sobota, 1 września 2012

Rozdział IV


-Myślisz, że jak odesłałam cię do matki, to nadal będziesz żyła, jak zwykli ludzie?! Jeśli tak, to jesteś w błędzie! A teraz łaskawie podnieś te zwłoki z łóżka, bo wiecznie czekać nie będę!- wykrzykiwała jej do ucha Hurmiz.
Aika podniosła powieki i krzywiąc się lekko spojrzała na demona.
-Czego ty ode mnie chcesz?- zapytała, mrużąc oczy, które nie zdążyły jeszcze przywyknąć do światła.
-Nie zadawaj głupich pytań, tylko rusz się, bo nie mamy czasu!
Podniosła się ciężko, a na widok skrzepniętej krwi, która oblepiała sukienkę skrzywiła się.
-Masz pół godziny.- powiadomiła brunetka i rozsiadła się na krześle przy biurku.
Drzwi otworzyły się i do pokoju weszła Mari.
-Aika…- zaczęła, a jej wzrok niemalże natychmiast skierował się w stronę czarnookiej, która pomachała jej i uśmiechnęła się szeroko-Ty… jak śmiesz włazić do mojego domu bez zaproszenia?!- warknęła.
-Normalnie.- wzruszyła ramionami.
-Nawet nie wiesz jak żałuję, że cię nie wytępiłam…
-Nawet nie wiesz jak się cieszę, że to właśnie twoją córcię w Niszczycielkę przemieniłam…- odpowiedziała, a uśmiech nie schodził jej z ust.
Kobieta już chciała ją uderzyć, ale powstrzymał ją głos córki:
-Przestańcie.- poprosiła cicho-Źle się czuję, a od tych wrzasków głowa mi zaraz pęknie.- dodała i ze zbolałą miną podeszła do szafy, by na chybił-trafił wybrać z niej jakieś ubrania.
-Jak już mówiłam, masz pół godziny.- zawołała za nią Hurmiz, gdy ta opuszczała pomieszczenie.
W ślad za nią udała się jej matka.
-Aika, co oni ci zrobili?- zapytała zatroskana.
-Nie wiem, ale…- spojrzała na miejsce, w które, wnioskując po rozcięciu w sukience, musiał zostać wbity sztylet-Chyba mnie zabili.- powiedziała bez przekonania i ruszyła w stronę łazienki.
Wzięła szybki prysznic, założyła czarne rurki i szarą bluzkę, po czym stanęła przed lustrem. Zabili mnie… ale czy to możliwe? Jeśli jestem martwa, to jak oddycham? Jakim cudem moje serce dalej bije? pytała, choć nie mogła otrzymać odpowiedzi. Westchnęła ciężko i zapatrzyła się w swoje odbicie. Jej cera wydawała się jeszcze bledsza niż zazwyczaj, a oczy lśniły nieznanym jej dotąd blaskiem. Odsunęła się nieco, by zobaczyć się z każdej strony. Wyglądała… jak nie ona. Niby tak samo, a jednak inaczej. Na jej twarzy nie malowało się już wieczne zmęczenie. Była po prostu… idealna. Jak jakaś księżniczka… pomyślała, uśmiechając się krzywo. Wyszła na korytarz i zeszła na dół. W kuchni czekała na nią Mari.
-Mamo… czy to możliwe, by żyć po śmierci?- spytała siadając przy stole.
-Nie rozumiem… jak to: żyć po śmierci?- zmarszczyła brwi, stawiając przed nią śniadanie.
-Bo ja myślę, że oni naprawdę mnie zabili, ale… jeśli nie żyję, to w jaki sposób… żyję?- Plotę od rzeczy… pomyślała.
Miała coraz większy mętlik w głowie. W końcu żyje, czy nie żyje? No… nie myliłam się. Trafię do wariatkowa. Albo, co gorsza zamkną mnie w tym Piekielnym Zamczysku…
-Ano… myślę, że cię wskrzesili. To znaczy, najpierw cię uśmiercili, a później przywrócili do życia… nie wiem, jak wyglądają ich rytuały, więc mogę się tylko domyślać, ale… według mnie uczynili cię nieśmiertelną.- powiedziała po chwili zastanowienia.
-Zabili mnie, żeby znowu ożywić? To nie ma sensu.- odsunęła od siebie nietknięte śniadanie.
-Kochanie, to Piekło. Tam niewiele rzeczy ma sens.- westchnęła, zamyślając się.
Shimatta! Ale ja jestem głupia! Skąd niby mama wie o takich rzeczach, skąd niby umie walczyć?! Co ze mnie za córka?! Nawet nie przyszło mi do głowy, żeby o to spytać! zganiła się w myślach.
-Ano… mamo?- zagadnęła cicho.
-Tak?
-Skąd właściwie wiesz o tym wszystkim i dlaczego nigdy nie mówiłaś, że umiesz walczyć?- zapytała, patrząc uważnie na kobietę.
Mari westchnęła cicho i zamieszała łyżeczką w filiżance kawy, która już dawno zdążyła wystygnąć.
-Wyjaśnię ci to… ale jeszcze nie teraz. Musisz być cierpliwa.- odpowiedziała, zatapiając mętny wzrok w bliżej nieokreślonym punkcie.
Nie pytając o nic więcej, skinęła głową. Do kuchni weszła Hurmiz. Natychmiast została spiorunowana spojrzeniem dorosłej Kiyokuro.
-Powiedziałam pół godziny! Najpierw wypindrzyłaś się przed lustereczkiem, a teraz urządzasz sobie pogawędki z mamusią?!- wrzasnęła na Aikę.
-Nie krzycz na moją córkę, bo będziesz tego żałować.- ostrzegła.
Czarnooka zupełnie nie zwracając na nią uwagi, chwyciła dziewczynę za nadgarstek i wyciągnęła ją do przedpokoju.
<***>
Od poprzedniej wizyty w Piekle zauważyła jedną, zasadniczą różnicę. Pobyt tutaj nie sprawiał jej już bólu. Powietrze, choć dalej było duszno, nie paliło już w gardle, a ziemia wydawała się być tylko lekko ciepłą. Poza tym nic się nie zmieniło. Na niebie wciąż wisiały ciężkie, pomarańczowe chmury, z których nie zamierzał spaść deszcz, a zamek sprawiał wrażenie tak samo niegościnnego, jak za pierwszym razem. Przechodziła przez ten sam most, w oknach widziała te same postaci, fosę wypełniała ta sama wrząca smoła… jakby czas się zatrzymał. Westchnęła cicho, co nie umknęło uwadze demona.
-Co tak wzdychasz?- zapytała znudzona.
-Bez powodu.- odpowiedziała chłodno.
-Staram się być miła co, jakby nie patrzeć, nie jest normalne dla demona, więc wykaż się odrobiną taktu i odpowiedz normalnie, bo mnie zaraz szlag trafi!- wybuchła, a jej oczy ciskały gromy.  
-Odpowiedziałam normalnie.- wzruszyła ramionami, nic sobie nie robiąc ze spojrzenia brunetki-Jeśli ci to nie pasuje, to już na to nic nie poradzę, ale nie mogę wykrzesać z siebie bardziej pozytywnych uczuć w stosunku do ciebie.- dodała spokojnie.
-Taa… także jeśli chodzi o stosunki przełożona-podwładna, to by było na tyle.- mruknęła pod nosem.
Weszły do środka i skręciły w jakiś korytarz, a potem długo szły schodami w górę. Aika zastanawiała się, czy ten zamek przypadkiem nie był niższy, bo końca stopni widać nie było.
-To Piekło. Ono nie ma końca.- wyjaśniła, wiedząc, co chodzi jej po głowie.
W końcu weszły w korytarz, by po paru krokach znaleźć się w przestronnej sali. Była dość ładnie urządzona. Nieco mrocznie, ale z klasą. Ściany w kolorze czerwonego wina i czarne kotary idealnie ze sobą współgrały. Meble były drewniane, z dodatkiem czerwieni. Na antycznej leżance siedział zielonooki Mistrz Ceremonii, jak zwykła nazywać bezimiennego demona Aika.
-Pół godziny?- spytał spokojnie, popijając kawę z porcelanowej filiżanki.
-Na mnie nie patrz. Trochę jej zeszło zanim się ogarnęła i nagadała z matką.- zwaliła całą winę na szatynkę.
-Ach! Co tam u Mari?- uśmiechnął się przyjaźnie.
-Na tyle znasz moją mamę, żeby mówić jej po imieniu?- uniosła jedną brew.
-Czy znam…?
-O nie, zaczyna się.- wywróciła oczyma i spojrzała oskarżycielsko na dziewczynę-Jeśli sprowokowałaś go do głębszych wywodów, ostrzegam, nawet twoja cudowna rodzicielka ci nie pomoże.- warknęła cicho.
-Powiedzmy, że to moja stara, baaardzo dobra znajoma.- uśmiechnął się pod nosem-Teraz, jak przystało na dobrze wytresowaną podwładną, powinnaś odpowiedzieć na moje pytanie.- obdarzył ją ostrym spojrzeniem jadowicie zielonych oczu.
Demon, nie demon za dużo sobie pozwala. „Wytresowaną podwładną”?! Mówi, jakby miał nade mną władzę, a jakoś sobie nie przypominam, żeby takową miał. pomyślała oburzona.
-Po pierwsze, nie jestem waszą podwładną, a po drugie myślę, że moja mama raczej nie zawiera znajomości z demonami.- postarała się o spokojny ton, choć miała ochotę podejść i najzwyczajniej w świecie, przyłożyć mu.
-Oj, może nie bezpośrednio, ale to szczegół. A kto ci powiedział, że ja zawsze byłem demonem?-  jego głos był tak chłodny, że niejednego przeszedłby dreszcz.
-Diabeł tkwi w szczegółach.- mruknęła, stwarzają wrażenie znudzonej.
Już chciała zadać kolejne pytanie kiedy ich rozmowę przerwała Hurmiz.
-Cholera jasna! Weźcie się obydwoje zamknijcie, bo zaraz wyjdę z siebie! Ty rób co masz robić, a ty go słuchaj, bo nie będzie z tobą najlepiej, zrozumiano?!- już drugi raz dała się ponieść emocjom.
-Bez nerwów… - rzekł spokojnie, po czym zwrócił się do Aiki-Nazywam się Jonathan.
-No proszę… czyli jednak masz imię.- uśmiechnęła się krzywo.
-Jak każdy moja droga, jak każdy. A teraz stań tutaj.- mówił tym samym opanowanym tonem.
Dziewczyna stanęła tam, gdzie jej kazał i popatrzyła na niego z ciekawością.
-I co teraz?- spytała, zatykając kosmyk włosów, za ucho.
Klasnął w dłonie, a wszystkie meble zniknęły.
-Aby stać się w pełni Niszczycielką musisz zawładnąć nad swoim instynktem.- oznajmił i zaatakował.
Zaskoczona zrobiła sprawny unik.
-Czyś ty postradał zmysły?!- spytała, uchylając się.
-Jeśli nie zaczniesz walczyć, nie gwarantuję, że nic ci się nie stanie.- odpowiedział znowu uderzając.
-Ale ja nie umiem…- odskoczyła na bok- …walczyć!- dokończyła.
-Masz to we krwi. Pozwól, by obudził się w tobie instynkt. Uwolnij go!- z jeszcze większą siłą wymierzył cios.
Długo tak nie pociągnę… pomyślała, cudem unikając bardzo skomplikowanego uderzenia. Nie musisz…- zapewnił. Nie? Mam się dać zabić? zdziwiła się Nie… wystarczy, że wypuścisz ze swojej podświadomości instynkt… instynkt mordercy, pozwól mu działać…- szeptał. Łatwo powiedzieć… Kuso! Jak niby mam go uwolnić? schyliła się, unikając uderzenia w twarz Wystarczy, że otworzysz swój umysł…- doradził i już więcej się nie odezwał. Nie myślała już o tym, że jeśli się nie skupi, może jej się stać krzywda. Nie myślała o niczym. Oddaliła się od zielonookiego, by pozwolić sobie na przymknięcie oczu. Czuła tę moc. Czuła, jak potężna siła wypełniała każdą komórkę jej ciała. Chciała się wydostać, a ona musiała jej na to pozwolić. Rozluźniła się i powoli uniosła powieki. Jonathan stał parę kroków od niej. Tym razem to ona zaatakowała. Już nie panowała nad swoim ciałem. Uwolniła instynkt, który łaknął śmierci. Nieważne czyjej, byleby tylko przelać krew.
-Zapanuj nad nim. On nie ma nad tobą władzy, to ty jesteś jego panią.- powiedział, sprawnie blokując jej uderzenie.
Myślała tylko o tym, że powinna go ujarzmić, że jeśli nic nie zrobi, zabije tego demona. Widziała wszystko, jak przez mgłę. Jakimś sposobem sprawiła, że blondyn znalazł się na ziemi. Już miała zadać ostateczny cios, gdy udało jej się powstrzymać rękę. Co prawda z trudem, bo dłoń cały czas się trzęsła, jakby chciała znowu wyrwać się spod jej kontroli. Skupiając się na dłoni nie zauważyła nawet, że cała drży. Przestań! rozkazała w myślach przymykając oczy. Zacisnęła zęby starając się utrzymać w ryzach moc, która chciała na nowo się wydostać. Po chwili wzięła głęboki wdech i spojrzała na Jonathana. Przez cały ten czas, gdy ona próbowała się opanować miał chyba z milion okazji, żeby ją zniszczyć, ale tego nie zrobił. Leżał w bezruchu i przyglądał się jej uważnie. Przestała się trząść, a gdy czuła, że odzyskała pełną kontrolę nad swoim ciałem, odetchnęła z ulgą.
-No proszę… kto by przypuszczał, że tak szybko go opanujesz.- uśmiechnął się cwaniacko i wstał.
-Widzisz? A kto mówił, że chyba zwariowałam, zawierając pakt z Mari Kiyokuro?- zapytała Hurmiz.
-To było dawno i nie prawda.- odpowiedział zdenerwowany.
-Co to… miało być?!- wykrztusiła w końcu oszołomiona szesnastolatka.
-Słynny, Niszczycielski instynkt.- wzruszyła ramionami brunetka.
-Musisz nad nim zapanować. Inaczej staniesz się zagrożeniem nie tylko dla świata… i zaświata, ale również dla samej siebie.- oznajmił blondyn, po czym klasnął w dłonie, a pokój znowu wyglądał tak samo, jak wtedy, gdy do niego weszły.
-Ale jak? To… coś… jest zbyt potężne.
Była przerażona. Nigdy nie czuła w sobie takiej mocy. To było zbyt niebezpieczne, by mogła to ujarzmić. Spojrzała jeszcze raz na rękę. Rękę, która niemalże zadała śmiertelny cios.
-Dlatego właśnie musisz ćwiczyć.
-A gdybym nad sobą nie zapanowała?! Gdybym  nie powstrzymała się od uderzenia?!
-A myślisz, że Hurmiz przyszła tylko na przedstawienie? W razie czego miała cię powstrzymać.- odpowiedział spokojnie.
Nagle coś jej przyszło do głowy. Przecież mogła spytać o szept. Na pewno wiedzieli by o nim coś, co by jej się przydało. Już miała wypytać ich dokładnie o Whisper, gdy zabrzmiał w jej głowie głos Ciii… nie wspominaj o mnie. Nie mogą o mnie wiedzieć…- szepnął, jakby się przestraszył.
-Jakieś pytania?- spytała brunetka.
-Na tej ceremonii… co wy mi wtedy zrobiliście?- patrzyła to na niego, to na nią.
-To może lepiej usiądźmy.- westchnęła czarnooka.
Usiedli na leżance.
-Wiesz, czym są Niszczyciele? Niszczyciele to grupa wybrańców, którzy są obdarzeni niezwykłą mocą i rządzą mordu. Zabiją wszystko, co stanie im na drodze.- powiedział powoli, przyglądając się uważnie jej reakcji.
-Słyszałam podobną definicję.- skinęła głową.
-Jest jeszcze coś… Niszczycielem trzeba się urodzić.- dodała Hurmiz.
-W takim razie jak…- zaczęła, ale Jonathan nie dał jej dojść do głosu.
-Już wyjaśniam. Zostałaś pierwszą przemienioną w ten sposób. Żebyś mogła być nieśmiertelną, musieliśmy cię najpierw uśmiercić, a potem znów tchnąć w ciebie życie. Zmartwychwstałaś. Co prawda, Niszczyciele oswajają się ze swoim instynktem od najmłodszych lat, ale ty… musisz się z nim uporać teraz.
-To w końcu jestem żywa, czy nie żywa?!- to pytanie dręczyło ją od rana.
-Teoretycznie jesteś martwa, a praktycznie żywa.- wzruszyła ramionami czarnooka.
-Hurmiz! Hurmiz!- na salę wbiegła mniej, więcej dziewięcioletnia dziewczynka. Oczy miała czarne, tak samo jak włosy, które były krótko ścięte.
-Nemezis? Nemezis, co się stało?- zapytała zdziwiona.
-Ałła…- zdołała tylko wykrztusić, opierając dłonie na udach i dysząc ciężko.
-Przedstawiam ci Nemezis. Moją młodszą siostrę, a jednocześnie największe utrapienie.- mruknęła.
Mała spojrzała na nią, szybko potrząsnęła jej dłonią i złapała siostrę za rąbek sukienki.
-Choć, nie mamy czasu!- nic więcej nie tłumacząc wyciągnęła demona z sali.
-Tak… dostarczę cię do domu.- odetchnął i dotknął ramienia szesnastolatki. W jednej chwili znaleźli się na polanie za lasem.
-Do zobaczenia.- rzucił na pożegnanie i nie czekając na odpowiedź, zniknął.
<***>
-Tadaima!- zawołała w progu, zdejmując szybko buty.
-Okaeri.- odpowiedział jej głos Mari, dobiegając z salonu.
Szybko weszła do salonu, chcąc zarzucić matkę nowymi informacjami, ale zobaczyła na sofie zielonooką brunetkę, która mogła być w wieku jej mamy.
-Konban wa.- skinęła głową, a kobieta tylko powtórzyła ten gest.
-Maayu, to jest moja córka, Aika.- przedstawiła ją.
-Miło mi, że mogę cię poznać Aiko, nazywam się Maaya Hiou.- uśmiechnęła się subtelnie.
-Mi również miło panią poznać, pani Hiou.- skinęła głową-A teraz przepraszam, ale jestem strasznie zmęczona.- posłała im przepraszający uśmiech i weszła na górę.
Przebrała się w piżamę i usiadła na łóżku. Miała zamiar poczekać, aż Mari zostanie sama, a wtedy zdać jej relację z pobytu w Piekle i odnowić pytanie, które zadała rano. Wzięła się za czytanie i niewiele brakowało, a usnęłaby, gdyby nie dźwięk zamykanych drzwi frontowych. Po paru minutach do pokoju weszła jej matka.
-Już jestem.- uśmiechnęła się delikatnie.
-To dobrze.- kiwnęła głową, a kobieta usiadła obok niej.
-Powiedz… dlaczego ta kanalia wyprowadziła… a właściwie to wywlokła cię z domu na tyle czasu?- zapytała, a Aika opowiedziała jej wszystko z najdrobniejszymi szczegółami.
-Jonathan? Jesteś pewna, że miał na imię Jonathan?- spytała dla pewności, a córka potakująco skinęła.
-Znasz go? Pytał o ciebie.
-Długa historia…- skrzywiła się i pokręciła energicznie głową, odpychając od siebie wszelkie myśli.
-Właśnie… pamiętasz to pytanie, które zadałam ci dziś rano?- spytała, zatykając kosmyk włosów za ucho.
-Tak… wiesz, że dobro i zło się równoważą, prawda? Żeby zwalczyć zło powstały Cztery Legiony Pogromców Demonów. Wstąpiłam w ich szeregi zaraz po studiach. Miałam talent… bardzo szybko uczyłam się zarówno sztuk walki z demonami, jak i teorii. Później poznałam twego ojca… zaszłam w ciążę, a gdy byłam w ósmym miesiącu on zginą na jednej z misji. Od tamtej pory nie przyjmuję zleceń. Zajmuję się tylko sprawami przedawnionymi, a w siedzibie Legionu bywam sporadycznie.- wyjaśniła krótko.
Aika patrzyła na nią z niedowierzaniem. Jej mama? Pogromczynią Demonów?
-To znaczy, że walczyłaś z takimi, jak Hurmiz, a potem zawarłaś z nią pakt?- zapytała dla pewności.
-Tak… Pogromca Demonów podpisuje cyrograf z diabłem... ale cóż miałam zrobić, kiedy Światłość, której wiernie służyłam przez tyle lat się ode mnie odwróciła?- westchnęła cicho.
Nagle poczuła ukłucie w sercu. Nie wiedziała o Mari tylu rzeczy… Choć powinna znać ją lepiej niż ktokolwiek inny, tak naprawdę nie wiedziała o niej więcej, niż inni ludzie. Cudowna ze mnie córka… nie ma co. pomyślała, a łzy popłynęły po jej policzkach. Kobieta bez słowa przytuliła ją i gładząc po włosach zapewniała, że wszystko będzie dobrze. Wyrzucając sobie w myślach jaką jest okropną córką, Aika w końcu zasnęła.  

<***>
Witam!
Ten rozdział chciałabym zadedykować Budyniowi, Ayi i Suzu. Cieszę się, że ta moja amatorszczyzna wam się podoba :)
Rozdział może nie należy do najciekawszych... ale bez niego fabuła by się całkiem posypała, więc być musiał.
Ach! Zapomniałabym! Witam w gronie czytelniczek Kiran Lilith. Mam nadzieję, że dotrwasz do końca tej telenoweli...

9 komentarzy:

  1. Yay, mamusia <3 Pojawiła się, przelotnie co prawda, ale zawszy ^.^
    Arigato za dedykację ;*
    Żal mi Mari, serio... Trochę w życiu przeszła. Zresztą strasznie mi przypomina naszą Reiko, obie miały dość podobne życie. W pewnym sensie.
    Czułabym się dziwnie, gdybym tak jak Aika była "teoretycznie martwa, a praktycznie żywa"... Trochę jak zombie xD

    Dobra, kończę, bo siedzę u Suzu ;)
    Buziaki,
    Aya

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, mamusia w tym rozdziale, a córcia w następnym zadebiutuje ^^
    Nie ma za co. Jest w pełni zasłużona :*
    W jednym z dodatków mam zamiar napisać nieco więcej o jej przeszłości. A przeszła kobietka nie mało. Wiesz, nie pomyślałam o tym, ale jak tak mówisz, to faktycznie widzę pewne podobieństwa.
    Toć mówiłam Budyniowi, że jest jak zombie xD

    Pozdrawiam- Andzik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, no proszę ^.^ Nie mogę się doczekać!
      Pozdrawiam,
      Aya

      Usuń
  3. Dziękuję, dziękuję ;)
    Oczywiście, że będę Cię informować :D
    Aaa właśnie... Maaya Hiou? Hm... Znajome nazwisko :D
    Poza tym myślisz, że stworzysz telenowelę? Heh, no ja nie sądzę... W telenowelach nie pojawiają się demony i skomplikowane problemy xd
    Ciekawe... Rozbudzić instynkt... fakt, w walce instynkt często jest najważniejszy... Instynkt Niszczycielki? Niezła sprawa! (choć nie wiem czy chciałabym być na miejscu Aiki) Poza tym ciekawy gość... Ten Jonathan...

    Dzięki za info!
    Ave!
    K.L.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę bardzo ^^
      Tak... jak tak przeglądam wszystkie te moje pomysły, to mówię ci! Czysta "Moda na sukces"! xD
      Och... Jonathan (<3) to moja perełka wśród demonów ^^
      Instynkt Niszczycielki, to coś baardzo niebezpiecznego (o czym Aika się jeszcze przekona).

      Nie ma za co :)

      Pozdrawiam- Andzik

      Usuń
  4. Dobra przeczytałam wieki temu ale jakoś nie zdobyłam się na napisanie komentarza x_x Gomen noo ;(

    Dobra przejdę do rzeczy...
    Kurde no naprawdę sexowny jest ten demon noo Q.Q *ma fazę na niegrzecznych chłopców* Ech no i strasznie intrygujący jest ten instynkt xD
    Heheheh widzę że mamusia mojej bliźniaczki się pojawiła no no no <3
    Kurcze no tak mi żal matki Aiko Q.Q Ech noo mam nadziej że będzie coś jeszcze...

    Dobra na dziś koniec i gomen że tak mało i że tak krótki x_x

    Całuski Suzu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie szkodzi ^^

      Ależ ty mi pomysł podsunęłaś! *cieszy ryja, bo właśnie tego jej brakowało*
      Hai, mamusia przelotnie, Ayi poświęcę więcej czasu :D
      Będzie, będzie xD

      Pozdrawiam- Andzik

      Usuń
  5. Nowe rozdzialiki u Suzu i u mnie :)

    Aya

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas nowe rozdzialiki :)

    Aya i Suzu

    OdpowiedzUsuń