Wciąż nie mogła uwierzyć w to, że teraz ma je przy sobie. Od tak dawna przecież czekała na ten moment… Zawsze była słabego zdrowia. Bano się nawet, że nie będzie w stanie urodzić jednego dziecka… a tu proszę! Bliźniaczki! Dwie maleńkie połówki całości…
W zacienionym kącie pokoju siedziała stara kobieta. Do tej pory milczała. Uważnie przyglądała się młodej matce i jej niedawno narodzonym córkom. Nie podzielała jej radości z powodu narodzin bliźniaczek, gdyż wiedziała czym to się skończy. Wstała i bez słowa podeszła do łóżka, na którym leżała.
-Czyż nie są cudowne?- zapytała kobieta, spoglądając na staruszkę z wymalowanym na twarzy szczęściem.
-Twoja radość zamieni się w rozpacz, Alice.- szepnęła.
W oczach, w których odbijała się mądrość gromadzona przez wiele, wiele lat, pojawił się smutek. Naprawdę żal jej było Alice. Zawsze pragnęła dziecka, jednak wszyscy wiedzieli, że to, iż zostanie matką, graniczy z cudem, gdyż była bardzo chorowita. Odkąd tylko Alice dowiedziała się, że jest w ciąży, lekarz nie opuszczał ich domu. Obchodzono się z nią jak z jajkiem, a mimo to okres tych dziewięciu miesięcy zniosła bardzo ciężko i gdyby jej oblicza nie rozjaśniały teraz miłość i nieopisane szczęście, oczom staruszki ukazałaby się trupioblada, wychudzona twarz i zmęczone, podkrążone oczy.
-Caroline… o czym ty mówisz?- wcześniejszy wraz jej twarzy ustąpił przerażeniu.
Staruszka pokręciła ze smutkiem głową. Wyciągnęła lewą rękę w stronę dziewczynek. Alice ze strachem spojrzała na tę pokrytą gęstą siecią zmarszczek dłoń. Widniał na niej fragment stwora, którego okiełznanie było zadaniem jej rodu. Widniał na niej fragment bazyliszka. Cień drgnął niespokojnie na skórze Caroline.
-One są dwie, Alice. Pierwszy raz w historii. Dwa ciała, dwie klatki… a więzień tylko jeden.
Alice w jednej chwili przycisnęła swe córki do piersi. Chciała je ochronić przed tą dłonią i przed znajdującą się na niej bestią, choć wiedziała, że to niemożliwe. Z czasem weźmie to, co jej się należy. Tak, jak robi to od wieków.
-Posłuchaj mnie.- poleciła i cofnęła rękę, widząc reakcję kobiety- On wybierze jedną z nich, a drugą pochłonie nienawiść. Chcesz tego, Alice?
W błękitnych oczach kobiety zalśniły łzy. Zaszlochała cicho, nie odrywając przepełnionego bólem spojrzenia od swych córek. Caroline nigdy się nie myliła i Alice doskonale o tym wiedziała. „Chcesz tego, Alice?” Oczywiście, że tego nie chciała! Lecz cóż mogła zrobić?
-Rozdzielić je. To jedyne wyjście. Możesz wychować tylko jedną z nich.- oznajmiła, jak gdyby czytała w myślach Alice.
Nie! Tylko nie to! Alice pokręciła głową tak energicznie, że Fia zakwiliła cichutko. Kobieta natychmiast się opanowała i pogładziła po głowie młodszą z córek. Nie mogła ich rozdzielić. Nikt nie dał jej do tego prawa, a poza tym… serce by jej pękło, gdyby musiała zrezygnować z jednej z nich.
Caroline westchnęła ciężko i posłała Alice pełne współczucia spojrzenie.
-Sama wybrałaś dla nich tę drogę, Alice. Ja cię przed tym ostrzegałam, wypełniłam swój obowiązek.- powiedziała cicho i odwróciła się od młodej matki, by skierować swe kroki w stronę wyjścia.
Alice nie odrywała wzroku od lekko przygarbionej postaci Strażniczki, aż ta zniknęła za drzwiami. Łzy obficie spływały po jej twarzy. Czuła się tak, jakby podpisała wyrok na swoje dzieci.
<***>
-Okasan!- zawołała wybiegająca zza krzewów różanych Jennifer.
Alice uniosła głowę znad książki i wprost nie mogła powstrzymać się od uśmiechu. Jej mała, pięcioletnia córeczka wyglądała na bardzo przejętą. Bursztynowe oczka Jenn lśniły z zachwytu, a długie, jasne włosy do niedawna spięte w kucyk, teraz powiewały swobodnie na delikatnym wietrze. Tak bardzo różniła się od siostry, a jednocześnie były do siebie tak podobne!
-Co się stało, skarbie?- zapytała, wstając z ławki.
Jennifer, nic nie wyjaśniając, złapała matkę za rękę i pociągnęła ją w stronę krzewów. Nie mając innego wyjścia, Alice podążyła za swoją córką. Kiedy już znalazły się za różami, oczom kobiety ukazała się klęcząca na ziemi Fia. Ze skupieniem przyglądała się jednej z gałązek, nie zwracając uwagi na czarne włosy, które opadały jej na twarz. Jennifer natychmiast dołączyła do niej i gestem przywołała matkę. Kobieta nachyliła się nad gałązką i ujrzała powód, dla którego jej bliźniaczki wpatrywały się w tę gałązkę z niemal nabożną czcią. Z przymocowanego do niej kokonu, powoli zaczynał wyglądać motyl. Twarz Alice na nowo rozjaśnił uśmiech. W milczeniu czekały aż motyl oswobodzi się z kokonu. Kiedy w końcu się go pozbył, machnął na próbę skrzydłami raz, drugi, jakby przyzwyczajał się do swojej nowej postaci. Po chwili odleciał, odprowadzany wzrokiem dziewczynek i ich matki.
Alice ucałowała w czoło najpierw Jenn, później Fię i wyprostowała się, by wrócić na ławkę i pozwolić córkom na dalszą zabawę. Kiedy wyszła zza krzewów, spojrzała w stronę wiekowego drzewa, w którego cieniu stała jedna z ławek. Jej mąż, Gabriel, szeptał właśnie o czymś ze swoją ciotką. Alice natychmiast spochmurniała na widok Caroline, lecz szybko przywołała na twarz uśmiech i ruszyła w ich stronę.
-Jak dobrze cię widzieć, Caroline.- powiedziała, uśmiechając się przyjaźnie.
Nie to, że nie lubiła Strażniczki. Po prostu, nie mogła się oprzeć wrażeniu, że ta kobieta posuwa się o krok za daleko, wciąż próbując mówić jej jak ma wychowywać dzieci. Wiedziała, że Caroline nie robi tego w złej wierze. Chciała przecież dobrze.
-Ciebie również, Alice.- skinęła jej głową.
W całym ogrodzie rozległ się melodyjny śmiech i wszyscy skierowali oczy w kierunku, z którego dobiegał. Dziewczynki właśnie przebiegały między rabatami ulubionych piwonii matki, bawiąc się w berka. Alice westchnęła zrezygnowana.
-Znowu połamią mi kwiaty.- poskarżyła się, ale na jej twarz wypłynął uśmiech.
-Dajecie im zdecydowanie zbyt wiele swobody.- mruknęła Caroline.
-Ciociu, nie zaczynaj…- Gabriel posłał błagalne spojrzenie Strażniczce.
-Caroline, to tylko dzieci. W przyszłości będą nosiły na barkach brzemię ogromnej odpowiedzialności, lecz nie zamierzam z tego powodu odbierać im dzieciństwa.- oznajmiła ze spokojem Alice.
Caroline odszukała wzrokiem biegające wśród drzew bliźniaczki.
-Jedna z nich, Alice. Nie zapominaj o tym. Tylko na jednej spocznie ta odpowiedzialność.- głos staruszki przypominał bezlitośnie wbijający się w serce sztylet.
Oczy Alice zaszły łzami. Dlaczego ona do cholery musiała jej to przypominać?! Gabriel wstał i delikatnie objął żonę, chcąc ją uspokoić.
-Spójrz na nie. Czyż nie są szczęśliwe? Jak mogłaś chcieć, bym zdecydowała się je rozdzielić? Jak mogłaś mi, ich matce, kazać wybierać, z której zrezygnuję?- spytała drżącym głosem.
Staruszka westchnęła i spuściła wzrok
-Ich szczęście szybko przeminie, Alice. Już wkrótce zobaczysz, że to było najlepsze wyjście.- wyszeptała i zamilkła, gdyż w tej chwili podbiegły do nich Fia i Jennifer, zaczynając opowieść o swoich nowych odkryciach.
<***>
-Co z nią?- zapytał Gabriel, podrywając się z fotela.
Alice pokręciła głową ze smutkiem.
-Twierdzi, że to kwestia kilku dni, w najlepszym wypadku tygodni.
Mężczyzna westchnął ciężko, wbijając zrozpaczone spojrzenie gdzieś w przestrzeń. Jego ciotka, Caroline Cage, umierała. Potwór, którego strzegła przez wiele lat, ta bestia, której ciężar musiała dźwigać, wysysała z niej resztki życia. A gdy jego ciotka odda ostatni oddech, ten stwór przeniesie się na jedną z jego ośmioletnich córek.
-Gdzie dziewczynki?- uniósł głowę, spoglądając wprost w błękitne oczy Alice.
-U siebie.- odpowiedziała niemal niedosłyszalnie -Gabriel, ja nie chcę… ja nie pozwolę, by one do niej poszły.- kilka łez spłynęło po bladej twarzy kobiety.
-Myślisz, że ja tego chcę? Serce mi pęka na samą myśl o tym, ale nie mamy wyboru, Alice… po prostu nie mamy wyboru.
Ból malujący się na twarzy kobiety, wprost rozdzierał duszę Gabriela. Przygarnął ją do siebie. Zawsze była tak krucha, tak delikatna… nie mógł pozwolić na to, by rozpacz ją zniszczyła.
-One są ze sobą tak mocno związane… A teraz… teraz…- zaszlochała, wtulając się w jego koszulę.
Gładził ją delikatnie po plecach, szepcząc jej uspokajające słowa.
-Płaczesz, mamusiu?
Oboje odwrócili się w stronę wejścia. W drzwiach stała Fia i ze zmartwioną miną wpatrywała się w Alice. Kobieta natychmiast otarła łzy i przywołała na twarz uśmiech.
-Nie, skarbie.
Fia przeniosła spojrzenie na ojca. Ten wydał jej się tak samo przygnębiony jak matka. Podeszła do nich i z powagą zapytała:
-Czy to przez ciocię Caroline?
Alice z przerażeniem spojrzała na Gabriela, który widząc pytanie w jej oczach, pokręcił głową. Nie powiedzieli córkom ani słowa o zbliżającej się śmierci Caroline. Nie chcieli, by cokolwiek z tego, co dotyczy bazyliszka dotarło do uszu dziewczynek, nim nadejdzie czas, by jedna z nich została Strażniczką. Chcieli, by jak najdłużej cieszyły się normalnym dzieciństwem.
-Skąd ci to przyszło do głowy, kochanie?- spytał Gabriel, biorąc na ręce córkę.
Oplótłszy rączkami jego szyję, spojrzała mu w oczy i ze smutkiem powiedziała:
-Ciocia umiera. Ale mówiła, że mamy się tym nie martwić.- dodała, widząc miny rodziców.
-A kiedy rozmawiałaś z ciocią?- odezwała się ostrożnie Alice.
-Chwilę temu.
-Jenn też?
Dziewczynka kiwnęła głową, po czym oznajmiła, że Jennifer wciąż jest w sypialni cioci. To wystarczyło, by oboje ruszyli w kierunku pokoju Caroline. Gabriel szedł przodem, wciąż trzymając Fię na rękach, natomiast Alice dwa kroki za nim. Bez uprzedzenia, weszli do środka.
Jennifer siedziała na skraju łóżka, trzymając ciocię za rękę. W chwili, gdy w pomieszczeniu pojawili się rodzice dziewczynki wraz z jej siostrą, Caroline uniosła głowę i spojrzała na nich spod półprzymkniętych powiek.
-Wybaczcie mi.- szepnęła, układając usta w namiastkę uśmiechu.
Jasnowłosa dziewczynka popatrzyła na rodziców ze łzami w oczach. Fia natychmiast uwolniła się z objęć ojca i podbiegła do siostry, by ją przytulić.
-Czy… czy ty…- zaczęła Alice, nie mogąc przestać się jąkać.
Każde uderzenie serca odczuwała coraz boleśniej. Jego powolne i nierówne bicie powoli zaczynało przyprawiać ją o zawroty głowy.
-Hai, powiedziałam im wszystko. Spełniłam swój obowiązek.- skinęła głową.
Alice czuła się, jakby zaraz miała eksplodować. Jak ta stara wiedźma śmiała zniszczyć dzieciństwo jej ukochanym córkom?! W duszy kobiety grały teraz tak sprzeczne emocje, iż nie wiedziała, co począć. Obudziła się w niej nienawiść do Caroline, ale naprzeciw tej nienawiści wychodziło współczucie. Caroline była starą kobietą na łożu śmierci, która przez wszystkie swoje dni borykała się z wielką odpowiedzialnością. Alice rozumiała, że Caroline nie miała wyjścia, ale… mimo wszystko, Fia i Jennifer były córkami jej bratanka, a ona bez cienia wyrzutów sumienia, zniszczyła je. Dwie perfekcyjnie pasujące do siebie połówki już nigdy się nie połączą. Teraz będzie je dzieliła odwieczna bestia, która stanie się jednością z którąś z nich.
-Wybaczcie mi…- powtórzyła, patrząc na Alice i Gabriela, po czym przeniosła spojrzenie na bliźniaczki- Jennifer, Fia… tak strasznie mi przykro…- wyszeptała w stronę dziewczynek, które wciąż siedziały objęte na skraju łóżka.
Alice nie wierzyła w jej żal. Pokręciła głową i bez słowa wyszła z pokoju.
-Idźcie za matką.- polecił Gabriel córkom.
Ciągle pochlipując, wykonały rozkaz. Gabriel podszedł do ciotki.
-Dziwnie widzieć cię przykutą do łóżka.- stwierdził i ścisnął jej dłoń w swojej.
-Już niedługo, Gabrielu.- skinęła głową- Ale nie zejdę ze świata spokojna, jeśli mi nie wybaczycie.
-Nie mnie cię oceniać. To był twój obowiązek i jeśli sumienie cię nie dręczy, to ja ci wybaczam.- powiedział cicho, ze spokojem- Ale Alice… ona ma w sobie ogromne pokłady miłosierdzia i współczucia, lecz tego ci nie wybaczy. Potem będzie żałowała, ale teraz nie jest zdolna do przebaczenia.
Caroline uśmiechnęła się słabo. Takiej odpowiedzi się spodziewała.
-Czy wiesz już…- zaczął po chwili namysłu.
-Jennifer. Jest starsza.- odpowiedziała krótko, nie czekając aż skończy pytanie.
Skinął jej głową, po czym puścił praktycznie pozbawioną sił dłoń Caroline i odwrócił się, by odejść.
-Żegnaj ciociu, nie mam żalu.- rzekł i zniknął za drzwiami.
Caroline Cage pozostała sama. Sama wśród przesyconego oddechem śmierci pomieszczenia, sama z oczami, które obserwowały ją z cienia na jej lewym ramieniu.
Dwa tygodnie później, Caroline wiedziała, że już czas. Wezwała do siebie bliźniaczki.
Dziewczynki bardzo przeżywały ten czas. Niemal się nie odzywały, wciąż tylko płakały albo szeptały o czymś między sobą. Przez dwa tygodnie nie oddalały się od siebie ani na centymetr.
Alice była na skraju załamania nerwowego. Nie spała, nie jadła, nie mogła usiedzieć w miejscu. Nie mogła i nie chciała sobie poradzić z tym, że teraz oto, tak jak przepowiedziała w dniu ich narodzin Caroline, jedna stanie się Strażniczką, a drugą pochłonie nienawiść.
Gabriel starał się jak mógł, by choć odrobinę poprawić stan żony, lecz nie widział żadnych efektów. Czuł, że jeśli to się będzie przeciągać, straci ją.
Strażniczka leżała na swym łóżku, spoglądając na Fię i Jennifer, które stały przed nią, trzymając się za ręce. Fia co chwilę zerkała na matkę, która stała w drzwiach razem z Gabrielem. Jej twarz miała tak beznamiętny wyraz, że gdyby nie łzy spływające ciurkiem po jej policzkach, młodsza z bliźniaczek pomyślałaby, iż Alice wszystko jest obojętne. Fia spróbowała posłać jej pokrzepiający uśmiech, lecz zamiast ją pocieszyć tylko ją zdołowała, ponieważ w jej uśmiechu czaił się smutek.
Jennifer ani razu się nie obejrzała. Wyraźnie wyczekiwała chwili, w której ciało Caroline przestanie być klatką, a uwięziony bazyliszek wybierze jedną z nich na nową Strażniczkę. Alice z bólem patrzyła na obie córki. Ona nie musiała czekać na śmierć Caroline. Ona już wiedziała, która z nich będzie Strażniczką.
Caroline z trudem podniosła się odrobinę i zdjęła z szyi medalion. Jak już dziewczynki zdążyły się dowiedzieć, krył on w sobie duszę jednej ze Strażniczek, która postanowiła ochronić swoje następczynie przed niebezpieczeństwami czyhającymi na nie na każdym kroku.
-Śmierć już na mnie czeka, lecz nim opuszczę ten padół, muszę uwolnić mojego więźnia. Jesteście córkami rodu Cage. Jednej z was powierzam bazyliszka, bestię, której nasz ród strzeże od pokoleń. Jedna z was przejmie nad nim władzę. Tylko jedna z was będzie w stanie okiełznać bazyliszka.- powiedziała słabym głosem.
Zamknęła medalion w lewej dłoni i wyciągnęła ją w kierunku bliźniaczek. Cień na jej skórze poruszył się, chcą już opuścić dotychczasową klatkę. Fia i Jennifer wyciągnęły dłonie w kierunku Caroline.
Alice i Gabriel wyszli z pokoju. Nie mogli przebywać w nim w chwili wyboru Strażniczki. Niecierpliwie czekali na to, by znów móc ujrzeć córki. Po chwili usłyszeli zrozpaczony krzyk. Chcieli natychmiast wejść do pokoju, ale nim zdążyli otworzyć drzwi, z pomieszczenia wypadła Jennifer i, odpychając ich od siebie, pobiegła wzdłuż korytarza.
-Idź za nią.- szepnęła do Gabriela, który bez wahania podążył za córką.
Alice powoli weszła do pokoju. Caroline była martwa. Jej bezwładne ciało leżało na wznak na łóżku, jednak Alice tylko na nie zerknęła.
-Fia?
Skulona na podłodze Fia zalewała się łzami, skrywając twarz w dłoniach. Alice zagryzła wargę. Nie mogła się rozpłakać. Nie teraz. Uklęknęła przy Fii.
-Skarbie, spójrz na mnie.- poleciła szeptem, obejmując delikatnie córkę.
Dziewczynka podniosła na nią lśniące od łez bursztynowe oczy. Cały czas drżała, nie mogąc się uspokoić. Alice szeptała jej na ucho kojące słowa, gładząc jej ciemne włosy, ale to nie pomagało. Kobieta spojrzała na lewą rękę dziewczynki, którą w całości pokrywał cień potwora. Nienawidziła tej bestii całym sercem.
-Mamo, ja go nie chcę!- zaszlochała Fia.
-Wiem. Jednak nic nie możemy na to poradzić. Musimy to zaakceptować.- oznajmiła, spoglądając głęboko w oczy dziewczynki.
-Ale przecież… to Jenn miała być Strażniczką, nie ja! Ona tak bardzo tego chciała, a…
-Ciii… nic nie mów, Fia.- przytuliła ją do siebie.
Głaskała ją po głowie tak długo, aż względnie się uspokoiła, a wtedy wyprowadziła ją z pokoju. Zapewniała ją, że wszystko będzie dobrze, choć zadawała sobie sprawę z tego, że są to kłamstwa. Caroline nigdy się nie myliła.
<***>
Czas płynął, a bliźniaczki stawały się sobie coraz bardziej obce. Nie były już tymi samymi dziewczynkami, które nie odstępowały od siebie na krok.
Fia z czasem pogodziła się z tym, że została Strażniczką. Nie chciała tego, ale cóż mogła poradzić? Po prostu to zaakceptowała. W przeciwieństwie do swej bliźniaczki. Jennifer wciąż miała żal do Fii. Nienawidziła siostry za to, że dostała coś, co przecież należało się jej i choć początkowo jedynie unikała Fii, starała się trzymać ją na dystans, to z wiekiem coraz bardziej nienawidziła siostry. Jak sama twierdziła, dusiła się, gdy była blisko niej.
Alice zawsze myślała, że z radością będzie obserwować swe córki, jednak myliła się. Bolało ją patrzenie na Fię, która cierpliwie znosiła wszystkie przepełnione jadem słowa i spojrzenia Jennifer. Ten sam ból odczuwała, patrząc na starszą córkę. Już od dawna jej nie poznawała, nienawiść do siostry zmieniła ją całkowicie i Alice wiedziała, że w dniu śmierci Caroline, umarła również Jennifer.
<***>
Jennifer szybkim krokiem szła przez las. Nie mogła już dłużej wytrzymać w domu. Nie mogła już dłużej patrzeć na Fię. Ta mała, podstępna żmija zrobiła z siebie męczennicę, dzięki czemu rodzice stali po jej stronie. W walce z nią, Jennifer została sama. Dlaczego nikt nie widzi, że to nie ja jestem ta zła? Dlaczego wszyscy jej bronią? Przecież to ona ukradła moją moc! A teraz jeszcze gra wielce pokrzywdzoną! myślała ze wściekłością i nawet nie zauważyła, iż wyszła na środek drogi, wprost pod kopyta pędzącego konia. Krzyknęła przerażona, lecz w samą porę koń zatrzymał się tuż przed nią.
-Nic ci nie jest?- spytał mężczyzna, zeskakując z konia.
Jennifer natychmiast opanowała strach i pozwoliła, by zawładnęła nią wściekłość.
-Czy pan postradał zmysły?! Najpierw pędzi pan na złamanie karku, a teraz pyta, czy nic mi nie jest?!- wysyczała, bez cienia lęku podchodząc do niego.
Mężczyzna otworzył usta, by coś powiedzieć, jednak Jennifer gestem go uciszyła. Nie była w humorze, a on o mały włos jej nie zabił i nie obchodziło jej teraz to, że to ona niespodziewanie wyszła na drogę, a jej słowa w stosunku do starszego, przynajmniej na oko, o osiem lat mężczyzny, świadczą o jej okropnym charakterze i braku wychowania.
-Ma pan świadomość tego, jak to się mogło skończyć?!
Teraz oczekiwała odpowiedzi, jednak on wcale nie zamierzał odpowiadać. Wpatrywał się za to w jej oczy z zachwytem i ciekawością. Każda dziewczyna w jej wieku rzuciłaby się pewnie do ucieczki, ale ona, zamiast uciekać, podeszła jeszcze bliżej, rozzłoszczona już do granic możliwości.
-I w co się pan tak wpatruje?!- spytała, mrożąc go przepełnionym jadem spojrzeniem.
Uśmiechnął się. Widząc to, Jennifer zapobiegawczo odsunęła się na parę kroków. A może jednak powinna była postąpić jak każda dziewczyna w jej wieku?
-Nie bój się, nie zrobię ci krzywdy.- zapewnił szybko, jakby przestraszył się, że zaraz mu ucieknie- Po prostu… masz naprawdę niesamowite oczy.- oznajmił.
Zatrzymała się i spojrzała na niego pytająco. Co też może być niesamowitego w jej oczach? Nigdy ich nie lubiła. Identyczne miał ojciec. Identyczne miała Fia.
-Jest w nich tyle nienawiści, tyle bólu… jak tragiczna historia musi się kryć za tym spojrzeniem?- uśmiechał się, nie odrywając od niej wzroku.
Jennifer zastanowiła się przez chwilę. Nie wydawało jej się by miał złe intencje, a poza tym… miała wrażenie, że może mu ufać. Dlatego postanowiła mu opowiedzieć tę tragiczną historię.
Od dłuższego czasu siedzieli na niewielkiej polance. Już po paru minutach okazało się, że nieznajomy jest doskonałym słuchaczem, więc dziewczyna opowiedziała mu o wszystkim, co zdarzyło się w jej czternastoletnim życiu. Wysłuchał jej cierpliwie, wciąż wpatrując się w jej oczy, co w pierwszych chwilach nieco ją krępowało, ale szybko się z tym oswoiła.
-Doskonale cię rozumiem.- zapewnił.
-Naprawdę?- pytała z niedowierzaniem.
Nikt jej nie rozumiał. Nikt nie był w stanie zrozumieć jej uczuć, więc kiedy mężczyzna skinął głową, w jej sercu zatliła się nadzieja. Czyżby znalazła sojusznika?
-Naprawdę… Moje biedactwo! Jak bardzo samotna musiałaś się czuć przez ten czas!- powiedział ze współczuciem, kładąc dłoń na jej policzku.
Wcześniej Jenn odpychała od siebie tę myśl, ale faktycznie. Czuła się bardzo samotna. Najpierw zdradziła ją siostra, a potem również rodzice. Wszyscy ją opuścili. Została na polu walki bez żadnego sprzymierzeńca. Poczuła łzy spływające po policzkach. Łzy wściekłości, bezsilności, samotności.
-Nie płacz.- szepnął z kojącym uśmiechem, czułym gestem ścierając łzy z jej twarzy- Przysięgam, że już nigdy nie będziesz sama.
Zamrugała kilka razy dla poprawienia widoczności. Kłamał? Nie… tego była pewna. Mówił prawdę. Ale… jak miała nie czuć się samotna, gdy zewsząd otaczali ją sami wrogowie?
-O nic więcej nie będziesz musiała się martwić. Ja pomogę ci się zemścić, odbierzesz to, co ci się należy. Tylko…
Szlag! Zawsze jest jakiś haczyk! Nadzieja, która pojawiła się w Jennifer, powoli zaczynała gasnąć.
-Tylko co?- spytała, patrząc na niego ze spokojem.
-Musiałabyś zostać moją żoną.- odpowiedział, a delikatny uśmiech nie schodził mu z ust.
Jennifer w pierwszej chwili zamurowało. Żoną?! Czy to nie lekka przesada?! Spojrzała na niebo. Kiedy wychodziła z domu, było przed południem, a teraz błękit nieba przeistaczał się w granat. Spędziła z tym mężczyzną ledwie kilka godzin i nawet nie wiedziała jak się nazywa, a on chciał, by została jego żoną. Czy on sobie z niej kpił?
-Nawet mi się pan nie przedstawił.- powiedziała, a w jej głosie, o dziwo, nie dało się usłyszeć żadnych emocji.
-O, przepraszam, mój błąd. Nazywam się Shin Kazuma.- powiedział, czarując ją spojrzeniem.
Przez twarz Jennifer przebiegł cień uśmiechu. Większość nastolatek na jej miejscu już dawno by zemdlała, ale na niej nie robiło to najmniejszego wrażenia. Fakt, był przystojny. Miał ciemne włosy, a nieco przydługa grzywka opadała na jego brązowe oczy, dodając mu uroku. Lecz nie to było najważniejsze. Jennifer zdawała sobie sprawę z tego, że ma tylko czternaście lat i właściwie nie wiadomo, dlaczego ten oto osobnik chce się z nią żenić, ale po chwili zastanowienia doszła do wniosku, że to wcale nie jest aż taki zły pomysł. W końcu oferował jej zemstę i odebranie tego, co od początku powinno do niej należeć za stosunkowo niewielką cenę.
-Jennifer Cage.- przedstawiła się.
Kazuma najwyraźniej czekał, aż udzieli mu odpowiedzi, ale Jennifer wcale się nie śpieszyło.
-Mam tylko jedno pytanie.- odezwała się po ciągnących się w nieskończoność minutach milczenia.
-Tak?
-Dlaczego mi to pan proponuje?
Uśmiechnął się znowu i wzruszył ramionami jakby zapytała go o coś oczywistego.
-Dlatego, że chciałbym bezustannie móc patrzeć ci w oczy.- oznajmił.
Jennifer zamrugała parę razy.
-Żartuje pan sobie?- prychnęła.
Mężczyzna stanowczo pokręcił głową i Jennifer wiedziała, że nie kłamie. Co jak co, ale kłamstwo rozpoznawała na kilometry. Tak samo, jak czuła swoją bliźniaczkę.
-No dobrze.- wzruszyła ramionami.
Shin Kazuma podniósł się z miejsca i pomógł wstać Jennifer.
-Nie będziesz żałowała swojej decyzji.- obiecał, po czym ucałował ją w czoło.
Taką mam nadzieję. pomyślała i uśmiechnęła się na samą myśl o zemście. Nie wierzyła w miłość, więc małżeństwo również nie miało dla niej wartości. A zemsta, ukaranie tych, którzy ją skrzywdzili… to było bezcenne.
Jennifer wyczuła zbliżając się Fię. Natychmiast poinformowała o tym Kazumę. Mężczyzna zaproponował, że zabierze ją od razu do siebie, ale Jennifer odmówiła. Może to i było głupie, ale... nie mogła od tak sobie wyjechać. Musiała ostatni raz zobaczyć rodziców i... Fię. Chciała zobaczyć ludzi, którzy dali jej życie, chciała ostatni raz ujrzeć rodzinę, z którą niegdyś była naprawdę mocno związana... chciała zobaczyć osobę, przez którą zerwała tę więź. Kazuma zgodził się na to i odjechał, uprzednio ustalając z Jennifer dzień, w którym uwolni ją od bliźniaczki.
Parę minut po zniknięciu mężczyzny, zza drzew wyłoniła się Fia.
-Rodzice się o ciebie martwią.- powiedziała cicho i spuściła wzrok.
Zawsze miała wyrzuty sumienia, że to ona została Strażniczką. Wiedziała, że nie może na to nic poradzić i że to nie ona dokonała takiego wyboru, ale mimo wszystko... czuła się winna, iż dostała coś, czego jej ukochana siostra tak bardzo pragnęła.
Jennifer rzuciła brunetce pełne pogardy spojrzenie i bez słowa ruszyła w drogę powrotną do domu.
<***>
-Alice!Kobieta, słysząc wołanie męża, natychmiast podniosła się z miejsca i ruszyła mu na spotkanie. Wpadła na niego w drzwiach i niewiele brakowało, a oboje wylądowaliby na podłodze. Alice przyjrzała się Gabrielowi. Coś musiało się stać. Inaczej jego twarz nie miałaby tak zmartwionego wyrazu.
-Co się stało?- zapytała, z uwagą wpatrując się w jego oczy.
-Jennifer zniknęła!
Nogi ugięły się pod nią i gdyby nie nie podtrzymujący ją Gabriel, z pewnością by upadła. Od kilku dni zachowanie córki było co najmniej dziwne. Nie mówiła wiele, nawet podarowała sobie pełne złośliwości i pogardy spojrzenia, które tak często posyłała siostrze. Wciąż tylko obserwowała, a Alice przeczuwała, że coś jest nie tak. Jak w transie, uwolniła się z objęć męża i ruszyła w stronę pokoju starszej córki. Niegdyś bliźniaczki nie wyobrażały sobie mieszkania w dwóch różnych pokojach, jednak tego samego dnia, w którym umarła Caroline, Jennifer przeniosła się do innego pomieszczenia.
Alice rozejrzała się wokół. W pokoju zostało niewiele rzeczy Jennifer. Opuściła powieki, modląc się w duchu, by to, co wydaje się oczywiste, nie okazało się prawdą. Kiedy otworzyła oczy, jej spojrzenie trafiło na leżącą na biurku kartkę. Powoli podeszła bliżej i wyciągnęła po nią drżącą dłoń.
-Ona odeszła.- szepnęła, wypuszczając z dłoni kartę, która okazała się być zaproszeniem na ślub.
Gorzkie łzy popłynęły po jej policzkach. Gabriel natychmiast objął ją, szepcząc uspokajające słowa. Nie mógł pozwolić na to, by jej serce pękło. Nawet jeśli sam odczuwał niewyobrażalny ból, musiał być spokojny. Dla niej. Jego uczucia były nieistotne.
W drzwiach stanęła Fia. Rozejrzała się po pokoju, a widząc płaczącą matkę i leżące na podłodze zaproszenie, szybko połączyła fakty. To była jej wina. To przez nią matka wylewała łzy. To przez nią Jennifer odeszła. Zawsze czuła się winna. Wyrzuty sumienia powoli zaczynały ją przytłaczać. Wielokrotnie zastanawiała się co by było, gdyby się nie narodziła. Za każdym razem przed oczyma stawała jej trzyosobowa rodzina. Tak mocno ze sobą związana, tak szczęśliwa... Zamknęła oczy i poczuła pod powiekami łzy. Odwróciła się i wyszła z pokoju, by w samotności móc obwiniać się o wszystkie nieszczęścia, które przydarzyły się jej rodzinie.
<***>
Witam!
Dodatek dedykuję Suzu! Dziękuję również, że nadrobiłaś ostatni komentarz, choć nie musiałaś, kochana jesteś! :*
Tak... ale byłabym niewdzięcznicą, gdybym nie podziękowała Ayi i Kiran! Dziewczyny, jesteście po prostu cudowne! Naprawdę zawsze cieszą mnie Wasze komentarze!
Następny rozdział postaram się wstawić za tydzień, ale nic nie obiecuję! Jest jeszcze niedokończony, zostały mi dwie scenki i nie mam pomysłu jak ubrać je w słowa, a nie chciałabym zepsuć całego rozdziału... no nic! Miejmy nadzieję, że uda mi się dokończyć!
Pozdrawiam- Andzik
Jej Andzik ty mnie do płaczu doprowadzasz ;( Nie no muszę się uspokoić to napiszę porządny kom bo jak bym teraz pisała to dramat ;(
OdpowiedzUsuńJako iż skończyłam czytać „normalne” rozdziały (nie liczę dodatku ;P)- zabieram się za pisanie komentarza. Pewnie dziś nie zdążę, bo powinnam się uczyć, ale bishe z Twojego opo + fakt, iż niespecjalnie chce mi się uczyć podczas gdy wszyscy mają już wakacje, sprawiły, że zabieram się za niego już teraz. Niespecjalnie wiem jak zacząć, bo chciałabym chociaż w części „przelać na papier” to, co czułam czytając to opo.
OdpowiedzUsuńPrzede wszystkim ubolewam nad tym, iż zaczęłaś pisać tak dawno a rozdziałów jest tak mało… Z tego co widzę to w ostatnim czasie nieźle Ci idzie dodawanie, więc mam nadzieję, że skoro dołączyłam do grona fanek to i chęci i zapału Ci przybędzie jeszcze więcej :D
Ale wracając do komentarza, bo nawet nie zaczęłam… Główna bohaterka. Podoba mi się przemiana, jaka zachodzi w Aice. Dobrze, że na samym początku czytelnicy mieli wgląd w jej codzienne życie, przez co można było bardziej zauważyć jak owa moc wpływa na jej zachowanie. Cieszę się, że nie jest kolejną przerażoną całym światem bohaterką błagającą wszystkich o pomoc, ani z drugiej strony nazbyt pewną siebie damulkę. Doczepiłabym się jedynie do jej zapędów do nagłej organizacji „spotkania dla wszystkich szefów, żeby powiedzieli co mogą mi zaproponować”- w niektórych rozdziałach czuć jakby Aika wręcz szczyciła się tym, jaka to ważna nie jest. Ale mogę przymknąć na to oko, z uwagi na to, że jak jest tu nakreślone- moc ją pochłania. Podobały mi się momenty, w których wszystko było dla niej nowe- reakcje były bardzo realistyczne. Chciałam też dodać, że spodobała mi się jej ludzka przyjaciółka- Rika (?) - chyba tak to było :D Jest bardzo energiczna i żywiołowa, jeśli mam być szczera przypomina mi troszkę Kao z czasów gdy była nic niewiedzącym dzieckiem :D Ale to dla niej na plus, bo mogę znaleźć z nią kilka wspólnych cech, w sumie jest jedyną postacią żeńską, z którą mogłabym się jakkolwiek uosobić. Może jeszcze odrobinę do głównej bohaterki, ale to bardziej z jej ciemnej strony :P
Będąc już przy szkole- nieźle się uśmiałam nad ironią losów Aiki. Najpierw jej największymi problemami było spóźnienie się na lekcje. Kto by pomyślał, że po kilku tygodniach jej niegdyś wielkie problemy staną się nadzwyczaj komiczne. Dziewczyna stała się gwiazdą Piekieł i jest poszukiwana przez Niebiosa, pół świata chce ją zabić, a reszta wykorzystać do swoich niecnych celów… A jakaś nauczycielka będzie jej smęcić pod nosem, że się spóźniła? :D Komiczne, naprawdę komiczne :D
UsuńPostanowiłam, że będę kleić ten komentarz poprzez bohaterów, bo tak chyba łatwiej będzie mi to wszystko ogarnąć, ale z góry przepraszam za brak spójności :P
Kolejną postacią jaką poznaliśmy jest Mari. Ach….. szkoda gadać :D Ciężko mi cokolwiek o niej powiedzieć, ponieważ oczy przesłania mi ten, którego odrzuciła…. A do niego zamierzałam dotrzeć później… :D Więc w skrócie- Aika przesadziła z reakcją. Generalnie jest w pełni uzasadniona, aczkolwiek powinna troszkę postawić się na miejscu matki. Czy Aika nie chciała za wszelką cenę obudzić matki, gdy zapadła w ten niby sen? Nie chciała robić tego dla niej, tylko dla siebie- z tych samych egoistycznych pobudek, z których Mari nie pozwoliła umrzeć Aice gdy była maleństwem. Prawda jest taka, że ludzie boją się samotności i zrobią wiele, żeby mieć kogoś bliskiego przy sobie. Aika myślała, że matka będzie jej ostoją, ale kobieta nie wytrzymała psychicznie. Z jedej strony potępiam ją za to, z drugiej staram się rozumieć, że wymówka - pogorszy się Aice jak zobaczy mnie w takim stanie- była również całkiem trafna. W domu jestem raczej typem osoby, która wszystkich pociesza i nigdy się nie załamuje, więc wiem jak ciężkie jest dla wszystkich gdy ta „podtrzymująca” osoba się załamie. Szczególnie, że tutaj było to na większą skalę niż w normalnym życiu. Wracając, chciałabym, żeby kiedyś historia Mari była bardziej rozwinięta, chociaż jak już wspomniałam nie jest moją ulubioną bohaterką, bo najwidoczniej nie ma gustu -.- Tak czy inaczej jestem ciekawa dlaczego wybrała nie tego faceta co trzeba :P Bo póki co było to ukazane w wielkim skrócie. No cóż, może rozmowa z Jonathanem wkrótce nas uświadomi, chociaż biedak ucieka przed tym tak bardzo, że bardziej się nie da :D
Potem pojawiła się Hurmiz, o której powiem tylko tyle, że mimo iż jest demonem, jest całkiem spoko :D Widać, że nie troszczy się o Aikę tylko z przymusu, ma dobre zadatki na jej przyjaciółkę. Nie pojawiała się ostatnio, ale to zapewne przez to, iż bohaterka przebywa na Ziemi Ziemi :D (nie wiem dlaczego podwójnie xd)
UsuńDobra, przejdę już do postaci, którą niestety stworzyłaś w taki a nie inny sposób… Niestety, byłam już jego od momentu „blond włosów i jadowicie zielonych oczu”… Jonathan… Cóż powiedzieć, lubię ten typ xd W odrobince odrobinkości przypomina mi Suzaku, ale wersję gdzie uniósłby się gniewem po odrzuceniu przez Ayę. Jonathan niestety nie umiał przyjąć odrzucenia… Kurczę, jest mega tragiczną postacią i podoba mi się to, jak go stworzyłaś. Niegdyś czysty, służył Niebiosom, zakochany, szczęśliwy…. I nagle kobita się rozmyśliła… XD No kurde, nienawidzę tego w nas, kobietach… Tak czy inaczej nie umiem do końca ubrać tego w słowa, ale strasznie mi go żal. Fajnie jednak, że wyzbył się tego (jak widać, nie do końca - BARDZO nie do końca :/ ) i przeszedł na stronę zła, żeby złagodzić ból utraty ukochanej… Miło zobaczyć go w wersji bez uczuć i skrupułów, obijającego mordę tego, który przyszedł udusić Aikę, a z drugiej troskliwego i kochającego, a także martwiącego się o główną bohaterkę. Chociaż czasem wydaje mi się to dziwne, że nie miał problemu z tym, żeby zabić Maayi brata (docelowo ją xd), a może znieść fakt, że niańczy córkę ukochanej kobiety i TEGO mężczyzny, dla którego go zostawiła. To przykre, ale widać w tym jak bardzo kocha Mari (nie wiem dlaczego xd) i ile jest w stanie dla niej zrobić. Chociaż myślę, że z czasem (a pewnie nawet już) przestanie patrzeć na Aikę pod pryzmatem „córki Mari”, a bardziej jako swojej przyjaciółce, bo jakoś słowo córka mi tu nie pasuje xd Ja wciąż widzę go młodego i pięknego, bo pewnie taki jest :P I jakoś nie akceptuję jego starości :D Tak czy inaczej, muszę niestety zaakceptować, że zapewne została mu jedna z dwóch ścieżek (przynajmniej w moich wyobrażeniach :P) - albo będzie z Mari, albo umrze w jej/Aiki obronie, przez co grzechy zostaną mu wybaczone i wszyscy będą za nim płakać, łącznie ze mną. Niestety coś mi się wydaje, że taki los tej postaci. Tak czy inaczej nie skończy dobrze (tak, 1 wersja też jest zła :D ). Chciałabym jednak, jeśli miałabyś go kiedykolwiek uśmiercać, żeby usłyszał przebaczenie przed śmiercią… Należy mu się <3 Chcę tylko dodać, że zdziwiłabym się jakby coś mu odwaliło i byłby zły.. chociaż myślę, że to mało możliwe!
A nie… Chciałam już zacząć opisywać moją siostrzyczkę, ale…. czeka mnie jeszcze jeden, w sumie główny, mieszkaniec Piekła. Lucuś :D Jak pierwszy raz przeczytałam o jego wyglądzie, postawie.. to czułam się trochę jak Aika, sparaliżowana. Przy bliższym kontakcie jednak okazuje się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują :P Niby jest zły i bezwzględny i bez duszy, ale nieźle daje sobą pomiatać. Rozumiem, że miliony czy tam tysiące czy setki lat na nią czekał, ale ciężko mi się czyta jak główna bohaterka jest w stanie oplatać sobie wokół palca największe zło świata. Czy dla Szatana nie powinny właśnie się liczyć bezwzględność, zło, nienawiść i inne takie? A on nagle się cieszy, że ta, która ma mu pomóc zapanować nad światem, ma sumienie? :/ Kurcze, no nie . Lucuś jest męski i naprawdę fajny, ale nie jest w moich ulubionych męskich bohaterach. Zapewne by był, gdybyś nie tworzyła takich bishów jak Jonathan, Hiroshi czy chociażby Haruo… Nie jest ulubiony właśnie przez to, że jest troszeczkę sprzeczny. Raz nie ma serca, za drugim razem też go nie ma, ale zachowuje się jakby miał :D Najpierw mówi Aice, że może robić wszystko, potem żeby uważała. Chyba przestaje facet panować nad swoją zabawką :D W każdym razie jest w porządku, nie mówię, że nie :)
UsuńPrzejdźmy zatem do mojej sis…. O jeny. Już to wspominałam, ale to najbardziej podoba do Ayi Aya ze wszystkich Ayi :D Jej wrażliwość, nieśmiałość…. A przy tym jest taką marudą i pesymistką… no idealnie :D Laska ma swoją dumę, której nie widać przy pierwszym zetknięciu z pozornie delikatną jak porcelana Ayą :D Chociaż jest totalnym przeciwieństwem mnie (no, może poza dumą), to jej postać nakreśliłaś świetnie. Mimo, iż jest tym całym dhampirem, jest tym samym chyba jedną z bardziej ludzkich postaci w Twoim opo. Jej zachowanie, gesty, słowa, niepewność.. niejedna dziewczyna podpisałaby się pod tym charakterem. Co do kontaktów z rodzicami-dobrze, że tutaj przynajmniej żyją :D - rodzinka idealna. Pomimo tego, że są pod naciskiem Rady czy kogokolwiek tam :D A propos- ten cały Yoshiro -.- tak mi na nerwy działał, że aż szok. Znaczy w sumie to pewnie nic dziwnego, ale ja tak jeszcze z pobudek rodzinnych- jak ktoś śmiał mojej siostrze coś takiego zrobić? -.- I jeszcze przyjaciółkę jej zabił. Cham i prostak, ot co. Ale nie może tak zwyczajnie umrzeć. Mam nadzieję, że jakoś to zrobisz… że będzie cierpieć :D Chociaż najpierw powinien trochę jeszcze namieszać, bo ma do tego potencjał! Może zabije Hiroshiego? Nie, nie ma opcji. Hiroshi niech się nad nim poznęca, zabije, a potem ożywi i wciąż się nad nim znęca - chciałoby się powiedzieć do usranej śmierci, ale w tym przypadku to nawet i dłużej <3 Wracając jeszcze na chwilkę do rodziców- fajnie, że są tacy, jakich ich sobie zawsze wyobrażałam. Gdyby żyli u nas w opo, myślę, że ich relacje z Ayą byłby bardzo podobne. A i jeszcze chciałam wspomnieć o relacji AyaxAika- całkiem fajna nić porozumienia się między nimi wytworzyła i dobrze, bo obie mogą się komuś wygadać, a ciężko jest znaleźć osobę, której można powiedzieć o TAKICH problemach. U nas Aya była całkiem sama, do czasu aż była ciut bliżej z Zero czy Kao dowiedziała się o wszystkim. Taka dobra dusza jest bardzo przydatna, więc dobrze, że się odnalazły :)
Dobra, czas na zdecydowanie najsłodszego faceta w gronie bishów, do którego nie zbliżyłabym się nawet na kilometr, żeby nie być w zasięgu rażenia mojej ukochanej siostry :D Hiroshi… Co tu o nim powiedzieć, żeby po łbie nie dostać? Trzeba przyznać- jest uroczy. Tak bardzo optymistyczny, nie zrażający się, uśmiechnięty chłopak. Wciąż widzę w nim bardziej chłopaka niż mężczyznę, ale to przez jego podejście do życia. Mimo iż jest nekromantą, jest tak pozytywny i kochany, że naprawdę nie sposób go nie lubić. Przede wszystkim jest spostrzegawczy i dobrze ocenia sytuację. Czyli pokazuje tu, że nie jest tylko głupkowatym chłopcem z podwórka, bawiącym się ze zmarłymi, ale przy tej radości i beztrosce jest też diabelnie inteligentny. Mam nadzieję, że przyjdzie nam poznać jego bardziej ciemną stronę, chociaż jak wspominałam wcześniej- myślę, że jakaś akcja z Yoshiro będzie. Już przy rozmowie z Kage był taki bardziej poważny. W sumie mało go było, bo niby od kilku rozdziałów się pojawia, ale w gruncie rzeczy to ze 2/3 spotkania z Ayą i jedno z ojcem. To i tak strasznie mało, póki co za mało, żeby powiedzieć o nim więcej. Pocałunek był meeeega uroczy, chociaż bardziej spodobała mi się (chyba najbardziej) scena z szalikiem i całusem- żeby pokazać, że wciąż zaskakuje. Tą scenę miałam najbardziej przed oczyma wyobraźni. Każdy ruch, gest, słowa, wszystko było w takiej harmonii i równowadze.. Bardziej czułam się jakbym oglądała tę scenę, a nie czytała ;) Wieeelki plus Ci za nią.
UsuńJak już jesteśmy przy bishach, to wspomnę o Haruo i od razu o jego rodzince, bo na nich nie będę jakoś skupiać uwagi. Jego matka jest dziwna…. To mało powiedziane. Nie umiem powiedzieć o niej nic konkretnego… Kazirodcze związki- spoko :D jednych to gorszy, innym to nie robi :D Przywykłam już do tego w opowiadaniach i mogłabym tu narzekać, bo niespecjalnie lubię tę Mihio (?) o, Miho :D W każdym razie wyczytałam, że ma syna i córkę :D Z tego co pamiętam, to chyba córki jeszcze nie mieliśmy okazji poznać? Musi być ciekawą osobistością z takim bratem ( <3 ) i taką mamuśką :P No, ale, idąc do Haruo. Przypominam sobie, że pisałaś, że jest postacią stworzoną do „nielubienia” ? Niestety, nie wyszło Ci.. W niektórych scenach przypomina mi pyszną i nazbyt pewną siebie wersję Hiroshiego, chociaż.. Hiroshiemu nie brakuje pewności siebie xD no, w każdym razie bardziej „książęcą” wersję Hiroshiego. W sumie nie był jeszcze zbytnio rozwinięty jego wątek, ale już zdążyłam go polubić. Może nie zyskał jeszcze takiej sympatii jak ten, którego serce należy do mojej siostry, ale dużo mu nie brakuje. Szczególnie dlatego, że charakterem (tym bardziej przyostrzonym) jakoś bardziej mi pasuje :D Tak minimalnie podobny do mnie :D minimalnie bardziej :PP
Została jeszcze Fia i jej słodka siostrzyczka… :D Cóż, o Fii mogę powiedzieć tyle, co wiem o Suzu xD Jeśli chodzi o jej historię to nie do końca zrozumiałam ten motyw bazyliszka, skąd się wziął itd., możliwe, że dlatego, iż czytałam to strasznie późno. W każdym razie Fia na pewno jest urocza i słodka. Czasem zachowuje się jak taka myszka- cichutka, szara, niczym się nie wyróżnia, jakby wręcz bała się to zrobić. Podoba mi się jej wrażliwość oraz to, że nie jest w stanie znienawidzić bliźniaczki, mimo tego, co ta jej zrobiła. Chociaż coś czuję, że ta cała Jennifer też nie jest taka zła, tylko po prostu zagubiona ( jestem w trakcie dodatku ;p ). Może najpierw doczytam, bo pewnie mam skrzywiony obraz :P Dobra, skończyłam :D I jest tak, jak myślałam. Jenn nie jest taka zła, po prostu one nie mogą siebie zrozumieć, co jest dość zabawne, skoro to bliźniaczki. Jedna obwinia się za to, że ma coś co druga chciała, a ta druga myśli, że ta pierwsza celowo robi z siebie dramat xd W każdym razie tu też widzę coś tragicznego, bo tak naiwna postać jak Fia i tak wybuchowa jak Jenn - to się nie może skończyć dobrze. Chociaż bardzo bym tego chciała - taka więź, która jest od narodzenia nie gaśnie. Można ją przygasić, ale zawsze pozostanie żar, który można na nowo rozniecić. Co to chłopaka… nie, męża (bo oni nawet nie zdążyli ze sobą być xd ) Jenn- zaślepiony jej oczami, nu nu! Jak słyszałam o pedofilu to już się napaliłam na jakąś grubą akcję, ale niestety wszystko jest w granicach smaku :P Myślę, że wina leży tu też po stronie rodziców. Gdyby wcześniej porozmawiali z córkami, byliby w stanie może uniknąć takiej reakcji. A one dowiedziały się chwilę przed czasem, w dodatku od tej Caroline, która pewnie im jeszcze to tak wpoiła, że na pewno jedna będzie nienawidzić drugiej -.-
UsuńNie wiem czy zostali mi jeszcze jacyś bohaterowie, którym warto poświęcić uwagę w tym ciut zbyt rozbudowanym i nadto niespójnym komentarzu. Więc może ciut o fabule… Taki drobiazg- ale zaproszenie na bal u Szatana- zrobiło na mnie ogromne wrażenie.. Nie wiem dlaczego, ale te kilka zdań o tym jak pojawiło się to zaproszenie.. Jakoś to widziałam. Naprawdę szacunek :D No, ale miałam o fabule, a ja tu o zaproszeniu. Cóż, mogę z tego ładnie wybrnąć- bal u Szatana! Nie wiem czy będzie już w kolejnym (odcinku chciałam napisać ^^’’ ) rozdziale, ale z niecierpliwością na niego czekam. Ciekawe, co tam wymyślisz :D Zżera mnie ciekawość jak dalej potoczą się losy bohaterów oraz czy ich ścieżki jakoś się złączą. Chodzi mi tu o Ayę, Hiroshiego, Aikę, Haruo, Fię i np. Szatana :D ciekawe czy kiedyś będzie im dane spotkać się w jednym miejscu. Twoje postaci drugoplanowe umiejętnie kradną sławę całej opowieści. Nie umniejszam tu Aice, ale stworzyłaś takich bishów, że musisz wypić piwo, które nawarzyłaś :D
Dobra, powoli będę kończyć, bo jutro na 7.40 mam koło :D Chcę jeszcze tylko dodać,że masz bardzo ładny styl pisania. Nie jest zbyt ciężki, ani zbyt dziecinny. Jeśli chodzi o błędy interpunkcyjne, to ja ich nie zauważam, bo jestem tą gorszą z sióstr jeśli chodzi o te pierdoły i Aya nieustannie musi mnie poprawiać, więc dla moich oczu wszystko było idealne :D Rzuciły mi się w oczy tylko takie „niedopitki” - zazwyczaj na końcu brakowało „ł” - typu westchną , ziewną itd. :D No i nareszcie będę mogła komentować na bierząco. Mam nadzieję, że w następnych rozdziałach uda mi się zachować spójność w komentarzu. Nie ukrywam, że łatwiej komentować jeden, niż 17 na raz :P Pewnie nie uchwyciłam nawet połowy moich przemyśleń, ale lepsze to niż nic.
UsuńNa zakończenie powiem Ci jeszcze, że jesteś głupia :D Jak mogłaś mówić mi,że nie mam tracić czasu na to? Strasznie mi się podobało i nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów. W dodatku zdążyłam się już przywiązać do tych wszystkich postaci.. Więc mam nadzieję, że mnie nie zawiedziesz i w najbliższym czasie powstanie jakiś rozdział, dwa, ewentualnie piętnaście :D A. Chciałam Ci jeszcze pogratulować zmysłu do tworzenia postaci, szczególnie męskich :D (damskie też spoko, ale jak to na kobietę przystało, bardziej jednak zwracam uwagę na płeć przeciwną) Twoi bohaterowie są stworzeni z takim smakiem i precyzją, że naprawdę idzie pozazdrościć. Nie mówiąc o tym (zmiana tematu) , że wszystko wymyśliłaś sama. Myślę, że takie wątki jest najciężej prowadzić. My przynajmniej miałyśmy już stworzony świat i tło do akcji, pomijając to, że teraz to już nie ma dużo wspólnego z oryginałem. Nie lubię pisać opisów miejsc, przyrody… czytać zresztą też za dużo nie lubię o tym xD Ale u Ciebie było to stonowane. Nie za dużo- żeby przynudzić, ale też nie za mało. Idealnie żeby pokazać gdzie kto się znajduje i oddać klimat tego miejsca. Szacunek!
Dobra, kończę, bo jeszcze kąpiel, a za jakieś 6h wstaję i idę na rzeź :D Niemniej jednak cieszę się, że napisałam ten komentarz, bo już nie chciało mi się czekać do jutra! Pozdrawiam i życzę jak najwięcej weny! :* <3
A! Zapomniałam. Muzyka w tle mnie przeraża :D Znaczy i tak nie słucham jak czytam, bo nawet jak to sama muzyka to nie umiem się skupić odpowiednio na czytaniu :P
Dziękuję bardzo za komentarz, choć, jak już mówiłam, mam wyrzuty sumienia, że męczyłaś się z napisaniem tego mega rozbudowanego i mega cudownego komentarza, zamiast porządnie odpocząć przed kolokwium. ^^"
UsuńPrzede wszystkim, dziękuję za wskazanie mi błędów. Wezmę sobie Twoje uwagi do serca i mam nadzieję, że następne rozdziały będą lepsze. :*
Nawet jeśli na tym etapie nie wszystkie poczynania bohaterów (np. Lucyfera) są jasne, to później to wszystko się wyjaśni.
Co do ilości rozdziałów, to bardzo mi przykro... ale bierz pod uwagę fakt, że Wy jesteście dwie, a ja tylko jedna ^^"
A jeśli chodzi o moich bohaterów... czy ja wiem, czy to jest jakiś zmysł? Ja tu nie mam nic do powiedzenia, oni się sami tworzą (np, Haruo) xD
Jeszcze raz dziękuję za komentarz! Cieszę się niezmiernie, że moje opowiadanko przypadło Ci do gustu! <3 No i oczywiście witam w gronie moich czytelniczek (czyt. masochistek xD)! :*
Pozdrawiam- Andzik
Ps. A muzyka właśnie taka miała być. xD
UsuńEh, wyszło na to, że pod koniec kolokwium zaczęłam pisać scenkę do VN :D To jednak jest uzależnienie!
UsuńW każdym razie pisanie komentarza do Ciebie do przyjemność, chociaż ilość wszelakich w nim błędów mnie przytłacza :P
Wiem, wiem, że jesteś jedna, ale teraz masz jeszcze jedną czytelniczkę więcej, więc może weny ciut się doda <3
W takim razie pozostaje mi wyłączyć muzykę (dreszcze mnie przechodzą! Aczkolwiek nie mówię, że jest zła, po prostu ja jestem trochę bojaźliwa) i czekać na kolejny rozdział <3
Dzięki za info!
OdpowiedzUsuńO matko! Przeznaczenie to potężna i przerażająca rzecz o.O Nie chciałabym być ani na miejscu Fii, ani Jenn. To jakis dramat. Eh... by bliźniaczki nie umiały się dogadać... To smutne. Ale z drugiej strony-tak czasem z rodzeństwem bywa. Nie da się z nim dogadać, chociaż by się chciało...
No i - rozumiem je obie. Choć wolałabym nie, łatwiej byłoby kogoś obwinić, ale... ostatecznie nie da się. Obie dziewczynki zostały skrzywdzone. Ah! To Przeznaczenie! Choć czasem szczerze nienawidze tego słowa...
Pozdro i weny!
K.L.
Dziękuję za komentarz! <3
UsuńFakt. Przeznaczenie to cholerna żmija, która jednym ukąszeniem niszczy człowiekowi życie... ale co można zrobić?
Pozdrawiam- Andzik
Ech, przepraszam, że komentuję dopiero teraz. Miałam zamiar to zrobić niedługo po przyjeździe na działkę, ale Kao zaganiała mnie do pisania i choć nie zawsze to wychodziło, ostatecznie wyprodukowałyśmy to i owo, ale za to narobiłam sobie zaległości u Ciebie. *ciężkie westchnienie* Nie będę się rozpisywać nie wiadomo jak bardzo, bo to powinna chyba zrobić Suzu, a poza tym czeka na mnie końcówka książki. *.*
OdpowiedzUsuńAch, te dziewuszki! ^^ Alice musiała być naprawdę przeszczęśliwa, tym bardziej, że była taka słaba i chorowita, a tu proszę! Taak, ale szczęście mąci jedna sprawa: Bazyliszek. To takie przykre… Przekleństwo, z którym nic się nie da zrobić (a może da, ale nikt o tym nie wie?). Rozdzielenie bliźniaczek byłoby straszne, szczególnie dla jej rodziców, ale być może wtedy nie wydarzyłoby się tyle nieszczęść? Ciężko stwierdzić. Jednak mimo wszystko tak jak Alice nie potrafiłabym rozdzielić dziewczynek, wychować tylko jedną. To byłoby okropne…
Początek drugiej scenki był tak słodki i pozytywny… Ale znów wszystko się zmienia - i znów za sprawą słów Caroline. Mam mieszane uczucia co do tej postaci. Żal mi jej i wiem, że chce dobrze, ale to ona jest w tej rodzinie „posłanniczką złych wieści”…
Ech, sama nie wiem, co powiedzieć o śmierci Caroline i wyborze Fii na Strażniczkę. Że to straszne? Smutne? Niesprawiedliwe? Cóż, może to dziwne, a może nie, ale w całej tej historii najbardziej jest mi żal Alice. Widzieć smutek i przerażenie ukochanych córek i nie móc nic z tym zrobić? Dramat. Niby Gabriel jest w tej samej sytuacji, ale mimo wszystko to facet, a zazwyczaj to matki mają z dziećmi większy kontakt… Jest między nimi taka nić, którą trudno byłoby zerwać. Oczywiście zdarzają się wyjątki, ale to nie zmienia faktu, że to Alice mimo wszelkich trudności urodziła Jenn i Fię, musiała podjąć decyzję, czy wychowywać obie dziewczynki, czy tylko jedną z nich… A do tego wszystkiego jest taka słaba, chorowita… Cud, że zupełnie się nie załamała. Przy życiu trzyma ją tylko to, że musi wspierać córki… Co do nich - Jenn się zawiodła i poczuła zdradzona i choć to niemądre, bo przecież nie jest winą Fii, że to ją wybrał Bazyliszek, świetnie ją rozumiem. Fia z kolei czuje się okropnie, bo czuje się, jakby zrobiła coś, czego nie powinna (ale, powtarzając się, to nie jest niczyja wina), a ponadto nie chce być Strażniczką. Błędne koło. Przykre, ale co z tym zrobić?
To tak zatrważająco smutne, co stało się z miłością bliźniaczek. Taki głupi powód, a wszystko zostało zniszczone. Jest tym gorzej, że wcześniej dziewczynki były praktycznie nierozłączne. I znów żal mi Alice: kiedy patrzy na to, co się dzieje, zapewne serce jej się kraje. T^T I to zdanie „Już od dawna jej nie poznawała, nienawiść do siostry zmieniła ją całkowicie i Alice wiedziała, że w dniu śmierci Caroline umarła również Jennifer.” - no straszne, choć prawdziwe w tej sytuacji. ;(
No i mamy wreszcie słynnego męża Jenn. O ile decyzję dziewoi potrafię jeszcze w jakiś pokręcony sposób zrozumieć - poczucie osamotnienia i skrzywdzenia, chęć zemsty i tak dalej, o tyle trudno mi pojąć motywy Shina. o.O Jakoś nie chce mi się wierzyć, że chce tyle dla Jennifer zrobić tylko po to, by móc sobie popatrzeć w jej oczka. Niby Jenn wierzy, że Shin nie kłamie, ale jednak… No nie wiem, dziwne to jest - i to bardzo. Nie miałabym nic przeciwko rozszerzenia tego wątku!
UsuńAż ciężko sobie wyobrazić, jak musieli czuć się Alice i Gabriel, gdy odkryli ucieczkę Jenn i ujrzeli to zaproszenie na ślub! No błagam… To tym gorsze, że Jenn to jeszcze dzieciak -.-‘ A Fia… No cóż, bardzo „Suzowa”, że się tak wyrażę. Nie ma to jak zupełnie bezsensowne obwinianie się o wszystko dookoła. Ja już chyba ten etap mam za sobą i na chwilę obecną bardziej utożsamiam się z Jenn, co jest raczej dobijające, ale cóż, tak to już jest.
Ach, przepraszam, że tak krótko, ale nie mam siły na więcej. Rozdział jak zwykle udany i sprawiłaś mi wiele radości dodatkiem - nie wiem, czy kiedyś przestanę je kochać ^^ I, jak już kiedyś wspominałam, przeczytałabym jeszcze takich wiele! Tyle u Ciebie postaci, a tak mało o nich wiemy… Swoją drogą, czy nie miałaś dziś dodać nowego rozdziału? :D Tymczasem u nas pojawiła się nowość. I wszystkiego najlepszego z okazji urodzinek! :* Buziaki!
PS. Nie chce mi się czytać tego, co nabazgrałam, więc za wszelkie błędy, nieścisłości i w ogóle dziwactwa przepraszam!
Dziękuję za komentarz i życzenia! :*
UsuńCieszę się, że dodatek się podobał. Włożyłam w niego całe swoje serce i miło, że doceniłaś wysiłek... A tak swoją drogą, nigdy nie myślałam, że pisanie dodatków to taka frajda! :D
Starałam się jak najlepiej ukazać tragedię bliźniaczek i ich rodziców, ale najbardziej chyba zależało mi na ukazaniu uczuć ich matki, a skoro piszesz, że najbardziej jest Ci jej żal, to chyba mi się to udało ;)
Co do męża Jenn... cóż, chciałabym coś powiedzieć, ale nie mogę, bo nie lubisz spoilerów xD
Taak... tyle u mnie postaci, że połowy już sama nie pamiętam ("autorka" xD)... ale te najważniejsze doczekają się swoich dodatków, bo, jak już mówiłam, pisanie takich rzeczy strasznie mi się spodobało. :D
Tak, miałam, ale blogger odmawiał współpracy, przez co rozdział zamieściłam grubo po północy ^^"
Dobra, lecę komentować rozdział stulecia u Was! :D
Pozdrawiam- Andzik
Nie ma za co :)
UsuńHeh, a nie mówiłam, że dodatki to świetna sprawa? :D
Ano faktycznie nie lubię spoilerów. Szkoda tylko, że na odpowiedzi trzeba tyle czekać :(
W takim razie doprawdy nie mogę się tych dodatków doczekać! *.*
Dobra Suzu-chan trochę ochłonęła po jakże cudnym dodatku to teraz bierze się za naskrobanie w miarę sensownych kilku zdań Xd Z góry przepraszam jeżeli komentarz będzie niezrozumiały czy coś takiego ^ ^”
OdpowiedzUsuńPierwsza scenka była taka… z jednej strony urocza i w ogóle kochana a z drugiej… z drugiej tak bardzo przygnębiająca i smutna noo Q.Q Matko Andzik jak ty umiesz to wszystko pięknie ze sobą połączyć Q.Q Kurczaczek noo Alice jest najbardziej kochaną kobietą na świecie i w sumie podobnie jak Ayi to jej jest mi najbardziej żal w całej tej sytuacji ;(
Jejku noo moja mamusia taka biedna chorowita, tyle wycierpiała by móc mieć dziecko a gdy nareszcie doczekała się wymarzonych, ukochanych córeczek to Caroline mówi jej tak przerażające rzeczy ;( Naprawdę serce może pękną ;( A ten pomysł z rozdzieleniem bliźniaczek… Sama nie wiem jak ja bym postąpiła na jej miejscu… Naprawdę byłaby rozdarta (niczym sosna xD)… Z jednej strony perspektywa tak wielkiego nieszczęścia dla córek a z drugiej rozdzielenie ich ze sobą i z matką… Naprawdę trudna sprawa… Ech no T.T Hmm co jeszcze powinnam napisać o tej scenie… Hmm może to że widziałam to wszystko niczym z jakiegoś animie czy filmu… A właśnie tak mi teraz przyszło na myśl że po słowach Alice że to ja sama wybrałam dla moich dzieci taki los i po tym co się później stało na jej mioejcu chyba umarłabym z wyrzutów sumienia. Bo przecież mogłam je rozdzielić czy coś ale z drugiej strony… Gdybym je rozdzieliła chyba umarłabym z wyrzutów sumienia że to zrobiłam... Jak więc widać z sytuacji moje biednej mamusi przed którą postawiła ją Caroline nie ma dobrego rozwiązania czyli standardowy konflikt tragiczny T.T
Kolejna scenka jak poprzednia jest sielankowa z jednak z zapowiedzią zbliżającej się rodzinnej tragedii T^T
Tą scenę też miałam przed oczami Q.Q To jak moja bliźniaczka kochana podbiega do mojej mamusi potem ja skulona i przyglądająca się tej poczwarce potem my wszystkie trzy wpatrujące się jak w obrazek jak z kokonu uwalnia się motyl toż to taaaaaaaaakie kochane i słodkie Q.Q Nie no naprawdę popłakać się można Q.Q No ale później na scenę wkracza Caroline i znów powraca straszna przepowiednia Q.Q Ach jakież to niesprawiedliwe noo >.< W ogóle Alice jest naprawdę tak naturalną, tak prawdziwą postacią! Z jednej strony rozumie Caroline z drugiej nie potrafi pogodzić się z tym jak ta wtrąca się w wychowanie jej córek. Po za tym naprawdę płakać mi się chciało jak przeczytałam słowa moja mamcia że ja i moja kochana bliźniaczka jesteśmy szczęśliwa, że jak Caroline mogła chcieć nas rozdzielić i odpowiedź Strażniczki że szczęście bliźniaczek przeminie itd. Nie no naprawdę to takie przygnębiające że masakra ;( Ech w ogóle dziewczynki takie radosne, niczego nie świadome aż naprawdę serce się kraje jak pomyśli się co będzie dalej… Ech no ale cóż takie życie T^T
Ech no i pora na dzień który zmienił życie całej mej zacnej rodzinki T.T No ale dobra po kolei…
zacznijmy od chwili gdy dziewczynki dowiedziały się o swoim przeznaczeniu… No cóż mogę o tym powiedzieć…? Na pewno że serce mi krwawiło gdy wyobrażałam jak musiała czuć się Alice i Gabriel gdy uświadomili sobie że oto szczęśliwe czasy dla ich rodziny dobiegają kresu… Naprawdę to straszne co musieli czuć. Szczególnie Gabriel. Nie dość że jego ukochane córeczki wkrótce znienawidzą się a jedna z nich stanie się jedność z jakąś bestią to umierała bądź co bądź jego krewna. W ogóle Alice jest taka prawdziwa… Rozumie i w pewnym sensie współczuję Caroline ale mimo wszystko nie potrafi jej wybaczyć. Każda matka miałaby chyba tak sama… Tu chodzi o jej dzieci, o istoty które nosiła w sobie przez dziewięć miesięcy, które w bólu wydała na świat i które kocha nade wszystko… Nie no przykre ;(
Ech no i ostatnie chwile wolności… Naprawdę płakać mi się chciała gdy czytałam ten okres oczekiwania T.T Czuć w nim było napięcie, strach, smutek ale i ogromną siostrzaną miłość ;( Nie no już widzę bliźniaczki tulące się do siebie nocą i rozmawiające szeptem o sobie tylko wiadomych sprawach… Nie no naprawdę ubodłaś me serce stwierdzeniem że bliźniaczki nie odstępowały siebie na krok i szeptały coś między sobą… To jak już mówiłam naprawdę pokazuję miłość siostrzaną Q.Q Ech no ale sielanka się skończyła… Ja mam Bazyliszka a moja siostra mnie nienawidzi T^T W ogóle naprawdę opisy uczuć były genialne… Nie tylko w tym dodatku ale ogólnie świetnie to robisz i to w takim wieku szacunek kochana! :* No ale dobra wracając do fabuły… Zaciekawiło mnie czy Alice naprawdę wiedziała że to ja będę Strażniczką a moja siostrzyczka mnie znienawidzi… Ech no fajnie że coś takiego dałaś ;-;
UsuńEch przykre jest to co się stało z tą szczęśliwą rodzić T.T Nie no naprawdę serce się kraje… W ogóle wątek mój i Jennifer strasznie przypomina mi wątek który miał być u mnie w opo… Znaczy się nie jako wątek w fabule opowiadania ale w przeszłości jednego z bohaterów… No cóż nie ważne ^ ^” W każdym bądź razie przerażające jest to że Alice stwierdziła że Jen umarła w dni śmierci poprzedniej Strażniczki. Tym bardziej że to poniekąd prawda…
Teraz wreszcie mój szwagier pedofil >.< t
Matko no co za zbok >.< Kurna a te jego teksty to już w ogóle masakra T^T Ech no ale jak już kiedyś wspominałam w sytuacji mojej siostrzyczki i po tym co ten kretyn powiedział nie dziwie się dziewczynie że kurde wolała olać rodziców i siostrę na rzecz kogoś takiego… No bo kurna facet jest mega sexi, ględzi swoje komplemenciki, obiecuję zemstę noż kurna czego chcieć więcej? ;] Ech no ale mi serce pęka T^T No nic nie będę się więcej rozpisywać bo jeszcze klawiatura pęknie od wciskanie na siłę klawiszy ^ ^” Napomknę jeszcze że całkowicie rozumie uczucia Jen i Fie… Na ich miejscu czułabym się chyba identycznie ^ ^”
Ostatnia scena normalnie powaliła mnie na kolana ;( Było mi tak przykro i żal wszystkich że po prostu nie mogłam T.T Zwłaszcza Alice kurde ja na jej miejscu chyba bym zwariowała T.T Ach no i tak jak mówiłam doskonale rozumiem Fie… Na jej miejscu też obwiniałabym się i w ogóle…
Dobra to chyba tyle buziaki i jeszcze raz przepraszam za taaaaaaaaaaaaaaaaką zwłokę *kłania się w pas*
Buziaki Suzu-chan :*
P.S
Następny rozdział skomentuję jak tylko znajdę czas ^ ^” W ogóle ten kom pisałam chyba prawie tygodnie! O.o