środa, 8 sierpnia 2012

Rozdział II


Zawsze zastanawiała się jak to możliwe, że w sobotę, kiedy ma wolne od szkoły, wstaje nawet wcześniej od mamy. Która była godzina? Może trzecia… a może czwarta? Siedziała na blacie kuchennym i przyglądała się, jak nocne niebo zaczyna się powoli rozjaśniać. 
Co ma myśleć o tym, co wczoraj usłyszała od matki? Jedno jest pewne. Nie kłamała. Westchnęła ciężko, po czym zeskoczyła z blatu, miękko lądując na palcach, by wrócić do swojego pokoju. Bezszelestnie weszła po schodach i już po chwili znalazła się w swoim małym świecie. 
Usiadła na brzegu łóżka. Myślała nad tym wszystkim naprawdę długo. W końcu doszła do wniosku, że to nierealne. Jak ona ma zostać tą całą Niszczycielką? Ba, czym tak konkretniej jest ta cała Niszczycielka? Bo z tego, co powiedziała jej matka, to niewiele zrozumiała. Pewnie rozmyślałaby tak dalej, gdyby nie usłyszała skrzypnięcia drzwi sypialni Mari. Na palcach wyszła na korytarz. Odnalazła ją na werandzie. Siedziała na ławce. W dłoni trzymała jakąś fotografię, a po policzkach obficie płynęły jej łzy, wielkie, jak ziarna grochu.
- Przepraszam… nie mogłam inaczej - szepnęła, wpatrując się w zdjęcie.
Aika wycofała się po cichu tak, by matka jej nie zauważyła. Nie powinna tego słyszeć. 
Wślizgnęła się do swojego pokoju, otworzyła szeroko okno i usiadła na parapecie. Dlaczego jestem taka spokojna? Dlaczego, choć wydaje mi się to jakąś abstrakcją, akceptuję to? zastanawiała się Bo wiesz, że tak musi być…- zabrzmiał szept. Zacisnęła powieki i odchyliła głowę Przestań. rozkazała, choć nie spodziewała się by usłuchał, bądź odpowiedział. Nie mogę. Jestem częścią ciebie.- wyszeptał.  
 Przez dwa dni nie odezwał się ani słowem. Myślała, że odszedł i to na dobre, ale myliła się. Przeniosła się na łóżko Dlaczego go słyszę? Kim… czy może raczej czym on jest? Dlaczego znowu boli mnie to ramię? Mnóstwo pytań, na które nie mogła dostać odpowiedzi. 
Zamknęła oczy i skoncentrowała się na głosie. Czym jesteś? zapytała w myślach. Whisper…- szepnął, a ta natychmiast zasnęła.
Znajdowała się w lesie. Musiało już zmierzchać, bo ostatnie promienie słońca przedostawały się między drzewami. Magia tego miejsca prysła, gdy usłyszała te szepty. Setki głosów szeptały naraz, przez co nie mogła nic zrozumieć. Wiedziała jedno. Nie przemawiały w żadnym ludzkim języku. Rozglądała się dookoła, ale nikogo nie widziała.
- Uciekaj! - krzyknął któryś z głosów.
Nie zastanawiała się długo. Natychmiast rzuciła się do ucieczki. Biegła, nie oglądając się za siebie. Nagle potknęła się o gałąź.
- Cholera! - zaklęła cicho, podnosząc się błyskawicznie i kontynuując sprint.
Wybiegła z lasu. Teraz do szeptów dołączył również jęk kobiet, płacz dzieci i czyjś psychopatyczny śmiech. Ta kakofonia dźwięków doprowadzała ją do obłędu. Przystanęła na sekundę, by rozejrzeć się wokół. Dostrzegła stary dąb, którego pień był wydrążony. Nie myśląc wiele, pognała w tamtą stronę. 
Kiedy znalazła się tuż przy drzewie, wszystko ustało. Oparła dłonie  na udach, dysząc ciężko. Podniosła głowę i krzyknęła przerażona. Przed wnęką w pniu, nie wiadomo skąd, pojawił się pal, na który nabita była głowa kobiety. Otworzyła szeroko oczy i spojrzała na Aikę, uśmiechając się przy tym. Jej głos, przypominający syczenie żmii wyszeptał:
- Witaj, Aika.
Zerwała się do pozycji siedzącej.
- Idą tu - szepnęła.
Nie wiedziała skąd, po prostu, czuła to. Otarła pot z czoła, podchodząc do okna. Było już całkiem widno. Oparła się o parapet i zaczęła głęboko oddychać, by unormować oddech i nadludzko szybkie bicie serca. Kiedy była już stosunkowo spokojna, przysiadła na krześle, koło biurka. Nie mogła sobie przypomnieć, co powiedział jej ten głos, zanim zasnęła.
- Whisper… - powiedziała cichutko. Była pewna, że to właśnie wyszeptał.
Ale dlaczego? Może tak się zwie? Bo w rzeczy samej, jest szeptem. A co z „Nimi”? I kim właściwie są ci „Oni”? Zastanowi się nad tym później. Teraz chwyciła pierwsze lepsze spodnie i bluzkę. Doprowadziła się do porządku i zeszła na dół. W kuchni, jak zawsze o tej porze krzątała się Mari.
- Jak spałaś? - zapytała z troską, całując córkę w czoło.
- Dobrze - skłamała, uśmiechając się przy tym.
Nienawidziła okłamywać matki, ale teraz musiała. Nie chciała jej martwić.
- A ty? - Usiadła przy stole, uważnie przypatrując się kobiecie.
- Ja też - odparła krótko, unikając przenikliwego spojrzenia dziewczyny.
Tak przypuszczała. Jej matka należała do tych osób, które nie mówią o swoich problemach i gdyby wcześniej nie widziała jej na werandzie, mogłaby przysiąc, że wszystko jest w porządku.  Postanowiła nie drążyć tego tematu. Jeśli uzna, że chce, by wiedziała, to jej powie. Posiedziała jeszcze chwilę, po czym podniosła się z miejsca.
- Nie jestem głodna - oznajmiła kiedy Mari odwróciła się w jej stronę z miską płatków śniadaniowych. 
Wyszła z kuchni i podeszła do drzwi wejściowych.
- Idę na spacer.
- Aika? Na pewno wszystko dobrze? - spytała podejrzliwie, opierając się o ścianę.
- Tak. - Skinęła głową, zakładając buty. Sięgnęła po kurtkę i spojrzała na matkę. Wiedziała, że jej nie wierzy.
- Skoro tak mówisz… - poddała się i westchnęła zmartwiona.
- Nie ma powodu do obaw. Wszystko jest w jak najlepszym porządku - zapewniła z delikatnym uśmiechem.
Mari pokręciła głową, wyrażając swą dezaprobatę i wróciła do kuchni. 
Wybacz mi, mamo… poprosiła w myślach i wyszła.
<***>
Chodziła tak już od dobrej godziny. Cały czas zastanawiała się kim są ci, którzy mają nadejść. I to ją niepokoiło. Niewiedza zawsze wzbudzała w niej strach. 
Podniosła głowę do góry i uśmiechnęła się, widząc swoją przyjaciółkę. Tamta energicznie jej pomachała i w przybiegła do niej w podskokach.
- Ale mam newsa! - krzyknęła zamiast powitania.
- Mi również miło ciebie widzieć, Rika - westchnęła, subtelnie przypominając jej o manierach.
- Coś ty taka nie do życia? - Zmarszczyła brwi, przyglądając się szatynce. Oczywiście nic nie robiła sobie z uwagi Aiki.
- Nie mów, że ja jestem nie do życia, bo wczoraj sama lepsza nie byłaś - odpowiedziała jej.
Może i była nieco zmęczona, ale aż tak źle być nie mogło. Wzięła błękitnooką pod ramię i poszły w stronę lasu.
- Młoda panno, pouczam cię, że nie wolno porównywać tych dwóch sytuacji. Wczoraj znajdowałam się na bardzo ostrym życiowym zakręcie - powiedziała nauczycielskim tonem.
- "Młoda panno"? - zaśmiała się, spoglądając z pobłażliwością na Rikę. - Jeśli już chciałaś naśladować te stare, umoralniające ciotki-przyzwoitki z tych swoich romansideł, to "młoda damo" albo "moja panno".
Taka właśnie była Rika Mori. Roztrzepana, wesoła i energiczna. Sprawiała, że człowiek zapominał przy niej o swoich problemach. Była też bardzo inteligentna, choć czasem zdarzało jej się palnąć jakąś głupotę.
- Cicho! Zawsze musisz się czepiać! Zawsze! - oburzyła się na przyjaciółkę, po czym demonstracyjnie odrzuciła głowę w drugą stronę, dając do zrozumienia, że się obraziła.
- To co to za news? - zapytała, choć wcale nie miała ochoty się dowiadywać.
Dziewczyna znowu się ożywiła i już zapomnia o urazie.
- Będziemy mieli nowego w klasie! - oznajmiła z szerokim uśmiechem.
Aika wzruszyła ramionami. Miała na głowie nieco ważniejsze rzeczy, niż dręczenie nowego.
- Nie obraź się, ale nie mam ochoty uprzykrzać mu życia. - Uśmiechnęła się przepraszająco.
- Nani?! Ale… ale Aika! To tradycja! - pisnęła, spoglądając głęboko w oczy przyjaciółce.
Temu spojrzeniu nie mógł się nikt oprzeć. Nikt oprócz Aiki.
- Przecież wiesz, że to na mnie nie działa. - Westchnęła ciężko. -Mam nieco inne zmartwienia - dodała widząc, że blondynka nie ustępuje.
Rika obdarzyła dziewczynę badawczym spojrzeniem.
- Czyli jednak coś się dzieje…- powiedziała powoli.
- Nie! - odpowiedziała bez wahania.
Na pewno nie chciała jej w to wciągać. Mori zatrzymała się, próbując wyczytać coś z wyrazu twarzy przyjaciółki.
-Przecież wiem, że kłamiesz. Aika, jeśli nie wiem co się z tobą dzieje, nie mogę ci pomóc, zrozum to. Zawsze ty ratowałaś mi skórę, mogłabym się czasem odwdzięczyć…- mówiła łagodnie, próbując dotrzeć do swojej towarzyszki.
Ale do niej to nie docierało. Nie wiedziała, jak mogłaby powiedzieć Rice o takich rzeczach. Ba, nie wiedziała nawet, czy ma prawo powiedzieć komukolwiek o takich rzeczach.
-Odwdzięczysz się maltretując nowego za nas dwie.
-Skoro nie chcesz, nie będę wnikać. Tylko żebyś później nie płakała.- westchnęła, odwracając wzrok.
-Nie bój się, ja sobie poradzę.- powiedziała pewnie.
-Na sto procent?- spytała dla pewności.
-Nawet na dwieście.- zapewniła i sztucznie się uśmiechnęła.
-I tak ci nie wierzę.- przymknęła na chwile oczy-Zmieniając temat… nie widziałaś dziś przypadkiem Charlesa?- spytała spokojnie.
-Nie… a czemu pytasz?- zdziwiła się, gdyż jej przyjaciółka nigdy nie wypytywała innych o swojego chłopaka.
-Już ja sobie z nim porozmawiam…- mruknęła pod nosem niezadowolona- Wczoraj, na którejś przerwie gadał z chłopakami. Nie usłyszałam nic, oprócz „Melanż, dziś wieczór.”, po czym można wywnioskować, że skoro go jeszcze nie widziałyśmy, to nieźle zabalował.
-Za bardzo boi się tej twojej rządzy zemsty, żeby coś odstawić.- zapewniła.
-I o to chodzi. Bo widzisz moja droga, faceta, to trzeba trzymać krótko.- wyszczerzyła zęby.
-Tia…- prychnęła cicho.
Jakoś nigdy nie interesowały jej tematy związane z chłopakami. Może dlatego, że większość chłopców w szkole wprost „porażała” ją swoją inteligencją.  
-Wiesz co ci powiem?- spojrzała na nią zirytowana.
-Co?- westchnęła ciężko.
-Będziesz starą panną, ot co!
Aika, nic sobie z tego nie robiąc wzruszyła ramionami. Zawsze kiedy rozmowa schodziła na chłopaków jasnowłosa denerwowała się tym niemalże stuprocentowym brakiem zainteresowania ze strony zielonookiej.
-Już mam zacząć rozpaczać?- mruknęła znudzona.
-Zobaczymy, w jaką histerię wpadniesz za parę lat, kiedy jedynym, z kim będziesz mieszkać, będzie twój kot.- uśmiechnęła się wrednie.
-Ta… och ja biedna, nieszczęśliwa! Cóż ja sama pocznę?- przyłożyła sobie dłoń do czoła, by po chwili uśmiechnąć się lekko do swojej towarzyszki.
-Śmiej się, śmiej, bo później płakać będziesz.- pokręciła głową z dezaprobatą.
-Rika, proszę cię! Za czym będę płakać? Faceci do szczęścia są zbędni. Potem same problemy z takimi.
-Same problemy? Jasne… Oj, Aika, Aika kiedyś się zakochasz i…
-Co zrobię?- zdziwiona uniosła jedna brew.
-Zakochasz. Kiedyś znajdziesz swojego księcia…
-Wolę być niezależną księżniczką.- wtrąciła.
Rika dała za wygraną. I tak było zawsze. Jak błękitnooka zaczynała szukać jej tego jedynego, wspaniałego księcia, ona natychmiast gasiła jej zapał.
-Dobra, muszę już wracać, bo mnie mama za ten bałagan w pokoju wydziedziczy.- westchnęła ciężko-To pa!- zawołała, dziarskim  krokiem odchodząc w swoją stronę.
Szatynka popatrzyła jeszcze chwilę na odchodzącą przyjaciółkę i dalej zapuściła się w las. Przechodziła powoli między drzewami, próbując zrozumieć cokolwiek ze swojego snu. Miała już tego dość. Na nic nie mogła znaleźć racjonalnej odpowiedzi. Nawet nie zauważyła, kiedy nogi poniosły ją w kierunku domu. Poczuła ukłucie w sercu i znowu go usłyszała Biegnij, zanim będzie za późno…- szepnął. Nie trzeba było jej dwa razy powtarzać. Natychmiast rzuciła się biegiem w stronę domu. Wpadła na korytarz rozglądając się dookoła. Rozszedł się dźwięk tłuczonego szkła. Od razu wiedziała, gdzie pobiec. Wspięła się po schodach i wbiegła do swojego pokoju. Jej matka właśnie sparowała cios mieczem. Aika krzyknęła przerażona. Wtem Mari i jej przeciwniczka się odwróciły. Dziewczyna wyglądała na jakieś dziewiętnaście lat. Była brunetką o czarnych oczach.
-Aika, uciekaj!- rozkazała jej rodzicielka.
-Ale…
-Już cię tu nie ma!- wrzasnęła.
Jeśli nie zostaniesz pozabijają się nawzajem…- rozeszło się w jej głowie. Zacisnęła pięści, dodając sobie tym samym odwagi. Najchętniej posłuchałaby matki i uciekła. Nieznajoma wykorzystała ten moment i zamachnęła się. Aika zakryła usta dłonią, kiedy jej mama uchyliła się lekko, dzięki czemu nie straciła głowy.
-Dość!- krzyknęła i nie bacząc na niebezpieczeństwo, na jakie się narażała, weszła pomiędzy Kiyokuro, a tą dziewczynę.
Obydwie natychmiast się opamiętały i opuściły bronie.
-Mówiłam uciekaj, tu jest niebezpiecznie.- na twarzy kobiety malował się strach i obawa.
-Jeśli ktoś jest w niebezpieczeństwie, to ty, mamo.- powiedziała spokojnie, choć czuła, że serce zaraz wyrwie jej się z piersi-Wytłumaczycie mi, co się tu, do jasnej cholery dzieje?!- spytała.
Myślała, że zaraz zemdleje. Nie wiedziała, co może zrobić więcej.
-Chcą mi cię zabrać.- syknęła Mari, przyglądając się uważnie czarnookiej.
-Jeśli jej nie zabiorę, zginie, nie dociera to do ciebie?- warknęła tamta.
-Po kolei. Przede wszystkim… kim jesteś?- wzięła głęboki oddech, chcąc się nieco uspokoić.
-Nazywam się Hurmiz.- odpowiedziała, nie spuszczając wzroku z kobiety.
Natychmiast sobie przypomniała. Hurmiz. Demon, który zaproponował jej matce podpisanie paktu tego dnia, w którym przyszła na świat.
-I jeśli ze mną nie pójdziesz umrzesz.- dodała po jakimś czasie.
-Kłamiesz!- krzyknęła jej mama.
Hurmiz westchnęła tylko i nie chowając miecza podeszła jeszcze bliżej Aiki. Niemalże natychmiast dorosła położyła ostrze na szyi demona. Ta nawet nie drgnęła. Rozpięła bluzę najmłodszej i ściągnęła ją, odsłaniając prawe ramię dziewczyny, która była zbyt zdezorientowana, by móc cokolwiek zrobić. Przejechała dłonią po miejscu, w którym szatynka tak często odczuwała ból. Ukazał się krwistoczerwony symbol. Miecz opleciony pędami róży. Zabrała dłoń, a znak zniknął.
-Widzisz? Ma już symbol. Jest naznaczona i tego nie zmienisz. Muszę ją zabrać.- oznajmiła najspokojniej w świecie-I jakbyś jeszcze mogła zabrać to ustrojstwo z mojej szyi, bo zaraz mnie o głowę skrócisz.
Mari odsunęła miecz od jej szyi, by po chwil wziąć na cel klatkę piersiową.
-Tym razem nie pozwolę ci odejść.- obiecała
Nie pozwól jej, Hurmiz ma rację, tylko oni mogą utrzymać cię przy życiu- wyszeptał.
-Mamo, nie!- wykrztusiła tylko.
Ostrze zatrzymało się. Kobieta podniosła wzrok na córkę, która widocznie jeszcze była oszołomiona, tym wszystkim.
-Aika, ale…- zaczęła zdziwiona.
-Ona nie kłamie.- powiedziała cicho-Jeśli ją zabijesz, nie będzie już dla mnie nadziei.
Była przerażona tym co się działo, jednak jakaś część jej umysłu, ta, nad którą nie miała władzy, zachowywała spokój. Popatrzyła najpierw na matkę, później na brunetkę. Starsza wciąż była zdziwiona jej reakcją, a Hurmiz delikatnie się uśmiechała.
-Mądra dziewczynka.- pochwaliła czarnooka i wyciągnęła do niej rękę.
Jeśli z nią pójdziesz, już nigdy nie zobaczysz matki…- ostrzegł. Aika cofnęła się o dwa kroki.
-Powiadasz, że jeśli tu zostanę, umrę?- spytała ostrożnie.
Potwierdziła, skinieniem głowy, nie patrząc nawet na rozmówczynię. Cały czas obserwowała dorosłą Kiyokuro.
-Ale jeśli pójdę z tobą, nie wrócę już do mamy?
Wykonała ten sam gest, co wcześniej. Szesnastolatka przegryzła wargę. Nie widziało jej się rozstanie z Mari, a śmierć jej się zdecydowanie nie uśmiechała.
-Już wiem, co robić. Pójdę z tobą, pod warunkiem, że pozwolicie mi wrócić do domu.- rzekła stanowczo.
Zastanawiała się, jakim cudem stać ją jeszcze na taki ton. Myślała, że zaraz zemdleje, a jednak utrzymywała się wciąż na nogach. Panicznie się bała, choć miała zamiar narzucić swą wolę demonowi. Serce biło nienaturalnie szybko, a zachowywała zimną krew. Nie wiedziała jak to się działo i nie miała czasu się nad tym zastanawiać.
-Cóż… skoro nie ma innego wyjścia…- westchnęła, zastanawiając się przez chwilę-No dobrze.
-Przyrzeknij.- rozkazała.
Widziała wahanie na twarzy demona.
-Przyrzekam.- powiedziała w końcu.
-Ale… Aika! Nie możesz z nią pójść!- zaprotestowała Mari.
-Muszę mamo, nie wiem dlaczego, ale muszę. Nie rozumiem tego, ale wiem, że muszę.- szepnęła, patrząc w zrozpaczone oczy rodzicielki.
-Dobrze.- zgodziła się z trudem.
-Dokąd mam iść?- zwróciła się do brunetki.
-Nim nastanie noc, zjaw się na polanie za lasem.- odpowiedziała.
Aika skinęła głową. Hurmiz spojrzała ostatni raz na kobietę, po czym zniknęła w płomieniach. W chwili, gdy nie dało się już wyczuć obecności demona, pozorny spokój, który zachowywała dziewczyna zniknął gdzieś, a nogi ugięły się pod jej ciężarem. Łzy spłynęły cienkimi stróżkami po jej policzkach. Mari osunęła się na ziemię i przygarnęła do siebie córkę.
-Ciii… już dobrze kochanie, już dobrze…- szeptała, jak w transie gładząc ciemne włosy Aiki.
Nic nie jest dobrze! pomyślała, zalewając się łzami. Nic już nie będzie takie samo! Zacisnęła powieki, tuląc się do rodzicielki. W jakiś sposób dotyk Mari ją uspokajał.
-Wszystko się ułoży, zobaczysz Aika…- zapewniła kojąco.
-Mamo, ja już nic z tego nie rozumiem…- pożaliła się cicho.
-Wiem córeczko, wiem… uspokój się już.
Wzięła głęboki oddech i otarła łzy. Musiała wziąć się w garść. Nawet jeśli to wszystko ją przeraża. Wypuściła z płuc powietrze, po czym podniosła się.
-Muszę to przemyśleć, oswoić się z tym…- powiedziała powoli.
Kobieta skinęła głową i wstała.
-Zostawić cię samą?- spytała łagodnie.
Dziewczyna nigdy nie mogła zrozumieć skąd w jej matce tyle miłości, ciepła, współczucia i zrozumienia. W jej oczach zawsze była idealna. Ale czy teraz potrzebowała jej wsparcia?   
-Chyba… chyba tak.- odpowiedziała niepewnie.
Odwróciła się twarzą do okna. Usłyszała jeszcze ciche trzaśnięcie zamykanych drzwi. I co teraz? zapytała się w myślach Shimatta! Dlaczego to wszystko musiało się przytrafić akurat mnie? pytała siadając na łóżku i podciągając nogi pod brodę. Zamrugała parę razy, by zatrzymać łzy, które uparcie cisnęły się jej do oczu. Niszczycielka… położyła policzek na kolanach Morderca, bezwzględny zabójca…- odpowiedział szept. Będę potworem… zdążyła pomyśleć, zanim jej głowę wypełniła pustka, a wstrzymywane łzy zaczęły spływać po policzkach. Nie miała pojęcia, ile czasu minęło. Miała wrażenie, że najlepiej by się czuła, gdyby przestała istnieć. Gdyby w ogóle się nie narodziła… Ale zaraz! Przecież Hurmiz mówiła, że jeśli z nią nie pójdzie, zginie. Starczy! Aż taką egoistką być nie mogę! Co wtedy stanie się z mamą? Przecież… my zawsze miałyśmy tylko siebie… Jak w ogóle mogłam o czymś takim pomyśleć? pokręciła energicznie głową odsuwając od siebie wszystkie myśli. Nie mogła zostawić matki samej. Wstała z łóżka i otarła łzy rękawem. Nie zostawię cię mamo. obiecała, po czym skierowała się w stronę drzwi. Zbiegła po schodach, by już po chwili wbiec do salonu. Mari siedziała na kanapie, widocznie zamyślona, bo nawet nie zauważyła przybycia Aiki.
-Mamo?- spytała subtelnie.
Kobieta dopiero teraz się ocknęła. Odwróciła się i spojrzała na córkę. Ta podeszła do niej i usiadła obok. Zauważyła, że miała lekko zaczerwienione oczy. Widocznie również płakała.  Szesnastolatka uśmiechnęła się lekko.
-Jakoś to będzie.- zapewniła Nie wyobrażam sobie tego, ale jakoś na pewno podołamy.
-Aika… chodzi o to, że ty się zmienisz. Gdy przemienią cię w Niszczycielkę, nie będziesz już tą samą sobą.- powiedziała cicho
-Mamo, co by się nie stało, zawsze będę sobą.- przytuliła się do niej.
-Obiecujesz?
-Hai.- odpowiedziała-Nie martw się. Nie zmienię się.
Odsunęła się nieco i posłała matce ciepły uśmiech. Co prawda sama zamartwiała się nadal tym, co będzie później, ale nie chciała przysparzać zmartwień Mari. Kobieta spojrzała na zegar wiszący na ścianie.
-Nadszedł czas.- szepnęła i ucałowała Aikę w czoło.
Wiedziała o co jej chodzi. Skinęła głową, po czym podniosła się.
-Weź to.- oznajmiła, zdejmując z szyi medalion.
Szesnastolatka pamiętała, że jej rodzicielka nigdy go nie zdejmowała. Był otwierany, ale nigdy nie widziała jego zawartości.
-Kiedy się przebudzisz, on przypomni ci o mnie i o twojej prawdziwej osobowości.- wyjaśniła-A teraz idź już.
-Nie pójdziesz ze mną?- zdziwiona patrzyła, jak matka wolno i przecząco kręci głową.
-Uwierz, chciałabym, ale tam, dokąd idziesz musisz pójść sama.- pogładziła jej policzek.
Odprowadziła ją do drzwi i jeszcze raz ucałowała.
-Kocham cię, Ai-chan, nie zapominaj o tym.- wyszeptała.
-Ja ciebie też, mamo.- odpowiedziała.
Idź…- rozkazał głos. Odwróciła się w stronę lasu, by już po chwili zniknąć wśród drzew. Przyśpiesz…- nakazał. Ruszyła biegiem w stronę polany. Po najwyżej dziesięciu minutach znalazła się w wyznaczonym miejscu. Rozejrzała się dookoła i zamarła. To właśnie na tej polanie znajdowała się w koszmarze. To właśnie ten stary dąb wtedy widziała. Ignorując strach, który przepełniał wszystkie jej myśli podeszła do dębu.
-Nareszcie.- odetchnęła czarnooka-Szczerze mówiąc myślałam, że stchórzysz…- uśmiechnęła się wrednie.
-Nic z tych rzeczy.- odparła chłodno.
W dalszym ciągu rozglądała się nerwowo w poszukiwaniu głowy nabitej na pal, jednak gdy jej nie znalazła odetchnęła z ulgą.
-W takim razie chodźmy.- skinęła głową i złapała Aikę za rękę, ciągnąc ją w głąb wydrążonego pnia. 

<***>
Witam!
Dziękuję tym, którzy poświęcili czas na czytanie tego opowiadania. To dla mnie naprawdę wiele znaczy ^^ Cóż... błędów na pewno jest więcej niż ustawa przewiduje, dlatego z góry przepraszam^^' Eh... rozdział trzeci będzie naprawdę ciekawy, ale jeszcze nie wiem kiedy się ukaże...

Pozdrawiam- Andzik

8 komentarzy:

  1. No, no, wygląda na to, że rzeczywiście będzie się działo. Kurczę, naprawdę podoba mi się klimat tego opowiadania.
    Ciekawa jestem, jak Aika sobie poradzi... Obawiam się, że na jej miejscu wybrałabym śmierć... Choć to faktycznie okropnie egoistyczne. Ech, sama nie wiem.
    W każdym razie czekam na kolejny rozdział i pozdrawiam,
    Aya

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi <3
      Jeej... nie chciało mi się wierzyć, jak mówiłaś, że komentarze potrafią podnieść na duchu, ale jak sama tego doświadczyłam, to wiem, że to prawda^^
      Co będzie z Aiką okaże się w rozdziale trzecim. Zaspoilerowałabym, ale... nie! Będziesz miała niespodziankę xD
      Dziękuję za komentarz :*

      Pozdrawiam- Andzik

      Usuń
  2. Dobra biorę się wreszcie za naskrobanie jakiegoś komentarzyka xD

    Po raz kolejny muszę przyznać że strasznie ale to strasznie podoba mi się klimat twojego opowiadania noo serio on jest genialny ! Q.Q Tak po za tym muszę przyznać że czytałam ten rozdział z zapartym tchem a na pożegnaniu matki i córki płakać mi się chciało Q.Q Bardzo podobała mi się ostatnia scena... Czuć w niej było napięcie i w ogóle *-* Strasznie jestem ciekawa jak będzie wyglądał rytuał przemiany (o ile takowy opiszesz) i czy Aika jednak pozostanie sobą i co czeka ją w królestwie demonów ^.^'

    Tak więc z niecierpliwością czekam na rozdział III :p

    Całuski Suzu-chan

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogromne dzięki Suzu<3
      Nie masz bladego pojęcia, jak się cieszę. Nie sądziłam, że ta amatorszczyzna komuś się spodoba. Myślałam, że u nikogo nie wywołam większych emocji, a tu się okazuje, że ty niemal łzę uroniłaś... Jeśli chodzi o rozdział trzeci, to będzie niespodzianka i nie pisnę oni słówka na ten temat xD

      Pozdrawiam- Andzik

      Usuń
  3. Imponujące, doprawdy. Najbardziej mnie zdumiewa, że masz już w główce poukładany plan. Bardzo mnie ciekawi dalszy rozwój akcji, tym bardziej, że zapewniasz ciekawy, następny rozdział :)
    O rany, chyba najbardziej jestem zainteresowana wątkiem z szeptem. Ciekawe, co tam sobie wymyśliłaś.. Ja to bym zrobiła, że są to głosy istot z piekieł lub coś w tym stylu. Jednak podejrzewam jakieś moce astralne, coś jak drugie, bliźniacze ja. Czekam, że mnie zaskoczysz.
    Hah, dobrze, ze symbol nie byl bronią, otoczoną różami, bo zbytnio skojarzyło mi się z albumem Guns and roses XD
    Czekam na następny :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekaj, czekaj, bo to chyba będzie jedyny rozdział, który mogę nazwać "godnym przeczytania"xD
      Nie wiem, czy mi się uda, ale postaram się, chociaż wątpię, żebym miała jakieś zdolności do zaskakiwania^^'
      Pędy róży, a róże to jest znacząca różnica xD

      Pozdrawiam- Andzik

      Usuń
    2. moze, ale nie dla mnie XD U mnie to przysłowiowy 'jeden pies' :3 a że mój mały, muzyczny móżdżek kojarzy tylko z jednym to... ^^

      To zacznij w siebie wierzyć =]

      Usuń
    3. Tia... jak zwał tak zwał, ale jest zasadnicza różnica. Pędy róży są pozbawione kwiatostanu, a róża to "kiatek", listek i łodyżka xD

      Zacznę... kiedyś:D - Andzik

      Usuń