wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział XIX

Z trudem otworzyła oczy i wbiła je w sufit. Chwilę zajęło jej zorientowanie się, gdzie się znajduje, a gdy już rozpoznała swój pokój, wlepiła spojrzenie w ułożoną na krześle suknię. Ślicznie lśniła nawet w tym skąpym świetle.
Podniosła się do pozycji siedzącej i opuściła nogi na podłogę, po czym wstała i powoli podeszła do okna. Wszystko wskazywało na to, że jest około czwartej, więc westchnęła ciężko i wróciła pod kołdrę. Wiedziała, że nie zaśnie, ale nie chciała schodzić na dół. W pokoiku na piętrze rzadko pojawiał się ktoś poza nią, dlatego łatwiej było jej znieść panującą w nim ciszę. Inaczej było z resztą domu. Tam cisza wydawała się ciężka, ponura i nienaturalna.
Przymknęła oczy. Miała sen, lecz jaki? Spróbowała sobie przypomnieć. Głęboka ciemność, a w niej… głos. Cichy, delikatny i tak dobrze znany… głos, który przeganiał wszystkie dziecięce koszmary, nucił tę samą kołysankę, co niegdyś. Łzy zapiekły ją pod powiekami, gdy niemal poczuła na policzku dłoń matki. Zwinęła się w kłębek, zagryzając wargę. Tak bardzo chciała się do niej przytulić… Ale ona nie przyjdzie… Jest egoistką, nie obchodzą jej twoje łzy…- szeptał jej Whisper. Głęboko na dnie serca coś krzyczało, że to kłamstwo, ale… ten krzyk dobiegał z tak daleka, a wszystkie fakty wskazywały na to, iż Szept ma rację. A poza tym, nigdy nie kłamał. Tym razem z pewnością też mówił prawdę.
Wierzchem dłoni otarła łzy z policzków, wzięła trzy głębokie oddechy i usiadła. Chciała pozbyć się myśli, które bez żadnego ładu i składu pałętały się po jej głowie, więc wyciągnęła dłoń po pierwszą książkę, która znajdowała się w zasięgu wzroku. Odruchowo zapaliła lampkę przy łóżku, choć nie potrzebowała światła. Westchnęła ciężko i zaczęła czytać z nadzieją, że pozwoli jej to uciec od myśli.
<***>
Wyczuła w domu aurę brata, więc czym prędzej ruszyła w jego kierunku, by go przywitać i sprawdzić, czy nic mu nie jest. Może i matka nie przejmowała się tym, co się z nim działo, ale ona nie mogła usiedzieć spokojnie, gdy po balu u Lucyfera nie wrócił do domu. Może przesadzała, nie był w końcu bezbronnym dzieckiem… Ale obiecał, że nim się obejrzy, wróci. A Haruo nigdy nie ignorował danycho jej obietnic. Nigdy…
Skręciła w korytarz prowadzący do jednego z nieużywanych pokoi, po drodze układając reprymendę, której zamierzała mu udzielić. Bez uprzedzenia wpadła do pomieszczenia i otworzyła usta, chcąc wygłosić swe przemówienie, jednak, gdy tylko ujrzała brata, zamknęła je.
Siedział na sofie przy oknie i zdawało się, że nawet nie zauważył jej przybycia. Brodę opierał na pięści, a nieobecne spojrzenie zielonych oczu wbił w punkt, którego nie dało się określić.
Natsumi natychmiast pokonała dzielącą ich odległość i usiadła obok niego.
- Braciszku? - odezwała się cicho.
Gdy usłyszał głos siostry, otrząsnął się z tego transu i spojrzał na nią. Uśmiechnął się, ale nie tym ciepłym uśmiechem, który tak doskonale znała i uwielbiała…
- Haruo, co się stało? - spytała, ściskając jego dłoń.
- Nie martw się, nic takiego. - Machnął lekceważąco ręką.
I jak tu się nie martwić? Jej starszy brat, zawsze taki ciepły i pełen optymizmu, siedział sam w opuszczonym pokoju, pogrążony we własnych myślach i uśmiechał się do niej z takim smutkiem… Gdy tak na niego patrzyła, miała wrażenie, że jest strasznie samotny. Wyciągnęła ręce w jego stronę i przytuliła go mocno, mając nadzieję, że ujmie mu chociaż odrobinę tego smutku. Ale co takiego się stało? Wciąż tego nie wiedziała. Jeśli ktoś go skrzywdził, zamorduję! pomyślała i, nie zdając sobie z tego sprawy, zacieśniła uścisk.
Haruo oparł głowę na jej ramieniu. Natsumi zawsze wiedziała, kiedy słowa są zbędne. Nigdy nie zadawała pytań i nie drążyła tematu, dopóki nie stwierdziła, że już najwyższy na to czas. Przez chwilę z zamkniętymi oczyma wsłuchiwał się w równe uderzenia jej serca. To zawsze przynosiło mu ukojenie. Kiedy tylko doszedł do wniosku, że jest gotowy na rozmowę z siostrą (nawet nie miał złudzeń, że mu odpuści), odsunął ją od siebie delikatnie, przy okazji odgarniając jej z twarzy kilka kasztanowych loków.
Dziewczyna dokładnie mu się przyjrzała, po czym skinęła głową.
- To co takiego się stało?
Wziął głęboki oddech i zaczął opowiadać jej o tym, co miało miejsce w „Maleńkiej”.
Natsumi jako pierwsza dowiedziała się o planach brata. Nikt poza nią nie wiedział, że Haruo zapisał się do szkoły tej dziewczyny. Swoją drogą, jak ona miała na imię? Ai… Ai… zaczynało się na „Ai-”… no, nieważne!  Teraz jej imię nie było istotne. Wiedziała, że to ta Niszczycielka, córka Kiyokuro, a reszta właściwie się nie liczyła. Nie znała tej dziewczyny, ale, przez opowieści brata, zdążyła sobie wyrobić o niej zdanie. I to nie do końca pochlebne. Coś z nią było nie tak, jak powinno.
Mimo że Natsumi była siostrą Haruo, potrafiła go obiektywnie ocenić. Był zabójczo przystojny i spojrzeniem, czy uśmiechem rzuconym od niechcenia, potrafił zawrócić w głowie niejednej dziewczynie. Zalety jego osobowości można by wymieniać w nieskończoność (oczywiście miał też nieliczne wady, ale były one niemal niewidoczne). No, a w dodatku kto jak kto, ale Haruo doskonale wiedział jak traktować kobietę, by czuła się jak księżniczka z bajki. Która normalna dziewczyna nie śniłaby o tym, by mieć kogoś takiego przy swoim boku?
Chłopak w swej opowieści doszedł do momentu, w którym pocałował Kiyokuro.
- Ona… wyglądała na taką przerażoną i zagubioną, że zacząłem żałować, iż się tak pośpieszyłem. Chciałem ją przeprosić, ale zerwała się z krzesła i uciekła. Natychmiast pobiegłbym za nią, lecz pomyślałem, że lepiej póki co zostawić ją samą, żeby mogła wszystko sobie przemyśleć i ułożyć... No i najwidoczniej wszystko sobie przemyślała - westchnął i uśmiechnął się gorzko.
Potem opowiedział jej, jak potraktowała go na balu. Przez cały czas Natsumi próbowała stłumić chęć ukatrupienia tej dziewczyny i starała się na chłodno ocenić sytuację. Na koniec skinęła głową.
- I co chcesz teraz zrobić, braciszku? - zapytała, patrząc w oczy równie zielone, co jej własne.
Haruo wzruszył ramionami i podniósł się z miejsca. Podszedł do okna i, splatając za plecami ręce, oznajmił:
- Cóż, plan działania póki co jest w budowie. Na pewno wiem jedno: nieważne jak bardzo mi na niej zależy, nie pozwolę się tak traktować.
Natsumi znowu skinęła głową. Miał rację. Nie wiedział już jak jej nieba przychylić, a za każdym razem spotykał się z jej strony z chłodem i obojętnością, a momentami nawet złośliwością. Byłby głupi, gdyby dalej puszczał jej słowa w niepamięć. Tym bardziej, że naprawdę zależało mu na Kiyokuro. Ale to, że on miał rację wcale nie oznacza, że ona, Natsumi, zamierza bezczynnie siedzieć i czekać na dalszy rozwój wydarzeń! Co to, to nie!
- Ty swój obmyślaj, a ja przechodzę do realizacji swojego - uśmiechnęła się chytrze i wstała z sofy.
Haruo, widząc iskierki lśniące w oczach siostry, posłał jej uśmiech. Natsumi w genach została przekazana zdecydowanie większa część szaleństwa niż jemu. Większość zwariowanych pomysłów, które wspólnie wprowadzili w życie, zrodziła się w głowie jego młodszej siostrzyczki.
- Natsu, coś ty wymyśliła? - spytał, choć był pewien niemal w stu procentach, że nie otrzyma odpowiedzi.
Tak jak się spodziewał, dziewczyna tylko zachichotała i puściła mu oko, po czym zarzuciła ręce na jego szyję.
- Dowiesz się w swoim czasie. - Cmoknęła go w policzek i odwróciła się na pięcie, by raźnym krokiem ruszyć w kierunku drzwi.
- Natsumi Sora, obiecaj mi, że nie zrobisz nic głupiego! - zawołał za nią.
Obejrzała się przez ramię i posłała mu przebiegły uśmiech.
- Wiesz doskonale, że nie składam takich obietnic.
Otworzyła drzwi i wyszła z pokoju.
Haruo tylko pokręcił głową. Nie zamierzał jej zatrzymywać, bo co to da? Natsu była równie uparta co on i jak coś sobie postanowiła, to można było jej to odradzać godzinami, a ona i tak robiła swoje. Pomodlił się tylko w duchu, by tym razem jednak nie zrobiła żadnej głupoty.
<***>
- Dwa… miesiące? – spytał cicho Hiroshi.
Aya skinęła głową w odpowiedzi. Nie podnosząc na niego oczu, wsłuchała się w ciszę, która nastała.
Nie wiedziała dlaczego, ale czuła potrzebę, by mu o tym powiedzieć. Dlatego właśnie wcześniej niż zwykle wyszła z domu i skierowała się na cmentarz. Miała przeczucie, że go tam znajdzie i nie pomyliła się.
Chociaż… co go to może obchodzić? pomyślała i zagryzła wargę. Teraz miała ochotę uciec albo przynajmniej zapaść się pod ziemię. Niepotrzebnie zawracała mu tym głowę. To, że za dwa miesiące zostanie żoną Yoshiro, nie było problemem Hiroshiego.
- Czy nic nie da się z tym zrobić albo przynajmniej jeszcze odrobinę to odwlec?
Aya westchnęła cicho i pokręciła głową, po czym skierowała na niego wzrok. Spojrzenie miał poważne, a kąciki ust ani odrobinę nie uniosły się ku górze.
- Ojciec twierdzi, że na pewno jest jakieś wyjście, ale myślę, że on się tylko oszukuje. Ja nie mam złudzeń – odpowiedziała z ponurym uśmiechem.
- Dwa miesiące – powtórzył w zamyśleniu. Chwilę nad czymś dumał, aż w końcu kiwnął głową. – Nic się nie martw, coś poradzimy! – zawołał, a na jego usta wypłynął promienny uśmiech.
- Hiroshi, – zaczęła, z powagą patrząc mu w oczy – sytuacja jest beznadziejna. Przewodniczący Starszyzny już zdecydował. Nic się nie da zrobić.
- Ależ z ciebie pesymistka! Powiedziałem: nic się nie martw. Już moja w tym głowa, żeby pozbyć się problemu.
Hiou już chciała coś powiedzieć, by zgasić ten jego optymizm i sprowadzić go na ziemię, ale Hiroshi położył jej palec na ustach, nakazując tym gestem milczenie.
- Aya, czyżbyś we mnie wątpiła? – spytał z delikatnym uśmiechem i błyskiem w oku.
Stał tak blisko, że czuła jego ciepły oddech na swojej skórze. No nie, tylko nie to… pomyślała, gdy poczuła, że na jej policzki wypływa rumieniec. W jednej chwili odsunęła się, chowając się po czubek nosa w szaliku. Jak dobrze, że nigdy nie wychodziła bez niego z domu!
A wracając do tego, co powiedział… Czy w niego wątpiła? Nie. W jej pamięci wciąż tkwił obraz leżącego na ziemi Yoshiro. A skoro Teramoto udało się go pokonać (i to bez żadnego wysiłku!), to prawie wszystko było dla niego możliwe. Prawie, bo ta sprawa była już stracona.
- Wątpiła? W ciebie? Ależ skąd! Po prostu realnie oceniam sytuację i wiem, że nie mam prawa sprzeciwiać się Starszyźnie. Gdyby coś się stało Shirahime, gdybym uciekła albo się zabiła… Starszyzna na pewno pociągnęłaby do odpowiedzialności moich rodziców. A to ostatnia rzecz, której pragnę, tym bardziej, że moja mama… – urwała w pół zdania, zdając sobie sprawę z tego co chciała powiedzieć i zakryła usta dłonią. Shimatta! Prawie wygadałam! pomyślała, przeklinając w duchu swój brak ostrożności.
Wyglądało na to, że zamyślony chłopak nawet nie zwrócił uwagi na to, iż tak nagle zamilkła, dlatego odetchnęła z ulgą.  Jednak kiedy podniósł na nią oczy, wiedziała, że łatwo się z tego nie wywinie.
- Co z twoją mamą? – zapytał, świdrując ją uważnym spojrzeniem.
- Bardzo ciężko by to zniosła – powiedziała, nie wpadając w panikę.
Właściwie, to nawet nie skłamała. Zastąpiła jedną prawdę inną, a to przecież nie kłamstwo, prawda?
- Hai. Ale nie to miałaś na myśli…
Brunetka pokręciła głową.  Naiwna, jak chociaż przez chwilę mogłam myśleć, że się nie zorientuje? westchnęła cicho i odwróciła wzrok. Nie mogła mu powiedzieć. Jeszcze nie teraz. W końcu to nie tylko jej tajemnica. Byli w tym wszystkim jeszcze jej rodzice, a gdyby Starszyzna dowiedziała się prawdy… to byłby koniec. Ale… czy Hiroshi mógłby ją wydać? Czy mógłby donieść Starszyźnie, że ona nie jest zwykłą wampirzycą, a jej rodzina od lat okłamuje wampirze społeczeństwo? Nie… w sercu czuła, że on by jej nie zdradził. Mimo to zdecydowała, że najpierw porozmawia z rodzicami.
Po chwili spojrzała chłopakowi w oczy. Te cudowne oczy, w których błękit nieba mieszał się z morską zielenią… Chwila! O czym ja myślę?! jeszcze raz pokręciła głową i wzięła głęboki oddech, po czym oznajmiła:
- Masz rację, to nie to. – Nekromanta najwyraźniej czekał na wyjaśnienia, więc jeszcze raz zaczerpnęła chłodnego, jesiennego powietrza i kontynuowała: - Ale teraz nie mogę ci powiedzieć, co tak naprawdę miałam na myśli. Następnym razem.
Hiroshi skinął głową. Nie zamierzał naciskać, wiedział, że gdy nadejdzie pora, sama mu powie.
- Wracając do tematu… co zamierzasz robić przez te dwa miesiące?
Zawsze osiągał swój cel, a teraz postanowił, że nie dopuści do tego ślubu. Jednak jaki był sens w przekonywaniu Ayi, że nie skończy jako żona tego okrutnika, skoro ona w to nie wierzy?
- Przede wszystkim, nie chcę o tym myśleć. Chcę jak najlepiej wykorzystać czas, który mi został. – Wzruszyła ramionami.
Na twarz nekromanty wypłynął promienny uśmiech.
- A nie potrzebujesz pomocy w zorganizowaniu tego czasu?
Dziewczyna zmarszczyła brwi, jakby musiała się nad tym zastanowić.
- Hm… a znasz kogoś, kto by mi pomógł?
- Tak się składa, że znam. A co najważniejsze, jest do twojej dyspozycji od zaraz. - Ukłonił się lekko, wyciągając rękę w stronę Hiou.
Aya już miała położyć swoją dłoń na jego, gdy ujrzała zapięty na nadgarstku nekromanty zegarek i odskoczyła.
- Spóźnię się na lekcje! – wykrzyknęła, odwracając się na pięcie i szybkim krokiem ruszając w stronę bramy.
- Och, no wiesz co?! To ja tu proponuję swą pomocną dłoń, a ty na lekcje idziesz?! – prychnął, doganiając ją bez trudu.
- Co zrobisz, takie życie. – Rozłożyła bezradnie ręce, ani na chwilę nie zwalniając.
Hiroshi wyprzedził ją kilka kroków przed bramą i zagrodził jej przejście.
- Co ty robisz? – spytała, stając tuż przed nim. Spojrzała w niebo, by ocenić ile zostało jej do zajęć. Miała dziesięć minut, może trochę mniej. Jeśli się nie pośpieszy, na pewno się spóźni.
- Przykro mi, jest opłata za przejście. – Wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Nani?!
- Co zrobisz, takie życie – powtórzył jej słowa.
Próbowała go ominąć, jednak z każdej strony zagradzał jej drogę.
- Hiroshi! – krzyknęła, nie wiedząc już co ma robić.
- Mówiłem, bez opłaty nie przepuszczę. – Pokręcił głową z niby to współczującym wyrazem twarzy.
- Jaka. To. Opłata? – wycedziła, mierząc go morderczym spojrzeniem.
Wzruszył ramionami, wciąż się uśmiechając, po czym wskazał palcem swój policzek i oznajmił, że bez całusa jej nie przepuści.
Aya westchnęła ciężko. W minutę  przeanalizowała wszystkie możliwości wywinięcia się z tego, ale doszła do wniosku, że wszystkie spełzłyby na niczym. Nie widząc innego wyjścia, wspięła się na palcach i szybko cmoknęła chłopaka w policzek, by chwilę potem wyminąć go i co sił pobiec w kierunku szkoły.
Hiroshi obejrzał się jeszcze za nią z delikatnym uśmiechem na twarzy, po czym odwrócił się i, zadowolony z siebie, ruszył w głąb cmentarza.
<***>
Salon w domu Takedy tego dnia stanowił miejsce spotkania. Choć było bardzo wcześnie, po ogarniającym pomieszczenie półmroku można by wnioskować, że już niedługo nastanie wieczór. Głęboki burgund ścian idealnie współgrał z ciemnymi kotarami i mahoniowymi meblami o skórzanych obiciach. Ogólnie pomieszczenie, choć niezwykle wygodne, nie było przytulne i sprawiało onieśmielające wrażenie, przez co mało kto czuł się w nim komfortowo.
Na jednym z foteli siedział, we własnej osobie, Tadao Takeda. Dzięki wyczulonym zmysłom wiedział już, że jego gość jest na terenie posiadłości. Teraz czekał tylko, aż służba wprowadzi go do salonu.
Gdy tylko w drzwiach pojawił się ciemnowłosy mężczyzna, Takeda wstał z fotela i podszedł, by go powitać. Po uścisku dłoni i wymianie grzeczności, gospodarz poprowadził gościa ku kanapom.
- Cóż to za ważna sprawa, która nie mogła poczekać do zmroku? – spytał, zakrywając dłonią ziewnięcie.
Takeda uśmiechnął się pod nosem.
- Nie było cię na spotkaniu – odpowiedział i wzruszył ramionami.
Shin Kazuma westchnął, wznosząc oczy ku sufitowi. To było takie podobne do Takedy! Nigdy nie mógł znieść tego, że ktoś ignorował jego wezwania, a że Kazuma robił to notorycznie… Cóż, najwidoczniej przewodniczący Starszyzny postanowił dać mu nauczkę.
- Tym razem to nie była moja wina -  powiedział na swoje usprawiedliwienie.
- A czyja? – zapytał, uśmiechając się do niego, jak do dziecka, które próbuje oczyścić się z zarzutów.
- Niczyja. Moja żona zachorowała, nie mogłem zostawić jej samej.
Tadao wywrócił oczami. Kazuma i ta jego żona! Niańczył ją jak dziecko… chociaż, jakby się tak nad tym zastanowić, to ona była dzieckiem. Jennifer Cage. Co Kazumie przyszło do głowy, by ożenić się z tą dziewczynką? I to bez zgody Starszyzny? Tego nikt nie wiedział. Wprawdzie chodziły pogłoski (zwłaszcza wśród żeńskiej części ich społeczeństwa), że Shin postanowił poślubić Jennifer przez wzgląd na jej spojrzenie, które ponoć wyrażało tyle nienawiści, bólu i pasji, że mężczyzna chciał móc patrzeć w jej oczy bez końca. Ale kto (oprócz tych beznadziejnych przypadków romantyczek) uwierzyłby w te brednie?
- Tak się zastanawiam, ile jeszcze lat będziesz musiał ją wychowywać? – Uśmiechnął się, nawet nie próbując ukryć złośliwości.
Mężczyzna jednak nie dał się sprowokować. Doskonale wiedział, że żeniąc się z Jennifer wywołał niemały skandal.  W końcu nie dość, że on był głową jednego z najstarszych rodów, to jeszcze Jenn była człowiekiem, a w dodatku ledwie czternastoletnim dzieckiem. Wiedział też, że wszyscy przymknęliby na to oko, gdyby nie fakt, że nikt nie znał jego planów wobec Jennifer.
- Tyle, ile będzie trzeba, mój drogi przyjacielu – odrzekł z łagodnym uśmiechem.
Takeda pokręcił głową.
- Co ci przyszło do głowy, żeby żenić się z tym dzieckiem?
Kazuma przymknął na chwilę oczy, by rozważyć wszystkie za i przeciw. Powiedzieć mu? A może zachować to dla siebie? Ostatecznie postanowił uchylić rąbka tajemnicy.
- Zastanów się, przyjacielu, zastanów się nad tym dobrze.
- Zastanawiam się nad tym od dwóch lat i żadne racjonalne wyjaśnienie nie przychodzi mi do głowy. Może więc mnie olśnisz, mój drogi przyjacielu? – Uniósł jedną brew, czekając na wyjaśnienia.
Shin pokręcił głową i uśmiechnął się, jakby to było coś oczywistego, po czym rzekł:
- Moja żona jest siostrą Strażniczki. Dodam, że siostrą bliźniaczką, a bliźniaczki w historii rodu Cage nigdy wcześniej się nie narodziły i moim zdaniem nie jest to przypadek.
Takeda skinął głową. Doskonale wiedział, że to musiało mieć jakiś głębszy sens.
- Jak zamierzasz to wykorzystać?
- Jak wszyscy wiedzą, Strażniczka rodzi się w co drugim pokoleniu rodziny Cage, więc następczynią Fii powinna być wnuczka jej brata. - W tym momencie Kazuma uśmiechnął się przebiegle.
- Ale ona nie ma brata… - szepnął przewodniczący Starszyzny. Wszystko powoli zaczynało nabierać sensu…
- Właśnie. A biorąc pod uwagę fakt, że matka bliźniaczek, Alice Cage, jest nieprzeciętnie chorowitą kobietą i najprawdopodobniej nie urodzi już następnego dziecka… A bazyliszek potrzebuje Strażniczki…
Tadao z uwagą słuchał tego, co mówił mężczyzna. Kazuma, jeśli w ogóle postanowił pojawić się na obradach Starszyzny, nie udzielał się. Był zawsze biernym obserwatorem i bez sprzeciwów zgadzał się ze wszystkimi decyzjami pozostałych członków Starszyzny. Nikt nigdy nie podejrzewał go o taką przebiegłość.
- Shin, czy ty właśnie zmierzasz do tego…
- Tak. Właśnie do tego. Skoro Jennifer i Fia to bliźniaczki, a Alice nie urodzi syna, to wnuczka jednej z nich zostanie następną Strażniczką. Jednak wiadomo, że Strażniczka nie może mieć dzieci, więc to wnuczka mojej żony odziedziczy moc.
- A co za tym idzie, również twoja…
Kazuma z uśmiechem skinął głową. O mocy bazyliszka marzyło wielu, jednak pozyskanie jej było niemałym wyzwaniem. Nie można było zabić Strażniczki, gdyż tak bazyliszek wymykał się spod kontroli. Nie istniał również żaden rytuał pozwalający na przekazanie mocy, a zniewolenie Strażniczki (czego wciąż próbowała dokonać Jennifer) było niemal niemożliwe, ponieważ chronił ją medalion. Ale on znalazł sposób na to, by pozyskać moc tej pradawnej bestii dla siebie.
Kąciki ust Takedy drgnęły niedostrzegalnie. Wiedział, że jeśli dobrze to rozegra, sam również skorzysta na planie Kazumy. Nie chciał działać pochopnie, dlatego właśnie wolał to wszystko przemyśleć na spokojnie i dopiero wtedy przejść do działania. Miał jednak jedno pytanie:
- Powiedz mi, co na to twoja żona? Wie o tym? Godzi się na to?
Wampir wzruszył ramionami i z uśmiechem oznajmił:
- Jeszcze nie, dowie się w swoim czasie. A czy się zgodzi? Cóż, nie ma innego wyjścia…

<***>
Witam!
Wiem, wiem, jest późno, dlatego rozwodzić się nie będę. Rozdział dedykuję Kao i Evie. Kao z racji tego, że to jej debiut (Natsumi) i czekała na ten rozdział do tej godziny (podziwiam! xD), a Ev ze względu na to, że ostatnio dołączyła do moich Czytelniczek (mam nadzieję, że na dłużej)! Oczywiście, dziękuję za wszystkie cudowne komentarze, jesteście kochane! Dobra, starczy, bo Kao mnie zaraz zamorduje! xD

Pozdrawiam- Andzik

15 komentarzy:

  1. Kocham Haruo <3 i Natsu <3 przeczytane i idę spać! Cieszę się, że udało Ci się dodać <3
    Dziękuję za dedykację, a komentarz później, bo umieram :D ale warto było czekać !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, hej! Rozdział, na który czekałam tak długo, że myślałam, że umrę :D Ale jak już wspomniałam, warto było :P Z góry przepraszam za takie męczenie, ale jakoś tak czekałam bardzo :P Poza tym, wydaje mi się, że był krótszy niż poprzednie, co akurat jest dość przykre :( W każdym razie dziękuję za dedykację <3

      No, ale po kolei. Aika powinna posłuchać swojego sumienia, a nie Whispera :/ Ten głos mi się już nie podoba -.- Kurcze, to jest matka i nic tak nie uspokaja jak przytulenie mamy… Każdemu by tego brakowało. W końcu została sama, bez żadnej ostoi… Przykre, że to tak wypiera, widocznie boi się do tego przyznać, bo wtedy by się załamała :(

      No i pojawiła się Natsu <3 Jeny, dziękuję Ci za nią, bo wygląda na to, że będzie całkiem słodkie ziółko z niej <3 Podoba mi się jej relacja z bratem, bo widać, że są blisko i troszczą się o siebie :D Natsumi jest trochę jak ja- zawsze musi postawić na swoim, ale umie (tak myślę xd) porozmawiać i zrozumieć. Jeny, jeny, wciąż nie wierzę, że mam z nim taką uroczą relację <3 Miłości jego do Aiki nie zmienię, ale przynajmniej kocha mnie tak rodzinnie, a to mega silne, więc jestem w niebie :D I mam kasztanowe LOKI <3 jakoś lubię jak postaci je mają, a wciąż narzekam na swoje W każdym razie zastanawia mnie czy też mam zielone oczy jak mój słodziak, bo chyba nie było tu nic o tym wspomniane ;P Podobało mi się, że Natsu nie zapamiętała imienia Aiki To było takie rzeczywiste dla mnie, jakby mało ją to obchodziło, bo w sumie wiadomo kim jest (geny), a jej imię będzie potrzebne na nagrobku, który jej zgotuję jak jeszcze kilka razy zrani mojego braciszka -.- (znaczy logiczne, że jej nagrobka nie ufunduję, niech zrobi to bardziej lub mniej martwa matka, ale postaram się żeby był potrzebny >D ) Wiadomo, że z Aiką było coś nie w porządku! Kto by oparł się Haruo? No kto?! Widzisz? Nikt xd Wszyscy go kochają <3 I jeszcze biedak się obwinia… No kurcze no, bez przesady, mogła się odsunąć xD I w końcu mądre postanowienie mojego brata-sama. Nie pozwoli się tak traktować- no ja mam nadzieję! Nie ma czegoś takiego. Nie dajmy się stłamsić przez osoby, na których nam zależy! Nie dajmy się wykorzystywać! :D (taki mały apel :P ) Tak czy inaczej, skoro Natsu odziedziczyła jeszcze większe pokłady szaleństwa i energii to zaczynam się bać :D To będzie niezłe :D Ponadto każde- cmoknęła go w policzek, zarzuciła ręce na szyję, chwyciła mocniej za dłoń- wywołuje u mnie napady euforii… Coś Ty ze mną zrobiła tym jednym fragmentem? xD „Obejrzała się przez ramię i posłała mu przebiegły uśmiech.” Tak tak tak i jeszcze raz tak! Dokładnie tak to sobie wyobrażałam. No widzę to! Ciekawe tylko cóż to wymyśliłam :D

      Usuń
    2. Jeny i przechodzimy do najbardziej słodziakowatej pary <3 Gdzie ani trochę nie przeszkadza mi ta słodycz (nie, żeby w ogóle mi słodycz przeszkadzała xd ). Hiroshi, Hiroshi… Co ona z Tobą ma… Ja się Ayi dziwię, że ona nie skacze dookoła niego, albo nie przytula go jak tylko go widzi. A buziak w polik? Mogła od razu się na niego rzucić xd nie miałabym nic przeciwko! A tak poważniej to jest jak scena wyjęta z jakiejś mangi/anime. To chowanie się za szalikiem, małe podchody.. Mega urocze i czekam na dalszy rozwój wydarzeń. Bo tak powinno się schodzić a nie - zrobię dla Ciebie wszystko, a Ty zdepczesz mnie jak mrówkę -.- ŻAL. Liczę na to, że Hiroshi da radę i coś zrobi z tym głupkiem Yoshiro (gdyby nie rozdział u Suzu- nazwałabym go „tym kolesiem”), powiedzmy „tym kolesiem2” . Czekam już na jakąś scenę z nim, żeby literacko go pognębić :D
      Lekcje, lekcje.. Zajechało mi prawdziwą Ayą z liceum, kiedy jeszcze nie wagarowała (nie to, co studia xd chcę pisać- nie idę na zajęcia :P ). Ma dwa miesiące i będzie je tracić na szkołę? Halo? W objęcia Hiroshiego i ku wschodzącemu słońcu! <3

      JAaaaaaaaaa.. I ten Shin Kazuma? (popraw. „ten koleś 3”) Ten koleś 3 jest masakryczny! Znaczy pewnie nie zdenerwowałam się tak, jak Suzu, ale i tak byłam zła. Nie, żebym była fanką wkurzającej acz mającej do tego powody siostry Fii, ale no kurde. W sumie czego się spodziewała, wychodząc za starszego o xyz faceta, który poleciał na jej oczy? No chyba wiedziała, że nie będzie to love story xd Co nie zmienia faktu, że ten koleś 3 zalazł mi za skórę, bo nie wolno wykorzystywać dzieci, pokrzywdzonych dzieci, dziecka, którego siostra nosi bazyliszka i generalnie dzieci. Zachciało mu się potwora w rodzinie -.- Żałosny jest. Niech ta Alice bierze się za kolejnego dzieciaka, bo chyba byłaby w stanie odkryć co się może stać jeśli dziecko Jenn przejmie bestyjkę. Jeny, co za dramaty…

      Reasumując, rozdział był bardzo krótki, ale treściwy. Wszystko mi się podobało i chcę wiedzieć co będzie dalej… Także streszczaj się z rozdziałami, bo zaraz zaczyna się nowy rok szkolny, a boję się, że Ci się odechce pisania jak przyjdzie szkoła :( No, ale nie poddawaj się i przyjeżdżaj w przyszłym roku do Bydgoszczy, u nas jest taka wena, że nie pogardzisz xd Buziaki i do następnego! Kocham Cię za moją postać (i nie tylko :D )

      Usuń
  2. Ej, też długo czekałam! Chcąc czy nie xD
    Hiroshi rządzi! <3 Choć Haruo i Natsu też nieźli. I już się boję porannych bulwersów Suzu z powodu Shina xD
    Komentarz dostaniesz najwcześniej w czwartek, a póki co dziękuję za rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już się boję, co będzie z tego komentarza. :o W myślach układałam już różne jego wersje, ale nie miałam wówczas czasu bądź możliwości ich spisać i koniec końców nie wiem, co z tego wyjdzie. -.- Czy to w ogóle będzie miało ręce i nogi?! Obawiam się, że może być z tym problem…

      Kurczę, tak bardzo żal mi Aiki. T^T Tyle ma dzieciak problemów na głowie, a w sumie jest z tym sama. Matka ją zostawiła (jakby nie patrzeć), a taki tam Jonathan jej nie zastąpi. Z Riką kontakty jakoś samoistnie się chyba ochłodziły, no bo przecież Aika nie może jej o wszystkim powiedzieć… Z Ayą trochę za mało się zna… Bidulka! Mam nadzieję, że da sobie radę. Bądź co bądź to i tak w miarę silna dziewczyna, ale każdy ma granice wytrzymałości. I tak sobie myślę, że w takich momentach jak w początkowej scenie tego rozdziału najgorzej jest znieść samotność. Któż z nas nie zna tego uczucia, gdy budzi się w środku nocy czy nad ranem i nachodzą go tysiące nieprzyjemnych myśli? Ma się wtedy ochotę do kogoś przytulić, a nie zawsze ma się ku temu możliwość… Ale książka to dobry pomysł. Jeny, ile razy w przeszłości to książki ratowały mnie przed zupełnym zdołowaniem się! Naprawdę co rusz w postaci Aiki widzę jakieś własne cechy, ciekawe!

      Ach, i mamy debiut Kao! *próbuje sobie ją wyobrazić jako zielonooką dziewoję o kasztanowych lokach (tak bardzo niestandardowa Kao! xD)* Jejku, kolejna świetna postać Ci wyszła! Relacje między Natsumi a Haruo są rewelacyjne. Widać, jak bardzo im na sobie zależy, jak bardzo są ze sobą zżyci, jak wiele razem przeszli (tudzież zmalowali :D)… Urocze! <3 Jednak rodzeństwo to świetna sprawa (wiem z doświadczenia ^^). Znajomi przychodzą i odchodzą, a rodzeństwo, jeśli jest takie, jakie być powinno, trzyma się ze sobą zawsze, choć oczywiście w każdych relacjach zdarzają się wzloty i upadki. W każdym bądź razie Natsu i Haruo tworzą świetną parę siostra&brat. Haruo ma teraz wielkie szczęście, bo w tych trudnych chwilach ma na kogo liczyć. Mało tego, Natsumi od razu wymyśliła plan działania! To dobrze. Pewnie zrobi coś szalonego i to coś niekoniecznie spodoba się Aice, ale po części zasłużyła, bo jednak nieładnie potraktowała Haruo, który z kolei… sam też zasłużył na karę za swoje zachowanie. Taak, i kółko się zamyka. Rety, naprawdę jedno i drugie powinno się ogarnąć. Oboje popełniają błędy i są trudnymi ludźmi, ale hej, zawsze można się nieco zmienić, nie? Mimo wszystko nadal jestem za tym, by tych dwoje się zeszło, bo tworzyliby cudownie wybuchową parę! :D Ale Natsumi się nie dziwię, że tak, a nie inaczej podchodzi do Aiki. Mnie by szlag trafił, gdyby ktoś tak olewał albo traktował z góry mojego braciszka! >.< Przecież wiadomo, że dla bliskich osób chce się jak najlepiej, więc kiedy taka osoba cierpi, my cierpimy razem z nią. :( Tym bardziej, iż Haruo naprawdę zależy na Aice - mamy wreszcie dowód. Jejku, to jest takie przykre… Czym bardziej on się stara, tym bardziej rozwściecza Aikę (nie żebym się jej nie dziwiła, sama bym takiemu „Meksyk z Kambodżą” urządziła xP), która z kolei mylnie sądzi, że on tylko chce zrobić sobie z niej kolejne zdobyte trofeum, a tymczasem on jednak żywi do niej jakieś głębsze uczucia. Jeny, niechże się ogarną i na spokojnie porozmawiają! *zmęczony ton starego człowieka* Ech, coś czuję, że chciałam tu jeszcze o czymś wspomnieć, ale na chwilę obecną nie mam pojęcia, co to mogło być. T_T

      Usuń
    2. Eee… Kolejnego fragmentu to się wręcz boję komentować, bo wyjdzie ze mnie potwór. xD Zacznę więc od (prawie) tradycyjnej anegdotki (o ile można to tak nazwać) z życia wziętej. Tej nocy, kiedy dodałaś rozdział, długo nie mogłam zasnąć (w przeciwieństwie do Suzu, która, choć deklarowała, że będzie czekać ile trzeba, zasnęła, gdy tylko się położyła). Nie wiadomo kiedy, w końcu padłam, ale tylko po to, by obudzić się gdzieś po godzince czy coś koło tego. Był środek nocy (dla mnie), wszyscy śpią, ciemno wszędzie, głucho wszędzie… Trochę się wahałam, czy jest sens czytać rozdział od razu, skoro mój mózg nie najlepiej pracuje o takiej porze, no ale dobra, skusiłam się (ciekawe dlaczego? xD). Czytam, czytam, mało co ogarniam, a tu nagle, przewijając tekst i czytając scenę z Natsu i Haruo, mój wzrok przypadkiem pada na „Dwa… miesiące?” i BUM! Jakoś się ożywiłam, wiedząc już, kto pojawi się w kolejnym fragmencie. :D Dałam nura pod kołdrę - całe szczęście, bo jak już przyszło co do czego, to oczywiście musiałam hamować szaleńczy chichot psychofanki. ^^’ Jestem z siebie dumna, że mimo dziwnych dźwięków wydobywających się spod mojej kołdry Suzu ani pies się nie obudzili! :D
      Druga anegdotka, tym razem z wczoraj (albo przedwczoraj): siedzę sobie w kuchni, wszystko ładnie, pięknie, chcę wstać, a tu moja droga siostra nie chce mnie przepuścić. No to mówię jej, jak zawsze w takich sytuacjach, by dała mi przejść, a ona z tym swoim uśmieszkiem z tekstem: „Przykro mi, jest opłata za przejście.”. Padłam! xD Nie dość, że obie zaczęłyśmy się chichrać, to jeszcze Kao na serio nie przepuściła mnie, póki nie dałam jej całusa w policzek. xD Dobra, to koniec sytuacji z życia wziętych (po co ja je w ogóle opowiadam? xD).
      Ech, ten fragment czytałam już co najmniej kilka razy, ale to raczej nikogo nie dziwi, Suzu i Kao po prostu uśmiechają się porozumiewawczo, gdy mnie na tym przyłapują. :D Jeny, mogłabym chyba osobno skomentować każde zdanie tego fragmentu. ;_; Niech mi ktoś wyjaśni, dlaczego jestem taka nienormalna? D:
      Dobra, może zacznijmy tak: nie wiem, czy pamiętasz, ale na forum wspomniałam, że Aya jest głupia (xD) i wyjaśnię to w komentarzu. Tak więc oto powody:
      1. Ja nie wiem, opowiadaniowe Aye (dziwna odmiana :o) mają ciągle to do siebie, że nie zauważają uczuć facetów-którzy-ją-kochają. Czyż nie? „Co go to może obchodzić?”, „Niepotrzebnie zawracała mu tym głowę. To, że za dwa miesiące zostanie żoną Yoshiro, nie było problemem Hiroshiego.” Boziu, serio? *z dezaprobatą kręci głową i wznosi oczy ku niebu* Toć gołym okiem widać, że mu na niej zależy! Facet gotów jest dla niej nawet zabić (dobra, wiem, że Aya nie była świadkiem rozmowy Hiroshiego z Kage, no ale…!), a jej się wydaje, że nie jest dla niego nikim szczególnie ważnym! Do tego zabiega o nią, nie daje jej spokoju (na szczęście! :D <3), troszczy się o nią i, o ludzie, przecież nawet pocałował ją dwa razy! Znaczy dobra, wiem, że faceci to idioci i inaczej podchodzą do tego typu spraw i można to odebrać inaczej, ale błagam, nie w przypadku takiego cudownego chłopaka! Zresztą w sumie zastanawia mnie, jak nazwać relacje, jakie łączą teraz Ayę i Hiroshiego. No bo raz zachowują się niemalże jak para, raz jak przyjaciele, raz jak ledwie znajomi, zwariować można. o.o
      2. „(…) jaki był sens w przekonywaniu Ayi, że nie skończy jako żona tego okrutnika, skoro ona w to nie wierzy?” - Jakże ona może w to nie wierzyć? :D Oczywiście wiadomo, ja też bym się bała mieć na to nadzieję, bo gdyby się nie udało, świat zawaliłby się podwójnie, no ale halo, mówimy o Hiroshim! Znaczy wiem, że niekoniecznie wszystko pójdzie gładko, różnie bywa, ale jednakowoż mam nadzieję, że mu się uda, bo nie chcę skończyć jako… w sumie nawet nie wiem, jak to nazwać. D: W każdym bądź razie: Aya, trochę optymizmu! *krzyczy w eter*

      Usuń
    3. 3. Lekcje?! Serio?! Życie jej się skończy za dwa miesiące (teoretycznie), a ona do szkoły idzie?! To raz. A po drugie I NAJWAŻNIEJSZE: facet marzeń proponuje jej wspólne spędzenie czasu, na dodatek jest do jej dyspozycji od zaraz, a ona zamiast skorzystać z tak cudownej okazji, idzie na zajęcia?! Dziewczyno, ogarnij się! O rany, jak można tak marnować czas? Gdybym się dowiedziała, że zostały mi dwa miesiące do końca (jakikolwiek by on nie był), olałabym studia i spędziła czas z rodziną i przyjaciółmi, a co za tym idzie, Aya powinna siedzieć z rodzicami i Hiroshim przez cały ten czas! Co z tego, że będzie miała zaległości, jeśli Hiroshiemu jednak uda się nie dopuścić do ślubu? Wielki mi problem powiedzieć, że było się chorym. xD Znaczy dobra, chodzenie do szkoły to pewnie jeden ze sposobów na „Chcę żyć normalnie tak długo jak się da, nie chcę myśleć o ślubie, blablabla”, ale… Jejku, są rzeczy ważne i ważniejsze! :o Tak więc mamy tu niepotrzebne marnowanie czasu - raz. Dwa - do jasnej ciasnej, czy ona nie pomyślała o tym, że to może być niebezpieczne? Może histeryzuję (xD), ale jak tak się zastanowić, to przecież Yoshiro zjawiał się już niespodziewanie w różnych miejscach, więc nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby zaskoczył Ayę na przykład w drodze do lub ze szkoły czy coś. A sama przeciwko niemu nic nie zdziała. T^T Nie powinna oddalać się od taty i Hiroshiego… Ewentualnie w warunkach szkolnych jeszcze Aika w razie czego mogłaby pomóc, ale wiesz, jak jest. W ogóle to ja się dziwię Kage i Maayi, że ją z domu samą wypuszczają. ;_; Ja bym się chyba za bardzo o dziecko bała. ;( Mam schizy nawet wtedy, gdy siedmioletni brat sam idzie do sklepu (tak, wiem, że to nienormalne). ;_; Wracając do Yoshiro… Ciekawa jestem, jak przyjął to pokonanie przez Hiroshiego. No bo wyobraźmy sobie: silny wampir, co to uważa się za pępek świata, nagle zostaje powalony przez jakiegoś kolesia, którego nigdy wcześniej nie widział i który na dodatek stawał w obronie jego narzeczonej. No kurczę, na miejscu Yoshiro szlag by mnie trafił! No i dobra, postawił na swoim i wreszcie ma wyznaczoną datę ślubu (wredota!), ale czy to wystarczyło, by poczuł się pewnie? Gdybym była nim, wcale bym się tak nie czuła… Byłabym wściekła, a duma byłaby zbyt mocno urażona, a że to facet, to pewnie całe tamto zdarzenie jeszcze bardziej siadło na jego ego. No i co teraz? :o
      4. Policzek? Całus w policzek? Jeny, na takiego faceta to się rzuca od razu! :D Najlepiej zaraz go przed ołtarz zaciągnąć. :D Nie no, dobra, tak na „poważnie”: co się tu dużo zastanawiać? Całus w policzek to nawet ja bym przeżyła, więc po co tyle analiz? :D Tym bardziej, że przecież całowali się już w usta (hihihi <3)! Znaczy… Hiroshi ją całował, ale prawie na jedno wychodzi, bądź co bądź Aya jakoś nie miała nic przeciwko. xD Jejku, ale ona nieśmiała! (powiedziała ta, co nie jest x_x) Niech lepiej skorzysta z tych dwóch miesięcy i zaszaleje! :D
      Ok, w planach była jeszcze większa tyrada, ale dam już sobie spokój nad pastwieniem się nad własną bohaterką. xD

      Usuń
    4. Powtórzony tekst „Co zrobisz, takie życie” skojarzył mi się z pierwszym spotkaniem Ayi i Hiroshiego, kiedy to podobnie wyszło z „Właściwie to tak… chociaż nie”. xD Jeny, kocham ten paring, oboje są jednocześnie uroczy, jak i słodko złośliwi! :D A coby się jeszcze pozachwycać nad Hiroshim, to muszę napomknąć, iż bardzo mi się podoba to, że tak przeraźliwie na Ayę nie naciska. Znaczy wiadomo, jest trochę porąbany, zdecydowanie specyficzny, jak to określiła sama Aya, ale tak jak i ona za to go lubię (a nawet bardzo lubię xp). Jeny, on jest praktycznie idealny. Od charakteru, poprzez czyny, aż po wygląd. No cudeńko! (Dlaczego nie istnieje?! D: Na takiego to może nawet ja bym się koniec końców skusiła!) Aa, a co do tego naciskania, to mam tu na myśli chociażby wspomniany całus w policzek. No bo mógł zażądać konkretnego pocałunku, nie? A mimo tego tak nie postąpił, słodziak!
      Albo fakt, że potrafi być poważny kiedy trzeba. To też w nim jest świetne, że nie błaznuje przez cały czas, tylko potrafi odpowiednio ocenić sytuację, przeanalizować ją, znaleźć wnioski i zachować się tak, jak powinien w danej chwili. Ale przez większość czasu jest jednak cudownym optymistą, obdarza innych tym swoim promiennym uśmiechem… Jenyyyy, rozpływam się, tak samo jak na każde wspomnienie o jego cudnych oczach! *o* Muszą być niesamowite! <3 Chciałoby się w takich zatonąć… Q.Q
      O rety, niech mnie ktoś porządnie walnie, co ja wyprawiam?! D: Komentarz tej jednej sceny będzie dłuższy od całej reszty razem wziętej! Teraz to już na pewno zamkną mnie w pokoju bez klamek. No błagam, kto normalny tak się rozpisuje i zachwyca nad nieistniejącą postacią?! Chyba tylko ja jestem do tego zdolna -.- Dlatego też kończę ten fragment, aczkolwiek z ciężkim sercem, bo czuję, że mogłabym napisać dwa razy tyle… :o

      Ha! Salon Takedy sprawia onieśmielające wrażenie i ciężko poczuć się tam swobodnie, zupełnie inaczej niż u Hiroshiego! *przypomina sobie fragment, w którym Aya po raz pierwszy przyszła do jego domu* O cholibka, jakby to powiedział Hargid, znów tylko Hiroshi! Niech mnie ktoś zabije! ;___;
      „Po uścisku dłoni i wymianie grzeczności, gospodarz poprowadził gościa ku kanapom.” - tu nie powinno być przecinka. Ostatnio zwróciłam już na to uwagę Evie. Tak się robi w języku angielskim, nie polskim, warto zapamiętać. ;)
      Ech, dzięki temu fragmentowi Shin oficjalnie wchodzi do grona moich ulubionych bohaterów (ku zgrozie Suzu). Znaczy wiadomo, że nie pochwalam jego zachowania, to cham, ale co ja poradzę na to, iż uwielbiam takie postaci? Mamy tu takiego niby cichociemnego faceta, potężnego, bo potężnego, ale jakoś specjalnie się nieudzielającego w życiu swojego społeczeństwa, ekscentryka, który ni z tego, ni z owego żeni się z czternastoletnią ludzką dziewczynką (na dodatek bez zgody Starszyzny!), a tu PUF! i okazuje się, jak przebiegłą jest żmiją! :D Tak podejrzewałam, że będzie miał coś do Bazyliszka, no bo kto normalny ożeniłby się przez wzgląd na oczy dziewoi? Jejku, będzie się działo! Jak wspominałaś na forum, taka postać stwarza dużo możliwości i mam nadzieję, że to wykorzystasz! Ja w każdym razie z wielką chęcią poczytam jeszcze o naszym drogim panu Kazumie. *zaciera rączki* Ale coraz bardziej żal mi Jennifer. Jak ona biedna na to wszystko zareaguje? Szlag by mnie trafił, gdybym była tak wykorzystywana… Czuję z nią coraz większą więź. ;__;

      Usuń
    5. Rety, kończę już, bo zaraz zasnę, a poza tym pewnie wypisałam tu mnóstwo bzdur. Przepraszam ;_; Nie każę Ci czytać tego wszystkiego </3 Ale możesz się nacieszyć (?) takimi esejami, póki mam wakacje, bo w roku akademickim to dobrze będzie, jeśli kilka zdań uda mi się pod rozdziałem sklecić. T^T
      Podsumowując, rozdział świetny, choć mam wrażenie, że krótki… Ale z niecierpliwością czekam na kolejne! Jejku, strasznie żałuję, że nie mogę sobie tego i innych opowiadań przeczytać jak książki: biorę w łapcie i mogę przeczytać całość, a nie muszę czekać tygodniami na nowość. T^T Mam nadzieję, że wena sprzyja, a laptop częściej będzie trafiał w Twe rączki! Życzę powodzenia w dalszym pisaniu, a także w nowym roku szkolnym! Buziaki! :*
      *zastanawia się, o jaki wielu rzeczach nie wspomniała, ale daje sobie spokój i idzie spać*

      PS. Bynajmniej nie mam siły czytać tego elaboratu, więc… Przepraszam za wszelakie kwiatki, niezrozumiałości i w ogóle za to, że jestem na tyle szalona, by wypisywać takie rzeczy!

      Usuń
  3. Dzięki za info i komentarz :D

    Hiroshi i Aya! Długo na nich czekałam! Mrau! Kocham tę parkę! <3

    Poza tym-Haruo naprawdę zakochany w Aice? No no no! Kto by się tego spodziewał???

    Heh, i Jenn ma przewalone... Ja to bym się wkurzyła, gdybym została tak perfidnie wykorzystana...

    Co do hejterów i wywalania z FB- ja też miałam polewkę z tego, jak mi grożono "Wyrzucę cię ze znajmoych na FB!" xD Jakby to była najgorsza rzecz z możliwych xD Może jakbym miała znowu 13 lat to by to na mnie podziałało... Ale teraz? Mowy nie ma.

    Pozdro i weny!

    K.L.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie no zabije dziada, padalca jednego >.< Na szczescie na osłodę miałam Hiroshiego, Haruo i jego siostrzyczkę (czytaj Kao xD) Nie no ale serio jaka wnerwiona na niego jestem to masakra T^T Dobra dość tego dobrego napiszę coś konkretnego jak się uspokoję ^ ^"

    OdpowiedzUsuń
  5. *wysiorbała kawę* Dobrze, a więc czas na komentarz. Na początek dziękuję za dedykację, prawie córko. <3 Mam nadzieję, że już nie opuszczę na tak długi czas naszej społeczności. xD Z góry zaznaczam, że komentarz nie będzie długi, bo zaraz muszę lecieć się szykować. D:
    Z dialogami chyba nie było już jakiś większych problemów, być może z raz czy dwa, ale nie rzucało się to w oczy. Czytając na komórce o wiele lepiej zauważam takie rzeczy, a teraz piszę z komputera. ;D Ale głównie widziałam "jej, jej, jej..." xD To już jest do uniknięcia. Spróbuj innych konstrukcji. Wybrałam teraz fragment na chybił trafił:
    "Nie wiedział już jak jej nieba przychylić, a za każdym razem spotykał się z jej strony z chłodem i obojętnością, a momentami nawet złośliwością. Byłby głupi, gdyby dalej puszczał jej słowa w niepamięć."
    Pierwsze jej możemy zostawić. Drugie np. " ze każdym razem spotykał się ze strony dziewczyny". Trzecie np. "gdyby dalej puszczał słowa Aiki w niepamięć". Rozumiesz? Wiem, że to proste i logiczne, ale nie zauważyłam, abyś próbowała zastąpić to imieniem, nazwiskiem, dziewczyna/chłopak/kobieta/mężczyzna. Tak tylko piszę. ;D I tak wiem, że jeśli dziewczyny to przeczytają, to będą się mnie czepiać. ŻYCIE. Należę do osób, które nie potrafią zauważyć części swoich błędów, chyba że wydrukują sobie i wtedy czytają.
    Natsumi...cóż. Dość miła jak na mojego bliźniaka. xD Ale podejrzewam, że jest zadowolona, ona lubi rodzeństwo. Zwłaszcza brata, który ma naprawdę niewiele wad! W sumie szkoda mi trochę Haruo. Ale jeszcze wszystko może się zmienić. Sądziłam, że z niego raczej negatywny bohater, a tu okazuje się, iż w gruncie rzeczy kocha Aikę. Ciekawi mnie, co siostrzyczka wymyśli. Bo jak kobieta się za coś bierze...;D
    Oj nie wątpię, że Hiroshi coś wykombinuję. Może mi się wydaje, ale czy nie było takiego pomysłu, że Kage wydałby Ayę za kogoś innego?
    No i wiemy, gdzie pies pogrzebany! Wiadome było od początku, że to nie tylko o oczka chodziło Kazumie. ;D Ale fakt, nie wpadłabym na to. Może kiedyś bliźniaczki znowu się zjednoczą? Nie jestem zbytnią fanką happy end'ów w takich ff, ale szansa jest. xD Pewnie Suzu by chciała. ;D
    Pozdrawiam, prawie córko! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Doczekaliście się! Zapraszam na rozdział 16 Czarownicy i Bestii!

    OdpowiedzUsuń
  7. Hey! Ostatni część Seven Devils już jest!

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobra niedobra Suzu zabiera się za komentowanie… Wiem że powinnam już dawno, dawno, dawno temu skomentować ten rozdział ale ostatnio naprawdę mam okropne problemy z tym by napisać jakiś konkretny komentarz -.- A czas tak mi leci że nie wiem co… Serio przydałby się jakiś zwalniacz czasu czy coś takiego… No nic koniec paplania bo zaraz zajadę jakimś rozważania o istocie śmierci i życia i dopiero się mnie przerazisz ^ ^” W każdym bądź razie przejdę może do rzeczy a nie…

    No więc pierwsza scenka była naprawdę przygnębiająca… Tak bardzo było mi żal głównej bohaterki noo T^T Ech mnie też największe deprechy, smutki, żale itp. dopadają właśnie nocą czy samotnymi wieczorami… Ech nie wiem co noc ma w sobie ale zawszę najboleśniejsze myśli ma właśnie o takich porach a już najfajniej jest jak tuż przed snem ^ ^Ech tak się zastanawiam… Whisper ciągnie Aike w dobrą czy złą stronę…? Sama nie wiem co sądzić o tym głosie we wnętrzu Aiki… Niby zawszę dobrze jej radził ale to co mówiła o jej matce… Jakoś tak mi okropnie przykro jak właśnie czytam o myślach głównej bohaterki odnośnie matki… Choć rozumiem je obie i bynajmniej nie oskarżam Aiki o jej uczucia… Może właśnie dla tego to wszystko sprawia że jest mi tak mega przykro… Mam nadzieje że jakoś się ogarną wszyscy… Ech no nic pozostaje mi tylko czekać :p

    No to mamy debiut naszej Kao-chan <3
    Hahah to się jej brat trafił nie ma co <3 Nicha sama bym chciała takiego choć na mego zacnego braciszka z VK-VN nie mogę narzekać co to to nie xp Ech teraz to zaczęłam za nim tęsknić a dziewczęta tak dawno o nim nie wspominały nooo Q.Q Trzeba przyznać że postać Kao ma niezły charakterek Xd Ach ale Haruo jest mega noo <3 Kurczę taki słodki z jednej strony a z drugiej mam taką mroczną stronę ! KOCHAM gościa! Po prostu Kocham! Heh ciekawe co Natsu planuje ale jedno jest pewnie Aika ma przegwizdane ^ ^” Nie no nie chciałabym być wrogiem Natsu to pewne!

    Nie no scenak między Hiroshi a Ayą była po prostu MEGA <3 Nie no po prostu ta scena zasługuje na medal <3 Jej no po prostu rozpływałam się jak to czytałam ^ ^ A ta scena gdy Aya musiała dać całusa naszemu drogiemu Nekromancie to było po prostu mistrzostwo świata ! Xd Ach jakież to uroczę było <3 Słoooooooodkie <3 Ciekawa jestem jak Aya wykaraska się z tego chorego ślubu… No nic zobaczymy (o ile dożyje do tego momentu xp) :P

    I teraz scena która o mało nie doprowadziła mnie do zawału >.< Noż kurna najchętniej to ja bym mojego pedo szwagra zakatrupiła poprosiła Hiroskiego by go ożywił obciełabym mu co nieco przyszła później znów zabiła i znów poprosiła Hiroshiego żeby go ożywił i tak aż do znudzenia! >.< Noż kurna zachciało mu się molestować dla zysku moją biedną bliźniaczkę noo >.< Noż kurna mać >.< Nie no dobra zamilknę bo coś czuję że mi ciśnienie skaczę T^T

    Dobra Andziku drogi po wiekach udało mi się naskrobać w miarę logiczny (?) komentarzyk i mam nadzieję że wybaczysz mi moją opieszałość obiecuję poprawę Q.Q A ty kochana błagam postaraj się dodawać rozdziały szybciej noo Q.Q

    Tak że całuski i duuuuuuuuuuuuuuuuuuuuużo weny duuuuuuuuuuuuużo czasu na pisanie :*

    Suzu-chan

    OdpowiedzUsuń