sobota, 26 kwietnia 2014

Rozdział XV



-Aikaaa!- wrzasnęła Rika i z rozbiegu rzuciła się na szyję przyjaciółki- Gdzieś ty się podziewała?! Czemu nie dawałaś znaku życia?! Ty wiesz jak ja się martwiłam?!- krzyczała coraz mocniej ściskając szyję dziewczyny.
-Rika-chan… ja… nie mogę… oddychać!-  wydyszała, próbując oderwać jej ręce od swojej szyi.
-Och! Gomen!- jęknęła, uwalniając Aikę od swoich objęć.
Rika odsunęła się i wlepiła przenikliwe spojrzenie w przyjaciółkę.
-Nani?- spytała, gdyż nie mogła już dłużej znieść wzroku blondynki.
-Ai-chan, co ci jest?- zapytała cicho.
W jej błękitnych niczym bezchmurne niebo oczach można było ujrzeć troskę.
-A co ma być?- odpowiedziała pytaniem i uciekła spojrzeniem w bok.
-Ai-chan, przecież nie jestem ślepa. Coś się z tobą dzieje i to od dłuższego czasu.- powiedziała łagodnie, próbując zajrzeć szatynce w oczy- Aika, proszę…
Aika westchnęła ciężko. Co miała zrobić? Powiedzieć jej prawdę? Na pewno nie! Nie chciała jej oszukiwać, gdyż, jakby nie patrzyć, były przyjaciółkami, ale już wcześniej zdecydowała, że nie zdradzi swojego sekretu, dlatego, trzymając się wersji przedstawionej przez Jonathana, powiedziała:
-Byłam bardzo chora, Rika-chan, ale czuję się już lepiej, dlatego nie masz się o co martwić.- uśmiechnęła się fałszywie beztrosko.
-Na pewno już ci lepiej?
W odpowiedzi energicznie pokiwała głową, wzięła swoją towarzyszkę pod ramię i ruszyły w kierunku klasy.
-W ogóle działo się tu coś, jak mnie nie było?- spytała, by odciągnąć dziewczynę od wszelkich rozmyślań na swój temat.
Twarz blondynki zmieniła się niemal natychmiast. Zniknęła z niej troska i Rika z błyskiem w oku zaczęła przekazywać najświeższe plotki i potwierdzone informacje (choć tych było znacznie mniej niż plotek) swojej przyjaciółce. Niszczycielka co chwila kiwała głową albo przerywała dziewczynie, dopytując o jakieś szczegóły, chociaż tak naprawdę nie interesowało jej to w najmniejszym stopniu. W głębi ducha cieszyła się tylko, że udało jej się zmienić temat. Nagle Aika stanęła jak wryta. Wyczuła coś czego nie powinna wyczuć. Aurę, która była jednocześnie znajoma i obca. Spojrzała w tamtym kierunku.
-A to kto?- zapytała, marszcząc brwi.
-A nie mówiłam, że będzie nowy?- powiedziała, prezentując swój najpiękniejszy uśmiech.
Nieopodal nich, oparty o ścianę, stał wysoki chłopak o kasztanowych włosach.
-Tyle, że jest nowy, to sama zauważyłam. Pytam, kto to?- skrzywiła się lekko.
-Nie wiem. To jego pierwszy dzień, ale dziewczyny już z nim rozmawiały. Nie pamiętam jak się nazywa… ale będzie z nami w klasie, fajnie, co nie?- zaświergotała z uśmiechem, mocniej ściskając ramię przyjaciółki.
-Ta… fajnie.- burknęła i pociągnęła dziewczynę na ławkę.
Zamyślona oparła łokcie na kolanach, a głowę położyła na dłoniach. Ten chłopak nie był normalny. Jego aura… wyczuwała w niej potęgę i wiedziała, że już spotkała się z niemal identyczną aurą. Ale gdzie i kiedy? W jej myśli wdarł się dźwięk dzwonka. Wszyscy weszli do klasy.
-Nie jesteście na przerwie! Na miejsca!- zawołał nauczyciel.
Wszyscy rozeszli się do swoich ławek. Jedynie ten nowy chłopak stał obok nauczyciela.
-Tak… przedstaw się.
-Ohayo, nazywam się Haruo Sora. Cieszę się, że mogę was poznać.- powiedział i uśmiechnął się rozbrajająco.
Szlag! zaklęła w duchu. Czuła, że coś z nim nie tak i nie myliła się! Te włosy, te oczy, ta aura… nawet gdyby chciał, nie wyparłby się matki. Wzięła głęboki oddech, by opanować emocje.
-Wszystko w porządku?- spytała szeptem siedząca obok Aya.
-Nie, nie jest w porządku.- odpowiedziała, zaciskając pięści.
-Pogadamy później, dobrze?
Aika skinęła głową.
-Nie traćmy więcej czasu, znajdź sobie jakieś miejsce i zaczynamy lekcję.- mruknął sensei, wyraźnie niezadowolony z powodu przybycia nowego ucznia- Strasznie dużo zamieszania z tymi przenosinami...- burknął pod nosem, zbierając swoje notatki.
Haruo ruszył z miejsca, a przechodząc koło Aiki, rzucił jej czarujący uśmiech. Trzymajcie mnie, bo zaraz wyjdę z siebie i stanę obok! pomyślała, jednak zamiast posłać mu nienawistne spojrzenie, wbiła wzrok w tablicę. Nerwowo bębniąc palcami w blat ławki, starała się słuchać tego, co mówił nauczyciel, choć dość marnie jej to wychodziło. Co chwila czuła na sobie zaniepokojone spojrzenie Ayi. Postanowiła, że opowie jej o wszystkim później, jak już wyjaśni, co robi tu Sora.

Gdy dzwonek ogłosił koniec lekcji, Aika wyszła na korytarz. Usiadła na ławce pod klasą i westchnęła ciężko.
-Co tak wzdychasz?- zapytała Rika.
Aika podniosła znużone spojrzenie na przyjaciółkę, która usiadła obok niej i jeszcze raz westchnęła. Wymruczała coś o tym, że jest zmęczona i wbiła wzrok w przestrzeń. Nie bardzo wiedziała, co powinna zrobić z tym wszystkim. W głębi serca żałowała, że chciała odzyskać swoje ludzkie życie, bo dzielenie uwagi między szkołę, a sprawy związane z byciem Niszczycielką, wcale nie było łatwe, o czym miała okazję przekonać się już na lekcji, gdy nauczyciel upomniał ją, że buja w obłokach, zamiast pracować.
Nagle usłyszała głośny, dziewczęcy śmiech i odwróciła głowę w tamtą stronę. Kilka kroków od niej stał, otoczony wianuszkiem nowych wielbicielek (w tym Koken Tenkosh, której widok doprowadzał jej przyjaciółkę do szału), Sora.
-Popatrz tylko, jak można się tak nie szanować? Patrz jak ona go kokietuje, normalnie mi się niedobrze robi.- skrzywiła się z niesmakiem.
-Jej sprawa.- wzruszyła ramionami Niszczycielka. Koken Tenkosh i jej brak skrupułów nie obchodziły jej ani odrobinkę.
-Ale to jej i tak nic nie da, bo on na ciebie leci.- oznajmiła z najpiękniejszym na świecie uśmiechem.
Dziewczyna gwałtownie wyprostowała się i wbiła zdziwione spojrzenie w dziewczynę.
-Co ty gadasz?!
Rika uśmiechnęła się jak do naiwnego dziecka.
-Myślisz, że nie widzę? Niby rozmawia z nimi, ale ukradkiem co chwila zerka na ciebie.
-Przywidziało ci się.- mruknęła, lekceważąc uwagę blondynki.
-No co ty! Widziałam!
Aika prychnęła i odwróciła wzrok od dziewczyny, ale kiedy usłyszała jej chichotanie, znowu na nią spojrzała.
-Co?!
W błękitnych oczach Mori tańczyły radosne iskierki, a z jej twarzy nie schodził uśmiech.
-Ach, nic!
Aika spiorunowała ją spojrzeniem, ale Rika nic sobie z tego nie robiła. Przez wszystkie lata ich przyjaźni zdążyła przywyknąć do wzroku bazyliszka, którym traktowała ją Aika.
-Mów!- warknęła, jednak Rika rozchichotała się na dobre i tylko pokręciła głową.
-Po prostu wyobraziłam sobie jaką bylibyście piękną parą! Kyaaa!- pisnęła z zachwytem. 
-Ty masz coś z głową?- spytała, pukając się w czoło.
-Oj, no weź! Fajnie by było! Chodzilibyśmy na podwójne randki, później bylibyście świadkami na ślubie moim i Charlesa, a my na waszym, a potem nasze dzieci by się przyjaźniły i chodziły razem do klasy, tylko musimy się jakoś umówić, żeby były w tym samym wieku…
-Chyba cię fantazja poniosła.- przerwała dziewczynie, która, spotykając się z brakiem entuzjazmu, natychmiast zgasła.
Aika pokręciła z niedowierzaniem głową. Z kim ja się zadaję? przeszło jej przez myśl, ale nic nie powiedziała. Podparła brodę ręką i opuściła głowę, przez co włosy opadł na jej twarz.
-Ai-chan…- szepnęła.
Kiyokuro nie zareagowała. Nie zamierzała słuchać tych farmazonów.
-Ai-chan, on tu idzie…- powtórzyła cichutko.
Niszczycielka podniosła głowę i ujrzała zmierzającego w ich stronę Sora.      
-Ohayo.- przywitał się, a uśmiech nie schodził mu z ust.
W milczeniu skinęła głową. Starała się ukryć wściekłość, która na nowo obudziła się w jej sercu.
-Mogę prosić?- skłonił się delikatnie, wyciągając rękę w jej stronę.
Popatrzyła z niechęcią na jego dłoń, ale czując wbijający jej się w bok łokieć Riki, podała mu swoją. Pomógł jej wstać, po czym poprowadził ją korytarzem w stronę wyjścia ze szkoły.
-Wiesz kim jestem, prawda?- spytał, gdy znaleźli się na dworze.
Odetchnęła głęboko i usiadła na kamiennej, bogato rzeźbionej balustradzie.
-Jesteś synem Miho Sora. Nie wiem tylko co tu robisz, bo wątpię, by nagle zrodziło się w tobie pragnienie poszerzenia swojej wiedzy.- powiedziała ze spokojem, którego nie czuła.
Chłopak rozejrzał się wokół, by upewnić się, że na pewno nikogo nie ma w pobliżu, po czym przeniósł spojrzenie na Aikę.
-Tu akurat masz rację, wiedza jest ostatnią rzeczą, która interesuje mnie w tej szkole.
-W takim razie, co jest pierwszą?
-Nie domyślasz się?- zniewalający uśmiech znów pojawił się na jego twarzy.   
-Nie, nie domyślam się. Dla własnego dobra, skończ z tymi podchodami i mów jasno, bo nie jestem w nastroju.- warknęła.
Niezrażony wrogim nastawieniem dziewczyny, usiadł obok niej i spojrzał jej w oczy.
-Wiesz dlaczego tu jestem. Moja matka złożyła ci propozycję.
-A ja ją odrzuciłam. Masz jakiś problem z zaakceptowaniem tego?- wysyczała.
-Szczerze mówiąc, to tak.
Gdyby wzrokiem można było zabić, Haruo Sora już dawno padłby trupem.
-I co zamierzasz z tym zrobić?- zapytała, wymuszając spokojny ton.
-Sprawię, że zmienisz zdanie.- oznajmił.
-Życzę powodzenia.- prychnęła i wstała- Zapomniałabym, powiedz matce, że muszę z nią pilnie porozmawiać.- rzuciła przez ramię, po czym weszła do szkoły.
<***>
Aika stanęła przed główną bramą, czekając na Ayę. Wcześniej pożegnała się z Riką i obiecała jej, że jak już całkowicie dojdzie do siebie, poświęci jej więcej czasu. 
-Przepraszam, że musiałaś czekać.- powiedziała, podbiegając do Aiki.
-Nic nie szkodzi, Hiou-san.- zapewniła i obie wyszły na drogę.
Kiedy już znalazły się kawałek od szkoły, Aya, ściszając głos, spytała:
-Co się dzieje?
Aika streściła jej wszystko, co się stało od ich ostatniej rozmowy. Wiedziała, iż tej dziewczynie można powiedzieć dosłownie o wszystkim i była pewna, że zostanie to między nimi.
-Przykro mi z powodu twojej mamy.- szepnęła Aya, gdy dowiedziała się, co takiego przytrafiło się Mari.
-Mi też. Brakuje mi jej, ale… nie wiem nawet jak to nazwać…- uśmiechnęła się niewesoło- Po prostu myślałam, że będzie gorzej. Że nie będę potrafiła bez niej żyć, że nie wytrzymam bez niej ani sekundy… A ja jeszcze nawet nie weszłam do jej pokoju, by ją zobaczyć.
-Może to przez tę przemianę? Instynkt niszczy twoją duszę, a Niszczyciele, jakby nie patrzyć, z reguły nie są zbyt rodzinni…- odwróciła głowę w drugą stronę, by nie patrzyć w oczy Kiyokuro.
Aika wbiła wzrok w dal. Czy to wszystko przez przemianę? Czy to „coś”, co w niej siedzi jest za to odpowiedzialne? Nie była tego pewna. Na pewno po części się bała. Bała się spojrzeć na pozornie martwe ciało matki, chociaż nie znała przyczyny tego strachu. Ale to nie było wszystko i Niszczycielka doskonale zdawała sobie z tego sprawę.
-Nie zrzucałabym całej winy na Instynkt…- pokręciła głową i potarła skroń- Jakbym miała mało problemów, jeszcze przypałętał się ten idiota…
-Mówisz o Sora?
-Aha. Jak już ci mówiłam, jego matka złożyła mi „bardzo korzystną” propozycję, a ja ją grzecznie odrzuciłam. Ale do niego to nie dociera!
-Ciszej.- upomniała ją- I co w związku z tym zamierza zrobić?
-Zapytałam go o to samo. I jak myślisz? Stwierdził, że sprawi, iż zmienię zdanie! Wyobrażasz to sobie?- spytała zbulwersowana.
-Nie uwierzysz, ale tak, wyobrażam to sobie.- oznajmiła ponurym tonem.
Na chwilę zamilkły. Aika po to, by się uspokoić, a Aya, by przetrawić wszystkie informacje, których dostarczyła jej Niszczycielka. 
-A co u ciebie?- zapytała Aika.
Aya wzruszyła ramionami. Z zakłopotaniem wybąkała coś, że u niej wszystko w porządku i odwróciła wzrok. Szatynka westchnęła już chyba po raz tysięczny tego dnia.
-Nie umiesz kłamać. Co się dzieje?
-Nic, naprawdę.- mruknęła, unikając wzroku dziewczyny.
-Uważaj, bo uwierzę.
Aya spojrzała na nią i biorąc głęboki oddech, oznajmiła:
-Ja chyba mam dość.- szatynka spojrzała na nią pytająco, a widząc to, Aya kontynuowała- Widzisz, nie tobie jednej złożono cudowną propozycję zamążpójścia… Chociaż nie. Ty w przeciwieństwie do mnie miałaś prawo odmówić. Starszyzna obiecała moją rękę Yoshiro Shirahime. Kiedyś… on strasznie mnie skrzywdził. Okazał się być zupełnie inną osobą, niż wydawał się na początku i wolę zginąć, niż zostać jego żoną. Jednak gdzie bym nie uciekła, za każdym razem mnie znajdzie, teraz też… Już tyle razy chciałam to wszystko zakończyć, ale zawsze rezygnowałam ze względu na rodziców. Oni by tego nie przeżyli…
Aika ze współczuciem spojrzała na dhampirkę. Nie miała pojęcia, że ta dziewczyna aż tak cierpi.         
-Rodzice… wiesz, myślałam tak samo. Kiedy dowiedziałam się czym jestem, chciałam to skończyć, jednak bałam się, że matka się załamie. I co? Ja musiałam zacisnąć zęby i wytrzymać, a ona, gdy wszystko powoli zaczynało ją przerastać, po prostu mnie zostawiła.
Aż dziwne, że wcześniej na to nie wpadłam, przeszło jej przez myśl.
-Kiyokuro-san, nie mów tak…- wyszeptała z przerażeniem w oczach.
-Kiedy to prawda.- Aika uśmiechnęła się bez cienia wesołości.
Aya zamilkła. Nie wiedziała, co mogłaby odpowiedzieć szatynce w tej sytuacji. W duszy czuła, że Mari z pewnością nie chciała zranić córki, ale w pewnym stopniu rozumiała Aikę. Niszczycielka, czy też nie, wciąż jest jeszcze bardzo młoda, a została wyrwana ze świata, który przez całe swoje życie uważała za „normalny”. Teraz, gdy musi się odnaleźć w tym całym bajzlu, jakim jest rzeczywistość, została sama. Nie ma matki, której mogłaby się pożalić, spytać o radę… A jeśli chodzi o Mari… może i istnieje dla niej jakieś wytłumaczenie, ale, pomimo usilnych starań, Aya nie mogła żadnego wymyślić. No, może poza tym, że każdy ma granice wytrzymałości. I w przypadku Mari te granice zostały przekroczone.
Po chwili ich oczom ukazała się furtka przed domem Kiyokuro. Aya w duchu odetchnęła z ulgą. Naprawdę nie przychodziło jej do głowy co mogłaby powiedzieć Aice, a nie chciała udzielić jej odpowiedzi, której potem by żałowała. Obie zatrzymały się przed furtką. Aika spojrzała na brunetkę. Widać było, że coś ją gryzło.
-Hiou-san, chcesz mi coś powiedzieć?- zapytała, nie spuszczając dziewczyny z oczu.
Szarooka wbiła wzrok w podłoże. Przez moment chciała wspomnieć jej o Hiroshim, ale nie wiedziała jak to wszystko ująć. Nie chciała, by szatynka zrozumiała ją jakoś na opak,
-Hai…- podniosła oczy na swoją towarzyszkę- Ale może następnym razem, dobrze? Muszę to sobie przemyśleć.
-Jak chcesz, mata ashita.- pożegnała się i poszła w swoją stronę, nie czekając na odpowiedź.

Aika rzuciła torbę na sofę i sama opadła obok niej. Odetchnęła głęboko, kładąc głowę na oparciu sofy i zamykając oczy. Delikatne pulsowanie w okolicach skroni powoli przeradzało się w ból, ale zignorowała to. Nie ma czasu na rozczulanie się nad sobą. Jej myśli zaprzątała teraz Mari. Czy faktycznie nie przyczyniła się do tego, że matka opuściła ciało? Czy miała prawo w ogóle doszukiwać się gdziekolwiek winy Mari?
-Kiyokuro-san?- powiedziała cicho Strażniczka.
Aika otworzyła oczy i przekręciła głowę tak, by móc spojrzeć na stojącą przy schodach Fię.
-O co chodzi?- spytała.
Dziewczyna wyglądała na nieco zakłopotaną. Spuściła wzrok. Widocznie nie bardzo wiedziała jak ma się odezwać. W jednej chwili Aika przypomniała sobie, o co prosiła ją wieczorem brunetka.
-Ach, gomen, całkiem zapomniałam.- przeprosiła i podniosła się- Chcesz wracać do domu, tak?
Fia skinęła głową.
-To ja może przygotuję ci obiad, a dopiero potem cię odprowadzę, dobrze?
Ruszyła w kierunku kuchni, ignorując wszelkie protesty dziewczyny, która, widząc, że nic nie zdziała, posłusznie poszła za nią. Aika wskazała jej miejsce za stołem i zabrała się za gotowanie.
-Tak się zastanawiałam, dlaczego nie chodzisz tutaj do szkoły?- zagadnęła po chwili-Oczywiście, jeśli nie chcesz, nie musisz odpowiadać.- dodała szybko.
Fia uśmiechnęła się słabo.
-To nie żadna tajemnica. Uczę się w domu. Rodzice nie chcieli mnie puścić do szkoły przez wzgląd na Jennifer.
Aika skinęła głową.
-Rozumiem… A powiedz mi, jakim cudem ona…- wymachując nożem w powietrzu, szukała odpowiedniego słowa- Jest teraz tym, kim jest? Ci wszyscy ludzie, którzy cię ścigali, znaczy się, o ile to w ogóle byli ludzie, skąd oni się wzięli?
-Wyszła za mąż. To słudzy jej męża.- oznajmiła jak gdyby nigdy nic Fia.
-Żartujesz sobie, prawda?- zamrugała z niedowierzaniem- Ile ona w ogóle ma lat?!
-Szesnaście. Tyle co ja, przecież to moja bliźniaczka.- posłała szatynce blady uśmiech.
Niszczycielka pokręciła głową.
-Do czego to doszło?- szepnęła, nie odrywając się od roboty.
-To jeszcze nic. Szwagier jest wampirem, a Jennifer wyszła za niego… ze dwa lata temu?- zastanowiła się- Także jest od niej starszy jakieś sześćdziesiąt lat, chociaż wygląda jakby miał maksymalnie dwadzieścia.
Kiyokuro popatrzyła badawczo na Fię. Co się stało, że tak nagle postanowiła się otworzyć? Uśmiechnęła się pod nosem i skończyła przygotowywać potrawę. Postawiła ją przed Fią i podała jej pałeczki. Dziewczyna zabrała się za pałaszowanie na szybko przygotowanego obiadu, a Aika w tym czasie zaczęła zmywać. Po chwili Fia podziękowała za posiłek. Kiedy w kuchni na nowo zapanował porządek, Kiyokuro pobiegła na górę, by się przebrać.
-Możemy iść.- oznajmiła, schodząc po schodach.
Podała Fii płaszczyk i zamknęła drzwi, gdy wyszły na werandę. Strażniczka nerwowo rozejrzała się dookoła.
-Spokojnie. Nic ci nie grozi.- Aika posłała jej delikatny uśmiech.
Zeszły na leśną ścieżkę. Fia wskazywała drogę, nie oddalając się od Niszczycielki. Szły powoli w głąb lasu, gawędząc o jakichś mało znaczących sprawach. Mimo chłodnego wiatru, było dość ciepło, a niebo nad nimi pokrywały chmury, chociaż nie zapowiadało się na deszcz. Aika od jakiegoś czasu wyczuwała czyjąś obecność i co jakiś czas słyszała trzask suchych gałęzi.
-Tylko się nie rozglądaj.- poprosiła Fię- Ktoś za nami idzie.
Fia skoncentrowała się, by wyczuć aurę swojej siostry lub któregoś z jej ludzi. Chwilkę później pokręciła głową.
-To nie Jennifer.- powiedziała cicho.
Wciąż, jak gdyby nigdy nic, szły powoli ścieżką, nie dając po sobie poznać, że cokolwiek zauważyły. Czyżby to ktoś mnie śledził? zastanawiała się Aika Pogromcy…- wyszeptał Whisper. Aika uśmiechnęła się pod nosem.
-Bez nerwów, im nie chodzi o ciebie.- mruknęła i posłała Strażniczce uśmiech- Nie zwracaj na nich uwagi.
-Na pewno?- spytała dla pewności.
Kiyokuro pokiwała głową i wróciły do rozmowy, choć w głosie Cage można było usłyszeć nutę niepokoju. Skręciły w wąską dróżkę, a po kilkudziesięciu metrach ukazał im się zarys dworku. Aika zmarszczyła brwi. Znała ten las od urodzenia. I nie przypominała sobie, żeby kiedykolwiek widziała tę budowlę. Chociaż… tak samo było z domem Hiou-san… przeszło jej przez myśl. Parę minut później już stały przed bramą.
-Już, jesteśmy na miejscu.- oznajmiła Fia, uśmiechając się z ulgą.
Otworzyła bramę i skierowały się w stronę drzwi. Weszły po schodkach i zapukały. Słychać było szybkie kroki, zbliżające się do drzwi. Fia spojrzała wdzięcznie na Kiyokuro i posłała jej uśmiech.
-Mam nadzieję, że będziesz mnie czasem odwiedzać.- przytuliła delikatnie dziewczynę- Jeszcze raz, dziękuję za wszystko.
-Będę, tylko oczekuję tego samego od ciebie.- uśmiechnęła się do niej.
Aika odsunęła się od dziewczyny i obejrzała za siebie. Wiedziała, że czekają, aż wróci. Drzwi dworku otworzyły się i stanęła w nich niewysoka kobieta, która, ujrzawszy Fię, natychmiast rzuciła się jej na szyję.
-Fia, dziecko drogie, gdzieś ty była?!- odsunęła ją od siebie i uważnie zmierzyła ją od góry do dołu, po czym znowu ją przytuliła-Dzięki Bogu, nic ci nie jest…- odetchnęła z nieopisaną ulgą.
Dopiero zauważyła Aikę i obdarzyła ją zaniepokojonym spojrzeniem. Kiedy Fia ujrzała przestraszony wzrok kobiety, uśmiechnęła się do niej.
-Wszystko dobrze, mamo.- zapewniła uspokajającym tonem.
Za matką Strażniczki pojawił się mężczyzna o oczach identycznie bursztynowych, jak oczy Fii. Aika po chwili namysłu stwierdziła, że powinna się przedstawić, dlatego podeszła bliżej.
-Miło mi, nazywam się Aika Kiyokuro.- oznajmiła, kłaniając się przy tym lekko.
-Mamo, tato, gdyby nie ona, już dawno byłabym jednym z pionków Jennifer.- powiedziała ściszonym głosem Fia.
Kobieta z niedowierzaniem spojrzała najpierw na swoją córkę, a potem na Kiyokuro.
-Powiedz, jak mamy ci się odwdzięczyć?- spytał ojciec dziewczyny.
Niszczycielka posłała im uśmiech.
-Na przyszłość proszę lepiej dobierać służbę.- powiedziała i odwróciła się- Do widzenia- rzuciła przez ramię i pomachała dziewczynie, po czym ruszyła w drogę powrotną.
Podążała tą samą ścieżką. Dalej czuła na sobie spojrzenia Pogromców. Westchnęła ciężko i w dalszym ciągu, nie zwracając na nich uwagi, szła w swoją stronę. 
<***>
Aya stanęła przed drzwiami domu nekromanty. Podniosła dłoń, by zapukać, lecz niemal natychmiast ją opuściła. Co ona miała mu powiedzieć? Po prostu mu podziękuję… pomyślała i znowu podniosła dłoń, jednak w ostatniej chwili się zawahała. Jak on to odbierze? Opuściła rękę. Spojrzała na drzwi i zacisnęła pięści. Nieważne jak to odbierze, jestem mu to winna i koniec! i zbierając w sobie całą odwagę, zapukała. Nikt nie otwierał. Może to i lepiej… odetchnęła z ulgą i odwróciła się,  by odejść. Nie zrobiła dwóch kroków, gdy usłyszała skrzypnięcie otwieranych drzwi. I nagle cała odwaga, którą niedawno w sobie zebrała, gdzieś uleciała… Obróciła się powoli. Oparty o futrynę Hiroshi wpatrywał się w nią ze spokojem.
-Ja…- zaczęła, lecz natychmiast zamilkła- Kuso! To nie tak miało być!- zaklęła cichutko pod nosem.
-Wejdziesz?- zaproponował, nieudolnie próbując ukryć uśmiech- W końcu nie po to trzy razy zabierałaś się za pukanie, żeby teraz stać na werandzie.
Aya spuściła głowę z nadzieją, że włosy przynajmniej częściowo zakryją rumieniec oblewający jej policzki. W milczeniu minęła nekromantę i weszła do domu. Hiroshi pomógł jej zdjąć płaszcz i poprowadził ją do salonu.
-To ja może zrobię herbatę?- zaproponował.
Dziewczyna skinęła głową i Teramoto zniknął jej z pola widzenia. Matko, jaka ja jestem głupia! wyrzucała sobie w myślach. Weź się w garść, dziewczyno! Teraz już nie ma odwrotu… Wzięła głęboki oddech. Po chwili wrócił Hiroshi. Postawił przed nią tacę z herbatą i usiadł obok niej. Dziewczyna wbiła wzrok w położone na kolanach dłonie. Kilka razy nabierała powietrza, jakby chciała coś powiedzieć, lecz natychmiast rezygnowała.
-Ja… nie mam pojęcia od czego zacząć.- przyznała po chwili- Gomen, nie wiem co sobie wyobrażałam, niepotrzebnie tu przychodziłam.- zerwała się z miejsca i ruszyła w kierunku wyjścia.
Ledwie zdążyła wbiec na korytarz, kiedy Hiroshi w ułamku sekundy znalazł się tuż przy niej i delikatnie objął ją w pasie
-Zaczekaj.- szepnął jej na ucho i jakimś sposobem odwrócił ją do siebie.
Z zaskoczeniem spojrzała na niego. W niesamowitych tęczówkach poza łagodnością dostrzegała coś, czego nie potrafiła zidentyfikować. Speszona odwróciła wzrok.
-Hiroshi… puść mnie.- poprosiła cicho.
-Nie mogę cię puścić.
Kiedy podniosła oczy, ujrzała na jego twarzy subtelny uśmiech
-Dlaczego…?
-Dlaczego?- powtórzył i pogładził jej policzek.
Z jednej strony, patrząc w jego oczy nie miała ochoty się stamtąd ruszać, lecz z drugiej strony, każda cząstka jej umysłu aż rwała się do ucieczki. Właśnie wtedy, kiedy była rozdarta między sercem, a rozumem, Hiroshi nachylił się i złożył na jej ustach pocałunek. To był tylko moment, kilka sekund, lecz Ayi te kilka sekund wydawało się wiecznością. Wiecznością, w której, ku swojemu przerażeniu, chciała utkwić już na zawsze.
-Dlatego, że nie chcę, byś mi uciekła.
Wzięła oddech i chciała coś powiedzieć, lecz natychmiast zamknęła usta. Wcześniej nie mogła znaleźć odpowiednich słów, a teraz jej myśli wirowały w tak szaleńczym tańcu, że uchwycenie się choć jednej z nich było wprost niemożliwe.
-Dlaczego mi to zrobiłeś?- spytała łamiącym się głosem- Dlaczego musiałeś zniszczyć to, w co święcie wierzyłam przez całe swoje życie?
Niczego nie pragnęła bardziej, niż spokoju. Chciała w ciszy, w samotności spędzić swe nieśmiertelne życie, w którym dzień niczym nie różniłby się od poprzedniego dnia. I tak pewnie by się stało, gdyby nie ten nekromanta, który bez pytania zburzył jej wizję idealnego życia.
-Dlatego, że przez ten cały czas się oszukiwałaś. Spokój nie jest tym, na co zasługujesz. Ty zasługujesz na szczęście.- wyszeptał z subtelnym uśmiechem.
-Skąd możesz wiedzieć na co zasługuję? Nie znasz mnie.- ściszyła głos i odwróciła wzrok.
-Nie znam? Jesteś jedynaczką, ale nigdy nad tym nie ubolewałaś. Oczy odziedziczyłaś po ojcu, chociaż mają zupełnie inny wyraz. Życie nie obeszło się z tobą łagodnie i cierpienie, którego doświadczyłaś, odbija się właśnie w twych oczach. Nie lubisz hałasu i źle znosisz tłok. Jesteś nieśmiała, ale nie masz cierpliwości, przez co szybko wpadasz w złość. Kochasz czytać i- delikatnie uniósł jej rękę, by ukazać ślad niebieskiej farby na przedramieniu- uwielbiasz malować. Nie chcesz, by ktokolwiek się o ciebie martwił, dlatego często cierpisz w samotności. Dalej uważasz, że cię nie znam?
Wbiła w niego niedowierzające spojrzenie. Skąd on to wszystko wiedział? Jakim cudem? Zamrugała parę razy i delikatnie przekrzywiając głowę, powiedziała z powagą:
-Widzę tu tylko trzy możliwości. Albo jesteś szalony, albo cholernie genialny i spostrzegawczy, albo jesteś psychopatą, seryjnym mordercą z cmentarza, a ja jestem twoją następną ofiarą.
-Rozgryzłaś mnie.- roześmiał się i poprowadził ją do salonu.
-Nie powiedziałeś mi, która z opcji jest prawdziwa.
-I ci tego nie powiem. Sama musisz zgadnąć.- szepnął jej na ucho.
Uśmiechnęła się do niego. Choć wcześniej miała do niego o to pretensje, teraz była mu wdzięczna za to, że zniszczył jej błędne pojęcie wieczności idealnej. Już nie chciała spokoju. Teraz pragnęła szczęścia i zamierzała sobie to szczęście wywalczyć.
<***>
W szczerym polu, dobre pięć kilometrów za miastem, stała ogromna posiadłość. Aika rozejrzała się wokół. Pojedyncza sucha wierzba, w którą za każdym razem podczas burzy uderzał piorun, a poza tym nic. Puste, szarobrunatne pola i równie opustoszałe łąki.
-Wprost imponujące widoki.- prychnęła i ruszyła w kierunku wejścia.
Podniosła ciężką kołatkę w kształcie kobry i zapukała trzy razy. Po chwili drzwi otworzyły się i stanęła w nich odziana w strój pokojówki dziewczyna.
-W czym mogę pomóc?- spytała cicho.
-Ja do pani Sora.
-Zaraz zapytam, czy panią przyjmie…- powiedziała nieśmiało.
Aika przewróciła oczyma i zanim dziewczyna zamknęła drzwi, wsunęła w nie rękę. Odepchnęła je z trudem i weszła do środka.
- Proszę się nie kłopotać, sama zapytam.- mruknęła i skupiwszy się na aurze Miho, skierowała się na pierwsze piętro.
-A-ależ proszę pani!- zawołała przerażona pokojówka.
Ignorując wszelkie protesty dziewczyny, otworzyła pierwsze drzwi po prawej. Siedzącą za mahoniowym biurkiem Miho gwałtownie podniosła głowę i wbiła zaskoczone spojrzenie w Aikę.
-Witam. Pani Sora, czy ma pani czas, by mnie przyjąć?- spytała z fałszywym uśmiechem.
Miho skinęła głową i odprawiła służącą, wciąż nie mogąc wyjść z szoku.
-Wnioskuję z pani reakcji, że syn nie poinformował pani o mojej wizycie.
Kobieta westchnęła ciężko, powoli kręcąc głową, odkaszlnęła i wskazując dłonią krzesło naprzeciw zapytała:
-Przyszłaś w sprawie Haruo, zgadza się?
Kiyokuro z wdziękiem opadła na krzesło i skinęła głową.
-W takim razie słucham, co tym razem zrobił?
Szatynka posłała jej zdziwione spojrzenie. Spodziewała się, że Haruo pojawił się w szkole na rozkaz Miho.
-Czyli pani o niczym nie wie?
-Iie.
Aika wzięła głęboki oddech, by opanować emocje i przedstawiła całą sytuację swej niedoszłej teściowej.
-Ja go kiedyś zabiję…- wzniosła oczy ku górze, jakby oczekiwała, że cudownym sposobem spłynie na nią cierpliwość- Haruo!- zawołała donośnym głosem i  podeszła do okna.
Po chwili drzwi gabinetu otworzył się i stanął w nich Haruo. Na sekundę zamarł, jakby zastanawiał się nad możliwością odwrotu, ale było już zbyt późno. Matka stanowczym tonem nakazała mu podejść.
-Moje dziecko, skarbie ty mój najdroższy…- zaczęła z czułością w głosie- Możesz mi wyjaśnić, coś ty znowu wymyślił?!
Chłopak wzruszył ramionami.
-Sama doskonale wiesz, że bardzo źle znoszę odrzucenie.- mruknął nieśmiało z uroczym uśmiechem.
-To akurat fakt, źle znosi odrzucenie.- zwróciła się do Kiyokuro.
-Ale to już nie mój problem, pani Sora.- Aika posłała jej przepraszający uśmiech.
Kobieta potarła czoło, zastanawiając się nad rozwiązaniem  i usiadła na brzegu swojego biurka.
-A nie możecie załatwić tego między sobą?- spytała z nadzieją, że pozbędzie się problemu.
-Iie. Próbowałam. Do pani syna nie dociera, że nie życzę sobie, by się do mnie zbliżał.
Haruo ostrożnie podszedł jeszcze bliżej tak, by mieć dobry widok na dziewczynę. Obdarzył ją najbardziej zniewalającym uśmiechem na jaki go było stać i zapytał:
-Kiyokuro-san, powiedz, czy jest szansa, byś zmieniła zdanie?
Aika z udawaną przykrością pokręciła głową.
-Skoro to nic nie da, to dlaczego masz z tym taki problem? Ja popróbuję i przynajmniej będę miał czyste sumienie, że zrobiłem, co w mojej mocy, a tobie to ani trochę nie zaszkodzi.
-Jak ty nic nie rozumiesz…- oparłszy brodę na pięści, westchnęła ciężko- To jest dla mnie po prostu kłopotliwe. Myślisz, że nie mam innych zmartwień na głowie? Jeśli tak, to się grubo mylisz. Rozumiem, że odmawiając, uraziłam twoją dumę, ale na litość boską! Dlaczego chcesz mnie dręczyć?! Co ja ci zrobiłam?! Chcesz się ze mną żenić?! Przecież nawet mnie nie znasz, zastanów się nad tym!- wykrzyczała, energicznie gestykulując.
Miho nie odezwała się. Postanowiła, że nie będzie się wtrącać. Natomiast Haruo ze spokojem parzył na wybuch złości Aiki tak, jak patrzy się na gniew małego dziecka, co dodatkowo ją rozzłościło.
-Nic mi nie zrobiłaś. A chcę się z tobą żenić, bo mi się podobasz.
Szatynka gwałtownie wstała z krzesła i w okamgnieniu doskoczyła do chłopaka.
-Stop!- zawołała Miho, zeskakując z biurka- Jeśli chcesz mu przegryźć tętnicę, to nie ma sprawy, ale na Boga! Nie tutaj, ten dywan był naprawdę drogi!- zwróciła się do dziewczyny.
Aika wzięła głęboki oddech, by nieco ochłonąć, a gdy już nie miała ochoty udusić go gołymi rękoma wysyczała:
-Jeszcze raz spróbuj nadwyrężyć moją cierpliwość, a przysięgam, wrócę tu. I urządzę wam taki Meksyk z Kambodżą, że kamień na kamieniu nie zostanie!- okręciła się na pięcie i wyszła, trzaskając drzwiami.
-Jest niesamowita.- westchnął rozmarzony.
-Haruo, daj jej spokój.
-Hę? Nande?!- spytał naburmuszony.
-Dlatego, że zawsze trzeba wiedzieć, kiedy się wycofać.- oznajmiła spokojnie i wyszła z gabinetu.
Haruo wlepił wzrok w drzwi, za którymi zniknęły obie Niszczycielki. Uśmiechnął się sam do siebie.
-Zmieni zdanie. Jeszcze wam to udowodnię…  
<***>
Kiedy wracała od Sora, poczuła, że traci grunt pod nogami i raptem znalazła się w Piekle, a dokładniej w jednej z komnat Lucyfera. Władca Piekła stał na środku pomieszczenia, tuż obok bogato zdobionego krzesła. Wskazał jej owe krzesło, a ona bez słowa usiadła. Nie pytała, po co ją wezwał, bo doskonale to wiedziała. W końcu obiecał, że pomoże jej zapanować nad mocą…
-Zamknij oczy.- polecił Lucyfer.
Bez słowa sprzeciwu zrobiła, co jej kazał.
-Weź głęboki oddech, jesteś zbyt spięta.- stwierdził.
Kiedy położył dłonie na jej ramionach, wzdrygnęła się. Nie potrafiła się rozluźnić, nie kiedy był tak blisko. Mogła grać, udawać opanowaną i pewną siebie Niszczycielkę, ale rozluźnić się? O nie!
-Spokojnie, nie ugryzę cię.- szepnął jej wprost do ucha.
Nie byłabym tego aż taka pewna… pomyślała, czując jego oddech na swojej szyi, jednak nie dała się sprowokować. Wzięła wdech i powoli wypuściła powietrze, a całe napięcie zeszło z niej jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
-Oddychaj powoli, nie myśl o niczym, pozbądź się wszystkich uczuć.- powiedział i powoli zsunął dłonie z jej ramion.
Wydawało jej się, że między jednym, a drugim uderzeniem jej serca są całe wieki. Jej oddech stał się płytki, powolny, a myśli po raz pierwszy od dawna przestały bezładnie wirować w głowie. Opuściły ją wszystkie emocje i jedynym, co zajmowało teraz jej uwagę, był cichy, hipnotyzujący głos Lucyfera.
-By zapanować nad tą mocą, musisz ją najpierw w sobie odnaleźć.
-Nie rozumiem… jak mam ją w sobie odnaleźć? Przecież już się przebudziła…- wyszeptała.
-To nie to samo. Musisz znaleźć jej źródło, poszukać jej w swojej duszy...
Aika mocniej zacisnęła powieki. Pomyślała o mocy. O wstęgach barwy świeżej krwi, wydostających się z jej skóry. O potędze, którą czuła w żyłach. O bólu, który jej sprawiała. O śmierci, której nieustannie dopominała się ta moc… I wreszcie ukazała jej się. Maleńka iskierka, która ledwie tliła się wśród czerni…
-Idź za nią. Nie pozwól jej zgasnąć.
Całą swoją uwagę skupiła na tej iskierce. Podążała za nią, a wątłe światełko, które biło od niej na początku, powoli się nasilało. Stawało się coraz silniejsze, coraz wyraźniejsze… aż w końcu maleńka iskierka rozbłysła jasnym płomieniem i Aika ujrzała… czy też raczej usłyszała źródło tej mocy, a było nim nieprzerwanie wybijające powolny, spokojny rytm serce. Na jej twarzy zamajaczył uśmiech. Otworzyła oczy i spojrzała wprost na stojącego przed nią Lucyfera.
-Znalazłam ją.- oznajmiła i mimowolnie uniosła jeden kącik ust ku górze.
<***>
Szatynka weszła po schodach i stanęła na wprost drzwi. Wzięła głęboki oddech, by dodać sobie odwagi i nacisnęła klamkę. Drzwi jak zwykle ustąpiły, delikatnie skrzypiąc. Przekroczyła próg, czując przyspieszające tętno. Sypialnię Mari okrywał półmrok. Aika powoli podeszła do łóżka. Subtelnie uśmiechnięta twarz Mari wcale nie wskazywała na to, iż w tym ciele nie ma duszy. Dziewczyna zacisnęła dłonie na ramie łóżka. Ten uśmiech sprawiał, że w jej sercu otwierała się rana. Jednak nie czuła się winna.
-Cześć, mamo.- szepnęła ochryple.
Nie spodziewała się odpowiedzi. Nie liczyła na to, że Mari nagle powróci do swego ciała.
-Chciałam z tobą porozmawiać. Zdaję sobie sprawę z tego, że mi nie odpowiesz, ale… sama nie wiem. Może jak się wygadam zrobi mi się lżej…?- odwróciła wzrok od twarzy Mari.
Miała żal do matki. Tak wielki żal, że ból wypełniał jej całą klatkę piersiową, utrudniając oddychanie. Zaczerpnęła powietrza, lecz miała wrażenie, że jest ono pozbawione tlenu.
-Kochałam cię nad życie. Nie miałam nikogo oprócz ciebie, a ty nikogo oprócz mnie. Zawsze byłaś dla mnie wzorem, nieosiągalnym ideałem. Mówiłaś mi, że jestem dla ciebie najważniejsza, że zawsze mogę na ciebie liczyć i co? Zostawiłaś mnie teraz, kiedy najbardziej ciebie potrzebowałam.  Początkowo myślałam, że to przeze mnie. Bo kto chciałby mieć córkę Niszczycielkę? Ale teraz czuję… wiem, że jest inaczej. To wszystko tylko twoja wina.- oczy Aiki zaszły łzami, ale twarz Mari pozostawała niewzruszona.
Jej dłonie zacisnęły się mocniej na ramie łóżka. Uśmiech, który zastygł na ustach byłej Pogromczyni wydawał się jej córce okrutny. Pozwoliła spłynąć pojedynczym łzom po policzkach, a gdy tylko skapnęły na podłogę, przybrała beznamiętny wyraz twarzy.
-Długo nad tym myślałam. Nie podpisałaś paktu z Hurmiz dla mnie. Podpisałaś go, bo bałaś się, że zostaniesz sama na świecie, a gdy nic już nie było proste, najzwyczajniej w świecie uciekłaś. Jesteś tchórzem, mamo. Tchórzem i egoistką. Nie wiem, czy kiedykolwiek ci to wybaczę.- zakończyła.
Znajomy aż do bólu głos załkał niemal bezgłośnie. Aika odwróciła się. W wiszącym na ścianie pękniętym lustrze odbijała się zalana łzami twarz Mari. Niszczycielka spojrzała jej prosto w oczy. Gdyby bezcielesna dusza, taka, jaką była teraz kobieta, miała serce, z pewnością rozbiłoby się ono w drobny mak. Takie słowa ranią bardziej od miecza wykutego w ogniu Prometeusza. Zwłaszcza, jeśli słyszy się je z ust własnego dziecka, jedynej bliskiej osoby na świecie. Ale nie to było najgorsze. Najgorszy był fakt, że Aika miała rację. Była Pogromczyni wciąż szukała dla siebie usprawiedliwienia, by uciszyć nękające ją wyrzuty sumienia i choć wiedziała, że każde słowo dziewczyny było szczere, miała nadzieję, że ona wcale tak nie myśli. Że w jej oczach ujrzy skruchę. Cóż… nie bez powodu mówią, że nadzieja jest matką głupich, bo spojrzenie Aiki zmroziłoby nawet najgorętsze serce.
-Taka jest prawda, mamo. I nie mam wyrzutów sumienia, że ci o tym powiedziałam.- Niszczycielka zamilkła na ułamek sekundy, po czym dodała- Nie myśl tylko, że cię nie kocham. Jesteś moją matką i nic nie jest w sanie sprawić, że przestanę cię kochać.
Dziewczyna odwróciła się i odeszła, pozostawiając kobietę samej sobie.  

Aika usiadła na fotelu w salonie. Wbiła wzrok w przestrzeń i czekała. Wcześniej poszła do pokoju Mari, ponieważ myślała, że przyniesie jej to ulgę, że pozbędzie się tego dziwnego uczucia i nie pomyliła się. Wiedziała, że musiała w końcu to z siebie wyrzucić. Inaczej ten żal, który głęboko zakorzenił się w jej sercu, zniszczyłby ją. Miała świadomość tego, że zadała swej matce niewyobrażalnie bolesny cios, ale nie czuła się winna. Teraz czekała ją jeszcze jedna, prawdopodobnie nieprzyjemna rozmowa. Pokręciła głową i  wstała. Przeszła się po salonie, nie wiedząc co ze sobą począć. Zastanawiała się, dlaczego wciąż nie ma Jonathana.
-Pewnie stchórzył.- mruknęła pod nosem.
Wróciła na fotel i położyła się w poprzek niego. Przymknęła oczy i wsłuchała się w ciszę. Czy to normalne, że czuła się tak spokojna? Nie. Na pewno nie… Jeszcze niedawno nie zdobyłaby się na to, by wyznać matce, że uważa ją za egoistkę, a nawet jeśli, to pewnie od razu poszłaby błagać ją o wybaczenie. A teraz? Nawet jej to przez myśl nie przeszło. Łzy, które spływały po policzkach Mari nie wywołały w niej żalu. A przecież była to jej matka! Kobieta, która ją urodziła, wychowała… kobieta, której przysięgała, iż się nie zmieni…
-Mówi się trudno, są przysięgi, których nie sposób dotrzymać…- blady, chłodny uśmiech pojawił się na jej twarzy.
Z sekundy na sekundę czuła się coraz bardziej śpiąca. Przez chwilę przeszło jej przez głowę, by wrócić do swojego pokoju, ale nie miała siły by zmusić się do wstania. Nawet nie zorientowała się, w którym momencie spłynął na nią sen. 

<***>
Witam!
Dzisiejszy rozdział chciałabym zadedykować Ayi (tylko dla własnego dobra, nie czytaj tego w autobusie xD). Oczywiście pragnę też podziękować za wszystkie komentarze, jakie do tej pory pojawiły się na blogu. Jesteście kochane i naprawdę mnie mobilizujecie. ;*
Tak… co ja miałam? Aha, już wiem. Chciałam powiedzieć, że za tydzień pojawi się 2 „Pokuty”. Następny, XVI rozdział jeszcze piszę, ale mam już wstęp i teraz w szkole (nareszcie po egzaminach!) będę miała podobno trochę luzu, także postaram się względnie szybko napisać.

Pozdrawiam- Andzik

27 komentarzy:

  1. *O*
    Przeczytane (na szczęście nie w autobusie, Bogu dzięki, serio). Jestem rąbnięta, wiem, ale o Hiroshim mogłabym czytać bez przerwy! Porządny komentarz napiszę, gdy w wolnej chwili usiądę przy laptopie, ale już teraz chcę Ci za rozdział podziękować <3 Dobra, pisanie na komórce nie należy do wygodnych, więc na chwilę obecną kończę i zapraszam na nowy rozdział VN :*

    OdpowiedzUsuń
  2. No dobra, zamiast wziąć się za sprzątanie, prasowanie, naukę niewdzięcznych kanji (pięciuset czterdziestu! ;( ) bądź czytanie książki na historię Japonii, biorę się za względnie porządny komentarz. Kurczę, sprawdziłam, kiedy opublikowałaś poprzedni rozdział i okazało się, że nie jestem nienormalna, lecz faktycznie dodałaś go wieki temu! Ileż można czekać, ja się pytam? Liczę na to, iż rzeczywiście będziesz miała teraz więcej wolnego czasu i spożytkujesz go we właściwy sposób <3 Bardzo się cieszę, że już za tydzień będzie można przeczytać coś nowego, ale oczywiście (nie)skrycie marzę też o tym, by w najbliższej przyszłości ukazał się również nowy rozdział Whispera ;)
    Na wstępie (powiedzmy) chcę podziękować za dedykację :) Zawsze jest mi bardzo miło, gdy ktoś o mnie pomyśli w chwili dodawania rozdzialiku ^^

    *musi iść na pocztę i do sklepu, a co za tym idzie - przerwać pisanie komentarza; zastanawia się, ile takich przerw jeszcze będzie zmuszona zrobić*

    *niemal godzinę później* Ech, mama nie da człowiekowi w spokoju opinii napisać -.-‘ No ale nic to, takie życie.

    Ciężko tak udawać, że wszystko jest w porządku i ukrywać prawdę o świecie przed niczego nieświadomymi zwykłymi ludźmi. Pisząc VK, byłam z tym tematem mocno związana (Aya i niewtajemniczona jeszcze Kao), teraz po części przejawia się to u nas w więzi między Aiką i Misaki oraz Aiką i Tamakim… To wszystko jakoś tak skłania do refleksji. O czym powinniśmy uświadamiać bliskie nam osoby, co lepiej przemilczeć? I tak dalej. Oczywiście na miejscu Aiki też niczego nie powiedziałabym Rice. Ale cóż, przez te wszystkie wydarzenia, które zburzyły świat Aiki, dziewczyny się od siebie oddaliły. Myślę, że to nieuniknione, przynajmniej na jakiś czas, ale może nawet na zawsze… Bądź co bądź musi być ciężko żyć niejako w dwóch światach. Ale to słodkie, że Rika martwi się o Aikę i chce ją jakoś „obudzić”, że się tak wyrażę. Choć gdybym była na miejscu Aiki, nie wiem, czy by mnie to przypadkiem nie denerwowało i czy nie wolałabym odgrodzić się od większości „zwyczajnych” znajomych.
    Heh, trochę to zabawne - kolejny nowy uczeń trafia „przypadkiem” do klasy Aiki :P No ale gdzieżby indziej miał wylądować Haruo? Nie wiem, co o nim myśleć. Z jednej strony wkurzający, z drugiej w jakiś sposób zabawny. A Rika to mnie rozbroiła tymi swoimi fantazjami na temat przyszłości xD W sumie to nie byłby taki głupi pomysł xD Tylko się zastosować i byłoby prawie życie jak w Madrycie (z naciskiem na „prawie” xD). Dobra, żarty na bok. Haruo będzie miał twardy orzech do zgryzienia, skoro chce walczyć o Aikę. Niełatwo zdobyć dziewczyny tego typu. Z drugiej strony, odrobinkę przypomina mi to sytuację Ayi i Hiroshiego, a Aya, jak widać, przekonała się do niego (ach, kto by się nie przekonał? <3 no dobra, pewnie prawdziwa ja, bo znając życie odrzuciłabym go jak wszystkich, którzy się do mnie zbliżą i czegoś ode mnie chcą -.-‘).

    Jak dobrze, że Aika wygadała się Ayi. Duszenie wszystkiego w sobie jest okropne i bolesne, a skoro Rice nie może tego wszystkiego powiedzieć… Fajnie, że dziewczyny się zakolegowały, myślę, że to przyda się im obu. Swoją drogą, świetna sprawa tak móc komuś zaufać, mając po prostu pewność, iż to, co się powie, nie „wypłynie” dalej. Tym bardziej, że dziewczyny znają się w sumie od niedawna.
    Ech, naprawdę strasznie mi żal Aiki. Może po części te uczucia faktycznie mają związek z Instynktem, ale raczej nie tylko z nim. Tak szczerze, kto by się nie czuł skrzywdzony i olany, gdyby jedyna rodzina postanowiła nagle go opuścić? :/ Powody powodami, ale nie zostawia się tak drogich nam osób samym sobie, szczególnie, jeśli są one dziećmi, a Aika, co by nie powiedzieć, jest dzieckiem. Tymczasem musi sobie ze wszystkim radzić niemalże sama. Przykre, doprawdy…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hoho, Aya faktycznie nie potrafi kłamać (ja też nie umiem). Ale to takie prawdziwe… Mówić, że wszystko jest w porządku, nic się nie stało, owijać w bawełnę… Głupie to, bo głupie, ale jakże ludzkie!
      Mimo wszystko dobrze, że choć ogólnie przedstawiła Aice swą sytuację. Jakby nie patrzeć, Aika również jej się zwierzyła, więc byłoby nie w porządku, gdyby ona zachowała wszyściuteńkie swoje problemy dla siebie.
      Nie dziwię się ani trochę Aice i Ayi, że „chciały to wszystko zakończyć”. Ja też bym chciała. W życiu bywają chwile, w których człowiek się załamuje i stwierdza, że dalej nie da rady. Czasem powody są naprawdę poważne, innym razem pozornie błahe, ale psychika jest psychiką i podpowiada różne rzeczy. *wie z własnego doświadczenia* Niemniej jednak, jeśli mamy kogoś, na kim nam zależy, trudno byłoby ze sobą skończyć. My może byśmy się uwolnili (choć niekoniecznie, patrząc na sprawę przez pryzmat Kościoła), ale rodzinie i/lub przyjaciołom sprawilibyśmy ból, który, być może, nigdy by nie zniknął. Czy mamy prawo niszczyć innym życie w taki sposób? Nie sądzę. Samo w sobie jest już dostatecznie ciężkie.
      Dlatego też okropne jest to, co zrobiła Mari. Lubię tę postać i w ogóle, ale naprawdę nie rozumiem, jak mogła zrobić swojej ukochanej córce coś takiego - i to na dodatek w takim momencie w jej życiu, w którym doprawdy niesamowicie mocno jej potrzebowała…
      „Aya w duchu odetchnęła z ulgą. Naprawdę nie przychodziło jej do głowy, co mogłaby powiedzieć Aice, a nie chciała udzielić jej odpowiedzi, której potem by żałowała.” - Rety, to takie w moim stylu. Zawsze jestem zakłopotana, gdy teoretycznie wypadałoby coś powiedzieć, ale w głowie pojawia się wtedy pustka. Czasem nie wiadomo, czy kogoś pocieszyć, zganić za to, że myśli bądź postępuje w zły sposób, wspólnie ponarzekać czy może zmienić temat albo w ogóle się nie odzywać? To naprawdę ciężkie. Nie jestem stworzona do kontaktów międzyludzkich, serio…
      „Przez moment chciała wspomnieć jej o Hiroshim, ale nie wiedziała, jak to wszystko ująć. Nie chciała, by szatynka zrozumiała ją jakoś na opak.” - Kolejne zdanie pod tytułem „Zapewne zrobiłabym to samo”. W sumie Twoja Aya naprawdę jest podobna do mnie pod wieloma względami. Tyle że mimo wszystko ma w sobie więcej dobroci, troski o innych, co, jak już wspominałam, było częścią raczej dawnej mnie. A jeszcze nawiązując do zacytowanych zdań: jejku, trudno tak gadać o sercowych sprawach, jeśli dotyczą mnie, a nie kogoś innego. ^^’ Dlatego też dobrze mi jest tak, jak jest obecnie, czyli: żadnych facetów! ;)

      Biedna Fia, nawet szkoła ją ominęła przez tę całą Jennifer :/ Nie żebym lubiła szkołę, ale to raczej coś, przez co powinno się przejść, chociażby po to, by wyrobić sobie jakąś opinię na temat ludzkości (w skrócie mój wniosek przedstawia się w słowach: „otaczają mnie idioci”).
      Ale mnie zastrzeliłaś z tym mężem Jennifer. Nie dość, że dziewczyna wyszła za mąż w wieku czternastu (!) lat, to jeszcze za wampira? I, co po części za tym idzie, faceta o tyle lat starszego? Masakra.
      Tak jak i Aika, zdziwiłam się, że Fia nagle się trochę otworzyła. Oby tak dalej! ^^
      Szlag by mnie trafił, gdyby ktoś mnie śledził -.- Ale w tym przypadku dobrze, że to nie o Fię chodziło, dość już dziewczyna przeszła, choć zapewne jeszcze niejedna trauma w życiu ją czeka :/ Swoją drogą, nie wiedziałam, że mieszka tak blisko! Dziewczyny będą mogły się odwiedzać i zaprzyjaźnić, jeśli chcą ^^ Dać jeszcze Ayę do spółki i byłoby trio psiapsiółek (ale to brzmi, dramat, ale nie mogłam się powstrzymać xD). W każdym bądź razie dobrze, że Fia wróciła do domu. Rodzice naprawdę musieli od zmysłów odchodzić ;_;

      *i oto właśnie w najlepszym (rozdziałowym) momencie przerywa jej Kao, wzywając na burzę mózgów* Buuu! ;(

      Usuń
    2. *zbyt długi czas później* Ja chyba nigdy nie dokończę tego komentarza… Piszę go od mniej więcej jedenastej, a wciąż coś/ktoś mi przerywa. A tymczasem końca nie widać!

      *serducho jej wali, bo ma skomentować „swój” fragment* Andzik, wiesz, że Cię kocham, nie? Naprawdę się cieszę, że nie czytałam tego w autobusie czy w pociągu, a nawet, czytając początek tej scenki, stwierdziłam, że Hiroshi podziała na mnie tak jak zwykle, więc zamiast kontynuować czytanie w kuchni, w której przebywali też mama i brat, ewakuowałam się na tych kilka chwil do swojego pokoju. Gdybym tego nie zrobiła, musiałabym się tłumaczyć z niekontrolowanego uśmiechania się i reszty ochów i achów ^^’
      Hahah, Aya jest komiczna! Ale miałabym podobne wątpliwości. Pewnie, trzeba podziękować, ale kto tam wie, co takiemu „psychopacie” (xD) przyjdzie do głowy? Ale, kurczę, niezły przełom: chyba to pierwszy raz, kiedy to Aya wychodzi z inicjatywą, jeśli chodzi o spotkanie/rozmowę/cokolwiek z Hiroshim, nie? ^^ Niachu-niach! <3
      Ej no, po takim powitaniu i stwierdzeniu (połączonym z tym „nieudolnie krytym uśmiechem”!) „W końcu nie po to trzy razy zabierałaś się za pukanie, żeby teraz stać na werandzie.” zapadłabym się pod ziemię ;_; Jeny, nie wiem, co bym zrobiła na miejscu Ayi. Wiem, to głupie, ale zastanawiam się nad tym i chyba jednak bym padła ze wstydu i w ogóle ;_; No więc brawa dla Ayi, że zamiast umrzeć na zawał czy coś, przyjęła zaproszenie i weszła do domu xD
      Boziu, no i nie wiem, co mam teraz napisać. Tysiące słów kłębiło mi się w głowie, ale jak przychodzi do tego, by się nimi podzielić, to, no cóż, pierzchły gdzieś (okrutne!). Nie no, Hiroshi jest tak cudownym człowiekiem, że to się w głowie nie mieści. Nie wiem, z jednej strony chciałabym kogoś takiego, ale z drugiej, niemal na pewno i tak bym taką osobę w jakiś sposób odrzuciła. Ze strachu, z niepewności i tak dalej… No ale dobra, znów gadam o sobie zamiast o opowiadaniu, przepraszam. :/
      No dobrze, nie dziwię się Ayi, że się zestresowała i chciała uciec. To też takie ludzkie i pasujące do osób o podobnym do niej charakterze (choć w sumie nie tylko), że ucieka się od problemów, niewygodnych sytuacji, od tego, co wywołuje w nas uczucie niepewności i tego, że nie panujemy nad tym, co się dzieje. Niby wiadomo, że powinniśmy starać się radzić sobie w każdym momencie, ale to naprawdę niełatwe i często łatwiej się po prostu poddać… I tu ratuje Ayę Hiroshi (w sumie po raz kolejny, choć tu w innym znaczeniu): otóż nie daje jej uciec. Nie mam tu tylko na myśli ucieczki od niego, ale od życia i świata, można tak powiedzieć. Gdyby nie on, chciałaby właśnie żyć sobie w samotności. Może miałaby wówczas spokój (choć niekoniecznie), ale wątpię, by w ten sposób stała się szczęśliwa. I tu aż się proszą o napisanie historie z życia wzięte, ale podaruję sobie uzewnętrznianie się bądź co bądź publicznie. W każdym razie to niesamowite, jak jedna osoba może zmienić podejście innej do… w sumie do wszystkiego.

      Usuń
    3. Ale, ale, wybiegłam trochę naprzód. Nie no, to wszystko było takie słodkie, że miałam ochotę jednocześnie uśmiechać się (to akurat robiłam, szczerząc się do komórki) i płakać (udało mi się powstrzymać, wiedząc, że zaraz będę musiała iść na śniadanie, a trudno byłoby się wytłumaczyć z czerwonych plam na całej twarzy). Uśmiechać, bo to piękne i cudowne (kto by nie marzył o takiej chwili?), a płakać, bo to tak wzruszające i, no cóż, w moim przypadku nierealne. Nie żebym zmieniła nastawienie i nagle zachciało mi się faceta. Po prostu jakoś tak mi się przykro zrobiło. Jak się pomyśli o tysiącach bohaterów książek, opowiadań, filmów i tak dalej, co rusz przychodzą na myśl zacne chwile uniesienia, bajeczna miłość, szczęśliwe zakończenia i tym podobne, a życie tak nie wygląda. Znaczy niektórym może się zdarzają namiastki takich historii, ale raczej nielicznym, tak myślę. Dobra, znowu bez sensu filozofuję, przepraszam, ja chyba naprawdę nigdy nie skończę tego komentarza! x_x Jeśli dasz radę go przeczytać w całości, będę pod wrażeniem.
      Nie no, dobra, poddaję się, nie umiem tego opisać tak, jak bym chciała. W skrócie: scenka była przecudowna, Hiroshi jest wspaniały i dalej uważam, że to najbardziej udana postać. Po prostu ocieka jakimś takim optymizmem, ale nie przesadzonym i… nie wiem no, jest cudny i tyle. Inteligentny, przystojny, silny, przyjazny, zabawny (ale też poważny, jeśli trzeba), oryginalny… No ideał ;_; Naprawdę bardzo Ci dziękuję za takiego boya, za wszystkie scenki z nim, które, nieważne, ile razy bym ich nie czytała, poprawiają mi humor. Coś w tym jest, że człowiek wpada w stan euforii, czytając „o sobie” w sytuacjach, które nigdy mu się nie przydarzą. Nie umiałabym żyć bez książek i wyobraźni. Przecież bez tego rzeczywistości nie dałoby się znieść…

      Dobra, spróbuję się streścić z tymi ostatnimi scenkami, bo jak tak dalej pójdzie, napiszę komentarz dłuższy od samego rozdziału -.-
      Scenka w domu Sora była nieziemska! Relacje matka-syn, te wszystkie teksty - rozbrajające. Ale dobiły mnie słowa Miho: „Jeśli chcesz mu przegryźć tętnicę, to nie ma sprawy, ale na Boga! Nie tutaj, ten dywan był naprawdę drogi!” Nie ma co, porąbany system wartości xD Ogólnie jestem baaardzo ciekawa, jak poprowadzisz wątek Aiki i Haruo! Będzie się działo (mam nadzieję)! :D

      *kolejna przerwa, tym razem na obiad*

      Usuń
    4. *po powrocie* Tym razem chcę już dotrzeć do końca… *mówi jak w amoku* Co do scenki z Lucyferem (nadal go nie lubię) - jakoś tak miałam mały niedosyt, szybko poszło xD Ale może to tylko moje wrażenie. W każdym bądź razie fajnie, że Aika odnalazła tę moc. *od razu przychodzi jej na myśl „Mam tę moc” z „Krainy Lodu”*

      Cóż, ostatnie scenki były… przykre, co tu dużo mówić. Ale naprawdę nie dziwię się Aice, że to wszystko powiedziała, bo, jakby nie patrzeć, rzekła prawdę. Jest mi też żal Mari, serio, ale w tej sytuacji stoję po stronie Aiki. Na jej miejscu byłabym załamana i wściekła. I doprawdy nie wiem, które z tych uczuć byłoby silniejsze… Dobrze jednak, że Aika zaznaczyła, iż mimo wszystko nadal kocha Mari. W końcu mają tylko siebie, są rodziną, a takich więzi nie powinno się zrywać.
      Te ostatnie akapity… Czułam się trochę, jak gdybym czytała o sobie. Ten chłód, niewzruszenie… Kiedyś były mi obce - tak jak Aice - a teraz to właściwie codzienność. Okropne, ale prawdziwe.

      Dobra, kończę już, bo zaraz umrę, a do tego Kao jęczy, że tak długo piszę komentarz zamiast VN. Rozdział uważam za bardzo udany (nie tylko przez wzgląd na Hiroshiego :P). Może jestem nienormalna, ale niektóre fragmenty naprawdę skłaniały do refleksji, choć raczej nie było to Twoim zamiarem (a może? nie mnie to wiedzieć ;) ). Dziękuję Ci za niego i, jak już wspominałam, liczę na rychłą kontynuację! Ty masz egzaminy za sobą i możesz się wyluzować, zaś dla studentów najgorsze przed nami T^T Dlatego byłabym wdzięczna za jakiekolwiek podnoszące na duchu wiadomości (czyt. wiadomości o nowych rozdziałach <3)… A zresztą, co ja się będę powstrzymywać, skoro masz teraz luz, to mogę Cię męczyć o nowości, ile zechcę xD *chichocze złowrogo i zaciera rączki*
      Ok, koniec. Przepraszam za ten referat (ciekawe, na ile części będę musiała go podzielić). Nie mam siły sprawdzać, jakie głupoty napisałam, więc liczę na to, że nie umrzesz przeze mnie ze śmiechu albo coś. Za ewentualne błędy przepraszam. Buziaki! ;*

      Usuń
    5. O Boziu. Jestem nienormalna, jak można pisać tak długie komentarze?! Zdecydowanie za dużo weny mam ostatnio. Zbyt długo pościłam, jeśli chodzi o pisanie, to widać ;_; Do tego Suzu nic nie publikuje, więc muszę znaleźć ujście u Ciebie ^^'

      Usuń
    6. O. Mój. Boże. :O
      A-Aya! To najcudowniejszy komentarz jaki w życiu dostałam! Ja... Nie wiem co powiedzieć... Kurczę, ręce mi się z wrażenia trzęsą, zaraz komórkę upuszczę xD
      Rzeczywiście, chciałam odrobinę skłonić do przemyśleń, ale nie pomyślałam, że ktoś się w to tak wkręci...
      W ogóle, nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak bardzo poprawiłaś mi humor i jak cieszy mnie Twoja opinia! Jestem pod wrażeniem, że chciało Ci się tyle pisać! Nie no... Naprawdę nie wiem co jeszcze mogłabym powiedzieć... Mogę obiecać, że XVI będzie powstawał w ekspresowym tempie (chyba po takiej motywacji nie mam innego wyjścia, prawda?)!
      Z całego serca dziękuję za komentarz!

      Pozdrawiam- Andzik

      Usuń
    7. Ojejku, cieszę się, że to... coś Ci się podobało (bo to już chyba wykracza poza granice ogólnego słowa "komentarz" xD)!
      Ano ja się wkręcam czasem w najmniej spodziewane rzeczy. Taki mój urok (?) ^^
      Huhu, jeśli faktycznie Cię zmotywowałam, uszczęśliwiłam i obiecujesz, że rozdział XVI szybko doczeka się powstania i publikacji, to warto było spędzić pół dnia na pisaniu tego referatu <3
      Nie ma za co, cała przyjemność po mojej stronie ;)

      Usuń
  3. Dzięki za info!

    Co najmniej trzy razy o mało nie walnęłam głową w laptopka! Serio! Pierwszy raz: Haruo (?) Sora i Aika. Drugi raz: Hiroshi i Aya. Trzeci raz: LUCYFER.
    Ale po kolei... ten syn Miho Sory... Co za palant! Takich jak on to ja zjadam na śniadanie... Z chęcią utarłabym mu nosa... Ale zostawię to Aice :D
    No i sama Miho Sora! "-Stop!- zawołała Miho, zeskakując z biurka- Jeśli chcesz mu przegryźć tętnicę, to nie ma sprawy, ale na Boga! Nie tutaj, ten dywan był naprawdę drogi!- zwróciła się do dziewczyny." No WTF ja się pytam????? o.O Co za dziwaczna kobieta!

    Hiroshi jak zawsze słodki. Pasuje do Ayi jak... No nie wiem... Druga połówka jabłka? Pomarańczy? Czegokolwiek, ale do niej pasuje. Zdecydowanie to moja ulubiona para!

    No i wisienka na torcie... Choć pojawił się na minutę (dosłownie) to ah... chyba wszystkie jego fanki się rozpłynęły... Lucyfer i to jak go sobie wyobrażamy... Głęboki głos. Obezwładniający magnetyzm. Mmm...

    Cóż, na zakończenie dodam, że sama mam zastój w pisanie (część rozdziału napisałam, a potem... nic ;/ wstyd się nawet przyznawać!).

    Pozdro i weny!
    K.L.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :*

      Cóż, Niszczyciele są... specyficzni ^^ A Haruo za każdym razem, gdy o nim piszę, wnerwia mnie nieziemsko! Jest zbyt pewny siebie jak na mój gust... A Aika z pewnością utrze mu nosa, o to się nie martw! ;)

      Hiroshi... Kolejny ulubieniec xD Zamierzałam go na początku zabić, ale Aya się przywiązała i chybaby mnie ukatrupiła, gdybym zrobiła mu krzywdę...

      Wiesz co... Jesteśmy jego jedynymi fankami xD Ale to dobrze, tym więcej go dla nas ;*

      Mam nadzieję, że wena szybko do Ciebie wróci ;)

      Pozdrawiam-Andzik

      Usuń
    2. Ż-że co zamierzałaś zrobić?! D: Jak ma umrzeć, to ja razem z nim! </3

      Usuń
    3. Zamierzałaś zabić Hiroshiego?? o.O Hm... Aya, naprawdę cieszę się, że aż tak go lubisz!

      Ja też mam taką nadzieję ;)

      Usuń
    4. Spokojnie... Nie zabiję go! Przecież jeszcze nie doczekaliście się domku na wsi i dwunastki dzieci! XD

      Usuń
    5. Hihi, ale by było xD *uśmiecha się na samą myśl o czymś takim*

      Usuń
    6. No ta... A biedna ciotka Aika musiałaby wesołą gromadkę niańczyć, bo mamusia z tatusiem byliby zajęci... czymś innym xD

      Usuń
    7. Jeny, do czego ta rozmowa zmierza? xD Chociaż w sumie... xD

      Usuń
    8. Zmierza do romantycznych spacerów po cmentarzach wśród świateł zniczy i kwitnących chryzantem xD
      W sumie, to czemu nie, co? xp

      Usuń
    9. Nie ma to jak oryginalne randkowanie :D Choć moja siostra z przyjacielem też na spacery się na cmentarz wybierała...
      A żebyś wiedziała xD

      Usuń
    10. Wiesz, u mnie tylko słowo. Chcesz oryginalną randkę- masz oryginalną randkę xD
      Bo na cmentarzu jest romantycznie! Oświetlenie, kwiaty, klimat...

      Usuń
    11. Niczym wróżka spełniająca życzenia xD
      ... i duchy, i inne takie... xp

      Usuń
    12. No ba (hm... Wróżka Andzik... Będę konkurencją dla Wróżbity Macieja!)! A jakby tego było mało w czasach, w których wszystko ma swoją cenę, u mnie pierwsze dziesięć życzeń jest gratis!
      Czy można sobie wyobrazić bardziej romantyczne miejsce? XD

      Usuń
    13. Hoho, nie ma to jak dobra reklama xD
      Romantyczno-przerażające chciałaś powiedzieć? xD Oj, trochę bym się jednakowoż bała latać w środku nocy po cmentarzu. Chociaż z Hiroshim to w sumie inna sprawa xD

      Usuń
    14. Wiecie co? Moja kumpelka z LO na swoją pierwszą randkę z chłopakiem poszła na cmentarz. A inna postanowiła hajtnąć się w gotyckim stylu, w czarnej sukni itepe. Tak więc-nic mnie nie zdziwi xD
      Hm... Więc zabijesz Hiroshiego jak już będzie miał dzieci???

      Usuń
    15. Ja będę miała piękny pogrzeb w gotyckim stylu (bo na wesele się nie zapowiada)... Już wszystko zaplanowałam. Jeszcze tylko mowy pogrzebowej nie ułożyłam.
      Oj, no nie wiem jeszcze... Jego chciałam zabić wcześniej, ale teraz mam już tyle nieszczęść zaplanowanych (aż do epilogu!), że Hiroshiemu mogę chyba darować.

      Usuń
    16. Heh, a ja nie planuje za mąż wychodzić ;) To tylko Aya wydała mnie za mąż xD
      Pogrzeb?? Cóż, moje jedyne życzenie co do pogrzebu to by mi na grób przyniesiono róże, obojętne w jakim kolorze... No i planuje ułożyć sobie jakieś epitafium.
      Cóż, osobiście bym się ucieszyła, gdybyś darowała mu życie... A sądzę, że Aya byłaby z tego powodu wniebowozięta xD

      Usuń
    17. No nie, teraz na pogrzeby temat zszedł? xD Młode jesteśmy, nie myślmy o tym :P Ja tam jakichś preferencji co do tego nie mam. A ślubu nie planuję. A Ciebie, Kiran, w sumie bardziej Kao wydała za mąż :P Ze względu na Keia to ona głównie zajmowała się Twoją postacią.
      Daruj, daruj! Znaczy wiesz, możemy sobie pocierpieć (xD), ale mimo wszystko... xD Czekam na ten domek na wsi i dwunastkę dzieci *tarza się ze śmiechu*

      Usuń