Wydawało się, że ten korytarz nie ma końca.
Zorientowała się, że prowadził pod ziemię. Przez całą drogę ani ona, ani demon
się nie odezwały. Wreszcie czarnooka zatrzymała się. Ich oczom ukazał się
zamek. Aice od razu wydał się niegościnny. Szare mury, gdzieniegdzie obrośnięte
cierniem przyprawiały ją o dreszcze. Powietrze wprost parzyło jej gardło, a
każdy wdech okazywał się jeszcze gorszym niż poprzedni. Po szkarłatnym niebie
przewijały się pomarańczowe chmury, ale nie zapowiadało się na to, że sprowadzą
one ukojenie w postaci deszczu.
-Idziemy.-
oznajmiła Hurmiz, nie racząc nawet spojrzeć na przyszłą Niszczycielkę.
Skinęła głową i wiedziona przez demona ruszyła w
stronę mostu zwodzonego. Jałowa ziemia, która zapewne nigdy nic nie urodziła
parzyła jej stopy. Nie przywiązując większej uwagi do tego, jak wiele bólu
zadawało jej to miejsce, wpatrzyła się w jedno z okien zamku. Właściwie, to
było jedyne okno, w którym można było dostrzec nikłe światło.
-To
komnata Lady Virginii.- rzekła brunetka, gdy zorientowała
się, co przykuło uwagę dziewczyny.
Widząc pytający wzrok Aiki westchnęła ciężko.
-Siedzi
w tej komnacie od niepamiętnych czasów i
czesze przed lustrem włosy, a gdy nadchodzi północ, wbiega tam jej narzeczony i
wbija jej sztylet pod żebra, posądzając ją o zdradę. I tak każdego dnia.-
wyjaśniła.
Zielonooka znów spojrzała w okno.
-Czy…
ona to czuje? Czuje jak on noc, w noc ją morduje?-
szepnęła, a żal ścisnął ją w gardle.
-Oczywiście,
Każdego dnia o tej samej porze jej ukochany przeszywa ją sztyletem na wskroś.-westchnęła
znudzona-A co? Żal ci jej?-
uśmiechnęła się okrutnie.
Zacisnęła wolną dłoń w pięść. Teraz żałuję, że nie pozwoliłam mamie jej zniszczyć. pomyślała,
patrząc na Hurmiz. Jej oczy ciskały gromy, co widocznie spodobało się demonowi.
-Mam
przeczucie, że szybko zrobimy z ciebie bezwzględną morderczynię.-
roześmiała się.
Miała ochotę ją rozszarpać, ale natychmiast
uspokoiła się. Rozluźniła dłoń i posłała brunetce ostatnie chłodne spojrzenie. Weszła
na most, a gdy spojrzała w dół mimowolnie wzdrygnęła się. Fosa była napełniona
jakąś smolistą substancją, której, wnioskując po gorącej parze unoszącej się
nad nią, temperatura była naprawdę wysoka.
Usłyszała płacz kobiety. Rozejrzała się dookoła i w pierwszym oknie po lewej
stronie zauważyła blondynkę. Wydawała jej się jakaś… przygaszona? Tak to można
ująć. Nie była wyraźną postacią, ale Aika mogła dostrzec, że ma na sobie
błękitną sukienkę poplamioną krwią.
-Pewnie
zastanawiasz się, kim jest ta biedna, zapłakana kobieta.-
odezwała się drwiącym tonem czarnooka.
Gdy dziewczyna odwróciła wzrok, by popatrzyć na
swoją rozmówczynię, ujrzała na jej twarzy demoniczny uśmiech.
-Otóż
ta „biedaczka” niecały tydzień po porodzie
zabiła swoje dziecko nożem kuchennym, po czym zwłoki maleństwa wyrzuciła
do rzeki. Później sama dźgnęła się tym nożem. Dalej jej współczujesz?-
powiedziała nie zmieniając tonu.
Szesnastolatka z przerażenia otworzyła szeroko oczy.
-Zamordowała
własne dziecko?- spytała z niedowierzaniem.
-Moja
droga, to Piekło. Tutaj nie trafia się bez przyczyny. Lady Virginia zdradziła
narzeczonego, tym samym łamiąc przykazanie „Nie cudzołóż”, a on ją za to ukarał
i złamał przykazanie „Nie zabijaj”. Hitomi zamordowała córeczkę, za co będzie
pokutować przez wieki. Widzisz? Nie masz im czego współczuć, więc przestań ich
żałować, bo szkoda twoich nerwów.- wytłumaczyła nieco
łagodniej.
Matko
Boska, za co? jęknęła w myślach. Szły teraz krętymi,
kamiennymi schodami w dół. Aika domyśliła się, że schodzą do lochu. Bez słowa
przechodziły krętymi korytarzami. Kiedy Hurmiz doprowadziła ją do jednego z
wielu wilgotnych pomieszczeń Aikę opanowało przerażenie. Co będzie, jeśli już
nigdy się stąd nie wydostanie? Co będzie, jeśli resztę życia będzie zmuszona
spędzić wśród tych pokutujących dusz? Uspokój
się… Hurmiz przyrzekła, a to zobowiązuje ją do uwolnienia cię, gdy będzie już
po wszystkim.- wyszeptał. Opanowała nieludzko szybkie bicie serca i wzięła
głęboki, bolesny oddech. Weź się w garść
dziewczyno! Co będzie, to będzie, grunt, że wrócę do domu. pomyślała,
wypuszczając powietrze z płuc. Podniosła oczy do góry, kiedy do pomieszczenia
wszedł wysoki mężczyzna. Miał jadowicie zielone oczy i blond włosy. Uśmiechnął
się do brunetki, ale już po chwili zwrócił swe spojrzenie ku Aice. Wpatrywał
się w nią intensywnie. Zdecydowanie zbyt intensywnie i zbyt długo.
-To
jest…- zaczął, nie przedstawiwszy się.
-Aika
Kiyokuro. Nasza przyszła Niszczycielka.- rzekła, widocznie
dumna z siebie.
-Ależ
ty jesteś podobna do matki.- uśmiechnął się do niej i podszedł
jeszcze bliżej.
Automatycznie cofnęła się, bacznie obserwując każdy
jego ruch. Hurmiz zaśmiała się i złapała ją za rękę.
-Nie
bój się. Nic ci nie zrobi… to jest, jeszcze nic ci nie zrobi.-
powiedziała spokojnie.
Zaufaj
jej…-
wyszeptał. Przymknęła na sekundę oczy, by po chwili znowu obserwować dwa
demony. Łatwo ci powiedzieć… zaufaj
demonowi… to tak, jakby tonący chwytał się brzytwy… zwróciła się do niego w
myślach Bo właśnie tak jest… jeśli nie
chwycisz się tej brzytwy, zginiesz…- odpowiedział.
-Chyba
nie mam wyboru.- odetchnęła ciężko, a ciemnooka
pociągnęła ją w stronę blondyna.
Ściągnął jej bluzę i uważnie analizował każdy
centymetr jej skóry.
-Na
ramieniu.- podpowiedziała Hurmiz.
Skinął głową i w skupieniu przejechał dłonią po
prawym ramieniu. Ukazał się ten sam znak, co wcześniej.
-Nie
mamy wiele czasu.- zamknął oczy i wyszeptał parę słów w
jakimś obcym języku. Zapewne po łacinie.
Do pokoju weszły dwie kobiety. Jedna z nich była
niebieskooką szatynką, jednak kolor jej włosów był nieco jaśniejszy niż Aiki.
Druga miała orzechowe oczy i blond włosy.
-Przygotujcie
ją do ceremonii.- rozkazał.
Skinęły głowami i podeszły do szesnastolatki.
-Niech
spadnie jej chociaż włos z głowy, a osobiście dopilnuję, żebyście za to
zapłaciły.- syknęła w ich stronę brunetka.
Wykonały ten sam gest co wcześniej.
-Idź
z nimi. Niedługo się zobaczymy.- położyła dłoń na
ramieniu zielonookiej.
Westchnęła ciężko i poszła za nowoprzybyłymi
demonami. Zaprowadziły ją do jakiejś niewielkiej celi. Usiadła na kamiennej
ławie i przyglądała się temu, co robią. Jedna z nich wyciągnęła z wiklinowego
kosza jakąś starannie złożoną, białą tkaninę. Położyła ją ostrożnie na kolanach
dziewczyny.
-Załóż
to. My za chwilę wrócimy.- powiedziała blondynka i obydwie
wyszły, zatrzaskując za sobą ogromne, drewniane drzwi.
Przymknęła powieki. Nie wiedziała co z nią zrobią,
ale miała przeczucie, że będzie to raczej mało przyjemne. Zeskoczyła z ławy i
tak, jak jej kazano założyła na siebie biały, zwiewny materiał, który okazał
się być nieziemsko piękną suknią. Była idealna. Skromna, ale nie do przesady.
Pozbawiona zbędnych ozdób, z kontr fałdą z przodu, na ramiączkach. Aika
zastanawiała się, jak będzie wyglądać ta cała ceremonia, gdy do pomieszczenia
weszły te same kobiety co wcześniej. Jedna z nich trzymała w dłoniach kilka
słoiczków. Ustawiła je równo w rzędzie, po czym kazała szesnastolatce usiąść.
Ta bez słowa zrobiła to. Podczas, gdy niebieskooka zajmowała się tajemniczymi
słoikami, blondynka podeszła do przyszłej Niszczycielki i rozpuściła jej włosy.
Przeczesała je dokładne i z tyłu spięła dwa pasemka ze sobą. Po chwili już
obydwie nacierały jej skórę różnymi olejkami, przez co całe pomieszczenie
wypełnił słodki zapach ziół i kwiatów. Czuła się coraz gorzej. O ile oddychanie
wcześniej sprawiało jej ból, to teraz w ogóle nie mogła złapać powietrza.
-Niedługo
poczujesz ulgę.- obiecała szatynka, a druga
potwierdziła jej słowa skinieniem głowy.
Mam
nadzieję… pomyślała, starając się ignorować, to, że ziemia
parzyła jej bose stopy. Po wszystkich zabiegach, które musiała przejść, demony
wyprowadziły ją do ogromnej sali. Nie zdążyła się po niej nawet rozejrzeć, gdy
nagle straciła przytomność.
<***>
Otworzyła oczy i zlustrowała pomieszczenie bystrym
spojrzeniem. Leżała na marmurowym ołtarzu. Dookoła było zapalone mnóstwo świec.
Miała już na głos zapytać, co się tu dzieje, ale nie zdążyła, gdyż masywne
drzwi sali otworzyły się, a do środka wszedł ten sam demon, który rozkazał
przygotować ją do ceremonii. Miał na sobie czarną szatę, z czerwonymi
elementami. Za nim pojawiła się Hurmiz, identycznie ubrana. Gdy znaleźli się
przy niej pobladła. Brunetka odłożyła na brzeg marmurowej płyty poduszkę, na
której ułożony był sztylet. Dopiero zorientowała się, że obok stoi również
niewielka miseczka i słój, w którym znajdował się wąż. Rzuciła przerażone
spojrzenie czarnookiej, ale ona tylko skinęła głową.
-Nie
bój się. To nie potrwa długo.- szepnęła i pogładziła
dłonią jej policzek, sprawiając, że znów straciła kontakt ze światem
rzeczywistym i pogrążyła się w krainie snów.
-Aby
stać się nieśmiertelną, musisz najpierw stać się umarłą…-
odbił się echem głos blondyna.
Chwycił sztylet i wbił go w serce Aiki. Do rany
napływała krew, zabarwiając śnieżnobiały materiał na czerwono.
<***>
Otaczała ją biel. Siedziała skulona w samym środku
tej nicości.
-Hej!
Słyszysz mnie? Wstawaj!- usłyszała swój własny głos.
Rozejrzała się dookoła. Nikogo nie zauważyła.
Podniosła się, a zza jej pleców wyłoniła się postać dziewczyny. Identyczny
wzrost, tej samej długości brązowe włosy… Kiedy się odwróciła Aika zamarła.
-Zanim
zapytasz, tak, jestem tobą.- powiedziała widząc, że dziewczyna
otwiera usta.
-Ale…
jakim cudem...?- zaczęła zdezorientowana.
Druga ona wyszczerzyła zęby i zakręciła się wokół
własnej osi.
-Tkwię
w twoim umyślę od dawien dawna, moja droga…- westchnęła
cicho-To ja zachowuję spokój, kiedy tobą
targają emocje.- dodała, żeby zburzyć wszelkie wątpliwości oryginalnej
Aiki.
Nagle poczuła niewyobrażalny ból w okolicy serca.
Spojrzała na swoją śnieżnobiałą sukienkę, która powoli zaczęła zmieniać barwę
na czerwoną. Nie tylko sukienka się zmieniła. Wydawało jej się, że cała jasna
przestrzeń pokrywa się szkarłatem. Jęknęła przerażona, padając na kolana. Kiedy
podniosła głowę ujrzała uśmiech na twarzy, która mimo tego, że była identyczna,
jak jej własna, nie należała do niej.
-Tyle
lat… tyle lat czekałam na ten moment. Wreszcie zamknę cię w najdalszych zakamarkach
twojego umysłu.- roześmiała się w głos.
Zacisnęła pięści i zamknęła oczy. Wydawało jej się,
że ból rozszedł się po całym jej ciele. Mimo tego podniosła powieki i wstała.
-Nie
ma takiej opcji… obiecałam komuś, że się nie zmienię i dotrzymam słowa.-
powiedziała cicho, choć stanowczo.
-Myślisz,
że masz jakiekolwiek szanse? To nie mi przebili serce, tylko tobie.-
okrutny uśmiech nie schodził jej z ust.
<***>
Odkręcił słój i wyciągnął węża. W jednej chwili, za
pomocą sztyletu pozbawił go głowy. Hurmiz wzięła miseczkę i nabrała do niej
nieco ulatującej krwi. Resztą szkarłatnej cieczy splamili sukienkę Aiki.
Czarnooka wlała ciemny płyn do ust szatynki.
-Połknij.-
szepnęła, a dziewczyna wykonała jej polecenie.
Będąc demonem na tak wysokim stanowisku mogła nawet
narzucać swą wolę zmarłym. Blondyn
skinął głową i tym samym sztyletem, którym pozbawił ją życia, nakreślił na jej
ramieniu pentagram.
-Aiko
Kiyokuro! Zakończyłaś życie, by dać początek Niszczycielce. Będziesz od teraz
dzieckiem grzechu. Symbolem czegoś niemożliwego. Zmartwychwstania.-
tymi słowami zakończył wstępny rytuał.
-Reszta
zależy od ciebie.- powiedziała jej na ucho Hurmiz.
<***>
Uważaj…-
ostrzegł, gdy „druga Aika” ją zaatakowała. W porę uskoczyła na bok. Mimo
nieudanego ataku nie poddawała się i znowu natarła na Aikę. Każdy unik sprawiał
jej trudność. Jej „kopia” przewyższała
ją lepszą znajomością sztuk walki. Następny cios powalił ją na ziemię.
-Taka
słaba…- zaśmiała się w okrutny sposób-Wciąż nie wiem jak to możliwe, że to ty jesteś tą prawdziwą, a nie ja.
„Mamo,
co by się nie stało, zawsze będę sobą.” krążyło jej po głowie,
której nie wypełniało nic, poza przeczuciem, że zaraz zginie. Chyba jednak nie dotrzymam obietnicy… wybacz
mi, mamo. szepnęła w myślach, a jej dłoń powędrowała na medalion. Nagle
cała sceneria zmieniła się. Nie otaczała ich już ta przerażająca czerwień.
Znalazły się nad przepaścią. Aika spojrzała na medalion, który… zmienił się.
Srebrny łańcuszek i zawieszka zniknęły, a w jej dłoni pojawił się sztylet. Podnieś się…- wyszeptał, a ona wypełniła
jego rozkaz.
-Co
do…-
zaczęła zdziwiona, kiedy prawdziwa Aika zaatakowała.
Uderz
z prawej…- doradził. Tak też zrobiła, a jej przeciwniczka
ledwo co uniknęła tego ciosu. Znajdowała się właśnie na krawędzi przepaści. Zepchnij ją…- rozkazał. Spojrzała na
dziewczynę, która we wszystkim, oprócz charakteru przypominała ją. Na twarzy,
na której jeszcze niedawno widniał podły uśmiech, teraz widać było jedynie
przerażenie.
-Iie!-
jęknęła żałośnie.
Zrób
to, inaczej prędzej czy później przejmie nad tobą kontrolę. Nie zabijesz jej,
tylko ją uśpisz…- szepnął. Przygryzła wargę. Jak mogłaby
to zrobić? Pośpiesz się…- ponaglał.
-Proszę…-
powiedziała cicho.
Odwróciła wzrok w drugą stronę.
-Gomen… nawet jeśli jesteś częścią mnie… po
prostu… muszę.- powiedziała niezbyt głośno, gdyż żal
ściskał ją w gardle.
Natychmiast…-
znowu się odezwał, lecz tym razem nie zignorowała jego polecenia i zepchnęła
swoją „kopię” w przepaść. I to był koniec. Nic więcej już nie widziała.
<***>
Hurmiz przyglądała się uważnie martwej dziewczynie.
Powinna już dawno się obudzić, jednak nic takiego się nie działo.
-Musiałeś
coś pomylić. To trwa zbyt długo.- stwierdziła.
Twarz zielonookiego pociemniała.
-Nigdy
nie mylę się w żadnego rodzaju obrzędach. Skąd możesz wiedzieć, że trwa to za
długo, skoro ona jest pierwszą, przemienioną właśnie w ten sposób?-
powiedział, okadzając jej ciało dymem z kadzidła żywicznego.
-Mam
złe przeczucia.- mruknęła, czyszcząc sztylet
ceremonialny.
Wtem Aika zakrztusiła się powietrzem. Czarnooka
natychmiast podbiegła do niej i nachyliła się nad jej uchem.
-Śpij,
Aika… śpij.- wyszeptała, a dziewczyna zasnęła.
-Widzisz?-
spytał blondyn
-Tak…
teraz pozostaje pytanie co z jej osobowością.- westchnęła,
układając dłonie szatynki wzdłuż ciała.
-Na
tym właśnie polega druga część ceremonii.- oświadczył.
Spojrzała na niego pytająco, jednak widząc, że jest
zajęty maskowaniem pentagramu, odpuściła.
<***>
Mari siedziała na kanapie, w salonie.
-Dlaczego?
Dlaczego zawsze zostaję sama?- spytała mężczyzny,
który widniał na fotografii.
Odpowiedziała jej jednak cisza. Westchnęła ciężko, a
pojedyncza łza potoczyła się leniwie po jej policzku.
-Najpierw
ty, a teraz... teraz ona stanie się Niszczycielką.-
szeptała, zatapiając wzrok w brązowookim szatynie.
Pewnie dręczyłaby się dalej rozmyślaniem na temat
tego, czemu wciąż bliskie jej osoby odchodzą z tego świata, bądź zostają
skazane na mękę na tym padole, gdyby nie pukanie do drzwi. Odłożyła zdjęcie,
otarła łzy i przybrała zwykły, miły wyraz twarzy. Otworzyła drzwi i oniemiała.
Stał w nich dobrze jej znany, wyglądający na jakieś czterdzieści pięć lat
mężczyzna.
-Mari
Kiyokuro, coś ty najlepszego zrobiła?- powiedział, zamiast
jakiegokolwiek powitania.
<***>
-Mogę
ją już wybudzić?- spytała nieco zniecierpliwiona
brunetka.
-Myślę,
że nie powinna już doznać szoku.- kiwnął głową, na co
ona odetchnęła z ulgą.
Pogładziła szesnastolatkę po policzku.
-Obudź
się, Aika.- szepnęła jej na ucho
Nieprzytomnie otworzyła oczy.
-Ocknij
się.-
rozkazała.
W jednej chwili oprzytomniała. Rozejrzała się
dookoła, by ocenić sytuację. Blondyn właśnie odstawiał niewielki moździerz z
jakimś balsamem na bok, a Hurmiz stała nad nią, bacznie jej się przyglądając.
Dopiero teraz jej wzrok powędrował na suknię. Była cała we krwi, mimo to nie
przeraził jej ten widok. Spojrzała na ramię, na którym widniał ten sam miecz,
opleciony kolczastymi pędami, który widziała już dwa razy.
-Czas
na drugą część ceremonii.- oznajmił, podchodząc bliżej.
-Czekaj!
Co chcecie mi zrobić?- spojrzała podejrzliwie na dwa demony.
-To
chyba oczywiste.- wzruszyła ramionami-Pozbawimy cię wszelkich ludzkich uczuć.
To wystarczyło, by zerwała się do pozycji siedzącej
i sprawnie omijając obydwie istoty Ciemności, uciekła.
<***>
-Rozumiem,
że urodziłaś ją niedługo po stracie męża, ale to nie był powód, żeby podpisywać
pakt!
-Pan
tego nigdy nie zrozumie. Po śmierci Akiry wątpiłam, żeby mój świat kiedykolwiek
na nowo nabrał kolorów. W końcu
uświadomiłam sobie, że niedługo urodzę dziecko. Że w tej maleńkiej istocie
będzie również cząstka jego… Lekarze nie dawali jej żadnych szans. Gdyby nie
ten pakt, nie miałabym jej nawet przez tych szesnaście lat…-
powiedziała spokojnie, ze spuszczoną głową.
-Wiem,
że bardzo to przeżyłaś…- zszedł nieco z tonu widząc, że
kobieta zaraz się rozpłacze –Tylko, że
Jonathan zrobi wszystko, by pozbawić ją duszy.
-Nie
uda mu się…- odpowiedziała podnosząc wzrok na
swojego gościa.
-Jesteś
aż tak pewna?- spytał, patrząc na nią podejrzliwie.
Pokiwała głową.
-Jeśli
jednak coś pójdzie nie tak, jak powinno, zgłoś się do mnie.-
westchnął, a ta znowu skinęła głową.
Podniósł się i podszedł do drzwi.
-Do
zobaczenia, szefie.- pożegnała się, na co ten skłonił się
lekko i zniknął gdzieś za werandą.
<***>
Aika biegła dosłownie na oślep. Co to, to nie. Nie
da z siebie zrobić nieczułego zabójcy. Wbiegała właśnie po schodach. Mijanych
demonów wcale nie dziwił jej widok. Pewnie myśleli, że jest kolejną potępioną
duszą. Wolała jednak sobie tym nie zawracać głowy w tej chwili. Gdzieś za sobą
usłyszała przekleństw Hurmiz i dźwięk dość szybkich kroków. Przyspieszyła,
jednak nie uciekła zbyt daleko. Natrafiła na przepaść. Shimatta! Wszędzie te przepaście… pomyślała, zerkając w dół. Na
samym dnie gotowała się lawa. Zza zakrętu wybiegła brunetka, a zaraz za nią „mistrz
ceremonii”
-I
co ci to dało?- westchnęła znudzona.
Powiedz,
że skoczysz…- podsunął jej szept.
-Jeszcze
jeden krok, a skoczę.- zagroziła.
-Blefujesz,
chociaż muszę przyznać, że nieźle ci to wychodzi.-
odezwał się zielonooki.
-Jak
chcesz, to skacz.- wzruszyła ramionami –Mi tam jest wszystko jedno.- dodała po
chwili.
Przechyliła się lekko do tyłu, a tamta dwójka natychmiast
rzuciła się, by ją złapać. Zanim do niej doszli, odsunęła się nieco od
krawędzi.
-Czyli
jednak nie jest ci takie wszystko jedno.- stwierdziła,
przyglądając im się uważnie-Zrobimy tak:
Nie tkniecie tej cząstki człowieczeństwa, która we mnie została, a ja nie będę
się już więcej sprzeciwiać.- rzekła stanowczo, choć serce podchodziło jej
do gardła.
-Dobrze,
tylko odsuń się od tej przepaści.- powiedział spokojnie
blondyn.
Podeszła parę kroków do nich i stanęła w miejscu.
-Idziemy.-
powiedziała Hurmiz i złapała ją z rękę, ciągnąc w stronę lochów-Cholera jasna! Już dwa razy mnie do czegoś
zmusiła. Nie podoba mi się to.- zwróciła się do demona.
-Co
potwierdza naszą teorię o tym, że będzie świetną Niszczycielką.- odetchnął
głęboko, oglądając się co i rusz na Aikę.
-Tak…
ale do tego czasu, to ja oszaleję! Jak zacznę się zachowywać, jak Ałła Łabanowa,
to się nie zdziw.- prychnęła.
-Trzeba
będzie odesłać ją do matki.- westchnął, wskazując na
szesnastolatkę.
-Wiem,
chociaż, jakby tu została, byłoby lepiej.
-Dałaś
słowo, że jak już mnie przemienicie, wrócę do domu.-
wtrąciła szatynka.
-Już
cię odsyłam… a co do przemiany, to może i jesteś Niszczycielką, ale… tylko pod
względem pochodzenia, bo nie masz ani umiejętności, ani należnych waszej rasie
zdolności.- mruknęła.
Nie wiedziała dlaczego, ale robiła się strasznie
śpiąca. Powieki wydawały jej się cięższe niż zwykle i z trudem stąpała po
gorących posadzkach zamczyska.
-Ona
uśnie na stojąco. Odstaw ją lepiej do domu.
-Już
ją zabieram.- położyła rękę na ramieniu Aiki i
obydwie zniknęły.
Znalazły się pod domem Kiyokuro. Hurmiz zapukała, co
raczej nie było w jej naturze, a po chwili pokazała się Mari.
-Oddaję
córcię w stanie prawie nienaruszonym.- powiedziała znudzona i
wcisnęła półprzytomną dziewczynę kobiecie-Oyasuminasai.-
rzuciła na pożegnanie i rozpłynęła się w powietrzu.
Doprowadziła córkę do łóżka, by ta mogła wreszcie
odpocząć.
-Mamo?-
odezwała się w końcu.
-Tak?
-Proszę.-
podała jej medalion-Naprawdę się
przydał.- uśmiechnęła się.
Ciepły uśmiech zawitał na twarzy Mari. Ucałowała
córkę w czoło i zawiesiła łańcuszek na szyi.
-Cieszę
się, a teraz odpocznij. Oyasumi.- powiedziała łagodnie.
-Oyasumi,
okasan.- szepnęła i ułożyła się na poduszce.
Kobieta wyszła z pokoju delikatnie zamykając za sobą
drzwi. Ścisnęła w dłoni medalion, po czym uśmiechnęła się delikatnie.
-Arigato,
Akira.- powiedziała cicho i poszła do swojej sypialni.
<***>
Witam!
Dziękuję za komentarze pod poprzednimi rozdziałami
<3 To jest już trzeci rozdział i mam nadzieję, że komuś się spodoba. Z góry
przepraszam za wszystkie błędy.
Pozdrawiam- Andzik
Ho, ho, ten rozdział był niezły! Szczerze mówiąc, serce mi waliło trochę za mocno o.o Piekło chyba zawsze tak na mnie działa :/
OdpowiedzUsuńOglądałaś może taki film (za Chiny nie pamiętam tytułu), w którym bodajże w jakimś zamku były duchy i jeden z nich co noc zabijał kobietę-ducha (choć nie pamiętam z jakiego powodu... może kochała innego czy nie chciała za gościa wyjść?)? Bo sprawa z Lady Virginią natychmiast mi się z tym skojarzyła... Z kolei "druga Aika" od razu przywołała VK-owe wspomnienia odnośnie "drugiej Ayi". Jeny, wydaje mi się, jakbym pisała to całe wieki temu...
Ach, ten szept! Intrygujący, doprawdy. W sumie teraz przeszło mi przez myśl, że to by mógł być jej tata Q.Q No ale mniejsza z tym, co będzie, to będzie. A skoro już mowa o tacie, mam nadzieję, że temat Akiry się jeszcze pojawi, bo zapowiada się ciekawie. Tak samo sprawa z szefem Mari i jej medalionem.
Cóż, gratuluję udanego rozdziału i czekam na następny.
Buziaki,
Aya
Cieszę się niezmiernie, że ci się spodobał :) Prawdę mówiąc kończyłam go pisać wczoraj, od dwudziestej pierwszej do wpół do siódmej, więc zastanawiałam się, co ja tam za głupoty ponapisywałam ^^'
UsuńMożliwe... oglądałam tyle filmów, że już nie pamiętam ich wszystkich. Lady Virginia przyszła mi na myśl, jak byłam w szpitalu. Jak teraz to czytam, to faktycznie też mi się kojarzy z "drugą Ayą". Chociaż "druga Aika" powinna zająć miejsce tej prawdziwej, gdyż ta "kopia" jest prawdziwą Niszczycielką...
Czym jest szept, nie zdradzę xD Będziesz miała niespodziankę ^^ Tak, tak... jeśli uda mi się go dokończyć, to obydwaj będą w dodatku ^^
Dziękuję i pozdrawiam- Andzik
Ja to jak piszę wieczorem, to już mam wrażenie, że piszę bzdury. A w nocy to śpię xD No, przeważnie, bo dzisiaj miałam z tym problemy x_x
UsuńNie zdradzaj, nie zdradzaj, nie lubię spoilerów xD
Kolejne "dodatkowe" opowiadanie nam się szykuje? xP
Nie ma za co ;*
Aya
Ja właśnie w nocy mam wenę, ale nad ranem, to padam na klawiaturę XP
UsuńJa uwielbiam spojlerować, ale o dziwo jeszcze nic nie zdradziłam...
Hai. Powiem nawet, że wstępny zarys już mam, ale teraz muszę to ładnie w słowa ubrać xD
Yosh, dokończyłam czytanie :)
OdpowiedzUsuńHeh, Piekło jak piekło, mnie się bardziej z psychiatrykiem skojarzył ;P Stado oszołomów, szyjesz już może dla nich kaftaniki? (Jeśli tak to zamawiam jeden ^^).
Rzeczywiście, rozdział ciekawy, dobrze zapowiadałaś :) Dl mnie trochę zbyt pokrętne z tymi 'Aikami', ale kij, nie zawsze wszystko ogarniam. Jedna to ta druga, a tamta to ta pierwsza @.@ *nani, nani*
Medalionik ma zapewne związek z ojczulkiem, to czekamy na dalszy rozwój. Pisz, pisz
PS. Mieszkanie z trupem, yaaaay *0* xD
Szyję, szyję xD Dla ciebie mam specjalnie taki cosplay'owy...
UsuńPierwsza, to ta oryginalna, a ta druga, to ta, która tkwi w jej umyśle... już ogarnia? xD
Skoro czekacie, to już się biorę za pisanie xD *cieszy ryja, myśląc o tym, że komuś podoba się to, co w przypływie weny naskrobie*
PS. Ona zmartwychwstała!! Nie jest zwykłym trupem. Przeszła level up, co znaczy, że jest zombi xD
Pozdrawiam- Andzik
No dobra nareszcie biorę się za komentarzyk xD
OdpowiedzUsuńJak już wspominałam na forum opis piekła skojarzył mi się z "Boską Komedią" Dantego ^.^'Naprawdę podoba mi się to jak stworzyłaś świat podziemia ;) A tak na marginesie mimo wszystko jest mi żal tych dusz pokutujących choć dopuścili się grzechów T.T
Ech szczerze mówią podziwiam że w tak młody wieku umiesz tak ładnie opisywać co się dziej w umyśle i jak czują się dane postacie moje gratulacje ^.^ To jak opisałaś w jakim stanie była Aika byo jak dla mnie bardzo realistyczne dzięki czemu wczułam się w jej sytuację... Szczerze jak bym była na jej miejscu nim doszłabym do tego całego zamku prędzej bym chyba wykitowała -.-' Paląca ziemie, brak normalnego powietrza do oddychania... nie no na bank bym im tam zeszła nie musieli by mnie dźgać nożem :] Nie no nie wyobrażam sobie czego takiego x_x
No to teraz co nieco o przemianie...
Fajnie to wymyśliłaś choć spodziewałam się czego podobnego ale podobało mi się;)W ogóle ja tą scenę przebijania dziewczyny miałam przed oczami... straszne x_x Hmm co do walki pomiędzy osobowościami głównej bohaterki powiem że z tym to mnie akurat zaskoczyłaś xP No ale najważniejsze że wszystko skończyło się dobrze i dziewczyna ma swoje ludzkie uczucia ^.^ Tak swoją drogą ciekawi mnie ten cały demon przewodzący ceremonii... Po za tym kurcze noo jest taki sama nie wiem Q.Q Ostatnio mam chyba słabość do niegrzecznych chłopców -.-'
Hmm ciekawa sprawa z ojcem Aiki i tym całym szefem jej matki... Czekam jak to się rozwiąże...
Dobra na razie tyle i życzę weny dużooo weny ;p
Buziaki :*
Suzu
Dziękuję za tak miłe słowa :)
UsuńCóż... jak tak to czytałam, to zaraz przyszło mi do głowy, że do tego zamku, to wwieźliby mnie nogami do przodu xD
Sprawa z ojcem Aiki jest ciekawa... i bardzo smutna. A szef Mari... cóż on nie jest taki niezwykły. Bardziej niezwykłe jest zajęcie, które nasza droga mamusia wykonuje xD
Wena zawsze się przydaje, dzięki ^^
Pozdrawiam- Andzik
Mówiłam tylko to co myślę więc nie masz za co dziękować ^.^
OdpowiedzUsuńNoo na cała szczęście żadna z nas nie będzie musiała czegoś takiego przechodzić Q.Q
O rety no to zapowiada się naprawdę ciekawie ^.^ Kocham takie historie Q.Q Hmmm jestem ciekawa cóż to za praca xD Eeee co miało znaczyć "naszą drogą mamucią" ? o.o"
Nie ma za co i pisz kochana pisz xD
Ale podbudowałaś mnie trochę swoim komentarzem i właśnie za to dziękuję :*
UsuńSuzu, nie znaczyło absolutnie nic. Zawsze kiedy wyrażam się o Mari nazywam ją "kochaną mamusią".^^
Hai! Już się wzięłam za rozdział IV xD
Heh to cieszę się bardzo <3
UsuńNie chodziło mi o wyrażenie "kochaną mamusią" ale o "NASZĄ mamusią" xD No ale dobra może ja za wiele węszę xD
No ja to cieszy mnie to i raduję wielce xD
Może coś nieumyślnie zasugerowałam, ale uwierz... to nie znaczyło absolutnie nic :)
UsuńOkok ;) Ech chyba za bardzo biorę sobie do serca nieistotne rzeczy ^ ^"
UsuńZapraszam na nowy rozdział VN :)
OdpowiedzUsuńAya
Hey!
OdpowiedzUsuńŚwietna historia! Bardzo ciekawei się zaczyna!
Mam nadzieję, że będziesz mnie informować o nowych rozdziałach?
Najlepiej na home-kiran.blogspot.com (pisałam z pamięci, więc nie wiem czy dobrze ^^")
Ave! I weny!
K.L.
Dziękuję za komentarz :)
UsuńOczywiście, że będę :D
O taak... weny nigdy nie za wiele!
Pozdrawiam-Andzik