poniedziałek, 31 grudnia 2012

Rozdział VIII


Kasztanowłosa kobieta z niecierpliwością bębniła palcami prawej dłoni w blat.
-Nie zgadam się! Tak być nie może!- krzyknęła uderzając pięścią w biurko.
Pomimo, że w gabinecie nie było nikogo poza nią, mówiła na głos. Zawsze tak robiła, gdy miała do rozważenie ważny problem.
-Kto mu pozwolił stworzyć Niszczycielkę? Jakim prawem ją zatrzymał? Niszczyciele są moi. Moi i tylko moi!- podniosła się z miejsca i zaczęła krążyć wokół biurka.
Nie mogła tego tak zostawić. Jeśli będzie trzeba odbierze mu ją siłą. W pewnym momencie zatrzymała się. Już wiedziała, co zrobi. Uśmiechnęła się szatańsko.
-Orochi!- zawołała, a w drzwiach niemalże natychmiast staną ten, którego wzywała-Złożymy dziś wizytę pannie Kiyokuro.
<***>
Szesnastolatka utkwiła swe zielone oczy w bliżej niezidentyfikowanym punkcie. Marzyła tylko o tym, by stojąca przed nią Hurmiz (która obecnie pełniła funkcję jej nauczycielki) wreszcie zamilkła. Już po paru minutach wykładu czarnookiej, Aika usypiała. Co ją obchodziły przywileje i obowiązki pierworodnego w rodzinie Niszczycielskiej? Po pierwsze, nie pochodziła z takiej rodziny, a po drugie miała na głowie dużo ważniejsze problemy.
-Cholera, ty mnie nie słuchasz!- warknęła, rzucając nastolatce karcące spojrzenie.
-Gomen.
-Tak do niczego nie dojdziemy.
Brunetka zamknęła pięknie oprawioną księgę, po czym usiadła naprzeciw swojej uczennicy.
-Nawet nie próbuj wciskać mi tych bajek, że niby nic się nie dzieje.
Aika rozejrzała się po pokoju. Zbadała wzrokiem każdy centymetr powierzchni, którą tymczasowo zamieszkiwała, byleby tylko uciec od spojrzenia demona. Bo niby co miała jej powiedzieć?
-Aha. Teraz będziesz milczeć i rozglądać się jak obłąkana, aż ja odpuszczę i dam ci spokój.
Dokładnie tak. przyznała w myślach.
-To miejsce mnie dołuje.- wcale nie skłamała. Powiedziała tylko część prawdy.
-Przede mną prawdy nie zataisz.- westchnęła, bawiąc się skrajem swojej czerwonej sukienki.
Szatynka zmusiła się by na nią spojrzeć.  
-Powiedział ci?
-Kto i o czym?- spytała ze zdziwieniem.
-Lucyfer-sama. Powiedział ci o twoim przeznaczeniu?
Niszczycielka zadrżała, przypominając sobie słowa Lucyfera: „Czekałem na ciebie tysiące lat. Od wieków jesteś mi przeznaczona. Niszczycielka z duszą. Najdoskonalsza z najdoskonalszych. Zabójca o miękkim sercu. Jedyna, która zdoła mi pomóc zawładnąć tym światem”.
-Coś wspominał.- szepnęła, skrywając wzrok za wachlarzem rzęs.
-Mówiłam, że tak będzie.
Hurmiz podeszła do okna, by je otworzyć.
-Tysiące lat temu wieszczka przepowiedziała, że w rodzinie Pogromców narodzi się zniszczenie.- zaczęła zatapiając spojrzenie w szkarłatnym niebie- Zniszczenie to niepozorne za życia, po śmierci odrodzi się, jako Niszczyciel i stanie u boku Władcy Piekła. Według tej przepowiedni to ty jesteś tym zniszczeniem. Ściągniesz na rodzaj ludzki zagładę, a ci, którzy przetrwają staną się niewolnikami Piekła.
Aika patrzyła tępo przed siebie. Nie mogła sobie tego wyobrazić. Bo niby jak mogła być  zniszczeniem rodzaju ludzkiego?
-Lucyfer-sama… on zawsze mówił, że pewnego dnia nadejdziesz. Nawet wtedy, gdy wszyscy stracili wiarę w tę przepowiednię on na ciebie czekał. Mijały dziesiątki, setki, tysiące lat, a on w dalszym ciągu wyczekiwał narodzin swojej Niszczycielki. W dniu, w którym przyszłaś na świat, twoja matka podpisała cyrograf. Do dziś nie wiemy dlaczego byłaś tak słaba… niektórzy widzą w tym wolę Bożą... Tak czy siak, przeżyłaś, a dzięki paktowi, który zawarłam z twoją matką, twoja dusza należała do Lucyfera-sama. Miałaś umrzeć śmiercią naturalną, jednak coś się stało… coś poszło nie tak… niezgodnie z przepowiednią i zostałaś naznaczona. Trzeba było cię przemienić. Inaczej zmarłabyś w przeciągu kilku dni, a wtedy nawet umiejętności Jonathana nie przywróciłyby cię do życia. Lucyfer-sama wściekł się, gdy to usłyszał. Nie wierzył, że Jonathanowi uda się przeprowadzić ceremonię.- Hurmiz przerwała, by upewnić się, że Kiyokuro słucha jej opowieści-I takim oto cudem stałaś się Niszczycielką. Mówiłam Lucyferowi-sama, że jest jeszcze za wcześnie, by powiedzieć ci, dlaczego właśnie ty zostałaś przemieniona i jakie są jego intencje, ale cóż… widocznie stwierdził, że powinien cię uświadomić. – westchnęła i odwróciła się od okna.
Niszczycielka w zamyśleniu spoglądała na demona. Teraz słowa Lucyfera nabierały sensu, a ich znaczenie jeszcze bardziej przerażało ją niż wtedy, gdy obudziła się z białą różą w dłoni. Nie wiedziała co powiedzieć. Jedyne co jej przychodziło do głowy, to nic nie mówić i najzwyczajniej w świecie się zabić. Tak, jeśli została stworzona, by zniszczyć rodzaj ludzki, to jedno życie za miliony jest rozsądną ceną. To jest właśnie to okrutne przeznaczenie, któremu musisz stawić czoła… Nie możesz się zabić… Jeszcze nie nadszedł twój czas…- wyszeptał. Zielonooka westchnęła cicho. Odzywałbyś się wtedy, kiedy potrzeba, a nie wtedy, kiedy mam gotowy plan. zwróciła się do Szeptu. Zawsze odzywam się wtedy kiedy mnie potrzebujesz… Planem nazywasz samobójstwo?...- odpowiedział. Tak. Planem nazywam samobójstwo. Zawsze? Och, czyżby? Pomyślę tylko jedno: Lucyfer. pomyślała złośliwie. Wyczułby mnie, a wtedy…- zaczął, jednak w jej myśli wkradł się głos:
-Nic nie powiesz?- spytała brunetka.
-Możesz mnie zostawić samą?
-Nie. Jeszcze zrobiłabyś coś głupiego, a wtedy Lucyfer-sama chybaby mnie zabił.
-To co ja mam zrobić?- załamała głos.
-Najlepiej przyjąć to z pokorą. Mój pan nie lubi buntowników, a w twoim interesie leży zadbanie o to, żeby nie skierował swego gniewu na ciebie.
-A jeśli… teoretycznie, ucieknę albo się zabiję?
-Nawet nie próbuj uciekać. Znajdzie cie, a wtedy… to już tylko on wie, co by ci zrobił. Jeśli się zabijesz zemści się. Szczególnie na twoich bliskich.- wyjaśniła z nutą współczucia w głosie.
Współczucia? Demon, córka Lilith, bezlitosna Hurmiz jest w stanie czuć współczucie? zastanawiała się, gdy jej rozmyślania przerwał cichy głos Aiki:
-Dlaczego? Czego on ode mnie chce? Czym się naraziłam?
-Nie chce niczego od ciebie. Niczym się nie naraziłaś. On chce tylko, żebyś przy nim była.
Po jasnym policzku szatynki leniwie toczyła się łza, zostawiając po sobie mokry ślad.
-Nie płacz.
Czarnooka podeszła do łóżka i usiadła na nim.
-Szkoda twoich łez, gdyż płyną na marne. Kropla nie drąży skały. Nawet twoje łzy nie skruszą jego kamiennego serca.
Jakaś część oziębłego serca Hurmiz kazała jej przytulić Niszczycielkę. Aika oparła głowę na ramieniu czarnookiej i rozpłakała się na dobre.  Była tylko nastolatką. Powinna zmagać się z takimi problemami, jak sprawdzian z chemii czy złośliwa matematyczka, a nie z Niszczycielami, którzy chcą ją zabić, Panem Piekła i przepowiednią, według której zniszczy świat. Jakże ona chciałaby powrócić do tych czasów, gdy myślała, że jest zwykłym człowiekiem! Jakże chciałaby teraz uścisnąć matkę, znowu porozmawiać z Ayą, zapomnieć o wszystkich troskach razem z najlepszą przyjaciółką…
-Hurmiz, ja nie dam rady…- szepnęła poprzez łzy.
Brunetka odsunęła ją na wyciągnięcie ręki.
-Spójrz mi w oczy.- poleciła.
Kiyokuro skierowała na nią załzawione spojrzenie.
-Dasz radę. Nie masz prawa się poddawać. Nie po to zbierałam opieprz na każdym kroku za to, że bez zgody Lucyfera-sama podpisałam z twoją matką pakt, żebyś teraz się poddała, jasne?
Szatynka pokiwała twierdząco głową.
-No, a teraz masz jakieś… siedem minut i czterdzieści sześć sekund, żeby zrobić się na bóstwo i dojść do salonu na spotkanie z Miho.- powiedziała, zerkając na zegar.
-Co?!- wybałuszyła na nią oczy.
-Siedem minut trzydzieści pięć sekund, pośpiesz się!- klasnęła w ręce i wyszła z pokoju.
<***>
W przestronnym pomieszczeniu panował półmrok. Władca Piekła leżał na sofie, wpatrując się w stojącą obok jedynej świecy w pokoju pozytywkę. Sięgnął po nią, by z bliska przyjrzeć się swemu największemu skarbu. Pozytywka była przepiękna. Na jej złotym wieku lśniły wygrawerowane, misterne wzory. Delikatnie opuszkami dwóch palców pogładził wzór, szepcząc przy tym tylko sobie znane słowa. Niewielka kłódka kliknęła cichutko i opadła. Wieko podniosła się, a z głębi skrzyneczki popłynęła cicha, słodka melodia. Jego oczom ukazał się maleńki, szmaragdowy woreczek przewiązany wstążką, ukryty w szkarłatnym wnętrzu pozytywki. Wyciągnął go i odwiązał wstążeczkę. Przyjrzał się dokładnie swemu skarbu, który już od wieków znajdował się w tym woreczku. Wszystko toczyło się po jego myśli. Było tak, jak być powinno, więc niedługo zawartość pozytywki znajdzie się w posiadaniu tej, która stanie u jego boku. Uśmiechnął się subtelnie i zamknął oczy, napawając się ciszą, panującą  w pomieszczeniu. Jego niezawodny słuch wyłapał dźwięk, którego nie powinien usłyszeć. Dźwięk wysokich obcasów, uderzających o marmurową podłogę.  Starannie zawiązał wstążeczkę i schował woreczek w pozytywce. Kłódka zatrzasnęła się, a on odstawił pozytywkę tam, gdzie było jej miejsce. Po chwili do pokoju wtargnął nie kto inny, jak Miho Sora.
-Lucyferze!  
-Zastanawiałem się zawsze, kto dał ci prawo wchodzenia tu bez jakiegokolwiek uprzedzenia. Potężniejsi od ciebie nie ośmielają się zwrócić do mnie imieniem, a ty zdaje się, nadużywasz mojej cierpliwości. Radzę, byś przestała się wywyższać, bo ktoś kiedyś sprawi, że upadniesz tak nisko, iż podniesienie się będzie niemożliwe.- powiedział wstając.
-Spokojnie, bez nerwów. Chcę cię tylko powiadomić, że przyszłam porozmawiać z Aiką.- oznajmiła.
-O takich rzeczach nie powinnaś mnie informować. Powinnaś je ze mną ustalać, a tak się składa, że nie zgadzam się byś zbliżała się do Aiki.- odpowiedział spokojnie.
-Za późno. Powiedziałam Hurmiz, żeby przekazała Aice, iż zamierzam się z nią spotkać, więc za kilka minut twoja… czy raczej już moja mała Niszczycielka zjawi się w salonie, gdzie czekają na nią moi znajomi.- uśmiechnęła się demonicznie.
Odwróciła się by odejść, lecz ręka Lucyfera zacisnęła się na jej przegubie.
-Igrasz z ogniem Miho.- szepnął, a jego dłoń zapłonęła jasnym płomieniem.
-Gra jest warta świeczki.
W jednej chwili brunet rozpłynął się w powietrzu, a zielonooka pobiegła przed siebie. Zawsze dostawała to, czego chciała, a teraz pragnęła mieć Kiyokuro. Ta mała będzie jej albo zginie.
<***>
Szatynka wyszła z pokoju i skierował się do salonu. Przygłaskała czarny materiał sukienki i przyspieszyła kroku. Musiała być silna. Nie miała wyjścia, po prostu musiała. Nagle stanęła. Coś było nie tak. Odwróciła się i rozejrzała dookoła, lecz wszystko wyglądało tak, jak wyglądać powinno. Aż pisnęła, gdy odwróciła się by kontynuować wędrówkę, a przed nią niewiadomo skąd wyrosła Miho Sora.
-Aika, kochanie, dobrze, że cię znalazłam.- odetchnęła z ulgą, a na jej ustach pojawił się triumfalny uśmiech.
-Coś się stało?
-Nie… mam dla ciebie cudowną wiadomość.
Aika spojrzała na nią zdezorientowana. Nie miała pojęcia o co tu chodzi.
-Jest dla ciebie ratunek. Nie musisz tu zostawać. Wystarczy, że wrócisz ze mną i… no cóż… zostaniesz żoną mojego syna.- wypaliła.
Młoda Niszczycielka zachłysnęła się powietrzem.
-Nani?
-Nie słuchaj jej.- zza jej pleców dobiegł znajomy głos.
Spojrzawszy w oczy Lucyferowi zamarła.
-A kogo ma słuchać? Ciebie?- syknęła dziedziczka pierwotnego rodu.
-Tak, mnie.
Kasztanowłosa wyciągnęła rękę przed siebie. W jej dłoni pojawiła się iskrząca, błękitna kula mocy, którą skierowała w Lucyfera. Bez najmniejszego trudu odparł jej atak.
-Biegnij.- szepnął tak cicho, że nikt nie byłby w stanie tego usłyszeć.
Jednak Aika usłyszała jego słowa wyraźnie. Bez dłuższego zastanowienia postanowiła wykonać jego polecenie. Gdy go mijała usłyszała jeszcze jedno słowo:
-Biblioteka.
Nie oglądając się, pobiegła w kierunku schodów. O co w tym wszystkim chodzi? Czego ta kobieta od niej chce? Bo raczej nie chce jej wydać za swojego syna tylko dlatego, że stwierdziła, iż widzi ją w roli swojej synowej. Tysiące myśli kłębiło się w jej głowie. Chciała, by to wszystko okazało się snem. Kolejnym z tych snów, w których ucieka na czyjś rozkaz, nie zastanawiając się nawet, czy ma przed czym uciekać. Jednak tym razem wiedziała przed kim kazano jej uciekać. Musiała znaleźć się w bibliotece. Musiała schronić się tam przed tą kobietą. Znalazła się na piętrze, na którym była biblioteka. Już miała pobiec ile sił w nogach w stronę dębowych drzwi, gdy nagle ktoś ścisnął ją w pasie.
-Kuso! Przestań się tak wiercić!- warknął nieznajomy głos, gdy Aika próbowała się uwolnić.
Pomimo tego, że uścisk był mocny, wyrwała się.
-I tak przede mną nie uciekniesz!- krzyknął, gdy ta pobiegła wzdłuż korytarza.
Wpadła do biblioteki i oparła się o drzwi. Pomimo szczerych chęci nie mogła unormować oddechu i bicia serca. Boże… za jakie grzechy? spytała w myślach, wznosząc wzrok ku górze. Odsunęła się od wejścia i zaczęła kluczyć między regałami. Mijała kolejne rzędy, gdy usłyszała ciche skrzypnięcie, świadczące o tym, że nie jest już sama. Wstrzymała oddech.
-Wiem, że tu jesteś.- odezwał się cicho-I znajdę cię, a wtedy módl się, bo nie będzie dla ciebie litości.
Bezszelestnie przechodziła między półkami, by nie zdradzić swego położenia. Usłyszała świst i odskoczyła, lecz sztylet zdążył rozciąć skórę na jej ramieniu, po czym utkwił w jednym z regałów. Odwróciła się błyskawicznie. Stał tam. Jego zimne, stalowe tęczówki wpatrywały się w nią z nienawiścią przez kilka sekund, które wydały się jej wiecznością. Ruszyła biegiem przed siebie. Nagle setki myśli kłębiących się w jej głowie zdominowała jedna myśl. Gdyby dała się zabić jej problem rozwiązałby się sam. Przepowiednia nie wypełniłaby się. Chciała się zatrzymać, jednak nie mogła. Nie wiedziała dlaczego nogi odmawiają jej posłuszeństwa. Cholerna egoistka! Co będzie z mamą? Co się z nią stanie, gdy ja zginę? pomyślała gwałtownie skręcając. Nie mogę umrzeć. Jeszcze nie teraz. zacisnęła pięści i przyspieszyła. Wtedy stało się coś, czego się nie spodziewała. Ślepy zaułek. Znalazła się w ślepym zaułku. To koniec. Nie ma szans na ucieczkę. Oparła się plecami o regał i spojrzała na swego prześladowcę. Wykrzywiał usta w okrutnym uśmiechu.
-Po co ci to było, moja droga?
Zamknęła oczy. Ciszę przeszył dźwięk przecinającego powietrze ostrza. Była pewna, że to koniec. Jej życie to kwestia kilku sekund. Kilku bardzo długich sekund… Ale coś było nie tak. To nie mogło się aż tak dłużyć. Podniosła powieki. Sztylet wisiał w powietrzu niecałe pół metra od niej, a na twarzy mężczyzny widniał grymas świadczący o przerażeniu. Zza jego pleców wyłonił się szarooki brunet.
-Ty… jak śmiałeś?!- syknął, mrożąc spojrzeniem mężczyznę.
Za sprawą niczym nieograniczonej mocy Lucyfera nie mógł się poruszyć. Władca Piekła podszedł do Aiki. Jego spojrzenie prześlizgiwało się po jej ciele tak jak bystre oko jubilera prześlizguje się po biżuterii by ocenić jej wartość , a ona była zbyt przerażona, by móc chociażby spuścić wzrok.
-Zranił cię…- szepnął, zaciskając dłoń poniżej rany na jej ramieniu.
Nie mogła wydobyć z siebie głosu. Patrzyła tylko w ciemne oczy Szatana, zastanawiając się, dlaczego nie widzi w nich blasku. Jedynym co lśniło w jego oczach była pustka. Pustka świadcząca o braku duszy. Poczuła spływającą ku kącikowi ust ciepłą łzę. Jedną, drugą… trzynastą. Słone krople sprawiły, że nie mogła już dostrzec nawet stojącego przed nią diabła. Lucyfer delikatnie przytulił ją do siebie, by nie widziała tego, co zamierzał zrobić. Wyciągną dłoń w stronę mężczyzny, który ośmielił się podnieść rękę na jego Niszczycielkę. Zamknął oczy, a gdy je otworzył, sługa Miho płonął. Jasny płomień oblepiał całe jego ciało, przez co bez wątpienia przeżywał straszne katusze.
Aika zacisnęła powieki. Chłód bijący od Szatana przepełnią jej serce niepokojem, a jednocześnie przyciągał jak magnes. Bała się widoku, który zastanie gdy otworzy oczy. Najzwyczajniej w świecie bała się spojrzeć na mężczyznę, który ją zranił. Nie chciała wiedzieć jak ukarał go Lucyfer. Bo na pewno go ukarał. Czuła to... Mimo wszystko postanowiła się odwrócić, by spojrzeć na głupca, który naraził się na gniew Szatana. Już miała odwrócić głowę, gdy Lucyfer przycisnął ją mocniej do swojej piersi.
-Nie powinnaś tego oglądać.- powiedział łagodnie.
-Nie żyje..?- spytała tak cicho, że ledwie sama mogła się usłyszeć.
-Są rzeczy o wiele gorsze od śmierci, a on zasłużył na swój los.
O Boże… to… to jest…
-Straszne?- podsunął, a serce Aiki stanęło w miejscu.
Znał jej myśli. Jej wyobrażenie dotyczące tego, że gdzieś jeszcze może być sama legło w gruzach. Miał kontrolę nad wszystkim. Kontrolował jej życie, sny, a teraz jeszcze czytał w jej myślach. Miała ochotę osunąć się w nicość. Oddać się ciemności, w której nareszcie byłaby sama i już nigdy więcej nie wychodzić z tego stanu.
-Mam do ciebie prośbę.- wyszeptał.
Podniosła na niego oczy. O co może ją prosić?
-Nie wzywaj więcej Boga. Jego tu nie ma, a stamtąd, gdzie jest raczej nie usłyszy twoich błagań. Tu jestem tylko ja. I zapamiętaj jedno: Zależysz ode mnie. Wszystko tu zależy ode mnie.
 -Możesz mi to obiecać?- mimo, że nie poruszył ustami usłyszała jego słowa.
-Tak.- skinęła głową.
Lucyfer spojrzał w miejsce, w którym stał mężczyzna, a Aika ujrzała w jego oczach blask ognia.
-Chodźmy stąd.- powiedział i ruszył przed siebie, obejmując ją w talii tak, by uchronić ją przed widokiem palącego się ciała.
Nawet nie próbowała spojrzeć w bok, gdy przechodziła obok sługi Sora. Usłyszała brzęk uderzającego o podłogę metalu. Sztylet, który zatrzymał się pół metra od niej właśnie spadł, a płonący mężczyzna zniknął z biblioteki, by w lochach cierpieć przez całą wieczność.
<***>
-Nie ujdzie wam to na sucho.- syknęła niczym żmija.
Znudzona brunetka popatrzyła na przykutą do ściany dziedziczkę pierwotnego rodu Niszczycielskiego.
-Coś mi mówi, że już uszło.- uśmiechnęła się na pozór przyjaźnie.
Po raz kolejny spróbowała oswobodzić zakute w kajdany nadgarstki.
-To nic nie da. Mówiłam ci już, że są odporne na twoją moc. Tylko sobie rączki poobcierasz.- mruknęła wyciągając z kieszeni pilniczek do paznokci.
-Wypuść mnie w tej chwili! Słyszysz?! Wypuść mnie, bo…
-Zamknij się wreszcie! Myślisz, że ile można słuchać tego twojego jazgotu?! Posiedzisz tu sobie aż wróci Pan i koniec, kropka.- wrzasnęła na nią.
-Niech no tylko dowie się o tym…
Czarnooka podniosła się z miejsca, wyciągnęła z rękawa sukienki białą, haftowaną chusteczkę i wepchnęła ją do ust Miho.
-Po pierwsze, twój porąbany braciszek został łagodnie to ujmując wyproszony, po drugie, kiedy masz knebel w ustach o wiele przyjemniej mi się z tobą rozmawia, a po trzecie, nigdy cię nie lubiłam.- posłała jej uśmiech i wróciła na swoje miejsce.
Piłowała paznokcie, co jakiś czas zerkając na swojego więźnia. Kiedy zatrzymała na niej spojrzenie na dłużej, zielonooka odrzuciła głowę. Widząc to roześmiała się szczerze.
-Jesteś jedyna w swoim rodzaju. Nie dość, że zachowujesz się jakby wszyscy byli twoimi podwładnymi, bezczelnie próbujesz wykraść Aikę, to jeszcze myślisz, że twoje humory robią na mnie wrażenie. Wielka dziedziczka mi się znalazła! Wiesz, powiem ci coś… czego byś nie zrobiła, jak ważna byś się nie czuła i tak mojej matce do pięt nie dorastasz.
Słysząc to Miho spuściła wiecznie podniesioną do góry głowę, a po jej twarzy popłynęły łzy.
-Oj, prawda w oczy kole?- spytała niby to ze zmartwieniem.
Drzwi lochu otworzyły się, a w nich pojawił się Lucyfer wraz z Aiką. Hurmiz przyklęknęła na jedno kolano przed swoim Panem.
-Możesz wstać.- skinął jej głową i spojrzał na Sora- Widzę, że Hurmiz już cię ugościła. Jak ci się podobają moje pokoje gościnne?- spytał uprzejmie niczym dobry gospodarz.
Aika, chwilowo zapomniawszy o obezwładniającym ją przerażeniu, podbiegła do siedzącej na ziemi kobiety i wyjęła jej z ust knebel.
-I jak tu zrozumieć kobietę z sercem?- westchnął szarooki.
-Wszystko w porządku?- spytała Kiyokuro.
-Nie licząc urażonej dumy, to tak.- odpowiedziała cicho.
-Co zamierzasz z nią zrobić?- szepnęła w stronę Lucyfera.
-Zastanawiałem się nad okaleczeniem, ale… dla „władczyni” chyba bardziej godną będzie śmierć poprzedzona torturami. Co o tym sądzisz?- uśmiechnął się czarująco.
Szatynka podniosła się i podeszła do niego. Pozbyła się resztek strachu i spojrzała mu w oczy.
-Proszę, nie rób jej krzywdy.- szepnęła, choć zamierzała powiedzieć to nieco głośniej.
-Mogę ci dać wszystko czego tylko zapragniesz, a ty prosisz o wolność dla kogoś takiego jak ona?- zapytał z niedowierzaniem.
-Tak.
-Okazać litość wrogowi? Naprawdę tego chcesz?
-Zastanów się nad tym. Czy jesteś gotowa dać mi czego tylko zażądam w zamian za jej życie?- dopytywał w myślach.
-Tak.- skinęła głową, starając się ze wszystkich sił nie uronić łzy.
-Jesteś jej wielką dłużniczką, Miho. - zwrócił się do kasztanowłosej.
Kajdany, które więziły ją w tym lochu natychmiast skruszyły się. Wstała i ze spuszczoną głową szła w stronę wyjścia. Zatrzymała się obok Aiki.
-Dziękuję.- wyszeptała, choć widać było, że przyszło jej to z trudem.
-Nie ma za co.- blady uśmiech zawitał na twarzy szesnastolatki.
Kiedy drzwi zamknęły się za zielonooką kobietą, Aika utkwiła wzrok w bliżej niekreślonym punkcie. Lucyfer rzucił znaczące spojrzenie Hurmiz, która pokłoniła się i zniknęła.
-W takim razie, czego zażądasz?- głos niemalże uwiązł jej w gardle.
Szatan uśmiechnął się i przyciągnął ją do siebie.
-A jak myślisz? Czego ja mogę od ciebie chcieć?- szepnął jej na ucho.
-Nie mam pojęcia.- odpowiedziała szczerze.
Ucałował ją w szyję i odchylił się, by móc spojrzeć jej w oczy. Pogładził jej policzek i powiedział coś, czego się zupełnie nie spodziewała:
-Właściwie, to chciałbym z tobą porozmawiać.
-To wszystko?- spytała niepewnie.                  
-To wszystko. Całą resztę, której mógłbym od ciebie chcieć dasz mi później z własnej lub przymuszonej woli, także to tylko kwestia czasu…- delikatnie przejechał wierzchem dłoni po jej szyi i dekolcie, aż dotarł do guziczków, na które zapięta była góra sukienki- Dopóki co obiecuję, że zostaniemy przy rozmowie.
Odsunął się od niej i rozpłynął w powietrzu jak kamfora. Zastygła w miejscu i zamknęła oczy. Jestem zgubiona...
<***>
Aya wyjrzała przez okno. Zapadał zmierzch. Powinna obudzić się dopiero teraz, lecz nie spała już od dobrych czterech godzin. Sny, które miewała coraz częściej sprawiły, że nie miała w ogóle ochoty zasypiać. Imała się wszystkich sposobów, byleby tylko nie zasnąć. Mogła poprosić ojca, by zapewnił jej spokojny sen, jednak uważała to za ostateczność. Nie chciała przysparzać rodzicom większej ilości kłopotów. I tak się już o nią martwili. Westchnęła ciężko, po czym pociągnęła niewielki łyk mocnej kawy. Nie znosiła kawy. Zwłaszcza tak mocnej. Skrzywiła się lekko i odstawiła kubek na komodę.
-Aya.- zabrzmiał głos, który zawsze potrafił ją uspokoić.
Odwróciła się w stronę drzwi, w których stał Kage.
-Masz gościa.
Bez słowa podeszła do ojca. Zeszła wraz z nim do salonu, w którym miał czekać jej gość. Kiedy go zobaczyła stanęła w miejscu.
-Nie zamierzam z tobą rozmawiać.- powiedziała stanowczo, po czym odwróciła się na pięcie z zamiarem odejścia do swojego pokoju.
Poczuła zaciskającą się na jej nadgarstku dłoń.
-Pięć minut. O nic więcej nie proszę.
Spojrzała na stojącego obok Kage. Przyglądał się temu wszystkiemu ze złością, a Aya wiedziała, że wystarczy jedno jej słowo, by rozszarpał chłopaka na strzępy.
-Dziękuję tato. Poradzę sobie.- posłała mu delikatny uśmiech.
-Jesteś tego pewna?
Skinęła głową, a Hiou zniknął w korytarzu, prowadzącym do jego gabinetu.
-Jak mnie znalazłeś?- spytała z nienawiścią spoglądając w jego orzechowe oczy.
-To nieistotne.
-Czy ostatnim razem nie wyraziłam się dostatecznie jasno? Odpuść sobie. Z tego i tak nic nigdy nie będzie.
-Aya… przepraszam. Przecież wiesz, że nigdy bym cię nie skrzywdził, a wtedy…- powiedział cicho.
-Zamilcz! Daj mi spokój! Nie chcę twoich przeprosin! Nie chcę cię już nigdy więcej widzieć!- krzyknęła, wyrywając dłoń z jego uścisku.
-Aya…
-Pamiętasz, gdzie są drzwi?- zapytała ze wszystkich sił powstrzymując łzy cisnące się do oczu-Straciłam na ciebie zbyt dużo czasu. Żegnam.
Zostawiając bruneta w salonie, wbiegła po schodach. Trzasnęła drzwiami i osunęła się po nich na podłogę. Ciszę, która panowała w tym pokoju od zawsze przeszyło jej cichutkie łkanie. Jak on mógł? Jak on miał czelność pokazywać się jej na oczy? Nikt nie zranił jej tak jak on. Nienawidziła go. Pragnęła, by wreszcie dał jej spokój. By wreszcie zniknął z jej życia.
-Aya-chan, to ja.- do jej uszu dobiegł głos Maayi.
Podniosła się i otworzyła.
-Mogę wejść?
Aya powoli skinęła głową i przepuściła ją. Gdy znowu spojrzała na zmartwioną twarz matki, rozpłakała się na dobre. Maaya delikatnie przytuliła córkę.
-Już dobrze kochanie. Nie płacz. Wszystko się ułoży, zobaczysz.- szeptała uspokajająco.
-Nic się nie ułoży. Gdzie bym nie pojechała, zawsze mnie znajdzie. Mam tego dosyć! Trzeba było pozwolić tacie go zabić!- odsunęła się, by móc spojrzeć jej w oczy.
-Aya, kochanie, wcale tak nie myślisz. Ufałaś mu, a on cię skrzywdził. Wiem, że czujesz się okropnie, ale…
-Mamo! Tu nie ma żadnego „ale”! Zawiódł nie tylko moje zaufanie!  Nic go nie usprawiedliwia…
-Porozmawiam z ojcem… postaramy się, by już nigdy więcej cię nie nachodził.- obiecała i ucałowała czoło córki.
Aya otarła łzy i spojrzała na Maayę. Mamo, jak ty to robisz? Jakim cudem potrafisz w każdej sytuacji myśleć trzeźwo? pytała, choć wiedziała, ze nie otrzyma odpowiedzi.
-Dziękuję, mamo.
-Nie masz mi za co dziękować, kochanie.- uśmiechnęła się do niej i wyszła z pokoju.
<***>
Aika zamknęła oczy, zaciskając pięść na poduszce. Przerażenie, które przepełniało jej serce ulotniło się, zostawiają po sobie pustkę. Słowa Lucyfera odbijały się echem w jej głowie: „Całą resztę, której mógłbym od ciebie chcieć dasz mi później z własnej lub przymuszonej woli, także to tylko kwestia czasu…”. A zanim weźmie ode mnie to, czego chce, będzie się nade mną pastwił niewiadomo jak długo. Ciekawe jak to jest… z jednej strony przeraża mnie, a z drugiej przyciąga… to straszne.
-Co ja mam robić?- spytała, wlepiając do tej pory zamknięte oczy w sufit.
Czy to nie oczywiste?... Ma do ciebie słabość… Wykorzystaj to…- odezwał się Whisper. Łatwo powiedzieć… zrobi ze mną co tylko zechce, a ja nie będę miała nic do powiedzenia. Nie dość, że kontroluje moje życie, to jeszcze zna moje myśli…- odpowiedziała. Nie koniecznie… W rzeczywistości nie skrzywdziłby cię, chce tylko, byś myślała, że ma nad tobą całkowitą władzę… Właściwie, to można powiedzieć, że jesteś mu w pewien sposób bliska… Czytanie w myślach ma pewne ograniczenia, a jednym z nich jest odległość… Dopóki nie przebywasz z nim w jednym pomieszczeniu, twoje myśli są bezpieczne… Z czasem nauczysz się je ukrywać…- na jego słowa Aika uśmiechnęła się ponuro. Bajecznie, sam Lucyfer ma do mnie słabość… czuję się zaszczycona, ale wolałabym żeby skierował swe uczucia na kogoś innego…
-Aika-sama?
Zerwała się na równe nogi. Nawet nie zauważyła kiedy w pokoju pojawiła się ta pokojówka.
-Tak?
-Mój Pan cię prosi.- oznajmiła cicho.
Aika skinęła głową i poszła za nią.
<***>
-Trzeba było go zabić.- mruknął jasnowłosy mężczyzna.
Maaya schowała swe soczysto zielone oczy za wachlarzem czarnych rzęs.
-Kage, tak nie można.- szepnęła nie podnosząc wzroku na męża.
-Wiem… tylko szlag mnie trafia, jak pomyślę, że Shirahime mają jeszcze czelność upominać się o Ayę. Po tym, co ich syn jej zrobił…- pokręcił głową odganiając od siebie złe wspomnienia.
-Musimy coś z tym zrobić. Wiesz jaka jest delikatna, bierze wszystko do siebie, przejmuje się tym… Kage, ona cierpi.- westchnęła cicho i spojrzała mu w oczy.
Hiou splótł ręce za plecami i spojrzał w okno. Księżyc, który zwykle dumnie wisiał na niebie, dziś chował się za chmurami.   
-Będę musiał znaleźć jej narzeczonego.- oznajmił, zatapiając wzrok w nocnym niebie.
-Nie…- wyszeptała i zerwała się z miejsca.
Była bledsza niż kiedykolwiek w życiu.
-Kage, powiedz, że nie mówisz poważnie.- poprosiła cicho.
Mężczyzna odwrócił się od okna i spojrzał na żonę.
-Obawiam się, że niestety to jedyne co możemy dla niej zrobić.
-Nie…- pokręciła głową i jak w transie zaczęła się cofać.
-Maaya, uspokój się.- poprosił, choć na niewiele się to zdało.
-Nie możesz...
Jej świat się zawalił. Zawsze wyobrażała sobie, że jej jedyna córka wyjdzie za mąż z miłości. Że mimo tego, iż gdy jeszcze była dzieckiem Starszyzna obiecała ją  Yoshiro Shirahime, jednak uda jej się uniknąć aranżowanego małżeństwa i spotka kogoś, komu podaruje swe serce. A teraz jej mąż, ojciec jej dziecka, oznajmia jej, że sam zaaranżuje małżeństwo Ayi. Poczuła w oczach piekące łzy. Kage objął ją delikatnie i spojrzał w jej załzawione oczy.
-Maaya, posłuchaj mnie. Będę odwlekał to tak długo, jak tylko się da. W tym czasie…
-Kage, ona ma szesnaście lat!- zaprotestowała, starając się opanować drżenie głosu.
-Bierz pod uwagę fakt, że Starszyzna chciała, udzielić im ślubu, gdy Aya miała niespełna siedem. W wampirzych rodach od zawsze tak było.
-Ale ona jest w połowie człowiekiem.
-Ale nikt ze Starszyzny o tym nie wie.- przypomniał cicho-Maaya, wiesz, co by się stało, gdyby dowiedzieli się, że kiedyś byłaś człowiekiem, a dziedziczka jednego z najstarszych rodów jest dhampirem? Zniszczyliby was, a mnie, za zhańbienie rodu wtrąciliby do lochu.
-Wybacz, że okryłam twój ród hańbą.- powiedziała gorzko poprzez łzy.
Wyrwała się z jego uścisku i ruszyła w kierunku wyjścia.
-Maaya, przecież wiesz, że to nie tak…. Maaya!- zawołał, jednak odpowiedziało mu tylko trzaśnięcie drzwiami.
<***>
-Panie.- pokojówka dygnęła i spojrzała na Lucyfera.
-Możesz odejść, Noriko.- skinął głową, a pokojówka natychmiast wykonała jego polecenie.
Aika powiodła wzrokiem dookoła. Pamiętała tę komnatę ze snu.
-Podejdź.
Bez słowa podeszła bliżej. Szatan wstał i wyciągnął do niej rękę. Podała mu swoją dłoń i usiedli na sofie.
-Mam do ciebie pytanie, moja droga.- zaczął, gładząc delikatnie wierzch jej dłoni.
Zanim zjawiła się w tym pokoju postanowiła, że będzie spokojna. Jeśli miała skorzystać na tym, że jest Niszczycielką z przepowiedni, co by się nie działo musiała być opanowana. Musiała znać konsekwencje swoich czynów.
-Słucham?
-Boisz się mnie?- spytał, patrząc jej w oczy.
Wzięła głęboki oddech starając się nie odwrócić wzroku.
-To zależy.
-Od czego?
-Od tego, z której strony na to spojrzeć. Z jednej strony zapewniasz, że nie zrobisz mi krzywdy, a co za tym idzie, nie powinnam się bać. Natomiast z drugiej strony mówisz, że to, czego ode mnie chcesz dam ci z własnej, lub przymuszonej woli, z czego wnioskuję, iż zamierzasz mnie do czegoś zmusić, a z tego wynika, że powinnam się bać.
-Moja słodka, dlaczego nie bierzesz pod uwagę możliwości, że oddasz mi się z własnej woli?- przegarnął jej włosy na drugą stronę i subtelnie ucałował jej szyję.
-Nie biorę, gdyż nie ma takiej możliwości. Nigdy ci się nie oddam.- odpowiedziała cicho.
-Kochana, ile byś się nie starała nie oprzesz mi się. Jesteś dla mnie stworzona. Taki twój los i nic na to nie poradzisz.
Aika zamknęła oczy, by po chwili znowu je otworzyć i obdarzyć Pana Piekła spokojnym spojrzeniem.
-Jeśli nie będziesz miał nic przeciwko zostanę przy swojej wersji.
-Jeśli to sprawi, że poczujesz się lepiej, możesz w dalszym ciągu się oszukiwać.
-Dziękuję.- skinęła głową.
Lucyfer podniósł się z miejsca i podszedł do zasłoniętego okna.
-Właściwie nie o tym chciałem z tobą rozmawiać.- powiedział i westchnął cicho, rozchylając ciężkie zasłony.
-A o czym?
-Jonathan uczy cię władać mieczem, prawda?- spytał odwracając się gwałtownie.
-Tak.
-Natomiast Hurmiz przedstawia ci teorię?
-Tak.
Nieoczekiwanie klasnął w ręce. Jeszcze raz i zawał murowany… pomyślała zaciskając dłoń na sukience w okolicach serca.
-Spokojnie, drugi raz nie umrzesz.- zapewnił.
-Przepraszam.
-Nie masz za co przepraszać… Wracając do tematu, ich szkolenie nie daje widocznych efektów. Nie możesz czekać aż ktoś naprawdę cię zabije. Pomyślałaś o tym co stałoby się, gdybym nie zjawił się w porę?- podszedł do niej od tyłu i zacisnął dłonie na jej ramionach.
-Pomyślałam.- przytaknęła.
-I?
-Byłabym martwa nie tylko w teorii, ale i w praktyce. Swoją drogą, niewielka strata.- odpowiedziała szczerze.
-Nie zdajesz sobie sprawy z powagi sytuacji. Zabiłby cię, a wtedy nikomu nie udałoby się cię wskrzesić. To byłby koniec.
-Wiem.- skinęła głową.
-Naprawdę nie zależy ci na życiu?- spytał z nutą zdziwienia w głosie.
-Co to za życie? Jedynym, co trzyma mnie na tym świecie jest mama. Gdyby nie ona, zabiłabym się jeszcze przed przemianą. Ale mama nie będzie żyła wiecznie, a obawiam się, że ja niestety tak.
Jej głos drżał delikatnie. Miała złe przeczucia. Wstała, lecz natychmiast opadła na sofę. Zalała ją fala paraliżującego bólu, który zdawał się pochodzić z głębi jej serca. Lucyfer niemalże natychmiast podszedł do niej. Spojrzała na niego przelotnie, ale wiedziała, że wyraz jego twarzy zapamięta do końca życia. Szept miał rację. Władca Piekła miał do niej słabość, teraz to widziała. Martwił się, a jednocześnie był wściekły, lecz coś podpowiadało jej, że nie jest przyczyną jego złości. Zgięła się w pół, gdy nadeszła kolejna, tym razem większa dawka bólu. Miała wrażenie, że pękło jej serce. Już wiedziała co jest przyczyną tego bólu.
-Aika, spójrz na mnie.- polecił, obejmując jej twarz dłońmi.
Podniosła na niego wzrok, a bolesny paraliż minął tak nagle, jak się pojawił.
-Coś się stało mamie.- szepnęła i nie zważając na nic wybiegła z sali.
Zdążyła tylko minąć drzwi, gdy wpadła na Jonathana.
-Wiem. Może jeszcze nie jest za późno.- skinął głową zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć.
<***>
Mari przyglądała się stojącemu na stoliku kieliszkowi. Wszystko się skomplikowało. Dlaczego Jonathan nie mógł dać jej spokoju? Dlaczego minionej nocy dręczyły ją wspomnienia?  Gdyby za młodu podjęła inną decyzję, gdyby nie była taką egoistką… pokręciła energicznie głową, odganiając od siebie przykre myśli. Nie mogła się tym teraz zadręczać. Zaraz będzie po wszystkim. Sięgnęła po maleńki kryształowy flakonik. Wstrząsnęła nim i spojrzała na wzburzoną zawartość. Mikstura, którą sporządziła zaraz po powrocie z Siedziby Legionu miała intensywny fioletowy kolor i pachniała tak słodko, że nikt nie odgadłby do czego służy. Postawiła flakonik obok kieliszka  i sięgnęła po butelkę wina. Ostrożnie napełniła kieliszek słodkim, czerwonym płynem. Odkorkowała miksturę i zmieszała ją z winem. Drżącą dłonią chwyciła kieliszek.
-Może i uciekam, ale nie widzę innego wyjścia. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz, córeczko.- powiedziała do wyglądającej ze zdjęcia ośmioletniej Aiki i uniosła kieliszek do ust.
Sięgnęła po wcześniej naładowany rewolwer. Przyłożyła go do piersi. Zamknęła oczy. Mimo, że spod zaciśniętych powiek wypływały łzy, uśmiechała się. Nareszcie zaśnie. Spokojnie, bez bólu, bez cierpienia zaśnie… Wystrzeliła. Aika, wybacz mi… poprosiła zanim osunęła się na ziemię, wypuszczając z dłoni kieliszek.
<***>
Jonathan wbiegł do salonu. Widok, który tam zastał sprawił, że jego serce, w którego istnienie wielu wątpiło rozbiło się na miliony maleńkich części. Zza jego pleców wybiegła Aika i natychmiast podbiegła do matki.
-Do jasnej cholery, zrób coś!- krzyknęła poprzez łzy.
Ale on jej nie słyszał. Potrafił tylko patrzeć na twarz kobiety, która przed laty odrzuciła jego uczucie. Na jej ustach zastygł subtelny uśmiech. Coś ty najlepszego zrobiła? pomyślał i podszedł bliżej. Padł przed nią na kolana.
-Kuso! Zrób coś, słyszysz?!
-Nie mogę już dla niej nic zrobić…- odpowiedział tak cicho, że na początku nie był pewien, czy dziewczyna w ogóle go usłyszała.
-Jak to: nie mogę?! Przecież… przecież…- jąkała się, patrząc na niego z nadzieją w oczach.
Nadzieja… Niejednokrotnie miał okazję się przekonać, że jest jedynie matką głupców. Odwrócił wzrok, by nie patrzeć w oczy tak bardzo podobne, do tych, które tak kochał. Nagle ujrzał coś, co całkowicie zmieniało postać rzeczy. Podniósł się i podszedł do stolika. Wyciągnął dłoń po kryształowy flakonik na dnie którego zachowała się kropelka fioletowej substancji. Skierował spojrzenie na Mari. W dłoni trzymała rewolwer, a w jej bluzce widać było dziurę po kuli. Jednak nigdzie nie dostrzegł ani kropli krwi.
-Nie płacz. Ona tylko śpi.- zapewnił, choć wiedział, że z tego snu ani on, ani Aika jej nie obudzą.

<***>
Witam!
Chciałabym zadedykować ten rozdział tradycyjnie Kiran, Suzu i Ayi. Motywujecie mnie dziewczyny (choć pewnie po czasie, który minął od VII tego nie widać) :) Powiem jeszcze, że rozdział pisało się okropnie. Osiem razy zabierałam się do jednej sceny, aż wczoraj nastąpił przełom i udało mi się dokończyć ten rozdzialik. Mam nadzieję, że się spodoba (choć mi osobiście się nie podoba).

Pozdrawiam, życzę weny i szczęśliwego Nowego Roku- Andzik

18 komentarzy:

  1. U Suzu i u mnie nowe rozdziały (nareszcie) :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za info!
    Szczęśliwego Nowego Roku! :)

    Ah! Więc Lucek ma słabość do Aiki... Jakoś mnie to nie dziwi ;D Hm... Choć ciekawy jest ten jego upór...a może pewność siebie? Hm... O taaak, lubię takich... Mmm...
    Poza tym... planowane małżeństwo Ayi?!?!?!?! O Boże! Biedna dziewczyna! I to taka młoda!
    Zastanawiam się jak ten facet, za którego miała wyjść za mąż, nadużył jej zaufania... Ciekawe... Może Kage faktycznie powinien go zabić?

    Dzięki za dedyk :*

    Ave!
    K.L.

    OdpowiedzUsuń
  3. PS. zapomniałam wspomnieć o matce Aiki!Co ona właściwie zrobiła?? Umarła, czy... Nie, przecież Jonathan powiedział, że śpi...A skoro tak, to znaczy, że żyje... Ale czemu miałaby się nie obudzić...?

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie ma za co :)

    Upór Lucjana... nie ujęłabym tak tego. Raczej myśli o Aice jak o swojej własności i przypomina jej, że może zrobić z nią co chce, a jednak nie zamierza jej krzywdzić... Skomplikowany facet xD
    Moim zdaniem Kage powinien go wykończyć na miejscu. Menda tasmańska, żeby miał w sobie odrobinkę przyzwoitości nie pokazałby się Ayi na oczy... czy ja aby nie zaczynam powoli spoilerować?
    Mari nie na darmo wypijała domowej roboty miksturkę, żeby mieli ją teraz obudzić. To jest coś a'la śmierć kliniczna. I teraz pojawia się pytanie: "To po cholere się postrzeliła?"... ale na nie odpowiem w kolejnym rozdziale ^^'

    Pozdrawiam- Andzik

    OdpowiedzUsuń
  5. Głuptasie, to świetny rozdział!

    Na miejscu Aiki bym się ździebko załamała. Nie ma to jak latający za nią Lucek o.O' W ogóle to zawsze kreuje się go niby na takiego bezwzględnego i bez uczuć, a mimo tego się zakochuje, jakby nie patrzeć. Bo zwykłe zainteresowanie to to raczej nie jest. Dziwne.

    O rety, ale mi się los trafił D: Nie ma to jak aranżowanie małżeństwa x_x Jak pech, to pech ^^' Ciekawe, czy uda mi się u Ciebie uniknąć losu nieszczęśliwej małżonki, bo u Suzu jak widać jestem zdana na łaskę Michaela ^^' Swoją drogą, jestem ciekawa tego, co mi zrobił ten cały Yoshiro. I mimo że najprawdopodobniej to dupek, to kurczę wydaje się przystojny (mam słabość do brunetów, zarówno tych nieistniejących, jak i rzeczywistych ^^') i mnie zainteresował. Czekam na rozwinięcie tego wątku (i całej reszty innych xD).

    Dziwię się, że Mari zrobiła coś takiego. Nawet jeśli śpi, a nie nie żyje, to jakby zostawiła Aikę. A przecież są ze sobą tak blisko... Kurczę, pisz szybko nowy rozdział.

    Dziękuję za dedykację. Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że tak myślisz :)

      Czy Lucuś się zakochał? No nie wiem... zwykłe zainteresowanie może i nie... raczej pożądanie. O, właśnie tak w tej chwili określiłabym jego uczucia.

      Czym sobie chłopaczek na szczerą nienawiść Ayi zasłużył nie powiem. Powiem Ci kochana, że to dupek do kwadratu, ale fakt faktem, że przystojny dupek do kwadratu (ta słabość do brunetów... cóż, dobrze wiedzieć, że nie jestem w tym sama xD).

      A co do nowego rozdziału, to nie trzeba będzie tyle czekać. Jako tako dobrze się pisze :)

      Nie ma za co :*

      Pozdrawiam i weny- Andzik

      Usuń
    2. W tej chwili - otóż to. A nie zdziwię się, jeśli się zakocha. Choć możliwe, że nie będzie chciał tego przyznać ani przed sobą, ani przed nikim innym.

      No kiedyś chyba wyjawisz ten sekret, co? xD
      O, więc obie mamy słabość do brunetów?

      No to się cieszę i czekam :)

      Usuń
    3. Zobaczymy. Właściwie, to jeszcze nie wiem co z tym fantem zrobię... okaże się w praniu...

      Kiedyś na pewno wam powiem :)
      Dokładnie tak ^^"

      Usuń
    4. Wiele rzeczy wychodzi w praniu xD

      Serdecznie zapraszam na VIII rozdział VN pt. "W ciemności" :)

      Usuń
  6. Dobra no to zaczynam komentować...

    Na wstępie muszę przeprosić że dopiero teraz ale mam mnóstwo nauki x_x Sesja to ZŁO tyle ci powiem T^T No ale powiem Ci na usprawiedliwienie że przeczytałam znacznie wcześniej ;)

    O matko ja bym na miejscu Aiki umarła na zawał po tym co usłyszała x_x Nie no jest mi jej cholernie żal T.T Ech noo nie wyobrażam sobie dowiedzieć się że Lucyfer mnie pożąda a po za tym mam podbić mu świat D: Nie no zawała murowany albo samobójstwo! Ech choć muszę przyznać że u ciebie Lucjan jest kurna mega sexi x_x Matko czemu mam teraz taki pociąg do takich typów?! D:

    Teraz sprawa Ayi... Matko co ten typ jej zrobił noo?! D: Nie no jak bym go dorwała to bym rozszarpała go gołymi rękami >.< Ech szkoda że Kage go nie zabił *mruczy pod nosem* Ech i jeszcze ten pomysł ze ślubem ;( Ech ja też jak Aya jestem ciekawa czy uniknie podobnego losu jak w moim opo Q.Q

    No i na koniec sprawa Mari... Nie no co to ma znaczyć ?!D: O co chodzi z tym snem? Po co strzelała skoro i tak się nie zabiła? I o co chodzi z tą miksturą noo? Ech same pytania... ^ ^"

    Podsumowując rozdział znakomity i bardzo mi się podobał :* już nie mogę doczekać się następnego rozdziału i z niecierpliwością czekam na moją postać ;p

    Pozdrawiam i życzę weny :*

    PS
    Dziękuje za miły kom ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie szkodzi :) Taaa... sesja... to mi od początku jakimś wymysłem Szatana się wydawało :(

      Lucuś jest mega (to mój drugi mąż zaraz po Kaname <3), chociaż troszkę może... za bardzo się na Aikę nakręcił, ale to nic, bo to może być korzystne.

      Ano szkoda, szkoda, bo gościa nienawidzę od chwili, w której go wymyśliłam (chociaż jest mega przystojny). Co z tym ślubem będzie, zobaczymy. Mam już na to pewien pomysł :)

      Mari nie wytrzymała psychicznie. Wyobraź sobie... niedługo przed przyjściem na świat Aiki, zginął jej mąż. Później dowiedziała się, że jej dziecko nie przeżyje chyba, że podpisze cyrograf z diabłem. Później upominają się o Aikę siły nieczyste, a jakby tego było mało, Jonathan postanowił ją odzyskać... i jak tu się nie załamać? A co do tego strzału i mikstury, wyjaśnię to w IX.

      Ciesze sie, że Ci się podobał :) Już nawet wiem w jakich okolicznościach wprowadzę twoją Fię do opowiadania :)

      Pozdrawiam- Andzik

      Usuń
    2. Noooo dokładnie x_x Nie no urwanie z nią głowy T^T

      Nooo fakt kraśny jest ^ ^" Hmm spoko trze poczekać na rozwój wypadków xD

      Eee aha ^ ^" Noo faktycznie jest przystojny ^ ^" Ech coś mi się wydaje że jest nieco podobny na Michaela *głośne westchnienie* Hmm rozumiem rozumie... Cóż pewnie nic mi nie zdradzisz więc pozostaje mi czekać ;p

      Ech no wiem wiem że bidulka nie wytrzymała... Nie no naprawdę jest mi jej cholernie żal biedna noo T^T Jestem tylko ciekawa czy kiedyś uda się ją wybudzić ze sny *wzdycha*

      Oj podobało podobała ;p O kurczątka cieszy mnie to bardzo :D Nie no naprawdę jestem ciekawa co to z moją postacią wykombinowałaś ^ ^" Ech no i intryguje mnie po jakiej stronie będę stała ^.^'

      Buziaki i dużooooooooooo weny xP

      Usuń
    3. Zapraszam na nowy rozdział ;)

      Usuń
  7. Mam prośbę: podałabyś mi swój adres gmailowy? Zmieniłam tojikomerareta-tori z bloga publicznego na prywatny i chciałabym zaprosic Cię do grona czytelników, ale do tego potrzebuję maila ;) Więc będę za niego bardzo wdzięczna. Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Opublikowałam IX rozdział VN, zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zapraszam na VIII rozdział do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Hey!
    Pojawiam się po zastraszająco długiej przerwie z kolejnym rozdziałem!
    Zapraszam na Czarownica i Bestia! Historia znów się komplikuje *szatański smiech*

    K.L.

    OdpowiedzUsuń
  11. Na tojikomerareta-tori nowa notka jakby co ;)
    Kiedy nowy rozdział u Ciebie, co...?

    OdpowiedzUsuń