-Czy
ze mną jest coś nie tak?!- zapytała ze złością Aika.
Już od dłuższego czasu znajdowała się w Piekle i
nieudolnie próbowała przywołać swoją moc, co strasznie ją denerwowało. Stojący
obok Lucyfer z rozbawieniem przyglądał się dziewczynie.
-Niepotrzebnie
się denerwujesz.- oznajmił, podchodząc bliżej- Najwidoczniej potrzebujesz na to trochę
czasu.- objął ją w talii i nie przejmując się sprzeciwami Niszczycielki,
poprowadził ją na sofę.
Kiyokuro wywróciła oczyma i przysiadła na skraju
sofy.
-To,
że w niespotykanym tempie udało ci się odnaleźć moc nie oznacza, że opanowanie
jej pójdzie ci równie sprawnie. Niszczyciele od urodzenia uczą się panować nad
swoimi zdolnościami. Do tego potrzeba czasu. Czasu, cierpliwości i spokoju.-
uśmiechnął się do niej subtelnie.
Aika westchnęła. Jak ona miała być spokojna? Kiedy
obudziła się w swoim pokoju, a była pewna, że zasnęła w salonie, wiedziała, iż
Jonathan tylko czekał aż zaśnie, by uniknąć rozmowy z nią. Miała ochotę
poczekać na niego i powiedzieć mu co myśli o tym jego tchórzostwie, ale nie
miała już czasu. Jakby tego było mało, Haruo Sora odkąd tylko przekroczyła próg
szkoły nie spuszczał z niej wzroku i cały czas czaił się gdzieś w pobliżu, co
nie umknęło uwadze Riki, która bez przerwy chichotała pod nosem. W dodatku była
na siebie zła za to, co wczoraj powiedziała matce. Nie żeby zaraz miała wyrzuty
sumienia, bo wszystko co powiedziała było prawdą i tak właśnie uważała, ale…
może nie powinna być tak bezpośrednia? Może powinna ubrać swoje uczucia w inne
słowa? Wiedziała, że sprawiła Mari nieopisany ból, ale… Ciągle jakieś „ale”. To nie
moja wina i czy owijałabym w bawełnę, czy też nie, odczułaby to tak samo. A
poza tym, było- minęło. Czasu nie cofnę.
-Aika,
co cię trapi?
Dopiero teraz Aika podniosła spojrzenie na Władcę
Piekła. Przyglądał się jej uważnie badawczym wzrokiem, jakby próbował
rozszyfrować jej myśli. A cóż to? Czyżby
raptem przestał czytać mi w myślach? pomyślała, a kąciki jej ust mimowolnie
uniosły się ku górze.
-Mnie
nic nie trapi. A nawet jeśli, to mógłbyś sam się tego dowiedzieć, w końcu nie
widzisz nic złego w naruszaniu mojej prywatności i odczytywaniu moich myśli.-
wzruszyła ramionami.
Lucyfer przymknął powieki, a na jego twarzy pojawił
się zagadkowy uśmiech.
-Daj
palec, a weźmie całą rękę.- westchnął, otwierając oczy.
Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że siedzi
niewiarygodnie blisko. Automatycznie uciekła wzrokiem gdzieś w bok, byle tylko
nie patrzeć w jego szare oczy zabarwione teraz odrobiną jadu, ale w tej samej
chwili Lucyfer złapał jej podbródek i odwrócił ją do siebie.
-Fakt,
że pozwalam ci na znacznie więcej niż innym nie znaczy, że możesz się tak do
mnie odnosić. Nie chciałbym cię skrzywdzić, ale jeśli mnie do tego zmusisz, nie
będę się rozczulał, jasne?- syknął.
Aika skinęła głową.
-Przepraszam.-
szepnęła, chowając oczy za rzęsami.
Pogładził z czułością jej policzek.
-A
teraz grzecznie powiesz mi, co zaprząta twoją śliczną główkę-
powiedział cicho, tak, jakby chwilę wcześniej nic nie zaszło.
Kiyokuro odetchnęła. Przez chwilę myślała, że serce
jej stanie ze strachu. Pomyślała o tym, że musi uważać na to, co mówi, bo może
w pewnym momencie się zagalopować, a wtedy tego pożałuje.
-Właściwie,
to nic takiego się nie stało.- oznajmiła, układając
usta w namiastkę uśmiechu- Niepotrzebnie
się tym wszystkim tak przejmuję.
-Wydaje
mi się, że jednak chcesz mi coś powiedzieć.- stwierdził,
uważnie przyglądając się dziewczynie.
Faktycznie, przez moment miała ochotę wspomnieć o
Sora. Ale jak to by się skończyło? Znając życie, źle. Chociaż… chyba powinien wiedzieć. pomyślała i powoli pokiwała
głową, po czym opowiedziała o problemie, jakim jest dla niej Sora.
-Oni
nie wiedzą, kiedy się poddać.- westchną, kręcąc
głową z dezaprobatą- Niby to tylko
szczeniak z przerośniętym ego, ale chyba lepiej będzie, jeśli wybiję mu to
małżeństwo z głowy raz na zawsze.- mruknął i podniósł się.
Aika natychmiast skoczyła na równe nogi i złapała go
za rękę.
-Proszę,
nie.-
szepnęła, błagalnie patrząc mu w oczy.
-Dlaczego
nie?-
spytał niewzruszony jej spojrzeniem.
-Dlatego,
że o to proszę. Nie krzywdź go.
Lucyfer przez chwilę w milczeniu przyglądał się
Kiyokuro. Po krótkim czasie uśmiechnął się do niej i pogłaskał ją po głowie.
Znowu była jego słodką Aiką.
-Zdajesz
sobie sprawę z tego, że on ci nie daruje? Będzie cię dręczył, aż się zgodzisz
dla świętego spokoju, a nie wiem, czy cię ktoś już uprzedzał, ale nie ma
szczęścia z zamęścia.
-Nie
wiem, czy nie powinnam się obrazić…- mruknęła i odwróciła
głowę niczym nadąsana pięciolatka- Nie
należę do uległych, a z tym natrętem sama sobie poradzę. Z pewnością masz
mnóstwo tysiąckroć ważniejszych spraw na głowie, niż rozprawianie się ze zbyt
pewnym siebie gówniarzem.- posłała mu uspokajający uśmiech.
Miał świadomość tego, że próbuje nim manipulować. W
końcu, czy ma duszę krystalicznie czystą, czy też nie, nadal jest tą niezwykle
skomplikowaną istotą, zwaną kobietą. A jeszcze się taka nie narodziła, która w
głębi serca nie byłaby manipulantką. Wielu uznałoby, że próbując nim
manipulować, chce mu ubliżyć i odkryć jego słabości, ale on nie widział w tym
nic strasznego i nie zamierzał jej tego zabraniać. No bo czy można zabronić
ptakom śpiewu? Uśmiechnął się tylko, przystając na jej prośbę. Przymknął oczy i
zorientował się, że czas wzywa go na bardzo poważną rozmowę.
-Wracając
do tej nieszczęsnej mocy… musisz nad nią nieustannie pracować. Inaczej jej nie
okiełznasz i to nie ona będzie dla ciebie, ale ty dla niej.-
udzielił jej ostatniej rady.
Kiyokuro skinęła głową i zamyśliła się, co
natychmiast wykorzystał, nachylając się i całując ją, nim zdążyła nadstawić
policzek. Kiedy osunął się od jej ust, rzuciła mu zaskoczone spojrzenie.
-Nigdy
nie trać czujności.- przestrzegł i zanim otworzyła usta, by
cokolwiek powiedzieć, rozpłynęła się niczym mgła nad ranem.
<***>
-Witaj,
siostrzyczko.
Fia gwałtownie odwróciła się. Oparta o furtkę
Jennifer spoglądała na nią z fałszywym uśmiechem, a w jej oczach lśnił gniew.
-Jenn…-
szepnęła, nie mogąc wyjść z szoku.
Właśnie wracała z ogrodu, pogrążona we własnych
myślach. Nawet nie wyczuła aury Jennifer. W myślach przeklęła swoją
nieostrożność.
-Czego
chcesz?- spytała cicho.
Miała medalion. Jennifer nie była w tej chwili
żadnym zagrożeniem. Ale chociaż w jej głosie nie można było odnaleźć nawet
odrobiny strachu, czuć w nim było smutek.
-Dziś
wyjątkowo porozmawiać.- odrzekła i przeszła przez bramkę.
Strażniczka nawet nie drgnęła.
-Wydaje
mi się, że my nie mamy o czym rozmawiać.
Jennifer posłała jej kolejny uśmiech.
-Dobrze
to ujęłaś, wydaje ci się.- mruknęła i ruszyła przed siebie,
kierując się w miejsce, z którego niedawno wyszła jej siostra.
Fia pokręciła głową i poszła za dziewczyną. Mimo że
już nie raz próbowała ją uwięzić, nadal była jej siostrą. Strażniczka nie miała
pojęcia jak Jennifer tak szybko mogła zapomnieć o tym wszystkim, co je łączyło.
Sama wciąż bardzo kochała siostrę i bolało ją to, że ona jej nienawidzi. W
końcu były bliźniaczkami. Dwiema połówkami całości.
-Wiesz…
tego się po tobie nie spodziewałam.- oznajmiła Jennifer,
wygodnie usadawiając się na ławce.
Strażniczka podeszła do najbliżej stojącego drzewa i
oparła się o nie.
-O
co ci chodzi, Jennifer?- zapytała ze spokojem.
-Takie
znajomości…- z uznaniem pokiwała głową- Ale o nic się nie martw. Nawet jeśli
Niszczycielka Lucyfera stoi po twojej stronie, ja odbiorę to, co mi się należy.
Fia westchnęła cicho i uciekła spojrzeniem gdzieś w
bok.
-Dobrze
wiesz, że gdybym tylko mogła, bez wahania oddałabym ci tę moc.-
wyszeptała, po czym skierowała wzrok na siostrę- Ale nie mogę. Zaślepiła cię nienawiść, Jennifer i jeśli będę musiała,
będę uciekała przed tobą przez całą wieczność.
Po wysłuchaniu słów Strażniczki, dziewczyna
zamilkła. Przez moment wpatrywała się gdzieś w przestrzeń, a po chwili
spojrzała prosto w oczy identycznie bursztynowe jak jej własne.
-Ominęło
cię przeze mnie wszystko. Całe życie chowasz się w tym lesie. Nie masz już
dość?
Mierzyły się spojrzeniem przez ładnych kilkanaście
sekund, po których brunetka nie wytrzymała i spuściła głowę, by ściszonym,
przepełnionym bólem głosem powiedzieć:
-Może
i mam, ale… czy zostało mi jeszcze jakieś wyjście? A poza tym… wydaje mi się,
że ty straciłaś znacznie więcej ode mnie. Dom, rodzinę, wszystko, co było dla
ciebie niegdyś naprawdę ważne.
Fii wydawało się, że serce Jennifer stanęło. Mimo
szumu wiatru słyszała jej nierówny oddech. W jednej sekundzie jasnowłosa
podniosła się z ławki i znalazła się przed siostrą.
-Ty…-
syknęła- Jak śmiesz mi o tym
przypominać?!- krzyknęła jej prosto w twarz.
Strażniczka z trudem przełknęła ślinę. Nie powinna o
tym wspominać. Nie odważyła się podnieść oczu na bliźniaczkę, ale ta złapała ją
mocno za podbródek i zmusiła do spojrzenia na siebie.
-Patrz
mi w oczy, kiedy do ciebie mówię!- jej głos drżał, a z
przepełnionych nienawiścią oczu płynęły łzy-
Postaram się, byś już nigdy nie wróciła do normalnego życia. Zniszczę cię,
siostrzyczko. Sprawię, że zapragniesz zniknąć z powierzchni ziemi… przysięgam
ci to.
-Fia!-
zawołała przerażona kobieta.
Obydwie natychmiast spojrzały w stronę, z której
dobiegał głos należący do ich matki. Kobieta wpatrywała się w nie ze strachem,
drżąc prawie niedostrzegalnie. W czasie, gdy Jennifer dalej patrzyła na matkę,
wzrok Fii powrócił do bliźniaczki. Twarz Jenn w ułamku sekundy się zmieniła.
Zawitał na niej okrutny uśmiech i choć z oczu biła ta sama nienawiść, nie było
w nich już śladu łez. Jasnowłosa zostawiła siostrę, nie racząc nawet ostatni
raz na nią spojrzeć i z tym uśmiechem podeszła do kobiety.
-Witaj,
mamusiu!- zaświergotała słodko.
-Co-
co ty tu robisz?- spytała, starając się przywołać
chłodny ton, choć w rezultacie otrzymała jedynie drżący szept.
-Tak
mnie witasz po dwóch latach rozłąki, mamusiu?
Oczy kobiety napełniały się łzami, a przez jej ciało
przechodziły coraz widoczniejsze drgawki.
-Jennifer
Cage.- usłyszała za sobą znajomy głos.
Odwróciła się i ujrzała opanowaną twarz ojca.
-Nigdy
więcej nie zwracaj się do mnie tym nazwiskiem.-
wycedziła.
Mężczyzna podszedł do żony i położył dłonie na jej
ramionach, by nieco ją uspokoić.
-Jennifer.
Odejdź stąd.- powiedział ze spokojem.
-Wyrzucasz
mnie z mojego domu?- spytała z szatańskim uśmiechem.
-Proszę.
Odejdź. Zrobiłaś już dość złego.
Jennifer zacisnęła zęby, by nie dopuścić do
wypłynięcia łez, które uparcie cisnęły jej się do oczu.
-Nienawidzę
was. Całym sercem was nienawidzę!- krzyknęła i
odwróciła, by z dumnie uniesioną głową wymaszerować z ogrodu.
Dopiero, gdy znalazła się na leśnej ścieżce, zaczęła
się trząść. Ciszę przepełniało ciche łkanie dziewczyny, która padła na kolana,
zalewając się łzami.
<***>
Niebo nad miasteczkiem zasnute było chmurami, przez
które nawet najdelikatniejszy promyk słońca nie miał szans się przebić. Tu zawsze jest tak pochmurno… Zupełnie jakby
nad tym miasteczkiem wisiała jakaś klątwa. pomyślał Aya, ale chwilę potem
pokręciła głową, odpychając od siebie takie głupstwa i uśmiechnęła się pod
nosem.
-Aha.
Czyli jak ja się do siebie uśmiecham, to jestem niezrównoważony, ale jeśli ty
bez powodu się cieszysz, to jest wszystko w porządku?-
spytał Hiroshi.
Aya spojrzała na siedzącego obok na ławce
nekromantę. Przyglądał jej się z założonymi rękoma, najwyraźniej oczekując
odpowiedzi. Dziewczyna pokręciła głową i posłała mu subtelny uśmiech.
-Mnie
bawi moja zbyt wybujała wyobraźnia, a ty śmiałeś się do krzesła.-
odrzekła i na nowo zatopiła spojrzenie w niebie.
Hiroshi zamilkł i demonstracyjnie odwrócił głowę,
dając jej do zrozumienia, że się obraził. Aya popatrzyła na niego i pokręciła
głową.
-Czy
ja już ci mówiłam, że zachowujesz się momentami jak rozkapryszony dzieciak?
Teramoto odwrócił się do niej i zmrużył oczy,
próbując przypomnieć sobie, czy już wcześniej słyszał od dziewczyny takie
słowa.
-Nie,
tego mi jeszcze nie mówiłaś.- mruknął- A czy ja już ci mówiłem, że momentami
jesteś strasznie wredna?- uśmiechnął się promiennie.
-Mówiłeś.-
skinęła głową- Przestajesz mnie
zaskakiwać, czyżbyś się powoli wypalał?- uśmiechnęła się nie bez
złośliwości.
Hiroshi w jednej chwili nachylił się i złożył szybki
pocałunek na jej ustach. Aya ze zdziwieniem podniosła na niego oczy, lecz
szybko się odwróciła, czując rumieniec, który bezlitośnie wkradał się na jej policzki.
-Hm…
chyba jeszcze nie jest ze mną aż tak źle.- stwierdził i
posłał jej najpiękniejszy uśmiech pod słońcem.
Aya skryła się za szalikiem i nic nie odpowiedziała.
Po chwili Hiroshi zaproponował spacer nad znajdujący się niedaleko staw, więc
wstali i nieśpiesznie ruszyli w kierunku ścieżki. Aya kurczowo trzymała się
ramienia nekromanty, wciąż chowając swój rumieniec za szalikiem. Nie to, że
czuła się w obecności Teramoto jakoś niezręcznie, czy po prostu źle… Po prostu
miała to do siebie, że zawsze potrzebowała więcej czasu na to, by przywyknąć do
nowej sytuacji. A jeśli chodzi o Hiroshiego, to… był specyficzny. Nawet bardzo
specyficzny. Ale właśnie za to go lubiła… a nawet bardzo lubiła.
-Co
ty się tak ciągle chowasz za tym szalikiem?- spytał
podejrzliwie, zerkając na swoją towarzyszkę.
-Wydaje
ci się.- burknęła.
Bez zbędnych ceregieli, Hiroshi złapał koniec jej
szalika i, zanim zdążyła się zorientować, odwinął go z jej szyi.
-Ty
się rumienisz!- zawołał na widok wypieków na twarzy
brunetki.
-Wcale
nie!-
odskoczyła od niego i zakryła policzki dłońmi.
-Ależ
tak! Przecież widzę!- odparł z zachwytem w oczach.
-Wydaje
ci się.- prychnęła i na nowo okręciła się szalikiem.
-Oj,
no nie złość się…- uśmiechnął się pojednawczo.
Aya spojrzała na niego spod czoła i odkręciła się na
pięcie.
-Wiesz,
wolałem rumieńce, ale jak się tak obrażasz, to też jesteś urocza.
Aya uśmiechnęła się pod nosem, czego oczywiście
Hiroshi nie mógł zobaczyć. Powoli odwróciła się do niego i znowu chwyciła jego
ramię. Kiedy przechodzili ścieżką, mijając innych spacerujących, którzy
postanowili skorzystać z tego, że deszcz akurat nie padał, Hiou zamyśliła się.
Nie wiedzieć dlaczego, przyszła jej na myśl rodzina chłopaka. Wiedziała, że
mieszka sam, bo podczas wizyt w jego domu, słyszała tylko jego tętno. Żadne
inne serce, nie biło w pobliżu. Już chciała o to zapytać, ale ugryzła się w
język. Nie powinna. To nie jej sprawa.
-Nie
krępuj się, pytaj.- chłopak skinął głową.
-Skąd
wie…?
-Jeśli
nie wiesz, czy coś wypada, czy też nie, delikatnie marszczysz czoło.-
odpowiedział nim skończyła pytanie.
-Jesteś
przerażający…- szepnęła, patrząc na niego ze strachem
w oczach.
Niedługo
będzie ze mnie czytał jak z otwartej księgi… pomyślała ze
zgrozą.
-Nazwisko
zobowiązuje.- uśmiechnął się pogodnie.
Aya pokręciła głową. Nie potrafiła się nie
uśmiechnąć. O ile ona wszystkich przygnębiała, on zarażał optymizmem. Szybko
jednak przypomniała sobie o swoim pytaniu.
-Ano…
chodzi o to, że…- zaczęła plącząc się, lecz po chwili
wzięła głęboki oddech i zapytała:- Hiroshi,
co z twoją rodziną?
Chłopak wzruszył ramionami.
-Wyjechali
do Francji. Ojciec
katakumby sobie jakieś pod Paryżem wymarzył. Jakby u nas było mało trupów.-
prychnął, nie wyrażając ani odrobiny zrozumienia.
-Rozumiem.-
mruknęła.
Mieszka
całkiem sam w tym domu… momentami na pewno czuje się bardzo samotny.
pomyślała. Nigdy też nie widziała go w szkole, więc pewnie albo uczył się w
domu, albo był starszy niż jej się wydawało. Tak czy siak… pewnie całe dnie
spędzał tylko w swoim towarzystwie, nie mając się nawet do kogo odezwać. A mimo
to był nieprzeciętnie pogodny.
-Czy
mi się wydaje, czy wpadasz znowu w ten swój melancholijny nastrój?-
spytał, widząc wbite w jakiś odległy punkt spojrzenie dziewczyny- Jeśli tak, to błagam, nie rób mi tego.
Aya zsunęła szalik, który zasłaniał jej niemal pół
twarzy i posłała nekromancie uśmiech, po czym przytuliła się do jego ramienia.
Hiroshi przymknął oczy i uśmiechnął się pod nosem, po czym bez zbędnych słów,
zboczył ze ścieżki, by pokazać Ayi jedno z niewielu magicznych miejsc, które
ocalały na tym świecie.
<***>
Wraz z końcem zajęć, tłum uczniów wyszedł na ulicę.
Aika zacisnęła dłoń na pasku torby i szybkim krokiem ruszyła w stronę domu. Nie
uszła kilku kroków, kiedy poczuła na skórze drobne krople deszczu. Westchnęła
ciężko i, mając nadzieję, że zdąży zanim rozpada się na dobre, przyspieszyła.
Cóż, niepotrzebnie się łudziła, ponieważ chwilę później lunęło jak z cebra. Za
nią rozległy się piski dziewcząt, które z pewnością w popłochu zaczęły
rozkładać parasole. Kiyokuro zrezygnowana wzruszyła ramionami i zwolniła. Jaki
był sens w pośpiechu, skoro i tak zmoknie? Usłyszała za sobą dźwięk czyichś
kroków, lecz zanim zdążyła się odwrócić, ujrzała nad sobą czarny parasol,
którego właścicielem był nie kto inny jak Haruo.
-Odprowadzę
cię, Kiyokuro-san!- zaproponował, uśmiechając się
pogodnie.
-Nie
kłopocz się, Sora-kun, przecież zupełnie ci nie po drodze.-
odparła fałszywie słodkim głosikiem i posłała mu uroczy uśmiech.
-Ależ
to żaden kłopot!- zapewnił.
Na twarzy Aiki natychmiast pojawił się chłód.
-Powiem
to tylko raz, także dobrze się wsłuchaj.- wysyczała, patrząc mu
prosto w oczy- Wolałabym wpaść pod
samochód, wolałabym nawet się utopić albo skoczyć z wieżowca, niż iść z tobą
pod jednym parasolem. Czy to jest jasne?
Haruo skinął głową. Aika odetchnęła z ulgą
zadowolona, że tak szybko pozbyła się natręta i odwróciła się w swoją stronę.
Do jej uszu dobiegł dźwięk składanego parasola, a po chwili zobaczyła obok
siebie Sora. Stanęła w miejscu, nie zwracając uwagi na deszcz, przymrużyła oczy
i zapytała:
-Czyżbyś
nie słuchał uważnie tego, co do ciebie mówię?
-O,
słuchałem bardzo uważnie!- odrzekł z uśmiechem.
-W
takim razie…
-A
widzisz tu gdzieś parasol?- rozłożył ręce, spoglądając w
górę.
Niszczycielka przyjrzała mu się uważnie i niechętnie
musiała przyznać przed sobą, że nie brakuje mu uroku. Przede wszystkim, miał
niesamowite oczy. Identycznie zielone jak u jego matki, ale ich wyraz był
zupełnie inny. W jego spojrzeniu bez przerwy migotały radosne iskierki, jakby
wszystko to, co dzieje się wokół nieprzeciętnie go bawiło. Oczywiście, nie żeby
zaraz zmieniła zdanie co do wcześniej podjętej decyzji. Nawet jeśli był
przystojny, to nic nie zmieniało…
-Jesteś
najbardziej wnerwiającą osobą jaką miałam nieprzyjemność poznać.-
powiedziała bez zbędnego owijania w bawełnę-
Irytuje mnie w tobie wszystko. Już sam twój widok, sam dźwięk twojego głosu
sprawia, że mam ochotę roznieść wszystko w promieniu dziesięciu kilometrów. Nie
znoszę cię. Nie życzę sobie, żebyś do mnie podchodził, odzywał się… a najlepiej
to nawet mi się na oczy nie pokazuj. Zrozumiałeś?
Nie czekała na odpowiedź. Odwróciła się na pięcie i
pobiegła do domu.
Aika przekręciła się przez sen na drugi bok. Poczuła
na twarzy delikatny powiew chłodnego wiatru. Pewnie nie zamknęłam okna. pomyślała, wybudzając się. Na początku
chciała to zignorować, jednak chłód coraz bardziej jej doskwierał. Otworzyła
oczy i popatrzyła na okno. Nie przypominała sobie, by je tak szeroko otwierała.
Usiadła, lecz nim zdążyła rozejrzeć się po pokoju, ktoś pchnął ją na łóżko.
Zanim zareagowała, czyjeś dłonie zacisnęły się na jej szyi. Desperacko
próbowała wyszarpać się z żelaznego uścisku, ale nie miała aż tylu sił. Z
sekundy na sekundę jej opór słabł, a przed oczyma nie widziała już ciemnej
sylwetki napastnika, lecz różnobarwne plamki, które zwiastowały rychłe
omdlenie. Zacisnęła powieki i zebrawszy w sobie resztkę siły, jak jej
pozostała, oderwała duszące ją dłonie od swojej szyi. W okamgnieniu odepchnęła
od siebie postać i dopadła do drzwi. Pokasłując, przeskakiwała po kilka stopni,
by wpaść do kuchni. Jakby instynktownie zaczęła szukać czegoś do obrony,
niestety, nim cokolwiek znalazła, usłyszała szybkie kroki zmierzające do
kuchni. Padła na podłogę i wcisnęła się w szczelinę, w której niegdyś stała
szafka. Nieudolnie próbowała wyciszyć urywany oddech i szaleńczo bijące serce,
kiedy przechodził tuż obok jej kryjówki. Ale zamiast zajrzeć za blat, odwrócił
się i skierował do salonu. Kiyokuro natychmiast się podniosła i bez chwili
wahania, złapała stojącą na blacie butelkę, którą rozbiła na głowie mężczyzny.
Nawet nie zorientował się co go trafiło. Upadł na podłogę z hukiem. Dziewczyna,
nie tracąc ani chwili, zaczęła szukać czegoś, czym mogłaby go unieruchomić. Nie
panowała na sobą. Wszystko robiła ze spokojem, który, zważając na okoliczności,
był bardziej niż nienaturalny.
-Shimatta!-
zaklęła, gdyż nie wpadło jej w ręce nic, czym mogłaby go związać.
W jednej chwil doznała olśnienia. Podbiegła do
szafki pod oknem i otworzyła dolną szufladę. Z ulgą wyciągnęła z niej szeroką
taśmę i wróciła do nieprzytomnego mężczyzny. Klęknęła obok i, nie sprawdzając
nawet, czy jeszcze żyje, zaczęła go przeszukiwać. Kiedy pozbawiła go broni- a
tej miał przy sobie niemało- ciasnymi zwojami poczęła obwiązywać jego założone
za plecy ręce. Chwilę później unieruchomiła również jego nogi. Miała schować
już taśmę, ale po sekundzie zastanowienia zakleiła również jego usta. Nie
chciała, by narobił hałasu, gdy odzyska przytomność.
Opadła na podłogę nieopodal niego. Nie zamierzała
spuszczać go z oka. Uważnie przypatrywała się nieruchomemu obliczu mężczyzny. I
w pierwszej chwili spanikowała.
-Mój
Boże, czy ja… czy ja go…?- szepnęła i zakryła dłonią usta.
Nie słyszała oddechu i nie widziała, by jego pierś się unosiła.
Chciała podejść bliżej, by sprawdzić puls, lecz
mężczyzna niespokojnie szarpnął głową, dzięki czemu Niszczycielka odetchnęła z
nieopisaną ulgą. Fakt, próbował ją udusić, ale nie chciała go zabijać. Nie
chciała karmić Instynktu śmiercią. Kiedy mężczyzna zaczął się szamotać, Aika
złapała za pistolet, który mu odebrała i przystawiła lufę do jego skroni.
Natychmiast znieruchomiał.
-Nawet
nie waż się drgnąć.- syknęła, posyłając mu lodowate
spojrzenie- Nie chcę cię zabijać, ale
jeśli mnie sprowokujesz, nie zawaham się.
Powoli skinął głową na znak, że nie będzie nic
kombinował. Szatynka odsunęła się od niego, ale nie opuszczała broni. Nie
wierzyła mu i bała się, że gdy odwróci wzrok, on w jakiś sposób się uwolni. A
wtedy mógłby jej uciec, nie wyjawiając powodu wtargnięcia do jej domu. Nie była
w stanie uwierzyć w to, że ktoś był na tyle głupi, by włamać się tylko po to,
żeby ją zabić (co nie byłoby łatwe, w końcu była nieśmiertelna). Musiał mieć
zatem inny cel. Ale co? Tego nie mogła się domyślić. Dlatego postanowiła, że o
świcie dowie się, co go tu sprowadziło, kim jest (choć tego się domyślała) i
kto go przysłał, bo czuła, że jest jedynie pionkiem w czyichś rękach. Gdyby się
tak nad tym zastanowić, to właściwie mogła od razu go przesłuchać, ale wolała
poczekać do świtu, aż wszystkie cienie, które pojawiały się w domu wraz ze
zmrokiem, znikną.
Czas płynął niemiłosiernie powoli. Z każdą sekundą
Aika czuła się coraz bardziej zmęczona, jednak nie traciła czujności. Wcześniej
o tym nie pomyślała i teraz przeklinała się za to pod nosem, ale przecież ktoś
mógł przyjść tu razem z nim. A co jeśli tylko czekał na dogodny moment, by
zaatakować?
Poczuła na swoim ramieniu ciężar czyjejś dłoni i w
nadludzkim tempie odwróciła się, by wycelować broń między oczy… Jonathana.
-Na
miłość boską! Przestraszyłeś mnie!- krzyknęła z jednej
strony wściekła za to, że się tak skradał, a z drugiej wdzięczna, że to właśnie
on.
Jonathan wyjął pistolet z rąk Kiyokuro i odłożył go
na bok. Spojrzał najpierw na mężczyznę leżącego na podłodze, potem na stosik
broni w pewnej odległości od niego, a w końcu na dziewczynę.
-Zmarzłaś.-
stwierdził i podniósł Aikę z podłogi, po czym okrył ją swoją marynarką.
Rzeczywiście. Wcześniej nie zwróciła na to uwagi,
ale dygotała z zimna. Demon podprowadził ją do krzesła i wyszedł do salonu, by
po chwili wrócić stamtąd z kocem w dłoni. Podał go jej i usiadł na krześle
obok.
-Co
tu zaszło?- zapytał ze spokojem.
A
może trzeba było od tego zacząć? pomyślała i westchnęła,
po czym opowiedziała Jonathanowi o zaistniałej sytuacji. W chwili, gdy mówiła o
tym, jak doszło do tego, że mężczyzna leży teraz na ziemi, blondyn uważnie jej
się przyglądał, lecz ani słowem nie skomentował jej zachowania.
-Mhm.
Czyli nie wiesz kim jest i czego tak naprawdę tu szukał.
Choć było to stwierdzenie, Aika skinęła głową.
Wyjrzała za okno. Zaczynało świtać.
-Zaraz
się tego dowiemy.- oznajmił i podniósł się.
Zacisnął dłoń na koszuli mężczyzny, który ośmielił
się podnieść rękę na Aikę i bez najmniejszego wysiłku podniósł go do góry, po
czym pchnął na krzesło. Jednym szarpnięciem zdarł taśmę z jego ust i przyjrzał
mu się dokładnie.
-Wracaj
do pokoju, Aika.- nakazał, rzucając jej krótkie
spojrzenie.
-Nande?-
spytała z założonymi rękoma.
-Dlatego,
że to nie widok dla ciebie.
-Nigdzie
nie pójdę.- oznajmiła stanowczo.
Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale widząc zawziętość
na twarzy swojej podopiecznej, zamilkł, gdyż wiedział, że nic jej nie
przekona. Pokręcił głową i westchnął
ciężko, zawijając rękawy koszuli. Nakazał jej zasłonić okno, a sam przysunął
sobie krzesło, by usiąść naprzeciw mężczyzny.
-Wypadałoby
się przedstawić.- powiedział spokojnie.
Przesłuchiwany odwrócił tylko głowę, dając do
zrozumienia, iż nie zamierza współpracować. Jonathan zacmokał z niesmakiem i
wymierzył cios w jego szczękę. Szatynka pisnęła i odruchowo zakryła usta
dłonią. Blondyn spojrzał na nią i zasugerował, by wyszła, ale ona pokręciła
głową, po czym zapewniła, że nic jej nie będzie. Wzrok zielonookiego demona
znów spoczął na mężczyźnie.
-Zastanów
się, czy nie lepiej po prostu nie utrudniać?- spytał bez
jakichkolwiek uczuć w głosie.
-S-Sumiteru
Kajitani- wychrypiał, wypluwając krew na podłogę.
-Sumiteru
Kajitani. Jeśli mnie pamięć nie myli, najmłodszy syn Tashiro i Sakiko, zgadza
się?
Nieznacznie skinął głową. Im dłużej Aika patrzyła na
tego nieszczęśnika, tym większy ogarniał ją żal.
-Pogromca.-
stwierdził Jonathan tym samym obojętnym tonem- Jesteś tu na rozkaz, czy wpadłeś na to, że wykażesz się „wielką
odwagą” zabijając nastolatkę?
Kajitani spuścił wzrok. Demon westchnął i po raz
kolejny zamierzył się na niego. Tym razem Aice zdawało się, iż słyszy trzask
kości jarzmowej, lecz nie wydała z siebie nawet najcichszego dźwięku.
Obserwowała Jonathana. Na jego twarzy nie malował się nawet cień wyrzutów
sumienia, czy choćby współczucia. Nie przypominał jej teraz tej ciepłej osoby,
która trzymała ją w ramionach, gdy była zrozpaczona po stracie matki. Zupełnie jak kat… pomyślała nie bez
smutku.
-Radzę
odpowiedzieć.
Ale mężczyzna dalej trwał w milczeniu. Następnym
ciosem złamał mu nos. Ponowił pytanie, lecz i tym razem nie uzyskał odpowiedzi.
Podniósł pięść, ale nim zdążył się zamachnąć, poczuł na swoim przegubie dłoń
Aiki.
-Starczy.-
powiedziała cicho, odciągając jego zakrwawioną rękę od Sumiteru Kajitaniego.- Tak nic nie osiągniesz, przecież zaraz
straci przytomność.
Jonathan wstał i odszedł od Pogromcy. Oparł się o
blat i nic nie mówiąc, przyglądał się Kiyokuro. Dziewczyna napełniła szklankę
wodą , wyciągnęła czystą ściereczkę i zwilżyła ją.
-Teraz
ja spróbuję.- oznajmiła, siadając naprzeciw swego
niedoszłego mordercy- Mogę?- spytała
unosząc mokrą ściereczkę.
Nie protestował, więc Aika delikatnie otarła krew z
jego twarzy. Wzięła szklankę wody, po czym, przytrzymując jego niemal bezwładną
głowę, pomogła mu się napić.
-Nazywa
się pan Sumiteru Kajitani i jest pan Pogromcą.-
powtórzyła to, co udało się ustalić Jonathanowi- Panie Kajitani, proszę powiedzieć, co ja takiego panu zrobiłam?-
spytała, zaglądając mu głęboko w oczy.
Mimo zasłoniętego okna mogła ujrzeć barwę jego
tęczówek. Miały ciepły, brązowy odcień.
-Nic…-
zachrypiał, uciekając od niej spojrzeniem.
-I
dlatego postanowił pan wtargnąć do mojego domu i mnie udusić?-
jej głos brzmiał łagodnie, nie czuć w nim było ani żalu, ani nienawiści, choć
takie uczucia byłyby jak najbardziej zrozumiałe.
-Iie…
Ja miałem tylko…- zaczął, ale nagły atak kaszlu nie
pozwolił mu dokończyć.
-Tylko
co?
Pokręcił głową. Pomimo bólu, który odczuwał i
spojrzenia Aiki, które wywoływało w nim niesamowite poczucie winy, nie chciał
zdradzić Legionu.
-Dobrze.
Nie chce pan mówić, trudno. Proszę mi tylko powiedzieć, czy to Dowódca, Shiro
Takami, wydał panu rozkaz?
Potwierdził skinieniem.
-Dziękuję,
skończyłam.- podniosła się i podeszła do Jonathana- Przemoc nie zawsze jest najlepszym
rozwiązaniem. Czasem lepszy efekt daje wywołanie wyrzutów sumienia, niż
połamanie szczęki.- powiedziała, patrząc w oczy demona.
Ten pokręcił tylko głową i wskazał na Pogromcę.
-Co
z nim zrobić?- spytał.
-Wypuść
go.-
machnęła lekceważąco ręką.
Jonathan nawet nie próbował z nią dyskutować.
Podszedł do szuflady i wyciągnął z niej nóż, po czym przeciął więzy mężczyzny.
-A
broń…
-Oddaj
mu.-
odpowiedziała nim skończył pytanie.
Bez żadnych pytań zrobił co mu kazała i wypuścił
Kajitaniego na werandę. Pogromca bez słowa odszedł.
-Dlaczego…
-Dlatego,
że czasem poczucie winy i świadomość, iż wyrządziło się krzywdę niewinnej
istocie jest silniejsza od chęci do życia.- odparła, a do
ich uszu dobiegł dźwięk strzału- Już!
Trzeba tu posprzątać! Narobiłeś strasznego bałaganu.- posłała mu uśmiech i
wzięła się za uprzątnięcie kuchni.
Jonathan przez chwilę patrzył na nią w osłupieniu,
nie mogąc wydać z siebie żadnego dźwięku.
<***>
Witam!
Tak, wiem która godzina, ale… to wciąż sobota,
prawda? xD
Tak… mamy już XVI i zbliżamy się do balu u Lucyfera
(a tak w ogóle, to mam na to meeega pomysł, ale pewnie jak zawsze coś spieprzę).
Postaram się w miarę szybko naskrobać XVII i następny rozdział „Pokuty”, choć
nie obiecuję, iż za dwa tygodnie ujrzycie jakąkolwiek nowość.
Serdecznie dziękuję za komentarze. Motywujecie mnie,
dziewczęta! :)
Już myślałam, że nie doczekam się tego rozdziału! Miałam nawet w planach udzielenie Ci reprymendy, a tu z rana taka niespodzianka! ^^ Kurczę, Ty mnie kiedyś zabijesz, Andzik, kto to widział, żeby się szczerzyć do samej siebie, czytając opowiadanie. A jak mi serce waliło! Dobrze, że nie mam faceta, bo bym z siebie większą wariatkę robiła niż Aya w towarzystwie Hiroshiego xD Ech, chciałabym walnąć porządny komentarz, ale dzisiaj na bank nie dam rady, bo: a) nauka, b) nie mam ze sobą laptopa. Potem też będzie problem ze względu na studia, ale może uda mi się znaleźć trochę czasu, choć nie obiecuję :( Ale kiedyś nadrobię, mam nadzieję :D Buziaki i dziękuję za rozdział oraz liczę na to, iż jednakowoż nie będę musiała długo czekać na kolejny, bo zamiast uczyć się do sesji, będę miała w głowie nieistniejącego nekromantę ;_;
OdpowiedzUsuńDzięki za odwiedziny. ;)
UsuńWiesz, ja wczoraj od 6 czekałam na rozdział u Was, także też już miałam w planach się o niego upominać ^^
Aya, ja Cię kiedyś zabiję? Nie zdążę, bo wcześniej przez Ciebie i Kao trafię do wariatkowa, chociaż... może nie, bo podczas czytania Waszego opowiadania jestem największą atrakcją w okolicy xD
U mnie teraz też krucho z czasem... To wybieranie szkoły jest strasznie kłopotliwe^^ Ale postaram się coś stworzyć w miarę szybko ;)
Pozdrawiam - Andzik
Oj, przepraszam, to przez wyjazd na działkę dodalysmy rozdział wieczorem ;)
UsuńTo może obie trafimy do wariatkowa, będzie wesoło xD Boże, gdybyś Ty mnie widziała za którymś razem, gdy po raz pierwszy czytam jakiś fragment z Hiroshim xD Ale przy scence z Haruo też lałam i tak jak Kiran skojarzyło mi się to trochę z dodatkiem z VK.
Nie aż tak kłopotliwe, by przez to nie pisać xp Proszę o rychłe dodanie nowości, bo umrę przez tę sesję, a tak będę miała jakąś odskocznię ;_;
No niech będzie... wybaczam Wam xD
UsuńJestem za! Fakt, nie widziałam... ale Ty też nie widziałaś mnie podczas rzucania klątw na Sarę i tego dewianta Tamakiego (chociaż jeśli chodzi o niego, to trochę mi już przeszło...). Mama już nic nie mówi, tylko się w czoło puka co drugą sobotę xD Czy tylko ja nie pamiętam tego dodatku? Kurczę, będę musiała go przeczytać, bo to niedopuszczalne, żebym ja czegoś takiego nie pamiętała!
Trochę jednak kłopotliwe. A umrzeć nie umrzesz. Niech przy życiu trzyma Cię wizja dwunastki dzieci, domku na wsi i Twojego nieprzejechanego przez karawan męża xD
Dziękuję za tę łaskę xD
UsuńHahah, powinnyśmy w cyrku występować! Niezłe widowisko byśmy urządziły.
No super, dzięki xp Oj, nie wiem, czy myślenie o niebieskich migdałach pomoże mi zdać sesję i nie umrzeć śmiercią tragiczną! Choć jak umrę, ktoś może mnie wskrzesić xD *miesza światy*
Jeszcze tego pożałuję, ale dobra, raz kozie śmierć… *zamiast siąść do książek, bierze się za komentarz* Z drugiej strony, to już nie moja pora na uczenie się xD (mowa o prawie 22.00)
UsuńZabrzmi to nieco chamsko, ale cieszę się, że nie wszystko przychodzi Aice ot tak sobie, bez trudu. Byłoby to naciągane. ;)
Z facetami same problemy! I z Lucyferem, i z Jonathanem, i z Haruo… Choć tych dwóch ostatnich lubię xD O rety, jak tak po raz drugi czytam ten fragment, to Lucek skojarzył mi się z Michealem z opowiadania Suzu. Masakra, jeszcze trochę i przestanę żyć rzeczywistością - zamiast tego będę już stale żyć w którymś z opo ^^’
Heh, wiedziałam, że jak Aika powie Luckowi o Haruo, to ten od razu będzie chciał coś, łagodnie mówiąc, zrobić xD I spodziewałam się też, że Aika go od tego odwiedzie. Żadne z nich nie byłoby sobą, gdyby postąpiło inaczej!
Akapit o kobietach jest CUDOWNY! Święta prawda, czyż nie? xD Tutaj trochę zgodzę się z punktem widzenia naszej zacnej Sary Shirabuki, która w kobietach widzi osoby, które mogą sterować mężczyznami. No kurczę, co by nie gadać, taka prawda. Facetów można sobie owinąć wokół palca, jeśli się chce. Osobiście nie miałam okazji tego przetestować (i obym nie miała), ale cóż… W teorii wydaje mi się, że tak to właśnie mniej więcej wygląda.
Boziu, ale dramat rodzinny. Nie no, strasznie mi żal ich wszystkich, łącznie z Jennifer. Nie tak powinno to wyglądać… Najgorsze chyba jest to, iż ze słów z Fii wynika, że kiedyś wszyscy byli ze sobą blisko. Kurczę, chciałabym się dowiedzieć więcej na temat przeszłości bohaterów. Zawsze mnie do tego ciągnie i sama również uwielbiam się w to wgłębiać. Dlatego zazwyczaj świetnie się bawię przy pisaniu dodatków. Najchętniej to w ogóle napisałabym prequel naszego VK Q.Q No ale wracając do tematu: to naprawdę tragiczne. I smutne… Takie nastawienie rodziców do córki… Bądź co bądź to krew z ich krwi, no ;( Fia nadal kocha Jenn, mimo wszystko, to dobrze (choć niczego innego po postaci Suzu się nie spodziewałam xp). Z kolei Jennifer też nie wydaje się taka beznamiętna. I ten jej płacz na koniec… Szczerze mówiąc, czytając tę scenkę, właśnie tak wyobrażałam sobie jej zakończenie. Szloch w samotności. Ciekawa jestem, co dokładnie się wydarzyło, że doszło do tego wszystkiego. Swoją drogą, zauważyłam, że nie pamiętam wielu szczegółów, w wakacje chciałabym przeczytać sobie całe opowiadanie od początku. Jeny, tyle już planów mam na te wakacje, że dramat, pewnie nie wyrobię się ze wszystkimi, tym bardziej, że nie zdziwię się, jeśli we wrześniu czekać mnie będą jakieś poprawki ;]
Hehe. Kolejny fragment za to czytałam już co najmniej 5 razy. Tutaj to mogłabym chyba skomentować osobno każde zdanie, ale byłoby to już chyba znaczną przesadą xD
Bardzo mi się podobały nawiązania do wcześniejszych rozmów by Aya&Hiroshi! Uwielbiam coś takiego ^^ Nie no, to uśmiechanie/śmianie się do siebie… U mnie to już na porządku dziennym xD Przykład sprzed dwóch-trzech dni: idę sobie grzecznie na zajęcia przez kampus, a że dzień był pochmurny i chłodny, miałam ubrany płaszczyk i szaliczek. No i nagle, ni z tego, ni z owego przypomniał mi się rzeczony fragment. No i co? Oczywiście ledwo powstrzymałam się od wybuchnięcia śmiechem. Mam nadzieję, że nikt nie widział uśmiechu błąkającego się po mojej twarzy. Miałam ochotę tradycyjnie schować się za szalikiem, ale to tylko pogorszyło sytuację, bo wywołało kolejne skojarzenia ze sceną xD Jejku, człowiek już nawet na szalik nie może spojrzeć normalnie! xD A propos scenki i szalika: została zainspirowana moim opowiadaniem o chowaniu się za szalikiem, gdy jechałam autobusem, czytając Twoje opo czy wyszło ot tak? xD
Dobra, wracając do komentarza jako takiego: Hiroshi jest najlepszy! <3 Kocham i wielbię, serio! *nie może przestać się zachwycać* Już widzę tę jego minę obrażonego pięciolatka xD
UsuńJejku, to „nasze” przekomarzanie się jest cudniaste! Nie no, oni są wspaniałą parą, tak ładnie się dopełniają! Normalnie nic, tylko posłać ich przed ołtarz :D Jest tylko mała przeszkoda pod postacią pewnego chama-narzeczonego-który-niestety-jest-jeszcze-pośród-żywych ^^’ Ale co tam!
Nie no, ja te wszystkie gesty, uśmiechy i tak dalej mam przed oczami Q.Q Swoją drogą, po części znów się czułam, jakbym czytała o sobie. Co prawda takich przeżyć jak Aya nie miałam i nie będę miała, ale ja również chociażby potrzebuję czasu, by przyzwyczaić się do czegoś nowego. Może bierze się to z tego, że z reguły nie przepadam za zmianami…
Ale błyskawiczne nawiązywanie znajomości. Dopiero co Hiroshi był „bystrym psycholem produkującym zombie”, a teraz? Cud, miód i orzeszki + wymarzony facet <3 Aya nareszcie się przyznała przed samą sobą, że bardzo go lubi :D Ciekawe, kiedy padną głębsze wyznania *cieszy się jak głupia*
Jejku, jak napisałaś o tym zachwycie w oczach Hiroshiego na widok rumieńców Ayi, to tak bardzo się wzruszyłam i w ogóle Q.Q To doprawdy słodkie! *.* Ale Hiroshi ogólnie jest słodki, no nie mogę się nad nim przestać zachwycać! Naprawdę powinno się mnie zamknąć w wariatkowie. Ech, a to o rumieńcach i obrażaniu się - też słodkie! Oj, coś mi się wydaje, że nadużywam dziś tego słowa.
Rety, jak dobrze, że Aya wreszcie zapytała o coś Hiroshiego. On tyle o niej wie, a ona o nim nic, to niesprawiedliwe ;_; Ja też zastanawiałam się, co jest z jego rodziną (spodziewałam się jakiejś dramatycznej historyjki, a tu katakumby we Francji, hahah xd) i nadal się zastanawiam, ile on w ogóle ma lat! Proszę o szczegóły, szczegóły! *nieco nachalny wzrok* Swoją drogą, ogólnie chciałabym dowiedzieć się więcej i o nim, i o wielu innych postaciach. Nie-wytrzymam *mówi przez zaciśnięte zęby* Dlaczego ja się tak wciągam w opowiadania?! *zbolały ton* By the way, jeśli Hiroshi czuje się samotny, to ja chętnie dotrzymam mu towarzystwa zawsze i wszędzie xD
Heh, ostatni tekst taki prawdziwy xD Kurczę, jak ten pogodny chłopak wytrzymuje z takim emo jak Aya? xD No ale to taaaakie słodkie (znów to słowo! To może zmieńmy na „urocze” xd), jak Aya zsunęła wreszcie ten szalik, uśmiechnęła się i przytuliła do Hiroshiego! <3 Jeny, jestem ich fanką, ta para powinna przejść do historii! xD
Co by nie mówić, Hiroshi i Haruo chyba by się pod paroma względami dogadali xD Nie odpuszczą chłopy, oj nie! xD Mów sobie co chcesz, Andziku kochana, trudno Haruo nie lubić, jest nieziemski xD Ale i tak wolę Hiroshiego, żeby nie było!
O tym, że scenka przypomina mi dodatek z VK, już wspominałam, więc nie będę się powtarzać. Za to jego teksty… Naprawdę błyskotliwe, jakby nie patrzeć! Pewnie, jest wnerwiający, ale bądźmy szczere - jest cholernie uroczy. Trochę jak Hiroshi, on też prawie Ayi żyć nie dał, ciągnąc ją na jakieś kolacyjki, spacerki itp. i jak to się skończyło? Buzi-buzi, love story i doki-doki :D Nie miałabym nic przeciwko, gdyby Aika w końcu też zmiękła. Wzorem Riki widzę „nasze” dwie pary *wybucha śmiechem* Walnięci faceci i zdystansowane baby. Jedno psychiczne, drugie zbyt pesymistyczne i pochmurne. Co z tego wychodzi? Mieszanka wybuchowa :D
UsuńOstatnia scena = diametralna zmiana klimatu. Kurczę, przykre to było, naprawdę… Cała ta sprawa z napadem, Pogromcą, przesłuchaniem… Ale Aika ładnie się zachowała. Nie wszystko lepiej jest wydobywać siłą… a w sumie to najlepiej niczego nie wydobywać w taki sposób. Ech… Strasznie mnie przygnębiła ta scena. Właściwie z punktu widzenia każdego z bohaterów stało się coś okropnego. Sama nie wiem, kogo mi najbardziej żal ;_; Ech, wszyscy muszą mieć przerąbane w tych naszych opowiadaniach. Jak to się stało, że jesteśmy takimi sadystkami? x_x Kurczę, czasami nachodzą mnie takie wizje co do VN bądź jakichś nowych opo, że dramat. W skrócie - same nieszczęścia.
Dobra, piszę już przeszło godzinę (choć z krótkimi przerwami), więc pora kończyć. Tym razem nie rozpisałam się aż tak jak poprzednio, ale i teraz nie mam siły na przeczytanie tego, co nabazgrałam, dlatego z góry przepraszam za wszelkie kwiatki. ^^’
Słowem zakończenia - nie byłabym sobą, gdybym o tym nie napomknęła po raz kolejny - proszę o rychłe dodanie kolejnego rozdziału! W ramach zachęty wyznam, iż w niedzielę wieczorem naszła mnie wena, z powodu której olałam poniedziałkowe zajęcia i przez niemal cały dzień pisałam, dzięki czemu napisałam mniej więcej półtora rozdziału, w którym… no, będziesz miała coś, co powinno Ci się spodobać. xD
Buziaki i z niecierpliwością czekam na kolejną dawkę humoru+tragedii!
Jeny, jakie irytujące jest to dzielenie komentarzy na części -.-'
No kto to widział, tyle czasu minęło, a ja nawet słowa odpowiedzi nie otrzymałam na komentarz-którego-nie-powinnam-była-wtedy-pisać! *łezka*
UsuńA przybywam z zaproszeniem na oczekiwany rozdział VN, a w nim zaś: nowa porcja Tamakiego. xD
WYYYYYBAAAACZ! *kłania się do samej ziemi*
UsuńOczywiście, jestem niesamowicie wdzięczna za komentarz, ale... Cóż, bez wymówek, zapomniałam odpowiedzieć. Każdemu się zdarza, prawda? ^^'
KYAAAAAAAAAAA*dwie godziny później*AAAAAAAA!
Niach! Czy ja już mówiłam, że Was kocham? <3
Hmpf! *udaje obrażoną panienkę z bogatego domu* No niech Ci będzie, wybaczam, znaj mą łaskę! xD
UsuńMożliwe, że wspominałaś coś na ten temat, hihi xD
Jezu! Lucyfer czasem mnie przeraża... Ale i tak go kocham xD
OdpowiedzUsuńPoza tym mało nie padła... spadłam z łózka, czytając fragmenty o Ayi i Hiroshim. To najbardziej pozytywna para tego opo :D
Poza tym "cieszysz się do krzesła"??? No ja nie mogę! :D :D
Cóż...Bal u Lucka... To się będzie działo...
No i Aika ma niezły dar przekonywania...
Poza tym- jej adorator był uroczy... I ta scena skojarzyła mi się, nie wiem zupełnie czemu, z Vampire Knight'em! W sensie- parasol! Chyba był jakiś dodatek z Juri i Haruką... Czy ja to dobrze pamiętam??
Nie ważne!
Pozdro i weny!
K.L.
Dzięki za komentarz ;*
UsuńCóż byłby z niego za Władca Piekła, jeśli nie byłby przerażający?
Fragment Ayi i Hiroshiego pisałam na polskim, także musiałam się nieźle namęczyć, żeby się nie śmiać XD
Był taki dodatek? I ja go nie pamiętam?! Zaraz sprawdzę...Tak, w tomie 10 było coś takiego. A mi się ten fragment napisało na przerwie, bo akurat deszcz padał xD
Pozdrawiam - Andzik
Nmzc :*
UsuńPrawda... Raczej nie na długo byłby Władcą Piekła...
Hahaha x) Chciałabym to zobaczyć ;)
O prosze! Jednak moja pamięć nie jest aż taka zła xD Heh, jak to deszcz inspiruje do pisania :D
Dobra niedobra Suzu-chan bierze się za napisanie komentarza… Wybacz ale chyba nie będzie on ani długi ani zrozumiały bo czuję się jakbym miała zaraz zemdleć a widok jedzenia przyprawia mnie o mdłości -.-
OdpowiedzUsuńDobra Lucyfer jak to Lucyfer zawszę musi postawić na swoim -.- No cóż taki typ… Kurczę noo to takie irytujące -.-‘ No ale dobra nie ważne wracajmy do fabuły… W sumie jak się tak zastanowić to fak Lucyfer może skojarzyć się z Michaelem z mojego opka… Szczególnie w tej ostatnim momencie gdzie całuję Aikę ^ ^” Kocham facetów z twojego opka xD No może po za Lucyferem… ^ ^” Nie no umiesz stworzyć męskie postacie nie ma to tamto xD Kurna myśli na temat kobiet były naprawdę świetne! I w sumie fakt każda kobieta w głębi duszy to manipulantka i w sumie i flirciara też xD
Dobra kończę bo czeka mnie scenka spotkania z siostrzyczką! Q.Q
Matko no Andzik powiem jedno JESTEŚ GENIALNA! Ta scenka była przepełniona tyloma emocjami że naprawdę nie mogłam jak to czytałam Q.Q Matko noo ale żal mi mojej siostrzyczki noo ;( Kurka noo widać że dziewczyna zła nie jest i wszyscy czworo (ja, ona i moi zacni rodzice) byliśmy szczęśliwą rodzinką *ryczy wniebogłosy* Najlepszym tego przykładem było to jak zareagowała na przypomnienie że straciła całą rodzinę itp. ;( Kurczę naprawdę ciekawa jestem co się stało… No nic czekam na dodatek Q.Q Jej no moi rodzice naprawdę są KOCHANI <3 Q.Q Kurka a mamusia to już w ogóle ;( Ech ciekawa jestem co wymyśli moja siostra by mi życie uprzykrzyć ^ ^ No cóż muszę czekać T^T No i na zakończenie recenzowania tej sceny to powiem że to jak Jen rozpłakała się w samotności było mega tak bardzo pasowało że dramat! ;( Matulu biedna siostrzyczka T.T
Dobra teraz pora na Hiroshego i Ayę xD
Nie no oni naprawdę są świetną parą cóż więcej mogę powiedzieć xD A nasz nekromanta ma tytuł najzabawniejszego i najsłodszego faceta w tym opo xD Nie dziwie się Ayi że tak szaleje za nim xD Na jej miejscu miałabym podobne xD W ogóle jakie to kochane jak Hiroshi zna Ayę Q.Q Chociażby to z tym marszczeniem czoła *-* Nie no kocham ich <3
Matko ja po prostu kocham Haru Xd Nie no facet jest nieziemski po prostu xD I ta jego namolność i to cwaniactwo gdy złożył parasol że niby nie ma parasola po prostu nieziemskie xD
Jak czytałam ostatnią scenę to moja reakcja była tak „WTF co tu się u licha dzieje?! O.O’” Nie no nagle po zabawnej scence coś takiego wow ^ ^” Nie no naprawdę żal mi Aiki wszyscy czegoś od niej chcą ja bym tego chyba nie wytrzymała -.- W ogóle podoba mi się to jak załatwiła sprawę z młodym Pogromcą… I zgadam się czasem wyrzuty sumienia są najgorszą karą…
No nic kończę no naprawdę nie mam siły. Mam nadzieje że mi wybaczysz Q.Q Czekam na nex bo już się doczekać nie mogę ;p
Suzu-chan