Aya wraz z matką
usadowiły się w niewielkim saloniku ukrytym w głębi domu. Był
najbliżej gabinetu Kage, toteż doszły do wniosku, że to świetna
pozycja strategiczna, bo na pewno nie przegapią momentu, w którym
głowa rodziny Hiou przestanie rozmawiać z gościem. Liczyły też
na to, że może przypadkiem uda im się coś usłyszeć, ale w
chwili, gdy Hiroshi przekroczył próg gabinetu, na pomieszczenie
opadła dźwiękoszczelna kurtyna. Aya zaklęła wtedy pod nosem, ale
nic nie mogła na to poradzić. Chodziła tylko w tę i z powrotem,
wystukując obcasami rytm. Skulonej na kanapie Maayi powoli zaczynało
się kręcić w głowie od patrzenia na córkę przemykającą z
jednego końca pokoju na drugi. Była w domu od niecałej godziny,
ale wciąż się nie przebrała. Wyglądała nieco śmiesznie w
czarnych szpilkach, eleganckiej sukience i męskiej bluzie, ale z
drugiej strony było w tej „stylizacji” coś uroczego.
Kiedy razem z
Hiroshim Aya pojawiła się przed domem, Maaya wybiegła na zewnątrz,
by jak najszybciej dopaść do córki i sprawdzić, czy wszystko z
nią w porządku. Aya nie była w stanie wydukać ani jednego słowa
poza „przepraszam”, więc gdy tylko Teramoto wyjaśnił, dlaczego
dziewczyna wraca tak późno do domu, Maaya przygarnęła ją do
siebie. Pękało jej serce, gdy myślała o tym, co musi przeżywać
jej jedyne dziecko i, choć przyznawała się do tego niechętnie,
zabolało ją, że Aya zamiast w domu, wolała szukać schronienia u
Hiroshiego. Przez cały ten czas odchodziła od zmysłów ani na
chwilę nie tracąc czujności, a Aya nawet nie wstąpiła, by
powiedzieć, że nic jej nie jest... Chociaż czy mogła ją winić
za to, że szukała pocieszenia tam, gdzie z pewnością mogła je
otrzymać?
- Nie wytrzymam tego, o czym oni
tyle rozmawiają? Mam złe przeczucia... –
mruknęła nieco poirytowanym i zniecierpliwionym półszeptem. Nawet
nie przystanęła, żeby wysłuchać odpowiedzi; ruszyła dalej trasą
okno – ściana.
Kiedy weszli do
domu i Hiroshi stanął twarzą w twarz z Kage, serce zamarło jej w
piersi. Chłopak uprzedzał ją, że Hiou go oczekuje, ale Aya nie
miała pewności co do reakcji Kage. Tak naprawdę w ogóle nie była
w stanie przewidzieć, jak ci dwaj będą się zachowywać w swoim
towarzystwie w zaistniałych okolicznościach. Ojciec praktycznie nie
zwrócił uwagi na Hiroshiego, od razu podszedł do niej i przytulił
ją do siebie. „Jak dobrze, że nic ci nie jest” - wyszeptał Ayi
na ucho i odsunął się, by spojrzeć na chłopaka. „Długo
kazałeś na siebie czekać. Zapraszam” - powiedział z kamienną
twarzą, poprowadził Hiroshiego w stronę gabinetu i obaj nie wyszli
z niego aż do tej pory.
Nie wiedziała, co
ma o tym myśleć. Z jednej strony czuła, że wisi w powietrzu coś
mrocznego, coś, co powinna zatrzymać, ale z drugiej strony... Nie
chciała tego wiedzieć. Starała się z tym walczyć i czuła się
naprawdę podle, ale gdyby żaden z nich nie powiedział jej, o czym
rozmawiali, mogłaby poczuć się usprawiedliwiona. Skręcało ją ze
wstrętu na samą myśl o tym, że chciałaby postąpić tak
egoistycznie.
Naciśnięta
klamka cichutko skrzypnęła, a Aya momentalnie wbiła wzrok w drzwi.
Obaj wyszli z gabinetu spokojni i w jednym kawałku, co nie wydawało
jej się wcześniej takie oczywiste.
- Cały czas tu byłyście? -
zapytał Kage. Zupełnie
jakby to było coś zaskakującego.
Obie
nie poczuły się zobowiązane do odpowiedzi. Maaya pozorowała
spokój, choć czuła, że nie wszystko gra. Ufała mężowi, nie
chciała zachwiać swojej
wiary w niego tylko na podstawie bliżej nieokreślonych przeczuć.
Kage był dobrą osobą, dbał o rodzinę, kochał ją i Ayę, i to
jej
wystarczyło. Jednak ich
córka zapatrywała się na to inaczej.
Aya przeszywała ich wzrokiem, jakby próbowała przejrzeć ich na
wylot.
- O czym tak długo rozmawialiście?
- mówiła
powoli, zaciskając w gardle całą niepewność, by głos jej nie
zadrżał.
- O wielu sprawach, kochanie,
mieliśmy sobie dużo do wyjaśnienia.
Zagryzła wargę.
Słowa ojca wzmogły w niej niepokój. Nic jej nie powie, to
było pewne. Zwróciła się ku Hiroshiemu.
- Hiroshi,
proszę…
Chłopak pokręcił
głową i uśmiechnął się do niej z taką łatwością i
szczerością, jakby naprawdę nie miał nic do ukrycia.
- Moja
droga, gdyby treść tej rozmowy była przeznaczona dla twoich uszu,
z pewnością uczestniczyłabyś w niej. Są pewne sprawy,
które musieliśmy między sobą wyjaśnić. Czy myślisz, że twój
ojciec mógłby spać spokojnie nie upewniwszy się, że mam wobec
ciebie tylko szczere intencje?
Zmarszczyła brwi.
Gdyby nie to, że poważnie się niepokoiła, zapytałaby go, czy jej
ubliża. „Szczere intencje”? Naprawdę liczył, że w to uwierzy?
- O sen mojego ojca się nie martw.
Lepiej powiedz prawdę, to daruję ci to perfidne kłamstwo.
- Mówi
prawdę – wtrącił Kage, nim nekromanta zdążył cokolwiek
odpowiedzieć. - Sytuacja, w której się znajdujemy jest…
niecodzienna. Nie chcę, żebyś cierpiała,
Ojcu nie mogła
zarzucić kłamstwa, ale czuła, że coś jest nie tak. Nie wyciągnie
z nich prawdy, to było pewne. Ale może to i lepiej?
Hiroshi ujął jej
dłonie w swoje.
- Po prostu nam zaufaj –
wciąż uśmiechał się do niej z tą rozbrajającą czułością.
Jej
opór słabł. Wiedziała,
że wyrzuty sumienia będą ją dręczyły, ale jak mogła nie
ustąpić, kiedy odzierał ją ze wszelkich oporów tym uśmiechem?
Przez niego chciała wierzyć, że jeszcze będzie dobrze.
- Przysięgam ci, że wszystko się
ułoży. Tylko pozwól nam działać.
Poddała się.
Chciała w to wierzyć, tak bardzo chciała, żeby te wszystkie
obietnice stały się prawdą…
- Ale nie zrobicie mu krzywdy? -
zapytała nieco ciszej niż zamierzała. Może i Hiroshi wraz z Kage
nie zgadzali się z nią, z pewnością uważając, że temu
potworowi należy odpłacić pięknym za nadobne. Ale czy wtedy
mogliby się uważać za prawych? Byliby tak samo niegodziwi jak
Yoshiro.
- Jeśli takie jest twoje życzenie,
będzie jak zechcesz.
Skinęła głową.
Na nic więcej nie było jej teraz stać.
- Na mnie już pora, zabrałem
państwu zbyt wiele czasu -
zwrócił się do wszystkich, także do Maayi, która obserwowała
wszystko z boku, nie wtrącając się ani słowem.
- Odprowadzę cię –
zaoferował Kage.
Hiroshi
pożegnał się z paniami i podążył za mężczyzną, który
zmierzał ku wyjściu. Tuż
przed drzwiami Kage uścisnął dłoń nekromanty. Mógłby całkiem
polubić tego chłopaka gdyby nie to, że skradł serce Ayi, a to
skreślało go na starcie.
Uśmiechnął się do niego z właściwym sobie opanowaniem.
- Zawiedź mnie tylko, a zawiśniesz
niczym sztandar na bramie cmentarnej
– oznajmił nie przestając
się uśmiechać.
- Rozczaruję pana, nie mam w
zwyczaju zawodzić.
- Lepiej dla ciebie, żeby tak było.
Pożegnał gościa
i wrócił do rodziny. Aya siedziała teraz obok matki, oparta na jej
ramieniu. Nie miał wątpliwości co do tego, że żadna z nich nie
słyszała jego ostatniej rozmowy z Hiroshim, zadbał o to.
- Całkiem przyzwoity młodzieniec –
przyznał niechętnie.
- Tato, co wy uknuliście? -
zapytała raz jeszcze, dla spokoju ducha.
Uśmiechnął się
do niej kojąco. Zawsze ją to uspokajało i pokrzepiało.
- O nic się nie martw, kochanie.
Daj już temu spokój – uciął
dalsze pytania, które Aya
zadawałaby
w celu uciszenia sumienia. Widział, że dała za wygraną.
Aya
zatopiła wzrok w bliżej nieokreślonym punkcie. Była pewna, że
gdzieś w tym wszystkim jest
haczyk, ale nie miała już siły, a nawet (co przyznawała ze
wstydem) chęci drążyć temat. Zdecydowanie potrzebowała snu. To
było jedyne czego w tej chwili pragnęła. Pogrążyć się we śnie,
wolnym od myśli, takim, który mógłby przynieść jej wytchnienie.
Postanowiła odpuścić, pozwolić, by sprawy potoczyły się swoim
torem. Były tylko dwie drogi: albo Hiroshi spełni obietnicę i
uwolni ją od przeznaczenia, albo los pchnie ją w ramionach
najohydniejszej poczwary jaką wypluła z siebie ta ziemia. Innej
możliwości nie było. Tak czy inaczej, koniec tej historii nie
będzie zaskoczeniem.
<***>
Miała wrażenie, że ktoś ją
woła, ale nie potrafiła się wybudzić. Dopiero kiedy poczuła
lekkie szarpnięcie, otworzyła oczy.
-
Aika, obudź się.
Przez chwilę patrzyła na
Jonathana próbując sobie przypomnieć, kim jest. Straciła rachubę
czasu. Nie wiedziała, czy minęły dni, lata, czy może jedynie od
wielu godzin trwała w stanie zawieszenia pomiędzy snem a jawą.
Jednak jeszcze nie była gotowa, by zmierzyć się z rzeczywistością.
Chciała pogrążyć się w zapomnieniu, uciec od tego bólu…
Spojrzała z wyrzutem na Jonathana. Dlaczego ją budził?
-
Niedługo będzie tu policja w sprawie Riki i Charlesa. Będę
improwizował, ale przesłuchanie cię nie ominie. Co by się nie
stało, nie możesz dać po sobie poznać, że wiesz o tym, że oni…
nie żyją. Rozumiesz? Nie masz pojęcia, co się z nimi stało i
gdzie teraz są, jasne?
Oczy zaszły jej łzami. Jeśli
szukała ich policja, to znaczyło, że ich rodzice musieli złożyć
zawiadomienie o zaginięciu. Bez wątpienia odchodzą od zmysłów,
nie wiedząc, co się z nimi dzieje. Karmią się nadzieją, że oni
nadal żyją, że policja ich odnajdzie. Zadrżała.
Miała teraz kłamać?
Powiedzieć, że nie ma pojęcia, co się z nimi stało? Zadręczać
fałszywą nadzieją tych biednych ludzi?
- Jonathan, nie chcę kłamać
– wyszeptała ochrypłym od snu głosem i odwróciła wzrok.
Usiadł obok niej, by objąć jej
twarz dłońmi.
-
Posłuchaj mnie uważnie. Nie mamy wyboru. Nawet sobie nie wyobrażasz
jak bardzo skomplikujesz sprawę, jeśli powiesz im prawdę. To
zwykli ludzie, nie możemy ich mieszać w sprawy naszego świata.
Zresztą, nawet ci nie uwierzą, bo jak im to wytłumaczysz? Powiesz,
że wiesz o tym, że nie żyją, bo ich ciała pokazał ci Lucyfer a
zabili ich Pogromcy?
Starła łzy z policzka. Rika i
Charles też byli zwykłymi ludźmi, a jednak okrutny los ich nie
ominął. Tak naprawdę było jej wszystko jedno, mogli jej nie
uwierzyć, zamknąć ją w wariatkowie, cokolwiek. Ale jeśli zaczną
węszyć, co się stanie z Mari? Co będzie, jeśli odkryją ciało
kobiety, które mimo że nie wykazuje żadnych funkcji życiowych nie
ulega rozkładowi? A jeśli Takami postanowi zrobić im krzywdę?
Nie, nie mogła na to pozwolić.
- Masz rację. Powiem,
co będzie trzeba – głos momentami odmawiał jej
posłuszeństwa, więc zakasłała lekko, by pozbyć się chrypki.
Chciała się podnieść, ale Jonathan gestem nakazał jej leżeć.
-
Odkąd wróciłaś ze szkoły w poniedziałek jesteś chora. A teraz
wypij to – oznajmił podając
jej ampułkę rzadkiego płynu.
Nawet
nie pytała co to. Przechyliła ampułkę i do dna wypiła jej
zawartość. Na efekt długo
nie czekała. Ciepło przebiegło przez całe jej ciało, a potem
wstrząsnął nią dreszcz. Poczuła występujące na policzki
wypieki i pot, który skraplał się na czole.
-
Przepraszam, ale to jedyne wyjście. Wytrzymaj tylko chwilę.
Nie poskarżyła się ani słowem.
Zacisnęła tylko oczy, kiedy duszący kaszel poderwał ją z łóżka.
Opadła z powrotem na poduszki, łapiąc głęboki oddech.
Jonathan wyszedł z pokoju, kiedy
rozeszło się pukanie do drzwi. Otworzył i ze zdziwieniem przywitał
dwóch policjantów, którzy przedstawili się i wyjaśnili powód
swojej wizyty. Wpuścił ich do środka.
- Zaginęli? To pewne?
- zapytał, prowadząc ich do salonu.
-
Póki co nic nie jest pewne. Nie wykluczamy też ucieczki, chociaż
rodzice zaginionych twierdzą, że to niemożliwe –
odpowiedział niższy z nich.
Jonathan pokiwał głową ze
zmartwieniem na twarzy.
-
Dlatego musimy porozmawiać z Aiką Kiyokuro. Najprawdopodobniej ona
ostatnia widziała się z Riką Mori. Jest pan jej opiekunem? Powinien pan być obecny przy zeznaniach na komendzie –
dodał ten wyższy.
-
Obawiam się, że to nie wchodzi w grę. Aika jest ciężko chora,
nie może wychodzić z domu –
wytłumaczył. Nie chciał, by dziewczyna musiała dodatkowo
cierpieć. Na komendzie
byłaby jak ranne i bezbronne zwierzę, tu natomiast mogła czuć się
w miarę bezpiecznie.
Mundurowi popatrzyli na siebie,
jakby zastanawiali się, co z tym fantem zrobić. W końcu wyższy z
nich kiwnął głową, pozwalając Jonathanowi wyjść po Aikę.
Kiedy wrócił na górę,
dziewczyna była już pod pełnym działaniem jego specyfików.
Wyglądała jakby przechodziła wybitnie ostrą grypę. Owinął ją
szczelnie kocem i chwycił na ręce, by znieść po schodach.
Posadził ją na fotelu naprzeciw policjantów.
Aika nabrała powietrza, żeby
się uspokoić, gdy nagle złapał ją atak kaszlu, który nie chciał
odpuścić. Kiedy udało jej się złapać oddech, była wyczerpana.
Luźno opadła na oparcie fotela.
-
Już dobrze – odpowiedziała
zaniepokojonemu Jonathanowi, który położył jej dłoń na
ramieniu. Spróbowała się uśmiechnąć, ale grymas natychmiast
spłynął jej z twarzy. Tyle szczęścia, że policjanci na pewno
pomyśleli, że to przez chorobę. Patrzyli na nią wyczekująco, ale
najwyraźniej nie mieli zbyt wiele czasu, bo jeden z nich
niecierpliwie postukiwał butem w podłogę. - Proszę
zaczynać. - Skinęła głową
i skupiła na nich spojrzenie.
Mężczyźni przedstawili się i
wyjaśnili jej sprawę. Zmarszczyła czoło z troską i pokiwała
głową.
-
Oczywiście, powiem wszystko, co wiem.
Wyższy z nich odchrząknął i
wyjął niewielki notatnik. Stuknął w niego końcówką długopisu
i zaczął notować. Standardowe pytania, kiedy ostatni raz widziała
Rikę, czy zauważyła coś podejrzanego w jej zachowaniu…
-
Rika i Charles czasem wyjeżdżali gdzieś na weekend, kiedy mama
Riki zostawała w pracy. Ja wtedy zajmowałam się jej siostrą,
Riną, a Rika odbierała ją w niedzielę i wracały do domu przed
swoją mamą. Tym razem też miałam pod opieką Rinę, ale Rika nie
odebrała jej tak jak zawsze, zamiast niej przyszła jej mama.
Następnego dnia Riki i Charlesa nie było już w szkole, a potem ja
zachorowałam – wyjaśniła.
Trzymała się dzielnie, Jonathan
był z niej naprawdę dumny. Wyglądała po prostu na zatroskaną
zniknięciem przyjaciół nastolatkę.
-
Mhm, dobrze. I nic w zachowaniu Riki Mori nie wydawało ci się
podejrzane? - zapytał niższy
z nich.
-
Nie. Cieszyła się z wyjazdu. Kiedy zostawiała u mnie Rinę też
nie zachowywała się inaczej niż zwykle.
Pokiwał głową.
-
Czyli twoim zdaniem nic nie wskazuje na to, że mogli uciec z domu?
-
W życiu. Oni nigdy by nie uciekli. A nawet jeśli, na pewno bym o
tym wiedziała, Rika mówiła mi o wszystkim. No i nie zostawiłaby
mi Riny, gdyby nie zamierzała jej odbierać. Mimo wszystko, jeśli
chodzi o takie sprawy Rika jest naprawdę odpowiedzialna. - Oderwała
się od oparcia, kiedy kaszel znów zgiął ją w pół.
-
No dobrze, myślę, że to już wszystko. Jakbyś sobie coś
przypomniała, zgłoś się na komendę. -
Wyższy z policjantów zamknął notes i obaj wstali.
-
Znajdą ich panowie, prawda? -
zapytała wpatrując się w nich z nadzieją.
Spojrzeli po sobie.
-
Zrobimy, co w naszej mocy. Proszę odpoczywać i wracać do zdrowia.
- Niższy z nich uśmiechnął
się lekko z grzeczności. Zauważyła, że chyba był nieco młodszy
od tego drugiego, poza tym byli identyczni.
Podziękowała
i pożegnała się z nimi, a Jonathan odprowadził ich do wyjścia.
Kiedy drzwi trzasnęły, nie powstrzymywała już dłużej łez,
które przez cały czas
piekły ją pod powiekami.
Jonathan
wrócił do salonu, a na
widok, który mu się ukazał, ścisnęło go z żalu w gardle.
Zwinięta w kulkę w fotelu Aika szlochała tak bardzo,
że drżała na całym ciele. Była taka wątła i maleńka, jak
skrzywdzone dziecko. Usiadł na podłokietniku fotela i pogładził
ją po plecach. Odwróciła się do niego. Była tak blada, mokra od
łez i gorączki, jak żywy obraz rozpaczy.
-
Aika, nie mieliśmy wyboru. Postąpiłaś słusznie –
zapewnił nie bardzo
wiedząc, co mógłby jeszcze powiedzieć.
Załkała
gorzko. To było słuszne? Słuszne jest okłamywanie ludzi, którzy
chcą pomóc zatroskanym rodzicom odnaleźć dzieci? Dzieci, które
nie żyją? Mniejsze zło, co? Ale ci ludzie cierpieli. Cierpieli
autentycznie, tak jak cierpiała ona. Nie mogła pozwolić na to, by
żyli w kłamstwie, w oczekiwaniu na to, że ich dzieci jeszcze wrócą
do domu. To będzie w nich tkwiło jak niezagojona rana, nie pogodzą
się ze stratą, nie pójdą dalej, będą czekali. To
znacznie gorsze niż prawda.
-
Jonathan, oni ich znajdą, prawda? Dowiedzą się, że Rika i
Charles… - nie dokończyła.
Patrzyła na niego wyczekującą.
Odwrócił wzrok. Nie mógł
patrzeć w te pełne bólu oczy.
-
Nie, Aika, nie znajdą. Takami zamordował ich w Łączniku, ich
ciała od tak sobie nie wrócą tu na Ziemię.
Wzięła głęboki oddech. To nie
mogło się tak skończyć.
-
Nie możesz ich sprowadzić? To bardzo ważne. Ci ludzie zasługują
na prawdę. Wyobrażasz sobie, co oni będą przechodzić? Będą już
do końca życia czekać na swoje dzieci, które przecież nie wrócą.
To okrutne, Jonathan. - Głos
jej drżał, gdy mówiła, ale nie chciała ustąpić.
Popatrzył
na nią. Była naprawdę zdeterminowana, by zignorować własny ból
i odjąć cierpienia innym. Miała rację, najgorsza
prawda jest lepsza od życia w kłamstwie. Ciężko
im będzie pogodzić się ze śmiercią dzieci, ale w końcu ból
zelżeje i będą w stanie żyć dalej. A czekanie
na coś, co nigdy nie nastąpi, życie fałszywą nadzieją było
torturą. Pogładził ją po włosach.
-
Dobre z ciebie dziecko. Niestety, nie mam takiej mocy, by im pomóc.
Przygryzła wargę. Nie chciała
tego robić, ale najwidoczniej nie było innego wyjścia.
-
W takim razie zabierzesz mnie do Piekła i powiesz Lucyferowi, że
bardzo chciałabym się z nim zobaczyć.
Westchnął zrezygnowany, ale nie
odmówił jej. Przytaknął tylko i podał jej fiolkę z cieczą,
która miała neutralizować działanie jego poprzedniego specyfiku.
-
Daj mi trochę czasu, doprowadzę się do porządku – mruknęła
wstając z fotela. Zdawała sobie sprawę z tego, że musi wyglądać
żałośnie, ale wcześniej nie miało to dla niej znaczenia. Jednak
nie mogła pokazać się Lucyferowi w takim stanie.
Powinna
się zebrać w sobie na tyle, by móc porozmawiać z Władcą Piekła.
Wiedziała, że jeśli pozwoli poprowadzić się rozpaczy, diabeł
zrobi z nią, co będzie chciał. Zresztą, i tak mógł zrobić z
nią co mu się podobało, ale kiedy przyjdzie do niego ogarnięta
bólem, będzie na straconej pozycji. Chociaż
na chwilę musiała odsunąć własne uczucia na bok. Była to winna
Rice i Charlesowi.
<***>
Wszedł
do domu nie do końca wiedząc, czego powinien się spodziewać.
Zanim przekroczył próg, uważnie nasłuchiwał, co dzieje się w
posiadłości.
Nic.
Tylko służący rozmawiali między sobą półszeptem. Nieco go to
uspokoiło, ale nie tracił czujności. Jennifer w tym stanie była
nieprzewidywalna, to, że w domu panował spokój nie oznaczało, że
wszystko toczy się po jego myśli.
Szybko
odnalazł ją w bibliotece. Drzemała na sofie,
opierając głowę na ręce, w drugiej zaś trzymając otwartą
książkę – rzecz jasna, jakieś
romansidło niewarte poświęconego mu czasu.
Podszedł powoli, by nie zbudzić jej ze snu. Na stoliku obok paliła
się pojedyncza lampka, której światło otulało Jennifer ciepłym
blaskiem. Oblicze dziewczyny tchnęło spokojem, rzęsy rzucały
miękki cień na policzek, a lekko rozchylone usta dodawały jej
niewinności. Uśmiechnął się lekko i
pogładził ją po jasnych lokach. Była taka śliczna… za każdym
razem, kiedy na nią patrzył, odkrywał to na nowo. Z
jednej strony, to było bez znaczenia, w końcu nie poślubił jej ze
względu na urodę, ale z drugiej strony, który mężczyzna nie
chciał mieć u swego boku pięknej kobiety?
Każdy był chociaż odrobinę próżny.
Lekko
rozwarł jej palce zaciśnięte na książce i wyjął ją z dłoni
Jennifer, by odłożyć na stolik. Podniósł Jenn z sofy, licząc
na to, że się nie przebudzi. Nie miał już dziś ochoty na
rozmowy, jeszcze sam wszystkiego nie przemyślał. Musiał
mieć wszystko pod kontrolą, a miał wrażenie, że sam sobie wymyka
się spod kontroli. Kiedy o tym myślał, szlag go trafiał. Nie mógł
rozmawiać z Jennifer, dopóki nie rozmówi się ze sobą. Dlatego
teraz, zamiast obudzić dziewczynę, zaniósł ją do jej sypialni.
Ułożył ją na
łóżku i okrył, po czym
wyszedł, bezgłośnie
zamykając za sobą drzwi. Ruszył ku
swojemu gabinetowi.
Kiedy
usiadł w fotelu, odchylił głowę i zamknął oczy. Potrafił
świetnie panować nad emocjami, a to dlatego, że rozkładał
wszystko na czynniki pierwsze. Każde uczucie odzierał z
niepotrzebnej otoczki, zdejmował z niego ozdobniki i niedomówienia,
a gdy już docierał do sedna, mógł z łatwością stłamsić je w
sobie.
Dlaczego
tak się zezłościł
na Takedę, kiedy ten obraził Jennifer? Oczywiście, nawet
gdyby nie zrobiło to na nim wrażenia,
przywołałby Takedę do porządku. Czy to się komuś podobało, czy
nie, Jenn była jego żoną i zasługiwała na szacunek chociażby
przez wzgląd na to. Ale
dlaczego naprawdę poczuł
się wściekły? Zdał sobie sprawę, że to nie chodziło o niego.
Nic sobie nie robił z tego, co inni o nim myśleli i mówili.
Drażniło go, że ktoś śmiał ubliżać Jennifer
nie jako jego żonie, ale jej samej w sobie.
Odetchnął głęboko. Początek miał już za sobą.
Jennifer.
Musiał się skupić tylko na niej. Manipulował nią jak chciał.
Była tak naiwna i zdesperowana, chwytając się kurczowo
bezgranicznej wiary w to, że on zapewnia jej bezpieczeństwo z dala
od tych, którzy wyrządzili jej krzywdę. Jak
dziecko z opaską na oczach, które po chwili kręcenia się w kółko
gubi orientację. Bezkrytycznie przyjmowała
wszystko, co mówił. Bawiła go swoją naiwnością. Ale to nie było
wszystko.
Jej
zapach, dotyk miękkiej gorącej skóry, słodkie
usta, w których zasmakował z taką
przyjemnością,
pełne rozpaczy i wiary spojrzenie utkwione tylko w nim… Nie
umiał jej sobie odmówić, a nawet nie chciałby tego robić. Prawda
była taka, że cholernie jej pragnął. Psiakrew,
uderzyła mu do głowy, jakby był jakimś
nieopierzonym chłystkiem!
Ale
to nic. Musiał się tylko opanować. Jenn była przepiękną młodą
kobietą, a w jej anielskiej urodzie było coś grzesznego, niejeden
wodził za nią wzrokiem, niejeden dałby się złapać w sidła,
które zupełnie nieświadomie zastawiała. Patrzyła na niego jak na
zbawcę, jak na jedyną nadzieję. Każdemu namieszałaby w myślach.
Tylko on uważał
się za
mądrzejszego od
przeciętnego „każdego”. Uczucia
były zdradliwe, a pożądanie niejednego zepchnęło na dno.
Potrzebował wyciszenia, musiał zamknąć emocje w
oddali swojego umysłu, tak żeby nie sączyły jadu w jego chłodną
analizę.
Chociaż
z drugiej strony… w niewielkich dawkach nawet trucizna mogła być
lekarstwem. Westchnął ciężko i z dezaprobatą pokręcił głową.
Teraz na każdy argument „przeciw” znajdzie argument „za”,
więc dalsze rozważania traciły sens. Ostatecznie to tylko
pragnienie fizycznej bliskości, nic więcej, zwykła potrzeba ciała.
Nawet nie brał pod uwagę tego, że pożądanie z czasem mogłoby
przerodzić się w „poważne” uczucie. W
końcu był ponad takimi słabościami.
<***>
-
Czyli oczekujesz ode mnie, że sprowadzę na Ziemię dwa ciała z
Łącznika? - spytał dla
pewności Lucyfer. Siedział na fotelu przy okrągłym stoliku, na
którym leżała rozłożona partia szachów oraz parę
zapieczętowanych listów i bawił się bez większego
zainteresowania nożykiem do otwierania korespondencji.
Aika stała przed nim w czarnej
sukience, na której tle wyglądała na jeszcze bledszą. Pokręciła
głową i podniosła na niego oczy.
-
Nie śmiałabym oczekiwać. Proszę. Bardzo mi na tym zależy –
odparła spokojnym głosem.
Spokorniała, nie dało się
ukryć. Sądził, że wiele kosztowało ją przyjście tu i proszenie
o cokolwiek. Zapewne najchętniej zostałaby w łóżku balansując
na krawędzi snu i rzeczywistości albo snuła się po domu jak cień
samej siebie, tonąc w rozpaczy. Wciąż bardzo cierpiała, ale mimo
tego przedłożyła dobro innych nad swoje uczucia. Godne podziwu.
-
A nie sądzisz, że lepiej będzie, jeśli zostaną tam, gdzie są?
Chcesz odebrać tym, jak twierdzisz, dobrym ludziom ostatnią
nadzieję? Myślą, że ich dzieci żyją, że gdzieś tam są,
daleko od nich, ale nic im nie jest. Chcesz to zrujnować, posyłając
im dwa poszarpane trupy?
Stłumiła szloch w gardle. Na
chwilę zacisnęła oczy, ale nie pozwoliła łzom popłynąć.
-
Teraz ich poszukują, łudzą się, że może, jak to zakochane
szczeniaki, postanowili gdzieś razem uciec, chociaż wiedzą, że to
niemożliwe. Potem będą wypatrywać ich w tłumie, nie przestaną
rozwieszać ogłoszeń, dowiadywać się na policji czy są jakieś
ślady. Po paru latach wciąż będą się tym zadręczać, a już do
końca życia będą wypatrywać ich przez okno. Nie zasłużyli
sobie na taki los.
To było jak posypywanie ran
solą. Owszem, mógł jej tego oszczędzić, ale chciał przekonać
się, jak wiele zniesie. Życie jeszcze nieraz ją sponiewiera,
musiała nauczyć się panować nad swoim bólem. Póki co trzymała
się nie najgorzej, chociaż widział, że stoi przed nim schludna
skorupka ubrana i uczesana tylko po to, by ukryć kłębek bólu i
poczucia winy, którym w rzeczywistości była.
-
Dobrze. Chcesz ich ściągnąć, dlatego że masz wyrzuty sumienia i
myślisz, że jesteś im to winna. Powiedzmy, że rozumiem. Ale
dlaczego ja mam się wysilać? Nie jestem miłosiernym Samarytaninem,
moja droga, a ty nie oferujesz nic w zamian.
Przygryzła wargę i opuściła
głowę. Co mogła mu odpowiedzieć? Co mogłaby mu zaoferować?
Dlaczego z taką lekkością bawił się jej cierpieniem? Nie
widział, ile ją to wszystko kosztowało? Och, no tak. Oczywiście,
że widział.
- Nie oferuję, bo nic nie
mam. Nic mi nie zostało –
odparła po chwili ledwie wydobywając głos z gardła.
- A może uważasz, że
powinienem spełniać każde twoje życzenie? W końcu wymogłaś na
mnie obietnicę, że czegokolwiek sobie zażyczysz, dostaniesz to.
Nie mogła podnieść na niego
wzroku. Nie czuła się na siłach, by zmierzyć się z tym
przeszywającym na wskroś spojrzeniem.
- Przepraszam. Nie powinnam
tego robić, ale byłam taka głupia i naiwna... Nie
jestem w stanie tego racjonalnie wyjaśnić. Nie wiem, co sobie wtedy
myślałam. Naprawdę żałuję, przepraszam za
wszystko. - Zebrała się w sobie i spojrzała na niego.
Przeszywał ją niewzruszonym spojrzeniem, zupełnie tak, jakby go
nudziła. Wyglądało na to, że nie przychyli się do jej prośby.
Westchnęła cicho. - To jakiś obłęd. Niepotrzebnie tu
przychodziłam, przepraszam.
Ukłoniła się delikatnie i
odwróciła do wyjścia ze spuszczoną głową. Nie chciała przy nim
płakać, to nie był odpowiedni moment.
- Zaczekaj.
Odwróciła się. Stał tuż
przed nią mierząc ją beznamiętnym spojrzeniem. Podniósł
delikatnie jej podbródek.
- Jeśli tak bardzo tego
chcesz, ściągnę ich. Ktoś zadba o to, żeby wyglądali
przyzwoicie.
Zamrugała parę razy, by odegnać
łzy i posłała mu smutny uśmiech.
- Dziękuję. Jestem naprawdę
wdzięczna.
Uniósł
kącik ust w półuśmiechu. Nie
kosztowało go to wiele, a miał nadzieję, że dzięki temu Aika
pozbędzie się przynajmniej
części wyrzutów sumienia i
choć trochę otrzeźwieje z tej rozpaczy. Widział
przecież, że tylko siłą woli powstrzymuje łzy, a
dopóki się nie otrząśnie,stoją w miejscu.
- Dlaczego tak bardzo starasz
się nie rozpłakać, kiedy wszystko w tobie krzyczy?
Uciekła wzrokiem gdzieś w bok.
W sumie nie wiedziała jak odpowiedzieć. Może nie chciała podawać
mu jak na tacy swojej zranionej duszy? Może nie chciała, by widział
ją teraz tak bardzo słabą?
- Nie wiem. Może dlatego, że
ostatnio za dużo płaczę –
oznajmiła po prostu. Wymusiła naprędce jakiś uśmiech. -
Jeszcze raz dziękuję, to dla mnie naprawdę bardzo wiele znaczy.
Mogę już odejść?
Nachylił się i subtelnie musnął
jej usta swoimi, po czym pozwolił jej iść.
Doskonale wiedział, że wróci
do domu, gdzie zaleje się łzami, bezpieczna w mroku swojego pokoju.
<***>
Aya
padła na łóżko w swojej sypialni. Cały stres, którego
doświadczyła w ostatnim czasie dawał się jej we znaki. W dodatku
częste zmiany trybu życia też nie pozostawały bez echa. Raz spała
za dnia, raz w nocy, a bywało i tak, że w ogóle nie spała. Była
wytrwalsza niż ludzie, ale nie miała wytrzymałości wampirów
czystej krwi, więc na dłuższą metę zmęczenie skutecznie ją
powalało. Dodatkowo zdawała sobie sprawę z tego, że zaniedbuje
szkołę, ale aktualnie miała to naprawdę gdzieś. Jeśli cud
sprawi, że będzie mogła do niej wrócić, uraczy wychowawcę
jakimś lewym zwolnieniem dla świętego spokoju. Ale to był
najmniejszy problem.
Zamknęła
oczy, łudząc się, że natychmiast zaśnie, jeśli tylko nie podda
się temu rojowi myśli, który kłębił się w jej umyśle, ale nic
z tego nie wyszło. Lawina wątpliwości spadła na nią, jakby ktoś
zwolnił blokadę, która do tej pory je powstrzymywała. Jak tata i
Hiroshi zamierzali wyrwać ją losowi nieszczęśliwej żony, który
do spółki z Shirahime zgotowała jej Starszyzna? Nie to, że żadna
z opcji nie mogła się powieść, tych opcji po prostu nie było!
Jednak zapewniali ją, że wszystko się ułoży. Albo obaj
zwariowali, albo dostrzegali coś, czego ona nie mogła zobaczyć.
Zmówili się jednak i żaden nie wyjawił, jaki to genialny plan
opracowali. Najpierw dała za wygraną, nie chciała drążyć już
tego tematu, ale wciąż gryzło ją sumienie, dlatego próbowała
jeszcze wyciągnąć coś z ojca, jednakże Kage ani myślał
zdradzić jej cokolwiek. Drażniło ją to, lecz do niczego nie mogła
go zmusić.
Jakby
tego wszystkiego było mało, przekazał jej instrukcje, które
wydawały jej się prostą drogą do samobójstwa. „Spraw, żeby
żałował, że nie dał ci spokoju. Irytuj go, wyprowadzaj z
równowagi, nie odpuszczaj mu. Nie bój się, nic nie może ci
zrobić. Wie dobrze, że teraz wszyscy patrzą mu na ręce i gdyby
wyrządził ci krzywdę, zapłaciłby za to. Wykorzystaj to”,
nakazał jej. Racja, teraz jej nie zagraża, ale kiedy tylko zmieni
nazwisko, Yoshiro odegra się na niej za wszystko, sprawi, że
pożałuje, iż się urodziła. Oczywiście powiedziała o tym ojcu,
ale nadal trwał przy swoim. Coś w jego spojrzeniu kazało jej
przystać na te warunki, więc tylko potaknęła skinieniem głowy.
Mogła mu ufać, przecież zawsze chciał dla niej jak najlepiej,
nawet kiedy wydawało jej się to kompletnym obłędem.
Wierciła
się w pościeli, nie mogąc znaleźć dla siebie szczęśliwego
miejsca. W południe dotarła do nich wiadomość od Shirahime. Aya
miała zająć się jakimiś sprawami w związku ze ślubem, więc
już następnego wieczora miał się po nią stawić ktoś od
Shirahime. Nie wiedziała jak to zniesie, ale cóż mogła poradzić?
Przyjęła to do wiadomości i już mentalnie się do tego
przygotowywała.
Odsuwała
od siebie myśl, że Hiroshi i Kage mogą chcieć zrobić krzywdę
Yoshiro. Gdyby to zrobili, nie byliby lepsi od tego potwora, a bardzo
chciała wierzyć, że są dobrymi osobami. Poza tym, nie umiałaby
się cieszyć wolnością uzyskaną przez cudzą krzywdę, nawet
jeśli ta krzywda byłaby samowolnie wymierzoną sprawiedliwością.
Chciałaby,
żeby to wszystko się już skończyło. Jakkolwiek. Jeśli ojciec i
Teramoto dokonają cudu, będzie najszczęśliwsza na świecie i już
nikt nigdy nie zarzuci jej bycia pesymistką. Jednak jeśli to się
nie powiedzie, przyjmie to, co da jej los.
Zmęczenie w końcu wzięło górę
i osunęła się w sen, który miał przynieść jej chociaż
odrobinę wytchnienia.
<***>
Od
razu wyczuł, kiedy się przebudziła, więc nie zdziwił się, gdy
jakiś czas później otworzyły się drzwi do jego gabinetu i
stanęła w nich Jennifer. Zdążyła się już przygotować do snu,
bo zamiast ubrania, w którym była, gdy zaniósł ją do sypialni,
miała na sobie biały jedwabny
szlafrok miękko otulający
jej sylwetkę.
Podniósł
się z fotela i wyszedł przed biurko, by ją przywitać.
-
Czekałam aż wrócisz, ale nawet nie wiem
kiedy zasnęłam. Chciałam z tobą porozmawiać –
oznajmiła, spuszczając oczy, by uniknąć jego spojrzenia.
Oparł
się o biurko, przyglądając się z
uwagą żonie.
Liczył,
że tej nocy go to
ominie, naprawdę nie miał
ochoty na jakiekolwiek wyjaśnienia,
ale
stała przed nim taka uroczo speszona, że nie miał serca jej
odprawiać. Mógł z nią zrobić co tylko chciał, w okamgnieniu
przerabiał ją na swoją modłę, a teraz, kiedy już sam ze sobą
wszystko wyjaśnił, nie musiał obawiać się tej rozmowy.
-
Oczywiście, moja droga. O czym?
Podniosła
wzrok i odważnie utkwiła spojrzenie w jego twarzy.
-
Właściwie nie tyle chciałam porozmawiać, co cię poinformować,
żebyś nie był zaskoczony. Wszystko przemyślałam i zatrudniłam
dziś lekarza. Zaczyna od jutra, pokojówki już przygotowały mu
pokój we wschodnim skrzydle –
powiedziała spokojnie.
Zmarszczył
brwi.
-
Lekarza? W jakim celu? Jesteś chora? -
Udawał, że nie ma pojęcia, o co jej chodzi. Chciał usłyszeć to
z jej ust.
-
Nic mi nie jest. Potrzebuję lekarza, żeby mógł stwierdzić, że
jestem w ciąży, gdy już nadejdzie ten moment.
Była
nad wyraz opanowana. Podczas gdy jej serce powinno tłuc o żebra w
szaleńczym galopie, ono uderzało równo w spokojnym rytmie.
Niepokojące.
-
Moja droga,
zapewniam cię, że nie przeoczysz tego faktu –
odparł i nieco wymuszenie spróbował się uśmiechnąć. Przecież
był przybity faktem, że Jennifer aż tak musi się dla niego
poświęcać.
-
Wiem. Ale on zorientuje się wcześniej niż ja. Pewnie teraz
myślisz: „Co za różnica, parę dni w tę, czy we
w tę?”, ale dla mnie to znacząca
różnica. - Uśmiechnęła
się z odrobiną goryczy. - Zgodziłam
się urodzić ci dziecko, nie z tobą sypiać. Nie
da się ukryć, że jedno bez drugiego nie zaistnieje, ale nie
chcę robić tego dłużej niż to konieczne, gdy tylko zajdę w
ciążę, skończymy z tym.
Gdyby
nie to, że nad sobą panował, zbierałby teraz szczękę z podłogi.
Takie słowa w ustach jego małej, słodkiej, przerażonej Jennifer?
Potem będzie myślał, co z tym zrobić. Teraz mógł tylko
przytaknąć.
-
Oczywiście, Jennifer. Nie mam prawa wymagać od ciebie więcej.
Była
bardzo skupiona na tym, by zachować chłodny ton i beznamiętny
wyraz twarzy, widział to doskonale. I gdyby nie to, zapewne teraz
odetchnęłaby z ulgą. To jednak nie było wszystko, miała coś
jeszcze do powiedzenia.
-
Chciałabym mieć to już za sobą.
Nie
odrywając od niego spojrzenia, rozwiązała szlafrok i zrzuciła go
z siebie. Białe jak mleko ciało dziewczyny otulała tylko cienka
koronkowa koszulka.
Wyciągnął
dłoń ku jej twarzy, by czule pogładzić blady policzek. Cholera,
skąd jej to wszystko przyszło do głowy? Nie powinien był jej
zostawiać samej. Delikatnie uniósł jej
podbródek, wpatrując się w piękne bursztynowe oczy. Doskonale
wiedział, że dostrzega teraz w nim wyrzuty sumienia. Widziała
autentyczny ból w spojrzeniu i udręczenie w lekko ściągniętych
brwiach.
Słodkie
usta Jennifer zadrżały, gdy odwracała wzrok. Miał
ochotę się uśmiechnąć, wciąż z łatwością mógł ją złamać.
Musiała
wiedzieć, że nie chciał robić jej krzywdy, że sam również
cierpiał z tego powodu. Ale z drugiej strony… „nie chcę robić
tego dłużej niż to konieczne”? Naiwne dziewczątko. Jeszcze
sprawi, że będzie prosiła o więcej.
-
Jasna cholera, Jennifer, tak nie można! Czuję się
jak najgorszy zbrodniarz, nie chcę cię krzywdzić! Porozmawiam z
Takedą, wrócisz do rodziny...
-
Nie rób tego! Shin, ja tego nie przeżyję. A to… to
tylko ciało. Nic więcej. - Posłała mu niepewny uśmiech
i wspięła się na palcach, by móc dosięgnąć jego ust.
Przyciągnął
ją do siebie, zatapiając
dłoń w śnieżnobiałych lokach. Poczuł na własnej piersi jak
spokojne do tej pory serce Jenn przyśpiesza. Zapach
gorącej krwi pulsującej w jej żyłach czuł nawet przez skórę,
gdy obsypywał jej szyję i ramiona pocałunkami, jednak nigdy, nawet
w chwili największego uniesienie nie pozwoliłby sobie na tak
niewybaczalny błąd. Jego mała, słodka Jennifer musiała pozostać
człowiekiem.
Odsunął
się na kilka centymetrów, by spojrzeć jej w twarz. Po beznamiętnym
spojrzeniu, którym go raczyła jeszcze nie tak dawno nie było nawet
śladu.
Patrzył
na nią tak smutnym wzrokiem… nie mogła tego znieść. Nie był
potworem, robił tylko to, na co sama przystała, nie mogła go za to
karać. Był dla niej tak czuły i delikatny, podczas gdy mógłby po
prostu zrobić to, co do niego należało. Nie potrafiła być tak
obojętna, jakby chciała.
Jak w tym śnie, w którym w
nieskończoność spadała w przepaść, czuła, że jest coraz
bliżej dna.
<***>
Szedł
przed siebie, zmierzając ku najbardziej wysuniętej na wschód
części domu. Zwykle z niej nie korzystali, nie było takiej
potrzeby, skoro mieszkali tylko we troje w posiadłości, którą w
najlepszych czasach zamieszkiwało dwanaścioro domowników i około
pięćdziesięciu służących.
Kiedy
otworzył drzwi pokoju, w którym na niego czekała, uderzył go
paraliżująco zimny wiatr.
Etsuko
siedziała w fotelu, naprzeciw otwartych drzwi francuskich. Miała na
sobie cienki szlafrok, którego lekko rozchylone poły odkrywały
uwydatniony przez cień obojczyk. W dłoni trzymała kieliszek wina,
z którego sporo już ubyło.
-
Napijesz się? -
zapytała, spoglądając na
niego. Zaprzeczył ruchem głowy, więc tylko wzruszyła ramionami i
dolewając sobie do kieliszka mruknęła:
- A ja się napiję. Czekają nas trudne dni.
-
Etsuko, o czym chciałaś rozmawiać? Coś się stało?
Wstała
z fotela, a wiatr zatańczył z jej włosami. Obrzucała go tak
beznamiętnym spojrzeniem, że ściskało go w sercu z żalu.
-
Nie wiem czy pamiętasz, bo to było dość dawno temu. Stało się
nam dziecko. Syn, tak dla ścisłości. Mogło ci to umknąć, ale
lada dzień odbędzie się ślub naszego dziecka. Wiesz o tym, Hisao?
Czy byłeś zbyt zajęty uganianiem się za dziwkami, żeby dostrzec,
że twój jedyny syn się żeni? -
Uśmiechnęła się zimno. -
Chociaż, skąd mogę wiedzieć, że jedyny? W ciągu tylu
lat pewnie dorobiłeś się gromadki bękartów, prawda, Hisao?
Uciekł
wzrokiem w bok, byle dalej od przeszywających na wskroś oczu
Etsuko.
Prawda
była taka, że kochał ją do obłędu i gdyby kazała mu przebić
się ostrzem wykutym w ogniu Prometeusza, najpewniej zabiłby się
dla niej. Pragnął jej każdą częścią swojego jestestwa, ale
Etsuko była tak oschła i niedostępna, że nie mógł nawet jej
dotknąć. Pierwszy raz zdradził ją lata temu, gdy ujrzał na ulicy
słodkie dziewczę o kruczoczarnych włosach opadających kaskadą
fal na plecy. Tak bardzo przypominała mu Etsuko… A później…
później jakoś samo poszło, jedna za drugą, każda miała w sobie
coś z jego żony. Nie był w stanie tego zatrzymać i nienawidził
siebie za to. Za każdym razem błagał Etsuko o wybaczenie i choć
na nie nie zasługiwał, za każdym razem je otrzymywał. To tylko
świadczyło o tym, jak bardzo obojętny jest wampirzycy. Naprawdę,
wolałby, żeby się na niego wściekła, zrobiła mu awanturę, po
której nie mógłby się pozbierać. To przynajmniej świadczyłoby
o tym, że wywołuje w niej jakieś uczucie, nawet jeśli miałaby to
być nienawiść. Dlatego teraz z niemal masochistyczną
przyjemnością przyjmował jej gniew.
Jednak
kiedy uderzała w ten chłodny ton, wywlekając na wierzch wszystkie
brudy, nigdy nie robiła tego ze względu na siebie, zawsze w takich
przypadkach chodziło o Yoshiro. Pewnie nikt nie uwierzyłby, że ta
przepiękna, krucha i wiecznie nieobecna myślami kobieta potrafi z
bezbarwnym uśmiechem pluć jadem. Rzeczywiście, na palcach jednej
dłoni mógł zliczyć razy, gdy Etsuko wyrzucała z siebie całe
pokłady chłodnej nienawiści, ale kiedy już to robiła, przez
kilka następnych lat w każdym detalu mógł odtworzyć w pamięci
wyraz jej twarzy.
-
Etsuko, ja…
-
Spójrz na mnie. Tylko się nie tłumacz. To było
niepotrzebne, nie ściągnęłam cię tu, żeby rozgrzeszać cię z
kochanek, sam siebie już wystarczająco za to katujesz. -
Z rozczarowaniem
dostrzegał w jej oczach łagodną nutę smutku, która towarzyszyła
Etsuko na co dzień, chociaż wiedział, że jest naprawdę
wzburzona. Coś
musiało wyprowadzić ją z równowagi.
-
Ale co się stało? Dlaczego jesteś taka zła? Czymś cię
rozgniewałem?
Wątły,
pełen goryczy uśmiech wypłynął na jej usta. Pokręciła głową.
To zupełnie nie o to chodziło, poza sprawami dotyczącymi ich syna
nie było rzeczy, którą mąż mógłby ją rozgniewać.
-
Ja nie jestem zła, jestem wściekła. Może też trochę rozżalona,
ale przede wszystkim wściekła. - Odwróciła
się i wróciła na swoje miejsce. - Zawiedliśmy oboje –
westchnęła i wzięła łyk wina, chociaż wiedziała, że nie
pomoże jej zagłuszyć bólu.
Podszedł
i usiadł na krześle, by być
bliżej niej i mieć widok
na jej twarz. Póki co nic z tego nie rozumiał, potrzebował
wyjaśnień.
-
Co masz na myśli mówiąc, że zawiedliśmy?
-
Mamy tylko jedno dziecko i nie potrafiliśmy go przyzwoicie wychować.
Zawiedliśmy jako rodzice, Hisao.
Widział,
jak drży jej broda. Etsuko rzadko płakała, ale widok łez kobiety,
która była dla niego całym światem, łamał mu serce. Nie bardzo
wiedział, czy może sobie na to pozwolić, lecz chciał ją jakoś
pocieszyć, dodać otuchy, dlatego lekko ścisnął jej zimną dłoń.
O dziwo nie odtrąciła go.
-
Dlaczego tak mówisz? Przecież Yoshiro nie jest taki zły. -
Spróbował się uśmiechnąć,
ale spojrzenie wampirzycy, zdające się mówić, że nie ma o niczym
pojęcia, natychmiast sprawiło, że mina mu zrzedła.
-
„Nie jest taki zły”?
O czym ty mówisz, Hisao? Żebyś widział, jak pastwił się nad tą
biedną dziewczyną! - Pokręciła
głową na samo wspomnienie tego nieszczęsnego wieczoru. To, że
zdawała się być nieobecna nie oznaczało, że nie zwraca uwagi na
to, co działo się przy stole. Słyszała też, co mówił, gdy się
od nich odłączyła i wróciła do siebie. Nie wierzyła własnym
uszom.
Owszem, wiedziała, że Yoshiro nie
jest niewiniątkiem, części
jego przewinień przypinała wygodną etykietkę błędów młodości,
ale nigdy nie przypuszczała, że jej
ukochany synek jest potworem.
Pokrótce
opowiedziała o wszystkim Hisao, który z posępną miną słuchał
jej relacji. Etsuko nigdy nie dramatyzowała, zatem to wszystko
musiało być prawdą. Pamiętał jak Yoshiro o mały włos nie zabił
tej małej od Hiou przy okazji uśmiercając jakąś ludzką
dziewczynkę. Zatuszowali całą sprawę, bo nie chcieli, by wchodził
w dorosłe życie w ich społeczności z opinią okrutnika. Poza tym,
wydawało im się, że żałował tego, co zrobił. Czyżby sami dali
się nabrać na jego sztuczki?
-
Nie wiem, jak do tego doszło. Może za bardzo go kochaliśmy? Nie
powinniśmy mu tak pobłażać, a teraz jest już za późno. -
Przełknęła kolejny łyk
wina i wyswobodziła rękę, która, ku jej zdziwieniu, wciąż
znajdowała się w uścisku Hisao, by dolać trunku do już pustego
kieliszka. - Byłam z nim u Hiou. Kiedy na własne
oczy widziałam jak Aya się zachowuje, zbagatelizowałam to. W końcu
dla żadnej z nas ślub z przymusu nie jest najszczęśliwszym dniem
w życiu i każda radzi sobie z tym na swój sposób, nawet jeśli
nieco dramatyzowała, miała do tego pełne prawo. Teraz wiem, że
nie przesadzała. On robi wszystko, żeby ją gnębić. -
Uśmiechnęła się ponuro.
- Swoją drogą, zgadnij, kto jutro będzie wybierał z
małą Ayą suknię ślubną!
Nie
bardzo wiedział, jak podnieść ją na duchu. Całe to ślubne
zamieszanie spadło na nią, on jakoś tak samoistnie został od tego
odcięty. Wiedział, że Etsuko nie jest łatwo, sama bardzo ciężko
zniosła fakt, że musiała zrzec się własnego nazwiska i spędzić
resztę wiecznego życia jako Shirahime, więc, chociaż zapewne
wcale tego nie okazywała, mimowolnie współczuła młodej Hiou. Co
do Yoshiro, wyrzucał sobie, że nie poświęcał mu wystarczająco
dużo czasu, rekompensując to daniem zupełnej swobody synowi. Co
jednak mogli teraz zrobić? Nic.
Zastanawiał
się tylko, dlaczego Etsuko nie powiedziała Yoshiro, że nie
zamierza brać udziału w tej szopce.
-
Dlaczego zgadzasz się na to wszystko?
Odwróciła
wzrok. Nawet w momencie, w którym zdała sobie sprawę z
okrucieństwa syna, nie mogła od tak sobie przestać go kochać.
Obdarzyła go całą miłością, jaką w sobie miała, gdyby tylko
mogła, przychyliłaby mu nieba.
-
Może dlatego, że nie umiem mu odmówić – odparła
i opróżniła kolejny już kieliszek.
Chciała
wierzyć, że wszystko się ułoży i Yoshiro się opanuje, ale nie
była ani głupia, ani naiwna. Myślenie o tym, że jej jedyne
dziecko, dziecko, którym chciała wynagrodzić mężowi to, że
nigdy go nie pokocha, a któremu oddała całe swoje serce, jest
potworem, sprawiało jej ogromny ból. Ale
to nic. Już dawno temu nauczyła się ukrywać swoje uczucia i
udawać obojętną.
Teraz myślała o tym, by chociaż
odrobinę ułatwić Ayi życie z Yoshiro. Bądź co bądź czuła się
odpowiedzialna za to, że krew z jej krwi, zrodzony z poświęcenia
syn był kolejnym podłym dręczycielem w ich nieprzyjaznym kobietom
świecie.
<***>
Cześć!
Uff, ciężko było, oj ciężko! Myślałam, że nie dojdę do ładu z tym rozdziałem, ale się udało! Przyznam się bez bicia, że byłby gotowy w niedzielę, ale w ostatniej chwili mnie opętało i zmieniłam połowę scen. Nie wiem jak się z następnym wyrobię, bo muszę sobie wszystko rozpisać jak to czasowo wychodzi i w ogóle, bo według wstępnych obliczeń coś mi umknęło. Ale nic, znajdę to!
Chciałam bardzo podziękować za komentarze pod poprzednim rozdziałem. Jest mi strasznie miło, kiedy poświęcacie czas na skomentowanie tego mojego "arcydzieła". <3
Nie przedłużając, buziaki! Miłych wakacji i powodzenia we wszystkim!
Pozdrawiam - Andzik
Dzięki za info!
OdpowiedzUsuńO Matko! Połowę rzeczy pozapominałam! Tzn. w trakcie czytania imiona bohaterów, które się często pojawiały, nie były problemem, ale co do niektórych miałam wątpliwości...
Na przykład świetnie pamiętałam fragmenty z Jenifer, ale z kolei spotkanie Ayi i Hiroshiego już mi z głowy wyleciało! Swoją drogą, ciekawe co planuje Kage z tym ostatnim... Hm...
Dalej-współczuję Aice. Biedna dziewczyna :'(
Lucek jak zawsze boski <3
Mam nadzieję, że Yoshiro zdechnie w męczarniach ;/
Shin i Jenn - ojoj, po takim tekście, jaki zafundowała mu Jenn to ja też bym szczękę z podłogi zbierała! Brawo dziewczyno!
Ogólnie-dziękuję za komentarz u mnie. Prawdę mówić mój blog już od dawna był taki... No, zawieszony. Lubię pisać, więc wattpad to niezła opcja. Sporo tam nowych książek, które pisałam i które miały być blogami (!), ale znalazłam watta, jako "stronę dla pisarzy" czy coś takiego i się przeniosłam. Wygodnie, bo ogólnie ma fajną aplikację na telefon ^^" Także zapraszam w wolnej chwili ;)
Pozdro,
K.L.
PS. Twoje dzieło zasługuje na komentarze ;) W końcu to dobra i ciekawa książka ;)
Dzięki za komentarz! <3
UsuńNie ma się co dziwić, trudno pamiętać wszystko, skoro rozdziały pojawiają się raz na kilka miesięcy. :'(
Plan na uratowanie Ayi jak i to, czy się powiedzie już niedługo wyjdzie na jaw, znaczy, jak wena pozwoli.
Jestem przywiązana do Lucjana, kompletnie nie rozumiem, dlaczego Aika się tak opiera, ja bym brała! xD
Shin i Jenn przejdą jeszcze trudne chwile. Nie mogłam pozwolić, żeby Jenn do końca była cichutką, ślepo zapatrzoną w Shina dziewczynką. Tyle jej, co się odszczeka, a co!
Ogólnie mam wrażenie, że większość naszych blogów jest w stanie uśpienia. To smutne. :( Na pewno zajrzę, już jestem ciekawa, co tam masz!
A, jeszcze kwestia organizacyjna, o nowych rozdziałach mam nadal informować Cię na blogu, czy wolisz jakąś inną formę?
Jej, jakie to miłe, dziękuję! <3
Ah! Już nie mogę się doczekać!
UsuńNo nie?? Czemu ta Aika się tak opiera? Bierz władce Piekła i baluj przez wieczność! xD
Ok, też na to czekam!
Tak, to już chyba nie te czasy... Mamy coraz mniej czasu, coraz mniej weny i chęci... Chyba przytloczył nas codzienny świat.
Zaglądaj, zaglądaj ;) Trochę tam książek do poczytania jest ^^
Hm... Mail. Bloga czasem odwiedzam, ale niezbyt często.
kiran.lilith92@gmail.com
A co? Nie mam racji?? ;)
Póki co dobrze idzie, wena dopisuje, a nudzę się jak mops, więc piszę! Może nie trzeba będzie czekać pół roku na rozdział. xD
Usuń"Bierz Władcę Piekła i baluj przez wieczność" - matko, kocham Cię za to zdanie! <3 Jestem jak najbardziej na tak! xD
Co ten świat robi z człowiekiem...:(
Zajrzałam i widzę, że się nudzić nie będę! <3
Ok, w takim razie będzie na mailu! ;)
Szczerze? Coraz mniej lubię tę historię. Na swoją pracę zawsze patrzy się bardziej krytycznie. Whisper napisane od początku teraz mogłoby mieć ład. Kiedy patrzę na pierwsze rozdziały - wypociny trzynastolatki z mizernym pojęciem o logice - to mi się słabo robi. Ale cóż, staram się trzymać fason i doprowadzić ten radosny cyrk do finału! xD
No miło by było xD
UsuńHhihih ^^ Ja bym tak zrobiła ^^
Świat i życie...
To dobrze ;)
Super! Dzięki :*
Mam tak samo ze swoimi książkami i krótkimi opowiadaniami! Mam wrażenie, że można było napisać lepiej... Ah ten perfekcjonizm! ;)
To ja się cieszę, bo czekam na rozwinięcie/zakończenie niektórych wątków :D
PS. jak Ci się coś spodoba na moim wattpadzie, to mogę informować. Na maila, albo na blogu ;)
OdpowiedzUsuńPerfekcjonizm to przekleństwo. W moim przypadku najgorsze jest to, że wiem, co chcę napisać i jak to powinno wyglądać, ale jak przychodzi co do czego, nic mi się nie podoba. Złoszczę się i poprawiam, złoszczę i poprawiam... i tak w kółko. Dobrze, że nie mam ambicji, żeby zostać pisarką. xD
UsuńPrzejrzałam tak pobieżnie, co tam masz ciekawego, parę fragmentów przeczytałam. Ogólnie lubię jak piszesz, to, co wyjdzie spod Twojego pióra zawsze przypada mi do gustu, więc jak możesz, informuj mnie o wszystkich nowościach. Najlepiej tak jak do tej pory, na blogu. ;)
O tak, ja przeważnie w pierwszej fazie pisania mam tak: "O Boże!!! To takie cudowne! To epickie! Świetne! Arcydzieło!!!!" Druga faza: "Nie mam wenyyyyy!" płacz i wycie. Faza trzecia: "Jak mogłam napisać taki badziew???? Trzeba poprawić!" i poprawiam, poprawiam... Faza czwarta: "Ja się do tego nie naaaadaję!" i depresja. A potem może różnie być - albo opublikowałam już w fazie pierwszej i piszę dalej, albo przy poprawkach rzucam to w chol***.
UsuńWiesz, że Tolkien był takim perfekcjonistą? :P
Oki, to załatwione. Tylko pytanko: które opowiadania? Bo aktualnie piszę na wattcie dwa, z czego jedno jest tomem drugim...
Rety, dokładnie tak! Tylko u mnie w pierwszej fazie jest: "Jak tego nie spieprzę, to będzie nie najgorsze", ale płacz, wycie i depresja się zgadzają! xD Zwykle jest tak, że takie opublikowane na spontanie jest najlepsze! Niestety, ja lubię jak tekst odleży swoje, tylko że potem to już mi się wcale nie podoba. xD
UsuńAle Tolkienowi wychodziło! :D
Super, dzięki! Póki co poproszę info o Raju Utraconym. Nie będę Ci zawracać głowy tym, którego piszesz drugi tom, jak przeczytam pierwszy i nadgonię to, co masz już w drugim, to dam znać!
U mnie publikowanie na spontanie kończy się małymi niedociągnięciami, literówkami i nieraz stylistycznie dziwnymi zdaniami xD
UsuńTolkien pisał przez 30 lat Władcę Pierścieni :P
Spoko ;) Załatwione. A tak swoją drogą - do R.U. dodałam wczoraj rozdział ;)
Ale się tu dyskusja toczy! xD
UsuńCzy tylko ja "nie brałabym" Lucka? ^^' Co Wy macie do gości z piekła rodem (tu akurat dosłownie, hah)?
Tolkien to niedościgniony mistrz. ;_; Ale nie wiedziałam, że tak długo pisał Władcę Pierścieni. Z drugiej strony... To potężna trylogia, cały nowy świat, nowe rasy, coś niesamowitego - co się dziwić, że potrzebował na to tyle czasu?
Jak mnie kiedyś najdzie wena na komentarz, to skomentuję porządnie. Ale co chwila dokądś wyjeżdżam, także tego.
Cóż, mam słabość do tzw. bad boys xD
UsuńO tak, wielbię Tolkiena od gimnazjum... Mnie kiedyś koleżanka zastrzeliła taką informacją: "Wiesz, że Tolkien pisał Władce przez 30 lat?" No właśnie nie wiedziałam... Jakie to pocieszające! Trzeba prawie pół wieku by stworzyć arcydzieło!
Co ja mogę powiedzieć, zawsze miałam skłonności do złego i lubię wyzwania. Nie dać się takiemu przechytrzyć to sztuka!
UsuńStylistycznie dziwne zdania to jeden z sensów mojej egzystencji! Uwielbiam je! xD
A to mnie zabiłaś. Nie sądziłam, że zajęło mu to aż 30 lat! Ale słyszałam kiedyś, że napisał Władcę, bo wydawca postawił mu ultimatum - wyda Silmarillion pod warunkiem, że Tolkien napisze kontynuację Hobbita.
Nie potrzeba niemal pół wieku! "Mistrza i Małgorzatę" Bułhakow napisał w 12 lat! A to najlepsze dzieło, jakie widział ten świat. Od gimnazjum czytym je przynajmniej raz w roku.
A z komentarzem, to się, kochana, nie śpiesz! To znowu nie są takie priorytety, lepiej coś pisz! ;)
Heh, mamy podobny typ faceta xD
UsuńO! O tym nie słyszałam! Silmarillion jest i tak chyba nieukończony, zbyt dawno nie czytałam ^^"
Ja do "Mistrza i Małgorzaty" nie mogę się przekonać...
Szkoda tylko, że na świecie został tylko typ XXI wieku, czyli: "Jak to dobrze, że nie muszę polować, przecież nawet nie wiem, gdzie żyją bezglutenowe pierożki".
UsuńCo nie zmienia faktu, że Tolkien uznawał Silmarillion za dzieło swojego życia. xD
Serio?! O matko, kocham tę książkę! Za każdym razem odkrywam w niej coś nowego! W ogóle lubię literaturę rosyjską, co jak co, ale pisać Rosjanie potrafią. A jaki balet wystawiają! A jakie utwory muzyczne piszą! Ogólnie są nie do przebicia w wielu dziedzinach.
Czyli typ hipstera, wierdzielającego trawę...A drugi typ to taki Sebix w dresie z piwem, albo fajką... Odczuwam poważny niedostatek prawdziwych facetów, co umieją przybić gwoździa, zreperować cieknący kran i może da się z nimi czasem pogadać o czymś więcej niż piłka nożna...
UsuńNie dziwię się. To w końcu... no, nie wiem jak to nazwać, ale każde słowo wydaje mi się być "za mało". Dzieło? Epopeja? Arcydzieło? No, za mało, jak mówiłam. Silmarillion jest wspaniały. Szkoda, że nikt nie chce nakręcić serialu... Ale z drugiej strony - może to i dobrze? Jeszcze by zupełnie spierprz***...
Ja z rosyjską twórczością mam niewiele wspólnego. Uprzedzenia, co poradzić? Ale jak jakiś czas temu wzięłam się za rosyjską fantasy, to powiem, że oni są dość... specyficzni. I mają pocieszne poczucie humoru. Muzyka mi nie podchodzi, a baletu nie widziałam (ale chcę zobaczyć!).
Aya! Zapraszamy do rozmowy! ;)
Wiesz, mam wrażenie, że tacy, co nie dość, że coś potrafili, to jeszcze mieli coś w głowie skończyli się w pokoleniu naszych ojców. Gwoździa wbić, kran naprawić i meble skręcić, to ja umiem, jak coś się popsuje, to daj znać! xD Przy takich układach chyba pisane nam staropanieństwo. :P
UsuńSeriale/filmy na podstawie takich książek są zwyczajnie ryzykowne. Albo są genialne, albo czeka cię takie rozczarowanie, że aż trudno się z nim pogodzić.
Porzuć uprzedzenia i daj się porwać! Rosjanie są więcej niż specyficzni. Kiedy masz w dłoni jakiekolwiek rosyjskie dzieło, nie zwracając nawet uwagi na autora, już po paru linijkach wiesz, że to rosyjskie. To jest po prostu niepodrabialny klimat.
Są pocieszni. Olga Gromyko, może i Białorusinka, ale rosyjskojęzyczna, napisała taką serię o wiedźmie W. Rednej. No perełeczka, nie wiem, czy kiedykolwiek się tak uśmiałam jak przy tej serii!
Muzyki nie lubisz? A Czajkowski? Rachmaninow? Nie łam mi serca! A balet zdecydowanie warto zobaczyć, ja byłam zachwycona!
Właśnie, proszę się udzielać! :D
Hehe, ja przez to, że mieszkałam chwilę sama, to też się nauczyłam xD
UsuńOj, ze mnie w domu już kpią, że jestem starą panną xD
Tak, np. Władca wyszedł epicko, a Hobbit... trochę gorzej.
Oj, to zauważyłam! Rosyjskojęzyczne fantasy są takie... cóż... specyficzne. Ale wcale nie gorsze. Amerykańskie, czy angielskie mają już pewną renomę i pewien styl. Ale Rosjanie? Oni łamią chyba wszelkie prawa fantastyki.
Czytałam pierwszy tom xD Był bardzo zabawny xD
Akurat klasyka to ok, myślałam o popie i tym co się ostatnio tworzy, ale (!) w muzyce najnowszej... obecnie nie ma czym się zachwycić...
No, chyba że slucha się muzyki niszowej. Tam coś jeszcze można znaleźć...
Trzeba sobie jakoś radzić! xD
UsuńChyba właśnie wkroczyłam w wiek, w którym według ciotek i sąsiadek wypadałoby wyjść za mąż. "A kiedy ty sobie kawalera znajdziesz?" to nieodzowna część każdej rozmowy. xD
Zdecydowanie! Władca to mistrzostwo świata!
Dlatego są świetne! Tam nigdy nie wiesz, czego się spodziewać.xD
Na temat popu, to się raczej nie wypowiadam, bo nie lubię i za bardzo nie znam. Kiedyś przez przypadek coś słyszałam. Trochę harmoszki, szybki rytm do potupania nóżką, niskich lotów tekst i mamy hit na każde wesele! Albo smętna melodia z irytującą perkusją, rzewny tekst o "liście od pocztyliona" - przytulaniec na każdą dyskotekę. To nie jest to, co tygryski lubią najbardziej.
Trzeba ;) Nawet ze słoikami sobie radzę xD
UsuńU mnie powoli zaczynają ogarniać, że mnie takim gadaniem do niczego nie zmuszą xD Ani nawet szantażem, że to już czas, że zostane na stare lata sama, etc.
Cóż, serio, mam sporo do nadrobienia w książkach! Dodać literaturę rosyjskojęzyczną do mojej długiej listy...
Jeśli już jakaś muzyka, to ludowa. Zawsze coś ciekawego gdzies się przewinie. Albo klasyka w nowszym wydaniu.
Choć ja obecnie mam faze na celtyckie rytmy ^^
Wow, jestem pod wrażeniem! xD Jak nie mam siły odkręcić, robię taki myk, że podwadzam pokrywkę łyżką. Pokrywka do wyrzucenia, ale przynajmniej nie trzeba o nic sąsiada prosić. xD
UsuńZegar biologiczny tyka! xD
Legendarne listy "do przeczytania" zwykle się nie kończą. I magicznie zamiast z nich ubywać, tylko przybywa. xD
Ludowa w nowszym wydaniu potrafi być ciekawa, ale klasyka? Matko, jak ktoś majstruje przy klasyce, dostaję spazmów.
Celtyckie brzmienie to jest to! Potrafi urzec!
Taki myk zawsze stosuję xD Inaczej musiałabym non stop biegac do kogoś, by mi słoiki odkręcał xD
UsuńTo też już słyszałam. Od mojego ojca xD
O tak! TO straszne! A ja nie wiem gdzie mam książki, bo robiłam remont i mam wszystko w pudłach (regał dopiero będzie koło czwartku ;/)
Serio? Świetnie to robi Hans Zimmer :) On czerpie z klasyki i wychodzi mu to zajeb***! Mój ulubiony kompozytor prawdę mówiąc.
O tak! Znalazłam ostatnio coś takiego:
https://www.youtube.com/watch?v=amJ_WLmOKS0
Takie nie wiadomo co do mnie przemawia xD
Ja zwykle normalnie odkręcę, silna jestem!
UsuńOjcowie są czasami nietaktowni. xD
Remonty takie są, zmieniłam mieszkanie w grudniu, a niektórych rzeczy do dziś nie znalazłam. :P
Naprawdę. Zimmer to co innego, kiedy ktoś tworzy w klasycznej stylistyce, jest ok. Ale kiedy słyszę Chopina na gitarze elektrycznej, mieszankę Mozarta z jakimś popem, mam ochotę wbić sobie widelce w uszy. Duszę mi to rani.
Kurczę, to jest naprawdę dobre! :o
O Wow! Zazdroszczę!
OdpowiedzUsuńZmieniłaś? Ja właśnie wróciłam do domu rodzinnego po trzyletniej nieobecności...
O! Widze, że z Ciebie to prawdziwa fanka klasyki! Ja właśnie mam słabość do różnych hybryd. Dziwacznych i w ogóle. Stąd właśnie ten link :D
Wiem, że dobre. xD xD
Ręce kulturysty czasem się przydają. xD
UsuńZmieniłam, wiesz, studencka tułaczka po wynajmowanych mieszkaniach. :') Zazdroszczę, dopiero od roku z rodzicami nie mieszkam i już bym chciała wracać. ^^'
Miałam dobrą nauczycielkę. Klasyki się nie przerabia, bo to profanacja, amen. Hybrydy są spoko, dopóki nie uderzają w największe świętości.xD
Dziwaczne, to jest to:
https://m.youtube.com/watch?v=5g0rUiZ_FFU
Ale na jakiś swój kosmiczny sposób naprawdę poruszające!
Ah, no tak ;)
UsuńEeee ja wróciłam bo musiałam, nie bo chciałam.
Dobry nauczyciel to skarb.
Oki :D
Eeee całkiem spoko nuta!
Wysyłam powiadomienie, zgodnie z obietnicą ;)
OdpowiedzUsuńhttps://www.wattpad.com/617246147-raj-utracony-rozdzia%C5%82-11
Jak. Ja. Nienawidzę. Zaległości.
OdpowiedzUsuńDługo nie będzie, VN czeka (w sobotę pierwszy rozdział od niemal dwóch lat).
Co do pierwszej sceny, to coś tam Ci już pisałam, że w sumie dalej nic nie wiadomo (a ja bym chciała wiedzieć! xD). Kage i Hiroshi lubią trzymać Ayę (i Maayę najwyraźniej też, hi, hi) w niepewności tak bardzo, jak Ty nas, czytelników. :P
Co do powrotu Ayi do domu - no, na miejscu jej rodziców też by mi było przykro, że najpierw polazła do chłopa, a nie wróciła do domciu, do mamusi i tatusia! </3 Z drugiej strony… kto by nie chciał iść do Hiroshiego? xD
Swego rodzaju szacun dla Ayi za to całe „Ale nie zrobicie mu krzywdy?”. Nie wiem, czy byłabym do tego zdolna. Ze swojej strony życzę tej szumowinie wszystkiego, co najgorsze. ;] Zresztą Hiroshiemu też się chyba gdzieś tam kiedyś marzyło, żeby Yoshiro cierpiał męki, a tu przez Ayę nie będzie mógł się nad nim poznęcać, biedactwo. :(
Jejku, jestem okropna.
„Mógłby całkiem polubić tego chłopaka gdyby nie to, że skradł serce Ayi, a to skreślało go na starcie.” - Kocham! xD Nie ma to jak nadopiekuńczy tatuś. :D
„- Zawiedź mnie tylko, a zawiśniesz niczym sztandar na bramie cmentarnej – oznajmił nie przestając się uśmiechać.
- Rozczaruję pana, nie mam w zwyczaju zawodzić.” - Też kocham i nie wątpię w słowa ani jednego, ani drugiego, hahah. xD
Biedna Aika. Nie dość, że opłakuje przyjaciół, to jeszcze musiała okłamać innych. I się rozchorować, a to też nieprzyjemne. W ogóle śmieszna sprawa trochę, bo gdy dodałaś ten rozdział, sama leżałam w łóżku ledwo żywa, złożona gorączką. ^^’ Także tego.
Dobrze za to, że Aika wreszcie znalazła sobie jakiś cel na najbliższy czas. To prawda, że najgorzej jest nie wiedzieć. Mieć nadzieję, że dzieci wrócą. Żyć tą nadzieją i każdego dnia przeżywać tortury. A tak to opłaczą ich i powolutku nauczą się żyć od nowa, bez nich…
Shin mnie zaskoczył. Myślałam, że wciąż będzie takim cudownym, nieczułym dupkiem, a tu co? :o On ma uczucia! Nieważne, czy to tylko pożądanie - a podejrzewam, że jednak nie tylko, bo raczej nie zareagowałby taką złością na ubliżanie Jenn - czy coś w stylu kiełkującej „miłości”, tak czy owak zdziwił mnie. Hm. Ciekawa jestem, jak to się rozwinie.
„Teraz ich poszukują, łudzą się, że może, jak to zakochane szczeniaki, postanowili gdzieś razem uciec, chociaż wiedzą, że to niemożliwe. Potem będą wypatrywać ich w tłumie, nie przestaną rozwieszać ogłoszeń, dowiadywać się na policji czy są jakieś ślady. Po paru latach wciąż będą się tym zadręczać, a już do końca życia będą wypatrywać ich przez okno.” - To takie smutne i prawdziwe. :( Bo na pewno tak właśnie by było… T^T
Oj, ten Lucek zdecydowanie zbyt łatwo ulega Aice. Znaczy w tym przypadku to dobrze, ale to troszku mało diabelskie. xD A Aika jaka nagle pokorna się zrobiła! No ale co się dziwić, jest w dość opłakanym stanie. :/
„Spraw, żeby żałował, że nie dał ci spokoju. Irytuj go, wyprowadzaj z równowagi, nie odpuszczaj mu. Nie bój się, nic nie może ci zrobić. Wie dobrze, że teraz wszyscy patrzą mu na ręce i gdyby wyrządził ci krzywdę, zapłaciłby za to. Wykorzystaj to” - Jestem za! Tyle że fakt, jeśli plan się nie powiedzie, to Aya będzie miała jeszcze bardziej przerąbane niż bez tego zatruwania dupkowi życia. Ech, co zrobić, co zrobić? :( Oczywiście chcę wierzyć w moich kochanych facetów, ale że jesteś sadystką, to nie wiem, co z tego wyniknie i trochę się boję. -.-
UsuńOho, widzę, że Aya zaraz będzie miała okazję się sprawdzić w roli irytującej narzeczonej, bo Shirahime znów chcą ją widzieć. x_x Kurczę, żal mi dzieciaka. x_x Ale nie poddawaj się, Aya, faito!
Brawa dla Jennifer! Ale Shina zjechała z tym lekarzem i nierobieniem wiadomo czego dłużej niż to koniecznie. :D Wcale się nie dziwię, że gość niemal zbierał szczękę z podłogi, hah. xD
Etsuko jest ekstra z tym traktowaniem męża. Ma gościu za swoje, niech cierpi! Szkoda tylko, że synusia rozpuściła jak dziadowski bicz. Ale jest tego świadoma, to już coś. Owacje na stojąco.
„Pamiętał jak Yoshiro o mały włos nie zabił tej małej od Hiou przy okazji uśmiercając jakąś ludzką dziewczynkę.” - Do licha ciężkiego, czy kiedyś wreszcie poznamy szczegóły tej akcji? Jestem strasznie ciekawa! ;_; Było też coś, że Aya wcześniej lubiła Yoshiro, że się z nim we wszystkim zgadzała itp., czyli byli ze sobą w miarę blisko, widywali się od czasu do czasu. A potem taka tragedia, bo, bodajże, „jeden jedyny raz się z nim nie zgodziła”. Szczegóły proszę, szczegóły!
Ale tak, Etsuko ma rację, ona i Hisao zawiedli jako rodzice. Na całej linii. Jak można „wychować” takiego potwora? W głowie się nie mieści. A gdyby tak jeszcze Yoshiro zupełnie spuścić ze smyczy, uwolnić od wszelkich konwenansów i całej reszty… Do czego byłby zdolny?
Mam nadzieję, że w razie czego Etsuko będzie jakimś sprzymierzeńcem dla Ayi, ale z drugiej strony, przecież sama ma świadomość, że dla syna zrobi wszystko i nie umie mu w niczym odmówić. Także pewnie i tak wybierze synalka zamiast kobiecej solidarności. :/