wtorek, 9 kwietnia 2013

Rozdział X




Panującą w salonie ciszę od czasu do czasu przeszywał grzmot. Kiyokuro westchnęła ciężko zaglądając w okno. Szczelniej owinęła się kocem i ścisnęła kubek gorącej herbaty w dłoniach. Mokre kosmyki niedawno umytych włosów przylepiały się do jej policzków, lecz nie zwracała na nie uwagi. Czkając na Jonathana próbowała wszystko sobie ułożyć. Wcześniej nie miała czasu się nad tym zastanawiać, ale teraz musiała dowiedzieć się co tak właściwie się stało. Usłyszała kroki. Mimo że wokół było ciemno dokładnie widziała idącą w jej kierunku postać demona. Chwycił stojące przy ścianie krzesło i postawił je naprzeciw niej. Bez słowa usiadł i pochylił się, opierając łokcie na kolanach.
-Masz pojęcie kogo przyprowadziłaś do domu?- spytał spokojnie.
Pokręciła przecząco głową, zawijając mokry kosmyk włosów na palec.
-Strażniczkę. Przyprowadziłaś do domu Strażniczkę.- odpowiedział tym samym tonem i spojrzał jej w oczy.
Opuściła głowę i wzruszyła ramionami.
-To co ja miałam zrobić? Zostawić ją tam?- mruknęła cicho.
-Tak byłoby najlepiej. Ta dziewczyna sprowadzi na ciebie nieszczęście.
Jeszcze raz wzruszyła ramionami.
Jonathan, widząc, że nie doczeka się odpowiedzi westchnął ciężko. Dziewczyna pociągnęła łyk gorącego naparu, lecz gdy poczuła w ustach smak krwi odstawiła kubek. Wbijając wzrok w kolana zwinęła się na kanapie w kłębek.
-Aika?
Nie zareagowała.
-Chcesz coś powiedzieć?
Wzięła głęboki oddech i pokiwała głową.
-Nie mogę tego zrozumieć.- pożaliła się.
-Czego?
-Wszystkiego.- wykonała bliżej nieokreślony gest ręką, który widocznie miał oznaczać to „wszystko”.
-Aika, mów jaśniej.- poprosił.
-Jest ciemno…
-Niezbyt odkrywcze.
-Nie przerywaj mi.- upomniała go i zaczerpnęła powietrza-Jest ciemno, ale ja widzę wszystko. Tak, jak za dnia. Wszystko jest jasne. Tak nie powinno być.
-To normalne. Jesteś córką Ciemności, więc jak mogłabyś nie widzieć po zmierzchu?- wytłumaczył bez nerwów.
-Wcześniej tak nie było.
-Przemiana postępuje. Zyskujesz nowe cechy z dnia na dzień. Pogódź się z tym.
-Jest coś jeszcze.- odezwała się po chwili milczenia.
-Tak?
-Nie wiem jak, ale spojrzałam w oczy bazyliszkowi. I nic. Nic mi nie zrobił. Wydawało mi się, że on się mnie… boi.
-Niemożliwe...- mruknął marszcząc brwi-Spójrz na mnie.- polecił.
Bez zastanowienia wykonała jego rozkaz. Intensywnie przyglądał się jej oczom, po czym zsunął z niej koc i podwinął rękaw bluzki tak, by móc ujrzeć jej ramię.
-To wszystko?- spytał kładąc chłodną dłoń na rozgrzanym symbolu.
-To ramię... strasznie mnie bolało… To coś… to coś chciało krwi. Wtedy, właściwie nie wiem dlaczego, położyłam rękę na bazyliszku i…
-Niech zgadnę… przestało cię boleć?- spytał wchodząc jej w zdanie.
Pokiwała głową.
-Nie spodziewałem się, że stanie się to tak szybko.- westchnął przecierając oczy.
Podniósł się z miejsca. Pomieszczenie rozświetliło światło błyskawicy.
-Idź na górę. Spróbuj zasnąć.- powiedział idąc w stronę wyjścia.
-A…- ty dokąd? dokończyła w myślach.
-Ja będę w Piekle.
-Ale…- pisnęła cicho.
Nie zostawiaj mnie tu samej! miało ochotę krzyknąć, lecz nie mogła wydobyć z siebie głosu.
-Spokojnie, wrócę.
-Obiecujesz?
-Obiecuję.- zapewnił i zniknął
<***>
Niecierpliwie na podłokietniku wybijając rytm palcami wpatrywał się w pustą przestrzeń.
-Jesteś niespokojny, Lucyferze.- stwierdziła na oko osiemnastoletnia dziewczyna.
Uniosła filiżankę do ust i pociągnęła łyk herbaty.
-Coś jest nie tak.- oznajmił opierając brodę na pięści.
Dziewczyna odstawiła filiżankę. Wlepiła siwe oczy w diabła i uśmiechnęła się tajemniczo.
-Z nią? Z tą twoją tajemniczą wybranką, córką Kiyokuro?- spytała zakładając nogę na nogę.
Skinął głową.
-Jaka ona jest?
-Jej nie da się opisać w kilku słowach. Ją trzeba poznać.- odpowiedział z cichym westchnieniem.
Odrzuciła w tył białe włosy. Studiowała uważnie wyraz jego twarzy, chcąc odgadnąć jego uczucia.
-Ma dopiero szesnaście lat…- powiedziała półszeptem-Zależy ci na niej?- zapytała subtelnie.
-Oczywiście, że tak.
-Jeśli ci na niej zależy, daj jej normalnie żyć.
-Nie ma mowy. Zbyt długo na nią czekałem, by teraz pozwolić jej odejść.- pokręcił przecząco głową.
-Ona ma TYLKO szesnaście lat.
-Jest nieśmiertelna.- warknął mrożąc ją spojrzeniem.
-Zgadza się. Jej zegar zatrzymał się. Zatrzymał się, a jego wskazówki już nigdy więcej nie drgną. Czas przestał się dla niej liczyć. Ale nie uwzględniłeś jednego. Serce, jej dusza ma osobny zegar.  I on… - w jej dłoni pojawił się zegarek na łańcuszku-jak widzisz wciąż odmierza. Sekundy, minuty, godziny… lata.
Zatrzasnęła wieczko i schowała zegarek do niewielkiej kieszonki w żakiecie.
-Powiedz mi, czym jest to jej szesnastoletnie serce w porównaniu z twoją duszą? Z duszą, która jest od początku?
-Ma młode serce.  Ale właśnie dlatego jest tak wyjątkowe. Wciąż kieruje się emocjami, jest w nim wiara, miłosierdzie. A ja… ja nie mam duszy, Shi. Nie mam jej od tamtego momentu.
Dziewczyna westchnęła i uśmiechnęła się smutno.
-Nie oszukuj się. Masz duszę, Lucyferze. Każdy ją ma, nawet ty. Mimo że od momentu upadku jest czarna niczym smoła, to nadal ją masz.
Nie odpowiedział jej. Wbił nieobecne spojrzenie w przestrzeń, pogrążając się w myślach.
-Uważaj na nią, Lucyferze. Uważaj, bo jej serce krwawi, a gdy pęknie ulotni się z niego wszystko to, co w nim cenisz.- szepnęła i wstała.
Władca Piekła podniósł się i delikatnie chwycił jej dłoń.
-Wiedz, że liczę się z twoim zdaniem, Shi, ale nie mogę czekać. Po prostu nie mogę. To zbyt duże ryzyko. Bóg nie chciał żeby żyła. Ona nie pasuje do Jego planu.
-Wiem.- westchnęła i pokręciła głową odsuwając od siebie wszystkie nieprzyjemne myśli-Muszę już iść. Za kwadrans mam zawał.
Lucyfer skinął głową i odprowadził ją do wyjścia. Rozpłynęła się w powietrzu zostawiając po sobie jedynie chłód, który chwilę potem również zniknął
<***>
Miho Sora w zamyśleniu patrzyła na zapełnioną ozdobnym drukiem stronę. Patrzyła, choć nie zdołała przeczytać ani słowa.
-Mamo?- odezwała się drobna zielonooka dziewczyna.
Kobieta nie zareagowała. W dalszym ciągu patrzyła na lekko pożółkłe kartki, na których mieściła się cała mądrość rodu potężnych Niszczycieli.
Zagarnęła kasztanowy lok za ucho i podeszła bliżej. Wyciągnęła rękę i pomachała nią przed twarzą Sora. Oderwała się nagle od książki i spojrzała na nią.
-Mamo, co się dzieje?- spytała cicho.
-Nie można tego tak zostawić.- odpowiedziała wstając od biurka.
-Ale czego?
-Ta dziewczyna… jej trzeba pomóc.- powiedziała tak cicho, że człowiek miałby problem z dosłyszeniem tego.
Oczy dziewczyny pociemniały.
-Po co? To nie nasza sprawa.- burknęła pod nosem.
-Żeby nie ona, dziś bym tu nie stała. Zrozum, Natsumi to jest nasza sprawa.
-Ciekawe… od kiedy to tak przejmujesz się innymi?- prychnęła zakładając ręce.
-Nie innymi. Tylko nią. Zasługuje na pomoc.
-Ja do tego ręki nie przyłożę.
-Nie musisz. Zrobię to i bez twojej pomocy.
<***>
-A więc to już?
-Tak, Panie.- zielonooki skinął głową.
Czekał na ten moment od chwili, gdy okazało się, że przeżyła rytuał.
-Nareszcie.- odetchnął głęboko i uśmiechnął się do siebie-Jak ona się czuje?
-Ciężko powiedzieć. Chyba jeszcze nie wyszła z szoku.- oznajmił.
-Obudziła w sobie moc… nie sądzisz, że trzeba to uczcić?- choć było to pytanie, Jonathan wiedział jakiej odpowiedzi wymaga Lucyfer.
-Oczywiście.
-Niech na razie zostanie na Ziemi.
-Panie, wydaje mi się, że powinniśmy póki co trzymać ją z dala od ludzi.
-A dlaczegóż to?
-To wszystko jest dla niej nowe, a ta moc jest nieprzewidywalna.
Szatan przeszedł przez pokój i stanął przy oknie. Przez jego twarz przemknął delikatny uśmiech. Splótł ręce za plecami, po czym rzekł spokojnie:
-Dlatego zostaniesz tam z nią.
Odpowiedział skinieniem.
-A z jej matką ja sobie jeszcze porozmawiam.- mruknął pod nosem i westchnął chyba już po raz tysięczny tego dnia.
Wszystko działo się nie po jego myśli. Chciał ograniczyć kontakt Aiki z matką, jednak nie podobało mu się to. Miał nadzieję, że uda mu się sprawić, iż dziewczyna stopniowo sama oddali się od matki, ale wszystkie plany szlag trafił.  
-Rozmawiałem z nią, Panie. To nie jej wina…- zaczął, lecz Lucyfer uciszył go podnosząc dłoń.
-Nie jesteś obiektywny, Jonathanie.
-Ale…
-Bez żadnego „ale”. Myślisz, że nie wiem o tym, iż dla tej kobiety jesteś gotów porzucić wszystko?
Blondyn milczał. Opuścił głowę, by uniknąć chłodnego spojrzenia diabła. Piekło nie odtrąciło go, gdy ze złamanym sercem pojawił się u jego wrót. Lucyfer dał mu moc. Sprawił, że mógł zapomnieć o bólu, który rozdzierał jego duszę. Dał mu tak wiele, nie żądając niczego w zamian. Mimo tego wiedział, że gdyby tylko Mari mu wybaczyła odrzuciłby to wszystko, co dał mu Szatan.
-Możesz odejść.- powiedział po chwili.
Jonathan pokłonił się lekko i odszedł.
Władca Piekła opadł bezradnie na stojący nieopodal fotel.
-To było głupie posunięcie, Mari.- powiedział w przestrzeń.
-Naprawdę?- spytał cichy głos.
Chłodny powiew wiatru  poruszył ciężkimi zasłonami. Powietrze przed nim zgęstniało i zaczęło powoli nabierać kształtów. Subtelna postać wlepiła w niego swe zielone oczy i nie wiedzieć czemu uśmiechnęła się.
-Skrzywdziłaś ją. A ja nie pozwolę, by ktokolwiek ją krzywdził.- syknął, a jego spojrzenie było zimne niczym lód.
Uśmiech zniknął z twarzy Kiyokuro. W tej chwili poczucie winy mieszało się na niej ze smutkiem.
-To moja córka… moja jedyna córka. W życiu nie chciałam jej zranić...- szepnęła.
-Chciałaś, czy też nie, zrobiłaś to. Ale nic. Powiedzmy, że jestem miłosierny i nie zemszczę się za to na tobie.
Na te słowa Mari zaśmiała się ponuro.
-Miłosierny? Wiesz w ogóle czym jest miłosierdzie?- prychnęła z politowaniem patrząc na niego.
-Wiem. Tylko, że nie każdy na nie zasługuje.- odpowiedział spokojnie.
-I ja niby zasłużyłam?
-Powiedzmy, że to w podzięce.
-Za co?- uniosła jedną brew.
-Cóż, jesteś matką mojej wybranki.- uśmiechnął się czarująco.
Nie dotykając ziemi przeszła po komnacie rozglądając się wokół. Podziwiał grację z jaką się poruszała. Nie sposób było nie zauważyć podobieństwa między nią, a jej córką.
-Myślisz, że jestem głupia? Zbyt długo żyję na tym świecie, by myśleć, że ktoś taki jak ty robi coś bezinteresownie.
-Nie zemszczę się pod warunkiem, że wrócisz do swojego ciała…
-Iie.- przerwała mu stanowczo.
-Nande?
Wzięła głęboki oddech i odwróciła się w jego kierunku.
-Nie mogę.
-Nie wierzę… Pogromczyni, na której imię drżały ze strachu wszystkie demony tchórzy?- spytał z szyderstwem w głosie.
-Może i tchórzę, może i uciekam, ale wiem, że będąc tam, na Ziemi, zraniłabym ją jeszcze bardziej. Jestem silna, ale nie aż tak. Wiem, że więcej bym już nie zniosła, dlatego odeszłam. Myślisz, że jak czułaby się Aika widząc, że jej matka się załamuje?- obróciła się i podeszła do okna.
Gdy odwróciła się, by znów spojrzeć na Lucyfera niewiele brakowało, a podskoczyłaby ze strachu. Stał przed nią mierząc ją spojrzeniem godnym stoika.
-A myślisz, że jak czuje się teraz? Obwinia się o to co się stało. Gdyby nie Jonathan pewnie serce już dawno pękłoby jej z żalu.- powiedział tonem, w którym pobrzmiewała pretensja.
W jednej sekundzie przez jej twarz przebiegło tak wiele emocji, że zliczenie ich byłoby niemałym wyzwaniem. Po chwili jednak powoli przecząco pokręciła głową.
-Wrócę kiedy uznam, że już czas. Przykro mi, ale ten czas jeszcze nie nadszedł.- szepnęła.
-Posłuchaj... wierz lub nie, ale jestem ci w pewien sposób wdzięczny i nie chciałbym cię krzywdzić. Lecz jeśli myślisz, że moja cierpliwość się nie kończy, to jesteś w wielkim błędzie.- syknął wbijając w nią lodowate spojrzenie.
Komnatę przeszył dźwięczny śmiech Kiyokuro.
-Robisz podstawowy błąd. Nie doceniasz mnie. A ja się ciebie nie boję. Jestem niematerialna, nic mi nie zrobisz.- posłała mu słodki niczym miód uśmiech.
W jednej sekundzie wyciągną dłoń w jej stronę. Lecz zamiast trafić w pustkę, zacisnął dłoń na jej gardle.
-Wiesz, że mogę cię tu i w tej chwili udusić?
-Mimo wszystko, dalej się ciebie nie boję- odpowiedziała, gdy nieco rozluźnił uścisk.
Zamknęła oczy i rozpłynęła się w powietrzu.
-A do ciała nie wrócę!- jej głos odbił się echem i już nie można było wyczuć jej obecności.
<***>

Słysząc bolesne jęknięcie, Aika podniosła się z łóżka. Starając się robić jak najmniej hałasu wyszła na korytarz.  Delikatnie nacisnęła klamkę i pchnęła drzwi. W środku, na wąskim łóżku, które od zawsze stało w pokoju gościnnym spała Strażniczka. Oddychała spokojnie w równym tempie. Niszczycielka podeszła bliżej. Usiadła obok Fii i odgarnęła jej grzywkę.
-Jak się czujesz?- zapytała cicho.
-Gorąco mi…- szepnęła patrząc na nią spod półprzymkniętych powiek.
Aika zamoczyła ręcznik w stojącej na szafeczce misce wody. Delikatnie otarła nim twarz brunetki. Podniosła się, by wyjść, lecz Strażniczka złapała ją za rękę.
-Nie zostawiaj mnie…- poprosiła. 
-Zaraz wrócę.
Po chwili puściła jej dłoń, a Aika uśmiechnęła się subtelnie. Zeszła na dół, by po chwili wrócić z tacą. Nalała do szklanki chłodnej wody i podtrzymując głowę dziewczyny przysunęła brzeg szklanki do jej ust.
-Masz gorączkę. Gdy wróci Jonathan zajmie się tobą.- O ile wróci… dodała w myślach.
Odstawiła szklankę na szafkę.
-Spróbuj zasnąć.- powiedziała poprawiając jej poduszkę.
Wstała i podeszła do drzwi.
-Arigato.- wyszeptała Fia.
-Nie ma za co. Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, zawołaj mnie.- uśmiechnęła się delikatnie i wyszła, zostawiając lekko uchylone drzwi.
Wróciła do swojego pokoju. Wyciągnęła z szafy szarą sukienkę za kolano oraz czarny sweterek i na palcach, by nie przeszkadzać rannej Fii, weszła do łazienki. Po pół godzinie zeszła do salonu.
Przez wiszące  na oknie zasłony powoli przedostawało się blade światło poranka. Aika oparła głowę na dłoni. Chciała wszystko przemyśleć.
-I co teraz ze mną będzie?- zapytała w przestrzeń.
Odsłoniła okna. Pogoda bynajmniej nie zachęcała do wyjścia z domu. Szaro-bure chmury, z których padał drobny deszczyk przykrywały niebo. Wiatr kołysał wierzchołkami drzew zrywając z nich liście. Westchnęła ciężko i opadła na fotel. Doskonale wiedziała, że powinna iść do szkoły, ale nie miała na to ochoty. Tak dokładniej, to nie miała ochoty na nic.
-Zastanówmy się… czy ja aby nie jestem na straconej pozycji?
Jesteś na najlepszej pozycji…
-Nani?
Masz moc, jesteś nieśmiertelna…
-I mam Władcę Piekła na karku.- mruknęła i rozejrzała się dookoła-Boże, mówię do siebie… oszalałam.- westchnęła uderzając się w czoło.
Nie oszalałaś… A Lucyfer to twój najmniejszy problem…
-No nie powiedziałabym, że najmniejszy problem.- cmoknęła z niesmakiem.
Z Lucyferem sobie poradzisz… On cię nie skrzywdzi… W tej chwili twój największy problem stoi za drzwiami…- odpowiedział Whisper i zamilkł.
Usłyszała dzwonek do drzwi. Podeszła do wejścia i spojrzała przez judasza. Na zewnątrz stał mężczyzna w wieku około czterdziestu pięciu lat. Uchyliła drzwi patrząc na niego podejrzliwie.
-Tak?- spytała cicho nie otwierając drzwi ani o milimetr szerzej.
Przyjrzał się jej uważnie.
-Aika Kiyokuro, jak mniemam?
-We własnej osobie. A pan jest kim?
-Dowódca Pierwszego Legionu Pogromców Demonów, Shiro Takami.- przedstawił się.
-Jeśli przyszedł pan do mamy…- zaczęła niepewnie.
-Nie, dziecko. Przyszedłem do ciebie.- powiedział spokojnie.
Skinęła głową i przepuściła go w drzwiach. Zaprowadziła go do salonu.
-Kawy? Herbaty?- zapytała wskazując mu miejsce na kanapie.
-Nie rób sobie kłopotu, dziecko.
Usiadła na fotelu i spojrzała wyczekująco na mężczyznę.
-A o czym chciał pan ze mną rozmawiać?
-Chciałbym cię gdzieś zabrać.- odpowiedział i podniósł się.
-A przepraszam bardzo, po czym pan wnioskuje, że ja z panem gdziekolwiek pójdę?- zapytała zaciskając palce na podłokietnikach.
-Nie masz wyboru, moje dziecko.- powiedział tonem, który wskazywał na to, że wcale nie żartuje.
-Jest pan bardzo przekonujący.- westchnęła ciężko i wstała.
Chwycił ją za rękę i zamknął oczy. Po chwili w pomieszczeniu nie było po nich śladu.


<***>
-Aya-chan, masz gościa.- odezwała się Maaya Hiou.
Dziewczyna wstała, zostawiając na łóżku stos kredek i swoje niedokończone dzieło.
-Jeśli to znowu Yoshiro…- zaczęła ze złością w głosie.
-Spokojnie. To nie on.- zapewniła i uśmiechnęła się do niej lekko.
-W takim razie kto?- spytała niepewnie.
Kobieta o zielonych oczach wzruszyła ramionami uśmiechając się tajemniczo. Szesnastolatka zerknęła na nią podejrzliwie.
-Coś kombinujesz, mamo.- stwierdziła-I chyba mi się to nie podoba.
-Ja? Ależ skąd!
Aya pokręciła głową  i zeszła na dół. Popatrzyła na stojącego w drzwiach Hiroshiego i oniemiała. Jak ją znalazł? Jak ominął zaklęcie chroniące dom? I najważniejsze, po co w ogóle jej szukał?
-Jak mnie znalazłeś?- wydukała podchodząc bliżej.
-To akurat nie było trudne. Wystarczyło wiedzieć jak się nazywasz.- odpowiedział i uśmiechnął się.
-Ale skąd…- zaczęła, lecz wyciągnął z kieszeni coś, co sprawiło, że zamilkła.
Teramoto trzymał w dłoni jej kalendarzyk.
-Wyjąłem ci go z kieszeni, gdy nie patrzyłaś.- powiedział bez skrępowania.
-I wpuściliście go tu? Od tak sobie? A jak to jakiś psychol?!- spytała patrząc to na stojącą obok Maayę, to na siedzącego na kanapie Kage.
-Aya, nie mów tak. To niekulturalne.- upomniała kobieta.
-Tato…- szepnęła błagalnie z nadzieją spoglądając na mężczyznę.
-Aya, a co ja mogę?- spytał bezradnie rozkładając ręce.
Zrezygnowana spojrzała na chłopaka.
-Po co przyszedłeś?
-Zaprosić cię na spacer.- powiedział uśmiechając się zniewalająco.
Szarooka wyjrzała przez okno. Drobny deszczyk zdążył zmienić się w ulewę.
-Postradałeś zmysły? Leje jak z cebra.- prychnęła zakładając ręce.
-A gdzie tam! Ledwie kapuśniaczek!- machnął lekceważąco ręką-Wydaje mi się, że teraz powinnaś powiedzieć: „Z chęcią wybiorę się z tobą na spacer, Hiroshi.”- przechylił się lekko do przodu opierając się o czarny parasol.
Kage widząc wzrok córki westchnął.
-Na mnie nie patrz.
Z miną cierpiętnicy podreptała do pokoju po płaszcz i parasolkę.
-Tak naprawdę to bardzo miła dziewczyna.- zapewniła Maaya.
-Wiem.- posłał jej delikatny uśmiech.
-Możemy iść.- mruknęła nastolatka zapinając ostatnie guziczki fioletowego płaszczyka.
-Dowidzenia państwu.- pożegnał ich skinieniem głowy i otworzył drzwi przepuszczając w nich Ayę.
-Dowidzenia.- odpowiedziała Maaya.
Drzwi zamknęły się, a zielonooka kobieta opadła z zadowoleniem na kanapę.
-Nie przesadziłaś?- spytał z cichym westchnieniem.
-Iie. Jak myślisz, będzie coś z tego?
Położyła głowę na ramieniu męża i uśmiechnęła się do siebie.
-Nie wiem. Naprawdę, nie wiem.


<***>
Witam!
Tatararatata! Ladies and Gentlemen... hm, właściwie to tylko Ladies... oto rozdział X! Przepraszam, że tak późno, ale składało się na to kilka czynników zupełnie niezależnych ode mnie (lenistwo też ode mnie nie zależy xD)... Tak czy siak, chciałam podziękować komentującym. Podnosicie samoocenę "autorki" xD  Co do rozdziału XI to... wiecie, że Was kocham, c'nie? xD

Pozdrawiam- Andzik



19 komentarzy:

  1. Hey!
    Tak, wiemy, wiemy xD

    Rozdział.... bardzo spokojny.... Lucyfer ma jakieś uczucia wyższe... Chyba, bo w sumie to niewiele mogę na ten temat powiedzieć, ale wydaje się iż Aika jest ważna dla niego.
    Strażniczka to temat rzeka. Na razie można pogdybać co z nią jest i będzie, a i tak nic pewnego nie wiadomo...
    Aya i Hiroshi? Hehehe no proszę... Może COŚ z tego będzie xD
    Dzięki za info!
    Ave i weny!
    K.L.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No spokojny... Ale musicie mieć chwilę wytchnienia, bo wszystko si ę za szybko działo. On nie ma uczuć wyższych jeśli nie ma w tym interesu...
      O Strażniczce więcej będzie w XI.
      COŚ na pewno będzie. a co to się jeszcze okaże xD

      Pozdrawiam- Andzik

      Usuń
    2. Aha, czyli typowy demon. Eh... Ale może to i dobrze... Lucek dobry? Nie kupiłabym tego :D
      Aj czyli i tak nie będę mogła się doczekać...
      Świetnie! *wywraca oczami* Czyli nie zdradzisz co?? Choć nie powinno się spojlerować... xD

      Usuń
    3. Może nie tak całkiem typowy, ale coś w ten deseń... Dobrego Lucjana też bym nie kupiła xD
      Powoli zabieram się za pisanie, bo pomysłów na ten wątek mam miliony... a doczekać to się doczekasz, bo postaram się szybko napisać :)
      Spoilery są zUe. No, chyba, że to ja chcę się czegoś dowiedzieć xD

      Usuń
  2. Ach, ten Lucek. Zawsze w tego typu wątkach wydaje mi się mało... nieludzki i diaboliczny, skoro kogokolwiek darzy jakimkolwiek uczuciem.
    Żal mi i Aiki, i Mari. Ale mimo wszystko nie do końca rozumiem decyzję matki - bądź co bądź na swój sposób opuściła córkę, która jej potrzebuje... Ech, przykre.
    Jak miło, że Aika opiekuje się Fią Q.Q Mam nadzieję, że zostaną przyjaciółkami xd
    Ojć, cóż ten Shiro zrobił Aice? Dokąd ją teleportował?
    Hiroshi powala! Nie no, serio, kocham gościa! Mam go przed oczami <3 Tak szczerze, przydałby mi się ktoś taki w prawdziwym życiu ()... Nie no, a rodzice też mnie rozbroili xd Nie dość, że niezła w domku konspira, to jeszcze teksty Kage... cudeńko xD Buu, umrę, nim doczekam się rozwinięcia tego wątku ;_;

    Gomen, że tak krótko, ale w dalszym ciągu na nic nie mam weny, komentarze nie są tu wyjątkiem T^T Buziaki i pisz, pisz, pisz! (Ktoś musi normę wyrabiać, nie? xd)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeny... Tam miało być: Tak szczerze, przydałby mi się ktoś taki w prawdziwym życiu (*wysyła rodzinie i przyjaciołom telepatyczną wiadomość: "Zeswatajcie mnie z jakimś słodkim psycholkiem-optymistą!"*)...

      Usuń
    2. On jest materialistą. Lubi posiadać i tyle. A co do uczuć... To mu się tylko wydaje.
      Żal mi ich wszystkich, ale jak już mówiłam, jestem sadystką xD
      Tak... Co z tej opieki wyniknie jeszcze zobaczymy ^^
      Nie powiem! Bo to będzie meeega spoiler, a obiecałam sobie, że spoilerować nie będę xD
      No... Hiroshi to akurat mi się udał. Kage umył rączki i radź sobie sama, córcia xd
      Nie umrzesz... Andzik ma plan i go powoli (z naciskiem na powoli) realizuje :D
      Ta... Tobie przydałby się taki optymista... Pozostaje się modlić... Proście, a będzie wam dane! XD
      Czemu akurat ją muszę nadrabiać?! To nie fair!

      Usuń
    3. Może xp
      No, jesteś. Ale spoko, nie tylko Ty ^^'
      Zapewne xp
      Dobrze, dobrze, bądź co bądź nie znoszę spoilerów, więc Ci wybaczam xD Ale nie omieszkam powtórzyc, iż miło by było, gdybyś jednakowoż pospieszyła się z pisaniem :D
      O tak, nie da się ukryc, udał Ci się :) Ach, ten tatuś xd
      Skąd wiesz? Nigdy nic nie wiadomo ;_; Więc realizuj ów plan, ale może jednak nieco szybciej...?
      Noo, przydałby się jak nic ;_; Buu...
      Życie jest brutalne, a padło na Ciebie xD Wiesz, zanim napiszesz tyle, ile ja w ciągu ostatnich paru lat, miną wieki :P

      Usuń
    4. Nie poganiaj, bo nic z tego nie wyjdzie. Nie mogę się stresować, dlatego kiedy piszę spożywam ogromne ilości melisy :P
      Jaki ja mam na to wszystko pomysł! Tylko żeby to ładnie w słowa ubrać...
      Bo ostatnio postanowiłam zostać wróżką (a dokładniej asystentką wróżbity Macieja xD) *zaczyna się zastanawiać, czy nie wykorzystać swego daru w hazardzie*
      Ale... ja jeszcze dzieckiem jestem! Nie masz litości!

      Usuń
    5. Melisa dobra rzecz :P
      Powodzenia we wróżbiartwie xp
      Ostatnio narzekałaś, że jesteś stara jak świat :P

      Nowy wpis na tojikomerareta-tori, wpadnij, jeśli masz ochotę ;)

      Usuń
    6. Bo... bo jestem stara jak świat! A nad seniorami też nie wolno się znęcać!

      Usuń
    7. Weź się tu dogadaj z taką :P

      Nowość na tojikomerareta-tori, zapraszam :)

      Usuń
  3. Dobra bebe Suzu-chan zacznie komentarzyk ^ ^" Na ale dobra zanim przejdę do niego od razu przeproszę za to że tak długo nie komentowałam ale miałam sporo zamierzanie z praktykami, ostatnimi egzaminami więc sama rozumiesz... Jeszcze raz sorki ^ ^" No ale dobra już bez zbędnych wstępów...

    Ech nie ma to jak być zwiastunką nieszczęść ^ ^" No ale cóż miło że mimo wszystko ktoś się mną zajął Q.Q
    Heh w ogóle Jonathana i Aiki było kurka trochę wzruszająca Q.Q Heh po za tym proszę moce się ujawniły ^ ^"

    No to teraz mała wizyta w piekle...xD No cóż Lucek zakochany...Czyżby piekło zamarzło xD Choć że się tak wyrażę zapewne miłość dość specyficzna xD Hah i jak się domyślam mamy pannę Śmierć ^ ^" Zamiast szkieletu z kosą mamy młode dziewczę no proszę xD Swoja drogę fajne stwierdzenie z tymi duszami...Lubię takie coś...
    Nie no żal mi Jonathana żal mi Mari ;( Ech nooo T^T Ech ale chyba muszę przyznać rację Luckowi... Moim zdaniem Mari stchórzyła i jeszcze bardziej zraniła córkę... No ale to tak moim skromnym zdaniem... Ale trzeba kobicie przyznać że jeżeli chodzi o Lucyfera wykazała się niezłą odwagą...

    Oj jak miło że Aika tak się mną troskliwie zajmuję Q.Q Kurka zżera mnie ciekawość jak to dalej będzie! D: No i dokąd zabrali Aikę! D: Pisz szybko noooo bo mnie ciekawość zje Q.Q

    Nie no scenkę z rodzicami Ayi miałam przed oczami xD Nie no uśmiałam się jak nie wiem xD Konspira trzeba przyznać pierwsza klasa xD

    Dobra to na tyle i pisz szyciutko co ^ ^" No i jeszcze raz sorki że tak późno Q.Q

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie szkodzi, dzięki za komentarz :*

      Ktoś musiał, inaczej Jennifer (której nawiasem strasznie mi szkoda) zrobiłaby z bazyliszka swojego psa obronnego.
      Te moce to strasznie kłopotliwa sprawa...

      On jej nie kocha! Zależy mu na niej, bo ma mu podbić świat. I nic więcej...
      A zastanawiałam się nad tym, kto się domyśli xD Panna Śmierć ma kilka twarzy. Szkielet z kosą też się znajdzie xD Tak właśnie pisałam o tych duszach i pomyślałam, że to w twoim stylu xD

      Będzie jak będzie. Już wystarczająco zaspoilerowałam xD

      Oni ją z kimś zeswatają. Bez różnicy z kim. Byleby nie wyszła za tamtego dziada co to ją tak skrzywdził.

      Piszę! Ale problemy z internetem mam i nie wiem, czy uda mi się w najbliższym czasie dodać!

      Usuń
  4. Nareszcie udało mi się dokończyć rozdział xD Zatem zapraszam do mnie :P

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie notka informacyjna... I liczę że niebawem napiszesz co nieco :P

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie też notka informacyjna (czy coś w tym stylu - w każdym razie dla odmiany pozytywna, więc zapraszam xD). I kiedy będzie nowy rozdział, co? Dawno nic nie dodawałaś T^T

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eee... u mnie? ^^"
      Nie no, sama wiem, że dawno nic nie było, ale składało się na to kilka powodów... zobaczę co da się zrobić...

      Usuń
    2. U mnie, u nas, co za różnica. No ale w sumie jak Kao wróciła z łaski swojej, to może przestawię się na "u nas". A zatem U NAS na opo.xx.pl przedwczoraj ukazał się wreszcie nowy rozdział, więc zapraszam.
      No rozumiem, zresztą tak teraz chyba u wszystkich jest. Może wakacje coś zmienią, zobaczymy. W każdym razie czekam!

      Usuń