-Gdzie
my jesteśmy?- zapytała
szatynka rozglądając się po ponurym korytarzu.
-W
podziemiach…
-Dobrze,
że mi pan powiedział, bo w życiu bym na to nie wpadła.- prychnęła zakładając ręce.
-Watykanu.- dokończył mierząc ją spokojnym
spojrzeniem.
Niewiele brakowało, a otworzyłaby usta ze
zdziwienia.
-Ale
jak to?
-Zadajesz
za dużo pytań.-
stwierdził i poszedł przodem.
-Po
co pan mnie tu przyprowadził?- spytała ignorując jego uwagę.
Nie zareagował. Aika stanęła w miejscu. Mężczyzna
odwrócił się i westchnął ciężko.
-Nie
ruszę się z miejsca dopóki nie odpowie pan na moje pytanie.- oznajmiła i usiadła na posadzce.
-Odpowiem.
Odpowiem na wszystkie twoje pytania. Tylko nie tu.- powiedział wyciągając do niej
rękę.
-Na
pewno?- zapytała
patrząc podejrzliwie na jego dłoń.
-Na
pewno.
Złapał ją za rękę i podniósł z ziemi. Parę metrów
dalej dostrzegła długi rząd drewnianych drzwi. Mężczyzna nacisnął klamkę
trzecich z kolei drzwi. Weszła do środka i rozejrzała się wokół. Na środku stał
duży, sosnowy stół. Takami wskazał jej krzesło.
-Usiądź.
Opadła na krzesło i spojrzała na niego.
-Teraz
pytaj.- skinął
głową siadając naprzeciw niej.
-Po
co tu jestem?
-Muszę
z tobą porozmawiać, a to jedyne miejsce, w którym nikt nie będzie nam
przeszkadzał.- wyjaśnił
spokojnym tonem
-Zdaje
pan sobie sprawę z tego, że przyjdą po mnie?- mruknęła opierając policzek na dłoni.
Tego była pewna. Lucyfer czuł się jej właścicielem i
nie zostawiłby jej na pastwę dowódcy Pogromców.
W odpowiedzi uśmiechnął się do niej jak to dorośli
mają w zwyczaju uśmiechać się do małych dzieci.
-Lucyfer
ma tupet, ale tego by nie zrobił. Te mury są święte. Za nic by tu nie wszedł.
-Jeszcze
zobaczymy.- kiwnęła
głową-O czym chciał pan ze mną rozmawiać?
-O
tobie, moje dziecko. O twoim życiu, które zaczyna wymykać nam się spod
kontroli, o twojej przyszłości i przeszłości. O tym, co powinniśmy teraz z tobą
zrobić.-
odetchnął głęboko splatając ręce na stole.
Aika zamrugała ze zdziwienia i przeszyła go ostrym
spojrzeniem zielonych oczu.
-Jakiej
kontroli? O czym pan mówi?
-Miałaś
się wcale nie urodzić. Twoja matka popełniła ogromny błąd podpisując pakt o
twoje życie. Ten błąd może odbić się na całej ludzkości…- powiedział bez cienia litości-
Bóg cię nie chciał, rozumiesz?
Choć oczekiwał odpowiedzi milczała. Przymknęła oczy
rozkoszując się minutą ciszy.
-Pozwoli
pan, że potraktuję to jako pytanie retoryczne. Przeszłości pan nie zmieni, więc
niech pan pogodzi się z tym, że ja żyję i prędko raczej nie umrę.
-Pogodziłem
się. Pogodziłem się całe szesnaście lat temu z tym, że duma mego Legionu jest
matką zniszczenia i za nic nie da skrzywdzić swojego dziecka. Ale nie mogłem
pogodzić się z tym, że przez ciebie świat czeka zagłada. Dlatego przez cały
czas byłaś obserwowana. Każdy twój ruch. Każde twoje słowo. Wszystko to było
nieustannie kontrolowane. Ale teraz...- nie zdejmując z niej beznamiętnego spojrzenia
wyciągnął z kieszeni strzykawkę-Masz moc, której Lucyfer nie omieszka użyć
przeciw Światłości. Dlatego właśnie… trzeba cię unieszkodliwić.
Zerwała się z miejsca w chwili, w której zaczął do
niej podchodzić.
-Myśli
pan, że od tak sobie dam się zabić?- zapytała obchodząc dookoła stół.
-Ależ
ja wcale nie chcę cię zabijać.- pokręcił głową-Wystarczy mi pewność, że już
nigdy nie opuścisz tych murów.
Doskoczyła do klamki i w nadludzkim tempie wybiegła
z pomieszczenia. Na oślep pokonywała podziemne korytarze Watykanu. Skręciła w
węższy korytarz i ujrzawszy schody przyspieszyła. Przeskakując po kilka stopni
wpatrywała się w kamienne ściany, na których widniały cyfry oznaczające piętra.
Przeklinając w myślach Takamiego, który teleportował ją piętnaście pięter pod
ziemię dobiegła do drzwi prowadzących na drugie piętro. Słyszała zbliżający się
pościg. Skręciła w prawo i niewiele brakowało, a wpadłaby na niewielką grupkę
zakonnic. Nie znam tych murów, a on w
końcu mnie znajdzie… trzeba się stąd wydostać. przeszło jej przez myśl i
nie zastanawiając się dłużej, wyskoczyła przez okno.
-Dzień
dobry, kochanie.
Podniosła oczy i ujrzała zielonooką Sora.
-No
proszę!-
krzyknęła z pretensją wznosząc oczy ku górze.
-Nie
uciekaj! Przyszłam ci pomóc.
-Wiesz,
jakoś ci nie wierzę!-
odpowiedziała i sprintem wbiegła między budynki.
<***>
-Wszystkie
jesteście takie nudne…- westchnął z rozczarowaniem Szatan.
Leżąca najbliżej dziewczyna o włosach białych jak
śnieg spojrzała na niego niemalże ze łzami w oczach. Ignorując jej wzrok
przeszedł po sali.
-Nie
rozumiem, Panie… co masz na myśli?- pisnęła ze słodyczą w głosie nie zwracając uwagi na
ramiączko koronkowego stanika, które „niechcący” zsunęło się z jej ramienia.
Bezszelestnie podbiegła do niego i przytuliła się do
jego ramienia.
-Właśnie
to… Jesteście takie przewidywalne… wszystkie takie same.- opadł na tron i podparł brodę
dłonią.
Młoda dziewczyna w przyozdobionej czarną koronką
satynowej koszulce z gracją pokonując odległość, która ich dzieliła szepnęła:
-To
znaczy, że już Ci nie wystarczamy, Panie?
Delikatnie przejechała dłonią po jego nagim torsie,
siadając nieopodal swojej koleżanki, na podłokietniku.
-Nie
możecie mi już nic więcej zaoferować.- odpowiedział beznamiętnie.
Wysoka blondynka klęknęła u jego stóp. Chwyciła jego
dłoń, po czym całując ją rzekła:
-Jesteś
tego pewien, Panie? Naprawdę, nic więcej nie możemy dla ciebie zrobić?
W odpowiedzi tylko westchnął kręcąc głową. Ogromne
drzwi otworzyły się ze skrzypnięciem. Smukła czarnowłosa kobieta o twarzy
bladej niczym pergamin i oczach lśniących, czarnych jak węgiel trzasnęła
drzwiami i podeszła bliżej. Uśmiechnęła się tajemniczo i ukłoniła przytrzymując
rąbek białej sukni.
-Lucyferze.
-Lilith.- skinął głową zupełnie nie
zwracając uwagi na dziewczyny.
-Jak
widzę, twój harem zaczął cię nudzić.- mruknęła i podeszła do pozostałych czterech
dziewcząt leżących na łóżku-A szkoda. Osobiście je dobierałam. Jest ich
siedem. Siedem to magiczna liczba. Siedem dni tygodnia, siedem sakramentów,
siedem grzechów głównych…- szepnęła unosząc podbródek młodej kobiety o
delikatnych, szlachetnych rysach.
-Są
takie monotonne, nie ma w nich nic fascynującego.- ze znudzeniem spojrzał na
ociekającą słodyczą brunetkę.
-Cóż,
wasz Pan was nie chce, a co za tym idzie…- delikatnie pogładziła dziewczynę po włosach i bez
mrugnięcia okiem skręciła jej kark-Jesteście zbędne.- uśmiechnęła się.
Nie dotykając podłogi podeszła do Władcy Piekieł.
Wskazała dłonią klęczącą przy tronie dziewczynę. Z chłodnym uśmiechem na twarzy
przyglądała się blondynce, która bezgłośnie wiła się w agonii. Wyciągnęła ręce
jakby miała ochotę kogoś udusić, a po chwili z zaciśniętymi wokół własnej szyi
dłońmi białowłosa padła na kolana diabła. Lucyfer ze znudzeniem patrzył na
martwe ciała. Tak strasznie go nudziły, były tak przewidywalne, tak naiwne i
łatwe do zdobycia, że robiło mu się niedobrze. Siedząca na podłokietniku
brunetka upadła na podłogę z wygiętą pod nienaturalnym kątem szyją. Lilith
machnęła ręką od niechcenia, a leżące na łóżku dziewczęta zmarły na skutek
krwotoku wewnętrznego.
-Jesteś
nieoceniona, Lilith.-
stwierdził opierając brodę na dłoni.
-Zawsze
do usług.- odpowiedziała
i dygnęła.
Szatan zrzucił z kolan martwą białowłosą i wstał,
omijając ciało jednej z dziewczyn.
-Jak
rozumiem mam znaleźć nowe dziewczęta?- zapytała siadając na łóżku.
Podszedł do okna.
-Iie.
Nie potrzebuję ich.-
powiedział zatapiając spojrzenie w czerwono-pomarańczowym krajobrazie Piekła.
-Nie
chcę się narzucać, ale twoja wybranka…
-Spokojnie,
niedługo ci ją przedstawię.- uśmiechnął się do siebie.
Raptem znieruchomiał. Wzdrygnął się i zacisnął ze
złości pięści.
-Watykan...- sykną z nienawiścią.
-Sól
w twym oku, Lucyferze.- mruknęła Lilith.
-Mają
ją. Chcą ją unieszkodliwić.
Wyciągnął przed siebie dłoń. Powietrze zgęstniało i
jak w tafli wody można było dojrzeć w nim uciekającą przez koszary Gwardii
Szwajcarskiej szatynkę.
-Przyprowadź
ją, Lilith.-
rozkazał.
Kobieta uśmiechnęła się kiwając głową, a w jej
czarnych oczach zatańczyły iskierki. Dygnęła lekko i zniknęła pośród białych
płomieni.
<***>
Biegła na oślep co i rusz oglądając się za siebie.
Poczuła, że ktoś łapie ją za przegub i zakrywa jej usta dłonią. Sekundę później
stała przygwożdżona do muru.
-Nie
szarp się.
Pościg stawał się coraz głośniejszy. Kobieta wbiła
przenikliwe spojrzenie w zielone oczy Kiyokuro, a białe płomienie owinęły się
wokół nich przenosząc je do Piekła. Nic
nie tłumacząc brunetka odwróciła się w stronę wejścia do komnaty i z dostojnie
podniesioną głową, nawet nie dotykając klamki, otworzyła dwuskrzydłowe drzwi. W
obszernym pomieszczeniu, przy oknie stał Szatan. Odwrócony tyłem do wejścia nawet
nie zaszczycił ich jednym spojrzeniem. Aika mogła wyraźnie zobaczyć dwie blizny
na wysokości łopatek. Nie musiała pytać, by wiedzieć, co znajdowało się kiedyś
w miejscu przypalonych szram.
-Sprowadziłam
ją.-
oznajmiła czarnowłosa.
-Dziękuję.- skinął głową i odwrócił się
powoli.
Podszedł do Kiyokuro i położył dłonie na jej
ramionach.
-Nic
ci nie jest?- spytał
uważnie się jej przyglądając.
W odpowiedzi tylko pokręciła głową.
-Lucyferze.- odezwała się brunetka.
-Poznaj
Lilith.-
powiedział wskazując dłonią kobietę.
-Jakaś
ty podobna do matki.- mruknęła
Lilith i mimowolnie wzdrygnęła się.
Aika już chciała jej odpowiedzieć, kiedy nagle
zatoczyła się i gdyby nie błyskawiczna reakcja Szatana z pewnością by upadła.
-W
porządku, zakręciło mi się tylko w głowie…- oznajmiła chcąc odsunąć się od Lucyfera, lecz
świat okrył całun ciemności, a ona straciła przytomność.
<***>
Otaczająca ją ciemność nagle przeobraziła się w
oślepiającą biel. Przymrużyła oczy starając się ujrzeć cokolwiek oprócz koloru
śniegu.
-Aika
Kiyokuro!-
rozbrzmiał głos.
Rozejrzała się wokół, lecz nie dostrzegła niczego.
-Aika
Kiyokuro!-
powtórzył.
-Hai?- odezwała się niepewnie.
-Wstań.- rozkazał, a ona dopiero
zorientowała się, że siedzi na krześle.
Wykonała polecenie. Rozglądała się, lecz nie mogła
dostrzec źródła głosu.
-Czy
ktoś mi powie, gdzie ja jestem?- powiedziała w przestrzeń.
-W
Łączniku.
-Aha…
ok. A co ja tu robię?
-Czekasz.
-Na
co?
-Zobaczysz.
-A
umiesz odpowiedzieć pełnym zdaniem?- spytała zirytowana.
-Iie.
-Aika
Kiyokuro?- gdy
usłyszała ten głos odwróciła się.
Przed nią stały dwa… anioły. Dwóch mężczyzn
wyglądających na nie więcej niż dwadzieścia dwa lata. Jeden z nich był wysokim
brunetem, natomiast drugi niższym szatynem. Ich idealne oblicza nie wyrażały
żadnych emocji.
-Tak?- odezwała się i na wszelki
wypadek cofnęła się o krok.
-Spokojnie,
nie zrobimy ci krzywdy.- oznajmił wyższy z nich.
-A
jaką mam pewność, że nie kłamiesz?
-Dziecko
drogie, to powinnaś wiedzieć przynajmniej z teorii. Jestem archaniołem. Ja
nigdy nie kłamię.-
uśmiechnął się pobłażliwie.
-Ta,
a ja teoretycznie jestem trupem. W praktyce to się nie sprawdza.
-Przemieniło
cię Piekło, więc nie ma się co dziwić. Banda nieudaczników.- prychnął niższy z nich.
-Uriel,
wyrażaj się.
-Nazywam
rzeczy po imieniu.- wzruszył
ramionami.
-To
nasi bracia…
-Chyba
twoi…
Aika zamrugała parę razy. Czy ją do reszty pogrzało,
czy właśnie widzi dwóch kłócących się aniołów?
-Przepraszam…- powiedziała cicho.
-Uriel!
Przestań, bo…
-Bo
co? Do twojej wiadomości Michale, przywykłem do tego, że non stop mi grozisz i
szantażujesz, więc nie robi to już na mnie żadnego wrażenia.
-Ty
niewdzięczniku!
-Urusai!- krzyknęła szatynka.
Anioły, widocznie zaskoczone, spojrzały na nią.
-Dziękuję.
Czy mogą mi panowie wyjaśnić co ja tu robię?
-Z
wielką przykrością oświadczam, iż musimy cię ostrzec.-mruknął Uriel.
-Czy
on nie jest za wredny na anioła?- spytała kiwając głową w stronę niższego anioła.
-Jest…
-I
jestem z tego bardzo dumny!- dodał.
-I
przyszliście mnie ostrzec…- założyła ręce przyglądając im się uważnie.
Michał skinął głową.
-A
to ciekawe… przed chwilą ledwo uszłam z życiem, bo Bóg nie chciał moich
narodzin, a wy mnie przychodzicie ostrzec…
-Moja
droga, temu zaprzeczyć nie mogę… ale jakby na to nie patrzeć, jesteś dzieckiem
bożym, a Bóg kocha wszystkie swoje dzieci.
-Córka
Ciemności, dziecię boże, córka Ciemności, dziecię boże… zdecydujcie się, bo
sama nie wiem kim jestem.
-Michał,
idziemy. Nie chce nas słuchać, to nie. Jej strata.- wzruszył ramionami Uriel.
-Posłuchaj- zaczął ignorując swojego brata-nawet
sobie nie zdajesz sprawy z tego co cię czeka. Pogromcy ci nie darują, a sama
sobie z nimi nie poradzisz.
Kiyokuro potarła czoło, zastanawiając się, co ma
teraz robić. Ledwo się dzień zaczął, a ja
już mam dość. pomyślała. Czuła się zagubiona między Światłością, a
Ciemnością. Nie wiedziała co ma robić. Niczym dziecko w ciemności pogubiła się
w tym wszystki.
-W
takim razie… co mam zrobić?- spytała zrezygnowanym głosem.
-Wiem,
że zabrzmi to dziwnie, ale… trzymaj się Lucyfera.
-Że
jak?-
wybałuszyła oczy na Michała.
-On
nie da cię skrzywdzić. Za długo na ciebie czekał, by teraz pozwolić na twoją
śmierć. A poza tym mam dla ciebie dobrą radę. Jedynym czego Lucyfer nienawidzi
bardziej od braku posłuszeństwa jest brak szacunku wobec niego. Szanuj go,
wykonuj jego rozkazy, lecz jednocześnie miej swoje zdanie. To wystarczy, by dał
ci wszystko czego zapragniesz.
-Dobrze…
jest tylko jedno „ale”. Dlaczego mi to mówisz? Czy mi się wydaje, czy wy
stoicie po stronie przeciwnej Lucyferowi?
-Masz
rację, stoimy. Ale ty też nie stoisz po stronie Lucyfera.
-Skąd
możesz wiedzieć po której stronie stoję?- położyła dłoń na biodrze.
-Jestem
archaniołem, moja droga. Potrafię ujrzeć czyste serce.- uśmiechnął się czarująco-A
twoje jest niczym pąk kwiatu. Mam tylko nadzieję, że gdy rozkwitnie nie
zbroczysz go krwią niewinnych.
Ujął w dłonie jej twarz i ucałował ją w czoło.
Zerwał się wiatr, choć wokół nie było nic prócz bieli.
-Niech
Bóg ma cię w swej opiece, mój drogi kwiecie.- szepnął i wzbił się w powietrze.
Białe skrzydła zatrzepotały na wietrze i archanioł
zniknął. W ślad za nim poszedł Uriel.
<***>
Aya wystawiła dłoń na deszcz. Chłodne krople
spłynęły w stronę palców, by po chwili znaleźć się na ziemi.
-Dlaczego
po prostu nie dasz mi spokoju?- spytała cicho dziewczyna.
Hiroshi uśmiechnął się pod nosem zerkając na nią.
-A
dlaczego miałbym dać ci spokój?- odpowiedział pytaniem.
-Bo...- zaczęła, lecz nie mogąc znaleźć
żadnego sensownego argumentu zamilkła.
-Jeśli
znajdziesz jakiś sensowny argument, nie ma sprawy. Zostawię cię w spokoju, ale
do tego czasu jesteś na mnie skazana.- na jego twarzy pojawił się uśmiech, na widok
którego większość nastolatek zemdlałaby z wrażenia, lecz panna Hiou tylko
westchnęła zrezygnowana.
Szli wzdłuż ulicy. Zwykle tętniące życiem niewielkie
sklepiki ustawione jeden obok drugiego dziś stały niemalże puste. Jakaś para
chowała się pod markizą sklepu z antykami, co chwila przerywając żywą rozmowę
chichotem. Po raz tysięczny brunetka westchnęła. Taka pogoda sprawiała, że
popadała w chandrę i tylko kubek gorącej herbaty wraz z jedną z ulubionych
książek były w stanie jej pomóc.
-Optymizmem
aż zarażasz.- mruknął
kręcąc głową-Nie no, po prostu jak się na ciebie patrzy to się żyć
odechciewa.
-To
nie patrz.-
wzruszyła ramionami.
Niebo rozbłysło, a zaraz potem ciszę przeszył
przerażając grzmot. Aya aż pisnęła ze strachu i zacisnęła powieki kurczowo
łapiąc się ramienia Teramoto. Przez parę sekund trzęsła się nie mogąc otworzyć
oczu.
-Możemy
już wracać?- zapytała
niemalże niedosłyszalnie.
Kiedyś, jeszcze gdy była małą dziewczynką, bawiła
się na dworze. Siedziała w ogrodzie, nad stawem, kiedy zaczął padać deszcz.
Zaabsorbowana zabawą nie zwracał uwagi ani na deszcz, ani na wołanie rodziców.
Pewnie dalej bawiłaby się, gdyby nie trzask piorunu, który uderzył w znajdującą
się po drugiej stronie wierzbę. Sparaliżowana strachem patrzyła na płonące
drzewo. Nawet nie zauważyła kiedy z powrotem znalazła się w domu. Od tamtej
pory w czasie burzy nie wychodziła z domu.
-A
nie chcesz, żebym dał ci spokój? Bo wiesz, ja mogę choćby nawet teraz iść w
swoją stronę, a ty pójdziesz w swoją.- powiedział, gdy zabrzmiał kolejny grzmot.
-Iie!- pisnęła mocniej wczepiając palce
w jego ramię-Chcesz żebym umarła ze strachu?
-No
nie, szkoda by było, chociaż… wampiry nie dostają zawałów, a nawet jeśli, to
będę miał okazję zademonstrować ci moje zdolności, bo, nie chwaląc się
oczywiście, w ożywianiu trupów mam niezłą wprawę.- powiedział uśmiechając się
szczerze.
Spojrzała na niego z niedowierzaniem.
-Wampiry?- spytała cicho odsuwając się od
niego.
-Tak.
Wampiry.- kiwnął
głową.
-Ale
skąd…
-Kochana,
ja w ciemię bity nie jestem. Po pierwsze, zwykłe nastolatki wiszą na telefonach
godzinami gadając o tym w co jutro się ubrać, a nie biegają po cmentarzu w
środku nocy zabijając moje zombie lodowymi ostrzami. Po drugie, tylko idiota
znając twoje nazwisko nie domyśliłby się, że jesteś wampirzycą.- odrzekł wzruszając ramionami.
Aya zamrugała parę razy. No to pięknie… teraz już nie jest tylko psycholem produkującym zombie. Jest
bystrym psycholem produkującym zombie. Stanęła w miejscu i zamknęła oczy
zastanawiając się co powinna właściwie zrobić. Gdy podniosła powieki, Teramoto
zniknął. Rozejrzała się wokół, lecz nigdzie nie dostrzegała nekromanty.
-Pff…
chyba trzeba będzie powiedzieć mamie, że to niewłaściwa partia.- mruknęła do siebie.
-Czego
byś nie powiedziała, twoja mama i tak mnie lubi.- szepnął jej przez ramię, wręczając
jej piękną różę.
Zacisnęła palce na łodydze kwiatu. Przyglądała się z
zachwytem biało-szkarłatnym płatkom róży. Wydawać się mogło, że kwiat ten
został skropiony krwią.
-Piękna,
arigato.-
powiedziała cicho chwilowo zapominając o burzy.
-Nawet
ona więdnie w twoim blasku.- odpowiedział równie cicho i podał jej swoje ramię.
Posłała mu delikatny uśmiech i wsunęła dłoń pod jego
ramię.
-Tylko
nie myśl sobie, że mnie kupiłeś.- mruknęła starając się ukryć drżenie kącików ust.
-Przez
myśl mi nie przeszło…- zaczął
przykładając dłoń do serca.
-Jasne…- ucięła i utkwiła spojrzenie w
drodze przed nimi.
-Ale
może jednak trochę cię kupiłem, co?- spytał po chwili.
-Może
troszeczkę… ale tak tyci, dosłownie odrobinkę.- powiedziała odmierzając palcami
pół centymetra.
Zagrzmiało delikatnie. Aya wzdrygnęła się Chyba lepiej będzie gdzieś przeczekać…
pomyślała.
-Do
domu jeszcze daleko, może lepiej będzie przeczekać…
-Nie,
już blisko.-
zaprzeczył kręcąc głową.
-Jak
to? Przecież do mnie jest jakieś…- zaczęła zdezorientowana.
-A
kto mówi, że do ciebie?- przerwał jej z zawadiackim uśmiechem.
-O
nie! Na pewno nie! Na żaden cmentarz nie idę. Koniec. Kropka.
-No
wiesz co? Żeby od razu posądzać mnie o to, że mieszkam na cmentarzu…- prychnął udając oburzenie.
-A
nie mieszkasz?-
odpowiedziała pytaniem unosząc jedną brew.
-Iie.
-W
takim razie dlaczego idziemy w stronę…
-Jest
różnica między „na cmentarzu”, a „obok cmentarza”.- wzruszył ramionami.
-Ale
jak to będzie wyglądało?- przedstawiła swój argument patrząc mu odważnie w oczy.
-Co?- bezskutecznie ukrywając
rozbawienie odwzajemniał jej spojrzenie.
-No…- próbowała znaleźć słowa, rysując
różą w powietrzu coś bliżej nieokreślonego, lecz nie mogąc wymyślić nic
racjonalnego, dała za wygraną-Ale nie trzymasz w domu zombie?
Pokręcił głową z pełną powagą.
-Nie
będziesz nic kombinował?
Wykonał ten sam gest co wcześniej.
-Nie
zasztyletujesz mnie, nie poćwiartujesz i nie zakopiesz w ogródku, żeby potem
mnie wykopać, skleić i ożywić?
-Nie.- zapewnił, po czym dodał-Kto
normalny ćwiartuje zwłoki, które chce ożywić?
-Zacznijmy
od tego kto normalny w ogóle ożywia zwłoki.
Niebo rozbłysło, a po chwili zagrzmiało, jakby burza
chciała przypomnieć o swoim istnieniu,
-Możemy
przełożyć naszą niezwykle ożywioną dyskusję na temat
umarlaków na potem?- spytała
i ostrożnie spojrzała w niebo.
-Skoro
tak ładnie prosisz…
<***>
Lucyfer delikatnie ułożył dziewczynę na łóżku.
Przyglądając się jej spokojnemu obliczu, pogładził ją po policzku.
-Wiele
dla ciebie znaczy, Lucyferze.- zauważyła Lilith kładąc dłoń na ramieniu Szatana.
-Nawet
nie wiesz jak wiele.-
odpowiedział cicho-Jest asem, dzięki któremu zwyciężę odwieczną walkę ze
Światłością. Córa Pogromców obdarzona ogromną mocą… broń doskonała w każdym
calu.
-Niszczycielka
posiadająca duszę… czy to aby nie pokrzyżuje ci szyków, Lucyferze?- spytała z nieodgadnionym wyrazem
twarzy.
Władca Piekła uśmiechnął się do siebie.
-Wręcz
przeciwnie.
-A
zatem jaki jest twój plan?- kąciki jej krwistoczerwonych ust uniosły się w okrutnym uśmiechu.
-Chaos.
Z chaosu wyłonię tylko tych, którzy będą mi lojalni. Reszta spłonie w ogniu
Czeluści. –
powiedział odgarniając kosmyki włosów z twarzy Aiki.
<***>
Aika otworzyła oczy. Rozejrzała się z ciekawością dookoła. W pomieszczeniu nie było nikogo prócz Lucyfera. Odwrócony do niej
plecami siedział na skraju łóżka widocznie intensywnie nad czymś myśląc. Wbiła
wzrok w dwie blizny, które widniały na wysokości łopatek. Przed oczami pojawiły
jej się młócące powietrze białe skrzydła Michała. Wyciągnęła przed siebie dłoń
i delikatnie przyłożyła ją do jednej z blizn. Niemalże natychmiast spiął
mięśnie pod jej dotykiem. Powoli odwrócił się w jej stronę. Bez cienia lęku
spojrzała w szare oczy diabła.
-To
kara. Za zbuntowanie się przeciw Bogu.- odpowiedział ściszonym głosem-Ja nie chciałem
Mu służyć, a On zabrał mi wszystko co miałem. Zabrał mi skrzydła.
-Przykro
mi.- szepnęła
ze współczuciem.
I faktycznie współczuła mu. Teraz nie myślała o nim
jak o Władcy Piekła. Myślała o nim jak o aniele, który stracił coś bezcennego-
skrzydła. Nie potrafiła zrozumieć czym była dla niego utrata umiejętności
latania, lecz potrafiła zrozumieć ból.
-Za
ten bunt Bóg zemścił się na mnie. Ponoć jest miłosierny, a wymierzył mi
najokrutniejszą z kar.- choć ton jego głosu był spokojny, Aika widziała w jego oczach chłód.
Bała się zapytać, lecz wzięła głęboki wdech i w
żaden sposób nie zdradzając swego strachu spytała:
-I
co teraz?
Okrutny uśmiech ozdobił jego idealną twarz.
-Czas
na rewanż. I ty mi w tym pomożesz, moja piękna.
<***>
Witam!
Przedstawiam wam rozdział XI. Muszę przyznać, że rodził się w bólach. Tu mi czegoś brakowało, tam czegoś było za dużo... I jeszcze w dodatku szkoła. Poprawy, sprawdzian na sprawdzianie... Już nawet nie mam siły z łóżka wstawać. Ale gdzieś tak między tym wszystkim udało mi się naskrobać rozdzialik, także nie będę wam dłużej zawracała głowy :)
Rozdzialik dedykuję wszystkim komentującym i cierpliwie czekającym na następne rozdziały (wszyscy wiedzą o kogo chodzi, prawda? Kiran, Suzu, Aya... dzięki wam, dziewczyny :*)
Pozdrawiam- Andzik
O! Dzięki za dedyk! ;*
OdpowiedzUsuńOmg! Padłam! Najpierw dwa anioły. Potem okazuje się, że to dwaj archaniołowie i to nie kto inny jak Uriel i Michał! (wow!) A potem oni się KŁÓCĄ!!! Archanioły! Matko! Świat stanął na głowie! A na koniec "trzymaj się Lucyfera"... Nie no... O mało nie spadłam z krzesła...
Żeby tego było mało... Aya z tym... jak mu tam było? Hiroshi? No więc... Aya z Hiroshim gadają sobie o zombie! Na randce! Nie mogę! Hiroshi jest mega dziwny! No, zawbawny też, ale bardziej dziwny xD O mało parę razy nie walnęłam głową w biurko, czytając ich konwersację... Eh...
Cóż, twój rozdział rodził się w bólach, a o moim nic nie wiadomo ;/
Ave i weny!
K.L.
Dzięki za komentarz :*
UsuńDokładnie, świat stanął na głowie. Ale to jeszcze nic! Akcja dopiero się rozkręca!
Tak, on jest dziwny, ale ja go i tak uwielbiam. A zombie to temat o którym można gadać godzinami (a bynajmniej ja mogę xD).
J-jak to nic nie wiadomo? T.T
Nmzc ;*
UsuńHm... Więc już nie mogę się doczekać! :D
Pani Wena wyjechała na długie wakacje. A potrzebuję jej do napisania pracy zaliczeniowej... A na razie nawet na to nie mam siły... O rozdziale już nie wspomnę... Liczyłam, że jednak coś naskrobię, ale się przeliczyłam z własnymi możliwościami ;/ (aż wstyd się przyznać!)
Ta, Pani Wena ostatnio w ogóle gwiazdorzy...
UsuńEh, ja piszę na niemieckim- wena zawsze wtedy się uaktywnia (tyle,że ostatnim razem pani wyrzuciła mnie za drzwi, bo jak skończyłam akapit, to śpiewałam z przyjaciółką "Stokrotkę" xD)
Hahaha xD Dobre xD
UsuńCóż, teraz mało przyjemna nowina:
Nominowałam Cię. Więcej info na:
http://witch-and-the-beast.blogspot.com/2013/07/versatile-blogger.html
O rety. Watykan, Piekło, Watykan, Piekło. Aika, Lucek, Aika, Lucek. xd
OdpowiedzUsuńOch, jakże biedny ten Lucyfer. Tak znudzony! Jak można było do tego dopuścić? ;] Nie no, Aika ma trochę przerąbane, jeśli o niego chodzi, choć nie zdziwię się, jeśli koniec końców się w nim zakocha czy coś.
Archaniołowie nieco mnie dobili. Niby święci, a się kłócą o.O' Nie ma co, ciekawe. No i jeszcze ta ich rada! Normalnie żyć, nie umierać o.o''
Fragment z Hiroshim jak zwykle wywołał "banana" na mej twarzy xD Powinnam Cię zatrudnić jako polepszacza nastroju!
"Taka pogoda sprawiała, że popadała w chandrę i tylko kubek gorącej herbaty wraz z jedną z ulubionych książek były w stanie jej pomóc." - No jakbym czytała o sobie!
"Nie no, po prostu jak się na ciebie patrzy to się żyć odechciewa." - Masz pojęcie, jak często słyszę te słowa?! Wykapana ja (cieszyć się czy płakać...?)!
Za to lubię burzę. Choć w sumie raczej oglądaną z domu *zastanawia się* Zresztą gdyby niedaleko mnie trzasnął piorun, też umierałabym ze strachu ;_;
Weź mi wyczaruj takiego Hiroshiego (niekoniecznie nekromantę xd)! Rozrywka i uśmiech na co dzień gwarantowane! Choć do szału też by mnie doprowadzał, ale kto tego nie robi? xd (Tak, jestem okropna.)
Akurat z tymi skrzydłami to mnie masz: zrobiło mi się żal Lucyfera. Serio... To takie smutne T^T
Nie masz pojęcia, jak się ucieszyłam, gdy któregoś poranka zobaczyłam powiadomienie o rozdziale. Bo teraz rzadko kiedy ktoś z naszej grupki dodaje coś nowego ;_;
Przepraszam, że skomentowałam dopiero teraz. Czytałam niedługo po dodaniu, ale na komórce, a tam w bólach może zrodziłby się komentarz, ale nie mógłby być prawdopodobnie wysłany (nie pytaj, nie ogarniam tego).
Buziaki i zapraszam na nowość na tojikomerareta-tori :)
Dzięki za komentarz :*
OdpowiedzUsuńTa... wiesz, on jest niedopieszczony i ma większe wymagania, a taki wręcz plebejsko skromny harem to dla niego żadna atrakcja...
Aika się zakocha... nie, raczej nie.
Nie, Michaś jest grzeczny, tylko z Urielem jest gorzej...
A ja do pracy chętna jestem (oczywiście za godziwe wynagrodzenie), więc możesz mnie śmiało zatrudniać :)
Tak czytałam i tak sobie pomyślałam, że strasznie podobną do Ciebie ją zrobiłam xD
Jeśli chodzi o usługi magiczne- owszem. Rzucanie uroków, laleczki voodoo, produkcja trucizny oraz seansy spirytystyczne... ale NIE produkuję ludzi. Przykro mi.
Eh, bo Lampki nie można nie kochać (mój nieoficjalny narzeczony, ale cicho sza, bo Kaname się dowie xD)
No to się bardzo cieszę, bo tak się zastanawiałam czy dodać, czy jeszcze poczekać i przeprawić.
Eh, nie przejmuj się, z mojej z trudem w ogóle można wejść na bloga...
Nowy rozdział na opo.xx.pl, zapraszam :)
OdpowiedzUsuńNowy rozdział na opo.xx.pl :)
OdpowiedzUsuńNowy rozdział na opo.xx.pl. Zapraszam serdecznie ;)
OdpowiedzUsuńEch wiem wiem rozdział dodany i przeczytany wieki temu a ja nie skomentowałam ale miałam sesje więc non stop zakuwałam :/ Mam więc nadzieje że mi wybaczysz ^ ^"
OdpowiedzUsuńNo ale co do rozdziału to jest świetny *.*
Pierwsza scena z Watykanem mnie zatkała o.O Nie no spoko nie ma co zamknijmy dziewczynę w Watykanie a co ! ;]
Taaa nieźle nie ma co Lucyfer znudził się swoimi panienkami do towarzystwa no jakiż on przez to nieszczęśliwy nosz chyba się popłaczę... By mu ulżyć najlepiej pozabijać wszystkie dziewczyny by go nie irytowały ! Tak to bardzo dobry pomysł ! ;]
Ach no i pan Lucjan ma ochotkę na Aikę a że jest księciem piekieł zapewne coś wykombinuje i koniec końców będzie miał co chce...
Nie no Archaniołowie byli nie źli ^.^" Nie no nie ma to jak Archaniołowie kłócący się i każący słuchać się Lucyfera O.O
Nie no wątek Ayi&Hiroshiego mnie powala na kolana xD Nie no oni po prostu są kochani <3 Kurna naprawdę dałaś Ayi fajną rolę... Ciekawa jestem jak to będzie ze mną...
Wiesz co... Ten sprawa ze skrzydłami była... no kurna była taka smutna noo ! T.T Nie no mimo że Lucjan to Lucjan to ta sprawa jednak mnie zasmuciła... Ach i tak wzruszająco o tym mówił i te rany po nich!
No cóż to by było no tyle... Jeszcze raz przepraszam że dopiero teraz i mam nadzieje że niebawem dostanie nowy rozdział do przeczytanie :P