nie porwie!- krzyknęła i uśmiechnęła się szeroko, najprawdopodobniej wyobrażając sobie ten "spektakularny" lot.
Aika westchnęła ciężko. Nie było sensu się z nią spierać. Po prostu robiła, co jej kazała.
Boże, jak te wszystkie damulki to wytrzymują? zastanawiała się, po raz kolejny przemierzając tę samą drogę. Co do tego, że poradzi sobie w tym towarzystwie nie miała wątpliwości. Była dobrą aktorką. Gdyby na liście gości nie było Haruo Sora, pewnie z odrobiną obawy, ale i z niecierpliwością wyczekiwałaby tego balu. Teraz pozostało jej tylko czekanie i modlenie się o to, by jak najszybciej mieć to wszystko za sobą.
<***>
Dwa miesiące... tylko dwa miesiące... głos ojca wciąż odbijał się w głowie Ayi. Za dwa miesiące zostanie żoną Yoshiro Shirahime. Aya nie należała do panienek, które z byle powodu mdlały, jednak po tej wiadomości, ujrzała przed oczyma różnokolorowe plamki. Za dwa miesiące skończy się jej życie. Miała ochotę się rozpłakać, ale co to pomoże? Rzuciła się na łóżko w swoim pokoju i wbiła wzrok w sufit. Ojciec zapewniał, że znajdzie wyjście z tej sytuacji, że na pewno coś da się zrobić, ale ona widziała, że mówi tak albo tylko po to by ją pocieszyć, albo dlatego, że desperacko sam wciąż w to wierzy. Ona jednak nie miała złudzeń. Miała tylko dwa wyjścia i nic się nie da z tym zrobić. Albo skończy ze wszystkim, pozwalając, by rodzice utonęli w rozpaczy po swoim jedynym dziecku, albo poczeka na śmierć, która już wyznaczyła termin. Nie mogła odebrać sobie życia przez wzgląd na rodziców. Kochała ich najbardziej na świecie i była im wdzięczna za wszystko. Nie myśląc nad tym długo, wybrała czekanie. Przeżyję te dwa miesiące najlepiej, jak tylko potrafię. przyrzekła sobie i zamknęła oczy, by już więcej o tym nie myśleć.
Witam!
Tak... rozdział napisałam szybko z racji tego, że wczoraj (a dokładniej, to jeszcze pół godziny temu) była rocznica przyjścia na świat Andzika. Wiecie, już bliżej niż dalej do końca, a potem to już tylko do piachu, więc postanowiłam Wam coś po sobie zostawić.
A tak na poważnie.
Oficjalnie pragnę powitać Kao w gronie moich biednych Czytelniczek! Żałuj, że nie posłuchałaś dobrej rady świadomej swego "talentu" "autorki"! Tak czy siak, ja ostrzegałam, także w razie czego, za nic nie ponoszę odpowiedzialności.^^
I dziękuję oczywiście za wspaniałe komentarze podtrzymujące mnie na duchu. Dzięki Wam czasem wydaje mi się, że coś umiem. :*
Co do nowości... tworzy się xD Nie wiem ile uda mi się napisać w ciągu wakacji, bo wygląda na to, że drugi miesiąc będę miała baaaardzo pracowity... ale tak to jest, jak człowiek jest chytry i pazerny na pieniądze. Bo nic mnie tak nie boli jak pusty portfel xD
Dobra, nie zanudzam już!
Pozdrawiam- Andzik
Dzięki za info!
OdpowiedzUsuńOjej... A to pech. Czemu ślubu Ayi nie da się jeszcze odciągnąć?? Choć w sumie... Mam nadzieję, że jej "chłopak" coś z tym zrobi
Hm... A Aika to się momentami nieznośna robi. Ja na jej miejscu dawno matce bym wybaczyła... Choć może... powinnam ją zrozumieć-de facto została sprzedana Luckowi (choć taka niewola nie jest aż taka zła... jednak to nadal niewola).
Hm... Tak w ogóle- nic mi do głowy nie przychodzi, poza tym, że Sora to uparty i irytujący palant ;/ Może kiedyś się do niego przekonam, ale nieprędko to nastąpi. No i nie mogę doczekać się balu... Mam nadzieję, na jakiś skandal ^^
Pozdro i weny!
K.L.
Dziękuję za komentarz! :*
UsuńAno może i coś z tym zrobi, nie wiadomo;)
No nieznośna, ale co zrobisz? Dziewczyna się zawiodła, w końcu od matki zawsze wymaga się więcej niż od innych ludzi.
Tak! W końcu! Myślałam, że już nikt go nie znielubi! On od początku był do nielubienia, ale chyba nie wszystko mi wyszło... także takie słowa jeśli chodzi o Haruo jak najbardziej mnie cieszą <3
Cóż, postaram się nie zawieść Twoich nadziei :D
Pozdrawiam- Andzik
Nmzc :*
UsuńHaha, dzięki, trzymam Cię za słowo :D
Tak w ogóle: Nowy rozdział na "Czarownicy..." Zapraszam! :D
Jak już i tak siedzę bezczynnie przy tym komputerze, a geodezja leży tak bardzo obok, ale tak daleko, postanowiłam, że naskrobię coś, chociaż nie obiecuję, że będzie to logiczne :D
OdpowiedzUsuńMój biedny Jonathan… Rozumiem jego niespełnioną miłość i szczerze.. jakby żył jeszcze… no żył to może udałoby mu się zakochać czy coś, ale mając tą ukochaną osobę wciąż blisko i i tak nie żyjąc, co innego pozostaje? Szczególnie, kiedy nosi się w sobie ból grzechu, którego ta osoba nie wybaczyła. Gdyby mu wybaczyła (powtórzenia :/ ), to może byłoby mu lżej i umiałby jakoś odnaleźć się w świecie, a tak tylko cierpi i cierpi i cierpi … a ja cierpię razem z nim! Aika strasznie ostro reaguje, nie wiem czy byłabym w stanie tak kiedykolwiek powiedzieć o mamie, a ona też miała z nią świetne kontakty. Wydaje mi się, że albo ta jej zła strona ją pochłania, albo po prostu naprawdę czuje się taka samotna i to jest kwestia tego, że nie umie sobie z tym poradzić, więc szuka dziury w całym.. Też trudno się dziwić. Ale prawda jest taka, że gdyby Mari teraz zabito (choć nie wiem czy jakby pociąć jej ciało jak leży w tym domu to by umarła), to Aika miałaby wielkie wyrzuty sumienia, że ostatnimi słowami do matki były takie „wyzwiska”… <3
O jeny jeny jeny jeny…. <3 Haruo jest taki mega mega mega mega mega zadufany w sobie i pewny siebie, że aż mnie pożera <3 No kurcze. Rikę też strasznie lubię, więc ten fragment był dla mnie wyjątkowo uroczy ;D Widzę każdy gest i ruch Haruo, taki trochę teatralnie przesadzony, ale meeeega słodki :D Uwielbiam gościa!
Starszyzna. Jeny, zazdroszczę Ci opisywania pomieszczeń itd. Ja nienawidzę tego robić i nie wychodzi mi to tak szałowo. Chyba mam jeszcze zbyt ubogie słownictwo, mimo iż jestem od Ciebie tyle starsza Trochę się pogubiłam, chyba przez zmęczenie. Ten Yoshiro jest główny w radzie czy jego ojciec? Czy jak to jest? Bo Yoshiro jest w wieku Ayi jakoś czy tak mega starszy ? (bo chyba nie byłby głównym jakby był taki młody? ) W każdym razie nie lubię typa i czekam na Hiroshiego, żeby go pociął milion razy, zakopał, odkopał, utopił, spalił, zakopał, odkopał, pociął, zdeptał i przejechał. <3 W dodatku myślę, że Kage z Maayą coś wymyślą z Hiroshim, żeby Aya nie była pokrzywdzona, bo w ilu opowiadaniach można tak cierpieć? Moja siostra, postać tak bardzo tragiczna wszędzie <3 No no! Wreszcie jakaś porządna decyzja <3
UsuńNO i tak skomentowałam rozdział. Tak sobie pomyślałam, że jak nie dzisiaj to dopiero za tydzień, więc chyba lepiej dziś posiedzieć te 20 minut dłużej i mieć czyste sumienie :D Zresztą lubię pisać komentarze na świeżo, bo wtedy lepiej oddaje uczucia, które mną targały podczas czytania. Choć wypada to dość chaotycznie, myślę, że się ogarniesz w tym :P Trzymam kciuki za jak najszybsze napisanie rozdziału! <3 Całusy! :*
Napisałam część 7 Seven Devils! Zapraszam! :D
OdpowiedzUsuńCzy mi się wydaje, czy od dwóch tygodni noszę się z napisaniem tego komentarza? *patrzy na kalendarz* Taa…
OdpowiedzUsuńCóż, powodów opóźnienia jest kilka, w skrócie: chaos totalny, rzadki dostęp do Internetu, huśtawka nastroju i parę innych. Przepraszam, ale rozpisywać się nie będę, bo nie mam na to siły ani możliwości (nie pytaj x_x). Czas i spokój miałam chyba tylko wczoraj przez parę godzin, ale wtedy akurat Kao i mnie dopadła wena, więc napisałyśmy XXXVII rozdział VN :D
Oj, Jonathan, Jonathan. Taki trochę Suzaku, co to nie potrafi sobie poradzić z nieszczęśliwą miłością! Daliby sobie spokój i znaleźli inne baby :D Nie no, dobra, niby żal mi Jonathana, ale cóż… Miłość nie zawsze oznacza szczęście, czasem to raczej destrukcyjne uczucie, nie? *po raz kolejny cieszy się, że nikogo nie ma*
Co do Aiki… Jej też mi żal, ale jak o niej czytam, to bardziej mnie jednak przeraża to, co się z nią dzieje. Po części dlatego, że to w jakiś sposób straszne, jakby faktycznie człowieczeństwo z niej uchodziło, ale przede wszystkim dlatego, że w wielu aspektach ją przypominam. Pewnie, nie ma tu otoczki fantasy, ale ja się po prostu zmieniłam (na gorsze, pomijając to, że czasami walczę o to, czego chcę -> patrz: uparte próby dostania się na japonistykę - zakończone sukcesem). Kiedyś taki niemalże aniołek ze mnie był, a teraz? Niemal wszystko mam gdzieś, serce zlodowaciało… Przerażające.
„Ona w ogóle nie potrafi przekonać się do facetów. Uważa was za same problemy i już raczej zostanie starą panną niż się z kimś zwiąże.” - no jakbym czytała o sobie :D (czego nie może mi wybaczyć Suzu x_x i mama… i pewnie parę innych osób -.-‘ Które na dodatek twierdzą, że to sobie wmawiam, wolne żarty! >.<). Co do Riki, to jest mi raczej obojętna, ale Haruo… Nie no, świetny jest xD Chwilę z Kao na jego temat gadałyśmy jakiś czas temu. I w sumie doszłyśmy do wniosku, że on idealnie pasuje do jej rodziny (opowiadaniowej - co nie? :D). Jakbyś chciała kiedyś wkręcić Kao do swojego opowiadania, to najlepiej pasowałaby na jego jak na razie cichociemną, chyba nawet nienazwaną siostrę *chichocze* Nie żebym coś sugerowała :P
W skrócie: Haruo dalej lubię i tyle!
Jejku, zazdroszczę umiejętności czy też chęci opisywania miejsc akcji! Ten o budynku obrad Starszyzny był świetny. Ech, i Kao, i ja wciąż mamy z tym problem, nie lubimy opisywać miejsc, a tego zdecydowanie w naszym opowiadaniu brakuje. Wolę pisać o psychice bohaterów, Kao o akcji… Buu T^T
Pff, no ja wiedziałam, od początku wiedziałam, że to ten pacan się odezwał! Ojejku, biedne wampirki, pozycja na świecie im się wali! *wywraca oczyma* Nie no, jasne, już lecę przed ołtarz >.< Co za menda z tego Yoshiro no… Ale tak na spokojnie: teoretycznie nie dziwię się wampirom ich nastawienia, bo jaka rasa byłaby zadowolona z tego, że tak spadła w rankingu na przestrzeni lat? Ich duma tego nie wytrzymuje tym bardziej, że kiedyś ponoć rządzili światem. Ale cóż, trzeba było nie dopuścić do tego, by tak się skończyło. A teraz jeszcze ten jakże cudowny pomysł z łączeniem rodów… Dobra, to jak najbardziej logiczne, oczywiście, ale mogliby się wreszcie ode mnie odwalić, brzydko mówiąc… Nie masz pojęcia, jaka byłam zła, gdy czytałam ten fragment po raz pierwszy - dodatkowo z powodu tego, że tamtego wieczoru miałam okropny nastrój i wszystko oraz wszyscy mnie irytowali stokroć bardziej niż na co dzień; ogólnie wyszła z tego mała masakra. Co do Yoshiro… Szczerze mówiąc, ten wątek trochę za bardzo mi przypomina ten z opowiadania Suzu (Aya&Michael) - pewnie w dużej mierze dlatego, że to znów moja postać jest na wątpliwie zaszczytnym miejscu narzeczonej mimo woli, a Yoshiro i Michael należą do starożytnych rodów i się do „mnie” przyczepili jak rzep psiego ogona x_x Ja bym im dała popalić! >.< Nie no, mam nadzieję, że Hiroshi szybko wkroczy do akcji i pozbędzie się tego śmiecia! I nie mam nic przeciwko temu, by Yoshiro wił się w męczarniach *uroczy uśmiech z zabójczą nutką psychopatki*
Hm, Hurmiz chyba się ostatnio nie pojawiała, nie? Ale jakoś nie narzekam, bo nie pałam do niej specjalną sympatią xD
OdpowiedzUsuńJa bym tego nie przeżyła. Jakiekolwiek imprezy to dla mnie tortury, a co dopiero taki bal… Okropieństwo. I jeszcze ta cała sztuczność, której takie przyjęcia wymagają… Masakra. Ale od razu wracam wspomnieniami do licznych imprezek z VK i VN xD A jeszcze szykują się kolejne, jakby nie patrzeć! (Może by tak szybka wycieczka przed ołtarz z Tamakim, co? xD)
Ale dobijająca końcówka! Choć fakt faktem, że na miejscu mojej biednej bohaterki czułabym się pewnie identycznie. Nie ma to, tamto, trzeba sobie pocierpieć T_T Okropnie żal mi rodziców, oni też muszą strasznie to przeżywać… Ale i tak dobrze, że odwlekali to tyle lat. Ech, ale chciałabym wiedzieć więcej o Yoshiro i jego rodzinie. Ogólnie wiadomo, co ten głupek zrobił Ayi, ale dlaczego to uczynił? Z jakiego powodu ten raz mu się sprzeciwiła? I jak relacje między nimi wyglądały wcześniej?
Muszę jeszcze nawiązać do ostatniego zdania rozdziału. Otóż mam nadzieję, że przeżycie jak najlepiej tych dwóch miesięcy ma niemały związek z pewnym uroczym nekromantą :D Zresztą Aya miała sobie wywalczyć szczęście, więc niech łaskawie ruszy swoje zgrabne (zazdroszczę!) cztery literki i coś w tym kierunku zrobi <3
I to by było na tyle, przepraszam, że tak krótko, ale pora kłaść dzieci spać (nie pytaj - once again) x_x Swoją drogą, tradycyjnie mam nadzieję, że szybko ukaże się nowy rozdział (może by tak jutro? Suzu ma imieniny, ucieszyłaby się!) Buziaki! :*
PS. Hm, jednak wyszło nieco więcej niż myślałam o.O
Dziękuję za komentarz! :*
OdpowiedzUsuńNa pocieszenie powiem, że lekko to i u mnie nie jest :/ Ale cieszę się, że napisałyście aż tyle! :D
Eee, nie ma opcji. Jonathan nie może dać sobie spokoju, bo ja muszę mieć kogoś, na kim mogę dać upust moim skłonnościom sadystycznym xD
Aya, co Ty za głupoty wygadujesz?! W życiu nie uwierzę, że wszystko jest Ci obojętne! Wmawiasz sobie i tyle! :) Ale na pocieszenie powiem, że nawet jeśli się nieco zmieniłaś, to przy mnie wciąż jesteś aniołem!
A pod tym zdaniem i ja się podpisuję! I to jest naukowo udowodnione, brak faceta=brak problemów. Lubię bezproblemowe życie :P
Siostra Haruo była gdzieś przez trzy sekundy, ale był to tak nieistotny fragment, że nawet ja nienajlepiej go pamiętam ^^'
A wkręcenie Kao w opo to dobry pomysł, tylko, czy ona będzie chciała?
Nieee! Dlaczego nie możecie go nienawidzić?! ;_;
Oj, żebyś wiedziała jak ja Wam zazdroszczę... Minie jeszcze sporo czasu zanim osiągnę Wasz poziom z początków VK... Ale opisy miejsc to coś, co uwielbiam! Mogłabym poświęcić na to pół opowiadania! <3
Aya, spokojnie, postaramy się (wraz z Twoim ukochanym), żebyś nie była pokrzywdzona ;)
Kurczę... Nie chcę psuć niespodzianki, ale tu podobieństwo do opo Suzu się kończy (chociaż w ogóle było niezamierzone...)!
A ja bym sobie na taki bal poszła! Mało tego! Myślę, że bym się tam odnalazła :D
Oj, tak... Może się to wydać dziwne, ale pamiętam kto w co był na Waszych balach ubrany (proszę, nie komentuj xD)!
Ołtarz... Tamaki...? TAK!!! Bardzo, bardzo, bardzo, bardzo proszę! <3
Myślę, że dobijanie wychodzi mi całkiem nieźle xD Przykro mi, ale nie dało się tego dłużej odwlekać... A dodatek myślę, że powstanie, ale nic nie obiecuję ;)
No, wcale nie tak krótko! :D
Rozdział by się ukazał, ale zły pan laptopa jeszcze nie naprawił! ;_;
A poza tym, ja też mam jutro imieniny i również ucieszyłabym się z rozdziału u Suzu! :P
Za błędy przepraszam, piszę z telefonu ^^'
Nie ma za co :) Ech, to również współczuję!
OdpowiedzUsuńOj, wszyscy mają w jakiś sposób przerąbane, więc nie musisz wyżywać się tylko i wyłącznie na Jonathanie xD Aczkolwiek... rozumiem Twoje podejście xD
Może nie wszystko, ale dużo więcej niż niegdyś :(
Faceci są przereklamowani!
Pewnie, że Kao by chciała. I, jak wspominałam, najlepiej pasowałaby na tę siostrę Haruo :D Znaczy nie chcę Ci się wtrącać w fabułę, żeby nie było, ale tak byłoby idealnie :D
Daj spokój, jesteś dużo lepsza niż my na początku. Wtedy szłyśmy za mangą, a co za tym idzie, opisów było mało, bo wychodziłyśmy z założenia, że wszyscy wiedzą, o co chodzi i w ogóle... Okropność. Może kiedyś jednak pokusimy się o napisanie VK jeszcze raz xD Tyle niewykorzystanego potencjału!
A tych opisów miejsc naprawdę gratuluję :)
No ja mam nadzieję <3 A tak w ogóle to strasznie się stęskniłam za Hiroshim ;_; (i za poprawą nastroju, którą za każdym razem niesie)
Spokojnie, nic więcej nie mówię, żebyś przypadkiem czegoś nie wypaplała :D Ale ciekawość mnie zżera!
No właśnie w szoku byłam, kiedy w jakimś komentarzu nawiązałaś do bodajże sukni Ayi z jakiegoś balu jeszcze z VK xD Niezła pamięć!
Hahah, może się doczekasz xD Kiedyś xD No, o ile żadne z Was nie umrze w międzyczasie ^^'
Jakby życie nie było wystarczająco dobijające xp A dodatek z chęcią bym przeczytała, serio ^^
Buuuu ;_;
No właśnie się zastanawiałam, czy też masz :D Ale skoro tak, to wszystkiego najlepszego, kochana, a w ramach prezentu nowy rozdział u nas :D A nad Suzu pracuję xD Buziaki i spełnienia co poniektórych marzeń! :*
Nowy rozdział VN już opublikowany, czekamy na Twój! :P
OdpowiedzUsuń