wtorek, 9 lipca 2013

Rozdział XII

Aika z wrodzonym wdziękiem opadła na łóżko. Od nadmiaru wydarzeń kręciło jej się w głowie. Zamknęła oczy wsłuchując się w odgłosy burzy szalejącej za oknem. Co jakiś czas słychać było majaczenie Fii, która, według zapewnień Jonathana, powinna dojść do siebie za jakąś godzinę. Miała więc czas do namysłu. Mam się trzymać blisko Lucyfera… ciekawe jak, kiedy on jest w Piekle, a ja na Ziemi… A jakby tego było mało, powoli przestaję uważać go za potwora bez duszy, a to źle. pomyślała Bardzo źle…- potwierdził Whisper. O! Jeszcze tu jesteś? spytała zdziwiona, na co ten odpowiedział nieco rozbawionym tonem: Byłem, jestem i zawsze będę w twej głowie, Niszczycielko… Aika nakryła głowę poduszką Zgiń, przepadnij, jesteś bezużyteczny. mruknęła w myślach. Nieprawda… czyż nie powiedziałem ci, że jesteś w korzystnym położeniu jeśli chodzi o Lucyfera, a twoje największe zmartwienie stoi za drzwiami?..- zapytał, a Kiyokuro ugryzła się w język, by nie zakląć. Za taką pomoc to ja ci bardzo dziękuję. prychnęła i wstała. Jak będziesz miał mi coś do powiedzenia, to się odezwij, a teraz muszę pomyśleć. oznajmiła i usiadła na parapecie.
-Jakież to wszystko irytujące…- mruknęła opierając policzek o szybę.
Dźwięk rozbijających się o szkło kropli deszczu łagodnie uspokajał jej wystawiane ostatnimi czasy na zbyt wielką próbę nerwy. Dlaczego wszyscy się na nią uwzięli? Piekło, Niebo, Pogromcy, a nawet Niszczyciele… każdy czegoś od niej chciał. Jak nie zrobić z niej broń biologiczną, to ją unieszkodliwić, ostrzec, albo jeden Bóg (który ponoć kocha ją tak samo jak wszystkie swoje dzieci) wie co jeszcze. Stała między Dobrem, a Złem. Między Scyllą, a Charybdą… tu źle, a tu jeszcze gorzej. 
-Chociaż, archanioł nie mówił czego chcą, bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że przyszły mnie ostrzec bezinteresownie, ot, z miłości do ludzi.- powiedziała i zeskoczyła z parapetu.
Chodziła w tę i we w tę z zaplecionymi za plecami rękoma.
-Demo… nie wiem też czego chciała Sora… jaki interes ona w tym wszystkim ma?
Nie zmieniając kursu drzwi
- okno, próbowała rozgryźć Miho. Poprzednio chciała zrobić z niej synową, a teraz? Co ona znowu wykombinowała? Otworzywszy drzwi, wypadła na korytarz. Rozejrzała się dookoła i ujrzawszy uchylone drzwi do pokoju, który przydzieliła Fii, skierowała swe kroki w tamtą stronę.
-Jonathan…- zaczęła, lecz chłodne spojrzenie zielonych oczu uciszyło ją.
Diabeł, zmieniwszy zbijający gorączkę okład na czole chorej, wstał, po czym wyprowadził szesnastolatkę z pokoju i delikatnie zamknął drzwi.
-Oszczędziłabyś mi naprawdę wiele roboty, gdybyś zachowywała się trochę ciszej.- powiedział niemalże szeptem.
Mruknęła coś w odpowiedzi i machnęła lekceważąco ręką, co Jonathan zaczął komentować jako egoistyczne i nieodpowiedzialne zachowanie. Puszczając jego komentarz mimo uszu, ruszyła w stronę swoich drzwi. Blondyn spojrzał na nią jak na kogoś z zaawansowanym stadium psychozy, ale darując sobie kąśliwą uwagę, wszedł do pokoju.
-Zanim zapytasz, tak, czuję się dobrze i nie, nie potrzebuję apartamentu w wariatkowie.- to rzekłszy, ogarnęła dłonią pokój-Usiądź sobie, bo to trochę może potrwać.
Nie odzywając się słowem, zajął miejsce na krześle przy biurku.
-Musisz mi przyrzec, że nic nikomu nie powiesz.
-Dobrze.- skinął głową.
-Przyrzeknij.- posłała mu lodowate spojrzenie swych zielonych oczu.
-Przyrzekam. O co chodzi?
-W Piekle zemdlałam. Ale nie tak jak zawsze. Czułam się, jakbym tylko zamknęła oczy, a kiedy je otworzyłam wokół było ciemno, a po chwili zrobiło się tak przeraźliwi jasno, że aż musiałam zmrużyć oczy. Potem pojawiły się archanioły.

-Czegóż oni od ciebie chcieli?- spytał wyraźnie podenerwowany.
-Ostrzec mnie. Dziwne, nie? Niby to ja jestem taki wróg Światłości i w ogóle, a archanioły przychodzą mi powiedzieć, jak mam ocalić własną skórę.- przeszła po pokoju i stanęła przed oknem- A jakby tego było mało, Miho Sora chciała mi pomóc w Watykanie. Chociaż nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć, na czym ta jej pomoc miała polegać.- odwróciła się i przycupnąwszy na brzegu łóżka, spojrzała na Jonathana-Co o tym myślisz?
-A ty?

-Na moje oko oni wszyscy coś knują. Archanioły czy też nie, w dzisiejszych czasach tylko po twarzy można dostać za darmo, choć przeważnie i na to trzeba zasłużyć, ale nie wiem czego oni mogą chcieć w zamian za te ich ostrzeżenie. I jest jeszcze Sora, a ona to nawet umierającemu na pustyni z pragnienia szklanki wody by nie podała.
Jonathan uśmiechnął się niedostrzegalnie.
-Dobrze kombinujesz. Co w takim razie proponujesz zrobić?- spytał opierając brodę na pięści.
-Dowiedzieć się czego oni wszyscy ode mnie chcą i wybrać ofertę najkorzystniejszą dla mnie. Ale musiałabym z nimi porozmawiać. I to najlepiej jednocześnie.
-Masz świadomość, że gdy tylko się zobaczą, rzucą się sobie do gardeł?
-Mam. I tu jest prośba do ciebie. Czy mógłbyś zorganizować to spotkanie gdzieś, gdzie nie mają prawa się nawzajem pozabijać? 
-Mógłbym.
- skinął głową.
-A zorganizujesz? Onegai…- obdarzyła go błagalnym spojrzeniem.
-Zorganizuję.
-Jonathan, ja cię po prostu uwielbiam.-
powiedziała oddychając z ulgą.
-Przestaniesz jak ci coś powiem.- mruknął prostując się na krześle i wbijając jadowicie zielone oczy w twarz Aiki.
Przełknęła głośno ślinę i podejrzliwie spojrzała na demona.
-Dzwonili ze szkoły.
No to mogiła…
-Aha, co w związku z tym?- spytała przybierając na pozór obojętny wyraz twarzy.
-To, że mam się jutro stawić u dyrektorki, bo ty nie raczyłaś już po raz kolejny pokazać się na zajęciach.
-U dyrektorki? Ty?-
pochyliła się lekko do przodu.
-Jako twój prawny opiekun…- zaczął cierpliwie tłumaczyć.
-Czekaj, czekaj… Jako mój kto?!
-Opiekun.
- odpowiedział nie ruszając się z miejsca.
-Jak?!
-Kilka poprawek w papierach i już. Nic trudnego.- wzruszył ramionami tak, jakby codziennie fałszował dokumenty.
-Czemu?!
-Nie chcę być okrutny, lecz… nie wiem czy zauważyłaś, ale twoja mama jest… roślinką. Chociaż nie. Cofam to, roślinki oddychają…  A ludzie lubią gadać. Sprawa dojdzie do opieki społecznej i zamkną cię w bidulu, bo pełnoletnia jeszcze nie jesteś.-
wyjaśnił spokojnie.
Aika bezwładnie opadła na łóżko.
-Aika?
-Za dużo… zdecydowanie za dużo…-
szepnęła wbijając oczy w sufit.
-Czego?
-Wrażeń.-
mruknęła cichutko i zamknęła oczy.
Cała energia opuściła jej ciało. Splotła dłonie na brzuchu wprost marząc o tym, by choć przez chwilę jej myśli zaprzątały przyziemne problemy. Poczuła na swoich splecionych palcach rękę Jonathana. Podniosła powieki i spojrzała na siedzącego obok demona.
-Posłuchaj, wiem, że ci ciężko…- zaczął cicho ze stoickim spokojem patrząc jej w oczy-Ale musisz działać. Nie możesz stać się marionetką w ich rękach. Mari chciała, bym się tobą zaopiekował. I zaopiekuję się tobą.- choćby za cenę własnego życia… dodał w myślach.
Kiyokuro natychmiast podniosła się do pozycji siedzącej. Jej kłębiące się myśli zdominowała jedna, którą postanowiła wypowiedzieć na głos:
-Jonathan, co cię łączy z moją matką?
W jego oczach zatańczyło zdziwienie, lecz po chwili ustąpiło na rzecz bólu, by na końcu ukazać beznamiętną zieleń jego tęczówek.
-To bardzo długa historia.- westchnął ciężko.
-A ja mam bardzo dużo czasu.
<***>
-Nienawidzę burzy.- mruknęła Aya i jakby na potwierdzenie swych słów wzdrygnęła się, gdy kolejny błysk rozświetlił niebo.
-Zauważyłem.- uśmiechnął się w odpowiedzi i postawił na stoliku tacę z herbatą.
Znajdowali się w sporym salonie urządzonym w starym stylu. Mimo ciemnych ścian, grubych kotar, rzeźbionych mebli i skórzanych obić nie sprawiał on onieśmielającego wrażenia.
Aya wzięła w dłoń filiżankę i upiła skąpy łyk herbaty. Spojrzała na Hiroshiego, który nie wiedzieć czemu, wciąż się uśmiechał.
-Z czego się śmiejesz?- spytała i obdarzywszy go podejrzliwym spojrzeniem, odstawiła filiżankę.
-Ja się nie śmieję. Ja się uśmiecham.- powiedział przybierając poważny wyraz twarzy.
-Taak?- mruknęła przeciągając samogłoskę.
-Tak.
-W takim razie powiedz mi do kogo, bo ja tam
- w tym momencie wskazała miejsce, w którym niedawno utkwiony był wzrok Hiroshiego- nikogo nie widzę.
-Do siebie.-
wzruszył ramionami.
Aya uniosła pytająco jedną brew.
-Matko, czy nekromanta nie może już się sam do siebie uśmiechnąć?- westchnął wznosząc oczy ku sufitowi.
-Nie. Takie uśmiechanie się samemu do siebie świadczy o chorobie psychicznej, a co za tym idzie, miałam rację. Jesteś psychiczny.- uśmiechnęła się triumfalnie.
-Ja? Psychiczny?!
-Hai.-
skinęła głową z powagą.
-A wiesz kim ty jesteś?
-Kim?-
odważnie spojrzała mu w oczy.
-Mistrzynią obłudy! Oto kim jesteś!- odgryzł się.
-Uzasadnij.- syknęła mrożąc go spojrzeniem.
-Klasyczny przykład „cichej wody”. Nieśmiała, miła, tajemnicza… to tylko pozory. Tak naprawdę jesteś wredna, mściwa i irytująca.
-Nieprawda!-
krzyknęła prostując się niczym struna.
-Prawda!
-Nieprawda!
-Prawda!
-Tylko ty tak na mnie działasz!-
oznajmiła niewiele myśląc co mówi.
-Dziękuję.- odpowiedział i uśmiechnął się uśmiechem zwycięzcy-Nie wiedziałem, że wzbudzam w tobie aż tak silne uczucia.
Aya zamrugała parę razy i, zorientowawszy się co powiedziała, pokręciła energicznie głową.
-Czekaj, to nie tak. Po prostu…- zaczęła i z nadzieją na znalezienie podpowiedzi rozglądała się wokół.
-Po prostu co?
-Och! Zlitujże się! Tak mi się powiedziało! Czy ty zawsze drążysz temat, aż padną słowa, które paść nie powinny?-
spytała błagalnie patrząc mu w oczy.
-Zabawna jesteś.- oznajmił tylko z uśmiechem i zajął się popijaniem stygnącej herbaty.
On jest okropny! pomyślała i ujęła filiżankę w obie dłonie. Biorąc kolejny łyk napoju obiecała sobie, że się nie odezwie już ani słowem Powinni mnie zakneblować. pomyślała jeszcze i posłała ponure spojrzenie nekromancie.
 <***>
Jonathan wziął głęboki oddech. Nie chciał zdradzić nikomu tego, co działo się w jego sercu, ale spojrzawszy w jej szczere i tak podobne do matczynych oczy, westchnął tylko.
-No dobrze…- opuścił głowę i pokręcił nią- Nawet nie wiem od czego zacząć.- uśmiechnął się gorzko.
Aika ścisnęła jego dłoń i wyrozumiale skinęła głową.
-Najlepiej od samego początku. Skąd się znacie?- podpowiedziała łagodnym tonem.
-Poznałem ją w Legionie.- oznajmił i widząc cień zdziwienia przemykający przez jej twarz po raz kolejny westchnął- Nie zawsze byłem demonem. Stałem się nim znacznie później.
Kiyokuro przyglądała mu się z uwagą. Wydawał się teraz znacznie starszy niż był w istocie. Wsłuchiwała się w jego historię. Zadziwiało ją to z jakimi detalami opowiadał o pierwszym spotkaniu z Mari, o tym, jak przez następne lata razem przechodzili trening…
-Nigdy na nikim tak bardzo mi nie zależało.- uśmiechnął się ponuro-Wyobraź sobie, że ja, idiota zamierzałem jej się nawet oświadczyć…- pokręcił głową i zamknął oczy.
-I co dalej?- spytała szeptem.
-Nic. Wybrała jego. Nic o nim nie wiedziała, spotkała go wcześniej tylko raz. Ale to jej wystarczyło, by zignorować moje uczucia i związać się z nim.- nabrał w płuca powietrza i otworzył oczy, w których nie było nic prócz pustki-Wtedy… zrobiłem coś niewybaczalnego.
-Co takiego, Jonathanie?
-Jej przyjaciółka, jedyna bliska jej osoba poza nim… byłem tak wściekły, tak bardzo nienawidziłem wszystkiego na tym świecie… ale żałuję tego, a ona nie umie… nie chce mi wybaczyć…
-Jonathanie, co zrobiłeś?-
spytała nie mogąc zrozumieć nic z jego chaotycznej wypowiedzi.
Blondyn zamrugał parę razy jakby właśnie otrząsnął się z transu i spojrzał na Aikę.
-Byłem tak zaślepiony gniewem, że nie wiem nawet jakim cudem udało mi się znaleźć ścieżkę prowadzącą do Legionu. Po drodze spotkałem Maayę Hiou. Nie wiem co we mnie wstąpiło, ale…
Wtedy wyrzucił z siebie potok słów. Dziewczyna z niedowierzaniem patrzyła na niego, gdy mówił o tym, jak złapał przerażoną Hiou za ramiona i potrząsając nią zadawał jej pytania, na które nie mogła znać odpowiedzi.
-„Dlaczego on?” „Co ona w nim widzi?”... była tak przerażona, że nie mogła wydać z siebie żadnego dźwięku. Szczerze mówiąc, nie dziwię się. Martwiła się nie tylko o siebie, ale również o dziecko, które nosiła pod sercem. Jedyne czym zawiniła jest to, że znalazła się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie… Nie pamiętam nawet w którym momencie, pojawił się jej brat. Chciał ją obronić. Ale co mógł zdziałać przeciw wyszkolonemu Pogromcy? Nie wiem jak… w pewnej chwili padł bez życia na ziemię. A ja jak gdyby nigdy nic, ruszyłem w stronę Legionu.-  niemalże wyszeptał, a jego spojrzenie na powrót stało się nieobecne, jakby przeniósł się w czasie do tamtych wydarzeń.
-Co było dalej?- szepnęła, choć nie była pewna, czy chce znać ciąg dalszy tej historii.
-Naprawdę żałowałem tego co zrobiłem… ale Mari nie mogła mi tego wybaczyć. Dlatego poszedłem do samego Szatana. Nie miałem już nikogo i niczego. Lucyfer obdarzył mnie mocą i sprawił, że ból, który nosiłem w sercu zelżał. Wyrzekłem się wszystkiego, łącznie z nazwiskiem. Przysiągłem sobie, że znienawidzę wszystko, co ma jakikolwiek związek z Mari Kiyokuro, ale… pomimo naprawdę wielkich chęci, nie mogłem jej szczerze znienawidzić, więc wmówiłem sobie tę nienawiść. Po kilku miesiącach urodziłaś się ty, a ja dowiedziałem się, że jesteś dzieckiem Pogromców z przepowiedni wieszczki. Nie pozostało mi nic, tylko czekać. Jak wiesz, byłaś naznaczona, więc trzeba było działać. Przemieniłem cię wedle woli Lucyfera. Gdy znowu zobaczyłem Mari… rozdrapałem jeszcze niezabliźnioną ranę w sercu. Ja nie potrafiłem jej znienawidzić, ale ona mnie tak.
Jak on strasznie cierpi… pomyślała ze współczuciem. Nie cierpi za darmo… Przestań mu współczuć, nie jest tego wart…- szeptał w jej głowie. Pozwól, że sama ocenię, czy jest wart mojego współczucia, czy nie.- odpowiedziała już całkowicie ignorując Szept.
-Kiedy myślałem, że już wszystko stracone, pojawiła się nadzieja. Powierzyła mi opiekę nad tobą, a nikt nie jest dla niej ważniejszy niż ty. Być może… jeśli jej nie zawiodę wybaczy mi.- westchnął nie podnosząc oczu na dziewczynę- Nic nie powiesz?- spytał, gdy cisza, która zapadła stała się dla niego nieznośna.
-Nie powiem, bo nie wiem co powiedzieć. Tak strasznie chciałabym ci pomóc, ale nie wiem jak…
-Mylisz role, Aika… to nie ty masz mi pomóc, lecz ja tobie.-
rzekł przymykając powieki.
Kiedy znów mogła ujrzeć jego oczy, nie dostrzegła w nich nawet cienia bólu. Widniało w nich tylko chłodne opanowanie. Aika podniosła się do pozycji stojącej i podeszła do okna.
-Na kiedy jesteś w stanie wyznaczyć to spotkanie?- spytała tym samym zmieniając temat.
-Jaki termin ci odpowiada?
-Jutro, wieczorem.-
oznajmiła i słysząc ciche skrzypnięcie drzwi odwróciła się.
Opierając się o futrynę, do pokoju zajrzał nie kto inny jak Strażniczka. Rozglądała się wokół z nutą lęku w spojrzeniu. W końcu jej wzrok padł na Aikę.
-Jak się czujesz?- zapytała podchodząc do Fii.
-Dobrze.- odpowiedziała cichym, lekko zachrypniętym głosem- Możesz mi powiedzieć… gdzie ja jestem?
-W moim domu.
-Dobrze… możesz mi pokazać wyjście?
-A dokąd ty chcesz iść?-
zadając pytanie zmarszczyła brwi.
-Do domu.- mruknęła jakby to było najbardziej oczywiste na świecie.
-Wykluczone. Nigdzie cię w takim stanie nie puszczę.- pokręciła przecząco głową.
-Nie zdajesz sobie sprawy z powagi sytuacji. Im dłużej tu jestem, tym większe stanowię dla ciebie zagrożenie. Dziękuję ci za wszystko, ale lepiej będzie jak już pójdę.- z powagą wlepiła swe bursztynowe oczy w Niszczycielkę.
-Nie zgadzam się. Jonathan?- odwróciła głowę w stronę diabła, który do tej pory się nie odzywał.
-Tak?
-Nic nie powiesz?-
posłała mu znaczące spojrzenie.
-Spędziłaś tu całą noc i pół dnia, więc jak zostaniesz jeszcze trochę, to nic się nie stanie.- wzruszył ramionami.
Fia pokręciła głową.
-Ona nie odpuści. Będzie mnie szukać tak długo, aż mnie znajdzie.- powiedziała zatapiając wzrok w bliżej nieokreślonym punkcie.
-Nie odważy się.- zapewniła i przyjrzała jej się dokładnie.
Z cichym westchnieniem podeszła do szafy. Wyciągnęła z niej coś i wróciła do dziewczyny. Nie dając jej dojść do słowa, wzięła ją pod ramię i zaprowadziła do łazienki.
-Jak już doprowadzisz się do porządku zejdź na dół. Wtedy porozmawiamy.- oznajmiła i nie czekając aż dziewczyna zacznie protestować, zamknęła drzwi, po czym wróciła do pokoju.
-Wiesz, że ona ma rację?
-Miałam ją tak wypuścić? Ledwo trzymającą się na nogach w zakrwawionej sukience?-
uniosła brew patrząc na niego- Zastanów się, jeśli nie przemawia przez ciebie miłosierdzie, to niech przemówi zdrowy rozsądek. Jak sam wcześniej powiedziałeś, ludzie lubią gadać. A jak myślisz, jakie wrażenie zrobi na nich taki widok?
-O tym nie pomyślałem.- przyznał niechętnie.
-A tak poza tym, zżera mnie ciekawość i nie wypuszczę jej dopóki nie opowie mi, co takiego zaszło między nią, a tą dziewczyną.- schodząc po schodach obejrzała się przez ramię.
Jonathan uśmiechnął się subtelnie, jakby bardziej do siebie niż do niej i poszedł za nią do salonu.
-Ależ ty się zmieniłaś.- powiedział, a z twarzy nie znikał mu zagadkowy uśmiech.
Kiyokuro usiadła na fotelu i, założywszy nogę na nogę, posłała mu pytające spojrzenie.
-Z przestraszonej i niepewnej dziewczynki powoli stajesz się Niszczycielką.- oznajmił.
Oparłszy brodę na pięści, z zainteresowaniem przysłuchiwała się słowom blondyna.
-Zastanawiasz się co jest dla ciebie korzystniejsze, starasz się trzeźwo myśleć, jesteś pewniejsza swoich możliwości, zmieniasz się z dnia na dzień… muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem.- skinął głową z uznaniem.
-Z jednej strony to dobrze, a z drugiej… nie wiem ile zostało we mnie człowieka, a ile bestii żądnej krwi.- odparła spokojnie.
-Myślę, że ku niezadowoleniu Lucyfera, krwiożerczą bestią się nie staniesz.
-Ale pewności nie masz.-
bardziej stwierdziła niż zapytała.
-Pewności nigdy nie ma.- wzruszył ramionami.
-No właśnie. Dlatego mam do ciebie prośbę…- zaczęła, jednak Jonathan pokręcił 
Wzrok Aiki padł na schody. Ze zwieszoną głową, podtrzymując się poręczy schodziła po nich Fia. Kruczoczarne włosy opadały jak kurtyna na jej twarz, przez co Aika nie mogła ujrzeć jej wyrazu. Strażniczka powoli podeszła do Kiyokuro.
-Usiądź.- szatynka skinęła głową widząc, że dziewczyna nie ma zamiaru ruszyć się bez jej pozwolenia.
Usiadła na brzegu kanapy i podniosła oczy na Aikę.
-Możesz mi powiedzieć co tam się stało? Kim była ta dziewczyna?- spytała patrząc prosto w bursztynowe oczy Fii.
Wzięła głęboki oddech, a jej ciało przypominało napiętą strunę.
-To Jennifer, moja siostra...
-Jakieś niepodobne jesteście. 
-...bliźniaczka.- dokończyła, a Aika otworzyła szeroko oczy.
-Naprawdę?
Fia skinęła głową z powagą.
-Dobrze... a dlaczego chciała cię skrócić o głowę?
-Zemsta.
-Ale za co? 
-Jestem Strażniczką. Moje ciało jest klatką. Więzieniem bazyliszka.- powiedziała i odwróciła wzrok- Strażniczka objawia się w co drugim pokoleniu rodziny Cage. Jestem młodsza od Jennifer, lecz to mnie wybrał bazyliszek, mimo że wcale tego nie chciałam. Jennifer się wściekła. Twierdzi, że ta moc należy się jej. I chce ją odebrać.
Wzrok zielonookiej padł na skórę Fii, którą odsłaniał biały sweter opadający z ramienia. Czarny tatuaż idealnie kontrastował z jasną skórą na ramieniu dziewczyny.
-Nie rozumiem... skoro chce ją odebrać, to dlaczego cię nie zabije?- mruknęła Niszczycielka, ale zaraz dodała-Wybacz, nie chciałam być aż tak bezpośrednia, ale w tej sytuacji muszę wiedzieć o wszystkim i to najlepiej jak najszybciej.
Strażniczka wzruszyła ramionami.
-Na tym polega cały dowcip. Jeśli mnie zabije, bazyliszek będzie wolny. I nikt nie zdoła go powstrzymać. Potrzebuje mnie, bo on nie posłucha nikogo innego.- powiedziała spokojnie.
-Rozumiem.- kiwnęła głową-Hm... co ja mam teraz z tobą począć?- bębniąc palcami w podłokietnik fotela spojrzała na Jonathana.
-Jej stan zdrowa nie jest najlepszy. Lepiej dla niej byłoby, gdyby jeszcze została, a tobie... myślę, że nic ci nie będzie. Zadzierając z tobą, zadrze z Lucyferem, a co za tym idzie, z całym Piekłem.
-W takim razie, jeszcze sobie troszeczkę ze mną pomieszkasz.- oznajmiła z uśmiechem Kiyokuro.
-Dziękuję, ale nie mogę nadużywać twojej gościnności. Już i tak dużo dla mnie zrobiłaś, nie chcę sprawiać problemu.- westchnęła i wstała.
-Kochana, to dla mnie żaden problem. Szczerze mówiąc, to jeśli zostaniesz wyświadczysz mi przysługę.- wzruszyła ramionami-A teraz wracaj do pokoju. Zaraz przygotuję ci coś do jedzenia.
-Ale ja nie mogę...
-Ale ja cię o nic nie pytałam. Wracaj do pokoju.- powiedziała łagodnie, choć dało się w jej głosie wyczuć stanowczość.
-Lepiej jej posłuchaj.-poradził Jonathan.
Fia pokornie skinęła głową i poszła w kierunku schodów. Gdy Aika usłyszała ciche skrzypnięcie drzwi westchnęła.
-Wracając do momentu, w którym mi przerwałeś... mam do ciebie prośbę.
Blondyn kiwnął głową i spojrzał jej w oczy.
-Tak jak zauważyłeś, człowieczeństwo powoli we mnie zanika. A Instynkt jest coraz silniejszy, więc jeśli... jeśli już nie będę miała skrupułów...
Jonathan zmrużył oczy.
-Aika, co ty...
-Jeżeli nie będę już nad tym panować, zabij mnie. O tyle cię proszę.- powiedziała, po czym wstała i nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź, odeszła.

<***>
Witam!
Jak widzicie, XII za mną... Pff... jakoś mi się nic nie chce. Pisze mi się ciężko, w ogóle nawet mi się z łóżka wstawać nie chce. Ale co poradzić, jak Aya marudzi i marudzi... Co do następnego rozdziału, to nie wiem kiedy będzie, ale postaram się napisać w miarę szybko.

Pozdrawiam- Andzik

6 komentarzy:

  1. Aj, nie bardzo mam czas na pisanie, bo zaraz wyjeżdżam na działkę.
    Po pierwsze, dzięki za rozdział :D
    Po drugie, masakra z tym Jonathanem D: Powinnam go znienawidzic za to, co zrobił mojej mamusi i wujciowi, ale jakoś do końca nie potrafię tego zrobic, bo mi go żal...
    Po trzecie, Hiroshi mnie rozgryzł Q.Q Mówię tu o prawdziwej mnie, bo kurka coraz częściej mam wrażenie, że naprawdę taka jestem D: To mnie przeraża, bo wcześniej tak nie było T^T Co tu się teraz dziwic, że nazywają mnie wredną ;(

    Spadam, a jak wrócę, będę pewnie marudzic o kolejny rozdział :D Czyż to nie motywujące? Jak się trochę pojęczy, to później co poniektórzy szybciej pracują xd Baju :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co :*
      Eh, on jest taki nieszczęśliwy, że wcale Ci się nie dziwię. Sama próbowałam go chociaż troszkę mniej lubić, ale jakoś mi nie wyszło...
      Głupoty gadasz. Wcale wredna nie jesteś.

      Ta... bardzo motywujące. Doszło do tego, że boję się gdziekolwiek wypowiedzieć, bo pierwsza odpowiedź to: "Kiedy będzie rozdział?"

      Pozdrawiam- Andzik

      Usuń
  2. Dzięki za info!

    Oj! To się porobiło! Choć prośba Aiki nie była dla mnie jakimś wielkim zaskoczeniem. Na jej miejscu postąpiłabym tak samo.
    Jonathan... Ten to miał przerąbane... Pewnie wyrzuty sumienia nie dadzą mu spokoju przez resztę życia... Eh...
    Mało było Lucyfera! Ja się w nim powoli zakochuję... ^^" Chcę więcej Lucka!!! <3
    Hiroshi... Za krótki epizod między Ayą a Hiroshim by jakoś bardzo go komentować... Może ich... uczucie rozwinie się bardziej w przyszłości...

    Ave i weny! :*
    K.L.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To akurat było do przewidzenia.
      Tu się zgadzam. Miał, ma i będzie miał przerąbane do końca swoich dni. Ale co do wyrzutów sumienia, to nie jestem pewna. Muszę jeszcze nad tym pomyśleć.
      Kochanie, Lucyfera wcale nie było. Ale nie przejmuj się, bo w najbliższej przyszłości będzie o nim baardzo dużo ;)
      Ano może i się rozwinie... a może (jak kiedyś mówiłam Ayi)Hiroshiego przejedzie karawan? A może spadnie mu cegła na głowę? Jeszcze nie wiem co, ale chyba spotka go coś przykrego, bo aż mnie korci, żeby mu życie uprzykrzyć.

      Pozdrawiam- Andzik

      Usuń
  3. Dobra jak zwykle przeczytane x czasu temu a dopiero teraz komentuje sorki -.-" W każdym bądź razie co do rozdziału... Jak zwykle muszę ci pogratulować xP

    Nie no historia Jonathana po prostu mnie rozbroiła Q.Q Nie no po stokroć biedny noo D: Kuraka siwa i kurczak nieopierzony ;( Ech nooo T.T Po za tym zagięłaś mnie co on zrobił Maayo D: Nie no to straszne a zarazem cholernie tragicznie pięknie Q.Q

    Co do mnie... O kurka moja własna siostra mnie nienawidzi i to do tego BLIŹNIACZKA ! D: O reny -.-" Ech mam tylko nadzieje że zbytnio nie przysporzę kłopotów mojej wybawczyni ^ ^"

    Hahaha nie no wątek Ayi i jej Nekromanty jest zaiste zacny xD Nie no kocham ich oboje <3 Kurka w prawdziwym życiu mi i Ayi by się taki facet przydał -.-" No ale cóż...

    Dobra to tyle i pisz szybko następny xp

    Pozdrawiam Suzu

    OdpowiedzUsuń
  4. Nominuję Cię do LIEBSTER BLOG AWARD!
    http://witch-and-the-beast.blogspot.com/2013/07/liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń