sobota, 3 maja 2014

2


Cóż mi po deszczu, skoro nie czuję go na skórze? Cóż mi po wonnych kwiatach, jeśli nie czuję ich zapachu? Cóż mi po słońcu, jeśli jego promienie mnie nie ogrzeją? nic z tego świata nie jest już dla mnie. To wszystko straciłam w chwili śmierci. Ja już nie poczuję. Już nic… już nigdy…
~***~
Szare chmury w ciszy przemierzały niebo, które dziś płakało rzewnymi łzami. Zamknęłam oczy, przywołując wspomnienie deszczu. To było jedyne źródło, z którego mogłam wiedzieć jak to jest, gdy maleńkie krople kapiące z nieba spływają po twarzy. Tylko we wspomnieniach wciąż czułam zapach powietrza podczas ulewy.
Otworzyłam oczy i rozejrzałam się wokół. Stałam w starannie zadbanym ogrodzie, przed jednorodzinnym domem na obrzeżach miasta. Liście na klonie mieniły się czerwienią i złotem, a kasztanowiec zrzucił już niemal wszystkie swe owoce. Ozdobne trawy, wrzosy i chryzantemy lśnił od kropel deszczu.
Przeszłam przez ścianę i znalazłam się w kuchni. Na podłodze, oparty o szafkę siedział chłopiec. Może szesnastolatek. Spod półprzymkniętych powiek zerkał na odkręcone kurki gazu. Dłoń, w której trzymał żyletkę zastygła w bezruch nad przedramieniem. Przez długie rozcięcia w skórze gaz wnikał do jego krwi. Wszystko idealnie zaplanował. Siedzący obok kot, miałczał żałośnie zerkając na chłopaka, lecz gdy tylko wyczuł moją obecność, spojrzał mi w oczy, w  niemym błaganiu o pomoc. Wiedział po co przyszłam. Chłopak odwrócił głowę w moją stronę i uśmiechnął się niewyraźnie z ulgą w oczach.
-Nareszcie po mnie przyszłaś…- szepnął ochryple.
Skinęłam głową. Podeszłam do niego i uklękłam obok.
-Nie wyobrażałem sobie, że będziesz tak piękna…- wymamrotał z zachwytem malującym się na twarzy.
-Cii… nic nie mów.- powiedziałam łagodnie, gładząc jego policzek.
Był niesamowicie młody, a świadomość, że po niego przyszłam, sprawiła mu ulgę. Co go do tego skłoniło? Czyżby też miał dosyć? Czyżby świat był dla niego równie okrutny, jak dla mnie? 
Ktoś zaczął dobijać się do drzwi. „Matthew, Matthew, otwórz drzwi!”, wołała łamiącym się głosem kobieta.
-Już za późno, prawda?- spytał z nadzieją.
Przytaknęłam, a jego twarz rozpłynęła się w błogim uśmiechu. Schyliłam się i ucałowałam jego czoło. On już był spokojny. Przymknęłam oczy. W chwili śmierci mnie również ogarnął spokój.
Drzwi wypadły z zawiasów, a w nich ukazało się dwoje ludzi. Kobieta w panice padła przy ciele chłopaka, a mężczyzna podbiegł do okna, by je otworzyć. W chwili, gdy ona błagała, by dał radę , by jej nie zostawiał, mężczyzna biegł po pomoc.
-Matthew, synku, nie zostawiaj mnie… nie zostawiaj…- łkała, obejmując syna.
Poczułam dłoń na swoim ramieniu. Spojrzałam w bok i zobaczyłam duszę chłopca.
-Zgodnie z rozkazem Śmierci, czeka cię Raj, Matthew Andersonie.- szepnęłam.
Nie mogłam oderwać wzroku od kobiety. Widziałam wiele, zbyt wiele, ale taka rozpacz zdarzała się niezwykle rzadko. To dzieci powinny przeżywać śmierć swoich rodziców, a nie na odwrót. Taki był odwieczny porządek, choć ostatnimi czasy coraz częściej zdarzały się wyjątki.
Lekarz, którego sprowadził ojciec Matthew z bólem wymalowanym na twarzy pokręcił głową. Mógł już tylko stwierdzić zgon.
Zamknęłam w uścisku dłoń chłopca, a jego duch rozbłysnął delikatnym światłem i zniknął.
Z uczuciem przygnębienia, przeszłam na zewnątrz. Wyciągnęłam zwój i sprawdziłam kolejne nazwisko. Cel mojej wizyty znajdował się w pobliskim parku. Rozpłynęłam się w powietrzu, a gdy otworzyłam oczy, stałam na jednej ze ścieżek. Nawet biorąc pod uwagę pogodę, park był dziwnie opustoszały.
Szłam wzdłuż chodnika, lecz zatrzymało mnie przeciągłe miauknięcie. Odwróciłam się. Kot Matthew usiadł przede mną, nie zwracając uwagi na deszcz, który całkowicie zmoczył jego czarne futerko. Musiał uciec przez okno w chwili, gdy otworzył je ojciec chłopaka.
Koty były dziwnymi istotami. Jako jedyne ze zwierząt wyczuwały, a nawet mogły dostrzec umarłych. Ludzie żywi nawet nie podejrzewali tego, jak bardzo inteligentne są te stworzenia. I choć od zawsze nie mogłam ich znieść, nachyliłam się, by pogłaskać mokrą sierść kotka.
-Przykro mi, mały.- szepnęłam, drapiąc go za uchem.
Zwiesił główkę i zamiauczał żałośnie. Westchnęłam i podniosłam głowę, słysząc jakieś głosy.
Mężczyzna pod parasolem szedł ścieżką, trzymając na oko sześcioletnią dziewczynkę za rękę. Dziecko, nie zwracając uwagi na protesty ojca, skakało po kałużach ze śmiechem. Jak zaczarowana przyglądałam się dziewczynce. Zawsze uwielbiałam dzieci, choć w swoim życiu nie zdążyłam zostać matką…
Kot zamiauczał i podbiegł do dziewczynki.
-Tatusiu! Zobacz jaki śliczny!- pisnęła z zachwytem, natychmiast zapominając o kałużach i łapiąc kota na ręce.
-Biedactwo, jest cały przemoczony.- odpowiedział mężczyzna i pogłaskał znajdę po mokrej główce.
-Mogę go zatrzymać? Proszę, proszę, proszę, proszę, prooszę!- zawołała robiąc przy tym słodką minkę.
-No nie wiem… A co na to mama, Cornelio?
-Mama by mi pozwoli.- odpowiedziała dziewczynka z wyrzutem patrząc na ojca-Zobacz jaki on jest biedny!
-No dobrze.- mruknął w końcu, kręcąc głową –A teraz idziemy do domu, bo jak się przeziębisz, to mama mnie udusi.- dodał i zaczął odchodzi.
Dziewczynka obejrzała się przez ramię. Uśmiechnęła się i pomachała mi na pożegnanie. Zamarłam.
~***~
James przyglądał się uważnie wskazówkom zegara. Drogę po cyferblacie pokonywały na wspak. Sześćdziesiąt sekund, pięćdziesiąt dziewięć sekund, pięćdziesiąt osiem sekund…
-Nawet po śmierci nie mam spokoju… jak mogę cię przekonać, byś mi wybaczyła, skoro sam siebie nie mogę przekonać?- spytał w przestrzeń.
Na swoją obronę nie miał nic. Nic poza tym, że strasznie żałował. Ach! Jakże on żałował! Po stracie Rozalie zauważył pewną pustkę.  Powoli, systematycznie ta pustka wypełniała się żalem i poczuciem winy. Te uczucia doszczętnie przetrawiły jego serce, w którego istnienie Rozalie wątpiła całą duszą.
Wspomnienie Rozalie dręczyło go całe życie. Widział ją w snach, w mijanych na ulicy ludziach, a nawet we własnym domu. Ilekroć przechodzi obok fotela, w którym zwykła siedzieć, tylekroć wydawało mu się, że ją widzi, lecz właśnie wtedy uświadamiał sobie, że jej już nie ma. I wtedy ogarniał go żal. Klękał przy fotelu i przepraszał. Przysięgał, że jeśli wróci, że jeśli znów będzie przy nim, będzie dla niego całym światem. I choć nie wróciła, stała się dla niego całym światem. We własnej żonie zakochałem się dopiero, gdy ją zabiłem… przeszło mu przez myśl. Odpowiedzialnością za jej śmierć obarczał tylko siebie.
-To wszystko moja wina, moja wina…- szepnął nie odrywając wzroku od zegara.
-Twoja wina, twoja wina, twoja bardzo wielka wina.- zgodził się z nim głos dobiegający od strony drzwi.
Podniósł wzrok na opartego o futrynę Wysłannika Śmierci. Natychmiast posłał mu pełne nienawiści spojrzenie. Oliver wybuchł śmiechem.
-Zabawny jesteś.- stwierdził zakładając ręce i mierząc blondyna spokojnym spojrzeniem.
-Czego ode mnie chcesz?- wycedził przez zęby.
-Uświadomić cię.- oznajmił jak gdyby nigdy nic.
-Czego?
-Tego, jakim jesteś potworem. Zniszczyłeś ją. Sprawiłeś, że zamiast cieszyć się życiem, zapragnęła umrzeć.- powiedział przechodząc po pokoju i zatrzymując się przy oknie-Szczerze, to nie wiem co ona w tobie kiedykolwiek widziała.- dodał z obrzydzeniem zerkając na Jamesa.
-A możesz mi powiedzieć kim właściwie jesteś dla mojej żony?- syknął mrożąc go szafirowym spojrzeniem.
-Śmierć wiele zmienia, Jamesie Willsonie. Pogódź się z tym, że ona już nie jest twoją żoną.
-Nie odpowiedziałeś na pytanie.
-Dla niej jestem przyjacielem.- odpowiedział uśmiechając się przebiegle.
-Czyżby?- uniósł jedną brew i stanął naprzeciw Olivera.
-Mniejsza o to.- mruknął lekceważąco- Chciałem cię uświadomić, że jeśli tylko spróbujesz skrzywdzić Rozalie… cóż, wydrę ci serce i wepchnę do gardła. A uwierz mi, nawet duszę można pozbawić serca.- oznajmił i odwrócił się na pięcie, by po chwili opuścić izbę przejściową.
~***~
Pokonywałam trasę okno- szafa- okno niezliczoną ilość razy. Skupiona tylko na jednym: kim jest ta dziewczynka i dlaczego mnie ujrzała, wsłuchiwałam się w rytm moich szybkich kroków.
-Rozalie, możesz wreszcie usiąść?- aż podskoczyłam na dźwięk tych słów.
Spojrzałam w bok i dostrzegłam siedzącego na sofie Olivera. Nawet nie zorientowałam się w którym momencie wszedł.
-Nie strasz mnie tak.- poprosiłam i zajęłam miejsce obok.
Nie spojrzałam mu w oczy. Nie mogłam. Znał mnie ponad pół wieku i przez ten czas nauczył się czytać w moich oczach. A ja nie chciałam, by dostrzegł w nich to, co teraz działo się w mej duszy.
-A teraz powiedz mi, co cię martwi?
Westchnęłam cicho. W końcu to Oliver. Jak mogłam się chociażby łudzić, że nie zauważy? Spuściłam głowę i nie widząc innego wyjścia, opowiedziałam mu co takiego wydarzyło się w parku.
-Chodzi ci o tę dziewczynkę, Rozalie? Zastanawiasz się dlaczego cię widziała?
Pokiwałam głową. Czytał ze mnie jak z otwartej księgi.
-Przecież wiesz dlaczego. Tylko podświadomie omijasz tę myśl. Unikasz jej, bo nie chcesz w nią wierzyć. Tylko ci, których dni są policzone widzą Wysłanników Śmierci. Ona niedługo umrze, Rozalie.- powiedział półszeptem starając się odnaleźć moje spojrzenie.
-Ona… ona nie może umrzeć. Nie może, rozumiesz, Oliver?- kręcąc głową spojrzałam mu w oczy.
Wyciągnął dłoń w stronę mojego policzka i z nieznanym mi wcześniej wyrazem twarzy otarł pojedynczą łzę. Zadrżałam. Miał rację, wiedziałam. Od samego początku wiedziałam. Łzy jedna po drugiej skapywały na materiał mojej sukienki, zostawiając po sobie ciemne ślady. Znalazłam się w objęciach Olivera. Bez słowa głaskał mnie po głowie. Płakałam bezgłośnie, wbijając zamglony wzrok w przestrzeń przede mną.
Nic nie bolało bardziej od śmierci dziecka. Zbyt kruche i delikatne, by popełnić jakikolwiek grzech, zostawało brutalnie wyrywane życiu. Umierało za niewinność.
-Dlaczego?- ledwo wydobyłam z siebie dźwięk.
-Śmierć jest zmienna. Raz bywa litościwa, a raz okrutna. Nic nie możemy na to poradzić.
-Nic? Mówisz tak dlatego, że jesteś tego pewien, czy dlatego, że nigdy nie próbowaliśmy nic na to poradzić?
Podniosłam na niego wzrok. W jego oczach widziałam to, co z pewnością widać było teraz w moich. Cierpiał razem ze mną.
-Rozalie… ja to wiem.  Ja to po prostu wiem.  Ona musi umrzeć.
Zacisnęłam zęby i wyrwałam się z uścisku Olivera.
-Nie pozwolę na to. Nie pozwolę jej umrzeć!- choć gardło ściskał mi żal, moje słowa brzmiały pewnie.
Nie mogłam pozwolić na jej śmierć. Każdy skrawek mej duszy rwał się, by pomóc tej dziewczynce. Bez słowa ruszyłam w kierunku drzwi.
-Rozalie, dokąd…- pozostałych słów Olivera nie usłyszałam.
Biegłam teraz korytarzem. Nie zwracając uwagi na nic z tego, co zachwycało mnie za każdym razem, gdy tędy przechodziłam, zmierzałam do miejsca, w którym planowałam zmienić odwieczny porządek. Skręciłam w kolejny korytarz i niewiele brakowało, a wpadłabym na Jamesa.
-Nie. Wchodź. Mi. W drogę.- wycedziłam zanim zdążył się odezwać.
-Rozalie, nie zajmę ci wiele czasu…
-Czego ode mnie chcesz?- spytałam, zdobywając się na najspokojniejszy ton,  jaki mogłam z siebie w tej chwili wydobyć.
-Porozmawiać. Chciałem tylko porozmawiać.- jego głos brzmiał tak spokojnie, tak… hipnotycznie- Rozalie, wszystko w porządku?- spojrzał na mnie z czymś, co przypominało troskę.
Nie daj się zwieść, Rozalie. przywołałam się do porządku i rzuciłam mu surowe spojrzenie.
-Później.
-Ale…
-To nie potrwa długo.- zapewniłam i wyminęłam go.
Wąskimi schodkami wbiegłam do podziemi. Przede mną rozciągał się labirynt. Dziesiątki krętych korytarzy, z których większość kończyła się ślepo. Ale nie to stanowiło największy problem. Ściany labiryntu co parę sekund zmieniały swe ustawienie. Dla wtajemniczonych nie stanowiło to żadnej przeszkody, jednak czekające na sąd dusze, które szukały stąd ucieczki, po dziś dzień błąkają się po labiryncie. W parę minut uporałam się z labiryntem, by po następnych schodach zejść do kaplicy.
-Mnie szukasz?- spytał cichy, łagodny głos.
Odwróciłam się w kierunku postaci w habicie. Choć jej twarz jak zawsze skrywał mrok, wiedziałam, że się uśmiecha. Kiedy skinęłam głową, wskazała dłonią jedną z ławek po prawej stronie.
-Co cię do mnie sprowadza, Rozalie?- zapytała siadając w ławce i opierają brodę na splecionych dłoniach.
-W parku widziałam dziewczynkę…
-Wysłanniczko, to nie powód, by zawracać mi głowę.
-Sęk w tym, że ona również mnie widziała.- odpowiedziałam.
-W takim razie umrze. Czy to już wszystko?- wzruszyła ramionami.
Najbardziej uderzyła mnie jej obojętność. Nie miałam pojęcia, jak ona może mówić o śmierci dziecka tak jakby chodziło o jakąś błahostkę.
-Jak możesz? Przecież… ona ma nie więcej niż sześć lat… całe życie przed nią.- starałam się trzymać emocje na wodzy, choć głos mi się łamał.
-Ach! Już teraz rozumiem…- pokiwała głową- Rozalie, moja kochana, nie bierz tego do siebie… tyle razy powtarzałam, nie angażuj się. Doskonale wiedziałaś, że to co teraz robisz, wymaga poświęcenia. Ostrzegałam cię przed tym, ale nie chciałaś mnie słuchać. Niewiele myśląc, zażyczyłaś sobie prawa do zemsty, a ja teraz tylko odbieram to, co do mnie należy.
Patrzyłam jak wyciąga delikatną dłoń w kierunku mojego policzka. Chłodne palce muskały moją skórę. Westchnęłam cicho. Dotyk Śmierci łagodził ból. Niespiesznie goił rany w mej duszy i choć sprawiała mi nieopisaną ulgę, musiałam to przerwać. Chciałam podnieść rękę, lecz… miałam wrażenie, że jest tak niesamowicie ciężka, jakby była zrobiona z ołowiu.
-Proszę, przestań.- szepnęłam.
-Dlaczego? Czy nie jest ci lżej, Rozalie? Czy nie usypiam twego bólu?- wydawało mi się, że jej ściszony głos dobiega z daleka.
Zacisnęłam zęby i zmusiłam się do odsunięcia jej od siebie.
-Jakiej ulgi byś mi nie sprawiła, to nie jest rozwiązanie. Uciekasz od problemu, udajesz, że go nie ma. Chcesz, żebym pogodziła się z tym, że niewinne dziecko umrze. Ale ja się z tym nie pogodzę.
Wyprostowała się niczym struna, a moje serce otuliła trwoga.
-Rozumiem, że ze śmiercią innych istot się godzisz, tak? Nie przeszkadza ci, że przeniosłaś miliony dusz w Zaświaty? Nie przeszkadza ci, że tysiące z nich były dziećmi? Istnieniami o duszach krystalicznie czystych?- ostry, podszyty chłodem ton przeszył mnie na wylot.
Wolałabym chyba, żeby mnie spoliczkowała. Tak, to zdecydowanie mniej by zabolało. Tym bardziej, że od zawsze wiedziała, jak przeżywam śmierć dziecka. Powiedziała to, by mnie zranić. W tej chwili zaczęłam zastanawiać się, czy ta zemsta była tego warta.
-Rozalie, moja słodka Rozalie…- jej głos nagle przeszedł w czuły szept- Dlaczego sprawiasz sobie tyle bólu?
-Dlatego, że mam serce. Chociaż nie bije, to nadal jest w mojej piersi…- powiedziałam cicho drżącym głosem- Ty w miejscu, w którym powinno być serce… masz jedynie kawałek skały.
-Mylisz się, Rozalie. Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz…
Powoli podniosła się z ławki. Odwróciła się ode mnie i ruszyła w kierunku wyjścia.
-Zaczekaj…- zawołałam za nią- Powiedz mi chociaż, jak ona się nazywa.   
Obejrzała się przez ramię i zapytała:
-Naprawdę chcesz się tym zadręczać?
-Tak.
Usłyszałam cichutkie westchnięcie Śmierci. Wyjęła z przepastnego rękawa habitu zwój. Rozwinęła go i odnalazłszy nazwisko, szepnęła niemal niedosłyszalnie:
-Cornelia Miller.
~***~
Cornelia Miller, Cornelia Miller… powtarzałam w myślach niczym zaklęcie. Jakby to mogło cokolwiek pomóc…
Szłam szybkim krokiem przez korytarz. Cornelia Miller, Cornelia Miller, Cornelia Mi…
-Rozalie.
Podniosłam wzrok. Zupełnie zapomniałam o Jamesie. Westchnęłam z irytacją i wskazałam dłonią drogę prowadzącą do salonu. Zaprowadziłam go do spowitej kolorowymi światełkami witraży wnęki.
-Słucham, o czym chciałeś ze mną porozmawiać?- spokojny ton mojego głosu był fałszywy, jednak teraz nie było mnie stać na nic innego. Cornelia Miller…
-Powiedziałaś, że mam siedem dni na przekonanie cię do zmiany zdania…- zaczął, uważnie dobierając każde słowo.
-Sześć dni, Jamesie, sześć dni.- poprawiłam z nieskrywaną satysfakcją. Miał coraz mniej czasu…
-Sześć dni.- powtórzył z namysłem.
Zapadła cisza, która zdawała się nie mieć końca. A przecież każda sekunda, którą traciłam przybliżała Cornelię do śmierci…
-James, ja nie mam czasu do stracenia, więc jeśli nie masz mi nic do powiedzenia…
-Rozalie, przepraszam.- wyszeptał, podnosząc na mnie przepełnione żalem spojrzenie.
Czy on myślał, że jestem aż tak naiwna? Że jedno słowo sprawi, że zapomnę o tym wszystkim, co przez niego przeszłam? Że uwierzę w to jego „przepraszam”? Co to właściwie znaczy? Kolejne puste słowo, padające z jego ust tak, jak wiele innych.
-To za mało James.- pokręciłam głową, bez cienia współczucia.
-Ja wiem, Rozalie. Wiem też, ile przeze mnie wycierpiałaś i nie mam na swoją obronę nic. To wszystko moja wina. Gdyby nie ja, gdybyś nigdy mnie nie poznała…- pokręcił głową i ukrył twarz w dłoniach.
Jeśli liczył na litość, to się przeliczył. Być może dawniej, na samym początku, tuż po śmierci, wzbudziłby we mnie współczucie, ale teraz? Teraz nie uwierzę w żadne jego słowo. Za życia kłamał jak z nut, a z doświadczenia wiem, że ludzie po śmierci wcale nie zmieniają się tak szybko.
~***~
Światło paliło się tylko w małym pokoiku na poddaszu. W jednej chwili się tam znalazłam. Ściany w pastelowym odcieniu różu delikatnie odbijały wątłą poświatę lampki. Zwinięta w nogach łóżka czarna kulka spała spokojnie, mrucząc cichutko. Nachylona nad nią dziewczynka przyglądała się jej uważnie, drapiąc ją za uchem. Chciałam się odezwać, podejść do niej… jednak potrafiłam tylko stać w miejscu, patrząc na tę istotkę. Czyje grzechy zostaną odpuszczone dzięki jej życiu?
Cornelia podniosła głowę i spojrzała wprost na mnie.
-Przyszła pani po kotka?- spytał smutny, dziecięcy głosik.
-S-słucham?
Powtórzyła pytanie.
Dorosły spytałby kim jestem i jak tu weszłam… a ona spytała czy przyszłam po kota. Uśmiechnęłam się i podeszłam bliżej.
-Nie kochanie, jest twój.- pokręciłam głową.
Odetchnęła jakby wielki kamień spadł z jej maleńkiego serca, a jej twarz ozdobił piękny uśmiech. Wyciągnęła do mnie rączkę i nie przestając się uśmiechać, powiedziała:
-Jestem Cornelia, a pani?
Spojrzałam na drobną dłoń dziewczynki. Przecież nie mogłam jej dotknąć. Gdybym spróbowała, pewnie by się przestraszyła, bo moje palce przeszłyby przez jej ciało, jakby było powietrzem.
-Na imię mi Rozalie.- przedstawiłam się tylko.
-Jak ładnie!- pisnęła z zachwytem.
Uśmiechnęłam się w podziękowaniu. Była naprawdę uroczym dzieckiem.
Kot, który spał spokojnie na posłaniu, przeciągnął się i otworzył oczy. Usiadł zgrabnie, nakrywając przednie łapki ogonem i spojrzał na mnie, jakby chciał zapytać: „To znowu ty?”. Cornelia podniosła go i położyła na swoich kolanach. Zaczęła głaskać go po główce, jednak wydawało mi się, że wciąż patrzy na mnie nieufnie. Jakby przeczuwał, że zabiorę kolejną z bliskich mu osób… Stop! Nie wolno mi tak myśleć. Cornelia przeżyje. Nie pozwolę jej umrzeć. A poza tym… od kiedy zaczęłam interpretować spojrzenia kotów? Chyba tracę już resztkę zmysłów.
-Nazwałam ją Mini, bo w tym parku była taka biedna i wydawała się strasznie maleńka. Podoba się pani?- spytała, odrywając na chwilę oczy od kota.
-Bardzo.- zapewniłam.
Dziewczynka zakasłała i wzdrygnęła się. 
-Chyba się przeziębiłam.- poinformowała i odsunęła od siebie kotka.
Niby nie wyglądało to groźnie, niby to było zwykłe przeziębienie, ale i tak poczułam ukłucie strachu. W końcu tysiące ludzi umierają każdego dnia z błahych powodów…
-Żeby wyzdrowieć, musisz dużo odpoczywać. Najlepiej będzie, jeśli spróbujesz zasnąć, dobrze?
Cornelia pokiwała głową i wskoczyła pod kołdrę. Posłałam jej uśmiech i odwróciłam się, by odejść, kiedy zatrzymał mnie jej głos:
-Proszę pani?
-Tak?
Błękitne oczy Cornelii spoglądały na mnie z nadzieją.
-Odwiedzi mnie pani jeszcze?  
-Odwiedzę.- i to z pewnością.

~***~

Witam!
Tak... ludzie przy zdrowych zmysłach o tej porze śpią, a Andzik- dodaje rozdział xD
Zacznę może od podziękowań. Bardzo, baaaaardzo dziękuję za Wasze opinie (Aya, Kiran, kocham Was!)! Wiem, jestem kapryśnym i leniwym dzieckiem rzadko dodającym rozdziały i nie zasługuję na Wasze komentarze...
A to jest 2 "Pokuty"! Mam nadzieję, że się Wam spodoba!
Co do nowości... to się tworzą (nie bijcie!). Znaczy się, to jest tak, że weny mam więcej niż powinnam, pomysłów od cholery, a za cholerę nie mogę znaleźć słów, żeby opisać to tak, jak to widzi moja wyobraźnia (od wakacji zaczynam czytać słowniki!). Ale za to w szkole ma spokój, także postaram się wszystko w miarę szybko ogarnąć (część XVI powstawała na POLSKIM!!!).
Coś jeszcze miałam mówić, ale nie pamiętam co. xD

Pozdrawiam- Andzik    




9 komentarzy:

  1. Dzięki za info! ;)
    Ah! Muzyka XXI wieku... powala na kolana (i to niekoniecznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu).
    Czy ja wiem czy śpią?? Ja chodzę spać zazwyczaj koło 2 w nocy xD
    Heh, jeśli powiem, że i my Cię kochamy, to chyba Aya mnie poprze :D
    Cóż, ja też jestem kapryśna i leniwa... Ale dzieckiem (niestety) nikt mnie już określić nie może ;/
    Wieeesz... Musiałam trochę pogłówkować o czym w ogóle "Pokuta
    była ^^" Ale w końcu odświeżyłam sobie pamięć ;D
    Mnie byś też mogła zabić za te przerwy, bez paniki, moja droga ;)
    Powiem Ci szczerze, że najlepiej zawsze pisało mi się na lekcjach i wykładach... One mają jakąś magiczną moc i przyciągają wene!

    A rozdział super! Choć dobija mnie to, że Rozalie ma serce i uczucia... Z pewnością będzie z tego powodu duuuuużo cierpieć... ;/

    Ojej! I jestem pierwsza!

    Dzięki za...podziękowania xD

    Pozdro!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzękuję za komentarz!
      Powala? Raczej zabija! A przynajmniej mnie. Tego... Nie da się nazwać muzyką.
      U mnie 3-4 to norma XD
      Oj... Jak dobrze wiedzieć, że ktoś poza mamusią mnie kocha ^^
      Jeśli ktoś tego nie pamięta, to ja się nie dziwię, w końcu 1 był wieki temu...
      A ja jeszcze jestem dzieckiem i będę się tego trzymać przynajmniej do trzydziestki XD
      Oj, fakt! Dawno u Ciebie nic nie było (a ja niecierpliwie czekam!)...
      Mi się zawsze dobrze na niemcu pisało, ale ostatnio wena nachodzi mnie w najmniej odpowiednim momencie (matma XD).

      Cieszę się, że rozdział się podobał! A Rozalie musi cierpieć, w końcu jestem psychopatką xD

      Nie ma za co :*

      Pozdrawiam - Andzik

      Usuń
  2. Tak, tak, ja też Cię kocham :D
    Wróciłam sobie z działki, patrzę, a tu informacja o nowym rozdziale. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że faktycznie to już sobota i czas na nowość.
    Jako iż jestem beznadziejnym przypadkiem sklerotyczki, musiałam przejrzeć sobie prolog i I rozdział, bo mało co pamiętałam. Aczkolwiek może to jednak nie wina sklerozy - I rozdział opublikowany został niemalże rok temu! Co to za porządki no?
    Kurczę, aż mi się płakać chciało, gdy to czytałam. Żal mi tych wszystkich ludzi, nie tylko w opowiadaniu, ale i w życiu. Tyle na świecie jest niesprawiedliwości... Często zdarza się, że ktoś, kto chce żyć, umiera, a ktoś, kto chciałby umrzeć, musi żyć. Matthew ma w sumie dobrze, że poszedł do Raju, ogólnie mówi się, iż samobójcy muszą odpokutować odebranie sobie życia. Ale w sumie dlaczego i czy naprawdę tak jest? Nie nam to wiedzieć, ale, kurczę, wiele się nad tym zastanawiałam. Jeśli ktoś jest chory albo naprawdę, naprawdę nie daje rady, ale poza tym był dobrym człowiekiem, to zasługuje na Czyściec bądź Piekło? Nie sądzę... Ale wracając do Matthewa, to straszne, że zostawił tak rodziców... Ciekawe, co go pchnęło do takiego czynu w tak młodym wieku :(
    Cała sprawa z Cornelią bardzo mnie wzruszyła. Trochę zastanawiam się, dlaczego akurat teraz Rozalie tak się zawzięła, by uratować życie małej. Bądź co bądź tyle już osób wysłała na tamten świat, w tym dzieci... Ale cóż, ostatnio w jej "życiu" sporo się zmieniło, może to dlatego.
    Nie wiem, co myśleć o Jamesie. Z jednej strony to dobrze, że zrozumiał swoje błędy, czuje żal i wyrzuty sumienia, ale z drugiej... Z drugiej byłoby to dość niesprawiedliwe, gdyby nie odpokutował za winy. Choć skoro cierpiał przez 60 lat, od śmierci żony, i wyrzucał sobie to, co zrobił, to w pewien sposób jednak pokutował... Niemniej jednak, mimo iż w jakiś sposób mi go żal, jakoś nie mogę go do końca polubić.
    Lubię za to Olivera, sama nie wiem do końca dlaczego. Jego też mi jest żal, bo wydaje mi się samotny... W pewien sposób ma tylko Rozalie, co on by bez niej zrobił? Momentami miałam ochotę wejść do tego opowiadania (jakkolwiek głupio by to nie brzmiało) i go przytulić ;_; Z nie do końca wiadomego powodu jest on więc moim number onem. Z tego, co widziałam, już po I rozdziale zapałałam do niego sympatią *zerknęła na swój komentarz sprzed prawie roku*
    Dobra, muszę iść spać, bo nieszczególnie się wyspałam. Na działce było tak przeraźliwie zimno, że aż zastanawiałam się, czy przypadkiem Kao i ja się nie zahibernujemy xD
    A właśnie! Cieszę się, że masz tyle pomysłów i weny, ale wiesz, ogarnij się z tym wszystkim, bo ja łudzę się nadzieją, że za tydzień ujrzę nowy rozdział Whispera xD Aa, na III rozdział Pokuty też wolałabym jednakowoż nie czekać rok -.-'
    Buziaki! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz ;*
      Ano nie wina sklerozy... I trochę mi z tego powodu głupio, ale postaram się 3 w miarę szybko napisać ^^
      Cóż, mi również ich wszystkich żal, ale to nie znaczy, że ułatwię im... Eee? Życie? XD
      Ja za Jamesem nie przepadam, ale Olivera uwielbiam (dlatego ma tak ładnie na imię xD) i mam... Hm... Wyrzuty sumienia to za dużo powiedziane, bo nie mam sumienia, ale... No, troszeczkę mi przykro, że go tak maltretuję.
      Wiesz, nie wiem czy zauważyłaś, że często podkreślam, iż nadzieja jest matką głupich... Ale możesz się łudzić, bo ja też się łudzę, że do soboty to napiszę ^^

      Usuń
    2. Nie ma za co :*
      Wszystkie jesteśmy nienormalne, ciągle dokładamy naszym postaciom cierpień! Sadystki i masochistki w jednym...
      No wiesz ;_; Jakiś tam zalążek sumienia chyba masz, co? :P
      Zauważyłam, co nie zmienia faktu, że dalej się jej trzymam xD Skoro masz tyle weny oraz wolnego czasu, to nie widzę przeszkód w napisaniu rozdziału w ciągu dwóch tygodni! :D

      Usuń
  3. Dobra wredna Suzu-chan wreszcie skomentuję co nieco ^ ^"

    Dobra więc tak... Pierwsza scena... Matko jak mnie to dobiło... Nie no dramat jakiś... Kurczę noo żal mi było tego chłopca i w ogóle ale naprawdę najbardziej żal mi rodziców tego chłopaka... Naprawdę rozumiem wszystko. Ale nigdy nie pogodzę się że ktoś umyślnie może skazać kogoś na przeżywania tragedii jaką jest śmierć bliskich. Naprawdę miałam nadzieję że ten chłopak przeżyje. Zwłaszcza gdy przeczytałam o tym dobijaniu się jego rodziców... Nie no straszne jak musiała czuć się matka tego chłopaka... No i jeszcze ta sprawa z tą małą... T.T
    James... Nie wiem co o nim myśleć... Kurka siwa... Niby drań ale... no właśnie ALE... Kurna chyba jednak nie zasłużył tak srogą karę... No nic poczekam jak to zrobisz... A no i uwielbiam tekst Oliviera "twoja wina, twoja wina, twoja bardzo wielka wina" <3 Nie no padłam na nim xD
    Ech a teraz Śmierć... Kurczę żal mi tego biednego dziecka jak nie wiem co... Ech T^T No i ciekawi mnie Śmierć i to co się kryje pod zdaniem że nie ma serca z kamienia...
    Ech ostatnia scenka też była przygnębiająca... Nie no naprawdę mi smutno ;(

    Dobra w skrócie skomentowałam "Pokutę" to może co nieco na temat poprzedniego rozdziału... Więc tak... Syn Sory jest... No cóż dość specyficzny choć mam wrażenie że będzie raczej pozytywną postacią xD A ta scena w domu Sory była po prostu nieziemska xD KOCHAM JĄ <3 No i to zdanie syna Sory z tym uśmieszkiem że Aika zmieni zdanie i wszyscy się o tym przekonają było nieziemskie! Już to widzę! <3*O*
    Co do Ayi je jej Nekromante... Powiem jednoa słodko! <3 :p Kocham ten wątek...
    Co do moje postaci... Powiem tak... Ależ mnie zszokowałaś tym moim szwagrem! O.O D: Nie no moja siostra wyszła za mąż w wieku 14 lat! SZOK! O.O No i mam wampira w rodzinie... Nie no nieźle... No ale za to mam kochanych rodziców <3 Jej noo już ich kocham <3

    Dobra to tyle na dziś całuski i weny! :*

    P.S
    Czy mi się wydaje czy w Twoim opo wszyscy mają aranżowane małżeństwa i narzeczeństwa? :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz! ;*

      Jeeej, wszystkich dobiłam... jetem z siebie taka dumna! xD
      Wiesz, od początku zamierzałam wszystkim zafundować depresję i jeśli liczysz, że ktoś przeżyje... to się nie łudź, bo wszystkich zabiję! :D
      Tia... James. Ogólnie to miała być postać do nielubienia, ale sama nie umiem go tak całkiem nie lubić... Niby na srogą karę nie zasłużył, ale Rozalie ma prawo do zemsty i nie po to czekała sześćdziesiąt lat, żeby teraz mu odpuścić...
      A Oliver jest cudowny (zbuduję mu kiedyś ołtarzyk w pokoju xD)!

      Cieszę się, że scenka przypadła Ci do gustu! :)
      Ano słodko. Wszędzie ta tragedia i tragedia, że to już się zaczęło nudne robić i musiałam gdzieś trochę tej słodyczy upchać. :D
      Rodziców masz cudownych. A przynajmniej ja bardzo ich lubię :)

      Niee... wydaje Ci się. Np, twoja siostrzyczka sama sobie męża wybrała xD

      Pozdrawiam- Andzik

      Usuń
  4. Zapraszamy na nowy rozdział :)

    A ja czekam na nowość u Ciebie! ~Aya

    OdpowiedzUsuń
  5. Kolejny rozdział, zapraszamy! :)

    OdpowiedzUsuń