Panującą w salonie ciszę od czasu do czasu
przeszywał grzmot. Kiyokuro westchnęła ciężko zaglądając w okno. Szczelniej
owinęła się kocem i ścisnęła kubek gorącej herbaty w dłoniach. Mokre kosmyki
niedawno umytych włosów przylepiały się do jej policzków, lecz nie zwracała na
nie uwagi. Czkając na Jonathana próbowała wszystko sobie ułożyć. Wcześniej nie
miała czasu się nad tym zastanawiać, ale teraz musiała dowiedzieć się co tak
właściwie się stało. Usłyszała kroki. Mimo że wokół było ciemno dokładnie
widziała idącą w jej kierunku postać demona. Chwycił stojące przy ścianie
krzesło i postawił je naprzeciw niej. Bez słowa usiadł i pochylił się,
opierając łokcie na kolanach.
-Masz
pojęcie kogo przyprowadziłaś do domu?-
spytał
spokojnie.
Pokręciła przecząco głową, zawijając mokry kosmyk
włosów na palec.
-Strażniczkę.
Przyprowadziłaś do domu Strażniczkę.-
odpowiedział
tym samym tonem i spojrzał jej w oczy.
Opuściła głowę i wzruszyła ramionami.
-To
co ja miałam zrobić? Zostawić ją tam?-
mruknęła
cicho.
-Tak
byłoby najlepiej. Ta dziewczyna sprowadzi na ciebie nieszczęście.
Jeszcze raz wzruszyła ramionami.
Jonathan, widząc, że nie doczeka się odpowiedzi
westchnął ciężko. Dziewczyna pociągnęła łyk gorącego naparu, lecz gdy poczuła w
ustach smak krwi odstawiła kubek. Wbijając wzrok w kolana zwinęła się na
kanapie w kłębek.
-Aika?
Nie zareagowała.
-Chcesz
coś powiedzieć?
Wzięła głęboki oddech i pokiwała głową.
-Nie
mogę tego zrozumieć.- pożaliła się.
-Czego?
-Wszystkiego.- wykonała
bliżej nieokreślony gest ręką, który widocznie miał oznaczać to „wszystko”.
-Aika,
mów jaśniej.- poprosił.
-Jest
ciemno…
-Niezbyt
odkrywcze.
-Nie
przerywaj mi.- upomniała go i zaczerpnęła powietrza-Jest
ciemno, ale ja widzę wszystko. Tak, jak za dnia. Wszystko jest jasne. Tak nie
powinno być.
-To
normalne. Jesteś córką Ciemności, więc jak mogłabyś nie widzieć po zmierzchu?- wytłumaczył
bez nerwów.
-Wcześniej
tak nie było.
-Przemiana
postępuje. Zyskujesz nowe cechy z dnia na dzień. Pogódź się z tym.
-Jest
coś jeszcze.- odezwała się po chwili milczenia.
-Tak?
-Nie
wiem jak, ale spojrzałam w oczy bazyliszkowi. I nic. Nic mi nie zrobił.
Wydawało mi się, że on się mnie… boi.
-Niemożliwe...- mruknął
marszcząc brwi-Spójrz na mnie.-
polecił.
Bez zastanowienia wykonała jego rozkaz. Intensywnie
przyglądał się jej oczom, po czym zsunął z niej koc i podwinął rękaw bluzki
tak, by móc ujrzeć jej ramię.
-To
wszystko?- spytał kładąc chłodną dłoń na rozgrzanym symbolu.
-To
ramię... strasznie mnie bolało… To coś… to coś chciało krwi. Wtedy, właściwie
nie wiem dlaczego, położyłam rękę na bazyliszku i…
-Niech
zgadnę… przestało cię boleć?-
spytał
wchodząc jej w zdanie.
Pokiwała głową.
-Nie
spodziewałem się, że stanie się to tak szybko.- westchnął
przecierając oczy.
Podniósł się z miejsca. Pomieszczenie rozświetliło
światło błyskawicy.
-Idź
na górę. Spróbuj zasnąć.- powiedział idąc w stronę wyjścia.
-A…- ty dokąd?
dokończyła w myślach.
-Ja
będę w Piekle.
-Ale…- pisnęła
cicho.
Nie zostawiaj mnie tu samej! miało ochotę krzyknąć, lecz nie
mogła wydobyć z siebie głosu.
-Spokojnie,
wrócę.
-Obiecujesz?
-Obiecuję.- zapewnił i
zniknął
<***>
Niecierpliwie na podłokietniku wybijając rytm
palcami wpatrywał się w pustą przestrzeń.
-Jesteś
niespokojny, Lucyferze.- stwierdziła na oko
osiemnastoletnia dziewczyna.
Uniosła filiżankę do ust i pociągnęła łyk herbaty.
-Coś
jest nie tak.- oznajmił
opierając brodę na pięści.
Dziewczyna odstawiła filiżankę. Wlepiła siwe oczy w
diabła i uśmiechnęła się tajemniczo.
-Z
nią? Z tą twoją tajemniczą wybranką, córką Kiyokuro?- spytała zakładając nogę na
nogę.
Skinął głową.
-Jaka
ona jest?
-Jej
nie da się opisać w kilku słowach. Ją trzeba poznać.- odpowiedział z cichym
westchnieniem.
Odrzuciła w tył białe włosy. Studiowała uważnie
wyraz jego twarzy, chcąc odgadnąć jego uczucia.
-Ma
dopiero szesnaście lat…- powiedziała półszeptem-Zależy
ci na niej?- zapytała subtelnie.
-Oczywiście,
że tak.
-Jeśli
ci na niej zależy, daj jej normalnie żyć.
-Nie
ma mowy. Zbyt długo na nią czekałem, by teraz pozwolić jej odejść.- pokręcił przecząco głową.
-Ona
ma TYLKO szesnaście lat.
-Jest
nieśmiertelna.- warknął
mrożąc ją spojrzeniem.
-Zgadza
się. Jej zegar zatrzymał się. Zatrzymał się, a jego wskazówki już nigdy więcej
nie drgną. Czas przestał się dla niej liczyć. Ale nie uwzględniłeś jednego.
Serce, jej dusza ma osobny zegar. I on… - w jej dłoni pojawił się zegarek na łańcuszku-jak
widzisz wciąż odmierza. Sekundy, minuty, godziny… lata.
Zatrzasnęła wieczko i schowała zegarek do
niewielkiej kieszonki w żakiecie.
-Powiedz
mi, czym jest to jej szesnastoletnie serce w porównaniu z twoją duszą? Z duszą,
która jest od początku?
-Ma
młode serce. Ale właśnie dlatego jest tak wyjątkowe. Wciąż kieruje się
emocjami, jest w nim wiara, miłosierdzie. A ja… ja nie mam duszy, Shi. Nie mam
jej od tamtego momentu.
Dziewczyna westchnęła i uśmiechnęła się smutno.
-Nie
oszukuj się. Masz duszę, Lucyferze. Każdy ją ma, nawet ty. Mimo że od momentu
upadku jest czarna niczym smoła, to nadal ją masz.
Nie odpowiedział jej. Wbił nieobecne spojrzenie w
przestrzeń, pogrążając się w myślach.
-Uważaj
na nią, Lucyferze. Uważaj, bo jej serce krwawi, a gdy pęknie ulotni się z niego
wszystko to, co w nim cenisz.- szepnęła i wstała.
Władca Piekła podniósł się i delikatnie chwycił jej
dłoń.
-Wiedz,
że liczę się z twoim zdaniem, Shi, ale nie mogę czekać. Po prostu nie mogę. To
zbyt duże ryzyko. Bóg nie chciał żeby żyła. Ona nie pasuje do Jego planu.
-Wiem.-
westchnęła
i pokręciła głową odsuwając od siebie wszystkie nieprzyjemne myśli-Muszę już
iść. Za kwadrans mam zawał.
Lucyfer skinął głową i odprowadził ją do wyjścia.
Rozpłynęła się w powietrzu zostawiając po sobie jedynie chłód, który chwilę
potem również zniknął
<***>
Miho Sora w zamyśleniu patrzyła na zapełnioną
ozdobnym drukiem stronę. Patrzyła, choć nie zdołała przeczytać ani słowa.
-Mamo?- odezwała się drobna zielonooka
dziewczyna.
Kobieta nie zareagowała. W dalszym ciągu patrzyła na
lekko pożółkłe kartki, na których mieściła się cała mądrość rodu potężnych Niszczycieli.
Zagarnęła kasztanowy lok za ucho i podeszła
bliżej. Wyciągnęła rękę i pomachała nią przed twarzą Sora. Oderwała się nagle
od książki i spojrzała na nią.
-Mamo,
co się dzieje?- spytała
cicho.
-Nie
można tego tak zostawić.- odpowiedziała wstając od biurka.
-Ale
czego?
-Ta
dziewczyna… jej trzeba pomóc.- powiedziała tak cicho, że człowiek miałby problem
z dosłyszeniem tego.
Oczy dziewczyny pociemniały.
-Po
co? To nie nasza sprawa.- burknęła pod nosem.
-Żeby
nie ona, dziś bym tu nie stała. Zrozum, Natsumi to jest nasza sprawa.
-Ciekawe…
od kiedy to tak przejmujesz się innymi?- prychnęła zakładając ręce.
-Nie
innymi. Tylko nią. Zasługuje na pomoc.
-Ja
do tego ręki nie przyłożę.
-Nie
musisz. Zrobię to i bez twojej pomocy.
<***>
-A
więc to już?
-Tak,
Panie.-
zielonooki skinął głową.
Czekał na ten moment od chwili, gdy okazało się, że
przeżyła rytuał.
-Nareszcie.- odetchnął głęboko i uśmiechnął
się do siebie-Jak ona się czuje?
-Ciężko
powiedzieć. Chyba jeszcze nie wyszła z szoku.- oznajmił.
-Obudziła
w sobie moc… nie sądzisz, że trzeba to uczcić?- choć było to pytanie, Jonathan
wiedział jakiej odpowiedzi wymaga Lucyfer.
-Oczywiście.
-Niech
na razie zostanie na Ziemi.
-Panie,
wydaje mi się, że powinniśmy póki co trzymać ją z dala od ludzi.
-A
dlaczegóż to?
-To
wszystko jest dla niej nowe, a ta moc jest nieprzewidywalna.
Szatan przeszedł przez pokój i stanął przy oknie.
Przez jego twarz przemknął delikatny uśmiech. Splótł ręce za plecami, po czym
rzekł spokojnie:
-Dlatego
zostaniesz tam z nią.
Odpowiedział skinieniem.
-A
z jej matką ja sobie jeszcze porozmawiam.- mruknął pod nosem i westchnął chyba już po raz
tysięczny tego dnia.
Wszystko działo się nie po jego myśli. Chciał
ograniczyć kontakt Aiki z matką, jednak nie podobało mu się to. Miał nadzieję,
że uda mu się sprawić, iż dziewczyna stopniowo sama oddali się od matki, ale
wszystkie plany szlag trafił.
-Rozmawiałem
z nią, Panie. To nie jej wina…- zaczął, lecz Lucyfer uciszył go podnosząc dłoń.
-Nie
jesteś obiektywny, Jonathanie.
-Ale…
-Bez
żadnego „ale”. Myślisz, że nie wiem o tym, iż dla tej kobiety jesteś gotów
porzucić wszystko?
Blondyn milczał. Opuścił głowę, by uniknąć chłodnego
spojrzenia diabła. Piekło nie odtrąciło go, gdy ze złamanym sercem pojawił się
u jego wrót. Lucyfer dał mu moc. Sprawił, że mógł zapomnieć o bólu, który
rozdzierał jego duszę. Dał mu tak wiele, nie żądając niczego w zamian. Mimo
tego wiedział, że gdyby tylko Mari mu wybaczyła odrzuciłby to wszystko, co dał
mu Szatan.
-Możesz
odejść.-
powiedział po chwili.
Jonathan pokłonił się lekko i odszedł.
Władca Piekła opadł bezradnie na stojący nieopodal
fotel.
-To
było głupie posunięcie, Mari.- powiedział w przestrzeń.
-Naprawdę?- spytał cichy głos.
Chłodny powiew wiatru poruszył ciężkimi
zasłonami. Powietrze przed nim zgęstniało i zaczęło powoli nabierać kształtów.
Subtelna postać wlepiła w niego swe zielone oczy i nie wiedzieć czemu
uśmiechnęła się.
-Skrzywdziłaś
ją. A ja nie pozwolę, by ktokolwiek ją krzywdził.- syknął, a jego spojrzenie było
zimne niczym lód.
Uśmiech zniknął z twarzy Kiyokuro. W tej chwili
poczucie winy mieszało się na niej ze smutkiem.
-To
moja córka… moja jedyna córka. W życiu nie chciałam jej zranić...- szepnęła.
-Chciałaś,
czy też nie, zrobiłaś to. Ale nic. Powiedzmy, że jestem miłosierny i nie
zemszczę się za to na tobie.
Na te słowa Mari zaśmiała się ponuro.
-Miłosierny?
Wiesz w ogóle czym jest miłosierdzie?- prychnęła z politowaniem patrząc na niego.
-Wiem.
Tylko, że nie każdy na nie zasługuje.- odpowiedział spokojnie.
-I
ja niby zasłużyłam?
-Powiedzmy,
że to w podzięce.
-Za
co?- uniosła
jedną brew.
-Cóż,
jesteś matką mojej wybranki.- uśmiechnął się czarująco.
Nie dotykając ziemi przeszła po komnacie rozglądając
się wokół. Podziwiał grację z jaką się poruszała. Nie sposób było nie zauważyć
podobieństwa między nią, a jej córką.
-Myślisz,
że jestem głupia? Zbyt długo żyję na tym świecie, by myśleć, że ktoś taki jak
ty robi coś bezinteresownie.
-Nie
zemszczę się pod warunkiem, że wrócisz do swojego ciała…
-Iie.- przerwała mu stanowczo.
-Nande?
Wzięła głęboki oddech i odwróciła się w jego
kierunku.
-Nie
mogę.
-Nie
wierzę… Pogromczyni, na której imię drżały ze strachu wszystkie demony tchórzy?- spytał z szyderstwem w głosie.
-Może
i tchórzę, może i uciekam, ale wiem, że będąc tam, na Ziemi, zraniłabym ją
jeszcze bardziej. Jestem silna, ale nie aż tak. Wiem, że więcej bym już nie
zniosła, dlatego odeszłam. Myślisz, że jak czułaby się Aika widząc, że jej
matka się załamuje?- obróciła
się i podeszła do okna.
Gdy odwróciła się, by znów spojrzeć na Lucyfera
niewiele brakowało, a podskoczyłaby ze strachu. Stał przed nią mierząc ją
spojrzeniem godnym stoika.
-A
myślisz, że jak czuje się teraz? Obwinia się o to co się stało. Gdyby nie
Jonathan pewnie serce już dawno pękłoby jej z żalu.- powiedział tonem, w którym
pobrzmiewała pretensja.
W jednej sekundzie przez jej twarz przebiegło tak
wiele emocji, że zliczenie ich byłoby niemałym wyzwaniem. Po chwili jednak
powoli przecząco pokręciła głową.
-Wrócę
kiedy uznam, że już czas. Przykro mi, ale ten czas jeszcze nie nadszedł.- szepnęła.
-Posłuchaj...
wierz lub nie, ale jestem ci w pewien sposób wdzięczny i nie chciałbym cię
krzywdzić. Lecz jeśli myślisz, że moja cierpliwość się nie kończy, to jesteś w
wielkim błędzie.- syknął
wbijając w nią lodowate spojrzenie.
Komnatę przeszył dźwięczny śmiech Kiyokuro.
-Robisz
podstawowy błąd. Nie doceniasz mnie. A ja się ciebie nie boję. Jestem niematerialna,
nic mi nie zrobisz.- posłała
mu słodki niczym miód uśmiech.
W jednej sekundzie wyciągną dłoń w jej stronę. Lecz
zamiast trafić w pustkę, zacisnął dłoń na jej gardle.
-Wiesz,
że mogę cię tu i w tej chwili udusić?
-Mimo
wszystko, dalej się ciebie nie boję- odpowiedziała, gdy nieco rozluźnił uścisk.
Zamknęła oczy i rozpłynęła się w powietrzu.
-A
do ciała nie wrócę!- jej głos
odbił się echem i już nie można było wyczuć jej obecności.
<***>
Słysząc bolesne jęknięcie, Aika podniosła się z
łóżka. Starając się robić jak najmniej hałasu wyszła na korytarz. Delikatnie nacisnęła klamkę i pchnęła drzwi.
W środku, na wąskim łóżku, które od zawsze stało w pokoju gościnnym spała
Strażniczka. Oddychała spokojnie w równym tempie. Niszczycielka podeszła
bliżej. Usiadła obok Fii i odgarnęła jej grzywkę.
-Jak
się czujesz?- zapytała cicho.
-Gorąco
mi…-
szepnęła patrząc na nią spod półprzymkniętych powiek.
Aika zamoczyła ręcznik w stojącej na szafeczce misce
wody. Delikatnie otarła nim twarz brunetki. Podniosła się, by wyjść, lecz
Strażniczka złapała ją za rękę.
-Nie
zostawiaj mnie…- poprosiła.
-Zaraz
wrócę.
Po chwili puściła jej dłoń, a Aika uśmiechnęła się
subtelnie. Zeszła na dół, by po chwili wrócić z tacą. Nalała do szklanki
chłodnej wody i podtrzymując głowę dziewczyny przysunęła brzeg szklanki do jej
ust.
-Masz
gorączkę. Gdy wróci Jonathan zajmie się tobą.- O ile wróci… dodała w myślach.
Odstawiła szklankę na szafkę.
-Spróbuj
zasnąć.- powiedziała poprawiając jej poduszkę.
Wstała i podeszła do drzwi.
-Arigato.-
wyszeptała Fia.
-Nie
ma za co. Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, zawołaj mnie.-
uśmiechnęła się delikatnie i wyszła, zostawiając lekko uchylone drzwi.
Wróciła do swojego pokoju. Wyciągnęła z szafy szarą
sukienkę za kolano oraz czarny sweterek i na palcach, by nie przeszkadzać
rannej Fii, weszła do łazienki. Po pół godzinie zeszła do salonu.
Przez wiszące na oknie zasłony powoli przedostawało się
blade światło poranka. Aika oparła głowę na dłoni. Chciała wszystko przemyśleć.
-I
co teraz ze mną będzie?- zapytała w przestrzeń.
Odsłoniła okna. Pogoda bynajmniej nie zachęcała do
wyjścia z domu. Szaro-bure chmury, z których padał drobny deszczyk przykrywały
niebo. Wiatr kołysał wierzchołkami drzew zrywając z nich liście. Westchnęła
ciężko i opadła na fotel. Doskonale wiedziała, że powinna iść do szkoły, ale
nie miała na to ochoty. Tak dokładniej, to nie miała ochoty na nic.
-Zastanówmy
się… czy ja aby nie jestem na straconej pozycji?
Jesteś
na najlepszej pozycji…
-Nani?
Masz
moc, jesteś nieśmiertelna…
-I
mam Władcę Piekła na karku.- mruknęła i rozejrzała się dookoła-Boże, mówię do siebie… oszalałam.-
westchnęła uderzając się w czoło.
Nie
oszalałaś… A Lucyfer to twój najmniejszy problem…
-No
nie powiedziałabym, że najmniejszy problem.- cmoknęła z
niesmakiem.
Z
Lucyferem sobie poradzisz… On cię nie skrzywdzi… W tej chwili twój największy
problem stoi za drzwiami…- odpowiedział Whisper i zamilkł.
Usłyszała dzwonek do drzwi. Podeszła do wejścia i
spojrzała przez judasza. Na zewnątrz stał mężczyzna w wieku około czterdziestu
pięciu lat. Uchyliła drzwi patrząc na niego podejrzliwie.
-Tak?-
spytała cicho nie otwierając drzwi ani o milimetr szerzej.
Przyjrzał się jej uważnie.
-Aika
Kiyokuro, jak mniemam?
-We
własnej osobie. A pan jest kim?
-Dowódca
Pierwszego Legionu Pogromców Demonów, Shiro Takami.- przedstawił
się.
-Jeśli
przyszedł pan do mamy…- zaczęła niepewnie.
-Nie,
dziecko. Przyszedłem do ciebie.- powiedział spokojnie.
Skinęła głową i przepuściła go w drzwiach.
Zaprowadziła go do salonu.
-Kawy?
Herbaty?- zapytała wskazując mu miejsce na kanapie.
-Nie
rób sobie kłopotu, dziecko.
Usiadła na fotelu i spojrzała wyczekująco na
mężczyznę.
-A
o czym chciał pan ze mną rozmawiać?
-Chciałbym
cię gdzieś zabrać.- odpowiedział i podniósł się.
-A
przepraszam bardzo, po czym pan wnioskuje, że ja z panem gdziekolwiek pójdę?-
zapytała zaciskając palce na podłokietnikach.
-Nie
masz wyboru, moje dziecko.- powiedział tonem, który wskazywał
na to, że wcale nie żartuje.
-Jest
pan bardzo przekonujący.- westchnęła ciężko i wstała.
Chwycił ją za rękę i zamknął oczy. Po chwili w
pomieszczeniu nie było po nich śladu.
<***>
-Aya-chan,
masz gościa.- odezwała
się Maaya Hiou.
Dziewczyna wstała, zostawiając na łóżku stos kredek
i swoje niedokończone dzieło.
-Jeśli
to znowu Yoshiro…- zaczęła
ze złością w głosie.
-Spokojnie.
To nie on.- zapewniła i uśmiechnęła się do niej lekko.
-W
takim razie kto?- spytała
niepewnie.
Kobieta o zielonych oczach wzruszyła ramionami
uśmiechając się tajemniczo. Szesnastolatka zerknęła na nią podejrzliwie.
-Coś
kombinujesz, mamo.- stwierdziła-I chyba mi się to nie podoba.
-Ja?
Ależ skąd!
Aya pokręciła głową i zeszła na dół.
Popatrzyła na stojącego w drzwiach Hiroshiego i oniemiała. Jak ją znalazł? Jak
ominął zaklęcie chroniące dom? I najważniejsze, po co w ogóle jej szukał?
-Jak
mnie znalazłeś?- wydukała
podchodząc bliżej.
-To
akurat nie było trudne. Wystarczyło wiedzieć jak się nazywasz.- odpowiedział
i uśmiechnął się.
-Ale
skąd…- zaczęła,
lecz wyciągnął z kieszeni coś, co sprawiło, że zamilkła.
Teramoto trzymał w dłoni jej kalendarzyk.
-Wyjąłem
ci go z kieszeni, gdy nie patrzyłaś.- powiedział bez skrępowania.
-I
wpuściliście go tu? Od tak sobie? A jak to jakiś psychol?!- spytała patrząc to na stojącą
obok Maayę, to na siedzącego na kanapie Kage.
-Aya,
nie mów tak. To niekulturalne.- upomniała kobieta.
-Tato…- szepnęła błagalnie z nadzieją
spoglądając na mężczyznę.
-Aya,
a co ja mogę?- spytał
bezradnie rozkładając ręce.
Zrezygnowana spojrzała na chłopaka.
-Po
co przyszedłeś?
-Zaprosić
cię na spacer.-
powiedział uśmiechając się zniewalająco.
Szarooka wyjrzała przez okno. Drobny deszczyk zdążył
zmienić się w ulewę.
-Postradałeś
zmysły? Leje jak z cebra.-
prychnęła
zakładając ręce.
-A
gdzie tam! Ledwie kapuśniaczek!- machnął lekceważąco ręką-Wydaje mi się, że
teraz powinnaś powiedzieć: „Z chęcią wybiorę się z tobą na spacer, Hiroshi.”-
przechylił się lekko do przodu opierając się o czarny parasol.
Kage widząc wzrok córki westchnął.
-Na
mnie nie patrz.
Z miną cierpiętnicy podreptała do pokoju po płaszcz
i parasolkę.
-Tak
naprawdę to bardzo miła dziewczyna.- zapewniła Maaya.
-Wiem.- posłał
jej delikatny uśmiech.
-Możemy
iść.- mruknęła
nastolatka zapinając ostatnie guziczki fioletowego płaszczyka.
-Dowidzenia
państwu.- pożegnał
ich skinieniem głowy i otworzył drzwi przepuszczając w nich Ayę.
-Dowidzenia.- odpowiedziała Maaya.
Drzwi zamknęły się, a zielonooka kobieta opadła z
zadowoleniem na kanapę.
-Nie
przesadziłaś?- spytał z
cichym westchnieniem.
-Iie.
Jak myślisz, będzie coś z tego?
Położyła głowę na ramieniu męża i uśmiechnęła się do
siebie.
-Nie
wiem. Naprawdę, nie wiem.
<***>
Witam!
Tatararatata!
Ladies and Gentlemen... hm, właściwie to tylko Ladies... oto rozdział X!
Przepraszam, że tak późno, ale składało się na to kilka czynników zupełnie
niezależnych ode mnie (lenistwo też ode mnie nie zależy xD)... Tak czy siak,
chciałam podziękować komentującym. Podnosicie samoocenę "autorki"
xD Co do rozdziału XI to... wiecie, że Was kocham, c'nie? xD
Pozdrawiam-
Andzik
Hey!
OdpowiedzUsuńTak, wiemy, wiemy xD
Rozdział.... bardzo spokojny.... Lucyfer ma jakieś uczucia wyższe... Chyba, bo w sumie to niewiele mogę na ten temat powiedzieć, ale wydaje się iż Aika jest ważna dla niego.
Strażniczka to temat rzeka. Na razie można pogdybać co z nią jest i będzie, a i tak nic pewnego nie wiadomo...
Aya i Hiroshi? Hehehe no proszę... Może COŚ z tego będzie xD
Dzięki za info!
Ave i weny!
K.L.
No spokojny... Ale musicie mieć chwilę wytchnienia, bo wszystko si ę za szybko działo. On nie ma uczuć wyższych jeśli nie ma w tym interesu...
UsuńO Strażniczce więcej będzie w XI.
COŚ na pewno będzie. a co to się jeszcze okaże xD
Pozdrawiam- Andzik
Aha, czyli typowy demon. Eh... Ale może to i dobrze... Lucek dobry? Nie kupiłabym tego :D
UsuńAj czyli i tak nie będę mogła się doczekać...
Świetnie! *wywraca oczami* Czyli nie zdradzisz co?? Choć nie powinno się spojlerować... xD
Może nie tak całkiem typowy, ale coś w ten deseń... Dobrego Lucjana też bym nie kupiła xD
UsuńPowoli zabieram się za pisanie, bo pomysłów na ten wątek mam miliony... a doczekać to się doczekasz, bo postaram się szybko napisać :)
Spoilery są zUe. No, chyba, że to ja chcę się czegoś dowiedzieć xD
Ach, ten Lucek. Zawsze w tego typu wątkach wydaje mi się mało... nieludzki i diaboliczny, skoro kogokolwiek darzy jakimkolwiek uczuciem.
OdpowiedzUsuńŻal mi i Aiki, i Mari. Ale mimo wszystko nie do końca rozumiem decyzję matki - bądź co bądź na swój sposób opuściła córkę, która jej potrzebuje... Ech, przykre.
Jak miło, że Aika opiekuje się Fią Q.Q Mam nadzieję, że zostaną przyjaciółkami xd
Ojć, cóż ten Shiro zrobił Aice? Dokąd ją teleportował?
Hiroshi powala! Nie no, serio, kocham gościa! Mam go przed oczami <3 Tak szczerze, przydałby mi się ktoś taki w prawdziwym życiu ()... Nie no, a rodzice też mnie rozbroili xd Nie dość, że niezła w domku konspira, to jeszcze teksty Kage... cudeńko xD Buu, umrę, nim doczekam się rozwinięcia tego wątku ;_;
Gomen, że tak krótko, ale w dalszym ciągu na nic nie mam weny, komentarze nie są tu wyjątkiem T^T Buziaki i pisz, pisz, pisz! (Ktoś musi normę wyrabiać, nie? xd)
Jeny... Tam miało być: Tak szczerze, przydałby mi się ktoś taki w prawdziwym życiu (*wysyła rodzinie i przyjaciołom telepatyczną wiadomość: "Zeswatajcie mnie z jakimś słodkim psycholkiem-optymistą!"*)...
UsuńOn jest materialistą. Lubi posiadać i tyle. A co do uczuć... To mu się tylko wydaje.
UsuńŻal mi ich wszystkich, ale jak już mówiłam, jestem sadystką xD
Tak... Co z tej opieki wyniknie jeszcze zobaczymy ^^
Nie powiem! Bo to będzie meeega spoiler, a obiecałam sobie, że spoilerować nie będę xD
No... Hiroshi to akurat mi się udał. Kage umył rączki i radź sobie sama, córcia xd
Nie umrzesz... Andzik ma plan i go powoli (z naciskiem na powoli) realizuje :D
Ta... Tobie przydałby się taki optymista... Pozostaje się modlić... Proście, a będzie wam dane! XD
Czemu akurat ją muszę nadrabiać?! To nie fair!
Może xp
UsuńNo, jesteś. Ale spoko, nie tylko Ty ^^'
Zapewne xp
Dobrze, dobrze, bądź co bądź nie znoszę spoilerów, więc Ci wybaczam xD Ale nie omieszkam powtórzyc, iż miło by było, gdybyś jednakowoż pospieszyła się z pisaniem :D
O tak, nie da się ukryc, udał Ci się :) Ach, ten tatuś xd
Skąd wiesz? Nigdy nic nie wiadomo ;_; Więc realizuj ów plan, ale może jednak nieco szybciej...?
Noo, przydałby się jak nic ;_; Buu...
Życie jest brutalne, a padło na Ciebie xD Wiesz, zanim napiszesz tyle, ile ja w ciągu ostatnich paru lat, miną wieki :P
Nie poganiaj, bo nic z tego nie wyjdzie. Nie mogę się stresować, dlatego kiedy piszę spożywam ogromne ilości melisy :P
UsuńJaki ja mam na to wszystko pomysł! Tylko żeby to ładnie w słowa ubrać...
Bo ostatnio postanowiłam zostać wróżką (a dokładniej asystentką wróżbity Macieja xD) *zaczyna się zastanawiać, czy nie wykorzystać swego daru w hazardzie*
Ale... ja jeszcze dzieckiem jestem! Nie masz litości!
Melisa dobra rzecz :P
UsuńPowodzenia we wróżbiartwie xp
Ostatnio narzekałaś, że jesteś stara jak świat :P
Nowy wpis na tojikomerareta-tori, wpadnij, jeśli masz ochotę ;)
Bo... bo jestem stara jak świat! A nad seniorami też nie wolno się znęcać!
UsuńWeź się tu dogadaj z taką :P
UsuńNowość na tojikomerareta-tori, zapraszam :)
Dobra bebe Suzu-chan zacznie komentarzyk ^ ^" Na ale dobra zanim przejdę do niego od razu przeproszę za to że tak długo nie komentowałam ale miałam sporo zamierzanie z praktykami, ostatnimi egzaminami więc sama rozumiesz... Jeszcze raz sorki ^ ^" No ale dobra już bez zbędnych wstępów...
OdpowiedzUsuńEch nie ma to jak być zwiastunką nieszczęść ^ ^" No ale cóż miło że mimo wszystko ktoś się mną zajął Q.Q
Heh w ogóle Jonathana i Aiki było kurka trochę wzruszająca Q.Q Heh po za tym proszę moce się ujawniły ^ ^"
No to teraz mała wizyta w piekle...xD No cóż Lucek zakochany...Czyżby piekło zamarzło xD Choć że się tak wyrażę zapewne miłość dość specyficzna xD Hah i jak się domyślam mamy pannę Śmierć ^ ^" Zamiast szkieletu z kosą mamy młode dziewczę no proszę xD Swoja drogę fajne stwierdzenie z tymi duszami...Lubię takie coś...
Nie no żal mi Jonathana żal mi Mari ;( Ech nooo T^T Ech ale chyba muszę przyznać rację Luckowi... Moim zdaniem Mari stchórzyła i jeszcze bardziej zraniła córkę... No ale to tak moim skromnym zdaniem... Ale trzeba kobicie przyznać że jeżeli chodzi o Lucyfera wykazała się niezłą odwagą...
Oj jak miło że Aika tak się mną troskliwie zajmuję Q.Q Kurka zżera mnie ciekawość jak to dalej będzie! D: No i dokąd zabrali Aikę! D: Pisz szybko noooo bo mnie ciekawość zje Q.Q
Nie no scenkę z rodzicami Ayi miałam przed oczami xD Nie no uśmiałam się jak nie wiem xD Konspira trzeba przyznać pierwsza klasa xD
Dobra to na tyle i pisz szyciutko co ^ ^" No i jeszcze raz sorki że tak późno Q.Q
Nic nie szkodzi, dzięki za komentarz :*
UsuńKtoś musiał, inaczej Jennifer (której nawiasem strasznie mi szkoda) zrobiłaby z bazyliszka swojego psa obronnego.
Te moce to strasznie kłopotliwa sprawa...
On jej nie kocha! Zależy mu na niej, bo ma mu podbić świat. I nic więcej...
A zastanawiałam się nad tym, kto się domyśli xD Panna Śmierć ma kilka twarzy. Szkielet z kosą też się znajdzie xD Tak właśnie pisałam o tych duszach i pomyślałam, że to w twoim stylu xD
Będzie jak będzie. Już wystarczająco zaspoilerowałam xD
Oni ją z kimś zeswatają. Bez różnicy z kim. Byleby nie wyszła za tamtego dziada co to ją tak skrzywdził.
Piszę! Ale problemy z internetem mam i nie wiem, czy uda mi się w najbliższym czasie dodać!
Nareszcie udało mi się dokończyć rozdział xD Zatem zapraszam do mnie :P
OdpowiedzUsuńU mnie notka informacyjna... I liczę że niebawem napiszesz co nieco :P
OdpowiedzUsuńU mnie też notka informacyjna (czy coś w tym stylu - w każdym razie dla odmiany pozytywna, więc zapraszam xD). I kiedy będzie nowy rozdział, co? Dawno nic nie dodawałaś T^T
OdpowiedzUsuńEee... u mnie? ^^"
UsuńNie no, sama wiem, że dawno nic nie było, ale składało się na to kilka powodów... zobaczę co da się zrobić...
U mnie, u nas, co za różnica. No ale w sumie jak Kao wróciła z łaski swojej, to może przestawię się na "u nas". A zatem U NAS na opo.xx.pl przedwczoraj ukazał się wreszcie nowy rozdział, więc zapraszam.
UsuńNo rozumiem, zresztą tak teraz chyba u wszystkich jest. Może wakacje coś zmienią, zobaczymy. W każdym razie czekam!