sobota, 1 czerwca 2013

Rozdział XI



-Gdzie my jesteśmy?- zapytała szatynka rozglądając się po ponurym korytarzu.
-W podziemiach…
-Dobrze, że mi pan powiedział, bo w życiu bym na to nie wpadła.- prychnęła zakładając ręce.
-Watykanu.- dokończył mierząc ją spokojnym spojrzeniem.
Niewiele brakowało, a otworzyłaby usta ze zdziwienia.
-Ale jak to?
-Zadajesz za dużo pytań.- stwierdził i poszedł przodem.
-Po co pan mnie tu przyprowadził?- spytała ignorując jego uwagę.
Nie zareagował. Aika stanęła w miejscu. Mężczyzna odwrócił się i westchnął ciężko.
-Nie ruszę się z miejsca dopóki nie odpowie pan na moje pytanie.- oznajmiła i usiadła na posadzce.
-Odpowiem. Odpowiem na wszystkie twoje pytania. Tylko nie tu.- powiedział wyciągając do niej rękę.
-Na pewno?- zapytała patrząc podejrzliwie na jego dłoń.
-Na pewno.
Złapał ją za rękę i podniósł z ziemi. Parę metrów dalej dostrzegła długi rząd drewnianych drzwi. Mężczyzna nacisnął klamkę trzecich z kolei drzwi. Weszła do środka i rozejrzała się wokół. Na środku stał duży, sosnowy stół. Takami wskazał jej krzesło.
-Usiądź.
Opadła na krzesło i spojrzała na niego.
-Teraz pytaj.- skinął głową siadając naprzeciw niej.
-Po co tu jestem?
-Muszę z tobą porozmawiać, a to jedyne miejsce, w którym nikt nie będzie nam przeszkadzał.- wyjaśnił spokojnym tonem
-Zdaje pan sobie sprawę z tego, że przyjdą po mnie?- mruknęła opierając policzek na dłoni.
Tego była pewna. Lucyfer czuł się jej właścicielem i nie zostawiłby jej na pastwę dowódcy Pogromców.
W odpowiedzi uśmiechnął się do niej jak to dorośli mają w zwyczaju uśmiechać się do małych dzieci.
-Lucyfer ma tupet, ale tego by nie zrobił. Te mury są święte. Za nic by tu nie wszedł.
-Jeszcze zobaczymy.- kiwnęła głową-O czym chciał pan ze mną rozmawiać?
-O tobie, moje dziecko. O twoim życiu, które zaczyna wymykać nam się spod kontroli, o twojej przyszłości i przeszłości. O tym, co powinniśmy teraz z tobą zrobić.- odetchnął głęboko splatając ręce na stole.
Aika zamrugała ze zdziwienia i przeszyła go ostrym spojrzeniem zielonych oczu.
-Jakiej kontroli? O czym pan mówi?
-Miałaś się wcale nie urodzić. Twoja matka popełniła ogromny błąd podpisując pakt o twoje życie. Ten błąd może odbić się na całej ludzkości…- powiedział bez cienia litości- Bóg cię nie chciał, rozumiesz?
Choć oczekiwał odpowiedzi milczała. Przymknęła oczy rozkoszując się minutą ciszy.
-Pozwoli pan, że potraktuję to jako pytanie retoryczne. Przeszłości pan nie zmieni, więc niech pan pogodzi się z tym, że ja żyję i prędko raczej nie umrę.
-Pogodziłem się. Pogodziłem się całe szesnaście lat temu z tym, że duma mego Legionu jest matką zniszczenia i za nic nie da skrzywdzić swojego dziecka. Ale nie mogłem pogodzić się z tym, że przez ciebie świat czeka zagłada. Dlatego przez cały czas byłaś obserwowana. Każdy twój ruch. Każde twoje słowo. Wszystko to było nieustannie kontrolowane. Ale teraz...- nie zdejmując z niej beznamiętnego spojrzenia wyciągnął z kieszeni strzykawkę-Masz moc, której Lucyfer nie omieszka użyć przeciw Światłości. Dlatego właśnie… trzeba cię unieszkodliwić.
Zerwała się z miejsca w chwili, w której zaczął do niej podchodzić.
-Myśli pan, że od tak sobie dam się zabić?- zapytała obchodząc dookoła stół.
-Ależ ja wcale nie chcę cię zabijać.- pokręcił głową-Wystarczy mi pewność, że już nigdy nie opuścisz tych murów.
Doskoczyła do klamki i w nadludzkim tempie wybiegła z pomieszczenia. Na oślep pokonywała podziemne korytarze Watykanu. Skręciła w węższy korytarz i ujrzawszy schody przyspieszyła. Przeskakując po kilka stopni wpatrywała się w kamienne ściany, na których widniały cyfry oznaczające piętra. Przeklinając w myślach Takamiego, który teleportował ją piętnaście pięter pod ziemię dobiegła do drzwi prowadzących na drugie piętro. Słyszała zbliżający się pościg. Skręciła w prawo i niewiele brakowało, a wpadłaby na niewielką grupkę zakonnic. Nie znam tych murów, a on w końcu mnie znajdzie… trzeba się stąd wydostać. przeszło jej przez myśl i nie zastanawiając się dłużej, wyskoczyła przez okno.
-Dzień dobry, kochanie.
Podniosła oczy i ujrzała zielonooką Sora.
-No proszę!- krzyknęła z pretensją wznosząc oczy ku górze.
-Nie uciekaj! Przyszłam ci pomóc.
-Wiesz, jakoś ci nie wierzę!- odpowiedziała i sprintem wbiegła między budynki.  
<***>
-Wszystkie jesteście takie nudne…- westchnął z rozczarowaniem Szatan.
Leżąca najbliżej dziewczyna o włosach białych jak śnieg spojrzała na niego niemalże ze łzami w oczach. Ignorując jej wzrok przeszedł po sali.
-Nie rozumiem, Panie… co masz na myśli?- pisnęła ze słodyczą w głosie nie zwracając uwagi na ramiączko koronkowego stanika, które „niechcący” zsunęło się z jej ramienia.
Bezszelestnie podbiegła do niego i przytuliła się do jego ramienia.
-Właśnie to… Jesteście takie przewidywalne… wszystkie takie same.- opadł na tron i podparł brodę dłonią.
Młoda dziewczyna w przyozdobionej czarną koronką satynowej koszulce z gracją pokonując odległość, która ich dzieliła szepnęła:
-To znaczy, że już Ci nie wystarczamy, Panie?
Delikatnie przejechała dłonią po jego nagim torsie, siadając nieopodal swojej koleżanki, na podłokietniku.
-Nie możecie mi już nic więcej zaoferować.- odpowiedział beznamiętnie.
Wysoka blondynka klęknęła u jego stóp. Chwyciła jego dłoń, po czym całując ją rzekła:
-Jesteś tego pewien, Panie? Naprawdę, nic więcej nie możemy dla ciebie zrobić?
W odpowiedzi tylko westchnął kręcąc głową. Ogromne drzwi otworzyły się ze skrzypnięciem. Smukła czarnowłosa kobieta o twarzy bladej niczym pergamin i oczach lśniących, czarnych jak węgiel trzasnęła drzwiami i podeszła bliżej. Uśmiechnęła się tajemniczo i ukłoniła przytrzymując rąbek białej sukni.
-Lucyferze.
-Lilith.- skinął głową zupełnie nie zwracając uwagi na dziewczyny.
-Jak widzę, twój harem zaczął cię nudzić.- mruknęła i podeszła do pozostałych czterech dziewcząt leżących na łóżku-A szkoda. Osobiście je dobierałam. Jest ich siedem. Siedem to magiczna liczba. Siedem dni tygodnia, siedem sakramentów, siedem grzechów głównych…- szepnęła unosząc podbródek młodej kobiety o delikatnych, szlachetnych rysach.
-Są takie monotonne, nie ma w nich nic fascynującego.- ze znudzeniem spojrzał na ociekającą słodyczą brunetkę.
-Cóż, wasz Pan was nie chce, a co za tym idzie…- delikatnie pogładziła dziewczynę po włosach i bez mrugnięcia okiem skręciła jej kark-Jesteście zbędne.- uśmiechnęła się.
Nie dotykając podłogi podeszła do Władcy Piekieł. Wskazała dłonią klęczącą przy tronie dziewczynę. Z chłodnym uśmiechem na twarzy przyglądała się blondynce, która bezgłośnie wiła się w agonii. Wyciągnęła ręce jakby miała ochotę kogoś udusić, a po chwili z zaciśniętymi wokół własnej szyi dłońmi białowłosa padła na kolana diabła. Lucyfer ze znudzeniem patrzył na martwe ciała. Tak strasznie go nudziły, były tak przewidywalne, tak naiwne i łatwe do zdobycia, że robiło mu się niedobrze. Siedząca na podłokietniku brunetka upadła na podłogę z wygiętą pod nienaturalnym kątem szyją. Lilith machnęła ręką od niechcenia, a leżące na łóżku dziewczęta zmarły na skutek krwotoku wewnętrznego.
-Jesteś nieoceniona, Lilith.- stwierdził opierając brodę na dłoni.
-Zawsze do usług.- odpowiedziała i dygnęła.
Szatan zrzucił z kolan martwą białowłosą i wstał, omijając ciało jednej z dziewczyn.
-Jak rozumiem mam znaleźć nowe dziewczęta?- zapytała siadając na łóżku.
Podszedł do okna.
-Iie. Nie potrzebuję ich.- powiedział zatapiając spojrzenie w czerwono-pomarańczowym krajobrazie Piekła.
-Nie chcę się narzucać, ale twoja wybranka…
-Spokojnie, niedługo ci ją przedstawię.- uśmiechnął się do siebie.
Raptem znieruchomiał. Wzdrygnął się i zacisnął ze złości pięści.
-Watykan...- sykną z nienawiścią.
-Sól w twym oku, Lucyferze.- mruknęła Lilith.
-Mają ją. Chcą ją unieszkodliwić.
Wyciągnął przed siebie dłoń. Powietrze zgęstniało i jak w tafli wody można było dojrzeć w nim uciekającą przez koszary Gwardii Szwajcarskiej szatynkę.
-Przyprowadź ją, Lilith.- rozkazał.
Kobieta uśmiechnęła się kiwając głową, a w jej czarnych oczach zatańczyły iskierki. Dygnęła lekko i zniknęła pośród białych płomieni.
<***>
Biegła na oślep co i rusz oglądając się za siebie. Poczuła, że ktoś łapie ją za przegub i zakrywa jej usta dłonią. Sekundę później stała przygwożdżona do muru.
-Nie szarp się.
Pościg stawał się coraz głośniejszy. Kobieta wbiła przenikliwe spojrzenie w zielone oczy Kiyokuro, a białe płomienie owinęły się wokół nich przenosząc je do Piekła.  Nic nie tłumacząc brunetka odwróciła się w stronę wejścia do komnaty i z dostojnie podniesioną głową, nawet nie dotykając klamki, otworzyła dwuskrzydłowe drzwi. W obszernym pomieszczeniu, przy oknie stał Szatan. Odwrócony tyłem do wejścia nawet nie zaszczycił ich jednym spojrzeniem. Aika mogła wyraźnie zobaczyć dwie blizny na wysokości łopatek. Nie musiała pytać, by wiedzieć, co znajdowało się kiedyś w miejscu przypalonych szram.
-Sprowadziłam ją.- oznajmiła czarnowłosa.
-Dziękuję.- skinął głową i odwrócił się powoli.
Podszedł do Kiyokuro i położył dłonie na jej ramionach.
-Nic ci nie jest?- spytał uważnie się jej przyglądając.
W odpowiedzi tylko pokręciła głową.
-Lucyferze.- odezwała się brunetka.
-Poznaj Lilith.- powiedział wskazując dłonią kobietę.
-Jakaś ty podobna do matki.- mruknęła Lilith i mimowolnie wzdrygnęła się.
Aika już chciała jej odpowiedzieć, kiedy nagle zatoczyła się i gdyby nie błyskawiczna reakcja Szatana z pewnością by upadła.
-W porządku, zakręciło mi się tylko w głowie…- oznajmiła chcąc odsunąć się od Lucyfera, lecz świat okrył całun ciemności, a ona straciła przytomność.
<***>
Otaczająca ją ciemność nagle przeobraziła się w oślepiającą biel. Przymrużyła oczy starając się ujrzeć cokolwiek oprócz koloru śniegu.
-Aika Kiyokuro!- rozbrzmiał głos.
Rozejrzała się wokół, lecz nie dostrzegła niczego.
-Aika Kiyokuro!- powtórzył.
-Hai?- odezwała się  niepewnie.
-Wstań.- rozkazał, a ona dopiero zorientowała się, że siedzi na krześle.
Wykonała polecenie. Rozglądała się, lecz nie mogła dostrzec źródła głosu.
-Czy ktoś mi powie, gdzie ja jestem?- powiedziała w przestrzeń.
-W Łączniku.
-Aha… ok. A co ja tu robię?
-Czekasz.
-Na co?
-Zobaczysz.
-A umiesz odpowiedzieć pełnym zdaniem?- spytała zirytowana.
-Iie.
-Aika Kiyokuro?- gdy usłyszała ten głos odwróciła się.
Przed nią stały dwa… anioły. Dwóch mężczyzn wyglądających na nie więcej niż dwadzieścia dwa lata. Jeden z nich był wysokim brunetem, natomiast drugi niższym szatynem. Ich idealne oblicza nie wyrażały żadnych emocji.
-Tak?- odezwała się i na wszelki wypadek cofnęła się o krok.
-Spokojnie, nie zrobimy ci krzywdy.- oznajmił wyższy z nich.
-A jaką mam pewność, że nie kłamiesz?
-Dziecko drogie, to powinnaś wiedzieć przynajmniej z teorii. Jestem archaniołem. Ja nigdy nie kłamię.- uśmiechnął się pobłażliwie.
-Ta, a ja teoretycznie jestem trupem. W praktyce to się nie sprawdza.
-Przemieniło cię Piekło, więc nie ma się co dziwić. Banda nieudaczników.- prychnął niższy z nich.
-Uriel, wyrażaj się.
-Nazywam rzeczy po imieniu.- wzruszył ramionami.
-To nasi bracia…
-Chyba twoi…
Aika zamrugała parę razy. Czy ją do reszty pogrzało, czy właśnie widzi dwóch kłócących się aniołów?
-Przepraszam…- powiedziała cicho.
-Uriel! Przestań, bo…
-Bo co? Do twojej wiadomości Michale, przywykłem do tego, że non stop mi grozisz i szantażujesz, więc nie robi to już na mnie żadnego wrażenia.
-Ty niewdzięczniku!
-Urusai!- krzyknęła szatynka.
Anioły, widocznie zaskoczone, spojrzały na nią.
-Dziękuję. Czy mogą mi panowie wyjaśnić co ja tu robię?
-Z wielką przykrością oświadczam, iż musimy cię ostrzec.-mruknął Uriel.
-Czy on nie jest za wredny na anioła?- spytała kiwając głową w stronę niższego anioła.
-Jest…
-I jestem z tego bardzo dumny!- dodał.
-I przyszliście mnie ostrzec…- założyła ręce przyglądając im się uważnie.
Michał skinął głową.
-A to ciekawe… przed chwilą ledwo uszłam z życiem, bo Bóg nie chciał moich narodzin, a wy mnie przychodzicie ostrzec…
-Moja droga, temu zaprzeczyć nie mogę… ale jakby na to nie patrzeć, jesteś dzieckiem bożym, a Bóg kocha wszystkie swoje dzieci.
-Córka Ciemności, dziecię boże, córka Ciemności, dziecię boże… zdecydujcie się, bo sama nie wiem kim jestem.
-Michał, idziemy. Nie chce nas słuchać, to nie. Jej strata.- wzruszył ramionami Uriel.
-Posłuchaj- zaczął ignorując swojego brata-nawet sobie nie zdajesz sprawy z tego co cię czeka. Pogromcy ci nie darują, a sama sobie z nimi nie poradzisz.
Kiyokuro potarła czoło, zastanawiając się, co ma teraz robić. Ledwo się dzień zaczął, a ja już mam dość. pomyślała. Czuła się zagubiona między Światłością, a Ciemnością. Nie wiedziała co ma robić. Niczym dziecko w ciemności pogubiła się w tym wszystki.
-W takim razie… co mam zrobić?- spytała zrezygnowanym głosem.
-Wiem, że zabrzmi to dziwnie, ale… trzymaj się Lucyfera.
-Że jak?- wybałuszyła oczy na Michała.
-On nie da cię skrzywdzić. Za długo na ciebie czekał, by teraz pozwolić na twoją śmierć. A poza tym mam dla ciebie dobrą radę. Jedynym czego Lucyfer nienawidzi bardziej od braku posłuszeństwa jest brak szacunku wobec niego. Szanuj go, wykonuj jego rozkazy, lecz jednocześnie miej swoje zdanie. To wystarczy, by dał ci wszystko czego zapragniesz.
-Dobrze… jest tylko jedno „ale”. Dlaczego mi to mówisz? Czy mi się wydaje, czy wy stoicie po stronie przeciwnej Lucyferowi?
-Masz rację, stoimy. Ale ty też nie stoisz po stronie Lucyfera.
-Skąd możesz wiedzieć po której stronie stoję?- położyła dłoń na biodrze.
-Jestem archaniołem, moja droga. Potrafię ujrzeć czyste serce.- uśmiechnął się czarująco-A twoje jest niczym pąk kwiatu. Mam tylko nadzieję, że gdy rozkwitnie nie zbroczysz go krwią niewinnych.
Ujął w dłonie jej twarz i ucałował ją w czoło. Zerwał się wiatr, choć wokół nie było nic prócz bieli.
-Niech Bóg ma cię w swej opiece, mój drogi kwiecie.- szepnął i wzbił się w powietrze.
Białe skrzydła zatrzepotały na wietrze i archanioł zniknął. W ślad za nim poszedł Uriel.
<***>

 Aya wystawiła dłoń na deszcz. Chłodne krople spłynęły w stronę palców, by po chwili znaleźć się na ziemi.
-Dlaczego po prostu nie dasz mi spokoju?- spytała cicho dziewczyna.
Hiroshi uśmiechnął się pod nosem zerkając na nią.
-A dlaczego miałbym dać ci spokój?- odpowiedział pytaniem.
-Bo...- zaczęła, lecz nie mogąc znaleźć żadnego sensownego argumentu zamilkła.
-Jeśli znajdziesz jakiś sensowny argument, nie ma sprawy. Zostawię cię w spokoju, ale do tego czasu jesteś na mnie skazana.- na jego twarzy pojawił się uśmiech, na widok którego większość nastolatek zemdlałaby z wrażenia, lecz panna Hiou tylko westchnęła zrezygnowana.
Szli wzdłuż ulicy. Zwykle tętniące życiem niewielkie sklepiki ustawione jeden obok drugiego dziś stały niemalże puste. Jakaś para chowała się pod markizą sklepu z antykami, co chwila przerywając żywą rozmowę chichotem. Po raz tysięczny brunetka westchnęła. Taka pogoda sprawiała, że popadała w chandrę i tylko kubek gorącej herbaty wraz z jedną z ulubionych książek były w stanie jej pomóc.
-Optymizmem aż zarażasz.- mruknął kręcąc głową-Nie no, po prostu jak się na ciebie patrzy to się żyć odechciewa.
-To nie patrz.- wzruszyła ramionami.
Niebo rozbłysło, a zaraz potem ciszę przeszył przerażając grzmot. Aya aż pisnęła ze strachu i zacisnęła powieki kurczowo łapiąc się ramienia Teramoto. Przez parę sekund trzęsła się nie mogąc otworzyć oczu.
-Możemy już wracać?- zapytała niemalże niedosłyszalnie.
Kiedyś, jeszcze gdy była małą dziewczynką, bawiła się na dworze. Siedziała w ogrodzie, nad stawem, kiedy zaczął padać deszcz. Zaabsorbowana zabawą nie zwracał uwagi ani na deszcz, ani na wołanie rodziców. Pewnie dalej bawiłaby się, gdyby nie trzask piorunu, który uderzył w znajdującą się po drugiej stronie wierzbę. Sparaliżowana strachem patrzyła na płonące drzewo. Nawet nie zauważyła kiedy z powrotem znalazła się w domu. Od tamtej pory w czasie burzy nie wychodziła z domu.
-A nie chcesz, żebym dał ci spokój? Bo wiesz, ja mogę choćby nawet teraz iść w swoją stronę, a ty pójdziesz w swoją.- powiedział, gdy zabrzmiał kolejny grzmot.
-Iie!- pisnęła mocniej wczepiając palce w jego ramię-Chcesz żebym umarła ze strachu?
-No nie, szkoda by było, chociaż… wampiry nie dostają zawałów, a nawet jeśli, to będę miał okazję zademonstrować ci moje zdolności, bo, nie chwaląc się oczywiście, w ożywianiu trupów mam niezłą wprawę.- powiedział uśmiechając się szczerze.
Spojrzała na niego z niedowierzaniem.
-Wampiry?- spytała cicho odsuwając się od niego.
-Tak. Wampiry.- kiwnął głową.
-Ale skąd…
-Kochana, ja w ciemię bity nie jestem. Po pierwsze, zwykłe nastolatki wiszą na telefonach godzinami gadając o tym w co jutro się ubrać, a nie biegają po cmentarzu w środku nocy zabijając moje zombie lodowymi ostrzami. Po drugie, tylko idiota znając twoje nazwisko nie domyśliłby się, że jesteś wampirzycą.- odrzekł wzruszając ramionami.
Aya zamrugała parę razy. No to pięknie… teraz już nie jest tylko psycholem produkującym zombie. Jest bystrym psycholem produkującym zombie. Stanęła w miejscu i zamknęła oczy zastanawiając się co powinna właściwie zrobić. Gdy podniosła powieki, Teramoto zniknął. Rozejrzała się wokół, lecz nigdzie nie dostrzegała nekromanty.
-Pff… chyba trzeba będzie powiedzieć mamie, że to niewłaściwa partia.- mruknęła do siebie.
-Czego byś nie powiedziała, twoja mama i tak mnie lubi.- szepnął jej przez ramię, wręczając jej piękną różę.
Zacisnęła palce na łodydze kwiatu. Przyglądała się z zachwytem biało-szkarłatnym płatkom róży. Wydawać się mogło, że kwiat ten został skropiony krwią.
-Piękna, arigato.- powiedziała cicho chwilowo zapominając o burzy.
-Nawet ona więdnie w twoim blasku.- odpowiedział równie cicho i podał jej swoje ramię.
Posłała mu delikatny uśmiech i wsunęła dłoń pod jego ramię.
-Tylko nie myśl sobie, że mnie kupiłeś.- mruknęła starając się ukryć drżenie kącików ust.
-Przez myśl mi nie przeszło…- zaczął przykładając dłoń do serca.
-Jasne…- ucięła i utkwiła spojrzenie w drodze przed nimi.
-Ale może jednak trochę cię kupiłem, co?- spytał po chwili.
-Może troszeczkę… ale tak tyci, dosłownie odrobinkę.- powiedziała odmierzając palcami pół centymetra.
Zagrzmiało delikatnie. Aya wzdrygnęła się Chyba lepiej będzie gdzieś przeczekać… pomyślała.
-Do domu jeszcze daleko, może lepiej będzie przeczekać…
-Nie, już blisko.- zaprzeczył kręcąc głową.
-Jak to? Przecież do mnie jest jakieś…- zaczęła zdezorientowana.
-A kto mówi, że do ciebie?- przerwał jej z zawadiackim uśmiechem.
-O nie! Na pewno nie! Na żaden cmentarz nie idę. Koniec. Kropka.
-No wiesz co? Żeby od razu posądzać mnie o to, że mieszkam na cmentarzu…- prychnął udając oburzenie.
-A nie mieszkasz?- odpowiedziała pytaniem unosząc jedną brew.
-Iie.
-W takim razie dlaczego idziemy w stronę…
-Jest różnica między „na cmentarzu”, a „obok cmentarza”.- wzruszył ramionami.
-Ale jak to będzie wyglądało?- przedstawiła swój argument patrząc mu odważnie w oczy.
-Co?- bezskutecznie ukrywając rozbawienie odwzajemniał jej spojrzenie.
-No…- próbowała znaleźć słowa, rysując różą w powietrzu coś bliżej nieokreślonego, lecz nie mogąc wymyślić nic racjonalnego, dała za wygraną-Ale nie trzymasz w domu zombie?
Pokręcił głową z pełną powagą.
-Nie będziesz nic kombinował?
Wykonał ten sam gest co wcześniej.
-Nie zasztyletujesz mnie, nie poćwiartujesz i nie zakopiesz w ogródku, żeby potem mnie wykopać, skleić i ożywić?
-Nie.- zapewnił, po czym dodał-Kto normalny ćwiartuje zwłoki, które chce ożywić?
-Zacznijmy od tego kto normalny w ogóle ożywia zwłoki.
Niebo rozbłysło, a po chwili zagrzmiało, jakby burza chciała przypomnieć o swoim istnieniu,
-Możemy przełożyć naszą niezwykle ożywioną dyskusję na temat umarlaków na potem?- spytała i ostrożnie spojrzała w niebo.
-Skoro tak ładnie prosisz…
<***>
Lucyfer delikatnie ułożył dziewczynę na łóżku. Przyglądając się jej spokojnemu obliczu, pogładził ją po policzku.
-Wiele dla ciebie znaczy, Lucyferze.- zauważyła Lilith kładąc dłoń na ramieniu Szatana.
-Nawet nie wiesz jak wiele.- odpowiedział cicho-Jest asem, dzięki któremu zwyciężę odwieczną walkę ze Światłością. Córa Pogromców obdarzona ogromną mocą… broń doskonała w każdym calu.
-Niszczycielka posiadająca duszę… czy to aby nie pokrzyżuje ci szyków, Lucyferze?- spytała z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
Władca Piekła uśmiechnął się do siebie.
-Wręcz przeciwnie.
-A zatem jaki jest twój plan?- kąciki jej krwistoczerwonych ust uniosły się w okrutnym uśmiechu.
-Chaos. Z chaosu wyłonię tylko tych, którzy będą mi lojalni. Reszta spłonie w ogniu Czeluści. – powiedział odgarniając kosmyki włosów z twarzy Aiki.
<***>
Aika otworzyła oczy. Rozejrzała się z ciekawością dookoła. W pomieszczeniu nie było nikogo prócz Lucyfera. Odwrócony do niej plecami siedział na skraju łóżka widocznie intensywnie nad czymś myśląc. Wbiła wzrok w dwie blizny, które widniały na wysokości łopatek. Przed oczami pojawiły jej się młócące powietrze białe skrzydła Michała. Wyciągnęła przed siebie dłoń i delikatnie przyłożyła ją do jednej z blizn. Niemalże natychmiast spiął mięśnie pod jej dotykiem. Powoli odwrócił się w jej stronę. Bez cienia lęku spojrzała w szare oczy diabła.
-To kara. Za zbuntowanie się przeciw Bogu.- odpowiedział ściszonym głosem-Ja nie chciałem Mu służyć, a On zabrał mi wszystko co miałem. Zabrał mi skrzydła.
-Przykro mi.- szepnęła ze współczuciem.
I faktycznie współczuła mu. Teraz nie myślała o nim jak o Władcy Piekła. Myślała o nim jak o aniele, który stracił coś bezcennego- skrzydła. Nie potrafiła zrozumieć czym była dla niego utrata umiejętności latania, lecz potrafiła zrozumieć ból.  
-Za ten bunt Bóg zemścił się na mnie. Ponoć jest miłosierny, a wymierzył mi najokrutniejszą z kar.- choć ton jego głosu był spokojny, Aika widziała w jego oczach chłód.
Bała się zapytać, lecz wzięła głęboki wdech i w żaden sposób nie zdradzając swego strachu spytała:
-I co teraz?
Okrutny uśmiech ozdobił jego idealną twarz.
-Czas na rewanż. I ty mi w tym pomożesz, moja piękna.

<***>
Witam!
Przedstawiam wam rozdział XI. Muszę przyznać, że rodził się w bólach. Tu mi czegoś brakowało, tam czegoś było za dużo... I jeszcze w dodatku szkoła. Poprawy, sprawdzian na sprawdzianie... Już nawet nie mam siły z łóżka wstawać. Ale gdzieś tak między tym wszystkim udało mi się naskrobać rozdzialik, także nie będę wam dłużej zawracała głowy :)
Rozdzialik dedykuję wszystkim komentującym i cierpliwie czekającym na następne rozdziały (wszyscy wiedzą o kogo chodzi, prawda? Kiran, Suzu, Aya... dzięki wam, dziewczyny :*)  

Pozdrawiam- Andzik 

11 komentarzy:

  1. O! Dzięki za dedyk! ;*

    Omg! Padłam! Najpierw dwa anioły. Potem okazuje się, że to dwaj archaniołowie i to nie kto inny jak Uriel i Michał! (wow!) A potem oni się KŁÓCĄ!!! Archanioły! Matko! Świat stanął na głowie! A na koniec "trzymaj się Lucyfera"... Nie no... O mało nie spadłam z krzesła...
    Żeby tego było mało... Aya z tym... jak mu tam było? Hiroshi? No więc... Aya z Hiroshim gadają sobie o zombie! Na randce! Nie mogę! Hiroshi jest mega dziwny! No, zawbawny też, ale bardziej dziwny xD O mało parę razy nie walnęłam głową w biurko, czytając ich konwersację... Eh...

    Cóż, twój rozdział rodził się w bólach, a o moim nic nie wiadomo ;/

    Ave i weny!
    K.L.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz :*

      Dokładnie, świat stanął na głowie. Ale to jeszcze nic! Akcja dopiero się rozkręca!
      Tak, on jest dziwny, ale ja go i tak uwielbiam. A zombie to temat o którym można gadać godzinami (a bynajmniej ja mogę xD).

      J-jak to nic nie wiadomo? T.T

      Usuń
    2. Nmzc ;*

      Hm... Więc już nie mogę się doczekać! :D

      Pani Wena wyjechała na długie wakacje. A potrzebuję jej do napisania pracy zaliczeniowej... A na razie nawet na to nie mam siły... O rozdziale już nie wspomnę... Liczyłam, że jednak coś naskrobię, ale się przeliczyłam z własnymi możliwościami ;/ (aż wstyd się przyznać!)

      Usuń
    3. Ta, Pani Wena ostatnio w ogóle gwiazdorzy...
      Eh, ja piszę na niemieckim- wena zawsze wtedy się uaktywnia (tyle,że ostatnim razem pani wyrzuciła mnie za drzwi, bo jak skończyłam akapit, to śpiewałam z przyjaciółką "Stokrotkę" xD)

      Usuń
    4. Hahaha xD Dobre xD

      Cóż, teraz mało przyjemna nowina:
      Nominowałam Cię. Więcej info na:
      http://witch-and-the-beast.blogspot.com/2013/07/versatile-blogger.html

      Usuń
  2. O rety. Watykan, Piekło, Watykan, Piekło. Aika, Lucek, Aika, Lucek. xd
    Och, jakże biedny ten Lucyfer. Tak znudzony! Jak można było do tego dopuścić? ;] Nie no, Aika ma trochę przerąbane, jeśli o niego chodzi, choć nie zdziwię się, jeśli koniec końców się w nim zakocha czy coś.

    Archaniołowie nieco mnie dobili. Niby święci, a się kłócą o.O' Nie ma co, ciekawe. No i jeszcze ta ich rada! Normalnie żyć, nie umierać o.o''

    Fragment z Hiroshim jak zwykle wywołał "banana" na mej twarzy xD Powinnam Cię zatrudnić jako polepszacza nastroju!
    "Taka pogoda sprawiała, że popadała w chandrę i tylko kubek gorącej herbaty wraz z jedną z ulubionych książek były w stanie jej pomóc." - No jakbym czytała o sobie!
    "Nie no, po prostu jak się na ciebie patrzy to się żyć odechciewa." - Masz pojęcie, jak często słyszę te słowa?! Wykapana ja (cieszyć się czy płakać...?)!
    Za to lubię burzę. Choć w sumie raczej oglądaną z domu *zastanawia się* Zresztą gdyby niedaleko mnie trzasnął piorun, też umierałabym ze strachu ;_;
    Weź mi wyczaruj takiego Hiroshiego (niekoniecznie nekromantę xd)! Rozrywka i uśmiech na co dzień gwarantowane! Choć do szału też by mnie doprowadzał, ale kto tego nie robi? xd (Tak, jestem okropna.)

    Akurat z tymi skrzydłami to mnie masz: zrobiło mi się żal Lucyfera. Serio... To takie smutne T^T

    Nie masz pojęcia, jak się ucieszyłam, gdy któregoś poranka zobaczyłam powiadomienie o rozdziale. Bo teraz rzadko kiedy ktoś z naszej grupki dodaje coś nowego ;_;
    Przepraszam, że skomentowałam dopiero teraz. Czytałam niedługo po dodaniu, ale na komórce, a tam w bólach może zrodziłby się komentarz, ale nie mógłby być prawdopodobnie wysłany (nie pytaj, nie ogarniam tego).
    Buziaki i zapraszam na nowość na tojikomerareta-tori :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za komentarz :*

    Ta... wiesz, on jest niedopieszczony i ma większe wymagania, a taki wręcz plebejsko skromny harem to dla niego żadna atrakcja...
    Aika się zakocha... nie, raczej nie.

    Nie, Michaś jest grzeczny, tylko z Urielem jest gorzej...

    A ja do pracy chętna jestem (oczywiście za godziwe wynagrodzenie), więc możesz mnie śmiało zatrudniać :)
    Tak czytałam i tak sobie pomyślałam, że strasznie podobną do Ciebie ją zrobiłam xD
    Jeśli chodzi o usługi magiczne- owszem. Rzucanie uroków, laleczki voodoo, produkcja trucizny oraz seansy spirytystyczne... ale NIE produkuję ludzi. Przykro mi.

    Eh, bo Lampki nie można nie kochać (mój nieoficjalny narzeczony, ale cicho sza, bo Kaname się dowie xD)

    No to się bardzo cieszę, bo tak się zastanawiałam czy dodać, czy jeszcze poczekać i przeprawić.
    Eh, nie przejmuj się, z mojej z trudem w ogóle można wejść na bloga...

    OdpowiedzUsuń
  4. Nowy rozdział na opo.xx.pl, zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nowy rozdział na opo.xx.pl :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nowy rozdział na opo.xx.pl. Zapraszam serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ech wiem wiem rozdział dodany i przeczytany wieki temu a ja nie skomentowałam ale miałam sesje więc non stop zakuwałam :/ Mam więc nadzieje że mi wybaczysz ^ ^"

    No ale co do rozdziału to jest świetny *.*
    Pierwsza scena z Watykanem mnie zatkała o.O Nie no spoko nie ma co zamknijmy dziewczynę w Watykanie a co ! ;]

    Taaa nieźle nie ma co Lucyfer znudził się swoimi panienkami do towarzystwa no jakiż on przez to nieszczęśliwy nosz chyba się popłaczę... By mu ulżyć najlepiej pozabijać wszystkie dziewczyny by go nie irytowały ! Tak to bardzo dobry pomysł ! ;]
    Ach no i pan Lucjan ma ochotkę na Aikę a że jest księciem piekieł zapewne coś wykombinuje i koniec końców będzie miał co chce...

    Nie no Archaniołowie byli nie źli ^.^" Nie no nie ma to jak Archaniołowie kłócący się i każący słuchać się Lucyfera O.O

    Nie no wątek Ayi&Hiroshiego mnie powala na kolana xD Nie no oni po prostu są kochani <3 Kurna naprawdę dałaś Ayi fajną rolę... Ciekawa jestem jak to będzie ze mną...

    Wiesz co... Ten sprawa ze skrzydłami była... no kurna była taka smutna noo ! T.T Nie no mimo że Lucjan to Lucjan to ta sprawa jednak mnie zasmuciła... Ach i tak wzruszająco o tym mówił i te rany po nich!

    No cóż to by było no tyle... Jeszcze raz przepraszam że dopiero teraz i mam nadzieje że niebawem dostanie nowy rozdział do przeczytanie :P

    OdpowiedzUsuń