-Myślisz,
że jak odesłałam cię do matki, to nadal będziesz żyła, jak zwykli ludzie?!
Jeśli tak, to jesteś w błędzie! A teraz łaskawie podnieś te zwłoki z łóżka, bo
wiecznie czekać nie będę!- wykrzykiwała jej do ucha Hurmiz.
Aika podniosła powieki i krzywiąc się lekko
spojrzała na demona.
-Czego
ty ode mnie chcesz?- zapytała, mrużąc oczy, które nie
zdążyły jeszcze przywyknąć do światła.
-Nie
zadawaj głupich pytań, tylko rusz się, bo nie mamy czasu!
Podniosła się ciężko, a na widok skrzepniętej krwi,
która oblepiała sukienkę skrzywiła się.
-Masz
pół godziny.- powiadomiła brunetka i rozsiadła się
na krześle przy biurku.
Drzwi otworzyły się i do pokoju weszła Mari.
-Aika…-
zaczęła, a jej wzrok niemalże natychmiast skierował się w stronę czarnookiej,
która pomachała jej i uśmiechnęła się szeroko-Ty… jak śmiesz włazić do mojego domu bez zaproszenia?!- warknęła.
-Normalnie.-
wzruszyła ramionami.
-Nawet
nie wiesz jak żałuję, że cię nie wytępiłam…
-Nawet
nie wiesz jak się cieszę, że to właśnie twoją córcię w Niszczycielkę
przemieniłam…- odpowiedziała, a uśmiech nie schodził
jej z ust.
Kobieta już chciała ją uderzyć, ale powstrzymał ją
głos córki:
-Przestańcie.-
poprosiła cicho-Źle się czuję, a od tych
wrzasków głowa mi zaraz pęknie.- dodała i ze zbolałą miną podeszła do
szafy, by na chybił-trafił wybrać z niej jakieś ubrania.
-Jak
już mówiłam, masz pół godziny.- zawołała za nią
Hurmiz, gdy ta opuszczała pomieszczenie.
W ślad za nią udała się jej matka.
-Aika,
co oni ci zrobili?- zapytała zatroskana.
-Nie
wiem, ale…- spojrzała na miejsce, w które, wnioskując po
rozcięciu w sukience, musiał zostać wbity sztylet-Chyba mnie zabili.- powiedziała bez przekonania i ruszyła w stronę
łazienki.
Wzięła szybki prysznic, założyła czarne rurki i
szarą bluzkę, po czym stanęła przed lustrem. Zabili mnie… ale czy to możliwe? Jeśli jestem martwa, to jak oddycham?
Jakim cudem moje serce dalej bije? pytała, choć nie mogła otrzymać
odpowiedzi. Westchnęła ciężko i zapatrzyła się w swoje odbicie. Jej cera
wydawała się jeszcze bledsza niż zazwyczaj, a oczy lśniły nieznanym jej dotąd
blaskiem. Odsunęła się nieco, by zobaczyć się z każdej strony. Wyglądała… jak
nie ona. Niby tak samo, a jednak inaczej. Na jej twarzy nie malowało się już
wieczne zmęczenie. Była po prostu… idealna. Jak
jakaś księżniczka… pomyślała, uśmiechając się krzywo. Wyszła na korytarz i
zeszła na dół. W kuchni czekała na nią Mari.
-Mamo…
czy to możliwe, by żyć po śmierci?- spytała siadając przy
stole.
-Nie
rozumiem… jak to: żyć po śmierci?- zmarszczyła brwi,
stawiając przed nią śniadanie.
-Bo
ja myślę, że oni naprawdę mnie zabili, ale… jeśli nie żyję, to w jaki sposób…
żyję?- Plotę od
rzeczy… pomyślała.
Miała coraz większy mętlik w głowie. W końcu żyje,
czy nie żyje? No… nie myliłam się. Trafię
do wariatkowa. Albo, co gorsza zamkną mnie w tym Piekielnym Zamczysku…
-Ano…
myślę, że cię wskrzesili. To znaczy, najpierw cię uśmiercili, a później
przywrócili do życia… nie wiem, jak wyglądają ich rytuały, więc mogę się tylko
domyślać, ale… według mnie uczynili cię nieśmiertelną.-
powiedziała po chwili zastanowienia.
-Zabili
mnie, żeby znowu ożywić? To nie ma sensu.- odsunęła od
siebie nietknięte śniadanie.
-Kochanie,
to Piekło. Tam niewiele rzeczy ma sens.- westchnęła, zamyślając
się.
Shimatta!
Ale ja jestem głupia! Skąd niby mama wie o takich rzeczach, skąd niby umie
walczyć?! Co ze mnie za córka?! Nawet nie przyszło mi do głowy, żeby o to
spytać! zganiła się w myślach.
-Ano…
mamo?- zagadnęła cicho.
-Tak?
-Skąd
właściwie wiesz o tym wszystkim i dlaczego nigdy nie mówiłaś, że umiesz walczyć?-
zapytała, patrząc uważnie na kobietę.
Mari westchnęła cicho i zamieszała łyżeczką w
filiżance kawy, która już dawno zdążyła wystygnąć.
-Wyjaśnię
ci to… ale jeszcze nie teraz. Musisz być cierpliwa.-
odpowiedziała, zatapiając mętny wzrok w bliżej nieokreślonym punkcie.
Nie pytając o nic więcej, skinęła głową. Do kuchni
weszła Hurmiz. Natychmiast została spiorunowana spojrzeniem dorosłej Kiyokuro.
-Powiedziałam
pół godziny! Najpierw wypindrzyłaś się przed lustereczkiem, a teraz urządzasz
sobie pogawędki z mamusią?!- wrzasnęła na Aikę.
-Nie
krzycz na moją córkę, bo będziesz tego żałować.-
ostrzegła.
Czarnooka zupełnie nie zwracając na nią uwagi,
chwyciła dziewczynę za nadgarstek i wyciągnęła ją do przedpokoju.
<***>
Od poprzedniej wizyty w Piekle zauważyła jedną,
zasadniczą różnicę. Pobyt tutaj nie sprawiał jej już bólu. Powietrze, choć
dalej było duszno, nie paliło już w gardle, a ziemia wydawała się być tylko
lekko ciepłą. Poza tym nic się nie zmieniło. Na niebie wciąż wisiały ciężkie,
pomarańczowe chmury, z których nie zamierzał spaść deszcz, a zamek sprawiał
wrażenie tak samo niegościnnego, jak za pierwszym razem. Przechodziła przez ten
sam most, w oknach widziała te same postaci, fosę wypełniała ta sama wrząca
smoła… jakby czas się zatrzymał. Westchnęła cicho, co nie umknęło uwadze
demona.
-Co
tak wzdychasz?- zapytała znudzona.
-Bez
powodu.- odpowiedziała chłodno.
-Staram
się być miła co, jakby nie patrzeć, nie jest normalne dla demona, więc wykaż się
odrobiną taktu i odpowiedz normalnie, bo mnie zaraz szlag trafi!-
wybuchła, a jej oczy ciskały gromy.
-Odpowiedziałam
normalnie.- wzruszyła ramionami, nic sobie nie robiąc ze
spojrzenia brunetki-Jeśli ci to nie
pasuje, to już na to nic nie poradzę, ale nie mogę wykrzesać z siebie bardziej
pozytywnych uczuć w stosunku do ciebie.- dodała spokojnie.
-Taa…
także jeśli chodzi o stosunki przełożona-podwładna, to by było na tyle.-
mruknęła pod nosem.
Weszły do środka i skręciły w jakiś korytarz, a
potem długo szły schodami w górę. Aika zastanawiała się, czy ten zamek
przypadkiem nie był niższy, bo końca stopni widać nie było.
-To
Piekło. Ono nie ma końca.- wyjaśniła, wiedząc, co chodzi jej
po głowie.
W końcu weszły w korytarz, by po paru krokach
znaleźć się w przestronnej sali. Była dość ładnie urządzona. Nieco mrocznie,
ale z klasą. Ściany w kolorze czerwonego wina i czarne kotary idealnie ze sobą
współgrały. Meble były drewniane, z dodatkiem czerwieni. Na antycznej leżance
siedział zielonooki Mistrz Ceremonii, jak zwykła nazywać bezimiennego demona
Aika.
-Pół
godziny?- spytał spokojnie, popijając kawę z porcelanowej
filiżanki.
-Na
mnie nie patrz. Trochę jej zeszło zanim się ogarnęła i nagadała z matką.-
zwaliła całą winę na szatynkę.
-Ach!
Co tam u Mari?- uśmiechnął się przyjaźnie.
-Na
tyle znasz moją mamę, żeby mówić jej po imieniu?-
uniosła jedną brew.
-Czy
znam…?
-O
nie, zaczyna się.- wywróciła oczyma i spojrzała
oskarżycielsko na dziewczynę-Jeśli
sprowokowałaś go do głębszych wywodów, ostrzegam, nawet twoja cudowna
rodzicielka ci nie pomoże.- warknęła cicho.
-Powiedzmy,
że to moja stara, baaardzo dobra znajoma.- uśmiechnął się
pod nosem-Teraz, jak przystało na dobrze
wytresowaną podwładną, powinnaś odpowiedzieć na moje pytanie.- obdarzył ją
ostrym spojrzeniem jadowicie zielonych oczu.
Demon,
nie demon za dużo sobie pozwala. „Wytresowaną podwładną”?! Mówi, jakby miał
nade mną władzę, a jakoś sobie nie przypominam, żeby takową miał.
pomyślała oburzona.
-Po
pierwsze, nie jestem waszą podwładną, a po drugie myślę, że moja mama raczej
nie zawiera znajomości z demonami.- postarała się o
spokojny ton, choć miała ochotę podejść i najzwyczajniej w świecie, przyłożyć
mu.
-Oj,
może nie bezpośrednio, ale to szczegół. A kto ci powiedział, że ja zawsze byłem demonem?- jego głos był tak chłodny, że niejednego
przeszedłby dreszcz.
-Diabeł
tkwi w szczegółach.- mruknęła, stwarzają wrażenie znudzonej.
Już chciała zadać kolejne pytanie kiedy ich rozmowę
przerwała Hurmiz.
-Cholera
jasna! Weźcie się obydwoje zamknijcie, bo zaraz wyjdę z siebie! Ty rób co masz
robić, a ty go słuchaj, bo nie będzie z tobą najlepiej, zrozumiano?!-
już drugi raz dała się ponieść emocjom.
-Bez
nerwów… - rzekł spokojnie, po czym zwrócił się do Aiki-Nazywam się Jonathan.
-No
proszę… czyli jednak masz imię.- uśmiechnęła się
krzywo.
-Jak
każdy moja droga, jak każdy. A teraz stań tutaj.-
mówił tym samym opanowanym tonem.
Dziewczyna stanęła tam, gdzie jej kazał i popatrzyła
na niego z ciekawością.
-I
co teraz?- spytała, zatykając kosmyk włosów, za ucho.
Klasnął w dłonie, a wszystkie meble zniknęły.
-Aby
stać się w pełni Niszczycielką musisz zawładnąć nad swoim instynktem.-
oznajmił i zaatakował.
Zaskoczona zrobiła sprawny unik.
-Czyś
ty postradał zmysły?!- spytała, uchylając się.
-Jeśli
nie zaczniesz walczyć, nie gwarantuję, że nic ci się nie stanie.-
odpowiedział znowu uderzając.
-Ale
ja nie umiem…- odskoczyła na bok- …walczyć!- dokończyła.
-Masz
to we krwi. Pozwól, by obudził się w tobie instynkt. Uwolnij go!-
z jeszcze większą siłą wymierzył cios.
Długo
tak nie pociągnę… pomyślała, cudem unikając bardzo
skomplikowanego uderzenia. Nie musisz…-
zapewnił. Nie? Mam się dać zabić?
zdziwiła się Nie… wystarczy, że wypuścisz
ze swojej podświadomości instynkt… instynkt mordercy, pozwól mu działać…-
szeptał. Łatwo powiedzieć… Kuso! Jak niby
mam go uwolnić? schyliła się, unikając uderzenia w twarz Wystarczy, że otworzysz swój umysł…-
doradził i już więcej się nie odezwał. Nie myślała już o tym, że jeśli się nie
skupi, może jej się stać krzywda. Nie myślała o niczym. Oddaliła się od
zielonookiego, by pozwolić sobie na przymknięcie oczu. Czuła tę moc. Czuła, jak
potężna siła wypełniała każdą komórkę jej ciała. Chciała się wydostać, a ona
musiała jej na to pozwolić. Rozluźniła się i powoli uniosła powieki. Jonathan
stał parę kroków od niej. Tym razem to ona zaatakowała. Już nie panowała nad
swoim ciałem. Uwolniła instynkt, który łaknął śmierci. Nieważne czyjej, byleby
tylko przelać krew.
-Zapanuj
nad nim. On nie ma nad tobą władzy, to ty jesteś jego panią.-
powiedział, sprawnie blokując jej uderzenie.
Myślała tylko o tym, że powinna go ujarzmić, że
jeśli nic nie zrobi, zabije tego demona. Widziała wszystko, jak przez mgłę.
Jakimś sposobem sprawiła, że blondyn znalazł się na ziemi. Już miała zadać
ostateczny cios, gdy udało jej się powstrzymać rękę. Co prawda z trudem, bo
dłoń cały czas się trzęsła, jakby chciała znowu wyrwać się spod jej kontroli.
Skupiając się na dłoni nie zauważyła nawet, że cała drży. Przestań! rozkazała w myślach przymykając oczy. Zacisnęła zęby
starając się utrzymać w ryzach moc, która chciała na nowo się wydostać. Po
chwili wzięła głęboki wdech i spojrzała na Jonathana. Przez cały ten czas, gdy
ona próbowała się opanować miał chyba z milion okazji, żeby ją zniszczyć, ale
tego nie zrobił. Leżał w bezruchu i przyglądał się jej uważnie. Przestała się
trząść, a gdy czuła, że odzyskała pełną kontrolę nad swoim ciałem, odetchnęła z
ulgą.
-No
proszę… kto by przypuszczał, że tak szybko go opanujesz.-
uśmiechnął się cwaniacko i wstał.
-Widzisz?
A kto mówił, że chyba zwariowałam, zawierając pakt z Mari Kiyokuro?-
zapytała Hurmiz.
-To
było dawno i nie prawda.- odpowiedział zdenerwowany.
-Co
to… miało być?!- wykrztusiła w końcu oszołomiona
szesnastolatka.
-Słynny,
Niszczycielski instynkt.- wzruszyła ramionami brunetka.
-Musisz
nad nim zapanować. Inaczej staniesz się zagrożeniem nie tylko dla świata… i
zaświata, ale również dla samej siebie.- oznajmił blondyn, po
czym klasnął w dłonie, a pokój znowu wyglądał tak samo, jak wtedy, gdy do niego
weszły.
-Ale
jak? To… coś… jest zbyt potężne.
Była przerażona. Nigdy nie czuła w sobie takiej
mocy. To było zbyt niebezpieczne, by mogła to ujarzmić. Spojrzała jeszcze raz
na rękę. Rękę, która niemalże zadała śmiertelny cios.
-Dlatego
właśnie musisz ćwiczyć.
-A
gdybym nad sobą nie zapanowała?! Gdybym
nie powstrzymała się od uderzenia?!
-A
myślisz, że Hurmiz przyszła tylko na przedstawienie? W razie czego miała cię
powstrzymać.- odpowiedział spokojnie.
Nagle coś jej przyszło do głowy. Przecież mogła
spytać o szept. Na pewno wiedzieli by o nim coś, co by jej się przydało. Już
miała wypytać ich dokładnie o Whisper, gdy zabrzmiał w jej głowie głos Ciii… nie wspominaj o mnie. Nie mogą o mnie
wiedzieć…- szepnął, jakby się przestraszył.
-Jakieś
pytania?- spytała brunetka.
-Na
tej ceremonii… co wy mi wtedy zrobiliście?- patrzyła to na
niego, to na nią.
-To
może lepiej usiądźmy.- westchnęła czarnooka.
Usiedli na leżance.
-Wiesz,
czym są Niszczyciele? Niszczyciele to grupa wybrańców, którzy są obdarzeni
niezwykłą mocą i rządzą mordu. Zabiją wszystko, co stanie im na drodze.-
powiedział powoli, przyglądając się uważnie jej reakcji.
-Słyszałam
podobną definicję.- skinęła głową.
-Jest
jeszcze coś… Niszczycielem trzeba się urodzić.-
dodała Hurmiz.
-W
takim razie jak…- zaczęła, ale Jonathan nie dał jej dojść
do głosu.
-Już
wyjaśniam. Zostałaś pierwszą przemienioną w ten sposób. Żebyś mogła być
nieśmiertelną, musieliśmy cię najpierw uśmiercić, a potem znów tchnąć w ciebie
życie. Zmartwychwstałaś. Co prawda, Niszczyciele oswajają się ze swoim
instynktem od najmłodszych lat, ale ty… musisz się z nim uporać teraz.
-To
w końcu jestem żywa, czy nie żywa?!- to pytanie dręczyło
ją od rana.
-Teoretycznie
jesteś martwa, a praktycznie żywa.- wzruszyła ramionami
czarnooka.
-Hurmiz!
Hurmiz!- na salę wbiegła mniej, więcej dziewięcioletnia
dziewczynka. Oczy miała czarne, tak samo jak włosy, które były krótko ścięte.
-Nemezis?
Nemezis, co się stało?- zapytała zdziwiona.
-Ałła…-
zdołała tylko wykrztusić, opierając dłonie na udach i dysząc ciężko.
-Przedstawiam
ci Nemezis. Moją młodszą siostrę, a jednocześnie największe utrapienie.-
mruknęła.
Mała spojrzała na nią, szybko potrząsnęła jej dłonią
i złapała siostrę za rąbek sukienki.
-Choć,
nie mamy czasu!- nic więcej nie tłumacząc wyciągnęła
demona z sali.
-Tak…
dostarczę cię do domu.- odetchnął i dotknął ramienia
szesnastolatki. W jednej chwili znaleźli się na polanie za lasem.
-Do
zobaczenia.- rzucił na pożegnanie i nie czekając na
odpowiedź, zniknął.
<***>
-Tadaima!-
zawołała w progu, zdejmując szybko buty.
-Okaeri.-
odpowiedział jej głos Mari, dobiegając z salonu.
Szybko weszła do salonu, chcąc zarzucić matkę nowymi
informacjami, ale zobaczyła na sofie zielonooką brunetkę, która mogła być w
wieku jej mamy.
-Konban
wa.-
skinęła głową, a kobieta tylko powtórzyła ten gest.
-Maayu,
to jest moja córka, Aika.- przedstawiła ją.
-Miło
mi, że mogę cię poznać Aiko, nazywam się Maaya Hiou.-
uśmiechnęła się subtelnie.
-Mi
również miło panią poznać, pani Hiou.- skinęła głową-A teraz przepraszam, ale jestem strasznie
zmęczona.- posłała im przepraszający uśmiech i weszła na górę.
Przebrała się w piżamę i usiadła na łóżku. Miała
zamiar poczekać, aż Mari zostanie sama, a wtedy zdać jej relację z pobytu w
Piekle i odnowić pytanie, które zadała rano. Wzięła się za czytanie i niewiele
brakowało, a usnęłaby, gdyby nie dźwięk zamykanych drzwi frontowych. Po paru
minutach do pokoju weszła jej matka.
-Już
jestem.- uśmiechnęła się delikatnie.
-To
dobrze.- kiwnęła głową, a kobieta usiadła obok niej.
-Powiedz…
dlaczego ta kanalia wyprowadziła… a właściwie to wywlokła cię z domu na tyle czasu?-
zapytała, a Aika opowiedziała jej wszystko z najdrobniejszymi szczegółami.
-Jonathan?
Jesteś pewna, że miał na imię Jonathan?- spytała dla pewności,
a córka potakująco skinęła.
-Znasz
go? Pytał o ciebie.
-Długa
historia…- skrzywiła się i pokręciła energicznie głową,
odpychając od siebie wszelkie myśli.
-Właśnie…
pamiętasz to pytanie, które zadałam ci dziś rano?- spytała,
zatykając kosmyk włosów za ucho.
-Tak…
wiesz, że dobro i zło się równoważą, prawda? Żeby zwalczyć zło powstały Cztery
Legiony Pogromców Demonów. Wstąpiłam w ich szeregi zaraz po studiach. Miałam
talent… bardzo szybko uczyłam się zarówno sztuk walki z demonami, jak i teorii.
Później poznałam twego ojca… zaszłam w ciążę, a gdy byłam w ósmym miesiącu on
zginą na jednej z misji. Od tamtej pory nie przyjmuję zleceń. Zajmuję się tylko
sprawami przedawnionymi, a w siedzibie Legionu bywam sporadycznie.-
wyjaśniła krótko.
Aika patrzyła na nią z niedowierzaniem. Jej mama?
Pogromczynią Demonów?
-To
znaczy, że walczyłaś z takimi, jak Hurmiz, a potem zawarłaś z nią pakt?-
zapytała dla pewności.
-Tak…
Pogromca Demonów podpisuje cyrograf z diabłem... ale cóż miałam zrobić, kiedy
Światłość, której wiernie służyłam przez tyle lat się ode mnie odwróciła?-
westchnęła cicho.
Nagle poczuła ukłucie w sercu. Nie wiedziała o Mari
tylu rzeczy… Choć powinna znać ją lepiej niż ktokolwiek inny, tak naprawdę nie
wiedziała o niej więcej, niż inni ludzie. Cudowna
ze mnie córka… nie ma co. pomyślała, a łzy popłynęły po jej policzkach.
Kobieta bez słowa przytuliła ją i gładząc po włosach zapewniała, że wszystko
będzie dobrze. Wyrzucając sobie w myślach jaką jest okropną córką, Aika w końcu
zasnęła.
<***>
Witam!
Ten rozdział chciałabym zadedykować Budyniowi, Ayi i Suzu. Cieszę się, że ta moja amatorszczyzna wam się podoba :)
Rozdział może nie należy do najciekawszych... ale bez niego fabuła by się całkiem posypała, więc być musiał.
Ach! Zapomniałabym! Witam w gronie czytelniczek Kiran Lilith. Mam nadzieję, że dotrwasz do końca tej telenoweli...
Yay, mamusia <3 Pojawiła się, przelotnie co prawda, ale zawszy ^.^
OdpowiedzUsuńArigato za dedykację ;*
Żal mi Mari, serio... Trochę w życiu przeszła. Zresztą strasznie mi przypomina naszą Reiko, obie miały dość podobne życie. W pewnym sensie.
Czułabym się dziwnie, gdybym tak jak Aika była "teoretycznie martwa, a praktycznie żywa"... Trochę jak zombie xD
Dobra, kończę, bo siedzę u Suzu ;)
Buziaki,
Aya
Tak, mamusia w tym rozdziale, a córcia w następnym zadebiutuje ^^
OdpowiedzUsuńNie ma za co. Jest w pełni zasłużona :*
W jednym z dodatków mam zamiar napisać nieco więcej o jej przeszłości. A przeszła kobietka nie mało. Wiesz, nie pomyślałam o tym, ale jak tak mówisz, to faktycznie widzę pewne podobieństwa.
Toć mówiłam Budyniowi, że jest jak zombie xD
Pozdrawiam- Andzik
O, no proszę ^.^ Nie mogę się doczekać!
UsuńPozdrawiam,
Aya
Dziękuję, dziękuję ;)
OdpowiedzUsuńOczywiście, że będę Cię informować :D
Aaa właśnie... Maaya Hiou? Hm... Znajome nazwisko :D
Poza tym myślisz, że stworzysz telenowelę? Heh, no ja nie sądzę... W telenowelach nie pojawiają się demony i skomplikowane problemy xd
Ciekawe... Rozbudzić instynkt... fakt, w walce instynkt często jest najważniejszy... Instynkt Niszczycielki? Niezła sprawa! (choć nie wiem czy chciałabym być na miejscu Aiki) Poza tym ciekawy gość... Ten Jonathan...
Dzięki za info!
Ave!
K.L.
Proszę bardzo ^^
UsuńTak... jak tak przeglądam wszystkie te moje pomysły, to mówię ci! Czysta "Moda na sukces"! xD
Och... Jonathan (<3) to moja perełka wśród demonów ^^
Instynkt Niszczycielki, to coś baardzo niebezpiecznego (o czym Aika się jeszcze przekona).
Nie ma za co :)
Pozdrawiam- Andzik
Dobra przeczytałam wieki temu ale jakoś nie zdobyłam się na napisanie komentarza x_x Gomen noo ;(
OdpowiedzUsuńDobra przejdę do rzeczy...
Kurde no naprawdę sexowny jest ten demon noo Q.Q *ma fazę na niegrzecznych chłopców* Ech no i strasznie intrygujący jest ten instynkt xD
Heheheh widzę że mamusia mojej bliźniaczki się pojawiła no no no <3
Kurcze no tak mi żal matki Aiko Q.Q Ech noo mam nadziej że będzie coś jeszcze...
Dobra na dziś koniec i gomen że tak mało i że tak krótki x_x
Całuski Suzu
Nic nie szkodzi ^^
UsuńAleż ty mi pomysł podsunęłaś! *cieszy ryja, bo właśnie tego jej brakowało*
Hai, mamusia przelotnie, Ayi poświęcę więcej czasu :D
Będzie, będzie xD
Pozdrawiam- Andzik
Nowe rozdzialiki u Suzu i u mnie :)
OdpowiedzUsuńAya
U nas nowe rozdzialiki :)
OdpowiedzUsuńAya i Suzu