środa, 1 sierpnia 2018

Rozdział XXIX

Aya wraz z matką usadowiły się w niewielkim saloniku ukrytym w głębi domu. Był najbliżej gabinetu Kage, toteż doszły do wniosku, że to świetna pozycja strategiczna, bo na pewno nie przegapią momentu, w którym głowa rodziny Hiou przestanie rozmawiać z gościem. Liczyły też na to, że może przypadkiem uda im się coś usłyszeć, ale w chwili, gdy Hiroshi przekroczył próg gabinetu, na pomieszczenie opadła dźwiękoszczelna kurtyna. Aya zaklęła wtedy pod nosem, ale nic nie mogła na to poradzić. Chodziła tylko w tę i z powrotem, wystukując obcasami rytm. Skulonej na kanapie Maayi powoli zaczynało się kręcić w głowie od patrzenia na córkę przemykającą z jednego końca pokoju na drugi. Była w domu od niecałej godziny, ale wciąż się nie przebrała. Wyglądała nieco śmiesznie w czarnych szpilkach, eleganckiej sukience i męskiej bluzie, ale z drugiej strony było w tej „stylizacji” coś uroczego.
Kiedy razem z Hiroshim Aya pojawiła się przed domem, Maaya wybiegła na zewnątrz, by jak najszybciej dopaść do córki i sprawdzić, czy wszystko z nią w porządku. Aya nie była w stanie wydukać ani jednego słowa poza „przepraszam”, więc gdy tylko Teramoto wyjaśnił, dlaczego dziewczyna wraca tak późno do domu, Maaya przygarnęła ją do siebie. Pękało jej serce, gdy myślała o tym, co musi przeżywać jej jedyne dziecko i, choć przyznawała się do tego niechętnie, zabolało ją, że Aya zamiast w domu, wolała szukać schronienia u Hiroshiego. Przez cały ten czas odchodziła od zmysłów ani na chwilę nie tracąc czujności, a Aya nawet nie wstąpiła, by powiedzieć, że nic jej nie jest... Chociaż czy mogła ją winić za to, że szukała pocieszenia tam, gdzie z pewnością mogła je otrzymać?
- Nie wytrzymam tego, o czym oni tyle rozmawiają? Mam złe przeczucia... – mruknęła nieco poirytowanym i zniecierpliwionym półszeptem. Nawet nie przystanęła, żeby wysłuchać odpowiedzi; ruszyła dalej trasą okno – ściana.
Kiedy weszli do domu i Hiroshi stanął twarzą w twarz z Kage, serce zamarło jej w piersi. Chłopak uprzedzał ją, że Hiou go oczekuje, ale Aya nie miała pewności co do reakcji Kage. Tak naprawdę w ogóle nie była w stanie przewidzieć, jak ci dwaj będą się zachowywać w swoim towarzystwie w zaistniałych okolicznościach. Ojciec praktycznie nie zwrócił uwagi na Hiroshiego, od razu podszedł do niej i przytulił ją do siebie. „Jak dobrze, że nic ci nie jest” - wyszeptał Ayi na ucho i odsunął się, by spojrzeć na chłopaka. „Długo kazałeś na siebie czekać. Zapraszam” - powiedział z kamienną twarzą, poprowadził Hiroshiego w stronę gabinetu i obaj nie wyszli z niego aż do tej pory.
Nie wiedziała, co ma o tym myśleć. Z jednej strony czuła, że wisi w powietrzu coś mrocznego, coś, co powinna zatrzymać, ale z drugiej strony... Nie chciała tego wiedzieć. Starała się z tym walczyć i czuła się naprawdę podle, ale gdyby żaden z nich nie powiedział jej, o czym rozmawiali, mogłaby poczuć się usprawiedliwiona. Skręcało ją ze wstrętu na samą myśl o tym, że chciałaby postąpić tak egoistycznie.
Naciśnięta klamka cichutko skrzypnęła, a Aya momentalnie wbiła wzrok w drzwi. Obaj wyszli z gabinetu spokojni i w jednym kawałku, co nie wydawało jej się wcześniej takie oczywiste.
- Cały czas tu byłyście? - zapytał Kage. Zupełnie jakby to było coś zaskakującego.
Obie nie poczuły się zobowiązane do odpowiedzi. Maaya pozorowała spokój, choć czuła, że nie wszystko gra. Ufała mężowi, nie chciała zachwiać swojej wiary w niego tylko na podstawie bliżej nieokreślonych przeczuć. Kage był dobrą osobą, dbał o rodzinę, kochał ją i Ayę, i to jej wystarczyło. Jednak ich córka zapatrywała się na to inaczej. Aya przeszywała ich wzrokiem, jakby próbowała przejrzeć ich na wylot.
- O czym tak długo rozmawialiście? - mówiła powoli, zaciskając w gardle całą niepewność, by głos jej nie zadrżał.
- O wielu sprawach, kochanie, mieliśmy sobie dużo do wyjaśnienia.
Zagryzła wargę. Słowa ojca wzmogły w niej niepokój. Nic jej nie powie, to było pewne. Zwróciła się ku Hiroshiemu.
- Hiroshi, proszę…
Chłopak pokręcił głową i uśmiechnął się do niej z taką łatwością i szczerością, jakby naprawdę nie miał nic do ukrycia.
- Moja droga, gdyby treść tej rozmowy była przeznaczona dla twoich uszu, z pewnością uczestniczyłabyś w niej. Są pewne sprawy, które musieliśmy między sobą wyjaśnić. Czy myślisz, że twój ojciec mógłby spać spokojnie nie upewniwszy się, że mam wobec ciebie tylko szczere intencje?
Zmarszczyła brwi. Gdyby nie to, że poważnie się niepokoiła, zapytałaby go, czy jej ubliża. „Szczere intencje”? Naprawdę liczył, że w to uwierzy?
- O sen mojego ojca się nie martw. Lepiej powiedz prawdę, to daruję ci to perfidne kłamstwo.
- Mówi prawdę – wtrącił Kage, nim nekromanta zdążył cokolwiek odpowiedzieć. - Sytuacja, w której się znajdujemy jest… niecodzienna. Nie chcę, żebyś cierpiała,
Ojcu nie mogła zarzucić kłamstwa, ale czuła, że coś jest nie tak. Nie wyciągnie z nich prawdy, to było pewne. Ale może to i lepiej?
Hiroshi ujął jej dłonie w swoje.
- Po prostu nam zaufaj – wciąż uśmiechał się do niej z tą rozbrajającą czułością.
Jej opór słabł. Wiedziała, że wyrzuty sumienia będą ją dręczyły, ale jak mogła nie ustąpić, kiedy odzierał ją ze wszelkich oporów tym uśmiechem? Przez niego chciała wierzyć, że jeszcze będzie dobrze.
- Przysięgam ci, że wszystko się ułoży. Tylko pozwól nam działać.
Poddała się. Chciała w to wierzyć, tak bardzo chciała, żeby te wszystkie obietnice stały się prawdą…
- Ale nie zrobicie mu krzywdy? - zapytała nieco ciszej niż zamierzała. Może i Hiroshi wraz z Kage nie zgadzali się z nią, z pewnością uważając, że temu potworowi należy odpłacić pięknym za nadobne. Ale czy wtedy mogliby się uważać za prawych? Byliby tak samo niegodziwi jak Yoshiro.
- Jeśli takie jest twoje życzenie, będzie jak zechcesz.
Skinęła głową. Na nic więcej nie było jej teraz stać.
- Na mnie już pora, zabrałem państwu zbyt wiele czasu - zwrócił się do wszystkich, także do Maayi, która obserwowała wszystko z boku, nie wtrącając się ani słowem.
- Odprowadzę cię – zaoferował Kage.
Hiroshi pożegnał się z paniami i podążył za mężczyzną, który zmierzał ku wyjściu. Tuż przed drzwiami Kage uścisnął dłoń nekromanty. Mógłby całkiem polubić tego chłopaka gdyby nie to, że skradł serce Ayi, a to skreślało go na starcie. Uśmiechnął się do niego z właściwym sobie opanowaniem.
- Zawiedź mnie tylko, a zawiśniesz niczym sztandar na bramie cmentarnejoznajmił nie przestając się uśmiechać.
- Rozczaruję pana, nie mam w zwyczaju zawodzić.
- Lepiej dla ciebie, żeby tak było.
Pożegnał gościa i wrócił do rodziny. Aya siedziała teraz obok matki, oparta na jej ramieniu. Nie miał wątpliwości co do tego, że żadna z nich nie słyszała jego ostatniej rozmowy z Hiroshim, zadbał o to.
- Całkiem przyzwoity młodzieniec – przyznał niechętnie.
- Tato, co wy uknuliście? - zapytała raz jeszcze, dla spokoju ducha.
Uśmiechnął się do niej kojąco. Zawsze ją to uspokajało i pokrzepiało.
- O nic się nie martw, kochanie. Daj już temu spokój – uciął dalsze pytania, które Aya zadawałaby w celu uciszenia sumienia. Widział, że dała za wygraną.
Aya zatopiła wzrok w bliżej nieokreślonym punkcie. Była pewna, że gdzieś w tym wszystkim jest haczyk, ale nie miała już siły, a nawet (co przyznawała ze wstydem) chęci drążyć temat. Zdecydowanie potrzebowała snu. To było jedyne czego w tej chwili pragnęła. Pogrążyć się we śnie, wolnym od myśli, takim, który mógłby przynieść jej wytchnienie. Postanowiła odpuścić, pozwolić, by sprawy potoczyły się swoim torem. Były tylko dwie drogi: albo Hiroshi spełni obietnicę i uwolni ją od przeznaczenia, albo los pchnie ją w ramionach najohydniejszej poczwary jaką wypluła z siebie ta ziemia. Innej możliwości nie było. Tak czy inaczej, koniec tej historii nie będzie zaskoczeniem.

<***>

Miała wrażenie, że ktoś ją woła, ale nie potrafiła się wybudzić. Dopiero kiedy poczuła lekkie szarpnięcie, otworzyła oczy.
- Aika, obudź się.
Przez chwilę patrzyła na Jonathana próbując sobie przypomnieć, kim jest. Straciła rachubę czasu. Nie wiedziała, czy minęły dni, lata, czy może jedynie od wielu godzin trwała w stanie zawieszenia pomiędzy snem a jawą. Jednak jeszcze nie była gotowa, by zmierzyć się z rzeczywistością. Chciała pogrążyć się w zapomnieniu, uciec od tego bólu… Spojrzała z wyrzutem na Jonathana. Dlaczego ją budził?
- Niedługo będzie tu policja w sprawie Riki i Charlesa. Będę improwizował, ale przesłuchanie cię nie ominie. Co by się nie stało, nie możesz dać po sobie poznać, że wiesz o tym, że oni… nie żyją. Rozumiesz? Nie masz pojęcia, co się z nimi stało i gdzie teraz są, jasne?
Oczy zaszły jej łzami. Jeśli szukała ich policja, to znaczyło, że ich rodzice musieli złożyć zawiadomienie o zaginięciu. Bez wątpienia odchodzą od zmysłów, nie wiedząc, co się z nimi dzieje. Karmią się nadzieją, że oni nadal żyją, że policja ich odnajdzie. Zadrżała.
Miała teraz kłamać? Powiedzieć, że nie ma pojęcia, co się z nimi stało? Zadręczać fałszywą nadzieją tych biednych ludzi?
- Jonathan, nie chcę kłamać – wyszeptała ochrypłym od snu głosem i odwróciła wzrok.
Usiadł obok niej, by objąć jej twarz dłońmi.
- Posłuchaj mnie uważnie. Nie mamy wyboru. Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo skomplikujesz sprawę, jeśli powiesz im prawdę. To zwykli ludzie, nie możemy ich mieszać w sprawy naszego świata. Zresztą, nawet ci nie uwierzą, bo jak im to wytłumaczysz? Powiesz, że wiesz o tym, że nie żyją, bo ich ciała pokazał ci Lucyfer a zabili ich Pogromcy?
Starła łzy z policzka. Rika i Charles też byli zwykłymi ludźmi, a jednak okrutny los ich nie ominął. Tak naprawdę było jej wszystko jedno, mogli jej nie uwierzyć, zamknąć ją w wariatkowie, cokolwiek. Ale jeśli zaczną węszyć, co się stanie z Mari? Co będzie, jeśli odkryją ciało kobiety, które mimo że nie wykazuje żadnych funkcji życiowych nie ulega rozkładowi? A jeśli Takami postanowi zrobić im krzywdę? Nie, nie mogła na to pozwolić.
- Masz rację. Powiem, co będzie trzeba – głos momentami odmawiał jej posłuszeństwa, więc zakasłała lekko, by pozbyć się chrypki. Chciała się podnieść, ale Jonathan gestem nakazał jej leżeć.
- Odkąd wróciłaś ze szkoły w poniedziałek jesteś chora. A teraz wypij to – oznajmił podając jej ampułkę rzadkiego płynu.
Nawet nie pytała co to. Przechyliła ampułkę i do dna wypiła jej zawartość. Na efekt długo nie czekała. Ciepło przebiegło przez całe jej ciało, a potem wstrząsnął nią dreszcz. Poczuła występujące na policzki wypieki i pot, który skraplał się na czole.
- Przepraszam, ale to jedyne wyjście. Wytrzymaj tylko chwilę.
Nie poskarżyła się ani słowem. Zacisnęła tylko oczy, kiedy duszący kaszel poderwał ją z łóżka. Opadła z powrotem na poduszki, łapiąc głęboki oddech.
Jonathan wyszedł z pokoju, kiedy rozeszło się pukanie do drzwi. Otworzył i ze zdziwieniem przywitał dwóch policjantów, którzy przedstawili się i wyjaśnili powód swojej wizyty. Wpuścił ich do środka.
- Zaginęli? To pewne? - zapytał, prowadząc ich do salonu.
- Póki co nic nie jest pewne. Nie wykluczamy też ucieczki, chociaż rodzice zaginionych twierdzą, że to niemożliwe – odpowiedział niższy z nich.
Jonathan pokiwał głową ze zmartwieniem na twarzy.
- Dlatego musimy porozmawiać z Aiką Kiyokuro. Najprawdopodobniej ona ostatnia widziała się z Riką Mori. Jest pan jej opiekunem? Powinien pan być obecny przy zeznaniach na komendzie – dodał ten wyższy.
- Obawiam się, że to nie wchodzi w grę. Aika jest ciężko chora, nie może wychodzić z domu – wytłumaczył. Nie chciał, by dziewczyna musiała dodatkowo cierpieć. Na komendzie byłaby jak ranne i bezbronne zwierzę, tu natomiast mogła czuć się w miarę bezpiecznie.
Mundurowi popatrzyli na siebie, jakby zastanawiali się, co z tym fantem zrobić. W końcu wyższy z nich kiwnął głową, pozwalając Jonathanowi wyjść po Aikę.
Kiedy wrócił na górę, dziewczyna była już pod pełnym działaniem jego specyfików. Wyglądała jakby przechodziła wybitnie ostrą grypę. Owinął ją szczelnie kocem i chwycił na ręce, by znieść po schodach. Posadził ją na fotelu naprzeciw policjantów.
Aika nabrała powietrza, żeby się uspokoić, gdy nagle złapał ją atak kaszlu, który nie chciał odpuścić. Kiedy udało jej się złapać oddech, była wyczerpana. Luźno opadła na oparcie fotela.
- Już dobrze – odpowiedziała zaniepokojonemu Jonathanowi, który położył jej dłoń na ramieniu. Spróbowała się uśmiechnąć, ale grymas natychmiast spłynął jej z twarzy. Tyle szczęścia, że policjanci na pewno pomyśleli, że to przez chorobę. Patrzyli na nią wyczekująco, ale najwyraźniej nie mieli zbyt wiele czasu, bo jeden z nich niecierpliwie postukiwał butem w podłogę. - Proszę zaczynać. - Skinęła głową i skupiła na nich spojrzenie.
Mężczyźni przedstawili się i wyjaśnili jej sprawę. Zmarszczyła czoło z troską i pokiwała głową.
- Oczywiście, powiem wszystko, co wiem.
Wyższy z nich odchrząknął i wyjął niewielki notatnik. Stuknął w niego końcówką długopisu i zaczął notować. Standardowe pytania, kiedy ostatni raz widziała Rikę, czy zauważyła coś podejrzanego w jej zachowaniu…
- Rika i Charles czasem wyjeżdżali gdzieś na weekend, kiedy mama Riki zostawała w pracy. Ja wtedy zajmowałam się jej siostrą, Riną, a Rika odbierała ją w niedzielę i wracały do domu przed swoją mamą. Tym razem też miałam pod opieką Rinę, ale Rika nie odebrała jej tak jak zawsze, zamiast niej przyszła jej mama. Następnego dnia Riki i Charlesa nie było już w szkole, a potem ja zachorowałam – wyjaśniła.
Trzymała się dzielnie, Jonathan był z niej naprawdę dumny. Wyglądała po prostu na zatroskaną zniknięciem przyjaciół nastolatkę.
- Mhm, dobrze. I nic w zachowaniu Riki Mori nie wydawało ci się podejrzane? - zapytał niższy z nich.
- Nie. Cieszyła się z wyjazdu. Kiedy zostawiała u mnie Rinę też nie zachowywała się inaczej niż zwykle.
Pokiwał głową.
- Czyli twoim zdaniem nic nie wskazuje na to, że mogli uciec z domu?
- W życiu. Oni nigdy by nie uciekli. A nawet jeśli, na pewno bym o tym wiedziała, Rika mówiła mi o wszystkim. No i nie zostawiłaby mi Riny, gdyby nie zamierzała jej odbierać. Mimo wszystko, jeśli chodzi o takie sprawy Rika jest naprawdę odpowiedzialna. - Oderwała się od oparcia, kiedy kaszel znów zgiął ją w pół.
- No dobrze, myślę, że to już wszystko. Jakbyś sobie coś przypomniała, zgłoś się na komendę. - Wyższy z policjantów zamknął notes i obaj wstali.
- Znajdą ich panowie, prawda? - zapytała wpatrując się w nich z nadzieją.
Spojrzeli po sobie.
- Zrobimy, co w naszej mocy. Proszę odpoczywać i wracać do zdrowia. - Niższy z nich uśmiechnął się lekko z grzeczności. Zauważyła, że chyba był nieco młodszy od tego drugiego, poza tym byli identyczni.
Podziękowała i pożegnała się z nimi, a Jonathan odprowadził ich do wyjścia. Kiedy drzwi trzasnęły, nie powstrzymywała już dłużej łez, które przez cały czas piekły ją pod powiekami.
Jonathan wrócił do salonu, a na widok, który mu się ukazał, ścisnęło go z żalu w gardle. Zwinięta w kulkę w fotelu Aika szlochała tak bardzo, że drżała na całym ciele. Była taka wątła i maleńka, jak skrzywdzone dziecko. Usiadł na podłokietniku fotela i pogładził ją po plecach. Odwróciła się do niego. Była tak blada, mokra od łez i gorączki, jak żywy obraz rozpaczy.
- Aika, nie mieliśmy wyboru. Postąpiłaś słusznie – zapewnił nie bardzo wiedząc, co mógłby jeszcze powiedzieć.
Załkała gorzko. To było słuszne? Słuszne jest okłamywanie ludzi, którzy chcą pomóc zatroskanym rodzicom odnaleźć dzieci? Dzieci, które nie żyją? Mniejsze zło, co? Ale ci ludzie cierpieli. Cierpieli autentycznie, tak jak cierpiała ona. Nie mogła pozwolić na to, by żyli w kłamstwie, w oczekiwaniu na to, że ich dzieci jeszcze wrócą do domu. To będzie w nich tkwiło jak niezagojona rana, nie pogodzą się ze stratą, nie pójdą dalej, będą czekali. To znacznie gorsze niż prawda.
- Jonathan, oni ich znajdą, prawda? Dowiedzą się, że Rika i Charles… - nie dokończyła. Patrzyła na niego wyczekującą.
Odwrócił wzrok. Nie mógł patrzeć w te pełne bólu oczy.
- Nie, Aika, nie znajdą. Takami zamordował ich w Łączniku, ich ciała od tak sobie nie wrócą tu na Ziemię.
Wzięła głęboki oddech. To nie mogło się tak skończyć.
- Nie możesz ich sprowadzić? To bardzo ważne. Ci ludzie zasługują na prawdę. Wyobrażasz sobie, co oni będą przechodzić? Będą już do końca życia czekać na swoje dzieci, które przecież nie wrócą. To okrutne, Jonathan. - Głos jej drżał, gdy mówiła, ale nie chciała ustąpić.
Popatrzył na nią. Była naprawdę zdeterminowana, by zignorować własny ból i odjąć cierpienia innym. Miała rację, najgorsza prawda jest lepsza od życia w kłamstwie. Ciężko im będzie pogodzić się ze śmiercią dzieci, ale w końcu ból zelżeje i będą w stanie żyć dalej. A czekanie na coś, co nigdy nie nastąpi, życie fałszywą nadzieją było torturą. Pogładził ją po włosach.
- Dobre z ciebie dziecko. Niestety, nie mam takiej mocy, by im pomóc.
Przygryzła wargę. Nie chciała tego robić, ale najwidoczniej nie było innego wyjścia.
- W takim razie zabierzesz mnie do Piekła i powiesz Lucyferowi, że bardzo chciałabym się z nim zobaczyć.
Westchnął zrezygnowany, ale nie odmówił jej. Przytaknął tylko i podał jej fiolkę z cieczą, która miała neutralizować działanie jego poprzedniego specyfiku.
- Daj mi trochę czasu, doprowadzę się do porządku – mruknęła wstając z fotela. Zdawała sobie sprawę z tego, że musi wyglądać żałośnie, ale wcześniej nie miało to dla niej znaczenia. Jednak nie mogła pokazać się Lucyferowi w takim stanie.
Powinna się zebrać w sobie na tyle, by móc porozmawiać z Władcą Piekła. Wiedziała, że jeśli pozwoli poprowadzić się rozpaczy, diabeł zrobi z nią, co będzie chciał. Zresztą, i tak mógł zrobić z nią co mu się podobało, ale kiedy przyjdzie do niego ogarnięta bólem, będzie na straconej pozycji. Chociaż na chwilę musiała odsunąć własne uczucia na bok. Była to winna Rice i Charlesowi.

<***>

Wszedł do domu nie do końca wiedząc, czego powinien się spodziewać. Zanim przekroczył próg, uważnie nasłuchiwał, co dzieje się w posiadłości.
Nic. Tylko służący rozmawiali między sobą półszeptem. Nieco go to uspokoiło, ale nie tracił czujności. Jennifer w tym stanie była nieprzewidywalna, to, że w domu panował spokój nie oznaczało, że wszystko toczy się po jego myśli.
Szybko odnalazł ją w bibliotece. Drzemała na sofie, opierając głowę na ręce, w drugiej zaś trzymając otwartą książkę – rzecz jasna, jakieś romansidło niewarte poświęconego mu czasu. Podszedł powoli, by nie zbudzić jej ze snu. Na stoliku obok paliła się pojedyncza lampka, której światło otulało Jennifer ciepłym blaskiem. Oblicze dziewczyny tchnęło spokojem, rzęsy rzucały miękki cień na policzek, a lekko rozchylone usta dodawały jej niewinności. Uśmiechnął się lekko i pogładził ją po jasnych lokach. Była taka śliczna… za każdym razem, kiedy na nią patrzył, odkrywał to na nowo. Z jednej strony, to było bez znaczenia, w końcu nie poślubił jej ze względu na urodę, ale z drugiej strony, który mężczyzna nie chciał mieć u swego boku pięknej kobiety? Każdy był chociaż odrobinę próżny.
Lekko rozwarł jej palce zaciśnięte na książce i wyjął ją z dłoni Jennifer, by odłożyć na stolik. Podniósł Jenn z sofy, licząc na to, że się nie przebudzi. Nie miał już dziś ochoty na rozmowy, jeszcze sam wszystkiego nie przemyślał. Musiał mieć wszystko pod kontrolą, a miał wrażenie, że sam sobie wymyka się spod kontroli. Kiedy o tym myślał, szlag go trafiał. Nie mógł rozmawiać z Jennifer, dopóki nie rozmówi się ze sobą. Dlatego teraz, zamiast obudzić dziewczynę, zaniósł ją do jej sypialni. Ułożył ją na łóżku i okrył, po czym wyszedł, bezgłośnie zamykając za sobą drzwi. Ruszył ku swojemu gabinetowi.
Kiedy usiadł w fotelu, odchylił głowę i zamknął oczy. Potrafił świetnie panować nad emocjami, a to dlatego, że rozkładał wszystko na czynniki pierwsze. Każde uczucie odzierał z niepotrzebnej otoczki, zdejmował z niego ozdobniki i niedomówienia, a gdy już docierał do sedna, mógł z łatwością stłamsić je w sobie.
Dlaczego tak się zezłościł na Takedę, kiedy ten obraził Jennifer? Oczywiście, nawet gdyby nie zrobiło to na nim wrażenia, przywołałby Takedę do porządku. Czy to się komuś podobało, czy nie, Jenn była jego żoną i zasługiwała na szacunek chociażby przez wzgląd na to. Ale dlaczego naprawdę poczuł się wściekły? Zdał sobie sprawę, że to nie chodziło o niego. Nic sobie nie robił z tego, co inni o nim myśleli i mówili. Drażniło go, że ktoś śmiał ubliżać Jennifer nie jako jego żonie, ale jej samej w sobie. Odetchnął głęboko. Początek miał już za sobą.
Jennifer. Musiał się skupić tylko na niej. Manipulował nią jak chciał. Była tak naiwna i zdesperowana, chwytając się kurczowo bezgranicznej wiary w to, że on zapewnia jej bezpieczeństwo z dala od tych, którzy wyrządzili jej krzywdę. Jak dziecko z opaską na oczach, które po chwili kręcenia się w kółko gubi orientację. Bezkrytycznie przyjmowała wszystko, co mówił. Bawiła go swoją naiwnością. Ale to nie było wszystko.
Jej zapach, dotyk miękkiej gorącej skóry, słodkie usta, w których zasmakował z taką przyjemnością, pełne rozpaczy i wiary spojrzenie utkwione tylko w nim… Nie umiał jej sobie odmówić, a nawet nie chciałby tego robić. Prawda była taka, że cholernie jej pragnął. Psiakrew, uderzyła mu do głowy, jakby był jakimś nieopierzonym chłystkiem!
Ale to nic. Musiał się tylko opanować. Jenn była przepiękną młodą kobietą, a w jej anielskiej urodzie było coś grzesznego, niejeden wodził za nią wzrokiem, niejeden dałby się złapać w sidła, które zupełnie nieświadomie zastawiała. Patrzyła na niego jak na zbawcę, jak na jedyną nadzieję. Każdemu namieszałaby w myślach. Tylko on uważał się za mądrzejszego od przeciętnego „każdego”. Uczucia były zdradliwe, a pożądanie niejednego zepchnęło na dno. Potrzebował wyciszenia, musiał zamknąć emocje w oddali swojego umysłu, tak żeby nie sączyły jadu w jego chłodną analizę.
Chociaż z drugiej strony… w niewielkich dawkach nawet trucizna mogła być lekarstwem. Westchnął ciężko i z dezaprobatą pokręcił głową. Teraz na każdy argument „przeciw” znajdzie argument „za”, więc dalsze rozważania traciły sens. Ostatecznie to tylko pragnienie fizycznej bliskości, nic więcej, zwykła potrzeba ciała. Nawet nie brał pod uwagę tego, że pożądanie z czasem mogłoby przerodzić się w „poważne” uczucie. W końcu był ponad takimi słabościami.

<***>

- Czyli oczekujesz ode mnie, że sprowadzę na Ziemię dwa ciała z Łącznika? - spytał dla pewności Lucyfer. Siedział na fotelu przy okrągłym stoliku, na którym leżała rozłożona partia szachów oraz parę zapieczętowanych listów i bawił się bez większego zainteresowania nożykiem do otwierania korespondencji.
Aika stała przed nim w czarnej sukience, na której tle wyglądała na jeszcze bledszą. Pokręciła głową i podniosła na niego oczy.
- Nie śmiałabym oczekiwać. Proszę. Bardzo mi na tym zależy – odparła spokojnym głosem.
Spokorniała, nie dało się ukryć. Sądził, że wiele kosztowało ją przyjście tu i proszenie o cokolwiek. Zapewne najchętniej zostałaby w łóżku balansując na krawędzi snu i rzeczywistości albo snuła się po domu jak cień samej siebie, tonąc w rozpaczy. Wciąż bardzo cierpiała, ale mimo tego przedłożyła dobro innych nad swoje uczucia. Godne podziwu.
- A nie sądzisz, że lepiej będzie, jeśli zostaną tam, gdzie są? Chcesz odebrać tym, jak twierdzisz, dobrym ludziom ostatnią nadzieję? Myślą, że ich dzieci żyją, że gdzieś tam są, daleko od nich, ale nic im nie jest. Chcesz to zrujnować, posyłając im dwa poszarpane trupy?
Stłumiła szloch w gardle. Na chwilę zacisnęła oczy, ale nie pozwoliła łzom popłynąć.
- Teraz ich poszukują, łudzą się, że może, jak to zakochane szczeniaki, postanowili gdzieś razem uciec, chociaż wiedzą, że to niemożliwe. Potem będą wypatrywać ich w tłumie, nie przestaną rozwieszać ogłoszeń, dowiadywać się na policji czy są jakieś ślady. Po paru latach wciąż będą się tym zadręczać, a już do końca życia będą wypatrywać ich przez okno. Nie zasłużyli sobie na taki los.
To było jak posypywanie ran solą. Owszem, mógł jej tego oszczędzić, ale chciał przekonać się, jak wiele zniesie. Życie jeszcze nieraz ją sponiewiera, musiała nauczyć się panować nad swoim bólem. Póki co trzymała się nie najgorzej, chociaż widział, że stoi przed nim schludna skorupka ubrana i uczesana tylko po to, by ukryć kłębek bólu i poczucia winy, którym w rzeczywistości była.
- Dobrze. Chcesz ich ściągnąć, dlatego że masz wyrzuty sumienia i myślisz, że jesteś im to winna. Powiedzmy, że rozumiem. Ale dlaczego ja mam się wysilać? Nie jestem miłosiernym Samarytaninem, moja droga, a ty nie oferujesz nic w zamian.
Przygryzła wargę i opuściła głowę. Co mogła mu odpowiedzieć? Co mogłaby mu zaoferować? Dlaczego z taką lekkością bawił się jej cierpieniem? Nie widział, ile ją to wszystko kosztowało? Och, no tak. Oczywiście, że widział.
- Nie oferuję, bo nic nie mam. Nic mi nie zostało – odparła po chwili ledwie wydobywając głos z gardła.
- A może uważasz, że powinienem spełniać każde twoje życzenie? W końcu wymogłaś na mnie obietnicę, że czegokolwiek sobie zażyczysz, dostaniesz to.
Nie mogła podnieść na niego wzroku. Nie czuła się na siłach, by zmierzyć się z tym przeszywającym na wskroś spojrzeniem.
- Przepraszam. Nie powinnam tego robić, ale byłam taka głupia i naiwna... Nie jestem w stanie tego racjonalnie wyjaśnić. Nie wiem, co sobie wtedy myślałam. Naprawdę żałuję, przepraszam za wszystko. - Zebrała się w sobie i spojrzała na niego. Przeszywał ją niewzruszonym spojrzeniem, zupełnie tak, jakby go nudziła. Wyglądało na to, że nie przychyli się do jej prośby. Westchnęła cicho. - To jakiś obłęd. Niepotrzebnie tu przychodziłam, przepraszam.
Ukłoniła się delikatnie i odwróciła do wyjścia ze spuszczoną głową. Nie chciała przy nim płakać, to nie był odpowiedni moment.
- Zaczekaj.
Odwróciła się. Stał tuż przed nią mierząc ją beznamiętnym spojrzeniem. Podniósł delikatnie jej podbródek.
- Jeśli tak bardzo tego chcesz, ściągnę ich. Ktoś zadba o to, żeby wyglądali przyzwoicie.
Zamrugała parę razy, by odegnać łzy i posłała mu smutny uśmiech.
- Dziękuję. Jestem naprawdę wdzięczna.
Uniósł kącik ust w półuśmiechu. Nie kosztowało go to wiele, a miał nadzieję, że dzięki temu Aika pozbędzie się przynajmniej części wyrzutów sumienia i choć trochę otrzeźwieje z tej rozpaczy. Widział przecież, że tylko siłą woli powstrzymuje łzy, a dopóki się nie otrząśnie,stoją w miejscu.
- Dlaczego tak bardzo starasz się nie rozpłakać, kiedy wszystko w tobie krzyczy?
Uciekła wzrokiem gdzieś w bok. W sumie nie wiedziała jak odpowiedzieć. Może nie chciała podawać mu jak na tacy swojej zranionej duszy? Może nie chciała, by widział ją teraz tak bardzo słabą?
- Nie wiem. Może dlatego, że ostatnio za dużo płaczę – oznajmiła po prostu. Wymusiła naprędce jakiś uśmiech. - Jeszcze raz dziękuję, to dla mnie naprawdę bardzo wiele znaczy. Mogę już odejść?
Nachylił się i subtelnie musnął jej usta swoimi, po czym pozwolił jej iść.
Doskonale wiedział, że wróci do domu, gdzie zaleje się łzami, bezpieczna w mroku swojego pokoju.

<***>

Aya padła na łóżko w swojej sypialni. Cały stres, którego doświadczyła w ostatnim czasie dawał się jej we znaki. W dodatku częste zmiany trybu życia też nie pozostawały bez echa. Raz spała za dnia, raz w nocy, a bywało i tak, że w ogóle nie spała. Była wytrwalsza niż ludzie, ale nie miała wytrzymałości wampirów czystej krwi, więc na dłuższą metę zmęczenie skutecznie ją powalało. Dodatkowo zdawała sobie sprawę z tego, że zaniedbuje szkołę, ale aktualnie miała to naprawdę gdzieś. Jeśli cud sprawi, że będzie mogła do niej wrócić, uraczy wychowawcę jakimś lewym zwolnieniem dla świętego spokoju. Ale to był najmniejszy problem.
Zamknęła oczy, łudząc się, że natychmiast zaśnie, jeśli tylko nie podda się temu rojowi myśli, który kłębił się w jej umyśle, ale nic z tego nie wyszło. Lawina wątpliwości spadła na nią, jakby ktoś zwolnił blokadę, która do tej pory je powstrzymywała. Jak tata i Hiroshi zamierzali wyrwać ją losowi nieszczęśliwej żony, który do spółki z Shirahime zgotowała jej Starszyzna? Nie to, że żadna z opcji nie mogła się powieść, tych opcji po prostu nie było! Jednak zapewniali ją, że wszystko się ułoży. Albo obaj zwariowali, albo dostrzegali coś, czego ona nie mogła zobaczyć. Zmówili się jednak i żaden nie wyjawił, jaki to genialny plan opracowali. Najpierw dała za wygraną, nie chciała drążyć już tego tematu, ale wciąż gryzło ją sumienie, dlatego próbowała jeszcze wyciągnąć coś z ojca, jednakże Kage ani myślał zdradzić jej cokolwiek. Drażniło ją to, lecz do niczego nie mogła go zmusić.
Jakby tego wszystkiego było mało, przekazał jej instrukcje, które wydawały jej się prostą drogą do samobójstwa. „Spraw, żeby żałował, że nie dał ci spokoju. Irytuj go, wyprowadzaj z równowagi, nie odpuszczaj mu. Nie bój się, nic nie może ci zrobić. Wie dobrze, że teraz wszyscy patrzą mu na ręce i gdyby wyrządził ci krzywdę, zapłaciłby za to. Wykorzystaj to”, nakazał jej. Racja, teraz jej nie zagraża, ale kiedy tylko zmieni nazwisko, Yoshiro odegra się na niej za wszystko, sprawi, że pożałuje, iż się urodziła. Oczywiście powiedziała o tym ojcu, ale nadal trwał przy swoim. Coś w jego spojrzeniu kazało jej przystać na te warunki, więc tylko potaknęła skinieniem głowy. Mogła mu ufać, przecież zawsze chciał dla niej jak najlepiej, nawet kiedy wydawało jej się to kompletnym obłędem.
Wierciła się w pościeli, nie mogąc znaleźć dla siebie szczęśliwego miejsca. W południe dotarła do nich wiadomość od Shirahime. Aya miała zająć się jakimiś sprawami w związku ze ślubem, więc już następnego wieczora miał się po nią stawić ktoś od Shirahime. Nie wiedziała jak to zniesie, ale cóż mogła poradzić? Przyjęła to do wiadomości i już mentalnie się do tego przygotowywała.
Odsuwała od siebie myśl, że Hiroshi i Kage mogą chcieć zrobić krzywdę Yoshiro. Gdyby to zrobili, nie byliby lepsi od tego potwora, a bardzo chciała wierzyć, że są dobrymi osobami. Poza tym, nie umiałaby się cieszyć wolnością uzyskaną przez cudzą krzywdę, nawet jeśli ta krzywda byłaby samowolnie wymierzoną sprawiedliwością.
Chciałaby, żeby to wszystko się już skończyło. Jakkolwiek. Jeśli ojciec i Teramoto dokonają cudu, będzie najszczęśliwsza na świecie i już nikt nigdy nie zarzuci jej bycia pesymistką. Jednak jeśli to się nie powiedzie, przyjmie to, co da jej los.
Zmęczenie w końcu wzięło górę i osunęła się w sen, który miał przynieść jej chociaż odrobinę wytchnienia.

<***>

Od razu wyczuł, kiedy się przebudziła, więc nie zdziwił się, gdy jakiś czas później otworzyły się drzwi do jego gabinetu i stanęła w nich Jennifer. Zdążyła się już przygotować do snu, bo zamiast ubrania, w którym była, gdy zaniósł ją do sypialni, miała na sobie biały jedwabny szlafrok miękko otulający jej sylwetkę.
Podniósł się z fotela i wyszedł przed biurko, by ją przywitać.
- Czekałam aż wrócisz, ale nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Chciałam z tobą porozmawiać – oznajmiła, spuszczając oczy, by uniknąć jego spojrzenia.
Oparł się o biurko, przyglądając się z uwagą żonie. Liczył, że tej nocy go to ominie, naprawdę nie miał ochoty na jakiekolwiek wyjaśnienia, ale stała przed nim taka uroczo speszona, że nie miał serca jej odprawiać. Mógł z nią zrobić co tylko chciał, w okamgnieniu przerabiał ją na swoją modłę, a teraz, kiedy już sam ze sobą wszystko wyjaśnił, nie musiał obawiać się tej rozmowy.
- Oczywiście, moja droga. O czym?
Podniosła wzrok i odważnie utkwiła spojrzenie w jego twarzy.
- Właściwie nie tyle chciałam porozmawiać, co cię poinformować, żebyś nie był zaskoczony. Wszystko przemyślałam i zatrudniłam dziś lekarza. Zaczyna od jutra, pokojówki już przygotowały mu pokój we wschodnim skrzydle – powiedziała spokojnie.
Zmarszczył brwi.
- Lekarza? W jakim celu? Jesteś chora? - Udawał, że nie ma pojęcia, o co jej chodzi. Chciał usłyszeć to z jej ust.
- Nic mi nie jest. Potrzebuję lekarza, żeby mógł stwierdzić, że jestem w ciąży, gdy już nadejdzie ten moment.
Była nad wyraz opanowana. Podczas gdy jej serce powinno tłuc o żebra w szaleńczym galopie, ono uderzało równo w spokojnym rytmie. Niepokojące.
- Moja droga, zapewniam cię, że nie przeoczysz tego faktu – odparł i nieco wymuszenie spróbował się uśmiechnąć. Przecież był przybity faktem, że Jennifer aż tak musi się dla niego poświęcać.
- Wiem. Ale on zorientuje się wcześniej niż ja. Pewnie teraz myślisz: „Co za różnica, parę dni w tę, czy we w tę?”, ale dla mnie to znacząca różnica. - Uśmiechnęła się z odrobiną goryczy. - Zgodziłam się urodzić ci dziecko, nie z tobą sypiać. Nie da się ukryć, że jedno bez drugiego nie zaistnieje, ale nie chcę robić tego dłużej niż to konieczne, gdy tylko zajdę w ciążę, skończymy z tym.
Gdyby nie to, że nad sobą panował, zbierałby teraz szczękę z podłogi. Takie słowa w ustach jego małej, słodkiej, przerażonej Jennifer? Potem będzie myślał, co z tym zrobić. Teraz mógł tylko przytaknąć.
- Oczywiście, Jennifer. Nie mam prawa wymagać od ciebie więcej.
Była bardzo skupiona na tym, by zachować chłodny ton i beznamiętny wyraz twarzy, widział to doskonale. I gdyby nie to, zapewne teraz odetchnęłaby z ulgą. To jednak nie było wszystko, miała coś jeszcze do powiedzenia.
- Chciałabym mieć to już za sobą.
Nie odrywając od niego spojrzenia, rozwiązała szlafrok i zrzuciła go z siebie. Białe jak mleko ciało dziewczyny otulała tylko cienka koronkowa koszulka.
Wyciągnął dłoń ku jej twarzy, by czule pogładzić blady policzek. Cholera, skąd jej to wszystko przyszło do głowy? Nie powinien był jej zostawiać samej. Delikatnie uniósł jej podbródek, wpatrując się w piękne bursztynowe oczy. Doskonale wiedział, że dostrzega teraz w nim wyrzuty sumienia. Widziała autentyczny ból w spojrzeniu i udręczenie w lekko ściągniętych brwiach.
Słodkie usta Jennifer zadrżały, gdy odwracała wzrok. Miał ochotę się uśmiechnąć, wciąż z łatwością mógł ją złamać.
Musiała wiedzieć, że nie chciał robić jej krzywdy, że sam również cierpiał z tego powodu. Ale z drugiej strony… „nie chcę robić tego dłużej niż to konieczne”? Naiwne dziewczątko. Jeszcze sprawi, że będzie prosiła o więcej.
- Jasna cholera, Jennifer, tak nie można! Czuję się jak najgorszy zbrodniarz, nie chcę cię krzywdzić! Porozmawiam z Takedą, wrócisz do rodziny...
- Nie rób tego! Shin, ja tego nie przeżyję. A to… to tylko ciało. Nic więcej. - Posłała mu niepewny uśmiech i wspięła się na palcach, by móc dosięgnąć jego ust.
Przyciągnął ją do siebie, zatapiając dłoń w śnieżnobiałych lokach. Poczuł na własnej piersi jak spokojne do tej pory serce Jenn przyśpiesza. Zapach gorącej krwi pulsującej w jej żyłach czuł nawet przez skórę, gdy obsypywał jej szyję i ramiona pocałunkami, jednak nigdy, nawet w chwili największego uniesienie nie pozwoliłby sobie na tak niewybaczalny błąd. Jego mała, słodka Jennifer musiała pozostać człowiekiem.
Odsunął się na kilka centymetrów, by spojrzeć jej w twarz. Po beznamiętnym spojrzeniu, którym go raczyła jeszcze nie tak dawno nie było nawet śladu.
Patrzył na nią tak smutnym wzrokiem… nie mogła tego znieść. Nie był potworem, robił tylko to, na co sama przystała, nie mogła go za to karać. Był dla niej tak czuły i delikatny, podczas gdy mógłby po prostu zrobić to, co do niego należało. Nie potrafiła być tak obojętna, jakby chciała.
Jak w tym śnie, w którym w nieskończoność spadała w przepaść, czuła, że jest coraz bliżej dna.

<***>

Szedł przed siebie, zmierzając ku najbardziej wysuniętej na wschód części domu. Zwykle z niej nie korzystali, nie było takiej potrzeby, skoro mieszkali tylko we troje w posiadłości, którą w najlepszych czasach zamieszkiwało dwanaścioro domowników i około pięćdziesięciu służących.
Kiedy otworzył drzwi pokoju, w którym na niego czekała, uderzył go paraliżująco zimny wiatr.
Etsuko siedziała w fotelu, naprzeciw otwartych drzwi francuskich. Miała na sobie cienki szlafrok, którego lekko rozchylone poły odkrywały uwydatniony przez cień obojczyk. W dłoni trzymała kieliszek wina, z którego sporo już ubyło.
- Napijesz się? - zapytała, spoglądając na niego. Zaprzeczył ruchem głowy, więc tylko wzruszyła ramionami i dolewając sobie do kieliszka mruknęła: - A ja się napiję. Czekają nas trudne dni.
- Etsuko, o czym chciałaś rozmawiać? Coś się stało?
Wstała z fotela, a wiatr zatańczył z jej włosami. Obrzucała go tak beznamiętnym spojrzeniem, że ściskało go w sercu z żalu.
- Nie wiem czy pamiętasz, bo to było dość dawno temu. Stało się nam dziecko. Syn, tak dla ścisłości. Mogło ci to umknąć, ale lada dzień odbędzie się ślub naszego dziecka. Wiesz o tym, Hisao? Czy byłeś zbyt zajęty uganianiem się za dziwkami, żeby dostrzec, że twój jedyny syn się żeni? - Uśmiechnęła się zimno. - Chociaż, skąd mogę wiedzieć, że jedyny? W ciągu tylu lat pewnie dorobiłeś się gromadki bękartów, prawda, Hisao?
Uciekł wzrokiem w bok, byle dalej od przeszywających na wskroś oczu Etsuko.
Prawda była taka, że kochał ją do obłędu i gdyby kazała mu przebić się ostrzem wykutym w ogniu Prometeusza, najpewniej zabiłby się dla niej. Pragnął jej każdą częścią swojego jestestwa, ale Etsuko była tak oschła i niedostępna, że nie mógł nawet jej dotknąć. Pierwszy raz zdradził ją lata temu, gdy ujrzał na ulicy słodkie dziewczę o kruczoczarnych włosach opadających kaskadą fal na plecy. Tak bardzo przypominała mu Etsuko… A później… później jakoś samo poszło, jedna za drugą, każda miała w sobie coś z jego żony. Nie był w stanie tego zatrzymać i nienawidził siebie za to. Za każdym razem błagał Etsuko o wybaczenie i choć na nie nie zasługiwał, za każdym razem je otrzymywał. To tylko świadczyło o tym, jak bardzo obojętny jest wampirzycy. Naprawdę, wolałby, żeby się na niego wściekła, zrobiła mu awanturę, po której nie mógłby się pozbierać. To przynajmniej świadczyłoby o tym, że wywołuje w niej jakieś uczucie, nawet jeśli miałaby to być nienawiść. Dlatego teraz z niemal masochistyczną przyjemnością przyjmował jej gniew.
Jednak kiedy uderzała w ten chłodny ton, wywlekając na wierzch wszystkie brudy, nigdy nie robiła tego ze względu na siebie, zawsze w takich przypadkach chodziło o Yoshiro. Pewnie nikt nie uwierzyłby, że ta przepiękna, krucha i wiecznie nieobecna myślami kobieta potrafi z bezbarwnym uśmiechem pluć jadem. Rzeczywiście, na palcach jednej dłoni mógł zliczyć razy, gdy Etsuko wyrzucała z siebie całe pokłady chłodnej nienawiści, ale kiedy już to robiła, przez kilka następnych lat w każdym detalu mógł odtworzyć w pamięci wyraz jej twarzy.
- Etsuko, ja…
- Spójrz na mnie. Tylko się nie tłumacz. To było niepotrzebne, nie ściągnęłam cię tu, żeby rozgrzeszać cię z kochanek, sam siebie już wystarczająco za to katujesz. - Z rozczarowaniem dostrzegał w jej oczach łagodną nutę smutku, która towarzyszyła Etsuko na co dzień, chociaż wiedział, że jest naprawdę wzburzona. Coś musiało wyprowadzić ją z równowagi.
- Ale co się stało? Dlaczego jesteś taka zła? Czymś cię rozgniewałem?
Wątły, pełen goryczy uśmiech wypłynął na jej usta. Pokręciła głową. To zupełnie nie o to chodziło, poza sprawami dotyczącymi ich syna nie było rzeczy, którą mąż mógłby ją rozgniewać.
- Ja nie jestem zła, jestem wściekła. Może też trochę rozżalona, ale przede wszystkim wściekła. - Odwróciła się i wróciła na swoje miejsce. - Zawiedliśmy oboje – westchnęła i wzięła łyk wina, chociaż wiedziała, że nie pomoże jej zagłuszyć bólu.
Podszedł i usiadł na krześle, by być bliżej niej i mieć widok na jej twarz. Póki co nic z tego nie rozumiał, potrzebował wyjaśnień.
- Co masz na myśli mówiąc, że zawiedliśmy?
- Mamy tylko jedno dziecko i nie potrafiliśmy go przyzwoicie wychować. Zawiedliśmy jako rodzice, Hisao.
Widział, jak drży jej broda. Etsuko rzadko płakała, ale widok łez kobiety, która była dla niego całym światem, łamał mu serce. Nie bardzo wiedział, czy może sobie na to pozwolić, lecz chciał ją jakoś pocieszyć, dodać otuchy, dlatego lekko ścisnął jej zimną dłoń. O dziwo nie odtrąciła go.
- Dlaczego tak mówisz? Przecież Yoshiro nie jest taki zły. - Spróbował się uśmiechnąć, ale spojrzenie wampirzycy, zdające się mówić, że nie ma o niczym pojęcia, natychmiast sprawiło, że mina mu zrzedła.
- „Nie jest taki zły”? O czym ty mówisz, Hisao? Żebyś widział, jak pastwił się nad tą biedną dziewczyną! - Pokręciła głową na samo wspomnienie tego nieszczęsnego wieczoru. To, że zdawała się być nieobecna nie oznaczało, że nie zwraca uwagi na to, co działo się przy stole. Słyszała też, co mówił, gdy się od nich odłączyła i wróciła do siebie. Nie wierzyła własnym uszom. Owszem, wiedziała, że Yoshiro nie jest niewiniątkiem, części jego przewinień przypinała wygodną etykietkę błędów młodości, ale nigdy nie przypuszczała, że jej ukochany synek jest potworem.
Pokrótce opowiedziała o wszystkim Hisao, który z posępną miną słuchał jej relacji. Etsuko nigdy nie dramatyzowała, zatem to wszystko musiało być prawdą. Pamiętał jak Yoshiro o mały włos nie zabił tej małej od Hiou przy okazji uśmiercając jakąś ludzką dziewczynkę. Zatuszowali całą sprawę, bo nie chcieli, by wchodził w dorosłe życie w ich społeczności z opinią okrutnika. Poza tym, wydawało im się, że żałował tego, co zrobił. Czyżby sami dali się nabrać na jego sztuczki?
- Nie wiem, jak do tego doszło. Może za bardzo go kochaliśmy? Nie powinniśmy mu tak pobłażać, a teraz jest już za późno. - Przełknęła kolejny łyk wina i wyswobodziła rękę, która, ku jej zdziwieniu, wciąż znajdowała się w uścisku Hisao, by dolać trunku do już pustego kieliszka. - Byłam z nim u Hiou. Kiedy na własne oczy widziałam jak Aya się zachowuje, zbagatelizowałam to. W końcu dla żadnej z nas ślub z przymusu nie jest najszczęśliwszym dniem w życiu i każda radzi sobie z tym na swój sposób, nawet jeśli nieco dramatyzowała, miała do tego pełne prawo. Teraz wiem, że nie przesadzała. On robi wszystko, żeby ją gnębić. - Uśmiechnęła się ponuro. - Swoją drogą, zgadnij, kto jutro będzie wybierał z małą Ayą suknię ślubną!
Nie bardzo wiedział, jak podnieść ją na duchu. Całe to ślubne zamieszanie spadło na nią, on jakoś tak samoistnie został od tego odcięty. Wiedział, że Etsuko nie jest łatwo, sama bardzo ciężko zniosła fakt, że musiała zrzec się własnego nazwiska i spędzić resztę wiecznego życia jako Shirahime, więc, chociaż zapewne wcale tego nie okazywała, mimowolnie współczuła młodej Hiou. Co do Yoshiro, wyrzucał sobie, że nie poświęcał mu wystarczająco dużo czasu, rekompensując to daniem zupełnej swobody synowi. Co jednak mogli teraz zrobić? Nic.
Zastanawiał się tylko, dlaczego Etsuko nie powiedziała Yoshiro, że nie zamierza brać udziału w tej szopce.
- Dlaczego zgadzasz się na to wszystko?
Odwróciła wzrok. Nawet w momencie, w którym zdała sobie sprawę z okrucieństwa syna, nie mogła od tak sobie przestać go kochać. Obdarzyła go całą miłością, jaką w sobie miała, gdyby tylko mogła, przychyliłaby mu nieba.
- Może dlatego, że nie umiem mu odmówić – odparła i opróżniła kolejny już kieliszek.
Chciała wierzyć, że wszystko się ułoży i Yoshiro się opanuje, ale nie była ani głupia, ani naiwna. Myślenie o tym, że jej jedyne dziecko, dziecko, którym chciała wynagrodzić mężowi to, że nigdy go nie pokocha, a któremu oddała całe swoje serce, jest potworem, sprawiało jej ogromny ból. Ale to nic. Już dawno temu nauczyła się ukrywać swoje uczucia i udawać obojętną.
Teraz myślała o tym, by chociaż odrobinę ułatwić Ayi życie z Yoshiro. Bądź co bądź czuła się odpowiedzialna za to, że krew z jej krwi, zrodzony z poświęcenia syn był kolejnym podłym dręczycielem w ich nieprzyjaznym kobietom świecie.


<***>
Cześć!
Uff, ciężko było, oj ciężko! Myślałam, że nie dojdę do ładu z tym rozdziałem, ale się udało! Przyznam się bez bicia, że byłby gotowy w niedzielę, ale w ostatniej chwili mnie opętało i zmieniłam połowę scen. Nie wiem jak się z następnym wyrobię, bo muszę sobie wszystko rozpisać jak to czasowo wychodzi i w ogóle, bo według wstępnych obliczeń coś mi umknęło. Ale nic, znajdę to!
Chciałam bardzo podziękować za komentarze pod poprzednim rozdziałem. Jest mi strasznie miło, kiedy poświęcacie czas na skomentowanie tego mojego "arcydzieła". <3
Nie przedłużając, buziaki! Miłych wakacji i powodzenia we wszystkim!

Pozdrawiam - Andzik 

29 komentarzy:

  1. Dzięki za info!
    O Matko! Połowę rzeczy pozapominałam! Tzn. w trakcie czytania imiona bohaterów, które się często pojawiały, nie były problemem, ale co do niektórych miałam wątpliwości...
    Na przykład świetnie pamiętałam fragmenty z Jenifer, ale z kolei spotkanie Ayi i Hiroshiego już mi z głowy wyleciało! Swoją drogą, ciekawe co planuje Kage z tym ostatnim... Hm...
    Dalej-współczuję Aice. Biedna dziewczyna :'(
    Lucek jak zawsze boski <3
    Mam nadzieję, że Yoshiro zdechnie w męczarniach ;/
    Shin i Jenn - ojoj, po takim tekście, jaki zafundowała mu Jenn to ja też bym szczękę z podłogi zbierała! Brawo dziewczyno!


    Ogólnie-dziękuję za komentarz u mnie. Prawdę mówić mój blog już od dawna był taki... No, zawieszony. Lubię pisać, więc wattpad to niezła opcja. Sporo tam nowych książek, które pisałam i które miały być blogami (!), ale znalazłam watta, jako "stronę dla pisarzy" czy coś takiego i się przeniosłam. Wygodnie, bo ogólnie ma fajną aplikację na telefon ^^" Także zapraszam w wolnej chwili ;)
    Pozdro,
    K.L.

    PS. Twoje dzieło zasługuje na komentarze ;) W końcu to dobra i ciekawa książka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz! <3
      Nie ma się co dziwić, trudno pamiętać wszystko, skoro rozdziały pojawiają się raz na kilka miesięcy. :'(
      Plan na uratowanie Ayi jak i to, czy się powiedzie już niedługo wyjdzie na jaw, znaczy, jak wena pozwoli.
      Jestem przywiązana do Lucjana, kompletnie nie rozumiem, dlaczego Aika się tak opiera, ja bym brała! xD
      Shin i Jenn przejdą jeszcze trudne chwile. Nie mogłam pozwolić, żeby Jenn do końca była cichutką, ślepo zapatrzoną w Shina dziewczynką. Tyle jej, co się odszczeka, a co!

      Ogólnie mam wrażenie, że większość naszych blogów jest w stanie uśpienia. To smutne. :( Na pewno zajrzę, już jestem ciekawa, co tam masz!
      A, jeszcze kwestia organizacyjna, o nowych rozdziałach mam nadal informować Cię na blogu, czy wolisz jakąś inną formę?

      Jej, jakie to miłe, dziękuję! <3

      Usuń
    2. Ah! Już nie mogę się doczekać!
      No nie?? Czemu ta Aika się tak opiera? Bierz władce Piekła i baluj przez wieczność! xD
      Ok, też na to czekam!

      Tak, to już chyba nie te czasy... Mamy coraz mniej czasu, coraz mniej weny i chęci... Chyba przytloczył nas codzienny świat.
      Zaglądaj, zaglądaj ;) Trochę tam książek do poczytania jest ^^
      Hm... Mail. Bloga czasem odwiedzam, ale niezbyt często.
      kiran.lilith92@gmail.com

      A co? Nie mam racji?? ;)

      Usuń
    3. Póki co dobrze idzie, wena dopisuje, a nudzę się jak mops, więc piszę! Może nie trzeba będzie czekać pół roku na rozdział. xD
      "Bierz Władcę Piekła i baluj przez wieczność" - matko, kocham Cię za to zdanie! <3 Jestem jak najbardziej na tak! xD

      Co ten świat robi z człowiekiem...:(
      Zajrzałam i widzę, że się nudzić nie będę! <3
      Ok, w takim razie będzie na mailu! ;)

      Szczerze? Coraz mniej lubię tę historię. Na swoją pracę zawsze patrzy się bardziej krytycznie. Whisper napisane od początku teraz mogłoby mieć ład. Kiedy patrzę na pierwsze rozdziały - wypociny trzynastolatki z mizernym pojęciem o logice - to mi się słabo robi. Ale cóż, staram się trzymać fason i doprowadzić ten radosny cyrk do finału! xD

      Usuń
    4. No miło by było xD
      Hhihih ^^ Ja bym tak zrobiła ^^

      Świat i życie...
      To dobrze ;)
      Super! Dzięki :*

      Mam tak samo ze swoimi książkami i krótkimi opowiadaniami! Mam wrażenie, że można było napisać lepiej... Ah ten perfekcjonizm! ;)
      To ja się cieszę, bo czekam na rozwinięcie/zakończenie niektórych wątków :D

      Usuń
  2. PS. jak Ci się coś spodoba na moim wattpadzie, to mogę informować. Na maila, albo na blogu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Perfekcjonizm to przekleństwo. W moim przypadku najgorsze jest to, że wiem, co chcę napisać i jak to powinno wyglądać, ale jak przychodzi co do czego, nic mi się nie podoba. Złoszczę się i poprawiam, złoszczę i poprawiam... i tak w kółko. Dobrze, że nie mam ambicji, żeby zostać pisarką. xD


      Przejrzałam tak pobieżnie, co tam masz ciekawego, parę fragmentów przeczytałam. Ogólnie lubię jak piszesz, to, co wyjdzie spod Twojego pióra zawsze przypada mi do gustu, więc jak możesz, informuj mnie o wszystkich nowościach. Najlepiej tak jak do tej pory, na blogu. ;)

      Usuń
    2. O tak, ja przeważnie w pierwszej fazie pisania mam tak: "O Boże!!! To takie cudowne! To epickie! Świetne! Arcydzieło!!!!" Druga faza: "Nie mam wenyyyyy!" płacz i wycie. Faza trzecia: "Jak mogłam napisać taki badziew???? Trzeba poprawić!" i poprawiam, poprawiam... Faza czwarta: "Ja się do tego nie naaaadaję!" i depresja. A potem może różnie być - albo opublikowałam już w fazie pierwszej i piszę dalej, albo przy poprawkach rzucam to w chol***.
      Wiesz, że Tolkien był takim perfekcjonistą? :P

      Oki, to załatwione. Tylko pytanko: które opowiadania? Bo aktualnie piszę na wattcie dwa, z czego jedno jest tomem drugim...

      Usuń
    3. Rety, dokładnie tak! Tylko u mnie w pierwszej fazie jest: "Jak tego nie spieprzę, to będzie nie najgorsze", ale płacz, wycie i depresja się zgadzają! xD Zwykle jest tak, że takie opublikowane na spontanie jest najlepsze! Niestety, ja lubię jak tekst odleży swoje, tylko że potem to już mi się wcale nie podoba. xD
      Ale Tolkienowi wychodziło! :D

      Super, dzięki! Póki co poproszę info o Raju Utraconym. Nie będę Ci zawracać głowy tym, którego piszesz drugi tom, jak przeczytam pierwszy i nadgonię to, co masz już w drugim, to dam znać!

      Usuń
    4. U mnie publikowanie na spontanie kończy się małymi niedociągnięciami, literówkami i nieraz stylistycznie dziwnymi zdaniami xD
      Tolkien pisał przez 30 lat Władcę Pierścieni :P

      Spoko ;) Załatwione. A tak swoją drogą - do R.U. dodałam wczoraj rozdział ;)

      Usuń
    5. Ale się tu dyskusja toczy! xD

      Czy tylko ja "nie brałabym" Lucka? ^^' Co Wy macie do gości z piekła rodem (tu akurat dosłownie, hah)?

      Tolkien to niedościgniony mistrz. ;_; Ale nie wiedziałam, że tak długo pisał Władcę Pierścieni. Z drugiej strony... To potężna trylogia, cały nowy świat, nowe rasy, coś niesamowitego - co się dziwić, że potrzebował na to tyle czasu?

      Jak mnie kiedyś najdzie wena na komentarz, to skomentuję porządnie. Ale co chwila dokądś wyjeżdżam, także tego.

      Usuń
    6. Cóż, mam słabość do tzw. bad boys xD

      O tak, wielbię Tolkiena od gimnazjum... Mnie kiedyś koleżanka zastrzeliła taką informacją: "Wiesz, że Tolkien pisał Władce przez 30 lat?" No właśnie nie wiedziałam... Jakie to pocieszające! Trzeba prawie pół wieku by stworzyć arcydzieło!

      Usuń
    7. Co ja mogę powiedzieć, zawsze miałam skłonności do złego i lubię wyzwania. Nie dać się takiemu przechytrzyć to sztuka!

      Stylistycznie dziwne zdania to jeden z sensów mojej egzystencji! Uwielbiam je! xD

      A to mnie zabiłaś. Nie sądziłam, że zajęło mu to aż 30 lat! Ale słyszałam kiedyś, że napisał Władcę, bo wydawca postawił mu ultimatum - wyda Silmarillion pod warunkiem, że Tolkien napisze kontynuację Hobbita.
      Nie potrzeba niemal pół wieku! "Mistrza i Małgorzatę" Bułhakow napisał w 12 lat! A to najlepsze dzieło, jakie widział ten świat. Od gimnazjum czytym je przynajmniej raz w roku.

      A z komentarzem, to się, kochana, nie śpiesz! To znowu nie są takie priorytety, lepiej coś pisz! ;)

      Usuń
    8. Heh, mamy podobny typ faceta xD

      O! O tym nie słyszałam! Silmarillion jest i tak chyba nieukończony, zbyt dawno nie czytałam ^^"
      Ja do "Mistrza i Małgorzaty" nie mogę się przekonać...

      Usuń
    9. Szkoda tylko, że na świecie został tylko typ XXI wieku, czyli: "Jak to dobrze, że nie muszę polować, przecież nawet nie wiem, gdzie żyją bezglutenowe pierożki".

      Co nie zmienia faktu, że Tolkien uznawał Silmarillion za dzieło swojego życia. xD
      Serio?! O matko, kocham tę książkę! Za każdym razem odkrywam w niej coś nowego! W ogóle lubię literaturę rosyjską, co jak co, ale pisać Rosjanie potrafią. A jaki balet wystawiają! A jakie utwory muzyczne piszą! Ogólnie są nie do przebicia w wielu dziedzinach.

      Usuń
    10. Czyli typ hipstera, wierdzielającego trawę...A drugi typ to taki Sebix w dresie z piwem, albo fajką... Odczuwam poważny niedostatek prawdziwych facetów, co umieją przybić gwoździa, zreperować cieknący kran i może da się z nimi czasem pogadać o czymś więcej niż piłka nożna...

      Nie dziwię się. To w końcu... no, nie wiem jak to nazwać, ale każde słowo wydaje mi się być "za mało". Dzieło? Epopeja? Arcydzieło? No, za mało, jak mówiłam. Silmarillion jest wspaniały. Szkoda, że nikt nie chce nakręcić serialu... Ale z drugiej strony - może to i dobrze? Jeszcze by zupełnie spierprz***...
      Ja z rosyjską twórczością mam niewiele wspólnego. Uprzedzenia, co poradzić? Ale jak jakiś czas temu wzięłam się za rosyjską fantasy, to powiem, że oni są dość... specyficzni. I mają pocieszne poczucie humoru. Muzyka mi nie podchodzi, a baletu nie widziałam (ale chcę zobaczyć!).

      Aya! Zapraszamy do rozmowy! ;)

      Usuń
    11. Wiesz, mam wrażenie, że tacy, co nie dość, że coś potrafili, to jeszcze mieli coś w głowie skończyli się w pokoleniu naszych ojców. Gwoździa wbić, kran naprawić i meble skręcić, to ja umiem, jak coś się popsuje, to daj znać! xD Przy takich układach chyba pisane nam staropanieństwo. :P

      Seriale/filmy na podstawie takich książek są zwyczajnie ryzykowne. Albo są genialne, albo czeka cię takie rozczarowanie, że aż trudno się z nim pogodzić.
      Porzuć uprzedzenia i daj się porwać! Rosjanie są więcej niż specyficzni. Kiedy masz w dłoni jakiekolwiek rosyjskie dzieło, nie zwracając nawet uwagi na autora, już po paru linijkach wiesz, że to rosyjskie. To jest po prostu niepodrabialny klimat.
      Są pocieszni. Olga Gromyko, może i Białorusinka, ale rosyjskojęzyczna, napisała taką serię o wiedźmie W. Rednej. No perełeczka, nie wiem, czy kiedykolwiek się tak uśmiałam jak przy tej serii!
      Muzyki nie lubisz? A Czajkowski? Rachmaninow? Nie łam mi serca! A balet zdecydowanie warto zobaczyć, ja byłam zachwycona!

      Właśnie, proszę się udzielać! :D

      Usuń
    12. Hehe, ja przez to, że mieszkałam chwilę sama, to też się nauczyłam xD
      Oj, ze mnie w domu już kpią, że jestem starą panną xD

      Tak, np. Władca wyszedł epicko, a Hobbit... trochę gorzej.
      Oj, to zauważyłam! Rosyjskojęzyczne fantasy są takie... cóż... specyficzne. Ale wcale nie gorsze. Amerykańskie, czy angielskie mają już pewną renomę i pewien styl. Ale Rosjanie? Oni łamią chyba wszelkie prawa fantastyki.
      Czytałam pierwszy tom xD Był bardzo zabawny xD
      Akurat klasyka to ok, myślałam o popie i tym co się ostatnio tworzy, ale (!) w muzyce najnowszej... obecnie nie ma czym się zachwycić...
      No, chyba że slucha się muzyki niszowej. Tam coś jeszcze można znaleźć...

      Usuń
    13. Trzeba sobie jakoś radzić! xD
      Chyba właśnie wkroczyłam w wiek, w którym według ciotek i sąsiadek wypadałoby wyjść za mąż. "A kiedy ty sobie kawalera znajdziesz?" to nieodzowna część każdej rozmowy. xD

      Zdecydowanie! Władca to mistrzostwo świata!
      Dlatego są świetne! Tam nigdy nie wiesz, czego się spodziewać.xD
      Na temat popu, to się raczej nie wypowiadam, bo nie lubię i za bardzo nie znam. Kiedyś przez przypadek coś słyszałam. Trochę harmoszki, szybki rytm do potupania nóżką, niskich lotów tekst i mamy hit na każde wesele! Albo smętna melodia z irytującą perkusją, rzewny tekst o "liście od pocztyliona" - przytulaniec na każdą dyskotekę. To nie jest to, co tygryski lubią najbardziej.

      Usuń
    14. Trzeba ;) Nawet ze słoikami sobie radzę xD
      U mnie powoli zaczynają ogarniać, że mnie takim gadaniem do niczego nie zmuszą xD Ani nawet szantażem, że to już czas, że zostane na stare lata sama, etc.

      Cóż, serio, mam sporo do nadrobienia w książkach! Dodać literaturę rosyjskojęzyczną do mojej długiej listy...
      Jeśli już jakaś muzyka, to ludowa. Zawsze coś ciekawego gdzies się przewinie. Albo klasyka w nowszym wydaniu.
      Choć ja obecnie mam faze na celtyckie rytmy ^^

      Usuń
    15. Wow, jestem pod wrażeniem! xD Jak nie mam siły odkręcić, robię taki myk, że podwadzam pokrywkę łyżką. Pokrywka do wyrzucenia, ale przynajmniej nie trzeba o nic sąsiada prosić. xD
      Zegar biologiczny tyka! xD

      Legendarne listy "do przeczytania" zwykle się nie kończą. I magicznie zamiast z nich ubywać, tylko przybywa. xD
      Ludowa w nowszym wydaniu potrafi być ciekawa, ale klasyka? Matko, jak ktoś majstruje przy klasyce, dostaję spazmów.
      Celtyckie brzmienie to jest to! Potrafi urzec!

      Usuń
    16. Taki myk zawsze stosuję xD Inaczej musiałabym non stop biegac do kogoś, by mi słoiki odkręcał xD
      To też już słyszałam. Od mojego ojca xD

      O tak! TO straszne! A ja nie wiem gdzie mam książki, bo robiłam remont i mam wszystko w pudłach (regał dopiero będzie koło czwartku ;/)
      Serio? Świetnie to robi Hans Zimmer :) On czerpie z klasyki i wychodzi mu to zajeb***! Mój ulubiony kompozytor prawdę mówiąc.
      O tak! Znalazłam ostatnio coś takiego:
      https://www.youtube.com/watch?v=amJ_WLmOKS0
      Takie nie wiadomo co do mnie przemawia xD

      Usuń
    17. Ja zwykle normalnie odkręcę, silna jestem!
      Ojcowie są czasami nietaktowni. xD

      Remonty takie są, zmieniłam mieszkanie w grudniu, a niektórych rzeczy do dziś nie znalazłam. :P
      Naprawdę. Zimmer to co innego, kiedy ktoś tworzy w klasycznej stylistyce, jest ok. Ale kiedy słyszę Chopina na gitarze elektrycznej, mieszankę Mozarta z jakimś popem, mam ochotę wbić sobie widelce w uszy. Duszę mi to rani.
      Kurczę, to jest naprawdę dobre! :o

      Usuń
  3. O Wow! Zazdroszczę!

    Zmieniłaś? Ja właśnie wróciłam do domu rodzinnego po trzyletniej nieobecności...
    O! Widze, że z Ciebie to prawdziwa fanka klasyki! Ja właśnie mam słabość do różnych hybryd. Dziwacznych i w ogóle. Stąd właśnie ten link :D
    Wiem, że dobre. xD xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ręce kulturysty czasem się przydają. xD

      Zmieniłam, wiesz, studencka tułaczka po wynajmowanych mieszkaniach. :') Zazdroszczę, dopiero od roku z rodzicami nie mieszkam i już bym chciała wracać. ^^'
      Miałam dobrą nauczycielkę. Klasyki się nie przerabia, bo to profanacja, amen. Hybrydy są spoko, dopóki nie uderzają w największe świętości.xD
      Dziwaczne, to jest to:
      https://m.youtube.com/watch?v=5g0rUiZ_FFU
      Ale na jakiś swój kosmiczny sposób naprawdę poruszające!

      Usuń
    2. Ah, no tak ;)
      Eeee ja wróciłam bo musiałam, nie bo chciałam.
      Dobry nauczyciel to skarb.
      Oki :D
      Eeee całkiem spoko nuta!

      Usuń
  4. Wysyłam powiadomienie, zgodnie z obietnicą ;)

    https://www.wattpad.com/617246147-raj-utracony-rozdzia%C5%82-11

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak. Ja. Nienawidzę. Zaległości.
    Długo nie będzie, VN czeka (w sobotę pierwszy rozdział od niemal dwóch lat).
    Co do pierwszej sceny, to coś tam Ci już pisałam, że w sumie dalej nic nie wiadomo (a ja bym chciała wiedzieć! xD). Kage i Hiroshi lubią trzymać Ayę (i Maayę najwyraźniej też, hi, hi) w niepewności tak bardzo, jak Ty nas, czytelników. :P
    Co do powrotu Ayi do domu - no, na miejscu jej rodziców też by mi było przykro, że najpierw polazła do chłopa, a nie wróciła do domciu, do mamusi i tatusia! </3 Z drugiej strony… kto by nie chciał iść do Hiroshiego? xD
    Swego rodzaju szacun dla Ayi za to całe „Ale nie zrobicie mu krzywdy?”. Nie wiem, czy byłabym do tego zdolna. Ze swojej strony życzę tej szumowinie wszystkiego, co najgorsze. ;] Zresztą Hiroshiemu też się chyba gdzieś tam kiedyś marzyło, żeby Yoshiro cierpiał męki, a tu przez Ayę nie będzie mógł się nad nim poznęcać, biedactwo. :(
    Jejku, jestem okropna.
    „Mógłby całkiem polubić tego chłopaka gdyby nie to, że skradł serce Ayi, a to skreślało go na starcie.” - Kocham! xD Nie ma to jak nadopiekuńczy tatuś. :D
    „- Zawiedź mnie tylko, a zawiśniesz niczym sztandar na bramie cmentarnej – oznajmił nie przestając się uśmiechać.
    - Rozczaruję pana, nie mam w zwyczaju zawodzić.” - Też kocham i nie wątpię w słowa ani jednego, ani drugiego, hahah. xD

    Biedna Aika. Nie dość, że opłakuje przyjaciół, to jeszcze musiała okłamać innych. I się rozchorować, a to też nieprzyjemne. W ogóle śmieszna sprawa trochę, bo gdy dodałaś ten rozdział, sama leżałam w łóżku ledwo żywa, złożona gorączką. ^^’ Także tego.
    Dobrze za to, że Aika wreszcie znalazła sobie jakiś cel na najbliższy czas. To prawda, że najgorzej jest nie wiedzieć. Mieć nadzieję, że dzieci wrócą. Żyć tą nadzieją i każdego dnia przeżywać tortury. A tak to opłaczą ich i powolutku nauczą się żyć od nowa, bez nich…

    Shin mnie zaskoczył. Myślałam, że wciąż będzie takim cudownym, nieczułym dupkiem, a tu co? :o On ma uczucia! Nieważne, czy to tylko pożądanie - a podejrzewam, że jednak nie tylko, bo raczej nie zareagowałby taką złością na ubliżanie Jenn - czy coś w stylu kiełkującej „miłości”, tak czy owak zdziwił mnie. Hm. Ciekawa jestem, jak to się rozwinie.

    „Teraz ich poszukują, łudzą się, że może, jak to zakochane szczeniaki, postanowili gdzieś razem uciec, chociaż wiedzą, że to niemożliwe. Potem będą wypatrywać ich w tłumie, nie przestaną rozwieszać ogłoszeń, dowiadywać się na policji czy są jakieś ślady. Po paru latach wciąż będą się tym zadręczać, a już do końca życia będą wypatrywać ich przez okno.” - To takie smutne i prawdziwe. :( Bo na pewno tak właśnie by było… T^T
    Oj, ten Lucek zdecydowanie zbyt łatwo ulega Aice. Znaczy w tym przypadku to dobrze, ale to troszku mało diabelskie. xD A Aika jaka nagle pokorna się zrobiła! No ale co się dziwić, jest w dość opłakanym stanie. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. „Spraw, żeby żałował, że nie dał ci spokoju. Irytuj go, wyprowadzaj z równowagi, nie odpuszczaj mu. Nie bój się, nic nie może ci zrobić. Wie dobrze, że teraz wszyscy patrzą mu na ręce i gdyby wyrządził ci krzywdę, zapłaciłby za to. Wykorzystaj to” - Jestem za! Tyle że fakt, jeśli plan się nie powiedzie, to Aya będzie miała jeszcze bardziej przerąbane niż bez tego zatruwania dupkowi życia. Ech, co zrobić, co zrobić? :( Oczywiście chcę wierzyć w moich kochanych facetów, ale że jesteś sadystką, to nie wiem, co z tego wyniknie i trochę się boję. -.-
      Oho, widzę, że Aya zaraz będzie miała okazję się sprawdzić w roli irytującej narzeczonej, bo Shirahime znów chcą ją widzieć. x_x Kurczę, żal mi dzieciaka. x_x Ale nie poddawaj się, Aya, faito!

      Brawa dla Jennifer! Ale Shina zjechała z tym lekarzem i nierobieniem wiadomo czego dłużej niż to koniecznie. :D Wcale się nie dziwię, że gość niemal zbierał szczękę z podłogi, hah. xD

      Etsuko jest ekstra z tym traktowaniem męża. Ma gościu za swoje, niech cierpi! Szkoda tylko, że synusia rozpuściła jak dziadowski bicz. Ale jest tego świadoma, to już coś. Owacje na stojąco.
      „Pamiętał jak Yoshiro o mały włos nie zabił tej małej od Hiou przy okazji uśmiercając jakąś ludzką dziewczynkę.” - Do licha ciężkiego, czy kiedyś wreszcie poznamy szczegóły tej akcji? Jestem strasznie ciekawa! ;_; Było też coś, że Aya wcześniej lubiła Yoshiro, że się z nim we wszystkim zgadzała itp., czyli byli ze sobą w miarę blisko, widywali się od czasu do czasu. A potem taka tragedia, bo, bodajże, „jeden jedyny raz się z nim nie zgodziła”. Szczegóły proszę, szczegóły!
      Ale tak, Etsuko ma rację, ona i Hisao zawiedli jako rodzice. Na całej linii. Jak można „wychować” takiego potwora? W głowie się nie mieści. A gdyby tak jeszcze Yoshiro zupełnie spuścić ze smyczy, uwolnić od wszelkich konwenansów i całej reszty… Do czego byłby zdolny?
      Mam nadzieję, że w razie czego Etsuko będzie jakimś sprzymierzeńcem dla Ayi, ale z drugiej strony, przecież sama ma świadomość, że dla syna zrobi wszystko i nie umie mu w niczym odmówić. Także pewnie i tak wybierze synalka zamiast kobiecej solidarności. :/

      Usuń