wtorek, 17 lipca 2012

Rozdział I

- Aika, kochanie, obudź się- wyszeptała jak każdego ranka jej mama.
Skinęła nieprzytomnie głową, a kiedy kobieta wyszła, wygramoliła się z pościeli. Automatycznie chwyciła wieszak, na którym wisiał jej mundurek i skierowała się do łazienki. Spojrzała w lustro.
- Jak trup. - Uśmiechnęła się ponuro na widok swoich ciemnych włosów, które sprawiały, że jej cera wydawała się praktycznie biała, podkrążonych, zielonych oczu i z lekka popękanych ust.
Wzięła szybki prysznic i założyła mundurek. Wyszorowała zęby, doprowadziła do porządku swoją ciemną czuprynę i nałożyła odrobinę błyszczyku na usta. Dokładnie zamaskowała ciemne podkówki pod oczyma, po czym była już gotowa do wyjścia. Zbiegła po schodach na dół.
- Śniadanie! - zawołała Mari Kiyokuro.
Wpadła do kuchni i zasiadła przy stole. Jej mama robiła najlepsze naleśniki z dżemem truskawkowym w całej okolicy i nikt nie śmiał temu zaprzeczyć (choć co do innych jej "specjałów" wszyscy podchodzili dość sceptycznie). Szybko spałaszowała swoją porcję, po czym ucałowała kobietę w policzek.
- To ja lecę! - Zarzuciła torbę na ramię i wybiegła. Jeśli spóźni się chociaż chwilę, matematyczka (znowu) zabije ją wzrokiem. Wpadła do klasy na dwie minuty przed nauczycielką.
- Aika, to się kiedyś źle skończy… - westchnęła jej przyjaciółka, która była średniego wzrostu blondynką o oczach błękitnych jak niebo.
- Przecież zdążyłam. A tak w ogóle to cześć, Rika - odpowiedziała i spojrzała w stronę drzwi, kiedy weszła matematyczka.
- Czyżby piekło zamarzło? Kiyokuro-san się nie spóźniła… - Uchyliła okulary i obdarzyła ją spojrzeniem tak chłodnym, że niejednego przeszedłby dreszcz.
Aika uśmiechnęła się do niej najpiękniej, jak tylko umiała.
- Mi również bardzo miło panią widzieć, pani profesor.
- Tak… - mruknęła pod nosem i usiadła za biurkiem.
Przetrwała matematykę, choć czuła na sobie mordercze spojrzenie nauczycielki Naprawdę myśli, że to na mnie działa? zastanawiała się, kiedy zadzwonił dzwonek. Wyszła wraz z przyjaciółką z klasy.
- Aika, to się naprawdę kiedyś źle skończy… przecież wiesz, że sensei jest na ciebie cięta jak mało kto - westchnęła.
- Nie mogę ustąpić, bo pomyśli, że wymiękłam, a tej satysfakcji jej nie dam. - Przerzuciła nieco roztrzepany warkocz na lewe ramię.
Blondynka pokręciła głową z dezaprobatą i wzięła szatynkę pod ramię. Doszły do sklepiku, gdzie zielonooka usiadła na ławce, a jej „bliźniaczka” poszła po napój. Po chwili wróciła i podała jej kartonik soku pomarańczowego.
- Idziemy dziś na spacer? - zapytała, pociągając łyk soczku jabłkowego.
- Nie wiem… ostatnio coś się ze mną dzieje… - szepnęła.
- Tak… Charles mi mówił, że widział cię w nocy, w lesie. Podobno zachowywałaś się, jak nie ty - odpowiedziała zamyślona, wpatrując się w podłogę.
- Przecież wiesz, że twój chłopak ma tendencję do koloryzowania...
- A ty wiesz, że jak sytuacja tego wymaga, to potrafi być poważny. A był śmiertelnie poważny. Aika, martwię się…- zatroskana przeniosła wzrok z podłoża na przyjaciółkę.
- Nie przejmuj się. Co prawda nie wiem, czym to jest spowodowane, ale to pewnie nic groźnego. - Uśmiechnęła się pokrzepiająco.
- Pewna jesteś?
- Tak. - Pokiwała energicznie głową, Nie… zaprzeczyła w myślach.
Od najmłodszych lat były jak siostry. Na pewno nie chciała jej martwić. A z Charlesem sobie jeszcze porozmawia.
- Kłamiesz, ale uznajmy, że tak jest… chodź już, bo spóźnimy się na lekcję. - Wstała i poszła przodem.
Kiedy znalazły się w klasie, odwróciła się i spojrzała na chłopaka Riki. Uniosła delikatnie głowę, po czym przejechała palcem po szyi. Powiedziała bezgłośnie „już po tobie” i odwróciła się do tablicy.
<***>
- Tadaima - powiedziała wchodząc do domu.
- Okaeri - odpowiedziała jej matka, przerywając mieszanie w garnku.
Weszła do kuchni i opadła na krzesło.
- Coś się stało? - zapytała, wlewając zupę do misek.
Co by się nie stało zawsze mogła o tym powiedzieć matce. Ona zawsze ją rozumiała i potrafiła doradzić. Miała nadzieję, że nawet w sprawach tego pokroju.
- Miałaś kiedyś tak, że szłaś w jedno miejsce i w ogóle odcinałaś się od świata, a kiedy znowu kontaktowałaś byłaś tam, gdzie wcale nie zamierzałaś być?
Kobieta zamarła.
- Nie… ale… dzieje się coś jeszcze? - Wzięła obie miski drżącymi dłońmi i postawiła je na stole.
- Na przykład zasypiam w łóżku, a budzę się na łące za lasem  - mówiła zamyślona.
- I to cię martwi - stwierdziła.
- A ciebie by nie martwiło? - odpowiedziała pytaniem i zabrała się za jedzenie wyjątkowo znośnej zupy.
- To na pewno minie. - Zatknęła kosmyk ciemnych włosów za ucho. - Musi minąć - dodała cicho i już do końca obiadu nic więcej nie powiedziała.
<***>
- Wychodzę, nie wiem, o której wrócę! - zawołała stojąca przy drzwiach wejściowych Mari.
ychać było dość głośne tupanie i już po chwili Aika była na dole. Zmrużyła oczy patrząc na matkę. Miała na sobie długi, cienki płaszcz. W ogóle zachowywała się dziwnie.
- Dokąd? - spytała szesnastolatka.
- Nieistotne… - odparła, uciekając gdzieś spojrzeniem.
- Ale… mamo. - Zdezorientowana podeszła do rodzicielki. Co tu się działo?
- Kocham cię, Ai-chan. - Uśmiechnęła się ciepło i ucałowała córkę w czoło, po czym odwróciła się i wyszła, zostawiając osłupiałą dziewczynę w wejściu.
Nic już nie rozumiała. Mari nigdy nie wychodziła o tej porze z domu. 
Weszła do swojego pokoju i usiadła na łóżku. Wpatrywała się w podłogę, próbując pojąć cokolwiek. Nie wiedziała, dlaczego dzieje się z nią, to co się dzieje, nie wiedziała, dlaczego jej mama zachowywała się tak dziwnie, odkąd powiedziała jej o tym, nie wiedziała również tego, dlaczego ramię znowu ją boli. Niczego już nie wiedziała.
<***>
- Hurmiz! Wyłaź natychmiast! - wrzasnęła rozwścieczona Kiyokuro.
Znajdowała się teraz na polanie, w samym środku lasu.
- I czego się wydzierasz? - zapytała znudzona dziewczyna, wyglądająca na dziewiętnaście lat.
Siedziała na kamieniu, tuż za nią. Gdyby nie fakt, że była demonem, niejeden uznałby ją za piękną. Długie, czarne włosy idealnie kontrastowały z jasną cerą.
- Powiesz mi łaskawie co wy, do jasnej cholery, robicie z moją córką?! - warknęła.
Na twarzy Hurmiz pojawił się okrutny uśmiech, a w jej czarnych oczach zatańczyło światło księżyca.
- Chodzi ci o naszą słodką Aikę?
- Nie naszą, tylko moją, zrozumiano?!
- Coś ty taka spięta? - Uniosła jedną brew i podeszła do Mari. - Swoją drogą jest naprawdę śliczna. Podobna do ciebie, wiesz? - Zakręciła się wokół własnej osi, wprawiając czarną sukienkę w wirowanie.
- Dalej nie odpowiedziałaś…- wycedziła, mierząc ją groźnym spojrzeniem.
Brunetka pstryknęła palcami, a w jej dłoni pojawił się zwój pergaminu. Przełamała pieczęć i pokazała go Mari.
- „Kiedy zajdzie potrzeba, oddam mą córkę, Aikę Kiyokuro, siłom nadprzyrodzonym, by mogła pełnić swój obowiązek bycia Niszczycielką. W zamian pragnę, by ma córka, w dniu narodzin bliska śmierci, przeżyła.”- przeczytała na głos. - Widzisz ten podpis? - zapytała, wskazując palcem sam dół zwoju. - Podpisałaś to własną krwią, więc dlaczego teraz głupio pytasz, co się z nią dzieje? - prychnęła. Na kolejne pstryknięcie pergamin zwinął się i zniknął.
- Nie miałam wyboru… Gdyby nie to, umarłaby! - krzyknęła z nutą rozpaczy w głosie. Kiedy spostrzegła jak blisko Hurmiz się znajduje, cofnęła się parę kroków.
- Miałaś ją przez szesnaście lat, a teraz właśnie zaszła potrzeba żebyś oddała ją nam. Nie narzekaj, bo mogliśmy to zrobić znacznie wcześniej - mruknęła z obojętnością w głosie.
- Ale ja nie oddam jej bez walki! - odpowiedziała jej i zrzuciła płaszcz.
W okamgnieniu wyciągnęła miecz z pochwy i skierowała jego ostrze w Hurmiz. Blask broni oślepił demona.
- Obeszłoby się bez tego, ale skoro chcesz stracić życie, no to proszę bardzo. - W jej dłoni pojawił się równie imponujący miecz, jednak otaczała go ciemna aura.
Brunetka uderzyła pierwsza, a kobieta sparowała jej cios, by po chwili obrócić się i drasnąć demona po policzku. Hurmiz dotknęła przeciętej skóry.
- Zapłacisz mi za to… - syknęła i natarła ze zdwojoną siłą.
Mari broniła się i zadawała ciosy z taką prędkością, że czarnooka, pomimo bycia demonem, nie nadążała. Mimo licznych ran na ciele, nie przestawała walczyć. W końcu wbiła ostrze w pierś Hurmiz. Licząca sobie tysiące lat demoniczna córka Lilith, zawyła przeraźliwie i spłonęła.
- To jeszcze nie koniec, Mari Kiyokuro, wrócę tu! Podpisałaś cyrograf z diabłem, a tego tak łatwo nie można zerwać! - głos demona odbił się echem w ciszy otaczającego polanę lasu
Dopiero wtedy Mari poczuła, jak bardzo jest wycieńczona. Upadła na kolana, łapiąc ciężko oddech. Kiedy już nieco się uspokoiła, schowała swe ostrze w pochwie i wstała, nakładając płaszcz. Miała skrytą nadzieję, że Aika już śpi i nie będzie musiała się z niczego tłumaczyć.
<***>
Martwiła się o matkę. Siedziała na parapecie, wpatrując się w ścieżkę przed domem. Po jakimś czasie podniosła się i weszła do kuchni. Nalała sobie szklankę wody i usiadła na blacie. Gdzie jesteś, mamo? zapytała w myślach, jednak nie doczekała się odpowiedzi. Westchnęła ciężko. 
Pociągnęła skąpy łyk wody i rozpoczęła drogę powrotną do swojego pokoju. Już miała znowu usiąść na parapecie, kiedy cały świat zawirował jej przed oczyma i ostatnim co usłyszała, był dźwięk tłuczonego szkła.
<***>
Po cichu weszła do domu. Dostała się do swojej sypialni, gdzie schowała miecz i zostawiła płaszcz. Chciała iść do łazienki, by zmyć z siebie krew, ale coś ją zaniepokoiło. Spod drzwi pokoju Aiki wydobywała się cienka smużka światła, co było raczej nienaturalne, gdyż jej córka zawsze gasiła światło, gdy zasypiała.
- Aika? - odezwała się, uchylając drzwi.
Weszła do środka i zdębiała. Nieprzytomna dziewczyna leżała na ziemi wśród odłamków szkła. Mari podeszła do niej i klęknęła obok, nie zważając na szkło.
- Aika, kochanie, ocknij się… - Delikatnie poklepała ją po policzku, ale nie zareagowała.
Położyła jej głowę na swoich kolanach, próbując ją ocucić. Dopiero po dłuższej chwili otworzyła oczy.
- Co się… stało? - szepnęła i z pomocą matki zaczęła podnosić się z ziemi.
- Zemdlałaś - wyjaśniła, sadzając ją na łóżku. Wyszła na chwilę z pomieszczenia, żeby przynieść szklankę wody. Podała ją Aice, która dopiero teraz zauważyła, że jej matka jest cała zakrwawiona.
- Mamo… dlaczego ty… - zaczęła oniemiała.
Mari uśmiechnęła się delikatnie i pogładziła córkę po policzku.
- Nieistotne… zadajesz zbyt wiele pytań - rzekła łagodnie, po czym ucałowała szesnastolatkę w czubek głowy i skierowała się w stronę drzwi.
Zatrzymała się. Przez ramię spojrzała na całkiem zdezorientowaną dziewczynę i rzuciła wręcz niestosownie lekkim tonem:
- A, i żeby ci nie przyszło do głowy się martwić, jasne?
- Tak. - Kiwnęła głową, choć nie za bardzo wiedziała co robi.
Kobieta jeszcze raz się do niej uśmiechnęła i wyszła.
- Czy ktoś mi wreszcie wytłumaczy o co tu chodzi? - zapytała w przestrzeń.
Była pewna na sto procent, że jej mama wie o wszystkim. Chociaż… gdyby chciała, żebym wiedziała, to powiedziałaby mi... Podciągnęła nogi pod brodę i oparła policzek o kolana. Ale… ja powinnam wiedzieć… Zacisnęła pięści na szarej sukience, zebrała się w sobie i wstała. Kilkoma szybkimi krokami pokonała odległość dzielącą ją od sypialni matki. Podniosła dłoń by zapukać, ale zawahała się. Co będzie, jeśli matka każe jej odejść? Wtem drzwi otworzyły się.
- Tak myślałam, że nie dasz temu spokoju - westchnęła ze zmartwieniem i przepuściła ją.
To była właśnie jej mama. Zawsze wiedziała, co ją martwi, bądź o czym w danej chwili myśli. Aika nie miała pojęcia jak ona to robi. 
Weszła do środka, a kobieta zamknęła drzwi.
- Tak? - Usiadła na brzegu łóżka i założyła nogę na nogę.
- Mamo… Ty znasz prawdę. Wiesz co się ze mną dzieje… - szepnęła, usadawiając się obok Mari.
Ciepły, choć nieco cierpki uśmiech wypłynął na usta Mari.
- Niestety znam. - Skinęła głową i wzięła jej dłoń w swoją.
- Mamo, dlaczego… - zaczęła.
- Od początku, Aika-chan, od początku. - Przez niewyczerpane zasoby rodzicielskiej miłości w jej oczach przebijał smutek. - Kiedy byłaś mała mówiłam ci, że istnieją istoty, w które nie uwierzyłby żaden człowiek, pamiętasz? - spytała, a kiedy dziewczyna skinęła głową, kontynuowała: - Wtedy brałaś to za zwykłą legendę, którą opowiada się dzieciom. Ale niektóre legendy i niezwykłe istoty są jak najbardziej prawdziwe. Tak jest tym razem. Właśnie do takich istot zwróciłam się o pomoc… Nie oczekuję, że mi uwierzysz, ale to prawda. Twój poród był bardzo ciężki. Strasznie się bałam, że nie przeżyjesz. Chwilę po tym, jak przyszłaś na świat… lekarz powiedział, że mogę się z tobą pożegnać… powiedział, że jesteś za słaba, żeby przeżyć - głos uwiązł jej w gardle, a łzy zaczęły spływać po bladych policzkach.
Aika, widząc matkę w takim stanie, przytuliła się do niej.
- Nie płacz mamo, bo ja się rozpłaczę… - szepnęła.
Mari wierzchem dłoni starła łzy i wzięła głęboki oddech, by się wyciszyć i móc kontynuować.
- Jak już zostawili mnie z tobą samą, błagałam, żebyś tylko przeżyła, ale żadna boska siła mi nie pomogła… Kiedy już straciłam nadzieję, wtedy zjawiła się ona… - Uspokoiła się nieco, głaszcząc córkę po głowie.
Miała to wspomnienie przed oczami. Nigdy nie zapomni wyrazu twarzy osoby, która się przed nią pojawiła.
- Kto? - zapytała niemalże bezgłośnie Aika.
- Demon. Hurmiz. Zaproponowała mi pakt, na mocy którego przeżyłabyś, a gdy zaszłaby taka potrzeba, ja miałabym cię oddać na ich Niszczycielkę. Nie było innego sposobu, podpisałam cyrograf z diabłem, żeby mieć cię przez te szesnaście lat, ale… ja nie chcę cię oddawać… nie bez walki - dokończyła.
Szesnastolatka spojrzała w jeszcze załzawione, matczyne oczy, które były niemalże identyczne jak jej własne. To wszystko wydawało się do granic możliwości nieprawdopodobne, lecz wierzyła jej. Gdyby to powiedział ktoś inny, wysłałaby go na leczenie psychiatryczne, ale to była jej mama. Zawsze mówiła prawdę.
- Niszczycielkę, mamo?
- Tak, skarbie. Niszczyciel to ktoś, kto zabija na swej drodze każdego, kto jest przeszkodą. W tym wypadku każdego, kto stoi na drodze istotom piekielnym.
Zakręciło jej się w głowie. Nie mogła tego od tak przyswoić, potrzeba było czasu, żeby zrozumiała sens tych słów. Postanowiła skupić się na czymś innym. 
- Dlaczego jesteś cała pokaleczona? - spytała, przypominając sobie, że jeszcze niedawno widziała ją całą we krwi.
- Jak już mówiłam, nie oddam cię bez walki. - Ucałowała ją w czoło.
Zmarszczyła brwi i odsunęła się, żeby lepiej przyjrzeć się Mari. Co ona najlepszego zrobiła? 
- Jak mogłaś się tak narażać?
Kobieta przeczesała palcami włosy Aiki, odgarniając je z twarzy dziewczyny. Przecież to było jasne, że zrobi wszystko dla swojej córki. 
- Kiedyś będziesz miała dzieci, to zrozumiesz - odpowiedziała z subtelnym uśmiechem.
Westchnęła, ze zmartwieniem patrząc na matkę. 
- Nie będę miała, mamo.- pokręciła przecząco głową.
- Dlaczego?
- Bo jak będą takie, jak ja, to zwariuję - powiedziała całkiem poważnie.
Mari pogłaskała ją po głowie, po czym Aika podniosła się, by wrócić do siebie. Szła w stronę drzwi, ale zatrzymała się w pół kroku.
- Mamo?
- Tak?
- Mogę dziś u ciebie zostać? - Spojrzała na nią z subtelną nutą nadziei w oczach.
- Oczywiście. - Uśmiechnęła się kojąco.
Podeszła do szafy i wyciągnęła z niej jeszcze jedną poduszkę, po czym ułożyła ją obok swojej. Dziewczyna położyła się koło matki.
- Oyasumi, Aika-chan - szepnęła Mari.
- Oyasumi - odpowiedziała i już po paru minutach zasnęła.

<***>
 Na samym początku chciałabym podziękować z całego mego ogromnego serducha Ayi, za skomentowanie prologu. To jest pierwszy rozdział, mam nadzieję, że się spodoba. Drugi rozdział mam już prawie napisany, więc postaram się go dodać w następnym tygodniu. Z góry przepraszam za wszelkie błędy interpunkcyjne ^^" 

Pozdrawiam- Andzik

7 komentarzy:

  1. Żal mi i Aiko, i Mari. Widać, jak bardzo się kochają. Zastanawiam się, co bym zrobiła na miejscu Mari tych kilkanaście lat temu. No, przede wszystkim nawet nie wpadłabym na to, by przyjąć pomoc od demonów, ale... Cóż, to musiało być ciężkie przeżycie. A teraz Aiko jest w niebezpieczeństwie, jakby nie patrzeć. Historia powoli się rozkręca i mam nadzieję, że rzeczywiście będziesz ją kontynuować.
    Co do błędów, znów były, nie chce mi się wymieniać ich wszystkich, ale popraw chociaż "poczym" na "po czym", "nie istotne" na "nieistotne"... W jednym miejscu bodajże napisałaś "na prawdę" zamiast "naprawdę"... Mniejsza z tym. Życzę powodzenia w dalszym pisaniu, dziękuję za komentarz pod epilogiem i pozdrawiam :)

    Aya

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małe sprostowanie... dziewczyna ma na imię Aika :)

      Staram się ją rozkręcić, tylko mam straszny nawyk... piszę przez dwie godziny, a potem w minutę wszystko usuwam xD Mam milion pomysłów na minutę, także może być ciekawie.

      Dziękuję za wytknięcie błędów. Ja już ich po prostu nie zauważam, ale na przyszłość postaram się ich nie robić :)

      Zachęcam do dalszego czytania- Andzik

      Usuń
  2. Fakt, przepraszam x_x Gapa ze mnie, za dużo imion ze wszystkiego, co czytam i oglądam, kłębi mi się w głowie.

    Z pomysłami tak to już jest, znam to. Ale z reguły nie usuwam tego, co napisałam, mam zbyt mało cierpliwości, by zaczynać coś od początku. Choć mam straszną ochotę pobawić się w lekkie przerobienie VK (pod względem jakości rozdziałów, szczególnie tych pierwszych), ale cóż...

    Powodzenia :)

    Aya

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech no i nareszcie nadrobiłam ^.^' Gomen że to tak długo trwało x_x

      Hmm opowiadanie zapowiada się naprawdę ciekawie xD Cała historia ma naprawdę fajny klimacik lubię takie ^.^ Ech żal mi Mari i jej córki Q.Q Kurcze widać jak matka kocha swoją córkę Q.Q W ogóle fajnie opisujesz sytuacje oby tak dalej ;*

      Pozdro Suzu-chan :*

      P.S
      Dziękuje za komentarz pod rozdziałem ;) Ciesze się że ci się podobał :P i proszę cię byś informowała mnie o kolejnych rozdziałach ;)

      Usuń
    2. Andzik - ja też mam do nich sentyment... A co do oryginału... Yuuki nie znoszę już od dawna, za Kaname nie przepadam...
      Dzięki za komentarz pod VN I :*

      Aya

      Usuń
  3. No no, wyrazy uznania. Naprawde ciekawie sie zapowiada.
    Najlepsze nalesniki ?! No chyba nie probowala moich :D Hmmhmm.. jakies podejrzane lunatykowanie, czy ja wiem, na moj gust to Aika ma narabane w banieczce..Jakis dobry dealer lub cos (chce namiary). A tak calkiem serio, szkoda mamyski. Wiadome, ze kazda matka chce jak najlepiej dla swojego dzieciaka. Ale taki los, z demonami sie nie zadziera!
    Moj ogrooomny plus za demony - kocham je °0° (co widac w opowiadaniu HnA).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie Aika ma narąbane w banieczce, tylko ja xD
      Oj, ty jeszcze nie wiesz kim jest mamusia naszej Aiki... czy może raczej kim była przed laty... Stop! Zaraz zacznę spoilerować, a to ma być niespodzianka xD
      Cieszę się, że trafiłam w twój gust :P

      Pozdrawiam- Andzik

      Usuń