Zawsze zastanawiała się jak to możliwe, że w sobotę,
kiedy ma wolne od szkoły, wstaje nawet wcześniej od mamy. Która była godzina?
Może trzecia… a może czwarta? Siedziała na blacie kuchennym i przyglądała się,
jak nocne niebo zaczyna się powoli rozjaśniać.
Co ma myśleć o tym, co wczoraj usłyszała od matki? Jedno jest pewne. Nie kłamała. Westchnęła ciężko, po czym zeskoczyła z blatu, miękko lądując na palcach, by wrócić do swojego pokoju. Bezszelestnie weszła po schodach i już po chwili znalazła się w swoim małym świecie.
Usiadła na brzegu łóżka. Myślała nad tym wszystkim naprawdę długo. W końcu doszła do wniosku, że to nierealne. Jak ona ma zostać tą całą Niszczycielką? Ba, czym tak konkretniej jest ta cała Niszczycielka? Bo z tego, co powiedziała jej matka, to niewiele zrozumiała. Pewnie rozmyślałaby tak dalej, gdyby nie usłyszała skrzypnięcia drzwi sypialni Mari. Na palcach wyszła na korytarz. Odnalazła ją na werandzie. Siedziała na ławce. W dłoni trzymała jakąś fotografię, a po policzkach obficie płynęły jej łzy, wielkie, jak ziarna grochu.
Co ma myśleć o tym, co wczoraj usłyszała od matki? Jedno jest pewne. Nie kłamała. Westchnęła ciężko, po czym zeskoczyła z blatu, miękko lądując na palcach, by wrócić do swojego pokoju. Bezszelestnie weszła po schodach i już po chwili znalazła się w swoim małym świecie.
Usiadła na brzegu łóżka. Myślała nad tym wszystkim naprawdę długo. W końcu doszła do wniosku, że to nierealne. Jak ona ma zostać tą całą Niszczycielką? Ba, czym tak konkretniej jest ta cała Niszczycielka? Bo z tego, co powiedziała jej matka, to niewiele zrozumiała. Pewnie rozmyślałaby tak dalej, gdyby nie usłyszała skrzypnięcia drzwi sypialni Mari. Na palcach wyszła na korytarz. Odnalazła ją na werandzie. Siedziała na ławce. W dłoni trzymała jakąś fotografię, a po policzkach obficie płynęły jej łzy, wielkie, jak ziarna grochu.
- Przepraszam…
nie mogłam inaczej - szepnęła, wpatrując się w zdjęcie.
Aika wycofała się po cichu tak, by matka jej nie
zauważyła. Nie powinna tego słyszeć.
Wślizgnęła się do swojego pokoju, otworzyła szeroko okno i usiadła na parapecie. Dlaczego jestem taka spokojna? Dlaczego, choć wydaje mi się to jakąś abstrakcją, akceptuję to? zastanawiała się Bo wiesz, że tak musi być…- zabrzmiał szept. Zacisnęła powieki i odchyliła głowę Przestań. rozkazała, choć nie spodziewała się by usłuchał, bądź odpowiedział. Nie mogę. Jestem częścią ciebie.- wyszeptał.
Przez dwa dni nie odezwał się ani słowem. Myślała, że odszedł i to na dobre, ale myliła się. Przeniosła się na łóżko Dlaczego go słyszę? Kim… czy może raczej czym on jest? Dlaczego znowu boli mnie to ramię? Mnóstwo pytań, na które nie mogła dostać odpowiedzi.
Zamknęła oczy i skoncentrowała się na głosie. Czym jesteś? zapytała w myślach. Whisper…- szepnął, a ta natychmiast zasnęła.
Wślizgnęła się do swojego pokoju, otworzyła szeroko okno i usiadła na parapecie. Dlaczego jestem taka spokojna? Dlaczego, choć wydaje mi się to jakąś abstrakcją, akceptuję to? zastanawiała się Bo wiesz, że tak musi być…- zabrzmiał szept. Zacisnęła powieki i odchyliła głowę Przestań. rozkazała, choć nie spodziewała się by usłuchał, bądź odpowiedział. Nie mogę. Jestem częścią ciebie.- wyszeptał.
Przez dwa dni nie odezwał się ani słowem. Myślała, że odszedł i to na dobre, ale myliła się. Przeniosła się na łóżko Dlaczego go słyszę? Kim… czy może raczej czym on jest? Dlaczego znowu boli mnie to ramię? Mnóstwo pytań, na które nie mogła dostać odpowiedzi.
Zamknęła oczy i skoncentrowała się na głosie. Czym jesteś? zapytała w myślach. Whisper…- szepnął, a ta natychmiast zasnęła.
Znajdowała się w lesie. Musiało już zmierzchać, bo
ostatnie promienie słońca przedostawały się między drzewami. Magia tego miejsca
prysła, gdy usłyszała te szepty. Setki głosów szeptały naraz, przez co nie
mogła nic zrozumieć. Wiedziała jedno. Nie przemawiały w żadnym ludzkim języku. Rozglądała
się dookoła, ale nikogo nie widziała.
- Uciekaj! -
krzyknął któryś z głosów.
Nie zastanawiała się długo. Natychmiast rzuciła się
do ucieczki. Biegła, nie oglądając się za siebie. Nagle potknęła się o gałąź.
- Cholera! -
zaklęła cicho, podnosząc się błyskawicznie i kontynuując sprint.
Wybiegła z lasu. Teraz do szeptów dołączył również
jęk kobiet, płacz dzieci i czyjś psychopatyczny śmiech. Ta kakofonia dźwięków
doprowadzała ją do obłędu. Przystanęła na sekundę, by rozejrzeć się wokół.
Dostrzegła stary dąb, którego pień był wydrążony. Nie myśląc wiele, pognała w tamtą
stronę.
Kiedy znalazła się tuż przy drzewie, wszystko ustało. Oparła dłonie na udach, dysząc ciężko. Podniosła głowę i krzyknęła przerażona. Przed wnęką w pniu, nie wiadomo skąd, pojawił się pal, na który nabita była głowa kobiety. Otworzyła szeroko oczy i spojrzała na Aikę, uśmiechając się przy tym. Jej głos, przypominający syczenie żmii wyszeptał:
Kiedy znalazła się tuż przy drzewie, wszystko ustało. Oparła dłonie na udach, dysząc ciężko. Podniosła głowę i krzyknęła przerażona. Przed wnęką w pniu, nie wiadomo skąd, pojawił się pal, na który nabita była głowa kobiety. Otworzyła szeroko oczy i spojrzała na Aikę, uśmiechając się przy tym. Jej głos, przypominający syczenie żmii wyszeptał:
- Witaj,
Aika.
Zerwała się do pozycji siedzącej.
- Idą
tu -
szepnęła.
Nie wiedziała skąd, po prostu, czuła to. Otarła pot
z czoła, podchodząc do okna. Było już całkiem widno. Oparła się o parapet i
zaczęła głęboko oddychać, by unormować oddech i nadludzko szybkie bicie serca.
Kiedy była już stosunkowo spokojna, przysiadła na krześle, koło biurka. Nie mogła
sobie przypomnieć, co powiedział jej ten głos, zanim zasnęła.
- Whisper… -
powiedziała cichutko. Była pewna, że to właśnie wyszeptał.
Ale dlaczego? Może tak się zwie? Bo w rzeczy samej,
jest szeptem. A co z „Nimi”? I kim właściwie są ci „Oni”? Zastanowi się nad tym
później. Teraz chwyciła pierwsze lepsze spodnie i bluzkę. Doprowadziła się do
porządku i zeszła na dół. W kuchni, jak zawsze o tej porze krzątała się Mari.
- Jak
spałaś? - zapytała z troską, całując córkę w czoło.
- Dobrze -
skłamała, uśmiechając się przy tym.
Nienawidziła okłamywać matki, ale teraz musiała. Nie
chciała jej martwić.
- A
ty? - Usiadła przy stole, uważnie przypatrując się kobiecie.
- Ja
też -
odparła krótko, unikając przenikliwego spojrzenia dziewczyny.
Tak przypuszczała. Jej matka należała do tych osób,
które nie mówią o swoich problemach i gdyby wcześniej nie widziała jej na
werandzie, mogłaby przysiąc, że wszystko jest w porządku. Postanowiła nie drążyć tego tematu. Jeśli
uzna, że chce, by wiedziała, to jej powie. Posiedziała jeszcze chwilę, po czym
podniosła się z miejsca.
- Nie
jestem głodna - oznajmiła kiedy Mari odwróciła się w
jej stronę z miską płatków śniadaniowych.
Wyszła z kuchni i podeszła do drzwi wejściowych.
Wyszła z kuchni i podeszła do drzwi wejściowych.
- Idę
na spacer.
- Aika?
Na pewno wszystko dobrze? - spytała podejrzliwie, opierając
się o ścianę.
- Tak. - Skinęła głową, zakładając buty. Sięgnęła po kurtkę i spojrzała na matkę. Wiedziała, że jej nie wierzy.
- Skoro
tak mówisz… - poddała się i westchnęła zmartwiona.
- Nie
ma powodu do obaw. Wszystko jest w jak najlepszym porządku -
zapewniła z delikatnym uśmiechem.
Mari pokręciła głową, wyrażając swą dezaprobatę i
wróciła do kuchni.
Wybacz mi, mamo… poprosiła w myślach i wyszła.
Wybacz mi, mamo… poprosiła w myślach i wyszła.
<***>
Chodziła tak już od dobrej godziny. Cały czas
zastanawiała się kim są ci, którzy mają nadejść. I to ją niepokoiło. Niewiedza
zawsze wzbudzała w niej strach.
Podniosła głowę do góry i uśmiechnęła się, widząc swoją przyjaciółkę. Tamta energicznie jej pomachała i w przybiegła do niej w podskokach.
Podniosła głowę do góry i uśmiechnęła się, widząc swoją przyjaciółkę. Tamta energicznie jej pomachała i w przybiegła do niej w podskokach.
- Ale
mam newsa! - krzyknęła zamiast powitania.
- Mi
również miło ciebie widzieć, Rika - westchnęła, subtelnie przypominając jej o manierach.
- Coś
ty taka nie do życia? - Zmarszczyła brwi, przyglądając się
szatynce. Oczywiście nic nie robiła sobie z uwagi Aiki.
- Nie
mów, że ja jestem nie do życia, bo wczoraj sama lepsza nie byłaś -
odpowiedziała jej.
Może i była nieco zmęczona, ale aż tak źle być nie
mogło. Wzięła błękitnooką pod ramię i poszły w stronę lasu.
- Młoda
panno, pouczam cię, że nie wolno porównywać tych dwóch sytuacji. Wczoraj
znajdowałam się na bardzo ostrym życiowym zakręcie -
powiedziała nauczycielskim tonem.
- "Młoda
panno"? - zaśmiała się, spoglądając z pobłażliwością na Rikę. - Jeśli już chciałaś naśladować te stare, umoralniające ciotki-przyzwoitki z tych swoich romansideł, to "młoda damo" albo "moja panno".
Taka właśnie była Rika Mori. Roztrzepana, wesoła i
energiczna. Sprawiała, że człowiek zapominał przy niej o swoich problemach.
Była też bardzo inteligentna, choć czasem zdarzało jej się palnąć jakąś
głupotę.
- Cicho! Zawsze musisz się czepiać! Zawsze! - oburzyła się na przyjaciółkę, po czym demonstracyjnie odrzuciła głowę w drugą stronę,
dając do zrozumienia, że się obraziła.
- To
co to za news? - zapytała, choć wcale nie miała ochoty
się dowiadywać.
Dziewczyna znowu się ożywiła i już zapomniała o urazie.
- Będziemy
mieli nowego w klasie! - oznajmiła z szerokim uśmiechem.
Aika wzruszyła ramionami. Miała na głowie nieco
ważniejsze rzeczy, niż dręczenie nowego.
- Nie
obraź się, ale nie mam ochoty uprzykrzać mu życia. - Uśmiechnęła się przepraszająco.
- Nani?!
Ale… ale Aika! To tradycja! - pisnęła, spoglądając głęboko w
oczy przyjaciółce.
Temu spojrzeniu nie mógł się nikt oprzeć. Nikt
oprócz Aiki.
- Przecież
wiesz, że to na mnie nie działa. - Westchnęła ciężko. -Mam nieco inne zmartwienia - dodała
widząc, że blondynka nie ustępuje.
Rika obdarzyła dziewczynę badawczym spojrzeniem.
- Czyli
jednak coś się dzieje…- powiedziała powoli.
- Nie! -
odpowiedziała bez wahania.
Na pewno nie chciała jej w to wciągać. Mori
zatrzymała się, próbując wyczytać coś z wyrazu twarzy przyjaciółki.
-Przecież
wiem, że kłamiesz. Aika, jeśli nie wiem co się z tobą dzieje, nie mogę ci
pomóc, zrozum to. Zawsze ty ratowałaś mi skórę, mogłabym się czasem
odwdzięczyć…- mówiła łagodnie, próbując dotrzeć do
swojej towarzyszki.
Ale do niej to nie docierało. Nie wiedziała, jak mogłaby
powiedzieć Rice o takich rzeczach. Ba, nie wiedziała nawet, czy ma prawo
powiedzieć komukolwiek o takich rzeczach.
-Odwdzięczysz
się maltretując nowego za nas dwie.
-Skoro
nie chcesz, nie będę wnikać. Tylko żebyś później nie płakała.-
westchnęła, odwracając wzrok.
-Nie
bój się, ja sobie poradzę.- powiedziała pewnie.
-Na
sto procent?- spytała dla pewności.
-Nawet
na dwieście.- zapewniła i sztucznie się uśmiechnęła.
-I
tak ci nie wierzę.- przymknęła na chwile oczy-Zmieniając temat… nie widziałaś dziś przypadkiem
Charlesa?- spytała spokojnie.
-Nie…
a czemu pytasz?- zdziwiła się, gdyż jej przyjaciółka
nigdy nie wypytywała innych o swojego chłopaka.
-Już
ja sobie z nim porozmawiam…- mruknęła pod nosem niezadowolona- Wczoraj, na którejś przerwie gadał z chłopakami.
Nie usłyszałam nic, oprócz „Melanż, dziś wieczór.”, po czym można wywnioskować,
że skoro go jeszcze nie widziałyśmy, to nieźle zabalował.
-Za
bardzo boi się tej twojej rządzy zemsty, żeby coś odstawić.-
zapewniła.
-I
o to chodzi. Bo widzisz moja droga, faceta, to trzeba trzymać krótko.-
wyszczerzyła zęby.
-Tia…-
prychnęła cicho.
Jakoś nigdy nie interesowały jej tematy związane z
chłopakami. Może dlatego, że większość chłopców w szkole wprost „porażała” ją
swoją inteligencją.
-Wiesz
co ci powiem?- spojrzała na nią zirytowana.
-Co?-
westchnęła ciężko.
-Będziesz
starą panną, ot co!
Aika, nic sobie z tego nie robiąc wzruszyła
ramionami. Zawsze kiedy rozmowa schodziła na chłopaków jasnowłosa denerwowała
się tym niemalże stuprocentowym brakiem zainteresowania ze strony zielonookiej.
-Już
mam zacząć rozpaczać?- mruknęła znudzona.
-Zobaczymy,
w jaką histerię wpadniesz za parę lat, kiedy jedynym, z kim będziesz mieszkać,
będzie twój kot.- uśmiechnęła się wrednie.
-Ta…
och ja biedna, nieszczęśliwa! Cóż ja sama pocznę?- przyłożyła
sobie dłoń do czoła, by po chwili uśmiechnąć się lekko do swojej towarzyszki.
-Śmiej
się, śmiej, bo później płakać będziesz.- pokręciła głową z
dezaprobatą.
-Rika,
proszę cię! Za czym będę płakać? Faceci do szczęścia są zbędni. Potem same
problemy z takimi.
-Same
problemy? Jasne… Oj, Aika, Aika kiedyś się zakochasz i…
-Co
zrobię?- zdziwiona uniosła jedna brew.
-Zakochasz.
Kiedyś znajdziesz swojego księcia…
-Wolę
być niezależną księżniczką.- wtrąciła.
Rika dała za wygraną. I tak było zawsze. Jak
błękitnooka zaczynała szukać jej tego jedynego, wspaniałego księcia, ona
natychmiast gasiła jej zapał.
-Dobra,
muszę już wracać, bo mnie mama za ten bałagan w pokoju wydziedziczy.-
westchnęła ciężko-To pa!- zawołała,
dziarskim krokiem odchodząc w swoją
stronę.
Szatynka popatrzyła jeszcze chwilę na odchodzącą
przyjaciółkę i dalej zapuściła się w las. Przechodziła powoli między drzewami,
próbując zrozumieć cokolwiek ze swojego snu. Miała już tego dość. Na nic nie
mogła znaleźć racjonalnej odpowiedzi. Nawet nie zauważyła, kiedy nogi poniosły
ją w kierunku domu. Poczuła ukłucie w sercu i znowu go usłyszała Biegnij, zanim będzie za późno…-
szepnął. Nie trzeba było jej dwa razy powtarzać. Natychmiast rzuciła się
biegiem w stronę domu. Wpadła na korytarz rozglądając się dookoła. Rozszedł się
dźwięk tłuczonego szkła. Od razu wiedziała, gdzie pobiec. Wspięła się po
schodach i wbiegła do swojego pokoju. Jej matka właśnie sparowała cios mieczem.
Aika krzyknęła przerażona. Wtem Mari i jej przeciwniczka się odwróciły.
Dziewczyna wyglądała na jakieś dziewiętnaście lat. Była brunetką o czarnych
oczach.
-Aika,
uciekaj!- rozkazała jej rodzicielka.
-Ale…
-Już
cię tu nie ma!- wrzasnęła.
Jeśli
nie zostaniesz pozabijają się nawzajem…- rozeszło się w jej głowie.
Zacisnęła pięści, dodając sobie tym samym odwagi. Najchętniej posłuchałaby
matki i uciekła. Nieznajoma wykorzystała ten moment i zamachnęła się. Aika
zakryła usta dłonią, kiedy jej mama uchyliła się lekko, dzięki czemu nie
straciła głowy.
-Dość!-
krzyknęła i nie bacząc na niebezpieczeństwo, na jakie się narażała, weszła
pomiędzy Kiyokuro, a tą dziewczynę.
Obydwie natychmiast się opamiętały i opuściły
bronie.
-Mówiłam
uciekaj, tu jest niebezpiecznie.- na twarzy kobiety
malował się strach i obawa.
-Jeśli
ktoś jest w niebezpieczeństwie, to ty, mamo.- powiedziała
spokojnie, choć czuła, że serce zaraz wyrwie jej się z piersi-Wytłumaczycie mi, co się tu, do jasnej
cholery dzieje?!- spytała.
Myślała, że zaraz zemdleje. Nie wiedziała, co może
zrobić więcej.
-Chcą
mi cię zabrać.- syknęła Mari, przyglądając się uważnie
czarnookiej.
-Jeśli
jej nie zabiorę, zginie, nie dociera to do ciebie?-
warknęła tamta.
-Po
kolei. Przede wszystkim… kim jesteś?- wzięła głęboki
oddech, chcąc się nieco uspokoić.
-Nazywam
się Hurmiz.- odpowiedziała, nie spuszczając wzroku
z kobiety.
Natychmiast sobie przypomniała. Hurmiz. Demon, który
zaproponował jej matce podpisanie paktu tego dnia, w którym przyszła na świat.
-I
jeśli ze mną nie pójdziesz umrzesz.- dodała po jakimś
czasie.
-Kłamiesz!-
krzyknęła jej mama.
Hurmiz westchnęła tylko i nie chowając miecza
podeszła jeszcze bliżej Aiki. Niemalże natychmiast dorosła położyła ostrze na
szyi demona. Ta nawet nie drgnęła. Rozpięła bluzę najmłodszej i ściągnęła ją,
odsłaniając prawe ramię dziewczyny, która była zbyt zdezorientowana, by móc
cokolwiek zrobić. Przejechała dłonią po miejscu, w którym szatynka tak często
odczuwała ból. Ukazał się krwistoczerwony symbol. Miecz opleciony pędami róży.
Zabrała dłoń, a znak zniknął.
-Widzisz?
Ma już symbol. Jest naznaczona i tego nie zmienisz. Muszę ją zabrać.-
oznajmiła najspokojniej w świecie-I
jakbyś jeszcze mogła zabrać to ustrojstwo z mojej szyi, bo zaraz mnie o głowę
skrócisz.
Mari odsunęła miecz od jej szyi, by po chwil wziąć
na cel klatkę piersiową.
-Tym
razem nie pozwolę ci odejść.- obiecała
Nie
pozwól jej, Hurmiz ma rację, tylko oni mogą utrzymać cię przy życiu-
wyszeptał.
-Mamo,
nie!-
wykrztusiła tylko.
Ostrze zatrzymało się. Kobieta podniosła wzrok na
córkę, która widocznie jeszcze była oszołomiona, tym wszystkim.
-Aika,
ale…-
zaczęła zdziwiona.
-Ona
nie kłamie.- powiedziała cicho-Jeśli ją zabijesz, nie będzie już dla mnie nadziei.
Była przerażona tym co się działo, jednak jakaś
część jej umysłu, ta, nad którą nie miała władzy, zachowywała spokój.
Popatrzyła najpierw na matkę, później na brunetkę. Starsza wciąż była zdziwiona
jej reakcją, a Hurmiz delikatnie się uśmiechała.
-Mądra
dziewczynka.- pochwaliła czarnooka i wyciągnęła do
niej rękę.
Jeśli
z nią pójdziesz, już nigdy nie zobaczysz matki…-
ostrzegł. Aika cofnęła się o dwa kroki.
-Powiadasz,
że jeśli tu zostanę, umrę?- spytała ostrożnie.
Potwierdziła, skinieniem głowy, nie patrząc nawet na
rozmówczynię. Cały czas obserwowała dorosłą Kiyokuro.
-Ale
jeśli pójdę z tobą, nie wrócę już do mamy?
Wykonała ten sam gest, co wcześniej. Szesnastolatka
przegryzła wargę. Nie widziało jej się rozstanie z Mari, a śmierć jej się
zdecydowanie nie uśmiechała.
-Już
wiem, co robić. Pójdę z tobą, pod warunkiem, że pozwolicie mi wrócić do domu.-
rzekła stanowczo.
Zastanawiała się, jakim cudem stać ją jeszcze na
taki ton. Myślała, że zaraz zemdleje, a jednak utrzymywała się wciąż na nogach.
Panicznie się bała, choć miała zamiar narzucić swą wolę demonowi. Serce biło
nienaturalnie szybko, a zachowywała zimną krew. Nie wiedziała jak to się działo
i nie miała czasu się nad tym zastanawiać.
-Cóż…
skoro nie ma innego wyjścia…- westchnęła,
zastanawiając się przez chwilę-No
dobrze.
-Przyrzeknij.-
rozkazała.
Widziała wahanie na twarzy demona.
-Przyrzekam.-
powiedziała w końcu.
-Ale…
Aika! Nie możesz z nią pójść!- zaprotestowała Mari.
-Muszę
mamo, nie wiem dlaczego, ale muszę. Nie rozumiem tego, ale wiem, że muszę.-
szepnęła, patrząc w zrozpaczone oczy rodzicielki.
-Dobrze.-
zgodziła się z trudem.
-Dokąd
mam iść?- zwróciła się do brunetki.
-Nim
nastanie noc, zjaw się na polanie za lasem.- odpowiedziała.
Aika skinęła głową. Hurmiz spojrzała ostatni raz na
kobietę, po czym zniknęła w płomieniach. W chwili, gdy nie dało się już wyczuć
obecności demona, pozorny spokój, który zachowywała dziewczyna zniknął gdzieś,
a nogi ugięły się pod jej ciężarem. Łzy spłynęły cienkimi stróżkami po jej
policzkach. Mari osunęła się na ziemię i przygarnęła do siebie córkę.
-Ciii…
już dobrze kochanie, już dobrze…- szeptała, jak w
transie gładząc ciemne włosy Aiki.
Nic
nie jest dobrze! pomyślała, zalewając się łzami. Nic już nie będzie takie samo! Zacisnęła
powieki, tuląc się do rodzicielki. W jakiś sposób dotyk Mari ją uspokajał.
-Wszystko
się ułoży, zobaczysz Aika…- zapewniła kojąco.
-Mamo,
ja już nic z tego nie rozumiem…- pożaliła się cicho.
-Wiem
córeczko, wiem… uspokój się już.
Wzięła głęboki oddech i otarła łzy. Musiała wziąć
się w garść. Nawet jeśli to wszystko ją przeraża. Wypuściła z płuc powietrze,
po czym podniosła się.
-Muszę
to przemyśleć, oswoić się z tym…- powiedziała powoli.
Kobieta skinęła głową i wstała.
-Zostawić
cię samą?- spytała łagodnie.
Dziewczyna nigdy nie mogła zrozumieć skąd w jej
matce tyle miłości, ciepła, współczucia i zrozumienia. W jej oczach zawsze była
idealna. Ale czy teraz potrzebowała jej wsparcia?
-Chyba…
chyba tak.- odpowiedziała niepewnie.
Odwróciła się twarzą do okna. Usłyszała jeszcze
ciche trzaśnięcie zamykanych drzwi. I co
teraz? zapytała się w myślach Shimatta!
Dlaczego to wszystko musiało się przytrafić akurat mnie? pytała siadając na
łóżku i podciągając nogi pod brodę. Zamrugała parę razy, by zatrzymać łzy,
które uparcie cisnęły się jej do oczu. Niszczycielka…
położyła policzek na kolanach Morderca,
bezwzględny zabójca…- odpowiedział szept. Będę potworem… zdążyła pomyśleć, zanim jej głowę wypełniła pustka,
a wstrzymywane łzy zaczęły spływać po policzkach. Nie miała pojęcia, ile czasu
minęło. Miała wrażenie, że najlepiej by się czuła, gdyby przestała istnieć. Gdyby
w ogóle się nie narodziła… Ale zaraz! Przecież Hurmiz mówiła, że jeśli z nią
nie pójdzie, zginie. Starczy! Aż taką
egoistką być nie mogę! Co wtedy stanie się z mamą? Przecież… my zawsze miałyśmy
tylko siebie… Jak w ogóle mogłam o czymś takim pomyśleć? pokręciła
energicznie głową odsuwając od siebie wszystkie myśli. Nie mogła zostawić matki
samej. Wstała z łóżka i otarła łzy rękawem.
Nie zostawię cię mamo. obiecała, po czym skierowała się w stronę drzwi.
Zbiegła po schodach, by już po chwili wbiec do salonu. Mari siedziała na
kanapie, widocznie zamyślona, bo nawet nie zauważyła przybycia Aiki.
-Mamo?-
spytała subtelnie.
Kobieta dopiero teraz się ocknęła. Odwróciła się i
spojrzała na córkę. Ta podeszła do niej i usiadła obok. Zauważyła, że miała
lekko zaczerwienione oczy. Widocznie również płakała. Szesnastolatka uśmiechnęła się lekko.
-Jakoś
to będzie.- zapewniła Nie
wyobrażam sobie tego, ale jakoś na pewno podołamy.
-Aika…
chodzi o to, że ty się zmienisz. Gdy przemienią cię w Niszczycielkę, nie
będziesz już tą samą sobą.- powiedziała cicho
-Mamo,
co by się nie stało, zawsze będę sobą.- przytuliła się do
niej.
-Obiecujesz?
-Hai.-
odpowiedziała-Nie martw się. Nie zmienię
się.
Odsunęła się nieco i posłała matce ciepły uśmiech.
Co prawda sama zamartwiała się nadal tym, co będzie później, ale nie chciała
przysparzać zmartwień Mari. Kobieta spojrzała na zegar wiszący na ścianie.
-Nadszedł
czas.- szepnęła i ucałowała Aikę w czoło.
Wiedziała o co jej chodzi. Skinęła głową, po czym
podniosła się.
-Weź
to.-
oznajmiła, zdejmując z szyi medalion.
Szesnastolatka pamiętała, że jej rodzicielka nigdy
go nie zdejmowała. Był otwierany, ale nigdy nie widziała jego zawartości.
-Kiedy
się przebudzisz, on przypomni ci o mnie i o twojej prawdziwej osobowości.-
wyjaśniła-A teraz idź już.
-Nie
pójdziesz ze mną?- zdziwiona patrzyła, jak matka wolno i
przecząco kręci głową.
-Uwierz,
chciałabym, ale tam, dokąd idziesz musisz pójść sama.-
pogładziła jej policzek.
Odprowadziła ją do drzwi i jeszcze raz ucałowała.
-Kocham
cię, Ai-chan, nie zapominaj o tym.- wyszeptała.
-Ja
ciebie też, mamo.- odpowiedziała.
Idź…-
rozkazał głos. Odwróciła się w stronę lasu, by już po chwili zniknąć wśród
drzew. Przyśpiesz…- nakazał. Ruszyła
biegiem w stronę polany. Po najwyżej dziesięciu minutach znalazła się w
wyznaczonym miejscu. Rozejrzała się dookoła i zamarła. To właśnie na tej
polanie znajdowała się w koszmarze. To właśnie ten stary dąb wtedy widziała.
Ignorując strach, który przepełniał wszystkie jej myśli podeszła do dębu.
-Nareszcie.-
odetchnęła czarnooka-Szczerze mówiąc
myślałam, że stchórzysz…- uśmiechnęła się wrednie.
-Nic
z tych rzeczy.- odparła chłodno.
W dalszym ciągu rozglądała się nerwowo w
poszukiwaniu głowy nabitej na pal, jednak gdy jej nie znalazła odetchnęła z
ulgą.
-W
takim razie chodźmy.- skinęła głową i złapała Aikę za rękę,
ciągnąc ją w głąb wydrążonego pnia.
<***>
Witam!
Dziękuję tym, którzy poświęcili czas na czytanie tego opowiadania. To dla mnie naprawdę wiele znaczy ^^ Cóż... błędów na pewno jest więcej niż ustawa przewiduje, dlatego z góry przepraszam^^' Eh... rozdział trzeci będzie naprawdę ciekawy, ale jeszcze nie wiem kiedy się ukaże...
Pozdrawiam- Andzik
No, no, wygląda na to, że rzeczywiście będzie się działo. Kurczę, naprawdę podoba mi się klimat tego opowiadania.
OdpowiedzUsuńCiekawa jestem, jak Aika sobie poradzi... Obawiam się, że na jej miejscu wybrałabym śmierć... Choć to faktycznie okropnie egoistyczne. Ech, sama nie wiem.
W każdym razie czekam na kolejny rozdział i pozdrawiam,
Aya
Miło mi <3
UsuńJeej... nie chciało mi się wierzyć, jak mówiłaś, że komentarze potrafią podnieść na duchu, ale jak sama tego doświadczyłam, to wiem, że to prawda^^
Co będzie z Aiką okaże się w rozdziale trzecim. Zaspoilerowałabym, ale... nie! Będziesz miała niespodziankę xD
Dziękuję za komentarz :*
Pozdrawiam- Andzik
Dobra biorę się wreszcie za naskrobanie jakiegoś komentarzyka xD
OdpowiedzUsuńPo raz kolejny muszę przyznać że strasznie ale to strasznie podoba mi się klimat twojego opowiadania noo serio on jest genialny ! Q.Q Tak po za tym muszę przyznać że czytałam ten rozdział z zapartym tchem a na pożegnaniu matki i córki płakać mi się chciało Q.Q Bardzo podobała mi się ostatnia scena... Czuć w niej było napięcie i w ogóle *-* Strasznie jestem ciekawa jak będzie wyglądał rytuał przemiany (o ile takowy opiszesz) i czy Aika jednak pozostanie sobą i co czeka ją w królestwie demonów ^.^'
Tak więc z niecierpliwością czekam na rozdział III :p
Całuski Suzu-chan
Ogromne dzięki Suzu<3
UsuńNie masz bladego pojęcia, jak się cieszę. Nie sądziłam, że ta amatorszczyzna komuś się spodoba. Myślałam, że u nikogo nie wywołam większych emocji, a tu się okazuje, że ty niemal łzę uroniłaś... Jeśli chodzi o rozdział trzeci, to będzie niespodzianka i nie pisnę oni słówka na ten temat xD
Pozdrawiam- Andzik
Imponujące, doprawdy. Najbardziej mnie zdumiewa, że masz już w główce poukładany plan. Bardzo mnie ciekawi dalszy rozwój akcji, tym bardziej, że zapewniasz ciekawy, następny rozdział :)
OdpowiedzUsuńO rany, chyba najbardziej jestem zainteresowana wątkiem z szeptem. Ciekawe, co tam sobie wymyśliłaś.. Ja to bym zrobiła, że są to głosy istot z piekieł lub coś w tym stylu. Jednak podejrzewam jakieś moce astralne, coś jak drugie, bliźniacze ja. Czekam, że mnie zaskoczysz.
Hah, dobrze, ze symbol nie byl bronią, otoczoną różami, bo zbytnio skojarzyło mi się z albumem Guns and roses XD
Czekam na następny :3
Czekaj, czekaj, bo to chyba będzie jedyny rozdział, który mogę nazwać "godnym przeczytania"xD
UsuńNie wiem, czy mi się uda, ale postaram się, chociaż wątpię, żebym miała jakieś zdolności do zaskakiwania^^'
Pędy róży, a róże to jest znacząca różnica xD
Pozdrawiam- Andzik
moze, ale nie dla mnie XD U mnie to przysłowiowy 'jeden pies' :3 a że mój mały, muzyczny móżdżek kojarzy tylko z jednym to... ^^
UsuńTo zacznij w siebie wierzyć =]
Tia... jak zwał tak zwał, ale jest zasadnicza różnica. Pędy róży są pozbawione kwiatostanu, a róża to "kiatek", listek i łodyżka xD
UsuńZacznę... kiedyś:D - Andzik