sobota, 24 maja 2014

Rozdział XVI



-Czy ze mną jest coś nie tak?!- zapytała ze złością Aika.
Już od dłuższego czasu znajdowała się w Piekle i nieudolnie próbowała przywołać swoją moc, co strasznie ją denerwowało. Stojący obok Lucyfer z rozbawieniem przyglądał się dziewczynie.
-Niepotrzebnie się denerwujesz.- oznajmił, podchodząc bliżej- Najwidoczniej potrzebujesz na to trochę czasu.- objął ją w talii i nie przejmując się sprzeciwami Niszczycielki, poprowadził ją na sofę.
Kiyokuro wywróciła oczyma i przysiadła na skraju sofy.
-To, że w niespotykanym tempie udało ci się odnaleźć moc nie oznacza, że opanowanie jej pójdzie ci równie sprawnie. Niszczyciele od urodzenia uczą się panować nad swoimi zdolnościami. Do tego potrzeba czasu. Czasu, cierpliwości i spokoju.- uśmiechnął się do niej subtelnie.
Aika westchnęła. Jak ona miała być spokojna? Kiedy obudziła się w swoim pokoju, a była pewna, że zasnęła w salonie, wiedziała, iż Jonathan tylko czekał aż zaśnie, by uniknąć rozmowy z nią. Miała ochotę poczekać na niego i powiedzieć mu co myśli o tym jego tchórzostwie, ale nie miała już czasu. Jakby tego było mało, Haruo Sora odkąd tylko przekroczyła próg szkoły nie spuszczał z niej wzroku i cały czas czaił się gdzieś w pobliżu, co nie umknęło uwadze Riki, która bez przerwy chichotała pod nosem. W dodatku była na siebie zła za to, co wczoraj powiedziała matce. Nie żeby zaraz miała wyrzuty sumienia, bo wszystko co powiedziała było prawdą i tak właśnie uważała, ale… może nie powinna być tak bezpośrednia? Może powinna ubrać swoje uczucia w inne słowa? Wiedziała, że sprawiła Mari nieopisany ból, ale… Ciągle jakieś „ale”. To nie moja wina i czy owijałabym w bawełnę, czy też nie, odczułaby to tak samo. A poza tym, było- minęło. Czasu nie cofnę.
-Aika, co cię trapi?
Dopiero teraz Aika podniosła spojrzenie na Władcę Piekła. Przyglądał się jej uważnie badawczym wzrokiem, jakby próbował rozszyfrować jej myśli. A cóż to? Czyżby raptem przestał czytać mi w myślach? pomyślała, a kąciki jej ust mimowolnie uniosły się ku górze.
-Mnie nic nie trapi. A nawet jeśli, to mógłbyś sam się tego dowiedzieć, w końcu nie widzisz nic złego w naruszaniu mojej prywatności i odczytywaniu moich myśli.- wzruszyła ramionami.
Lucyfer przymknął powieki, a na jego twarzy pojawił się zagadkowy uśmiech.
-Daj palec, a weźmie całą rękę.- westchnął, otwierając oczy.
Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że siedzi niewiarygodnie blisko. Automatycznie uciekła wzrokiem gdzieś w bok, byle tylko nie patrzeć w jego szare oczy zabarwione teraz odrobiną jadu, ale w tej samej chwili Lucyfer złapał jej podbródek i odwrócił ją do siebie.
-Fakt, że pozwalam ci na znacznie więcej niż innym nie znaczy, że możesz się tak do mnie odnosić. Nie chciałbym cię skrzywdzić, ale jeśli mnie do tego zmusisz, nie będę się rozczulał, jasne?- syknął.
Aika skinęła głową.
-Przepraszam.- szepnęła, chowając oczy za rzęsami.
Pogładził z czułością jej policzek.
-A teraz grzecznie powiesz mi, co zaprząta twoją śliczną główkę- powiedział cicho, tak, jakby chwilę wcześniej nic nie zaszło.
Kiyokuro odetchnęła. Przez chwilę myślała, że serce jej stanie ze strachu. Pomyślała o tym, że musi uważać na to, co mówi, bo może w pewnym momencie się zagalopować, a wtedy tego pożałuje.
-Właściwie, to nic takiego się nie stało.- oznajmiła, układając usta w namiastkę uśmiechu- Niepotrzebnie się tym wszystkim tak przejmuję.
-Wydaje mi się, że jednak chcesz mi coś powiedzieć.- stwierdził, uważnie przyglądając się dziewczynie.
Faktycznie, przez moment miała ochotę wspomnieć o Sora. Ale jak to by się skończyło? Znając życie, źle. Chociaż… chyba powinien wiedzieć. pomyślała i powoli pokiwała głową, po czym opowiedziała o problemie, jakim jest dla niej Sora.
-Oni nie wiedzą, kiedy się poddać.- westchną, kręcąc głową z dezaprobatą- Niby to tylko szczeniak z przerośniętym ego, ale chyba lepiej będzie, jeśli wybiję mu to małżeństwo z głowy raz na zawsze.- mruknął i podniósł się.
Aika natychmiast skoczyła na równe nogi i złapała go za rękę.
-Proszę, nie.- szepnęła, błagalnie patrząc mu w oczy.
-Dlaczego nie?- spytał niewzruszony jej spojrzeniem.
-Dlatego, że o to proszę. Nie krzywdź go.
Lucyfer przez chwilę w milczeniu przyglądał się Kiyokuro. Po krótkim czasie uśmiechnął się do niej i pogłaskał ją po głowie. Znowu była jego słodką Aiką.
-Zdajesz sobie sprawę z tego, że on ci nie daruje? Będzie cię dręczył, aż się zgodzisz dla świętego spokoju, a nie wiem, czy cię ktoś już uprzedzał, ale nie ma szczęścia z zamęścia.
-Nie wiem, czy nie powinnam się obrazić…- mruknęła i odwróciła głowę niczym nadąsana pięciolatka- Nie należę do uległych, a z tym natrętem sama sobie poradzę. Z pewnością masz mnóstwo tysiąckroć ważniejszych spraw na głowie, niż rozprawianie się ze zbyt pewnym siebie gówniarzem.- posłała mu uspokajający uśmiech.
Miał świadomość tego, że próbuje nim manipulować. W końcu, czy ma duszę krystalicznie czystą, czy też nie, nadal jest tą niezwykle skomplikowaną istotą, zwaną kobietą. A jeszcze się taka nie narodziła, która w głębi serca nie byłaby manipulantką. Wielu uznałoby, że próbując nim manipulować, chce mu ubliżyć i odkryć jego słabości, ale on nie widział w tym nic strasznego i nie zamierzał jej tego zabraniać. No bo czy można zabronić ptakom śpiewu? Uśmiechnął się tylko, przystając na jej prośbę. Przymknął oczy i zorientował się, że czas wzywa go na bardzo poważną rozmowę.
-Wracając do tej nieszczęsnej mocy… musisz nad nią nieustannie pracować. Inaczej jej nie okiełznasz i to nie ona będzie dla ciebie, ale ty dla niej.- udzielił jej ostatniej rady.
Kiyokuro skinęła głową i zamyśliła się, co natychmiast wykorzystał, nachylając się i całując ją, nim zdążyła nadstawić policzek. Kiedy osunął się od jej ust, rzuciła mu zaskoczone spojrzenie.
-Nigdy nie trać czujności.- przestrzegł i zanim otworzyła usta, by cokolwiek powiedzieć, rozpłynęła się niczym mgła nad ranem.
<***>
-Witaj, siostrzyczko.
Fia gwałtownie odwróciła się. Oparta o furtkę Jennifer spoglądała na nią z fałszywym uśmiechem, a w jej oczach lśnił gniew.
-Jenn…- szepnęła, nie mogąc wyjść z szoku.
Właśnie wracała z ogrodu, pogrążona we własnych myślach. Nawet nie wyczuła aury Jennifer. W myślach przeklęła swoją nieostrożność.
-Czego chcesz?- spytała cicho.
Miała medalion. Jennifer nie była w tej chwili żadnym zagrożeniem. Ale chociaż w jej głosie nie można było odnaleźć nawet odrobiny strachu, czuć w nim było smutek.
-Dziś wyjątkowo porozmawiać.- odrzekła i przeszła przez bramkę.
Strażniczka nawet nie drgnęła.
-Wydaje mi się, że my nie mamy o czym rozmawiać.
Jennifer posłała jej kolejny uśmiech.
-Dobrze to ujęłaś, wydaje ci się.- mruknęła i ruszyła przed siebie, kierując się w miejsce, z którego niedawno wyszła jej siostra.
Fia pokręciła głową i poszła za dziewczyną. Mimo że już nie raz próbowała ją uwięzić, nadal była jej siostrą. Strażniczka nie miała pojęcia jak Jennifer tak szybko mogła zapomnieć o tym wszystkim, co je łączyło. Sama wciąż bardzo kochała siostrę i bolało ją to, że ona jej nienawidzi. W końcu były bliźniaczkami. Dwiema połówkami całości.
-Wiesz… tego się po tobie nie spodziewałam.- oznajmiła Jennifer, wygodnie usadawiając się na ławce.
Strażniczka podeszła do najbliżej stojącego drzewa i oparła się o nie.
-O co ci chodzi, Jennifer?- zapytała ze spokojem.
-Takie znajomości…- z uznaniem pokiwała głową- Ale o nic się nie martw. Nawet jeśli Niszczycielka Lucyfera stoi po twojej stronie, ja odbiorę to, co mi się należy.
Fia westchnęła cicho i uciekła spojrzeniem gdzieś w bok.
-Dobrze wiesz, że gdybym tylko mogła, bez wahania oddałabym ci tę moc.- wyszeptała, po czym skierowała wzrok na siostrę- Ale nie mogę. Zaślepiła cię nienawiść, Jennifer i jeśli będę musiała, będę uciekała przed tobą przez całą wieczność.
Po wysłuchaniu słów Strażniczki, dziewczyna zamilkła. Przez moment wpatrywała się gdzieś w przestrzeń, a po chwili spojrzała prosto w oczy identycznie bursztynowe jak jej własne.
-Ominęło cię przeze mnie wszystko. Całe życie chowasz się w tym lesie. Nie masz już dość?
Mierzyły się spojrzeniem przez ładnych kilkanaście sekund, po których brunetka nie wytrzymała i spuściła głowę, by ściszonym, przepełnionym bólem głosem powiedzieć:
-Może i mam, ale… czy zostało mi jeszcze jakieś wyjście? A poza tym… wydaje mi się, że ty straciłaś znacznie więcej ode mnie. Dom, rodzinę, wszystko, co było dla ciebie niegdyś naprawdę ważne.
Fii wydawało się, że serce Jennifer stanęło. Mimo szumu wiatru słyszała jej nierówny oddech. W jednej sekundzie jasnowłosa podniosła się z ławki i znalazła się przed siostrą.
-Ty…- syknęła- Jak śmiesz mi o tym przypominać?!- krzyknęła jej prosto w twarz.
Strażniczka z trudem przełknęła ślinę. Nie powinna o tym wspominać. Nie odważyła się podnieść oczu na bliźniaczkę, ale ta złapała ją mocno za podbródek i zmusiła do spojrzenia na siebie.
-Patrz mi w oczy, kiedy do ciebie mówię!- jej głos drżał, a z przepełnionych nienawiścią oczu płynęły łzy- Postaram się, byś już nigdy nie wróciła do normalnego życia. Zniszczę cię, siostrzyczko. Sprawię, że zapragniesz zniknąć z powierzchni ziemi… przysięgam ci to.
-Fia!- zawołała przerażona kobieta.
Obydwie natychmiast spojrzały w stronę, z której dobiegał głos należący do ich matki. Kobieta wpatrywała się w nie ze strachem, drżąc prawie niedostrzegalnie. W czasie, gdy Jennifer dalej patrzyła na matkę, wzrok Fii powrócił do bliźniaczki. Twarz Jenn w ułamku sekundy się zmieniła. Zawitał na niej okrutny uśmiech i choć z oczu biła ta sama nienawiść, nie było w nich już śladu łez. Jasnowłosa zostawiła siostrę, nie racząc nawet ostatni raz na nią spojrzeć i z tym uśmiechem podeszła do kobiety.
-Witaj, mamusiu!- zaświergotała słodko.
-Co- co ty tu robisz?- spytała, starając się przywołać chłodny ton, choć w rezultacie otrzymała jedynie drżący szept.
-Tak mnie witasz po dwóch latach rozłąki, mamusiu?
Oczy kobiety napełniały się łzami, a przez jej ciało przechodziły coraz widoczniejsze drgawki.
-Jennifer Cage.- usłyszała za sobą znajomy głos.
Odwróciła się i ujrzała opanowaną twarz ojca.
-Nigdy więcej nie zwracaj się do mnie tym nazwiskiem.- wycedziła.
Mężczyzna podszedł do żony i położył dłonie na jej ramionach, by nieco ją uspokoić.
-Jennifer. Odejdź stąd.- powiedział ze spokojem.
-Wyrzucasz mnie z mojego domu?- spytała z szatańskim uśmiechem.
-Proszę. Odejdź. Zrobiłaś już dość złego.
Jennifer zacisnęła zęby, by nie dopuścić do wypłynięcia łez, które uparcie cisnęły jej się do oczu.
-Nienawidzę was. Całym sercem was nienawidzę!- krzyknęła i odwróciła, by z dumnie uniesioną głową wymaszerować z ogrodu.
Dopiero, gdy znalazła się na leśnej ścieżce, zaczęła się trząść. Ciszę przepełniało ciche łkanie dziewczyny, która padła na kolana, zalewając się łzami.  
<***>
Niebo nad miasteczkiem zasnute było chmurami, przez które nawet najdelikatniejszy promyk słońca nie miał szans się przebić. Tu zawsze jest tak pochmurno… Zupełnie jakby nad tym miasteczkiem wisiała jakaś klątwa. pomyślał Aya, ale chwilę potem pokręciła głową, odpychając od siebie takie głupstwa i uśmiechnęła się pod nosem.
-Aha. Czyli jak ja się do siebie uśmiecham, to jestem niezrównoważony, ale jeśli ty bez powodu się cieszysz, to jest wszystko w porządku?- spytał Hiroshi.
Aya spojrzała na siedzącego obok na ławce nekromantę. Przyglądał jej się z założonymi rękoma, najwyraźniej oczekując odpowiedzi. Dziewczyna pokręciła głową i posłała mu subtelny uśmiech.
-Mnie bawi moja zbyt wybujała wyobraźnia, a ty śmiałeś się do krzesła.- odrzekła i na nowo zatopiła spojrzenie w niebie.
Hiroshi zamilkł i demonstracyjnie odwrócił głowę, dając jej do zrozumienia, że się obraził. Aya popatrzyła na niego i pokręciła głową.
-Czy ja już ci mówiłam, że zachowujesz się momentami jak rozkapryszony dzieciak?
Teramoto odwrócił się do niej i zmrużył oczy, próbując przypomnieć sobie, czy już wcześniej słyszał od dziewczyny takie słowa.
-Nie, tego mi jeszcze nie mówiłaś.- mruknął- A czy ja już ci mówiłem, że momentami jesteś strasznie wredna?- uśmiechnął się promiennie.
-Mówiłeś.- skinęła głową- Przestajesz mnie zaskakiwać, czyżbyś się powoli wypalał?- uśmiechnęła się nie bez złośliwości.
Hiroshi w jednej chwili nachylił się i złożył szybki pocałunek na jej ustach. Aya ze zdziwieniem podniosła na niego oczy, lecz szybko się odwróciła, czując rumieniec, który bezlitośnie wkradał się na jej policzki.
-Hm… chyba jeszcze nie jest ze mną aż tak źle.- stwierdził i posłał jej najpiękniejszy uśmiech pod słońcem.
Aya skryła się za szalikiem i nic nie odpowiedziała. Po chwili Hiroshi zaproponował spacer nad znajdujący się niedaleko staw, więc wstali i nieśpiesznie ruszyli w kierunku ścieżki. Aya kurczowo trzymała się ramienia nekromanty, wciąż chowając swój rumieniec za szalikiem. Nie to, że czuła się w obecności Teramoto jakoś niezręcznie, czy po prostu źle… Po prostu miała to do siebie, że zawsze potrzebowała więcej czasu na to, by przywyknąć do nowej sytuacji. A jeśli chodzi o Hiroshiego, to… był specyficzny. Nawet bardzo specyficzny. Ale właśnie za to go lubiła… a nawet bardzo lubiła.
-Co ty się tak ciągle chowasz za tym szalikiem?- spytał podejrzliwie, zerkając na swoją towarzyszkę.
-Wydaje ci się.- burknęła.
Bez zbędnych ceregieli, Hiroshi złapał koniec jej szalika i, zanim zdążyła się zorientować, odwinął go z jej szyi.
-Ty się rumienisz!- zawołał na widok wypieków na twarzy brunetki.
-Wcale nie!- odskoczyła od niego i zakryła policzki dłońmi.
-Ależ tak! Przecież widzę!- odparł z zachwytem w oczach.
-Wydaje ci się.- prychnęła i na nowo okręciła się szalikiem.
-Oj, no nie złość się…- uśmiechnął się pojednawczo.
Aya spojrzała na niego spod czoła i odkręciła się na pięcie.
-Wiesz, wolałem rumieńce, ale jak się tak obrażasz, to też jesteś urocza.
Aya uśmiechnęła się pod nosem, czego oczywiście Hiroshi nie mógł zobaczyć. Powoli odwróciła się do niego i znowu chwyciła jego ramię. Kiedy przechodzili ścieżką, mijając innych spacerujących, którzy postanowili skorzystać z tego, że deszcz akurat nie padał, Hiou zamyśliła się. Nie wiedzieć dlaczego, przyszła jej na myśl rodzina chłopaka. Wiedziała, że mieszka sam, bo podczas wizyt w jego domu, słyszała tylko jego tętno. Żadne inne serce, nie biło w pobliżu. Już chciała o to zapytać, ale ugryzła się w język. Nie powinna. To nie jej sprawa.
-Nie krępuj się, pytaj.- chłopak skinął głową.
-Skąd wie…?
-Jeśli nie wiesz, czy coś wypada, czy też nie, delikatnie marszczysz czoło.- odpowiedział nim skończyła pytanie.
-Jesteś przerażający…- szepnęła, patrząc na niego ze strachem w oczach.
Niedługo będzie ze mnie czytał jak z otwartej księgi… pomyślała ze zgrozą.
-Nazwisko zobowiązuje.- uśmiechnął się pogodnie.
Aya pokręciła głową. Nie potrafiła się nie uśmiechnąć. O ile ona wszystkich przygnębiała, on zarażał optymizmem. Szybko jednak przypomniała sobie o swoim pytaniu.
-Ano… chodzi o to, że…- zaczęła plącząc się, lecz po chwili wzięła głęboki oddech i zapytała:- Hiroshi, co z twoją rodziną?
Chłopak wzruszył ramionami.
-Wyjechali do Francji. Ojciec katakumby sobie jakieś pod Paryżem wymarzył. Jakby u nas było mało trupów.- prychnął, nie wyrażając ani odrobiny zrozumienia.
-Rozumiem.- mruknęła.
Mieszka całkiem sam w tym domu… momentami na pewno czuje się bardzo samotny. pomyślała. Nigdy też nie widziała go w szkole, więc pewnie albo uczył się w domu, albo był starszy niż jej się wydawało. Tak czy siak… pewnie całe dnie spędzał tylko w swoim towarzystwie, nie mając się nawet do kogo odezwać. A mimo to był nieprzeciętnie pogodny.
-Czy mi się wydaje, czy wpadasz znowu w ten swój melancholijny nastrój?- spytał, widząc wbite w jakiś odległy punkt spojrzenie dziewczyny- Jeśli tak, to błagam, nie rób mi tego.
Aya zsunęła szalik, który zasłaniał jej niemal pół twarzy i posłała nekromancie uśmiech, po czym przytuliła się do jego ramienia. Hiroshi przymknął oczy i uśmiechnął się pod nosem, po czym bez zbędnych słów, zboczył ze ścieżki, by pokazać Ayi jedno z niewielu magicznych miejsc, które ocalały na tym świecie.
<***>
Wraz z końcem zajęć, tłum uczniów wyszedł na ulicę. Aika zacisnęła dłoń na pasku torby i szybkim krokiem ruszyła w stronę domu. Nie uszła kilku kroków, kiedy poczuła na skórze drobne krople deszczu. Westchnęła ciężko i, mając nadzieję, że zdąży zanim rozpada się na dobre, przyspieszyła. Cóż, niepotrzebnie się łudziła, ponieważ chwilę później lunęło jak z cebra. Za nią rozległy się piski dziewcząt, które z pewnością w popłochu zaczęły rozkładać parasole. Kiyokuro zrezygnowana wzruszyła ramionami i zwolniła. Jaki był sens w pośpiechu, skoro i tak zmoknie? Usłyszała za sobą dźwięk czyichś kroków, lecz zanim zdążyła się odwrócić, ujrzała nad sobą czarny parasol, którego właścicielem był nie kto inny jak Haruo.
-Odprowadzę cię, Kiyokuro-san!- zaproponował, uśmiechając się pogodnie.
-Nie kłopocz się, Sora-kun, przecież zupełnie ci nie po drodze.- odparła fałszywie słodkim głosikiem i posłała mu uroczy uśmiech.
-Ależ to żaden kłopot!- zapewnił.
Na twarzy Aiki natychmiast pojawił się chłód.
-Powiem to tylko raz, także dobrze się wsłuchaj.- wysyczała, patrząc mu prosto w oczy- Wolałabym wpaść pod samochód, wolałabym nawet się utopić albo skoczyć z wieżowca, niż iść z tobą pod jednym parasolem. Czy to jest jasne?
Haruo skinął głową. Aika odetchnęła z ulgą zadowolona, że tak szybko pozbyła się natręta i odwróciła się w swoją stronę. Do jej uszu dobiegł dźwięk składanego parasola, a po chwili zobaczyła obok siebie Sora. Stanęła w miejscu, nie zwracając uwagi na deszcz, przymrużyła oczy i zapytała:
-Czyżbyś nie słuchał uważnie tego, co do ciebie mówię?
-O, słuchałem bardzo uważnie!- odrzekł z uśmiechem.
-W takim razie…
-A widzisz tu gdzieś parasol?- rozłożył ręce, spoglądając w górę.
Niszczycielka przyjrzała mu się uważnie i niechętnie musiała przyznać przed sobą, że nie brakuje mu uroku. Przede wszystkim, miał niesamowite oczy. Identycznie zielone jak u jego matki, ale ich wyraz był zupełnie inny. W jego spojrzeniu bez przerwy migotały radosne iskierki, jakby wszystko to, co dzieje się wokół nieprzeciętnie go bawiło. Oczywiście, nie żeby zaraz zmieniła zdanie co do wcześniej podjętej decyzji. Nawet jeśli był przystojny, to nic nie zmieniało…
-Jesteś najbardziej wnerwiającą osobą jaką miałam nieprzyjemność poznać.- powiedziała bez zbędnego owijania w bawełnę- Irytuje mnie w tobie wszystko. Już sam twój widok, sam dźwięk twojego głosu sprawia, że mam ochotę roznieść wszystko w promieniu dziesięciu kilometrów. Nie znoszę cię. Nie życzę sobie, żebyś do mnie podchodził, odzywał się… a najlepiej to nawet mi się na oczy nie pokazuj. Zrozumiałeś?
Nie czekała na odpowiedź. Odwróciła się na pięcie i pobiegła do domu.     


Aika przekręciła się przez sen na drugi bok. Poczuła na twarzy delikatny powiew chłodnego wiatru. Pewnie nie zamknęłam okna. pomyślała, wybudzając się. Na początku chciała to zignorować, jednak chłód coraz bardziej jej doskwierał. Otworzyła oczy i popatrzyła na okno. Nie przypominała sobie, by je tak szeroko otwierała. Usiadła, lecz nim zdążyła rozejrzeć się po pokoju, ktoś pchnął ją na łóżko. Zanim zareagowała, czyjeś dłonie zacisnęły się na jej szyi. Desperacko próbowała wyszarpać się z żelaznego uścisku, ale nie miała aż tylu sił. Z sekundy na sekundę jej opór słabł, a przed oczyma nie widziała już ciemnej sylwetki napastnika, lecz różnobarwne plamki, które zwiastowały rychłe omdlenie. Zacisnęła powieki i zebrawszy w sobie resztkę siły, jak jej pozostała, oderwała duszące ją dłonie od swojej szyi. W okamgnieniu odepchnęła od siebie postać i dopadła do drzwi. Pokasłując, przeskakiwała po kilka stopni, by wpaść do kuchni. Jakby instynktownie zaczęła szukać czegoś do obrony, niestety, nim cokolwiek znalazła, usłyszała szybkie kroki zmierzające do kuchni. Padła na podłogę i wcisnęła się w szczelinę, w której niegdyś stała szafka. Nieudolnie próbowała wyciszyć urywany oddech i szaleńczo bijące serce, kiedy przechodził tuż obok jej kryjówki. Ale zamiast zajrzeć za blat, odwrócił się i skierował do salonu. Kiyokuro natychmiast się podniosła i bez chwili wahania, złapała stojącą na blacie butelkę, którą rozbiła na głowie mężczyzny. Nawet nie zorientował się co go trafiło. Upadł na podłogę z hukiem. Dziewczyna, nie tracąc ani chwili, zaczęła szukać czegoś, czym mogłaby go unieruchomić. Nie panowała na sobą. Wszystko robiła ze spokojem, który, zważając na okoliczności, był bardziej niż nienaturalny.
-Shimatta!- zaklęła, gdyż nie wpadło jej w ręce nic, czym mogłaby go związać.
W jednej chwil doznała olśnienia. Podbiegła do szafki pod oknem i otworzyła dolną szufladę. Z ulgą wyciągnęła z niej szeroką taśmę i wróciła do nieprzytomnego mężczyzny. Klęknęła obok i, nie sprawdzając nawet, czy jeszcze żyje, zaczęła go przeszukiwać. Kiedy pozbawiła go broni- a tej miał przy sobie niemało- ciasnymi zwojami poczęła obwiązywać jego założone za plecy ręce. Chwilę później unieruchomiła również jego nogi. Miała schować już taśmę, ale po sekundzie zastanowienia zakleiła również jego usta. Nie chciała, by narobił hałasu, gdy odzyska przytomność.
Opadła na podłogę nieopodal niego. Nie zamierzała spuszczać go z oka. Uważnie przypatrywała się nieruchomemu obliczu mężczyzny. I w pierwszej chwili spanikowała.
-Mój Boże, czy ja… czy ja go…?- szepnęła i zakryła dłonią usta. Nie słyszała oddechu i nie widziała, by jego pierś się unosiła.
Chciała podejść bliżej, by sprawdzić puls, lecz mężczyzna niespokojnie szarpnął głową, dzięki czemu Niszczycielka odetchnęła z nieopisaną ulgą. Fakt, próbował ją udusić, ale nie chciała go zabijać. Nie chciała karmić Instynktu śmiercią. Kiedy mężczyzna zaczął się szamotać, Aika złapała za pistolet, który mu odebrała i przystawiła lufę do jego skroni. Natychmiast znieruchomiał.
-Nawet nie waż się drgnąć.- syknęła, posyłając mu lodowate spojrzenie- Nie chcę cię zabijać, ale jeśli mnie sprowokujesz, nie zawaham się.
Powoli skinął głową na znak, że nie będzie nic kombinował. Szatynka odsunęła się od niego, ale nie opuszczała broni. Nie wierzyła mu i bała się, że gdy odwróci wzrok, on w jakiś sposób się uwolni. A wtedy mógłby jej uciec, nie wyjawiając powodu wtargnięcia do jej domu. Nie była w stanie uwierzyć w to, że ktoś był na tyle głupi, by włamać się tylko po to, żeby ją zabić (co nie byłoby łatwe, w końcu była nieśmiertelna). Musiał mieć zatem inny cel. Ale co? Tego nie mogła się domyślić. Dlatego postanowiła, że o świcie dowie się, co go tu sprowadziło, kim jest (choć tego się domyślała) i kto go przysłał, bo czuła, że jest jedynie pionkiem w czyichś rękach. Gdyby się tak nad tym zastanowić, to właściwie mogła od razu go przesłuchać, ale wolała poczekać do świtu, aż wszystkie cienie, które pojawiały się w domu wraz ze zmrokiem, znikną.
Czas płynął niemiłosiernie powoli. Z każdą sekundą Aika czuła się coraz bardziej zmęczona, jednak nie traciła czujności. Wcześniej o tym nie pomyślała i teraz przeklinała się za to pod nosem, ale przecież ktoś mógł przyjść tu razem z nim. A co jeśli tylko czekał na dogodny moment, by zaatakować?
Poczuła na swoim ramieniu ciężar czyjejś dłoni i w nadludzkim tempie odwróciła się, by wycelować broń między oczy… Jonathana.
-Na miłość boską! Przestraszyłeś mnie!- krzyknęła z jednej strony wściekła za to, że się tak skradał, a z drugiej wdzięczna, że to właśnie on.
Jonathan wyjął pistolet z rąk Kiyokuro i odłożył go na bok. Spojrzał najpierw na mężczyznę leżącego na podłodze, potem na stosik broni w pewnej odległości od niego, a w końcu na dziewczynę.
-Zmarzłaś.- stwierdził i podniósł Aikę z podłogi, po czym okrył ją swoją marynarką.
Rzeczywiście. Wcześniej nie zwróciła na to uwagi, ale dygotała z zimna. Demon podprowadził ją do krzesła i wyszedł do salonu, by po chwili wrócić stamtąd z kocem w dłoni. Podał go jej i usiadł na krześle obok.
-Co tu zaszło?- zapytał ze spokojem.
A może trzeba było od tego zacząć? pomyślała i westchnęła, po czym opowiedziała Jonathanowi o zaistniałej sytuacji. W chwili, gdy mówiła o tym, jak doszło do tego, że mężczyzna leży teraz na ziemi, blondyn uważnie jej się przyglądał, lecz ani słowem nie skomentował jej zachowania.
-Mhm. Czyli nie wiesz kim jest i czego tak naprawdę tu szukał.
Choć było to stwierdzenie, Aika skinęła głową. Wyjrzała za okno. Zaczynało świtać.
-Zaraz się tego dowiemy.- oznajmił i podniósł się.
Zacisnął dłoń na koszuli mężczyzny, który ośmielił się podnieść rękę na Aikę i bez najmniejszego wysiłku podniósł go do góry, po czym pchnął na krzesło. Jednym szarpnięciem zdarł taśmę z jego ust i przyjrzał mu się dokładnie.
-Wracaj do pokoju, Aika.- nakazał, rzucając jej krótkie spojrzenie.
-Nande?- spytała z założonymi rękoma.
-Dlatego, że to nie widok dla ciebie.
-Nigdzie nie pójdę.- oznajmiła stanowczo.
Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale widząc zawziętość na twarzy swojej podopiecznej, zamilkł, gdyż wiedział, że nic jej nie przekona.  Pokręcił głową i westchnął ciężko, zawijając rękawy koszuli. Nakazał jej zasłonić okno, a sam przysunął sobie krzesło, by usiąść naprzeciw mężczyzny.
-Wypadałoby się przedstawić.- powiedział spokojnie.
Przesłuchiwany odwrócił tylko głowę, dając do zrozumienia, iż nie zamierza współpracować. Jonathan zacmokał z niesmakiem i wymierzył cios w jego szczękę. Szatynka pisnęła i odruchowo zakryła usta dłonią. Blondyn spojrzał na nią i zasugerował, by wyszła, ale ona pokręciła głową, po czym zapewniła, że nic jej nie będzie. Wzrok zielonookiego demona znów spoczął na mężczyźnie.
-Zastanów się, czy nie lepiej po prostu nie utrudniać?- spytał bez jakichkolwiek uczuć w głosie.
-S-Sumiteru Kajitani- wychrypiał, wypluwając krew na podłogę.
-Sumiteru Kajitani. Jeśli mnie pamięć nie myli, najmłodszy syn Tashiro i Sakiko, zgadza się?
Nieznacznie skinął głową. Im dłużej Aika patrzyła na tego nieszczęśnika, tym większy ogarniał ją żal.
-Pogromca.- stwierdził Jonathan tym samym obojętnym tonem- Jesteś tu na rozkaz, czy wpadłeś na to, że wykażesz się „wielką odwagą” zabijając nastolatkę?
Kajitani spuścił wzrok. Demon westchnął i po raz kolejny zamierzył się na niego. Tym razem Aice zdawało się, iż słyszy trzask kości jarzmowej, lecz nie wydała z siebie nawet najcichszego dźwięku. Obserwowała Jonathana. Na jego twarzy nie malował się nawet cień wyrzutów sumienia, czy choćby współczucia. Nie przypominał jej teraz tej ciepłej osoby, która trzymała ją w ramionach, gdy była zrozpaczona po stracie matki. Zupełnie jak kat… pomyślała nie bez smutku.
-Radzę odpowiedzieć.
Ale mężczyzna dalej trwał w milczeniu. Następnym ciosem złamał mu nos. Ponowił pytanie, lecz i tym razem nie uzyskał odpowiedzi. Podniósł pięść, ale nim zdążył się zamachnąć, poczuł na swoim przegubie dłoń Aiki.
-Starczy.- powiedziała cicho, odciągając jego zakrwawioną rękę od Sumiteru Kajitaniego.- Tak nic nie osiągniesz, przecież zaraz straci przytomność.
Jonathan wstał i odszedł od Pogromcy. Oparł się o blat i nic nie mówiąc, przyglądał się Kiyokuro. Dziewczyna napełniła szklankę wodą , wyciągnęła czystą ściereczkę i zwilżyła ją.
-Teraz ja spróbuję.- oznajmiła, siadając naprzeciw swego niedoszłego mordercy- Mogę?- spytała unosząc mokrą ściereczkę.
Nie protestował, więc Aika delikatnie otarła krew z jego twarzy. Wzięła szklankę wody, po czym, przytrzymując jego niemal bezwładną głowę, pomogła mu się napić.
-Nazywa się pan Sumiteru Kajitani i jest pan Pogromcą.- powtórzyła to, co udało się ustalić Jonathanowi- Panie Kajitani, proszę powiedzieć, co ja takiego panu zrobiłam?- spytała, zaglądając mu głęboko w oczy.
Mimo zasłoniętego okna mogła ujrzeć barwę jego tęczówek. Miały ciepły, brązowy odcień.
-Nic…- zachrypiał, uciekając od niej spojrzeniem.
-I dlatego postanowił pan wtargnąć do mojego domu i mnie udusić?- jej głos brzmiał łagodnie, nie czuć w nim było ani żalu, ani nienawiści, choć takie uczucia byłyby jak najbardziej zrozumiałe.
-Iie… Ja miałem tylko…- zaczął, ale nagły atak kaszlu nie pozwolił mu dokończyć.
-Tylko co?
Pokręcił głową. Pomimo bólu, który odczuwał i spojrzenia Aiki, które wywoływało w nim niesamowite poczucie winy, nie chciał zdradzić Legionu.
-Dobrze. Nie chce pan mówić, trudno. Proszę mi tylko powiedzieć, czy to Dowódca, Shiro Takami, wydał panu rozkaz?
Potwierdził skinieniem.
-Dziękuję, skończyłam.- podniosła się i podeszła do Jonathana- Przemoc nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem. Czasem lepszy efekt daje wywołanie wyrzutów sumienia, niż połamanie szczęki.- powiedziała, patrząc w oczy demona.
Ten pokręcił tylko głową i wskazał na Pogromcę.
-Co z nim zrobić?- spytał.
-Wypuść go.- machnęła lekceważąco ręką.
Jonathan nawet nie próbował z nią dyskutować. Podszedł do szuflady i wyciągnął z niej nóż, po czym przeciął więzy mężczyzny.
-A broń…
-Oddaj mu.- odpowiedziała nim skończył pytanie.
Bez żadnych pytań zrobił co mu kazała i wypuścił Kajitaniego na werandę. Pogromca bez słowa odszedł.
-Dlaczego…
-Dlatego, że czasem poczucie winy i świadomość, iż wyrządziło się krzywdę niewinnej istocie jest silniejsza od chęci do życia.- odparła, a do ich uszu dobiegł dźwięk strzału- Już! Trzeba tu posprzątać! Narobiłeś strasznego bałaganu.- posłała mu uśmiech i wzięła się za uprzątnięcie kuchni.
Jonathan przez chwilę patrzył na nią w osłupieniu, nie mogąc wydać z siebie żadnego dźwięku.

<***>
Witam!
Tak, wiem która godzina, ale… to wciąż sobota, prawda? xD
Tak… mamy już XVI i zbliżamy się do balu u Lucyfera (a tak w ogóle, to mam na to meeega pomysł, ale pewnie jak zawsze coś spieprzę). Postaram się w miarę szybko naskrobać XVII i następny rozdział „Pokuty”, choć nie obiecuję, iż za dwa tygodnie ujrzycie jakąkolwiek nowość.
Serdecznie dziękuję za komentarze. Motywujecie mnie, dziewczęta! :)

15 komentarzy:

  1. Już myślałam, że nie doczekam się tego rozdziału! Miałam nawet w planach udzielenie Ci reprymendy, a tu z rana taka niespodzianka! ^^ Kurczę, Ty mnie kiedyś zabijesz, Andzik, kto to widział, żeby się szczerzyć do samej siebie, czytając opowiadanie. A jak mi serce waliło! Dobrze, że nie mam faceta, bo bym z siebie większą wariatkę robiła niż Aya w towarzystwie Hiroshiego xD Ech, chciałabym walnąć porządny komentarz, ale dzisiaj na bank nie dam rady, bo: a) nauka, b) nie mam ze sobą laptopa. Potem też będzie problem ze względu na studia, ale może uda mi się znaleźć trochę czasu, choć nie obiecuję :( Ale kiedyś nadrobię, mam nadzieję :D Buziaki i dziękuję za rozdział oraz liczę na to, iż jednakowoż nie będę musiała długo czekać na kolejny, bo zamiast uczyć się do sesji, będę miała w głowie nieistniejącego nekromantę ;_;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za odwiedziny. ;)
      Wiesz, ja wczoraj od 6 czekałam na rozdział u Was, także też już miałam w planach się o niego upominać ^^
      Aya, ja Cię kiedyś zabiję? Nie zdążę, bo wcześniej przez Ciebie i Kao trafię do wariatkowa, chociaż... może nie, bo podczas czytania Waszego opowiadania jestem największą atrakcją w okolicy xD
      U mnie teraz też krucho z czasem... To wybieranie szkoły jest strasznie kłopotliwe^^ Ale postaram się coś stworzyć w miarę szybko ;)
      Pozdrawiam - Andzik

      Usuń
    2. Oj, przepraszam, to przez wyjazd na działkę dodalysmy rozdział wieczorem ;)
      To może obie trafimy do wariatkowa, będzie wesoło xD Boże, gdybyś Ty mnie widziała za którymś razem, gdy po raz pierwszy czytam jakiś fragment z Hiroshim xD Ale przy scence z Haruo też lałam i tak jak Kiran skojarzyło mi się to trochę z dodatkiem z VK.
      Nie aż tak kłopotliwe, by przez to nie pisać xp Proszę o rychłe dodanie nowości, bo umrę przez tę sesję, a tak będę miała jakąś odskocznię ;_;

      Usuń
    3. No niech będzie... wybaczam Wam xD
      Jestem za! Fakt, nie widziałam... ale Ty też nie widziałaś mnie podczas rzucania klątw na Sarę i tego dewianta Tamakiego (chociaż jeśli chodzi o niego, to trochę mi już przeszło...). Mama już nic nie mówi, tylko się w czoło puka co drugą sobotę xD Czy tylko ja nie pamiętam tego dodatku? Kurczę, będę musiała go przeczytać, bo to niedopuszczalne, żebym ja czegoś takiego nie pamiętała!
      Trochę jednak kłopotliwe. A umrzeć nie umrzesz. Niech przy życiu trzyma Cię wizja dwunastki dzieci, domku na wsi i Twojego nieprzejechanego przez karawan męża xD

      Usuń
    4. Dziękuję za tę łaskę xD
      Hahah, powinnyśmy w cyrku występować! Niezłe widowisko byśmy urządziły.
      No super, dzięki xp Oj, nie wiem, czy myślenie o niebieskich migdałach pomoże mi zdać sesję i nie umrzeć śmiercią tragiczną! Choć jak umrę, ktoś może mnie wskrzesić xD *miesza światy*

      Usuń
    5. Jeszcze tego pożałuję, ale dobra, raz kozie śmierć… *zamiast siąść do książek, bierze się za komentarz* Z drugiej strony, to już nie moja pora na uczenie się xD (mowa o prawie 22.00)

      Zabrzmi to nieco chamsko, ale cieszę się, że nie wszystko przychodzi Aice ot tak sobie, bez trudu. Byłoby to naciągane. ;)
      Z facetami same problemy! I z Lucyferem, i z Jonathanem, i z Haruo… Choć tych dwóch ostatnich lubię xD O rety, jak tak po raz drugi czytam ten fragment, to Lucek skojarzył mi się z Michealem z opowiadania Suzu. Masakra, jeszcze trochę i przestanę żyć rzeczywistością - zamiast tego będę już stale żyć w którymś z opo ^^’
      Heh, wiedziałam, że jak Aika powie Luckowi o Haruo, to ten od razu będzie chciał coś, łagodnie mówiąc, zrobić xD I spodziewałam się też, że Aika go od tego odwiedzie. Żadne z nich nie byłoby sobą, gdyby postąpiło inaczej!
      Akapit o kobietach jest CUDOWNY! Święta prawda, czyż nie? xD Tutaj trochę zgodzę się z punktem widzenia naszej zacnej Sary Shirabuki, która w kobietach widzi osoby, które mogą sterować mężczyznami. No kurczę, co by nie gadać, taka prawda. Facetów można sobie owinąć wokół palca, jeśli się chce. Osobiście nie miałam okazji tego przetestować (i obym nie miała), ale cóż… W teorii wydaje mi się, że tak to właśnie mniej więcej wygląda.

      Boziu, ale dramat rodzinny. Nie no, strasznie mi żal ich wszystkich, łącznie z Jennifer. Nie tak powinno to wyglądać… Najgorsze chyba jest to, iż ze słów z Fii wynika, że kiedyś wszyscy byli ze sobą blisko. Kurczę, chciałabym się dowiedzieć więcej na temat przeszłości bohaterów. Zawsze mnie do tego ciągnie i sama również uwielbiam się w to wgłębiać. Dlatego zazwyczaj świetnie się bawię przy pisaniu dodatków. Najchętniej to w ogóle napisałabym prequel naszego VK Q.Q No ale wracając do tematu: to naprawdę tragiczne. I smutne… Takie nastawienie rodziców do córki… Bądź co bądź to krew z ich krwi, no ;( Fia nadal kocha Jenn, mimo wszystko, to dobrze (choć niczego innego po postaci Suzu się nie spodziewałam xp). Z kolei Jennifer też nie wydaje się taka beznamiętna. I ten jej płacz na koniec… Szczerze mówiąc, czytając tę scenkę, właśnie tak wyobrażałam sobie jej zakończenie. Szloch w samotności. Ciekawa jestem, co dokładnie się wydarzyło, że doszło do tego wszystkiego. Swoją drogą, zauważyłam, że nie pamiętam wielu szczegółów, w wakacje chciałabym przeczytać sobie całe opowiadanie od początku. Jeny, tyle już planów mam na te wakacje, że dramat, pewnie nie wyrobię się ze wszystkimi, tym bardziej, że nie zdziwię się, jeśli we wrześniu czekać mnie będą jakieś poprawki ;]

      Hehe. Kolejny fragment za to czytałam już co najmniej 5 razy. Tutaj to mogłabym chyba skomentować osobno każde zdanie, ale byłoby to już chyba znaczną przesadą xD
      Bardzo mi się podobały nawiązania do wcześniejszych rozmów by Aya&Hiroshi! Uwielbiam coś takiego ^^ Nie no, to uśmiechanie/śmianie się do siebie… U mnie to już na porządku dziennym xD Przykład sprzed dwóch-trzech dni: idę sobie grzecznie na zajęcia przez kampus, a że dzień był pochmurny i chłodny, miałam ubrany płaszczyk i szaliczek. No i nagle, ni z tego, ni z owego przypomniał mi się rzeczony fragment. No i co? Oczywiście ledwo powstrzymałam się od wybuchnięcia śmiechem. Mam nadzieję, że nikt nie widział uśmiechu błąkającego się po mojej twarzy. Miałam ochotę tradycyjnie schować się za szalikiem, ale to tylko pogorszyło sytuację, bo wywołało kolejne skojarzenia ze sceną xD Jejku, człowiek już nawet na szalik nie może spojrzeć normalnie! xD A propos scenki i szalika: została zainspirowana moim opowiadaniem o chowaniu się za szalikiem, gdy jechałam autobusem, czytając Twoje opo czy wyszło ot tak? xD

      Usuń
    6. Dobra, wracając do komentarza jako takiego: Hiroshi jest najlepszy! <3 Kocham i wielbię, serio! *nie może przestać się zachwycać* Już widzę tę jego minę obrażonego pięciolatka xD
      Jejku, to „nasze” przekomarzanie się jest cudniaste! Nie no, oni są wspaniałą parą, tak ładnie się dopełniają! Normalnie nic, tylko posłać ich przed ołtarz :D Jest tylko mała przeszkoda pod postacią pewnego chama-narzeczonego-który-niestety-jest-jeszcze-pośród-żywych ^^’ Ale co tam!
      Nie no, ja te wszystkie gesty, uśmiechy i tak dalej mam przed oczami Q.Q Swoją drogą, po części znów się czułam, jakbym czytała o sobie. Co prawda takich przeżyć jak Aya nie miałam i nie będę miała, ale ja również chociażby potrzebuję czasu, by przyzwyczaić się do czegoś nowego. Może bierze się to z tego, że z reguły nie przepadam za zmianami…
      Ale błyskawiczne nawiązywanie znajomości. Dopiero co Hiroshi był „bystrym psycholem produkującym zombie”, a teraz? Cud, miód i orzeszki + wymarzony facet <3 Aya nareszcie się przyznała przed samą sobą, że bardzo go lubi :D Ciekawe, kiedy padną głębsze wyznania *cieszy się jak głupia*
      Jejku, jak napisałaś o tym zachwycie w oczach Hiroshiego na widok rumieńców Ayi, to tak bardzo się wzruszyłam i w ogóle Q.Q To doprawdy słodkie! *.* Ale Hiroshi ogólnie jest słodki, no nie mogę się nad nim przestać zachwycać! Naprawdę powinno się mnie zamknąć w wariatkowie. Ech, a to o rumieńcach i obrażaniu się - też słodkie! Oj, coś mi się wydaje, że nadużywam dziś tego słowa.
      Rety, jak dobrze, że Aya wreszcie zapytała o coś Hiroshiego. On tyle o niej wie, a ona o nim nic, to niesprawiedliwe ;_; Ja też zastanawiałam się, co jest z jego rodziną (spodziewałam się jakiejś dramatycznej historyjki, a tu katakumby we Francji, hahah xd) i nadal się zastanawiam, ile on w ogóle ma lat! Proszę o szczegóły, szczegóły! *nieco nachalny wzrok* Swoją drogą, ogólnie chciałabym dowiedzieć się więcej i o nim, i o wielu innych postaciach. Nie-wytrzymam *mówi przez zaciśnięte zęby* Dlaczego ja się tak wciągam w opowiadania?! *zbolały ton* By the way, jeśli Hiroshi czuje się samotny, to ja chętnie dotrzymam mu towarzystwa zawsze i wszędzie xD
      Heh, ostatni tekst taki prawdziwy xD Kurczę, jak ten pogodny chłopak wytrzymuje z takim emo jak Aya? xD No ale to taaaakie słodkie (znów to słowo! To może zmieńmy na „urocze” xd), jak Aya zsunęła wreszcie ten szalik, uśmiechnęła się i przytuliła do Hiroshiego! <3 Jeny, jestem ich fanką, ta para powinna przejść do historii! xD

      Co by nie mówić, Hiroshi i Haruo chyba by się pod paroma względami dogadali xD Nie odpuszczą chłopy, oj nie! xD Mów sobie co chcesz, Andziku kochana, trudno Haruo nie lubić, jest nieziemski xD Ale i tak wolę Hiroshiego, żeby nie było!

      Usuń
    7. O tym, że scenka przypomina mi dodatek z VK, już wspominałam, więc nie będę się powtarzać. Za to jego teksty… Naprawdę błyskotliwe, jakby nie patrzeć! Pewnie, jest wnerwiający, ale bądźmy szczere - jest cholernie uroczy. Trochę jak Hiroshi, on też prawie Ayi żyć nie dał, ciągnąc ją na jakieś kolacyjki, spacerki itp. i jak to się skończyło? Buzi-buzi, love story i doki-doki :D Nie miałabym nic przeciwko, gdyby Aika w końcu też zmiękła. Wzorem Riki widzę „nasze” dwie pary *wybucha śmiechem* Walnięci faceci i zdystansowane baby. Jedno psychiczne, drugie zbyt pesymistyczne i pochmurne. Co z tego wychodzi? Mieszanka wybuchowa :D

      Ostatnia scena = diametralna zmiana klimatu. Kurczę, przykre to było, naprawdę… Cała ta sprawa z napadem, Pogromcą, przesłuchaniem… Ale Aika ładnie się zachowała. Nie wszystko lepiej jest wydobywać siłą… a w sumie to najlepiej niczego nie wydobywać w taki sposób. Ech… Strasznie mnie przygnębiła ta scena. Właściwie z punktu widzenia każdego z bohaterów stało się coś okropnego. Sama nie wiem, kogo mi najbardziej żal ;_; Ech, wszyscy muszą mieć przerąbane w tych naszych opowiadaniach. Jak to się stało, że jesteśmy takimi sadystkami? x_x Kurczę, czasami nachodzą mnie takie wizje co do VN bądź jakichś nowych opo, że dramat. W skrócie - same nieszczęścia.

      Dobra, piszę już przeszło godzinę (choć z krótkimi przerwami), więc pora kończyć. Tym razem nie rozpisałam się aż tak jak poprzednio, ale i teraz nie mam siły na przeczytanie tego, co nabazgrałam, dlatego z góry przepraszam za wszelkie kwiatki. ^^’
      Słowem zakończenia - nie byłabym sobą, gdybym o tym nie napomknęła po raz kolejny - proszę o rychłe dodanie kolejnego rozdziału! W ramach zachęty wyznam, iż w niedzielę wieczorem naszła mnie wena, z powodu której olałam poniedziałkowe zajęcia i przez niemal cały dzień pisałam, dzięki czemu napisałam mniej więcej półtora rozdziału, w którym… no, będziesz miała coś, co powinno Ci się spodobać. xD
      Buziaki i z niecierpliwością czekam na kolejną dawkę humoru+tragedii!

      Jeny, jakie irytujące jest to dzielenie komentarzy na części -.-'

      Usuń
    8. No kto to widział, tyle czasu minęło, a ja nawet słowa odpowiedzi nie otrzymałam na komentarz-którego-nie-powinnam-była-wtedy-pisać! *łezka*
      A przybywam z zaproszeniem na oczekiwany rozdział VN, a w nim zaś: nowa porcja Tamakiego. xD

      Usuń
    9. WYYYYYBAAAACZ! *kłania się do samej ziemi*
      Oczywiście, jestem niesamowicie wdzięczna za komentarz, ale... Cóż, bez wymówek, zapomniałam odpowiedzieć. Każdemu się zdarza, prawda? ^^'
      KYAAAAAAAAAAA*dwie godziny później*AAAAAAAA!
      Niach! Czy ja już mówiłam, że Was kocham? <3

      Usuń
    10. Hmpf! *udaje obrażoną panienkę z bogatego domu* No niech Ci będzie, wybaczam, znaj mą łaskę! xD
      Możliwe, że wspominałaś coś na ten temat, hihi xD

      Usuń
  2. Jezu! Lucyfer czasem mnie przeraża... Ale i tak go kocham xD
    Poza tym mało nie padła... spadłam z łózka, czytając fragmenty o Ayi i Hiroshim. To najbardziej pozytywna para tego opo :D
    Poza tym "cieszysz się do krzesła"??? No ja nie mogę! :D :D
    Cóż...Bal u Lucka... To się będzie działo...
    No i Aika ma niezły dar przekonywania...
    Poza tym- jej adorator był uroczy... I ta scena skojarzyła mi się, nie wiem zupełnie czemu, z Vampire Knight'em! W sensie- parasol! Chyba był jakiś dodatek z Juri i Haruką... Czy ja to dobrze pamiętam??
    Nie ważne!
    Pozdro i weny!

    K.L.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz ;*
      Cóż byłby z niego za Władca Piekła, jeśli nie byłby przerażający?
      Fragment Ayi i Hiroshiego pisałam na polskim, także musiałam się nieźle namęczyć, żeby się nie śmiać XD
      Był taki dodatek? I ja go nie pamiętam?! Zaraz sprawdzę...Tak, w tomie 10 było coś takiego. A mi się ten fragment napisało na przerwie, bo akurat deszcz padał xD
      Pozdrawiam - Andzik

      Usuń
    2. Nmzc :*
      Prawda... Raczej nie na długo byłby Władcą Piekła...
      Hahaha x) Chciałabym to zobaczyć ;)
      O prosze! Jednak moja pamięć nie jest aż taka zła xD Heh, jak to deszcz inspiruje do pisania :D

      Usuń
  3. Dobra niedobra Suzu-chan bierze się za napisanie komentarza… Wybacz ale chyba nie będzie on ani długi ani zrozumiały bo czuję się jakbym miała zaraz zemdleć a widok jedzenia przyprawia mnie o mdłości -.-

    Dobra Lucyfer jak to Lucyfer zawszę musi postawić na swoim -.- No cóż taki typ… Kurczę noo to takie irytujące -.-‘ No ale dobra nie ważne wracajmy do fabuły… W sumie jak się tak zastanowić to fak Lucyfer może skojarzyć się z Michaelem z mojego opka… Szczególnie w tej ostatnim momencie gdzie całuję Aikę ^ ^” Kocham facetów z twojego opka xD No może po za Lucyferem… ^ ^” Nie no umiesz stworzyć męskie postacie nie ma to tamto xD Kurna myśli na temat kobiet były naprawdę świetne! I w sumie fakt każda kobieta w głębi duszy to manipulantka i w sumie i flirciara też xD

    Dobra kończę bo czeka mnie scenka spotkania z siostrzyczką! Q.Q
    Matko no Andzik powiem jedno JESTEŚ GENIALNA! Ta scenka była przepełniona tyloma emocjami że naprawdę nie mogłam jak to czytałam Q.Q Matko noo ale żal mi mojej siostrzyczki noo ;( Kurka noo widać że dziewczyna zła nie jest i wszyscy czworo (ja, ona i moi zacni rodzice) byliśmy szczęśliwą rodzinką *ryczy wniebogłosy* Najlepszym tego przykładem było to jak zareagowała na przypomnienie że straciła całą rodzinę itp. ;( Kurczę naprawdę ciekawa jestem co się stało… No nic czekam na dodatek Q.Q Jej no moi rodzice naprawdę są KOCHANI <3 Q.Q Kurka a mamusia to już w ogóle ;( Ech ciekawa jestem co wymyśli moja siostra by mi życie uprzykrzyć ^ ^ No cóż muszę czekać T^T No i na zakończenie recenzowania tej sceny to powiem że to jak Jen rozpłakała się w samotności było mega tak bardzo pasowało że dramat! ;( Matulu biedna siostrzyczka T.T

    Dobra teraz pora na Hiroshego i Ayę xD
    Nie no oni naprawdę są świetną parą cóż więcej mogę powiedzieć xD A nasz nekromanta ma tytuł najzabawniejszego i najsłodszego faceta w tym opo xD Nie dziwie się Ayi że tak szaleje za nim xD Na jej miejscu miałabym podobne xD W ogóle jakie to kochane jak Hiroshi zna Ayę Q.Q Chociażby to z tym marszczeniem czoła *-* Nie no kocham ich <3

    Matko ja po prostu kocham Haru Xd Nie no facet jest nieziemski po prostu xD I ta jego namolność i to cwaniactwo gdy złożył parasol że niby nie ma parasola po prostu nieziemskie xD

    Jak czytałam ostatnią scenę to moja reakcja była tak „WTF co tu się u licha dzieje?! O.O’” Nie no nagle po zabawnej scence coś takiego wow ^ ^” Nie no naprawdę żal mi Aiki wszyscy czegoś od niej chcą ja bym tego chyba nie wytrzymała -.- W ogóle podoba mi się to jak załatwiła sprawę z młodym Pogromcą… I zgadam się czasem wyrzuty sumienia są najgorszą karą…

    No nic kończę no naprawdę nie mam siły. Mam nadzieje że mi wybaczysz Q.Q Czekam na nex bo już się doczekać nie mogę ;p

    Suzu-chan

    OdpowiedzUsuń