niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział XIV



Jak na tę porę roku, noc była piękna. Księżyc wyglądał zza czubków drzew, a towarzyszące mu gwiazdy, rozrzucone po całym niebie, błyszczały jaśniej niż kiedykolwiek. Na ziemi ścielił się dywan delikatnej mgły, a chłodny wiatr tańczył z wierzchołkami drzew i delikatnie muskał skórę. Nawet wspomnienie snu, w którym przed tysiącami dźwięków uciekała na tę polanę nie było w stanie zburzyć jej spokoju.  Ukryta w cieniu, wpatrywała się w niebo, zupełnie zapominając po co tu przyszła.
-Dla takiego widoku warto żyć, prawda?- wyszeptał jej na ucho.
Jej usta ułożyły się w zabarwiony odrobiną melancholii uśmiech i nie odwracając spojrzenia od gwiazd rzekła:
-Kiedyś bez wahania bym przytaknęła, ale teraz? Sama nie wiem. Ten świat jest pełen cierpienia, a naszym jedynym pocieszeniem jest rozgwieżdżone niebo… lecz nie możemy go dosięgnąć, a z nadejściem świtu znika, zostawiając nas na pastwę złego losu.
-Pan Bóg jest okrutny, dając wam jedynie lichą, nic nieznaczącą garść gwiazd.
-Być może dla ciebie nic nie znaczą… ale wielu tylko dzięki urodzie tych gwiazd wciąż żyje.- odszepnęła- Lecz nie o gwiazdach chciałam z tobą rozmawiać.- przymknęła powieki i wzięła głęboki oddech, rozkoszując się ciszą, która nastała.
Powoli odwróciła się do niego i otworzyła oczy.
-Miałeś rację, podjęłam decyzję.
-Jaką moja droga, jaką?
-Nie tak szybko.- uśmiechnęła się subtelnie.
Odeszła od niego kilka kroków. Księżyc okrył jej sylwetkę srebrzystym blaskiem, a wiatr porwał do tańca materiał jej sukni. W spojrzeniu dziewczyny było coś niezwykłego, jakby gwiazdy, którym niedawno z taką dokładnością się przyglądała dodały jej siły.
-Co ty knujesz, moja droga?  
Gdy Władca Piekła wyłonił się z cienia, jej serce niespokojnie zadrżało. Zatopiła oczy w jego niesamowicie szarych tęczówkach i już wiedziała, że wpadła w pułapkę. Sprawdzał ją. Badał jak długo jest w stanie opierać się jego magii. Dopóki nie znalazł się na wyciągnięcie ręki, nie mogła odwrócić wzroku. Jej serce na przemian to zamierało, to tłukło się w piersi jak oszalałe. Przymknęła oczy i biorąc oddech, który miał przywrócić równowagę w jej duszy, rzekła:
-Zanim ci powiem, musisz mi coś obiecać.
Lucyfer uśmiechnął się z nutą rozbawienia.
-Muszę?
-Tak. Musisz.
Teraz, gdy wyrwała się z jego sideł, jej głos brzmiał pewnie, a spojrzenie pozostawało niewzruszone.
-W takim razie, czego sobie moja pani życzy?
Wyciągnął rękę, by pogładzić muśnięty delikatnym światłem gwiazd policzek, lecz zanim dotknął jej skóry, zacisnęła dłoń na jego przegubie.
-Chcę byś wreszcie przestał mnie mamić, bo to nic nie da. Ta cała twoja magia, te na pozór czułe gesty nie zamydlą mi oczu. Nie masz duszy, taka jest prawda.
-Kto by pomyślał, że moja słodka, przerażona Aika ośmieli się tak do mnie mówić?- zapytał, mierząc ją spokojnym spojrzeniem- Choć ranią mnie twe słowa, dziś mogę ci to obiecać.- skinął głową.
Dziś tak, ale jutro już nie, zgadza się? pomyślała, lecz nie powiedziała tego na głos. Westchnęła tylko i spojrzała gdzieś w bok.
-Ta słodka, przerażona dziewczyna umarła, a ta, którą teraz jestem, doskonale wie, że nic nie jest w stanie cię zranić. Wszystko co mówisz i robisz ma na celu zrealizowanie twego planu. Teraz, kiedy to sobie wyjaśniliśmy, możemy przejść do interesów.- przerwała, by spojrzeć w jego szare oczy- Trzeba wyznaczyć granice.
Chytry uśmiech na jego twarzy pojawił się i zniknął w ciągu sekundy.
-Powiedz mi, co proponujesz?
-Za odpowiednią zapłatę, jestem gotowa zrobić wiele…
-Ale nie wszystko, zgadza się?
Przytaknęła.
-A więc zamieniam się w słuch.- uśmiechnął się nikle, patrząc jej w oczy.
-Nie zmusisz mnie do zrobienia czegoś, co będzie niezgodne z moim sumieniem.
Zastanawiał się nad jej słowami przez chwilę, może dwie, po czym skinął głową i rzekł:
-Rozumiem, że nie odpowiadała ci moja wcześniejsza propozycja, więc powiedz, czego oczekujesz w zamian?
Położyła dłoń na jego sercu (czy też w miejscu, w którym powinno być, bo miała wątpliwości, czy na pewno dalej się tam znajduje) i wyszeptała:
-Obiecywałeś mi swoje serce, jednak ja wiem, że go nie dostanę, a skarby tego świata nie mają dla mnie żadnej wartości. Pozostaje mi tylko to, czego zapragnę. A pragnę niewiele.- wzięła głęboki oddech- Po pierwsze, zapewnisz mi nietykalność. Po drugie, pozwolisz mi zachować ludzkie życie. Po trzecie, każdą moją prośbę, oczywiście w miarę możliwości, postarasz się spełnić. A po czwarte… pomożesz mi opanować moją moc.
Kiyokuro spojrzała na niego z uwagą, chcąc odnaleźć jakiekolwiek oznaki napięcia na jego twarzy, lecz ta, jak zawsze, była idealnie chłodna.
-Dostaniesz to, czego chcesz.
-Jaką mam pewność, że nie kłamiesz?
-Musisz mi zaufać.- oznajmił z czarującym uśmiechem.
Zarzuciła mu ręce na szyję i zaglądając głęboko w jego oczy spytała:
-Co jeśli ci nie zaufam? Nic i nikt nie potwierdzi twoich słów. Nie mam żadnego świadka, mam jedynie twoją obietnicę, której z łatwością możesz się wyprzeć.
-Nie masz wyjścia, musisz. Nigdy nie wypieram się swojej przysięgi, a twoim świadkiem… jest księżyc.
Westchnęła cicho. Wcale nie podobało jej się to, że na dowód, iż zawarli umowę ma tylko jego słowo, ale miał rację, nie miała wyjścia, musiała przystać na jego warunki. Podniosła głowę w stronę nieba. Rzeczywiście, księżyc. Wyglądając zza drzew, widział wszystko. Ilu układów był świadkiem? Ile zbrodni widział? Jak wiele krwi zostało przelanej w jego świetle? Mógł wyjawić wszystkie sekrety skrywane przez morderców i spiskowców, ale mimo swej wiedzy, nie zbliżył się do ziemi, by szepnąć któremuś z przechodniów choć słowo o okrucieństwie, które ujrzał. Miała pewność, że wiecznie dumny, wiecznie milczący świadek i tym razem nie zrobi wyjątku i również będzie milczał.  
-Cóż, kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.- powiedziała, a jej twarz przyozdobił tajemniczy uśmiech.
Nawet ciche pohukiwanie sowy, nawet wiatr szelestem liści, nie ośmieliły się przerwać ciszy, która nastała. Lucyfer w milczeniu przyglądał się Kiyokuro. Żaden szczegół nie umknął jego uwadze. Widział łagodne rysy twarzy, mleczną cerę pozbawioną chociażby delikatnych rumieńców, błysk w oku, cienie czarnych rzęs, padające na policzki i pełne usta ułożone w niepokojący uśmiech. Im dłużej się jej przyglądał, tym większą miał pewność, że nie kłamała. Aika, którą przyprowadziła do niego Hurmiz, dziewczyna, która z przerażenia nie mogła wydusić z siebie słowa i pragnęła jedynie spokoju, umarła. Jej duszę pochłaniał mrok, a on nie mógł temu zapobiec. Teraz miała swój cel i dążyła do osiągnięcia go. Lecz co nim było? Tego nie wiedział. Nagle, choć uśmiech wciąż gościł na ustach Niszczycielki, jej oczy napełniły się podejrzliwością, a rysy nieco stężały. Uśmiechnął się i w odpowiedzi na nieme pytanie zawarte w jej spojrzeniu rzekł:
-Zastanawiam się, co się z tobą stało? Co próbujesz osiągnąć?
-Postanowiłam maksymalnie wykorzystać swoje położenie.- powiedziała ze spokojem- A to, co zamierzam osiągnąć… cóż, powiedzmy, że to niespodzianka. W swoim czasie się dowiesz.
-Nie znoszę niespodzianek.- szepnął jej na ucho.
 Zatrzepotała rzęsami i uśmiechając się kokieteryjnie oznajmiła:
-Przy mnie będziesz musiał je polubić.
Oswobodziła się z jego objęć, po czym ucałowała go w policzek.
-Do zobaczenia.- wyszeptała i odwróciła się, by już po chwili zniknąć między drzewami.
Lucyfer uśmiechnął się do siebie i rozpłynął w mgle okrywającej polanę.
<***>
Palce dziewczyny delikatnie przesunęły się po srebrnobiałej klindze. Z szacunkiem i uwielbieniem patrzyła na swój oręż. Jego słodki ciężar sprawił, że na twarzy Niszczycielki zamajaczył uśmiech. Obosieczny miecz idealnie układał się w jej dłoniach.
-Raz rozbudzonego zła nie da się już uśpić…- wyszeptała, wpatrując się w ostrze.
Zaraz po powrocie do domu poprosiła Jonathana, by przyniósł jej broń. I od tamtej pory nie oderwała wzroku od miecza. Z początku zamierzała się do niego tylko przyzwyczaić, ale im dłużej trzymała go w dłoniach, tym większy zachwyt w niej wzbudzał.
-Broń ma to do siebie, że musisz ją pokochać. Nie możesz traktować jej jak zimnego kawałka stali. Musisz zaakceptować ją jako część siebie.- oznajmił Jonathan, stając w drzwiach- Ale najpierw zastanów się czy aby na pewno tego chcesz.
Spojrzała na niego i skinęła głową.
-Nie mogę dłużej być bezbronna.
-Nigdy nie byłaś bezbronna. Masz wielką moc, Aika.- odpowiedział z powagą i podszedł do niej.
Ostrożnie wsunęła ostrze do pochwy.
-Być może i nie byłam, ale tak się czułam. Nad mieczem mam pełną kontrolę, a ta moc wydaje się żyć własnym życiem i dopóki jej nie opanuję, nie mogę na niej polegać.
-W pewnym sensie masz rację.- kiwnął głową.
Odwrócił się, by wyjść, lecz nagle stanął w drzwiach.
-Prawie zapomniałem. Od jutra wracasz do szkoły.- wyciągnął coś z kieszeni spodni i wyciągnął dłoń w jej stronę- Proszę.
-Co to takiego?
Wzięła od niego kartkę i rozłożyła ją.
-Spis tematów, z którymi masz się zapoznać. Te zapisane zielonym atramentem masz powtórzyć na jutro.
-A-ale to prawie wszystkie!- wyjąkała.
Biologia, geografia, angielski, matematyka, historia, chemia… z miną cierpiętnicy wpatrywała się w kartkę. Sama chciałaś normalnych problemów- szepnął z odrobiną jadu. Och! Zamknij się! nakazała i złożyła listę na pół.
-Byłyby wszystkie, ale pani dyrektor zrobiło się ciebie szkoda i powiedziała, że na razie tamte możesz pominąć. Oczywiście, jak już dojdziesz do siebie, masz to nadrobić.
-Jonathan… a niby dlaczego zrobiło jej się mnie szkoda?- spytała, patrząc na niego podejrzliwie.
-Powiedziałem jej, że bardzo ciężko zachorowałaś, a że się nie przejęła, to dokładnie opisałem jej objawy twojej „choroby” i wręczyłem zwolnienie lekarskie.- prawie niedostrzegalnie wzruszył ramionami i spojrzał w bok, unikając jej spojrzenia.
-Jonathan, jakie objawy?
-Możliwe, że odrobinę przesadziłem…
-Jakie objawy?- syknęła, wbijając w niego twarde spojrzenie.
-Ogólne osłabienie organizmu, wysoką gorączkę, halucynacje, dreszcze, krwotok…- wymienił ze wzrokiem wbitym w podłogę- To chyba wszystko.
Boże, daj cierpliwość… pomyślała i odetchnęła głęboko.
-A powiedz mi, jak im wyjaśnię, że jeszcze niedawno byłam umierająca, halucynacje miałam, a jutro, jak gdyby nigdy nic, przybiegnę na lekcje?
-Postaraj się być przekonująca. Jakby ktoś pytał powiedz, że nie czujesz się jeszcze najlepiej.- znowu wzruszył ramionami.
-Zabiję cię…- westchnęła ciężko.
No pięknie… dlaczego on musi mieć taką wyobraźnie?
-Oj, nie przesadzaj. Przecież zawsze mogło być gorzej.     
-Fakt. Ech, a nie pytała co z moją mamą?
Oparła brodę na dłoni. Nie podobało jej się to wszystko
-Pytała. Powiedziałem jej, że wyjechała służbowo do Europy.
Odetchnęła z ulgą. Wcale nie uśmiechały jej się te kłamstwa, ale musiała przymknąć na nie oko. W końcu nie mogła wyznać nikomu prawdy.
-Mimo tych cudacznych objawów, spisałeś się. Arigato.- skinęła wdzięcznie głową.
-Nie ma za co.
Odwrócił się, by wyjść, lecz zatrzymał go głos Aiki:
-Jonathan, nie myśl tylko, że zapomniałam co mi obiecałeś. Dostarczyłeś mi na dziś dosyć zajęć, ale jutro już ci nie odpuszczę.- powiedziała na pozór obojętnie.
Jonathan tylko pokręcił głową z niezrozumieniem i wyszedł. Aika podniosła się ciężko, jakby rzeczywiście niedawno przeszła jakąś ciężko chorobę, po czym rozłożyła listę.
-I mam to swoje ludzkie życie.- mruknęła i zabrała się za szukanie potrzebnych podręczników.
<***>
-Śledzisz mnie?- spytała z chłodnym opanowaniem Aya.
Był środek nocy, a powracający koszmar nie dawał jej zasnąć, więc wyszła na spacer, łudząc się, że nocne powietrze odegna straszne wizje. Już od dłuższego czasu słyszała za sobą kroki, które idealnie dopasowały się do rytmu jej kroków i wyczuwała aurę, której nie byłaby w stanie pomylić z żadną inną, lecz szła dalej, nie dając po sobie poznać, że cokolwiek podejrzewa. Powoli odwróciła się, stając twarzą w twarz z Yoshiro Shirahime.
-Aya…- zaczął tym swoim niskim, łagodnym głosem, w którym brunetka od zawsze wyczuwała odrobinę gadziego jadu- To nie tak. Chciałem tylko z tobą porozmawiać. Przecież wiesz…
-Zamilcz.- poleciła, obdarzając go ostrym spojrzeniem szarych oczu.
Jego orzechowe oczy patrzyły na nią ze smutkiem, lecz wiedziała, iż to tylko maska. Grał rolę odtrąconego przez miłość swego życia, wrażliwego chłopca i niemal wszyscy mu w to uwierzyli. Niemal wszyscy. Niektórzy domyślali się, że to tylko pozory, ale ona na własne oczy widziała co skrywa pod maską. Tego widoku nie zapomni do końca swoich dni…
-Aya, błagam, wysłuchaj mnie. Przynajmniej ten jeden raz. Rozumiem, masz do mnie żal…
-Żal? O jakim żalu ty mówisz?! Ja cię nienawidzę, rozumiesz to?! Mdli mnie na twój widok, jedynym czego żałuję jest to, że takie ścierwo jak ty chodzi po tej ziemi. Uwierz, nic nie sprawiłoby mi większej radości niż twoja śmierć.- powiedziała z pogardliwym uśmiechem na twarzy.
-Aya, ja wiem, że proszę o wiele, ale wtedy…- pokręcił głową- Nie wiem. Naprawdę nie wiem dlaczego tak się stało…
-Nie wiesz dlaczego wyszedłeś z roli? Dlaczego pokazałeś jaki jesteś naprawdę?- podsunęła, mierząc go nienawistnym spojrzeniem.
-Każdy zasługuje na drugą szansę, dlaczego ja jej nie dostanę?
Doskonale pamiętała powód. Przymknęła powieki. Widziała niewielki pokoik. W oknie odbijał się blask wyglądającego zza szczytów gór księżyca. Spojrzała na ścianę. Krew. Mnóstwo krwi. I ona sama pośród czerwieni. Już bliżej umarłych niż żywych. W jej bezwładnych ramionach leżała dziewczyna. Już na zawsze spokojna, już na zawsze tak piękna jak teraz… już na zawsze martwa. Mimo cichych próśb, mimo łez, ciało dziewczyny nawet nie drgnęło. Ostatkiem sił podniosła oczy i… ujrzała kata. Jego żywo zainteresowane orzechowe oczy, beznamiętny uśmiech na twarzy… Nachylił się i szepnął: „Nie próbuj mi się więcej sprzeciwić, Aya-chan.”, po czym ucałował jej czoło i odszedł, a ona utonęła w morzu krwi. Otworzyła oczy.
-Ty śmiesz jeszcze pytać?- szepnęła zbielałymi wargami, ledwie wydobywając z siebie głos- Po tym, co mi zrobiłeś? Po tym, jak ją… jak ją zabiłeś?
-To był jedynie człowiek. Garść prochu, nic więcej.- oznajmił, a kąciki jego ust prawie niedostrzegalnie drgnęły.
-Ta garść prochu miała przed sobą całe życie, które ty okrutnie zniszczyłeś! Ta garść prochu znaczyła dla mnie więcej niż ty, twoja rodzina i cała Starszyzna razem wzięci!- krzyknęła, powstrzymując z całych sił łzy wściekłości.
Jego twarz zaczęła się zmieniać. Rysy się wyostrzyły, a oczy nabrały twardości, której wcześniej nie ukazywał.
-Uspokój się i uważaj co mówisz, niedługo będziesz częścią tej rodziny.
-Miałabym dobrowolnie wejść w gniazdo żmij? Zapomnij!- zaśmiała się ponuro.
W nadludzkim tempie zacisnął palce na jej przedramieniu.
-Kto tu mówił o dobrej woli? Jesteś moją narzeczoną, czy ci się to podoba, czy też nie. I będziesz moja, choćbyś mnie miała nienawidzić przez całą wieczność.
-Nigdy!- warknęła z odrazą.
Kiedy ją pchnął, upadła na ziemię. Podniosła na niego oczy, lecz zamiast patrzeć na Yoshiro ze strachem, roześmiała się.
-Aż tak ci wesoło?!- spytał ze wściekłością w głosie.
-Wiesz, to dosyć zabawne, aktor idealny- Yoshiro Shirahime już drugi raz wyszedł ze swej roli i to znowu przeze mnie!
Podniósł rękę i była pewna, że zaraz spadnie na nią cios. Przymknęła oczy. Jednak uderzenie nie nadchodziło. Podniosła powieki i spojrzała na Shirahime, który wpatrywał się w przestrzeń za nią. Automatycznie odwróciła głowę. Z wymalowanym na twarzy spokojem, Hiroshi spoglądał na wampira.
-Na twoim miejscu bym tego nie robił.- oznajmił ze spokojem.
-No i proszę, masz nawet swojego rycerzyka.- zwrócił się do dziewczyny.
-Odsuń się od niej.- polecił- Drugi raz nie poproszę.
Jej serce jak szalone tłukło się w piersi. Co on tu robił? Czy w ogóle wiedział komu rozkazuje? Czy zdawał sobie sprawę z tego, że może zginąć? Nie, nie może… nikt więcej przeze mnie nie zginie.
-Hiroshi, odejdź stąd. Odejdź i zapomnij o tym, co widziałeś.- poprosiła cicho.
-I mam pozwolić, żeby ktoś cię tak traktował? W życiu!- odpowiedział tym samym spokojnym tonem.
Posłała mu błagalne spojrzenie, na które odpowiedział uśmiechem. Oszalał… przeszło jej przez myśl, a niezliczona ilość magicznych ostrzy poleciała w stronę Teramoto. Żadne z nich nawet nie drasnęło swego celu. W ułamku sekundy Hiroshi zmaterializował się za wampirem. W jego dłoniach pojawiła się upleciona z mocy kula. Cisnął nią w  Shirahime, lecz wystarczył szybki unik, by rozbiła się na miliony zielonych iskierek, uderzając w drzewo. Wampir przygotował się, by wykonać kolejny ruch, ale nim się zorientował jego ciało przeszył chłodny dreszcz.
-Nigdy więcej nie waż się podnosić na nią ręki.- szepnął, a Yoshiro opadł na ziemię bez przytomności- Nic ci nie jest?- spytał, podnosząc ją z ziemi.
Pokręciła głową.
-Chodź, zabiorę cię stąd.- powiedział cicho i przygarnął do siebie rozdygotaną brunetkę.
Nie była w stanie nic odpowiedzieć. Dopiero, gdy ujrzała znajomą werandę domu nekromanty, jej serce zaczęło bić nieco wolniej. Ostrożnie wprowadził ją do środka i posadził na kanapie w salonie.
-Aya?
Cisza.
-Aya?- powtórzy, lecz dziewczyna nie oderwała wzroku od podłogi- Aya, patrz na mnie.- polecił łagodnie, biorąc jej twarz w dłonie.
Łzy powoli spływały po jej policzkach. Hiroshi przytulił ją do siebie. Nie protestowała. Wtulona w swojego wybawcę, bezgłośnie łkała, nie mogąc opanować łez.
-Gdzieś ty poszła o tej porze sama? Co ty sobie myślałaś?- wyszeptał jej na ucho, uspokajająco gładząc ją po głowie.
-Ja przepraszam…- zaszlochała, dygocząc jeszcze bardziej niż przedtem.
-Głupia, za co?
Odchyliła się trochę, by móc spojrzeć mu w oczy. Uśmiechnął się do niej delikatnie i czułym gestem otarł łzy z jej policzków.
-Przeze mnie mogłeś zginąć!
-Oj, no wiesz co?! Teraz uraziłaś moją męską dumę!
-Głupku, ja nie żartuję! Ty wiesz w ogóle kto to był?!- spytała, patrząc na niego z wyrzutem i znowu zaniosła się płaczem.
-Cii, no już, już…- szepnął znowu gładząc ją po włosach- Uspokój się.
Kiedy już w miarę możliwości się uspokoiła, wbiła wzrok w pustkę, nie odsuwając się od chłopaka.
-Aya…
-On zabił moją przyjaciółkę… zabił ją przeze mnie.- szepnęła niemal niedosłyszalnie- Ufałam mu jak nikomu na świecie, zgadzałam się ze wszystkim co mówił… sprzeciwiłam mu się raz. Jeden jedyny raz się z nim nie zgodziłam, a on… z zimną krwią, na moich oczach zamordował jedną z niewielu bliskich mi osób. Umarła w moich ramionach.- z całych sił powstrzymywała łzy, które i tak spłynęły po jej twarzy- Potem straciłam przytomność. Myślałam, że to był tylko koszmar, ale gdy się obudziłam…- pokręciła głową, zagryzając wargę.
Przycisnął ją mocnie do siebie i tak długo szeptał jej do ucha uspokajające słowa, aż zasnęła.
<***>
W ogromnym budynku schowanym wśród drzew, panowało zamieszanie. Był to budynek Legionu. Legionu, którym dowodził Shiro Takami. Wszyscy Pogromcy zebrali się w ogromnej sali, czekając na Dowódcę. Jednych wezwano z domów, innym przerwano misję. Nikt nie znał powodu tak nagłego zebrania. Niektórzy, zbici w niewielkie gromadki,  dyskutowali szeptem o przedmiocie tego spotkania. Wielokrotnie padało nazwisko „Kiyokuro”, wymawiane z szacunkiem i podziwem, lecz czasem i nutą strachu. W jednej chwili wszyscy zamilkli i skierowali spojrzenia na wejście. Drzwi otworzyły się i przez pomieszczenie przeszedł mężczyzna w sutannie. Wszedł na podwyższenie i zaciskając dłonie na mównicy, wziął głęboki oddech, by opanować emocje.
-Zapewne zastanawiacie się, dlaczego was tu zebrałem. Otóż byłem na spotkaniu z Aiką Kiyokuro.- spojrzał na zebranych, by upewnić się, że są wszyscy- Wyraźnie dała mi do zrozumienia, że nie zamierza z nami współpracować. Odrzuciła również ofertę Sora. Nie wiem czy ostatecznie bardziej odpowiadała jej propozycja Lucyfera, czy też archaniołów, lecz jestem niemal pewien, że wybrała Piekło. Od początku stała po jego stronie. Ona nie ma ludzkich uczuć, jej dusza jest na wskroś zła. Przynosi hańbę swojej matce!
-Panie Takami!- zawołał głos z galerii.
Wszyscy odwrócili głowy w tamtą stronę, by zobaczyć kto ośmielił się przerwać Dowódcy. Po schodach z galerii zeszła czarnowłosa kobieta. Jej zielone oczy były zimne, a wyraz twarzy zacięty. Maaya Hiou szybkim, a jednocześnie pełnym gracji krokiem przeszła do przodu.
-Jak pan śmie mówić tak o tej dziewczynie?! Skąd pan wie po czyjej stronie stoi?! Jak pan śmie twierdzić, że przynosi matce hańbę?!- spytała ze złością w głosie.
-Dlaczego uważa pani, że jest inaczej? Ona nie jest człowiekiem, jest potworem, ściągnie na świat zniszczenie!
-Dlaczego? Dlatego, że widziałam tę dziewczynę i proszę mi uwierzyć, tak nie wygląda zniszczenie! Z jej matką przyjaźnię się od wielu lat i doskonale wiem, że jest z niej dumna!- powiedziała i odwróciła się do zebranych w sali Pogromców- Moi drodzy, czy ktokolwiek z was choć próbował pomyśleć o niej inaczej niż wasz Dowódca? Proszę was! Ona ma szesnaście lat! Nie wpadliście na to, że jest zagubiona? Że szuka najlepszego wyjścia z sytuacji, w której się znalazła? Ona jest dzieckiem. Dzieckiem Mari i Akiry. Ona nie może być zła. - ostatnie słowa wypowiedziała nieco ciszej.
-Czy to już wszystko, co ma pani do powiedzenia?- spytał gniewnie.
-Hai, to wszystko.- odpowiedziała i wróciła na swoje miejsce.
-Oczywiście, nie zgadzam się z opinią pani Hiou.- powiedział i posłał fałszywy uśmiech siedzącej na galerii kobiecie- Wcześniej życie Aiki Kiyokuro było stale obserwowane. Ze względu na jej matkę nie ingerowaliśmy. Ostatnio zaczęła się nam wymykać spod kontroli, jednak nie zamierzaliśmy jej krzywdzić, chcieliśmy tylko, by żyła zgodnie z naszymi prawami, jednak ona już wybrała drogę. I nie jest to ścieżka sprawiedliwości.
-W takim razie, jakie są rozkazy?- spytał jeden z Pogromców.
-Kontrolujcie każdy jej krok. Gdyby stanowiła zagrożenie, macie ją unicestwić.- rozkazał.
Pogromcy przyjęli rozkaz i zaczęli się rozchodzić. Opierająca się o barierkę Maaya, pokręciła głową. Była jedynie obserwatorem przysłanym przez Starszyznę i nie miała prawa się odzywać. Jednak nie mogła słuchać tych kłamstw, którymi Takami karmił swych Pogromców. Byli tylko bezmyślnymi narzędziami w rękach Dowódcy. Bez wahania wykonywali każdy jego rozkaz, ale Maaya wiedziała, że zasiała w ich sercach wątpliwość i liczyła na urodzajny plon, gdyż w głębi duszy byli to dobrzy ludzie. Rzuciła ostatnie zimne spojrzenie Dowódcy, po czym ruszyła w kierunku wyjścia.
<***>
Kiedy Kage otworzył drzwi, ujrzał w nich swoją córkę, śpiącą w ramionach nekromanty.
-Dobry wieczór.- szepnął, by nie zbudzić Ayi.
Wampir skinął mu głową i przepuścił go w drzwiach. Ze zmartwioną miną patrzył na swe jedyne dziecko, zastanawiając się, dlaczego bez słowa wyszła z domu.
-Daj mi ją.
Wziął Ayę na ręce i zaniósł ją do jej pokoju, gdzie zadbał, by śniła spokojnie, po czym wrócił do chłopaka.
-Zapraszam do gabinetu.
Obydwaj ruszyli w stronę wskazaną przez Hiou. Kiedy drzwi gabinetu otworzyły się, ich oczom ukazało się nieduże pomieszczenie, urządzone skromnie, lecz ze smakiem. Teramoto usiadł na wskazanym krześle, a Kage zajął miejsce po drugiej stronie biurka.
-Całe szczęście, moja żona jeszcze nie wróciła i będziemy mogli spokojnie porozmawiać.- powiedział, po czym, jakby na usprawiedliwienie Maayi dodał- To naprawdę wspaniała kobieta, ale czasem jeśli chodzi o Ayę, niepotrzebnie wpada w histerię.
Hiroshi z opanowaniem patrzył na wampira, czekając na jego następne słowa.
-Powiedz mi, co takiego się stało.
-Nie do końca wiem jak to było, gdyż nie widziałem wszystkiego, ale mogę panu powiedzieć, że kłóciła się z Yoshiro Shirahime. Nie wiem o co, ale najwyraźniej powiedziała coś, co mu się nie spodobało, bo pchnął ją na ziemię i zamierzał uderzyć.
Położona na biurku dłoń Kage, powoli zacisnęła się w pięść. Jak ten śmieć śmiał podnieść rękę na jego dziecko?! Wziął jednak głęboki oddech, by się uspokoić i gestem nakazał, by kontynuował.
-Cóż, trochę się zapędził i postanowiłem go… uspokoić. Nie mogła wrócić w takim stanie do domu, więc poczekałem aż ochłonie, a ona zasnęła. Pomyślałem, że będą się państwo o nią niepokoić, dlatego ją odniosłem.- powiedział ze spokojem.
-Jestem ci naprawdę wdzięczny. Żeby nie ty… aż strach pomyśleć co by jej zrobił.- pokręcił ze smutkiem głową.
-Panie Hiou, a mogę wiedzieć co ją z nim łączy?
Mimo tego, że z reguły był wesoły i zabawny, zawsze wiedział, kiedy należy zachować powagę. Nie było spraw, do których podchodziłby emocjonalnie. Zawsze ze spokojem zawodowca potrafił przeanalizować problem i znaleźć właściwe rozwiązanie. Teraz musiał wiedzieć, co łączy Ayę z Shirahime i zastanowić się, co zrobić z tym wampirem. Bo nie było takiej opcji, by zostawił tę sprawę w spokoju.
-W najgorszym wypadku zostanie jego żoną.- oznajmił z goryczą- Ale wolałbym zginąć niż do tego dopuścić. Nie skarzę własnego dziecka na życie z kimś takim.
Hiroshi skiną głową. Jak się domyślał, to Starszyzna obiecała Ayę rodowi Shirahime.
-Wiem, że ją skrzywdził. Na jej oczach zabił jej przyjaciółkę i jeszcze rości sobie prawa do jej ręki?
Przez twarz Kage przebiegł cień uśmiechu żalu.
-Po tamtym zdarzeniu przez dwa tygodnie walczyliśmy o życie Ayi. Była już jedną nogą w grobie.
Nekromanta spojrzał ze zdziwieniem na ojca dziewczyny. Dlaczego to przed nim zataiła? Dlaczego nie powiedziała prawdy?
-Przez całe swoje życie nie chciała, by ktokolwiek się o nią martwił, a sama zawsze troszczyła się o wszystkich wokół.- odpowiedział, jakby czytał w myślach chłopaka.
Westchnął cicho. Od początku wiedział, że w tej dziewczynie jest coś niezwykłego. Czego by nie mówiła, w jej głosie zawsze pobrzmiewała nuta smutku i chociaż starała się to ukryć, on za każdym razem bezbłędnie ją wyczuwał.
-Nigdy nawet nie śmiała marzyć o szczęściu. Jedynym czego zawsze chciała był spokój. I kiedy już wydawało się, że nic jej nie niepokoi, pojawiał się on. Za każdym razem burzył jej spokój. Musiałem patrzeć jak cierpi i nie byłem w stanie jej pomóc, a kiedy chciałem to definitywnie zakończyć, zabroniła mi.
Gorycz z jaką mówił, zdawała się wypływać wprost z jego serca. Nie trzeba było eksperta, by stwierdzić, że Aya jest jego całym światem i zrobiłby dla niej wszystko.
-Panu zabroniła, ale mi nie.- oznajmił mimowolnie unosząc kącik ust.
Na twarzy Kage pojawiła się teraz powaga. Spojrzał prosto w oczy Hiroshiemu i zapytał:
-Zrobiłbyś to? Byłbyś gotów zabić dla mojej córki?
-Nie ma na świecie rzeczy, której bym dla niej nie zrobił.- zapewnił.
Przez sekundę Hiroshiemu wydawało się, że ogromny kamień spadł z serca mężczyzny, jednak chwilę później w jego oczach pojawiło się rozczarowanie.
-To na nic. Jego morderstwo natychmiast zostanie przypisane Ayi, a nawet jeśli jakimś cudem nikt nie powiąże tej sprawy z jej zaręczynami, znajdą poszlaki i dojdą po nich do ciebie.- podniósł się z krzesła i podszedł do okna- Musiałoby to wyglądać na czysty przypadek lub samobójstwo. Musiałbyś nie zostawić ani jednego śladu…- mówił bardziej do siebie niż do niego- To niewykonalne. Nie da się zabić tak, by nikt nie miał podejrzeń, że to nie był wypadek.
Odwrócił wzrok od okna i spojrzał na chłopaka. Uśmiech na twarzy Teramoto nie zwiastował nic dobrego.
-Proszę pana, jestem nekromantą i to, nie chwaląc się, całkiem zdolnym. Więcej o śmierci wie tylko ona sama i proszę mi uwierzyć na słowo, nikt nawet nie pomyśli o tym, iż było to zaplanowane morderstwo.- oznajmił ze spokojem- Pozbędę się go, gdy tylko nadarzy się odpowiednia okazja.
Kage skinął głową. Nie miał podstaw, by sądzić, że są to jedynie puste słowa. Zamienili jeszcze kilka zdań, po czym pożegnali się i Hiroshi ruszył w drogę powrotną. Hiou jeszcze długo patrzył przez okno na oddalającą się sylwetkę chłopaka i mimowolnie uśmiechnął się. On właśnie był rozwiązaniem, na które tak długo czekał.
<***>
Ciężkie westchnienie dziewczyny brzmiało jak ostatni oddech męczennika. Kiedy jej głowa bezsilnie opadła na ułożone na biurku ręce, wzniesiona przed nią góra książek niebezpiecznie się zachwiała. Musiała powtórzyć materiał na jutrzejsze lekcje, jednak sterty książek, późna godzina i lista Jonathana wydająca się wydłużać zamiast skracać, skutecznie ją zniechęcały. Z wysiłkiem wyciągnęła dłoń po podręcznik do matematyki.
-Aika, dasz radę.- szepnęła, dodając sobie odwagi, choć jej mózg stanowczo sprzeciwiał się wszelkim próbom otworzenia książki, a jego bunt objawiał się pulsującym bólem skroni.
Delikatne pukanie do drzwi wybawiło ją od przykrego obowiązku. Odwróciła głowę w tamtą stronę i widząc Fię, uśmiechnęła się subtelnie.
-Wejdź, wejdź.- zaprosiła.
-Przepraszam za kłopot, ale…- zaczęła ze skrępowaniem.
-Kłopot?- zapytała, mrugając ze zdziwienia.
Fia zachowywała się tak, jakby jej nie było. Jonathan co jakiś czas zmieniał jej opatrunek, lecz ani razu nie poskarżyła się na ból. Z pokoju wychodziła tylko sporadycznie. Niczego nie potrzebowała, nic jej nie przeszkadzało, niczego nie oczekiwała. Wszystko po to, by nie sprawiać kłopotów gospodyni, jak zapewniała. Była najbardziej bezproblemowym gościem, jakiego można sobie wymarzyć.
-Hai… mam prośbę.- spuściła głowę i biorąc oddech, kontynuowała- Chodzi o moich rodziców. Pewnie się martwią, a matka… ma słabe serce. Chodzi o to, że, choć jestem jak najbardziej wdzięczna za wszystko, chciałabym już wrócić do domu.
Szatynka przymknęła oczy, rozważając najlepsze wyjście z sytuacji. Bała się wypuścić Strażniczkę ze względu na jej siostrę, lecz z drugiej strony, nie mogła jej przetrzymywać. Podniosła powieki.
-Dobrze.- skinęła głową- Jutro, kiedy wrócę ze szkoły, odprowadzę cię do domu.
-Iie. Nie mogę cię narażać. Już dość dla mnie zrobiłaś.
-Bez dyskusji. Już ci mówiłam, ja się nie narażam. Twoja siostra dwa razy się zastanowi, zanim ze mną zadrze, a jeśli puszczę cię samą, osiągnie to, co zamierzała poprzednio.
-Demo…
-Bez żadnego „ale”.- ucięła- To już wszystko?
Skinęła głową i mrucząc coś niezrozumiałego, najpewniej przeprosiny, wyszła z pokoju. Aika odwróciła się do swoich książek i widząc, że przez czas rozmowy z Fią wcale ich nie ubyło, westchnęła. Oparła brodę na pięści i z zamyśloną miną wpatrzyła się w przestrzeń. Jej myśli krążyły wokół szkoły i przyjaciół. Nie wiedziała, czy uda jej się zachować pozory normalności, czy nikt nie zauważy zmiany… Bzdura! Nie ma się co nawet łudzić, że nikt się nie połapie, iż coś jest nie tak, skoro doskonale wiedziała, że zauważą. Rika zauważy. Charles widział to już wcześniej… Aya Hiou też zauważy... Ale dlaczego na myśl przyszła jej Aya? Może dlatego, że to nie Charles, nie Rika… to ona zna twoją tajemnicę…- wyszeptał. Aika zmarszczyła brwi. Dlaczego ten szept po raz kolejny bardziej przypominał jej syczenie żmii? Pokręciła głową i w cudowny sposób została przywrócona rzeczywistości.  Miała w końcu otworzyć podręcznik, kiedy zauważyła maleńką, złotą drobinkę w powietrzu. Zawirowała tuż obok jej twarzy i opadła na blat biurka. W jej ślady poszły tysiące identycznych, małych iskierek. Kiedy już ani jeden złoty pyłek nie fruwał w powietrzu, te tysiące leżące na blacie, zmieniły się w piękną, zdobioną złotymi wzorami kartę.
-Do cholery, co jest?- mruknęła.
W jednej chwili leżące obok pióro, ożyło. I to dosłownie. Samo się podniosło i wskoczyło na kartę. Piekielnym atramentem, którego źródłem były żyły, pióro wypisało na samej górze, idealnie na środku, jedno słowo. „Zaproszenie”. Odczekało chwilę i kontynuowało z zabójczą prędkością. „Zapraszam Niszczycielkę, Aikę Kiyokuro na bal u Szatana w Międzyczasie. Odbędzie się on siedem dni po otrzymaniu zaproszenia.”, pióro zatrzymało się i zeskoczyło w prawy, dolny róg karty, zwieńczając zaproszenie podpisem. „Lucyfer”. I wróciło na swoje miejsce, ozdabiając notatnik piękną plamą czarnego tuszu.

<***>
Witam!
Ach... jak pięknie! Jeszcze ten tydzień pomęczę się na lekcjach i zaczną się ferie! 
Tak... przede wszystkim dziękuję Wam za pamięć i komentarze (które ja głupia nieopatrznie usunęłam T.T)!
Muszę Was przeprosić, bo nie zawsze mam czas skomentować posty na Waszych blogach (choć staram się jak mogę!). Mam nadzieję, że po feriach będę miała więcej czasu...
Tak... co ja jeszcze miałam napisać? A! Kiran, mam dla Ciebie propozycję! Jeśli tylko chcesz, jest możliwość stworzenia Twojej własnej postaci w moim śmiesznym opowiadanku. Potrzebuję tylko imienia i nazwiska oraz wskazówek co do wyglądu i charakteru postaci :)

Pozdrawiam i ściskam Was cieplutko- Andzik

15 komentarzy:

  1. Póki co melduję tylko, że rozdział przeczytany, skomentuję, gdy będę miała więcej czasu. :*
    Hiroshi!!! *o*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, cieszę się bardzo :*
      A Hiroshiego obiecałam, to być musiał xD

      Usuń
    2. Moje kochanie <3
      U nas nowy rozdział, zapraszam :) A Twój skomentuję, serio, ale nie wiem kiedy ;_; Sesja zaraz -.-'

      Usuń
  2. Dobra, jestem udana, ale cóż, popiszę się teraz moją niezwykłą „inteligencją” i zamiast uczyć się kanji bądź literaturoznawstwa, napiszę wreszcie zaległy komentarz ;]

    Powiem Ci szczerze, że opis na samym początku rozdziału całkowicie mnie zauroczył. Niby niedługi, ale z jakiegoś powodu jaki cudny! Późniejsze opisiki powtykane między dialog również udane. ^^ Co zaś się tyczy rozmowy… Cóż, może to dziwne, ale trochę mi się śmiać chciało, że Aika stawia warunki Lucyferowi. A co do niego… Nie no, chyba nigdy nie przywyknę do wtrącania w opowiadania (i inne takie) jego, Boga, archaniołów i tak dalej. Wiem, że to ciekawe i daje pewne pole do popisu itp., ale jakoś nie byłam i chyba już nie będę fanką takich zabiegów *wzdycha* No ale nic to, nie zmienia to faktu, że Twoje opowiadanie jak najbardziej warto czytać i jest ono naprawdę wciągające ;)

    Niach, miecz <3 Nie wiem, co takiego ma w sobie oręż, ale ileż to razy wyobrażałam sobie siebie np. z kataną czy z łukiem w dłoni :D Niemniej jednak wiem, iż zupełnie bym się do bijatyk nie nadawała (kondycja na poziomie ujemnym ^^’). Ale na miejscu Aiki też zapewne byłabym urzeczona!
    *wybucha śmiechem* Nie no, rozbroiłaś mnie tymi zaległościami i wymyślonymi przez Jonathana dolegliwościami! Najpierw nastrój taki poważny, a potem ni z tego, ni z owego komedia. Zupełnie jak w anime xD Ja nie wiem, jak można myśleć o tak przyziemnych sprawach jak szkoła, kiedy dzieją się podobne rzeczy. Osobiście chyba bym nie wyrobiła! Ale Aika pewnie da radę :P

    Jejciu, jejciu, i oto „mój” fragment! *piszczy niczym nastolatka, nie przejmując się swoim wiekiem, bo takie rzeczy nie mają znaczenia, gdy wchodzi się w tryb fangirl* Ale od początku ^^’
    Ech, więc Ayę wciąż dręczą te koszmary, biedna Q.Q Ale to mimo wszystko nic w porównaniu z pewnym dupkiem, który za nią łazi -.-‘ Yoshiro jest okropny (choć ma też w sobie to coś, co w jakiś sposób przyciąga, jeśli wiesz, o co mi chodzi - tak to już mają te czarne charaktery, o zgrozo!) i zasługuje na śmierć w męczarniach! Boziu, to straszne, co on zrobił! ;( Chciało mi się płakać, gdy pierwszy raz to czytałam (a ulubione fragmenty z tego rozdziału czytałam już ze cztery razy - a to w pociągu, a to w przerwie między zajęciami… ^^’), ale musiałam się powstrzymać, bo akurat byłam w autobusie ^^’’ Jestem z siebie dumna, że nie zrobiłam z siebie totalnej idiotki przed współpasażerami (może po części dlatego, że na tyle, na ile się dało, chowałam się za szalikiem xD). Nie no, tego naprawdę się nie da opisać słowami, przecież on jest nienormalny ;( Nienawidzę osób, które robią złe rzeczy, kiedy tylko coś pójdzie nie po ich myśli, kiedy tylko ktoś im się w jakiś sposób sprzeciwi… No i takich, które są tak obłudne, wciąż udają kogoś dobrego, podczas gdy w rzeczywistości to istne demony w ludzkiej (bądź wampirzej itp.) skórze. Swoją drogą, Yashiro strasznie mi się kojarzy z Michaelem z opowiadania Suzu. ;_; Aya to ma jednak przechlapane, gdziekolwiek by się nie pojawiła ;_; Nie, żebym miała coś przeciwko. Jestem masochistką, jeśli chodzi o moje postaci. A także sadystką, jakby nie patrzeć, ale ciii *przykłada palec do ust*
    Wracając do Yoshiro… Rozerwałabym go na strzępy za to, w jaki sposób wyraża się o ludziach, ich życiu… Tutaj to kwestia ras, ale w prawdziwym życiu pełno jest osób, które uważają się za lepsze z powodu pochodzenia, wyznania i tak dalej, podczas gdy wszyscy powinniśmy być sobie równi i siebie nawzajem szanować. Ale takie ścierwa tego nie rozumieją… Pewnie, niech sobie gościu myśli, że jest pępkiem świata, a co! Dostanie za swoje, prędzej czy później! >.< Swoją drogą, żeby stosować przemoc, a już szczególnie wobec kobiety… Żałosne. I strasznie mi się tu podoba reakcja Ayi, która się roześmiała, gdy Yoshiro pchnął ją na ziemię. Było tak, jak powiedziała, „Wiesz, to dosyć zabawne, aktor idealny- Yoshiro Shirahime już drugi raz wyszedł ze swej roli i to znowu przeze mnie!” …

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale tu wkracza mój książę na białym rumaku! <3 Spodziewałam się oczywiście jego interwencji, bo kto jak kto, ale Hiroshi musi pojawić się, kiedy trzeba (xD), ale to nie umniejszyło mego szaleńczego zacieszu! To kolejny moment, w którym musiałam w autobusie robić wszystko, by nie dać po sobie poznać, jakie emocje mną targają. Było ciężko, oj, było! Jejkuuuu, on jest taki boski! Naprawdę kocham Cię, Andziku, za postać Hiroshiego! Jest nie-sa-mo-wi-ty! Momentami zachowuje się niemalże jak komediant, dzięki czemu poprawia nastrój wszystkim wokoło (nawet jeśli nie każdy by się do tego przyznał - o rety, to tak jak z moją siostrą, serio - szlag mnie trafia, gdy mam zły humor, a ona mnie na siłę rozśmiesza - co gorsza - ze skutkiem!), ale kiedy trzeba, potrafi być taki poważny, opanowany i w ogóle… *O* Na miejscu Ayi prawie umarłabym ze strachu o niego, a tu proszę, jak sobie ładnie chłopak poradził! Tu mnie zaskoczyłaś, nie wiedziałam, że Hiroshi jest aż tak silny o.O Żeby ot tak sobie pokonać wampira o takiej pozycji? o.o Nieźle! <3
      Kurczę no, Aya naprawdę ma za sobą traumatyczne przeżycia ;( Cieszę się, że powiedziała co nieco Hiroshiemu, ma prawo wiedzieć Q.Q

      Jeny, ten Shiro Takami jest okropny -.-‘ Strasznie go nie lubię. I ależ byłam zaskoczona, gdy okazało się, że na zebraniu jest „moja” mamusia! Kochana, wstawiła się za Aiką Q.Q I dobrze, może niektórzy spośród zebranych wreszcie łaskawie wprawią w ruch swoje mózgownice, a nie… Nie no, ja nie wiem, jak można ot tak, bez namysłu podążać za czyimiś rozkazami…

      Tatuś! Q.Q Kocham go, gdziekolwiek by się nie pojawił <3 No i Hiroshi - ale duet ciach! Moi kochani! <3 To takie słodkie, jak dbają o Ayę. Wzruszające Q.Q
      „Przez całe swoje życie nie chciała, by ktokolwiek się o nią martwił, a sama zawsze troszczyła się o wszystkich wokół.” - Boże, ja też kiedyś taka byłam. Nie wiem, jak to się stało, że teraz - w porównaniu z tym, co było kiedyś - przypominam bardziej pustą skorupę bez jakichś konkretnych uczuć niż kochającego wszystkich wokół człowieka :( Znaczy nie chodzi o to, że nie kocham rodziny i przyjaciół czy coś, żeby nie było. Ale nie zagłębiajmy się w szczegóły.
      „-Zrobiłbyś to? Byłbyś gotów zabić dla mojej córki? / -Nie ma na świecie rzeczy, której bym dla niej nie zrobił.- zapewnił.” - skomentuję to tak: *q* *zaszklone oczy, ślinotok, doki-doki i te rzeczy*
      Moje kochanie! Całym sercem stoję po jego stronie, niech da Yoshiro popalić! Mam nadzieję, że się uda, naprawdę, bo ten kretyn zasługuje jedynie na wieczne potępienie! >.< Za to Aya i jej rodzice mogliby wreszcie odetchnąć Q.Q (i zaopatrzyć się w dużo lepszego męża/zięcia *z błyskiem w oku zaciera rączki*)

      Fia jest kochana :) Faktycznie powinna wrócić do rodziców, oni przecież mogą od zmysłów odchodzić Q.Q A Aice nie zazdroszczę tej nauki… No właśnie, nauka! Buu, kandzie latają mi przed oczami i trują „Ucz się nas, ucz, powinnaś umieć trzy setki, a nie umiesz nawet dwóch, wstydź się!” ;_;
      Hoho, kroi się bal, co? Dużo ich w naszych opowiadaniach, jakby nie patrzeć xD

      Dobra, rozpisałam się, a naprawdę muszę się uczyć >.< Szlag by trafił sesję! Ale dziękuję Ci za ten rozdział, świetnie się go czytało! Mam nadzieję, że szybko uraczysz nas czymś nowym, baldzio ładnie plosię *robi oczy jak kot ze Shreka* Wiesz, pocieszenie by się jednakowoż na czas sesji przydało. A Ty masz ferie, nie? Więc miłego, baw się dobrze, odpocznij i… PISZ! :D Buziaki i przepraszam za tę zwłokę w komentowaniu ;_;

      Usuń
    2. Dziękuję za komentarz! Jej... Twój komentarz jest dłuższy niż pół mojego rozdziału ^^"
      Przede wszystkim cieszę się, że rozdział Ci się podobał :)
      No cóż, jeśli chodzi o broń, to jak najbardziej Cię rozumiem, bo gdy widzę taki claymore albo katanę zawsze, ale to zawsze dostaję ślinotoku...
      Jeeej... no nie pomyślałam, że Yoshiro zostanie aż tak znienawidzony... chociaż w sumie gad z niego i wcale Ci się nie dziwię, że chcesz go rozszarpać (chociaż wątpię żebyś zdążyła przed Hiroshim xD) ^^'
      Kochana, ja Ci współczuję... domyślam się co Ty biedna przeszłaś w tym autobusie i jestem z Ciebie dumna, że wytrwałaś (bo ja jak pisałam ten rozdział siedziałam w kuchni- i nie wytrwałam, ale domownicy już nie zwracają na mnie uwagi- uważają, że jestem beznadziejnym przypadkiem i tylko mi współczują xD)!
      A ładnie sobie poradził, bo to nie byle jaki nekromanta... ale nie będę spoilerować xD
      Wiesz, Takami zrodził się z mojej niechęci do pewnego duchownego, także musi być okropny (i będzie jeszcze gorszy...).
      Aya, nie narzekaj. Ty przynajmniej kiedykolwiek kochałaś ludzi... a ja od urodzenia mam wywalone na cały świat i szczerze mówiąc jest mi z tym dobrze xD A oni dwaj momentami będą aż nazbyt troskliwi.
      Fia jest jedną z moich ulubionych postaci, ale niestety, nie wróżę jej łatwego życia...
      Tak... też tak o tym myślałam, ale nie mogłam się powstrzymać. Już dawno postanowiłam, że choćby się waliło i paliło, zrobię "Bal u Szatana" i koniec xD

      No, no, my się znamy, a to pocieszenie na czas sesji, a to pocieszenie na doła, a to pocieszenie na brak weny i tak ode mnie kolejne rozdziały wyciągasz xD Ferie się skończyły T.T W poniedziałek idę do szkoły i nie zapowiada się, żebym miała czas na pisanie, w końcu niedługo egzamin! Cieszę się, że znalazłaś czas na komentarz :) Ucz się, ucz i pamiętaj, wierzę w Ciebie!

      Pozdrawiam i weny życzę- Andzik

      Usuń
    3. Nie ma za co, cała przyjemność po mojej stronie ^^ (Znowu to robię - zamiast się uczyć, odpisuję D: )
      Spoko, też z siebie robiłam idiotkę podczas pisania. Przykłady: niepohamowane wybuchy śmiechu podczas tworzenia oświadczyn Deia (świadek: Suzu); nagłe popłakanie się, kiedy pisałam o śmierci Mariko, a dokładniej, o ile dobrze pamiętam, reakcja Ayi na zgon córeczki (za bardzo się wczułam w swoją postać... Świadkowie: Kao i, o zgrozo, mama. Nie pamiętam, czy Suzu też wtedy u nas akurat była, czy nie *myśli*).
      Ano właśnie, chętnie (ŁAGODNIE mówiąc) dowiedziałabym się więcej o mym zacnym nekromancie, ale także o innych postaciach. Wiesz, ich przeszłość i takie tam... Bardzo lubię się w to wgłębiać, mam nadzieję, że doczekam się szczegółów na temat Twych bohaterów ^^
      Ech, już się boję, co ten Takami wymyśli :/
      Skoro jest Ci z tym dobrze, to ok :P Mnie zaś czasami dobija to, że kiedyś byłam taka aniołowata i w ogóle, a teraz 3/4 ludzkości najchętniej zmiotłabym z powierzchni ziemi xD
      Domyślam się, że Fia nie będzie miała łatwo, no ale cóż, lubię dramaty (i Suzu też xP) xD

      Wyciągam, wyciągam... Za dużo powiedziane. Bo tak na dobrą sprawę tylko my z Kao dodajemy rozdziały względnie "często". U Ciebie czy u Suzu można uschnąć, zanim się nowości człowiek doczeka ;(
      Ej no, ferie miałaś i ich nie wykorzystałaś? Jak tak można?! D: Ech, no ale powodzenia w szkole! Buziaki!

      Usuń
  3. Dzięki za info!

    Rozdział... cóż, mnie najbardziej zainteresowała historia Ayi. Hm... Dziewczyna wiele w życiu przezyła... A ten cały... jak mu tam był? Shirahime! Niech spłonie! I to dosłownie!
    Aj Hiroshi świetnie się zachował... Mm... lubię tę postać ;)
    No i ulubieniec mas: LUCYFER. Eh... W tej jednej sprawie zamieniłabym się z Aiką xD Jest tak niesamowicie tajemniczy i... magnetyczny, że czuję to przez mojego lapotpa xD
    Sorka, że dopiero teraz...ale cóż... SESJA. To jedno słowo wystarczy za tysiąc argumentów xD
    Ja ferie zaczynam od poniedziałku :D Bo jest czas "po sesji" :)
    Hm... Ciekawy pomysł... Hm... Niech to będzie typ "rozpieszczone królewny" z jednej strony, a z drugiej "wrażliwej dziewczyny". Nie pogniewałabym się będąc tak dla odmiany wampirem xD Co do imienia... Aj, to jest zawsze najgorsza! ;/ Może Erika... Takeda? Hm... będzie xD Wygląd? Brunetka, zielone oczy (niecierpię opalenizny, więc musi być blada xD)

    Pozdro i weny! :)

    K.L.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz!

      Jej, widzę, że obie najbardziej cieszyłybyście się, gdybym spaliła Yoshiro na stosie... ale spokojnie...doczekacie się sprawiedliwości xD
      Hiroshiego wszyscy lubią xD
      Tak... Lucyfer... cóż, miło wiedzieć, że nie tylko ja się rozpływam jak o nim czytam ^^'
      Rozpieszczona królewna... no tego jeszcze nie było xD I ma już pomysł co z nią zrobię, także szykuj się, bo będzie ciekawie xD

      Pozdrawiam i weny życzę- Andzik

      Usuń
    2. Nmzc :*

      Super! Niech zdycha w męczarniach! Grrr!
      Bo on jest...taki uroczy ^^
      Mmm...Bo Lucyferek jest taki...niach! xD
      O! Świetnie! Cóż, zawsze chciałam być kims takim! Aya zrobiła u siebie ze mnie alturistkę (co mnie nie dziwi, jak pomyślę, ze ktoś miałby skrzywdzić Miyako, albo Mayumi...grrr!!!), ponadto bardzo wyrozumiała i nieco naiwną, więc... Gdybym była nieco "gorsza" to bym sobie chętnie o sobie w tej wersji poczytała :D
      Wybacz, Aya-chan ;)

      Pozdro :*

      Usuń
  4. O rety, rozpisałam się nawet bardziej niż myślałam o.o''

    OdpowiedzUsuń
  5. No i mam wiadomość stulecia! Rozdział na Czarownicy jest! :D
    Zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas wreszcie nowy rozdział, zapraszamy :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapraszam na nowy rozdział VN :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nowy rozdział na opo.xx.pl, zapraszamy :)

    OdpowiedzUsuń